1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Materiał partnera
  4. >
  5. Łempicka – fascynująca opowieść o najdroższej polskiej malarce

Łempicka – fascynująca opowieść o najdroższej polskiej malarce

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Tamara Łempicka. Niepokorna, skandalizująca, zafascynowana sztuką i pięknem ludzkiego ciała. Najdroższa polska malarka wszech czasów, która konsekwentnie budowała swoją legendę, lecz często płaciła za nią, tak jak dziś wielbiciele sztuki za jej obrazy, najwyższą cenę.

Właśnie ukazała się książka Małgorzaty Czyńskiej „Łempicka. Tryumf życia” – porywająca, świetnie napisana, wymykająca się schematom opowieść o życiu, miłości i tajemnicach genialnej artystki. Autorka przedziera się przez misternie stworzoną legendę, by pokazać prawdziwą, całe życie poszukującą spełnienia i doskonałości, wielbioną przez miliony, lecz często nieszczęśliwą, Tamarę Łempicką.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Kasia Warnke (@kasiawarnke)

Zdjęcia znajdujące się w książce, odmalowany klimat Paryża lat 20. i portret nieskrępowanej konwenansami nowojorskiej bohemy artystycznej doskonale oddają charakter epoki, w której żyła i tworzyła Łempicka.

Małgorzata Czyńska, „Łempicka. Tryumf życia”. Książka jest już dostępna w sprzedaży. Przeczytajcie fragment.

Małgorzata Czyńska. 'Łempicka. Tryumf życia', Wydawnictwo Znak. (Fot. materiały prasowe) Małgorzata Czyńska. "Łempicka. Tryumf życia", Wydawnictwo Znak. (Fot. materiały prasowe)

Pisali, że jej akty są genialne, tak jak kompozycje obrazów. Genialne, genialne – powtarzała sobie w kółko. Ktoś tam co prawda bąknął o dekoracyjnym i przewidywalnym stylu, ale to bzdury zagłuszone chórem pochwał. Najważniejsze, że była genialna.

A, i jeszcze po tym obrazie nazwano ją perwersyjnym Ingresem. Mistrz klasycyzmu, najwybitniejszy francuski portrecista i perwersja – czemu nie? Tamara łączyła w sobie wszystko co najlepsze, najciekawsze, najbardziej pobudzające.

Miała oko do modelek, malowała ponętne ciała w zmysłowych pozach. Żadne jednak ciało nie okazało się tak ponętne jak Rafaeli, żadna poza bardziej zmysłowa niż ta, w której ułożyła się na jej obrazie. Była tak piękna i pociągająca, że kiedy szła szybkim krokiem alejką Lasku Bulońskiego, inni spacerowicze przystawali i oglądali się za nią. Kręcili głowami, przerywali rozmowy. Tamara też przystanęła, zdziwiona i zafascynowana reakcją przechodniów. Najpierw zobaczyła ludzi odwracających głowy za krągłą, zgrabną kobietą, potem na nią spojrzała – szła spacerowym krokiem, a wyglądała, jakby wodziła na pokuszenie cały świat. Ciało, magnetyzm i wabik warte pędzla Łempickiej. Tamara nie wahała się ani chwili, dogoniła ją i zaproponowała pozowanie.

Przez cały rok Rafaela przychodziła do pracowni, rozbierała się, kładła na wąskiej kanapie czy szezlongu. Naga, leniwa, bezwstydna. Jedno ramię założone za głowę. Każda część ciała tak krągła i gładka, że nic tylko dotykać, pieścić, całować.

Tamara malowała tak, jakby rzeźbiła to ciało, toczyła jego krągłości. Nie na darmo André Lhote powtarzał, że malarz powinien patrzeć na świat okiem rzeźbiarza. Nie na darmo rzeźbiarz Antoine Bourdelle, oglądając jej obrazy, stwierdził: „Gdyby nie te piękne barwy, wolałbym, żeby zajmowała się pani rzeźbą”.

Rafaela: złocista skóra, czerwona szminka na wargach i kawałek szyfonu w tym samym kolorze na nogach. Zmysłowe ciało rozsadza ramy obrazu.

Jeśli można namalować pożądanie, Tamara właśnie je namalowała.

Krytyk Arsène Alexandre, ten sam, który nazwał ją perwersyjnym Ingresem, napisał w „La Renaissance”, że „twórczość tak zdyscyplinowana jak jej wymaga wiele woli twórczej, dbałości o szczegóły i najwyższego skupienia umysłowego i psychicznego. Łempicka zostawiła za sobą nauki francuskiej Akademii, a jej wyczucie koloru doprowadziło ją nieświadomie do zestawiania na płótnie płaskich arabesek, które są czysto kubistyczne – z tej spontanicznej geometrii narodziły się kształty i modelunek, które tak dzisiaj podziwiamy”.

Tego strasznego roku, kiedy Tadeusz powiedział o swoim romansie, tego strasznego roku, kiedy leżał w łóżku z kochanką, Tamara namalowała najpiękniejszy akt, namalowała pożądanie.

Była tryumfem sztuki, tryumfem życia.

Światło dnia wlewało się pod powieki jak żrący kwas. Story powinny być zaciągnięte, a nie były. Znowu. Tak dużo pracowała, tak krótko spała, a waleriana działała na nią coraz słabiej. Musiała spać, żeby mieć siłę do pracy, do życia, a oni nie szanowali jej snu.

Tadeusz wciąż awanturował się o powroty nad ranem, jakby rozliczał ją z czasu, który spędzała nie z nim i z córką Kizette.

Twoje zachowanie mnie obraża, Tamaro – mówił. – Ośmieszasz mnie w oczach świata.

Narzekał i narzekał. Nie chciała tego słuchać, więc go ignorowała, a potem poszedł do dentysty i spotkał tę milionerkę, która prawiła mu słodkie słówka o miłości i karmiła uznaniem jak psa kością. Położył się z nią do łóżka i już nie wrócił do Tamary.

Jeszcze próbowali się porozumieć. Pojechali razem nad jezioro Como, ale krzyczeli tak, że dyrektor hotelu przyszedł interweniować. Przeszkadzali innym gościom – albo się uspokoją, albo będą musieli opuścić hotel.

Scusa – wycedził Tadeusz przez zaciśnięte zęby. Znowu musiał przez nią przepraszać, znowu narażała go na niezręczne sytuacje. Życie z nią stało się piekłem – tak powiedział.

Już nie potrafili ze sobą rozmawiać. Albo ona nie słuchała, albo on nie słuchał, chociaż zwykle to była ona.

Zniszczyłaś nasze małżeństwo – mówił. – Nie proś mnie, Tamaro. Nigdy do ciebie nie wrócę.

I tak została sama w pustym łóżku. Nie miał racji, myślała. Thadé cały czas się mylił, nigdy nic nie rozumiał.

„Żyję na marginesie społeczeństwa, a normy społeczne nie odnoszą się do tych z marginesu”, powtarzała. To dobrze brzmiało, tłumaczyło wiele, właściwie wszystko. Życie na marginesie społeczeństwa i malowanie, przede wszystkim malowanie pochłaniało cały jej czas. Biedny Thadé, biedny baran herbu Junosza, miał za żonę Tamarę Łempicką, malarkę zwaną perwersyjnym Ingresem, i mówił, że ona go obraża, ośmiesza, chociaż powinien być z niej dumny.

Nie słuchała go, bo po co miałaby słuchać? Nie mogła ani nie chciała się zatrzymać. „W sztuce geniusz polega na tym, żeby wiedzieć, jak daleko można się posunąć za daleko”, mówił jej przyjaciel Jean Cocteau, genialny chłopak i wszechstronny artysta: poeta, pisarz, dramaturg, grafik, malarz, reżyser filmowy oraz dandys. O kobietach mówił to samo co o sztuce: „Kobieta powinna wiedzieć, jak dalece może iść za daleko”.

Dla niej artystka mogła iść bardzo daleko, a nawet jeszcze dalej.

Małgorzata Czyńska – nagradzana pisarka i dziennikarka, historyczka sztuki, kuratorka wystaw. Autorka „Metafizycznego haremu” i „Kobiet z obrazów” oraz biografii, m.in. Katarzyny Kobro i Mai Berezowskiej. Właśnie w księgarniach ukazała się jej najnowsza książka „Łempicka. Tryumf życia”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze