1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Materiał partnera

Duchowość za kratkami – o wierze skazanych mówi autorka książki Katarzyna Borowska

(Fot. iStock)
Dlaczego człowiek, który odbywa karę pozbawienia wolności nagle się nawraca? Częściej niż dobre intencje widzimy w tym próbę ucieczki przed odpowiedzialnością. Albo sposób na samotność… Katarzyna Borowska, autorka książki „Wiara skazanych”, apeluje jednak, by powstrzymać się od spekulacji, bo to tak intymna sprawa, że nikt inny nie ma ani prawa, ani mądrości, by ocenić, kto wierzy, a kto nie.

Napisała już Pani książkę o miłości w więzieniu. Teraz debiutuje „Wiara skazanych”. Będzie nadzieja?
Od początku zamysłem było stworzenie tryptyku zainspirowanego słowami św. Pawła, który w Liście do Koryntian pisze: „Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość. Z nich zaś największa jest miłość”. Nim się nawrócił, św. Paweł był prześladowcą chrześcijan. Wiara i doświadczenie relacji z Bogiem odmieniło jego życie. Jako pierwsza – trochę przewrotnie – ukazała się „Miłość skazanych”, poświęcona głównie relacjom damsko-męskim w kontekście kary więzienia. „Nadzieja skazanych” ukaże się niebawem, po Nowym Roku. To przede wszystkim rozmowy z kobietami, które rodzą dzieci i wychowują je na terenie zakładów karnych, oraz z osobami pracującymi z nimi.

W „Wierze skazanych” rozmawia Pani z kolei tylko z mężczyznami.
Prawie, jest wśród nich jedna kobieta. Dzięki wcześniejszym publikacjom udało mi się zbudować relacje zarówno ze środowiskiem służby więziennej, jak i osadzonych. To właśnie tam w pierwszej kolejności rozpuściłam wici, że szukam chętnych do rozmowy o wierze. Umieściłam także post na Facebooku na grupie dedykowanej osobom, które wychodzą z więzienia. Prosiłam o pomoc znajomych, m.in. Katarzynę Nawrocką, dr resocjalizacji, wykładowczynię Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Bardzo pomogła mi także pani Anna Stranz, nieżyjąca już prezes Bractwa Więziennego Samarytania z Bydgoszczy. I tak się złożyło, że pani Ania była też jedyną kobietą, która udzieliła wywiadu do tej książki.

Naprawdę nie zgłosiła się żadna nawrócona?
Naprawdę. Jedna przez jakiś czas do mnie pisała, ale później zrezygnowała.

Tylko jeden z rozmówców wybrał inne wyznanie niż katolicyzm. Czy to jedyna religia, do której mają dostęp osadzeni?
Absolutnie nie. Do więzień przychodzą nie tylko księża, ale także świeccy. Kościół katolicki dominuje, ale w więzieniach panuje ekumenizm, osadzeni mają prawo do takich kościołów, z jakimi się identyfikują. To jest dla mnie jednak sprawą drugorzędną, bo jak już wspomniałam, nie zajmuję się religijnością, tylko wiarą. Warto zadać sobie pytanie: „kim w ogóle jest Bóg?”. Czy ktoś to wie? Wiara polega właśnie na tym, że nie wiemy, ale wierzymy. A to jak sobie tego Boga wyobrazimy, jak Go nazywamy, odbieramy i odczuwamy, to moim zdaniem już indywidualna sprawa. Jedni mówią do Boga „Jezusie!” inni „Wszechmocny”. To słowo jest bardzo pojemne. Jeśli popatrzymy na nauki różnych wyznań i religii, to wielokrotnie mówią o tym samym, choć w inny sposób. Przedstawiciele Kościoła katolickiego również mogą mówić w różny sposób o Bogu. Dla jednych jest On kochający, dla innych karzący. Są tacy, którzy mówią, że można się z Bogiem kłócić, bo najważniejsze jest to, by być z Nim w relacji. Zdaniem innych to nie uchodzi.

Czy więzienne nawrócenia nie są przypadkiem próbą ucieczki od odpowiedzialności za swoje czyny? Zawsze można powiedzieć: „byłem zły, bo Bóg tak chciał’. Gdybym wcześniej nie zbłądził, nie mógłbym się nawrócić.
Faktycznie padały takie słowa podczas moich rozmów z osadzonymi. Może naprawdę taka była ich droga, a być może w ten sposób się usprawiedliwiają. Nam, ludziom, bardzo trudno jest konfrontować się z prawdą o sobie i często używamy różnego rodzaju wymówek. Na przykład nie chcesz się spotkać z koleżanką i tłumaczysz się przeziębieniem dziecka. To banalny przykład, ale pokazuje ten sam mechanizm. Osoby, które są mocno na bakier z prawem, też mogą szukać czegoś, co stłumi ich wyrzuty sumienia albo rozświetli wizerunek. Brałam pod uwagę ten scenariusz. Z drugiej strony wiara jest tak delikatną, intymną i osobistą sprawą, że nikt z nas nie ma ani prawa, ani takiej mądrości, by ocenić, kto wierzy, a kto nie.

Mamy tendencję do społecznego ostracyzmu zbrodniarzy i przestępców. Łatwo było Pani uwierzyć, że w tych złych ludziach tkwi dobro i szczere intencje?
Gdybym szła „pod celę” z założeniem, że idę do zbrodniarza i przestępcy, złego człowieka, to moja praca byłaby z góry skazana na porażkę. Za każdym razem, od lat, chodzę tam na spotkanie z drugim człowiekiem. Nie prowadzę wywiadów z osadzonymi na podstawie wcześniej przygotowanych pytań, nie przeglądam ich akt. Właściwie bardzo mało pytam, głównie słucham, na pewno nie oceniam. Czasem opowiadają o bardzo trudnych doświadczeniach. Mimo to nigdy nie ośmieliłabym się powiedzieć, że któryś z nich jest złym człowiekiem. Uczynki mogą być złe, ale ludzie nie są tylko czarni albo biali. Nigdy nie wiadomo, czy w naszym życiu nie dokona się jakiś nieprzewidziany zwrot. Jedna z rozmówczyń ze służby więziennej powiedziała mi, że każdy z nas właściwie zrobił już taką rzecz, za którą mógłby trafić do więzienia. Na przykład większość kierowców przynajmniej raz w życiu przekroczyła prędkość. Wystarczyłoby, żeby na drogę wybiegło dziecko, a kierowca stałby się zabójcą.

Odniosłam jednak wrażenie, że część Pani rozmówców właśnie popada ze skrajności w skrajność – od kryminału do konfesjonału. Są tak radykalni, jakby siła ich wiary miała zrównoważyć ciężar, który ciąży im na sumieniu.
Czasem skazani łapią się wiary wręcz rozpaczliwie jak koła ratunkowego. Niektórzy faktycznie popadają w skrajność i trochę dwukolorowo postrzegają rzeczywistość. Może jednak lepiej tak niż mieliby cały czas tkwić w mroku? Nie oceniam, pokazuję w książce pewną perspektywę.

Wiara we wszechmocnego Boga może być dla osób odizolowanych od społeczeństwa antidotum na własną samotność, bezradność i bezsilność?
Nie bez kozery mówi się, że jak trwoga, to do Boga. Z relacji księży i strażników więziennych wynika, że Boga szukają szczególnie ci osadzeni, którzy mają długoletnie wyroki więzienia lub dożywocia. Kiedy człowiek trafia do więzienia w wieku 30 lat i słyszy, że nigdy już nie pójdzie do sklepu czy na spacer po mieście, nigdy nie usiądzie do stołu z rodziną, zaczyna się zastanawiać, po co mu te kolejne 50 lat? W naturalny sposób zaczyna więc szukać sensu życia, by przetrwać. To samo robimy na wolności, na przykład po stracie bliskiej osoby. Bo jaki sens ma śmierć dziecka czy młodego człowieka? Trudno to zrozumieć i żyć dalej, dlatego wielu ludzi przyznaje, że przetrwało takie nieszczęścia tylko dzięki wierze w istnienie czegoś większego i mądrzejszego od nich. Warto pamiętać, że osoby odbywające karę pozbawienia wolności to nadal ludzie. Czujący, przeżywający dylematy, zmagający się z życiem.

A co się dzieje z wiarą tych, którzy wychodzą na wolność? Jeden z byłych więźniów przyznał, że po wyjściu z więzienia, mimo najszczerszych chęci, nie potrafił osiągnąć tego niezwykłego kontaktu z Bogiem, jaki miał w zamknięciu.
Ludzie którzy, tak jak więźniowie, funkcjonują poza problemami codzienności, mają więcej czasu na kontemplację i kontakt z Bogiem. W więzieniu nie trzeba zdobywać pożywienia, gotować, sprzątać, dbać o rodzinę. Gdy człowiek wychodzi na wolność, musi sobie samemu radzić. O tym w książce mówi m.in. Kapsel. Naturalne więc jest, że czasu na kontakt z Bogiem jest mniej, ale to nie znaczy, że ta relacja umiera. Wzloty i upadki są bardzo ludzkie, sama tego doświadczam.

Jest Pani wierząca?
Stale wypracowuję swoją relację z Bogiem. Czasem jestem bliżej, czasem dalej. Bywa, że zapominam o rozmowie z Nim. Na szczęścia wracam, a On jest cierpliwy.

Julian Tuwim napisał, że ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające. Czy bohaterowie Pani książki je mają?
Nie wiem. Każdy czytelnik sam to poczuje. Ja bym jednak proponowała spojrzeć na to z nieco innej perspektywy niż Tuwim. Myślę, że warto, aby w słuchających była taka refleksja, by nie stawiać mówiących o Bogu na równi z nim samym. Ktoś może się wypowiadać w imieniu Boga, ale to nie zmienia faktu, że wciąż jest tylko człowiekiem ze wszystkimi ludzkimi słabościami. Poza tym moi rozmówcy opowiadają o swojej drodze do Boga, mówią w swoim imieniu, a nie wypowiadają się w Jego imieniu. Kto pochyli się nad tą lekturą, zapewne zauważy, że jest w ich relacjach dużo pokory.

A dla mnie takim pięknym listem uwierzytelniającym jest historia Patryka Galewskiego, dawniej bywalca melin i więzień, który dzięki niezwykłej przyjaźni z ks. Janem Kaczkowskim, został szczęśliwym ojcem, mężem i wspaniałym szefem kuchni. Za każdym razem, kiedy jem przyrządzone przez Patryka danie, jestem ks. Janowi bardzo wdzięczna.
Dlatego warto pamiętać, że Kościół robi sporo dobrej roboty. Jego częścią są różni ludzie, również zwyczajni, skromni, nieprzepełnieni pychą, tacy jak ks. Jan. Mówienie o Bogu to przecież także powiedzenie do drugiej osoby: „widzę, co robisz, ale dam ci szansę”. Wiara to też wiara w drugiego człowieka. Jeśli w niego nie uwierzymy, od razu odbieramy mu szansę na zmianę. Wystarczy, by choćby jeden z bohaterów mojej książki został na tej dobrej drodze, a cała praca, którą każdego dnia wykonują pracownicy służby więziennej, księża i osoby świeckie, zwróci się z nawiązką. Jeżeli ktoś będzie nas kiedyś rozliczał, to myślę, że właśnie z tego, co robimy i jak traktujemy innych, choćby skrajnie różnych od nas ludzi. To są nasze najlepsze referencje.

Katarzyna Borowska, pedagożka i coachka. Od lat pisze reportaże i felietony, głównie o tematyce relacji międzyludzkich. Autorka książek, m.in. „Ta, która idzie” czy „Miłość skazanych – kobieta i mężczyzna w więzieniu”, „Wiara skazanych”, współtwórczyni portalu dla kobiet Tebaby.pl

Polecamy książkę: Katarzyna Borowska, „Wiara skazanych”, wyd. Świat Książki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze