fbpx

Analiza składu kosmetyków – jak czytać etykiety kosmetyków?

Analiza składu kosmetyków - jak czytać etykiety kosmetyków?
fot. iStock

Surowce naturalne działają podobnie jak procesy fizjologiczne, więc skóra wie, jak na nie reagować. Nawet jeśli na efekty trzeba poczekać dłużej, to są one trwalsze i korzystniejsze dla całego organizmu. W świat naturalnej pielęgnacji wprowadza nas coach zdrowia i ekspertka od składów kosmetyków Magdalena Szymanowska.

Coraz więcej mówi się o powrocie do natury w kosmetologii, półki z produktami oznaczonymi jako naturalne robią się coraz dłuższe. Co właściwie oznacza termin „kosmetyki naturalne”?
Mówiąc najbardziej ogólnie, takie kosmetyki muszą zawierać składniki pochodzenia naturalnego, jednak brak dokładnych przepisów co do ich zawartości procentowej sprawia, że wiele zależy od uczciwości producenta, ponieważ za składnik naturalny uznawana jest również woda. Zatem może się zdarzyć, że producent już przy 60- czy 70 procentowym udziale elementów pochodzenia naturalnego w składzie będzie deklarować, że jego kosmetyki są naturalne. Dlatego organizacje międzynarodowe, kraje czy organy certyfikujące wprowadzają dodatkowe uregulowania mówiące o tym, co można używać, a czego nie, i jakie są warunki stosowania danych określeń. Na przykład Francuzi wyznaczyli 95-procentowy próg, więc producent, który określa swój kosmetyk jako naturalny, musi spełnić ten warunek. Spotkałam się z kosmetykami uznanymi za naturalne przy zawartości 90–93 proc. składników pochodzenia naturalnego, ale generalnie przestrzegana jest granica 95 proc. Zatem jeśli zależy nam na prawdziwie naturalnych kosmetykach, nie kierujmy się napisem na opakowaniu, ale składem. Poza tym warto bazować na markach, które konsekwentnie dbają o naturalność produktów − ich deklaracje są bardziej wiarygodne niż tych, które wśród bardzo wielu produktów wprowadzają na rynek jedną linię nazywaną naturalną.

98, może nawet 99… Jednak zawsze mniej niż 100. Co mieści się w tych brakujących procentach?
Konserwanty, które nie są substancjami pochodzenia naturalnego. One zabezpieczają przed namnażaniem się drobnoustrojów po dotknięciu palcem kosmetyku albo otwarciu opakowania. Mamy oczywiście konserwanty naturalne, te najczęściej stosowane to olejki eteryczne i niektóre ekstrakty roślinne, jednak wszystkim zależy na tym, żeby kosmetyk był przede wszystkim bezpieczny, nie wymagał specjalnych warunków przechowywania i mógł być stosowany dłużej niż na przykład miesiąc, bo taki bezpieczny okres przydatności mają zwykle produkty wykonane w domu czy oparte na mniej stabilnych konserwantach. Dlatego zakłada się, że kosmetyki sprzedawane w drogeriach czy na szeroką skalę dla konsumentów muszą mieć konserwanty zapewniające bezpieczeństwo używania produktu przez minimum 12 do 24 miesięcy od daty produkcji i przez trzy do dziewięciu miesięcy, maksymalnie do roku, po otwarciu opakowania.

Skład kosmetyków jest tak ważny, ponieważ skóra to największy organ człowieka i to, czym ją pokryjemy, oddziałuje na nasz organizm. Jak wygląda wchłanianie kosmetyków?
To prawda, kosmetyki nie pozostają obojętne dla zdrowia. Ajurweda, która należy od najstarszych tradycji medycznych, twierdzi nawet, że powinniśmy nakładać na skórę to, co jesteśmy w stanie zjeść. To bardzo skrajne podejście, ale na pewno bezpieczne, ponieważ wiemy z pewnością, że część substancji przenika do organizmu i może mieć na niego negatywny wpływ. Są to tak zwane substancje małocząsteczkowe, należą do nich między innymi alergeny, stąd pojawiają się reakcje kontaktowe skóry. Wiele badań dowodzi też zdolności do przenikania do głębokich warstw skóry niektórych składników konserwujących, a także substancji zawartych w kosmetykach słonecznych, zwanych popularnie filtrami chemicznymi. Ich ślady znaleziono w próbkach moczu i w próbkach mleka z piersi badanych kobiet. Pewne substancje po przeniknięciu w głąb skóry ze względu na budowę chemiczną opisane zostały jako substancje o aktywności estrogenowej, mogą mieć działanie endokrynnie czynne, czyli powodować zaburzenia hormonalne, a w konsekwencji choroby hormonozależne. A z drugiej strony naukowcy głowią się, co zrobić, żeby dostarczyć w głąb skóry substancje aktywne o korzystnym działaniu. Żeby wspomóc ten proces, stosuje się różnego rodzaju promotory przenikania, można wesprzeć skórę takimi zabiegami, jak tonizacja, która przywraca naturalne pH, czy pilingi. To jest prężnie rozwijający się obszar w kosmetologii.

Wspomniała pani o alergenach. Czy dobrze rozumiem, że nie ma gwarancji, iż kosmetyk naturalny, nawet najbardziej szlachetny, nikogo nie uczuli?
Gwarancji nie ma, ponieważ jest to bardzo indywidualna zależność. Ważne jest to, że raz nabyta reakcja uczuleniowa na daną substancję pozostaje z nami już na zawsze. Nie stwierdzono, aby była uwarunkowana genetycznie, może pojawić na przykład, gdy mamy osłabiony organizm, i zależy od częstotliwości kontaktu skóry z alergenem. Zdarza się również dojrzałym osobom po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu latach używania tych samych perfum. Zatem tak, naturalne substancje też mogą uczulić. Moim zdaniem może to wynikać między innymi z przebodźcowania skóry nie tylko ilością używanych kosmetyków i zawartych w nich alergenów kontaktowych, lecz także substancji znajdujących się w powietrzu, jak smog, czy w wodzie. Zaburzenie systemu immunologicznego może doprowadzić od nieprawidłowej reakcji organizmu, także na niegroźny składnik pochodzenia naturalnego, typu rumianek czy lawenda. Warto w tym miejscu podkreślić, że najsilniejsze znane alergeny to substancje zapachowe, barwniki i niektóre konserwanty. Dodatek substancji zapachowych i barwników wzmaga więc ryzyko wystąpienia alergii także w przypadku kosmetyków naturalnych, o czym należy szczególnie pamiętać w kontekście skóry wrażliwej. Oraz przy profilaktyce uczuleń, która dla mnie jako producenta i dystrybutora również kosmetyków dla dzieci jest bardzo ważna. Lepiej zapobiegać niż leczyć! Dzieciom, kobietom w ciąży i osobom o wrażliwej skórze polecam stosowanie kosmetyków naturalnych, ale jednocześnie hipoalergicznych, bezzapachowych. Podkreślam też, jak ważne są produkty do prania, głównie dla dzieci, bo przecież ubranie, pościel czy pieluszka mają bezpośredni kontakt ze skórą. Na przykład w Skandynawii kosmetyki dla dzieci są bezzapachowe. Jest to najlepsza profilaktyka, gdyż skóra dziecka jest cienka i delikatna, co niesie wysokie ryzyko alergii.

A jakie obszary ciała są szczególnie wrażliwe?
Miejsca intymne, gdzie substancje alergizujące, jak składniki zapachowe czy barwniki, łatwo wywołują podrażnienie chłonnej i delikatnej błony śluzowej. Dochodzi do zachwiania równowagi flory bakteryjnej. Podrażniona błona śluzowa broni się, reagując przekrwieniem i obrzękiem, a to otwarte wrota dla bakterii i grzybów, które mogą wywołać infekcję. Niestety, wiele kosmetyków do higieny intymnej zawiera alergeny. A do większości środków do higieny intymnej, jak: podpaski, wkładki czy tampony, dodaje się syntetyczne pochłaniacze oraz najsilniejsze substancje alergizujące: substancje zapachowe i barwniki. Najlepszym wyborem są produkty z naturalnej bawełny, niebielone chlorem oraz nienasączane chemicznymi absorbentami i alergenami. Zatem kosmetyki do mycia okolic intymnych i płyny do higieny intymnej bezwzględnie powinny być jak najbardziej naturalne, ale też, co bardzo ważne, bezzapachowe, pozbawione barwników. Można już znaleźć na rynku płyny do higieny intymnej naturalne i hipoalergiczne, certyfikowane przez międzynarodową organizację AllerCertified. W Unii Europejskiej producentów kosmetyków obowiązuje lista tzw. 26 substancji uznanych za najsilniejsze potencjalne alergeny. Przepisy nakładają obowiązek podawania na etykiecie pełnej nazwy, jeśli któraś z nich znajduje się w składzie. Alergie zostały uznane za chorobę cywilizacyjną, więc ta lista będzie się prawdopodobnie wydłużać. Pamiętajmy jednak, że mówimy o minimalizowaniu ryzyka, ponieważ nie można deklarować, że produkt nie wywoła reakcji niepożądanej, takiej gwarancji nie daje ani certyfikacja kosmetyku, ani określenie „hipoalergiczny”.

Jaką dokładnie informację niesie to oznaczenie?
Hipoalergiczny, od słowa „hypo” – z łaciny znaczy mniej, czyli mniej uczulający. Kosmetyki hipoalergiczne powinny być wolne od znanych nam substancji uczulających, jak: substancje zapachowe, barwniki i niektóre konserwanty. Mówię „powinny”, ponieważ dopiero od zeszłego roku obowiązuje dyrektywa unijna, która określa, kiedy można uznać kosmetyk za hipoalergiczny. Przede wszystkim nie może on zawierać substancji zapachowych. Jednak pamiętajmy, że w sprzedaży jest jeszcze wiele produktów sprzed wejścia w życie tej regulacji. A zdarzało się, że producent, który miał kilka linii kosmetyków i w jednej z nich użył mnie alergenów niż w pozostałych, już nazywał ją hipoalergiczną. Albo owszem, w składzie produktu nie było substancji ze wspomnianej listy najsilniejszych alergenów, były natomiast inne substancje zapachowe i barwniki. Dziś to się zmieniło, kosmetyki są poddawane badaniom, które sprawdzają ich cechę hipoalergiczności. Powrócę jednak do tego, co już powiedziałam, żeby zawsze dokładnie sprawdzać deklarację producenta i skład produktu.

Ostatnio byliśmy przyzwyczajeni do kosmetyków syntetycznych, które gwarantowały efekt, jednak dziś częściej spoglądamy ku kosmetykom naturalnym. Czy one naprawdę działają? I nie mam na myśli skóry młodych dziewczyn, która reaguje bardzo szybko, ale cerę dojrzałych kobiet.
Jestem zdecydowaną zwolenniczką naturalnej pielęgnacji, przede wszystkim dlatego, że surowce naturalne zawarte w kosmetykach działają podobnie jak procesy zachodzące w skórze, czyli mogą przynieść podobne reakcje. Substancje naturalne, ekstrakty i oleje naturalne, masła roślinne działają fenomenalnie. Owszem, na takie efekty trzeba dłużej poczekać, jednak będą one zdecydowanie trwalsze. Widzę je choćby u siebie. Naturalne oznacza: zgodne z naturalnymi procesami. Jeśli chodzi o substancje syntetyczne, również tak zwane emolienty pochodzenia syntetycznego, ropopochodne – to zalecam umiar. Natychmiastowe wygładzenie i niwelacja zmarszczek? Jak to możliwe, skoro na- wet po zabiegach medycyny estetycznej często pożądany efekt przychodzi dopiero po pewnym czasie, to co dopiero po zastosowaniu kosmetyku? Substancje wypełniające zmarszczki, wygładzające dają efekt optyczny, tworzą na powierzchni skóry tzw. warstwę okluzyjną, ale jednocześnie ograniczającą dostęp powietrza, utrudniają wchłanianie się dobro- czynnych substancji z kosmetyku. To zakłóca naturalne procesy regeneracyjne, które zachodzą w rytmie dobowym.

Jakie są najbardziej aktywne składniki naturalne? Które z nich są dziś najbardziej rozwojowe?
Jeśli chodzi o substancje naturalne, to najsilniej działają ekstrakty roślinne, oleje roślinne i masła roślinne. Obecnie jest bardzo silna tendencja w kierunku kwiatowym. Hitem są na przykład: opuncja figowa, biała orchidea, biała i zielona herbata, czarny tulipan, ponieważ wykazują one najsilniejszą funkcję antyoksydacyjną, a co za tym idzie – przeciwstarzeniową. Chronią przed czynnikami zewnętrznymi, takimi jak smog czy zanieczyszczenie powietrza, i zwalczają wolne rodniki. Najlepsze, co możemy dać skórze, to: nawilżyć ją, odżywić i chronić przed wolnymi rodnikami. Jeśli natomiast chodzi o trendy, to na pewno będzie się rozwijał kierunek eko. Dużo uwagi poświęca się dziś pozyskiwaniu surowców ze źródeł odnawialnych, pojawiają się roślinne nośniki. Naturalność pozostaje w cenie, zwłaszcza że sytuacja pandemii pokazała, jak ważny jest nasz system immunologiczny, odporność, którą budujemy także przez to, co nakładamy na skórę.

Magdalena Szymanowska, ekspertka od składów kosmetyków, dyplomowana coach zdrowia, dietetyczka, od lat promująca zdrowy, naturalny styl życia. Dystrybutorka certyfikowanych duńskich marek Derma i GingerOrganic oraz twórczyni kosmetyków 4organic, które są naturalne, certyfikowane przez AllergyCertified i w opakowaniach w 100% pochodzących z recyclingu.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze