1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Uwolnić od szkoły: jak wygląda nauka w szkołach demokratycznych?

Uwolnić od szkoły: jak wygląda nauka w szkołach demokratycznych?

fot.123rf
fot.123rf
W tradycyjnej edukacji najbardziej wartościowa jest dla nich przerwa, a koniugację poznają, skacząc na trampolinie. Odszkolnieni uczniowie szkół demokratycznych sami decydują, czego się uczyć, i uczą się po to, aby żyć szczęśliwie.

Dramatu nie było. Staś uczył się w państwowej renomowanej szkole z basenem, blisko domu. Lubił klasę, sam był lubiany, miał fajną wychowawczynię i dobre oceny. Na pozór więc nic niepokojącego się nie działo. I Zuza Cytrycka nie myślała, aby syna przenosić. Tylko wspomina trudności, które dziś, z perspektywy roku w Wolnej Szkole, wydają się złowrogą przeszłością. Na przykład to, jak Staś stresował się rano. Robił afery: o złą bluzę, nie takie buty. Bolał go brzuch, był agresywny wobec młodszego brata. – Wtedy nie wiązałam tego ze szkołą – przyznaje Zuza. I wspomina odrabianie lekcji: koszmar. – Zmuszanie, przekładanie, awantury, siedzenie po nocy. Odbywało się to w męce. Staś zaczął uważać, że wszystko jest nudne, beznadziejne i że on sam jest beznadziejny – opowiada Zuza. – Tyle go interesowało, gdy był młodszy, a po trzech latach w szkole obserwowałam wypalenie.

Inni rodzice opowiadali podobne historie. Z powszechnością tego typu doświadczeń jest tak: można uznać je za normę albo za epidemię. Ruch unschoolingu i twórcy szkół demokratycznych skłaniają się ku tej drugiej diagnozie.

Lekcja wolności

Przenieśmy się teraz do raju. W angielskim Leiston, otoczona ogrodem, leży pierwsza demokratyczna szkoła świata – Summerhill. Powstała w 1921 roku jako społeczność, w której o życiu wspólnoty decydują wszyscy jej członkowie. Robią to na cotygodniowych zebraniach, gdzie głos siedmiolatka waży tyle, co głos dyrekcji. Lekcje są obowiązkowe tylko dla nauczycieli, uczniowie mogą opuszczać je całymi latami. Każdy wybiera, czego się uczyć – i może wybrać też lepienie garnków lub zabawę w piratów.

Założyciel szkoły Alexander S. Neill pisze w książce „Nowa Summerhill”: „Dziecko obdarzone jest wrodzoną mądrością i poczuciem realizmu. Jeśli pozostawić je samemu sobie […], rozwinie się na tyle, na ile jest do tego zdolne. Summerhill jest miejscem, w którym ci, którzy posiadają wrodzone zdolności i pragną być naukowcami, zostają nimi; natomiast ci, którzy predysponowani są do zamiatania ulic, będą pracować miotłą. Chociaż, jak do tej pory, murów naszej szkoły nie opuścił żaden zamiatacz. Nie piszę tego ze snobizmu, jako że wolałbym, aby szkołę opuścił szczęśliwy zamiatacz ulic niż znerwicowany uczony”. Dodajmy, że uczonych opuściło ją wielu.

A Summerhill jest dla nas ważna, bo to od niej zaczął się ruch szkół demokratycznych w Polsce. Jej ideą zachwycił się poznański przedsiębiorca Michał Jankowski – i wykonał dwa kluczowe ruchy. Po pierwsze, swojego syna posłał do szkoły tam. Po drugie, samą koncepcję przeniósł stamtąd tu. To on jest inicjatorem i jednym z założycieli pierwszej w kraju szkoły demokratycznej: Trampoliny. Również mieści się w starym gmachu w ogrodzie, a o losach wspólnoty decydują wszyscy. Jankowski zaczął zarażać ideą. Organizował konferencje, do Poznania ściągali ludzie z całej Polski. – Byłem gotów się tam przeprowadzić – wspomina Dominik Granada, który ostatecznie założył jedną z pierwszych szkół demokratycznych w Warszawie: Wolną Szkołę w Pyrach.

Ze spotkania w Poznaniu Dominik wraca pociągiem z Marianną Kłosińską. Dyskutują: – Marianna, wszystko pięknie, ale co z angielskim? Logopedią? Jak nauczyć historii?

Powraca myślenie schematami, wedle których są „przedmioty”, które trzeba „przyswoić”. Dziś Dominik zastanawia się, na ile w ogóle wprowadzać uczniom swoją wiedzę. Co pozwoli jego wychowankom być bardziej samorządnymi? Co rozwinie ich wewnętrzną, najgłębszą motywację do nauki? Przecież wiedza dociera do dzieci nie tylko w szkole, stykają się z nią wszędzie, na dworze, w sklepie, oglądając kreskówki. Czy wiedza płynąca ze świata nie jest bardziej potrzebna niż ta, którą możemy zaprezentować w szkołach?

Odpowiedzi na podobne pytania jest tyle, ile szkół demokratycznych. Ponieważ każda jest samorządną społecznością, są różne jak tworzący je ludzie. Jednak krytyczne myślenie o tradycyjnej edukacji to jeden z ich wspólnych mianowników. Guru alternatywnego kształcenia sir Ken Robinson sformułował to tak: nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świata za pięć lat – a co dopiero za 30, gdy dzieci osiągną pełnię życiowej aktywności. Dlatego zamiast koszarować je w ławkach i przekazywać fragmenty wiedzy encyklopedycznej, powinniśmy wspierać ich kreatywność, pielęgnować ciekawość zmieniającego się świata.– Obecny system edukacji stworzono dla innej epoki – przekonuje sir Robinson na wykładach dostępnych w Internecie. – Narodził się w intelektualnej kulturze oświecenia w warunkach ekonomicznych rewolucji przemysłowej. Dlatego szkoły tworzymy na wzór fabryk. Dzwonki, klasy, oddzielne przedmioty. Grupujemy dzieci według wieku, jakby najważniejszą łączącą je cechą była data produkcji. A znam dzieci, które są dużo lepsze od rówieśników w różnych dyscyplinach. Albo o różnych porach dnia. Albo takie, które lepiej sobie radzą w małych grupach.

Według sir Robinsona tradycyjne podejście zabija kreatywność, prowadzi do standaryzacji. Kultura testów wzmacnia ten trend, a powinniśmy – przekonuje – pójść w przeciwnym kierunku. I szkoły demokratyczne to robią. Summerhill jest dziś jednym z ponad 200 przykładów, wolnościowe społeczności edukacyjne działają na całym świecie. W Polsce po Trampolinie ruszyły placówki w Warszawie i Łodzi, kolejne grupy inicjatywne pracują w sześciu kolejnych miastach. Co na to nasz system oświaty? Tu dochodzimy do drugiego źródła nurtu szkół demokratycznych w Polsce. Do unschoolingu, czyli odszkalniania. I do pomysłu Marianny Kłosińskiej.

Lekcja samorządności

– Genialnie proste, jak już się wie – śmieje się szefowa fundacji Bullerbyn, która od lat prowadzi obozy dla dzieci i wspiera rozwój szkół demokratycznych. Jest ich doulą, pomaga im się narodzić. Organizuje spotkania grup rodziców, daje know-how i kontakty, wspiera procesy grupowe.

Pomysł jest taki: aby wyjść z systemu kuratoryjnego, rodzic deklaruje, że sam będzie uczył dziecko. Kuratorium na to pozwala, trzeba tylko zarejestrować się w szkole, która co rok sprawdza, czy realizuje się podstawę programową. Tym sposobem uczeń przechodzi w ramy edukacji domowej, za którą odpowiadają rodzice. Wówczas mogą oni zebrać się w grupę i stworzyć szkołę na własnych zasadach. Bez karty nauczyciela, bez ocen semestralnych i cząstkowych. Uwalniają się od szkoły. Stają się unschoolersami.

Ideę unschoolingu rozwinął amerykański pedagog John Holt w latach 70. XX wieku. Pisał: „Ludzkie zwierzę to zwierzę uczące się. Lubimy się uczyć i jesteśmy w tym dobrzy, nie trzeba nam tego pokazywać ani nas do tego zmuszać. Co zabija ten proces, to wtrącanie się do niego, próba jego regulacji lub kontroli”. Że tak jest faktycznie, wie każdy rodzic małego dziecka, które uparcie walczy o uzyskanie tych umiejętności, które mają dorośli. Co ten pęd do nauki hamuje? Kłosińska: – W szkole systemowej brakuje przestrzeni na swobodny rozwój. Jedyny wartościowy czas to dziesięciominutowe przerwy. W przedszkolu, żłobku jest miejsce na zabawę, to przestaje dotyczyć szkoły. Jako dorośli dokonujemy wyborów: możemy siedzieć osiem godzin w pracy, ale prace są różne i można złożyć wymówienie. Dziecko nie może. To jak współczesne niewolnictwo.

Kłosińska twierdzi, że unschooling uwolnił ją od blokady. – Kiedyś wierzyłam, że wiedza szkolna jest niezbędna do życia. Ale uświadomiłam sobie, że największą wartością dla dzieci będzie to, że będą mogły iść zgodnie z tym, co je najbardziej ciągnie. Zaczną orientować się w swoich mocnych stronach i rozwijać w kierunku, który prowadzi ku szczęśliwemu życiu. Szukanie swojej ścieżki – to jest cel dorastania. A gdy wszystkie siły skupiają się na dobrych ocenach, a potem na maturze, nie realizuje się tego celu.

Utopia? Jeśli nawet, to Marianna w nią weszła. Wraz z przyjaciółką utworzyła grupę unschoolerską. Zebrało się kilkoro dzieci. Syn Marianny był na poziomie szóstej klasy, czyli roku, w którym „tłucze się” testy przygotowujące do egzaminu końcowego. – A oni uczyli się koniugacji, skacząc na trampolinie, i jeździli na rowerze, omawiając coś z literatury. Mieli mnóstwo czasu, żeby się bawić. Nie siedziałam nad lekcjami – wspomina Kłosińska. Przyznaje, że zagrała va banque, ale syn osiągnął na egzaminie świetne wyniki. A ona sama zaczęła współpracować z Jankowskim. W ten sposób w polskich realiach łączą się nurty spuścizny Summerhill i Johna Holta. Szkoła demokratyczna jest niczym zorganizowany unschooling. Tylko czy to rozwiązanie dla każdego?

Lekcja odpowiedzialności

Oddanie dziecku wolności to forma edukacji najtrudniejsza dla rodziców. Dominik Granada: – Chodzi o świadomość swoich oczekiwań. Jeżeli pani oczekuje, że dziecko w wieku lat siedmiu będzie umiało płynnie czytać i liczyć do stu – w porządku, ale dobrze, żeby pani wiedziała, że ma takie właśnie oczekiwania i że są dla pani ważne. I jeśli tak jest, to być może nie jest to projekt dla pani. Bo dziecko, które dostanie możliwość wyboru czasu, miejsca i trybu uczenia się, może do wieku lat siedmiu nie mieć takiego planu. Może mieć plan, żeby budować zamki z piasku. W naszym projekcie prowadzimy rekrutację rodziców, a nie dzieci.

Zuza Cytrycka przyznaje dziś, że decyzja o przeniesieniu do Wolnej Szkoły była wariacka. Jednak intuicyjnie w to weszła. – To tak odkrywcze, wręcz rewolucyjne w porównaniu z tradycyjną szkołą, a jednocześnie jest w tym coś prostego, naturalnego – mówi. – Wpływ tej decyzji na całe życie rodziny był tak ogromny, że nie możemy się pozbierać. Oczywiście, w sensie pozytywnym.

Zaczęło się od prozaicznych rzeczy. Odzyskali poranki, bo nie trzeba było gnać na ósmą. Odzyskali popołudnia, bo nie trzeba było walczyć o lekcje. W społeczności szkolnej każdy ma równy głos, współdziałają dzieci w różnym wieku – i w domu nagle wrócił do łask młodszy brat Stasia. Relacje się uzdrowiły. Staś zaczął przynosić ze szkoły wiadomości typu: „A wiesz, że...”. Zuza: – Wcześniej, gdy pytałam, jak w szkole, odpowiadał: „dobrze”. Teraz z niego się wylewało. Zdarzało się, że o dziewiątej, podpierając się nosem, opowiadał: „Mamo, bo z tymi potęgami to jest tak, pokażę ci, jak to się wylicza”. Budowali w szkole szałasy, zimą igloo. Zaczął znowu rysować. Ale szturchaliśmy się mężem: „On od miesiąca nic nie przeczytał. Pamiętasz, kiedy coś napisał?”. Lęki nas łapały, gdy spotykaliśmy rodziców ze zwykłych szkół: „Też macie testy przedgimnazjalne? U nas już przerobili program. Lektury przeczytane. A u was?”. Odpowiadamy: „W szałasie siedzą. Żabę hodujemy na balkonie. Nie, nic nie przeczytał”.

Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog rozwojowy z SWPS, uspokaja: – Choć Polska to teren dziewiczy w badaniach nad szkołami demokratycznymi, na Zachodzie istnieją one od lat i można było przebadać absolwentów. Osiągnięcia naukowe uczniów szkół tradycyjnych i demokratycznych w zasadzie się nie różnią. To oznacza, że rodzic może się nie przejmować, że wolne szkoły nie uczą. Ich idea jest taka: wyposażyć dzieci w wiedzę, która jest ważna w życiu. To nie znaczy, że absolwenci szkół demokratycznych nie różnią się od osób po szkołach systemowych. Wykazują się większym nonkonformizmem i niezależnością w procesie podejmowania decyzji. Po drugie, lepiej radzą sobie w zakresie współpracy. Mniej są nastawieni na rywalizację.

Psycholog jednak uważa, że to projekt nie dla każdego. – Takie środowiska skupiają ludzi otwartych na nowe doświadczenia, na odmienność. Jeśli w domu panują restrykcyjne zasady, trzeba się liczyć z tym, że dziecko po powrocie ze szkoły je zakwestionuje.

Na pewno wolność nie oznacza anarchii. Ponieważ społeczność szkolna sama tworzy regulamin, zazwyczaj jest on o wiele bardziej rozbudowany niż w tradycyjnych szkołach. I większa motywacja do przestrzegania zasad, które samemu się ustanowiło. Zuza Cytrycka: – Uczę się siebie samej. Tego, na ile Stasiowi daję wolność. Dominik mówi mi: „Słuchaj, może on nie będzie lubił czytać. Nigdy”.

Nie każdy jest gotowy na taką postawę. Ale ta historia ma happy end nawet dla miłośników cenzurek. Bo Staś, choć w szałasie, przygotował się do egzaminów. To on pilnował mamę, by kupiła podręczniki. Starał się przerobić materiał sprawnie, by mieć czas na ciekawsze rzeczy. Ale po egzaminach odetchnął. W końcu też mógł się pochwalić średnią.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).