1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Romans Blumenthala

Romans Blumenthala

Heston Blumenthal ©CliveBooth
Heston Blumenthal ©CliveBooth
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Heston Blumenthal, właściciel jednej z trzech pozostających zawsze w czołówce najlepszych restauracji na świecie - The Fat Duck - właśnie rozstał się po dwudziestu latach małżeństwa z żoną. Plotkarskie magazyny w Wielkiej Brytanii donoszą, że spotyka się za to z oszałamiającą kulinarną gwiazdeczką Susanne Pirret.

Pirret, która zamieniła aktorstwo na pisanie książek kucharskich (np. "The Pleasure Is All Mine: Selfish Food for Modern Life." czyli "Przyjemność po mojej stronie. Samolubne jedzenie we współczesnym świecie") wyznaje z rozbrajająca szczerością: "Jedzenie i seks. To dwie moje ulubione rzeczy i najsilniejsze ze wszystkich ludzkich popędów".  Przynajmniej jedną z tych pasji dzieli z Hestonem Blumenthalem - którego niektórzy uważają za ojca kuchni molekularnej. Lody z jajka i bekonu lub o smaku musztardowym, owsianka ze ślimaków - to popisowe dania w The Fat Duck, obdarzonej przez krytyków Michelin trzema gwiazdkami. Swoje kulinarne imperium (mocne również finansowo - jeden z ostatnich kontraktów reklamowych szefa opiewa na milion funtów) Blumenthal budował razem z żoną Zanną, która podobno była "powodem, dla którego było warto pracować". Małżeństwo z wieloletnim stażem nie przetrwało jednak walki o pozycję najlepszej restauracji świata. A może po prostu Susanne Pirret?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kto odpowiada za zdradę w związku? - kilka faktów na temat niewierności

Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” (fot. iStock)
Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” (fot. iStock)
Coraz częściej do mojego gabinetu trafiają nieszczęśliwi małżonkowie i pary w kryzysie spowodowanym zdradą.

Zdarza się też, że przychodzi osoba zmęczona związkiem, pełna obaw, że jeśli nic się nie zmieni, to nie będzie miała skrupułów przed romansem.

Niekoniecznie dopiero fakt zdrady psuje relację. Wydaje się, że zdrada często jest objawem tego, że w związku nie dzieje się dobrze.

Dlaczego właściwie zdradzamy?

Pierwszym czynnikiem, który sprzyja niewierności, są nieporozumienia i kłótnie, spowodowane głównie różnicą charakterów i poglądów. Ta odmienność nasila się głównie w czasie występowania innych problemów: praca, rodzina, finanse itp. Powoli życie erotyczne partnerów staje się mało satysfakcjonujące, nudne, a z czasem jakiekolwiek zbliżenia intymne są właściwie nieobecne. Dodatkowo, zmęczeni trwającymi miesiące czy lata konfliktami, jesteśmy bardziej skłonni wejść w nową relację, niż wkładać wysiłek w naprawę tego, co już mamy. Ostatecznie doprowadza to do poszukiwań osoby, która spełni nasze fantazje i oczekiwania. Często też czujemy potrzebę ucieczki od współmałżonka, pragnienie zwrócenia na siebie uwagi, chcemy poczuć się niezależni, pożądani, lepiej rozumiani. Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” oraz tacy, którzy potrzebują dowieść samym sobie, że ciągle jeszcze nie są za starzy na miłość i rzucają się w romanse „ostatniej szansy”.

Carol Botwin, seksuolożka, autorka książek, uważa, że niektórzy mężczyźni nie potrafią dochować wierności, gdyż nigdy w istocie nie opuścili „dziecięcej fazy” życia. W oddaleniu od małżonki spowodowanym np. podróżą, odczuwają potrzebę drugiej partnerki. Cudzołóstwu mogą też oddawać się osoby, które wychowały się w domach, gdzie brakowało czułości. Jako dorośli budują więc wyzbyte uczuć małżeństwo i wchodzą w niezobowiązujące romanse. Zdarzają się mężowie, którzy swoje żony wynoszą na piedestały, sypiać jednak wolą z „ulicznicami”. Pośród zdradzających często są osoby o postawie narcystycznej: potrzebują wielu kochanków, aby jaśnieć w promieniach ich pożądania. Zdarzają się czasem i tacy, którzy gustują w trójkątach, lubią walkę dla niej samej. Zdrada może być też próbą rozwiązania problemów seksualnych (Botwin, 1988).

Zdrada kusi

Niezależnie od poczucia, że cudzołóstwo jest niemoralne, pomimo wyrzutów sumienia towarzyszącym potajemnych schadzkom, na przekór niebezpieczeństwom, jakie niesie to rodzinie, przyjaciołom i stabilności życiowej, sporo osób chętnie wchodzi w związki pozamałżeńskie. Z raportu Kinseya wynika, iż ponad 33% Amerykanów i 26% Amerykanek przyznało się do tego typu kontaktów seksualnych (Kinsey i in., 1948; 1953). Ankieta przeprowadzona przez „Playboya” dwadzieścia lat później (Hunt, 1974) wskazała na liczbę 41% żonatych mężczyzn i 25% zamężnych kobiet, którzy zdradzili kiedyś współmałżonka. Badania z lat osiemdziesiątych mówią o 54% kobiet (Wolfe, 1981) i 71% mężczyzn (Hite, 1981), którzy dopuścili się niewierności.

Polskie badania mówią o 25% kobiet i 31% mężczyzn w roku 2005, a sześć lat później jest to 21% mężczyzn i 12% kobiet (Izdebski, 2005; 2011). Skąd jednak pewność, że którakolwiek z tych danych jest prawdziwa? Mężczyźni skłonni są chełpić się swymi seksualnymi podbojami, kobiety wolą raczej ukrywać romanse. Być może mężatki sprzed pół wieku niechętnie przyznawały się do zdrad małżeńskich, a współcześnie już potrafią być bardziej szczere. Hunt komentuje to w ten sposób: „Kobieta równie często będzie szukała seksu poza małżeństwem jak mężczyzna, jeśli tylko ona sama i jej otoczenie uważają, że ma do tego takie samo prawo jak małżonek” (Hunt, 1974). Wygląda wiec na to, że nasza ludzka skłonność do pozamałżeńskich związków jest świadectwem triumfu natury nad kulturą. Podobnie jak wzorce flirtu, uśmiechu, jak fizjologiczne podłoże zauroczenia i chęci do łączenia się z jedną osobą, także i cudzołóstwo jest najpewniej częścią pradawnej gry reprodukcyjnej.

Związek do naprawy

Wracając do par w kryzysie, które niewątpliwie przeżywają trudne chwile. Przede wszystkim proponuję, żeby zastanowić się nad motywami, które kierowały w stronę zdrady. Nie chcąc tracić tego, co zbudowało się do tej pory, jednocześnie czując brak spełnienia, często działamy egoistycznie. Powiemy - związek to przecież uwzględnianie drugiej osoby w naszych decyzjach. Jednak w sytuacji kryzysu naturalne jest, że w pierwszej kolejności dbamy o własne dobro, o własny komfort psychiczny i fizyczny. Idealnie jest móc uniknąć takiego dylematu, czyli pomyśleć wcześniej i zapobiegać, niż potem naprawiać. Jeśli czujemy, że w naszym związku nie jest do końca tak, jakbyśmy tego sobie życzyli, to nie czekajmy na „właściwy moment” by porozmawiać, moment, który najczęściej nigdy nie nadchodzi, tylko zróbmy to spontanicznie, teraz. Nawet lektura tego artykułu może być pretekstem do rozpoczęcia takiej właśnie rozmowy. Powiedzmy szczerze o naszych oczekiwaniach, o tym, co lubimy u siebie nawzajem, a czego nie lubimy i co chcielibyśmy zmienić.

Związek można porównać do rośliny. Podlewając ją raz w miesiącu utrzymamy ją przy życiu, będzie wegetować, ale nie rozwijać się. Możemy też, co kilka dni dawać jej trochę wody i obserwować jak rośnie i rozkwita.

Ewa Krawczyńska: psycholog, psychoterapeuta, kulturoznawca, specjalista seksuolog, doradca rodzinny

Carol Botwin: seksuolog, dziennikarka, autorka m.in. książek „Niewierne żony” i „Niewierni mężowie”

  1. Zdrowie

Kuchenne sposoby na spokojne noce

Co na dobry sen? Eksperci od zdrowego żywienia zalecają wypić przed pójściem od łóżka szklankę ciepłego mleka z gałką muszkatołową, która według medycyny ajurwedyjskiej wykazuje silne właściwości nasenne. (Fot. iStock)
Co na dobry sen? Eksperci od zdrowego żywienia zalecają wypić przed pójściem od łóżka szklankę ciepłego mleka z gałką muszkatołową, która według medycyny ajurwedyjskiej wykazuje silne właściwości nasenne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wiadomo, że ciężki żołądek zakłóca nocny wypoczynek. Jednak ajurweda mówi więcej – żeby się dobrze wyspać, trzeba uregulować rytm dobowy. Eksperci od zdrowego odżywiania Karolina i Maciej Szaciłło poświęcili temu tematowi swój kolejny poradnik zdrowego stylu życia. Zanim się ukaże, podsuwają kilka „nasennych” rozwiązań. 

Karolina i Maciej Szaciłło, eksperci od zdrowego żywienia i ekologicznego trybu życia. Wspólnie prowadzą kursy, szkolenia oraz warsztaty zdrowego gotowania i medytacji. Autorzy popularnych poradników dietetycznych. (Fot. archiwum prywatne) Karolina i Maciej Szaciłło, eksperci od zdrowego żywienia i ekologicznego trybu życia. Wspólnie prowadzą kursy, szkolenia oraz warsztaty zdrowego gotowania i medytacji. Autorzy popularnych poradników dietetycznych. (Fot. archiwum prywatne)

Czy znasz to uczucie po przebudzeniu, gdy w ciele czujesz błogość, zaś twój umysł jest czysty, spokojny i skoncentrowany? Tak działa dobry sen. Niestety, w dzisiejszych czasach coraz więcej osób boryka się z jego zaburzeniami. Zwłaszcza że głębokiemu wypoczynkowi nie sprzyja także współczesna dieta, czyli w przypadku wielu z nas wieczorny obfity posiłek, z którym organizm musi się uporać przez noc. Specjaliści medycyny zachodniej w pierwszej kolejności polecają dbanie o higienę snu: ciemną, wyciszoną i wywietrzoną sypialnię, stałe pory kładzenia się spać i wstawania oraz aktywność fizyczną. Na pewno pomogą też praca z emocjami i zarządzanie stresem. Jeśli bezsenność jest długotrwała, zawsze lepiej skonsultować ją u lekarza, bo może być symptomem innych dolegliwości, np. choroby Hashimoto czy depresji. Jeszcze bardziej kompleksowo podchodzi do problemu ajurweda, najstarsza nauka o zdrowiu.

Nierównowaga żywiołów

Zgodnie z zasadami ajurwedy nie tylko my sami, ale i otaczający nas świat jest „zbudowany” z powietrza, przestrzeni, ognia, wody i ziemi. Poszczególne żywioły składają się na tzw. dosze. Dosza vata to powietrze i przestrzeń, kapha – woda i ziemia, zaś pitta – ogień i woda.

– Określoną doszę mają także pory roku. Wiosna to czas kapha, lato – pitta, mokra i deszczowa jesień – vata i kapha, zaś zima – vata – tłumaczy Karolina Szaciłło, której napisana wspólnie z mężem Maciejem książka „Dobranoc. Ureguluj swój cykl dobowy i śpij dobrze” wkrótce się ukaże. – Podobnie pory dnia. Pomiędzy 2 a 6 rano panuje czas vata. To wtedy powinniśmy się budzić! Jeśli prześpimy odpowiednią porę, wejdziemy w czas kapha – do 10, będziemy ospali i trudniej będzie się dobudzić. Od 10 do 14 trwa pitta. Wtedy słońce jest najwyżej, a nasz ogień trawienny najsilniejszy, zatem to właśnie wtedy, a nie wieczorem, warto zjeść największy posiłek w ciągu dnia. Mamy też najwięcej energii. Następnie rozpoczyna się chwiejna, bujająca w obłokach vata, która kończy się o 18. To czas na wymyślanie, planowanie, tworzenie; czas, w którym pojawia się więcej kreatywności. W tych godzinach w opcji idealnej powinniśmy również zjeść kolację (minimum 3 godziny przed pójściem spać). Między 18 a 22 znów rządzi kapha. Jest to moment wieczornego relaksu, wyciszenia i rozpoczęcia snu – wyjaśnia Karolina.

Tak wygląda ajurwedyjski idealny cykl dnia. Jeśli go zaburzymy, mogą pojawić się kłopoty. – Gdy przeczekamy odpowiedni moment i nie położymy się spać przed dziesiątą wieczorem, organizm wejdzie w rytm pitta (do drugiej w nocy), poczujemy nową falę energii i dużo trudniej będzie nam zasnąć – dodaje Maciej Szaciłło i tłumaczy, że według najstarszej nauki o zdrowiu bezsenność jest stricte związana z zaburzeniem doszy vata w organizmie. To przekłada się na problemy z zasypianiem, ale także wybudzanie się w środku nocy z gonitwą myśli. Z kolei trudności ze wstawaniem rano to zaburzenie doszy kapha.

Nie da się ukryć, że te pory nie wszystkim przypadną do gustu. Co wtedy? – Ajurweda dużo mówi o równowadze. Integralną częścią tej równowagi i jednym z czterech źródeł energii, które wymienia filozofia Wschodu, jest sen – opowiada Maciej. – Często rzeczy, do których nas podświadomie ciągnie i które wydają się naszą naturą, wcale nią nie są, a wręcz nam nie służą. Pamiętajmy, że nie jesteśmy tylko ciałem. Jesteśmy również umysłem i emocjami, naszymi relacjami społecznymi i duchem, duszą czy energią. Jeśli odpowiednio nie zarządzamy emocjami albo je wypieramy, podświadomie ciągnie nas wręcz do tego, co tylko pogłębi naszą nierównowagę – podpowiada Maciej.

By poprawić komfort snu, warto więc czasami wyjść poza swoją strefę komfortu. Ale uwaga: uważnie obserwujmy, czy rzeczywiście nam to służy, bo, jak przypomina Karolina, podstawowym mottem ajurwedy jest: „rób to, jeśli dobrze to na ciebie działa ”!

Sezon na dobrostan

Oprócz tego, co mamy w głowie, zadbajmy też o to, co na talerzu. Według ajurwedy menu, które najbardziej sprzyja stanowi równowagi w organizmie i poprawia jakość snu, powinno być sezonowe. Dlaczego?

– Cztery pory roku to naturalny cykl. Wpływa on na regulację naszego tzw. cyklu dobowego, a więc również na dobry sen. W danej porze roku matka natura daje też nam pokarmy, które pozwalają najlepiej się zrównoważyć. To dlatego w naszej książce skomponowaliśmy menu z rozróżnieniem na wiosnę, lato, jesień, zimę. Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach bardzo się w tej kwestii pogubiliśmy. Kolorowe warzywa z różnych stron świata dostaniemy w sklepach przez cały rok. Możemy z nich oczywiście korzystać, ale skupmy się na tym, co rośnie w naszej strefie klimatycznej. Im bliżej od krzaka do talerza, tym lepiej – tłumaczy Maciej Szaciłło.

Co więc jeść, by lepiej się czuć i głębiej spać? Karolina wyjaśnia, że wiosną, gdy przyroda budzi się do życia, dieta powinna być lżejsza i oczyszczająca. To czas na kiełki, zielonolistne, kasze, lekkie makarony z dodatkiem warzyw. Latem mamy więcej energii, także dzięki wszechobecnemu słońcu. Śpimy krócej i mamy zapał do działania. Powinniśmy więc jeść dużo świeżych, sezonowych warzyw i roślin zielonolistnych. Możemy też pozwolić sobie na świeży, dobry jakościowo nabiał oraz największą ilość surowego jedzenia w diecie. Jesienią koncentrujmy się na budowaniu odporności i ładowaniu akumulatorów na nadchodzące chłody, dobrze włączyć do menu więcej gotowanych pokarmów. Idealnie sprawdzą się teraz wszelkie zupy warzywne, lecza czy ajurwedyjskie napary, np. woda ziołowa z cynamonem, kminem i kardamonem. Z kolei zimą warto postawić na potrawy pieczone i duszone z niewielkim dodatkiem najczęściej ochładzającej surowizny. Wtedy najlepsze będą warzywa korzeniowe i rozgrzewające zboża, takie jak owies, amarantus, orkisz, gryka czy brązowy ryż.

Słońce na talerzu

W naszej szerokości geograficznej zwłaszcza jesienią możemy czuć się melancholijni i ospali, bo niebo zasnute chmurami i krótki dzień sprawiają, że organizm nie otrzymuje odpowiedniej dawki promieni słonecznych niezbędnych mu do działania. Sezonowe spadki nastroju spowodowane są m.in. tym, że wcześnie robi się ciemno i w związku z tym szybciej wydzielana jest melatonina.

Żeby wrócić do równowagi, Maciej Szaciłło proponuje sięgnąć po tzw. rośliny słoneczne (czyli te, które kumulują w sobie słońce), bo zdaniem starożytnych alchemików każda roślina na Ziemi pozostaje pod wpływem jednej z siedmiu planet Układu Słonecznego. Rośliny słoneczne dają energię do działania, rozgrzewają i wspaniale wpisują się w nasze zapotrzebowanie energetyczne jesienią i zimą. Należą do nich m.in.: goździki, nagietek lekarski, cynamon cejloński, drzewo pomarańczowe (i suszona skórka pomarańczowa), drzewo cytrynowe (i suszona skórka cytrynowa), pieprz czarny i biały, rozmaryn, kardamon czy imbir. Dziurawiec również zalicza się do tej grupy i znany jest ze swoich właściwości antydepresyjnych, jednak nie wolno go przyjmować w ciepłe, słoneczne miesiące i łączyć z farmakoterapią (m.in. antydepresantami). Warto kierować się też kolorem pokarmów – pomarańczowa barwa dyni czy marchewki świadczą o tym, że skumulowały dużo energii słonecznej.

Kakao i migdały

Jeśli marzysz o tym, by porządnie się wyspać, zaplanuj sobie odpowiednią kolację. Nie kładź się do łóżka głodny, ale również się nie przejadaj. Najlepiej zjeść ostatni, lekkostrawny posiłek na trzy godziny przed snem.

– Świetne będą zupy, gęste zupy kremy albo pieczone warzywa. Nie zapominajmy o małej porcji węglowodanów złożonych, które zapewnią uczucie sytości, a do tego sprzyjają również absorpcji tryptofanu w mózgu. Jest to jeden z najważniejszych aminokwasów, który wykazuje relaksacyjne właściwości. (Melatonina – hormon snu, jest właśnie pochodną tryptofanu). Dobrymi źródłami tego aminokwasu w diecie są m.in. spirulina, produkty sojowe (m.in. tofu czy tempeh; najlepiej te z niemodyfikowanej genetycznie soi), jajka, nabiał, drożdże piwne, pestki dyni, sezam, kakao i migdały. Unikajmy wszystkiego, co ciężkostrawne i może uniemożliwić nam zaśnięcie, lepiej wybrać produkty bogate w magnez, który działa rozluźniająco na układ nerwowy, takie jak pestki dyni, zielone warzywa, banany, awokado, bób, kiełki, orzechy włoskie czy komosa ryżowa. Już na około sześć godzin przed snem nie pijmy kawy, herbaty z teiną i unikajmy alkoholu. Wieczorem lepsze będą wody ziołowe, napój owsiany ze szczyptą gałki muszkatołowej czy napary z ziół, np. rumianku, lawendy albo melisy – podpowiada Karolina Szaciłło.

Dieta to nie wszystko. Ajurweda proponuje również rytuały, które poprawiają jakość snu. Masaż stóp ciepłym olejem sezamowym pomoże ci się uziemić i przekierować uwagę z „rozpędzonej” głowy w dół. Medytacja, uspokajające praktyki oddechowe i lekka, rozciągająca joga pomogą się wyciszyć i zrelaksować. Dzięki temu łatwiej będzie ci zasnąć głębokim snem.

Co na dobrą noc?

Dojrzały banan ze sproszkowanym kminem (pomysł ze strony jiva.com). Dojrzałe banany – mają charakterystyczne ciemne kropki – są źródłem fitomelatoniny, która jest roślinnym odpowiednikiem melatoniny. Są również jedynym owocem, którego spożycie ajurweda dopuszcza wieczorem, choć raczej nie w okresie zimowym ze względu na ochładzające i zaśluzowujące właściwości. Jednego pokrojonego w plasterki banana należy zasypać jedną łyżeczką uprażonego na suchej patelni i utartego w moździeżu kminu rzymskiego.

Mleko z gałką muszkatołową (przepis pojawił się już w książce „Leki z roślinnej apteki”). Gałka muszkatołowa zdaniem ajurwedy ma działanie nasenne, jednak wykazuje również właściwości narkotyczne, więc trzeba jej używać w bardzo małych ilościach. Żeby ułatwić zasypianie i poprawić jakość snu, wystarczy dodać szczyptę (1/8 łyżeczki) świeżo mielonej gałki do szklanki ciepłego mleka owsianego.

Uwaga: Kobiety w ciąży mogą stosować bardzo małe ilości (dosłownie szczypta dziennie) gałki muszkatołowej od czasu do czasu. W większych ilościach może wywołać poronienie, a także wady rozwojowe u płodu. Nie można jej zażywać w okresie karmienia piersią ani nie należy podawać dzieciom.

Herbatka nasenna z rumiankiem (to kolejny prosty pomysł konsultanta ajurwedyjskiego Przemka Wardejna, nie wymaga dużego nakładu sił). Wystarczy wrzucić jedną torebkę rumianku, skórkę pomarańczy (najlepiej suchą i ekologiczną), jedną łyżeczkę suchego kwiatu lawendy, 1/2 laski cynamonu cejlońskiego, 1/2 laski lukrecji, 1–2 nasiona kardamonu do 250 ml wrzątku i gotować pod przykryciem na małym ogniu przez 6–7 minut, a potem odcedzić i wypić gorące – najlepiej przed pójściem spać.

Uwaga: Cynamon cassia (cynamonowiec chiński) zawiera znacznie więcej szkodliwych kumaryn niż cynamon cejloński, dlatego lepiej wybierać ten drugi. Bezpieczniej także zrezygnować z cynamonu w przypadku tendencji do krwotoków z nosa lub obfitych miesiączek. Kobiety w ciąży powinny ograniczyć ilość spożywanego cynamonu – mogą używać go w bardzo małych ilościach. W umiarkowanych ilościach może powrócić do jadłospisu karmiących mam. Należy zachować ostrożność w przypadku choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy oraz kamicy wątrobowej, a także zaburzeń funkcjonowania pęcherzyka żółciowego. Wreszcie pamiętajmy, że cynamon jest alergenem zarówno kontaktowym, jak i pokarmowym. Z kolei lukrecji nie powinny używać osoby cierpiące na obrzęki, może ona również zatrzymywać wchłanianie wapnia i potasu. Nie powinno się jej stosować przy nadciśnieniu i osteoporozie. Zaś przeciwwskazaniem do stosowania kardamonu są wrzody. Jego nadmiar może wywoływać problemy z płodnością. Jednak w umiarkowanych ilościach mogą go stosować kobiety w ciąży i matki karmiące. Przeciwwskazaniem do stosowania lawendy jest ciąża oraz laktacja, a do stosowania rumianku – uczulenie na tę roślinę. Rumianek należy również ostrożnie przyjmować z lekami przeciwzakrzepowymi.

Karolina i Maciej Szaciłło, eksperci od zdrowego żywienia i ekologicznego trybu życia. Wspólnie prowadzą kursy, szkolenia oraz warsztaty zdrowego gotowania i medytacji. Autorzy popularnych poradników dietetycznych.

  1. Psychologia

Za zakrętem. Rozstanie to tylko jedno z możliwych zakończeń romansu

Czego brakuje w naszym związku, że zrobiło się miejsce na tę trzecią lub tego trzeciego? (Fot. iStock)
Czego brakuje w naszym związku, że zrobiło się miejsce na tę trzecią lub tego trzeciego? (Fot. iStock)
Stały związek, a on oznajmia, że ma romans. Czy to koniec, czy może warto ratować tę miłość? – Rozstanie to tylko jedno z możliwych zakończeń tej historii. Jeśli nadal chcesz z nim być, daj jemu i sobie czas, a potem pozwól mu wrócić. Tyle że na nowych warunkach – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Pijesz poranną kawę, przeglądasz informacje w telefonie. Twój związek to nie siódme niebo, ale nie spodziewasz się tego, co za chwilę usłyszysz od partnera: „Kocham inną, kiedyś z nią byłem, wtedy nam nie wyszło, ale…”.
„Ale zawsze ją kochałem”, bywa, że tak to wygląda. No i masz wtedy kilka wyjść. Możesz się totalnie obrazić. Wyrzucić go z domu, razem z jego gadżetami i uczuciami, a potem: wpaść w rozpacz, pić wino i skarżyć się przyjaciółkom. Możesz też szlochać i prosić, żeby został, bo dom, bo dzieci, bo miłość... Ale! Możesz też postąpić wbrew romantycznym mitom: spokojnie dopić kawę i powiedzieć: „Daj sobie trochę czasu. Upewnij się, że to na pewno to”.

Czekać, aż zakochany partner sprawdzi, czy kocha inną?
Właśnie, tak można zrobić. Popatrz na to od strony psychologii, a ona mówi, że powrót uczucia jest naturalny, jeśli między dwojgiem ludzi coś się kiedyś nie dopełniło. Dlatego, jeśli usłyszysz takie słowa od mężczyzny, odetchnij głęboko i nie rób niczego pochopnie. Daj mu czas, żeby mógł sam podjąć decyzję o tym, czego chce. Oczywiście ty także musisz się zastanowić, czy nadal chcesz z nim być! Koniecznie wtedy się czymś zajmij. Czymś konstruktywnym, co cię wciągnie. Skup się na sobie, na swoich sprawach. Praca, sport, pasje…

Dać jemu i sobie czas. Ale jak takie czekanie wytrzymać?
Będzie to zapewne przykre, bolesne, trudne, ale potraktuj to jako cenę  za rozwój wewnętrzny. Jeśli jednak wiesz, że nie dasz rady i wciąż będziesz go szarpać żalami i pretensjami, lepiej na ten czas wyproś go z domu: „Wróć, jak będziesz pewny, że chcesz ze mną być. Nie wiem, jak długo będę na ciebie czekać”. Możesz też czas na decyzję skrócić: „Zakochałeś się w 20-latce. Rozumiem. Czy ona da ci wszystko, czego potrzebujesz? Przecież ona nie jest mną. Ja teraz jadę w góry, też muszę tę sprawę przemyśleć. Ustalimy, co dalej z nami, kiedy wrócę”. Kiedy będziesz sama, to po cichu możesz sobie trochę popłakać. Możesz się poskarżyć zaufanej przyjaciółce, powiedzieć jej, co się stało, ale nikomu więcej.

Dlaczego?
Na tym etapie to nie ma sensu. Dopiero jeśli po paru miesiącach ten romans nadal będzie trwał, pożegnasz się z tym mężczyzną i wtedy powiesz znajomym, że się rozstajecie. Nie ma co tracić życia na uganianie się za kimś, kto cię nie kocha. To za mało do szczęścia we dwoje. Daj sobie szansę na spotkanie kogoś, kto także ciebie obdarzy uczuciem.

Może kiedy wrócę z tych „gór”, to już go nie będę chciała chcieć?
Tylko żeby to nie było po złości. Możesz chcieć się zemścić, ale po co? Jeśli nadal kochasz tego mężczyznę, to wtedy odrzucasz sama własną miłość. Powiesz: co to za miłość, co to za związek?! A ja na to: takie jest życie. Po takiej próbie z ułomnej relacji może się narodzić dobry związek, pełen bliskości i radości bycia razem. Rozstanie to tylko jedno z możliwych zakończeń tej historii. Zazwyczaj po miesiącu czy dwóch jest już po miłości do 20-latki czy wielkim powrocie do byłej. I jeśli nadal chcesz tego mężczyznę, pozwól mu wrócić. Tyle że na nowych warunkach.

Nowe warunki? Czyli zapewnienie, że się z tamtą kobietą już nie spotka, że ją wyrzuci ze znajomych i...
Nie wymagałabym, żeby tak radykalnie zerwał tę znajomość. Są jednak kobiety, które myślą, że to konieczne, bo jak on z tamtą jeszcze kiedyś pójdzie na kawę, to już do domu nie wróci. Przepadło. Oczywiście, lepiej, żeby się wyraźnie zdeklarował, powiedział, że tamta już nie jest mu potrzebna. Lepiej, żeby się z nią nie kontaktował, bo to stwarza okazję do powtórki z rozrywki. Ja jednak myślę, że nie należy nikogo zawłaszczać. Jeśli on podejmie decyzję, że chce z tobą być, to będzie. A jak mu to wmówisz albo narzucisz i będziesz pilnować, sprawdzać, kontrolować – to odejdzie albo zacznie prowadzić podwójne życie.

(Ilustracja Magdalena Pankiewicz) (Ilustracja Magdalena Pankiewicz)

Mówiąc o nowych warunkach, miałam na myśli to, że on musi zrekompensować ci ten czas, kiedy był zajęty kimś innym. Należy ci się za to coś wyjątkowego. Nie zapłata, ale dowód na to, że chce być z tobą. Bardziej w obszarach zmiany nawyków. Na przykład zacznie z tobą spacerować, chodzić na zakupy (jeśli tego nie robił), czyli przeznaczać więcej czasu dla ciebie, na to, co ty lubisz. Ale też może być tak, że jeśli marzyłaś o wycieczce do Birmy, to on kupi bilety. Najważniejsze jednak to rozeznać, co takiego zadziało się między wami, że do tego romansu doszło.

To wina kobiety, że jej partner odgrzebał dawne uczucie albo że snuł romantyczne fantazje o życiu z 20-latką?
Myślałam raczej o tym, żeby zastanowić się, czego obojgu w tym związku brakuje. Może zaczęli się lekceważyć? Może za mało mieli ostatnio miłych wspólnych chwil? Za dużo wymagań, a za mało pochwał? A co z seksem? Ostygła namiętność? Najczęściej wdajemy się w romanse, kiedy nasz związek niesie poczucie pustki, jałowości. Gdy jest się długo razem, łatwo się zagapić i kłopoty przerastają radości. A wtedy może się któremuś zachcieć fajerwerków. Fajerwerki tak pięknie strzelają! Ale szybko gasną.

No ale powiedział, że kocha. Jak stanąć na drodze miłości?
Zawsze może się zdarzyć, że podczas zakupów przedświątecznych twój mężczyzna wpadnie na kobietę, w której kiedyś się zabujał. Ale to, co się wtedy wydarzy, nie zależy od siły dawnego uczucia, ale od tego, jakim jest człowiekiem. Może być nastawionym na tu i teraz, aktywnym mężczyzną, który wie, że nie ma co ożywiać przeszłości. Powie więc dawnej nieskonsumowanej ukochanej: „Wesołych świąt! Cudnie wyglądasz, miło było cię spotkać”, i pójdzie dalej, przez chwilę ciesząc się ekscytującym wspomnieniem. Będzie inaczej, jeśli ten mężczyzna jest melancholikiem, nosi w sobie niespełnioną tęsknotę i takie spotkanie wydobywa go z otchłani smutku. Taki to od razu wrzuci całą wstecz i jego serce popłynie prosto do przeszłości.

Czy na pewno będzie kierować nim tylko melancholia?
Miłość zostaje na zawsze w człowieku. Nawet jak minęła, to pamiętamy, że była. Jeśli jednak nie pogodziliśmy się z rozstaniem, to takie spotkanie budzi nadzieję, że uda się naprawić przeszłość. Dla melancholika drugie rozdanie to jak opium. Już śni na jawie, jak im razem dobrze. To się udaje tak niezmiernie rzadko, że szkoda o tym mówić. A więc on będzie chciał wrócić, jeśli w ogóle odejdzie. Dlatego to od jego partnerki najczęściej zależy, czy ich związek przetrwa.

Mówisz rzeczy zaskakujące dla wielu kobiet.
Są ludzie, którzy nie żyją w realnym świecie. Zawsze zawieszają swoje marzenie o miłości doskonałej na kimś, hołubią tę osobę i niosą przed sobą jak jakąś monstrancję. Nie chcą jednak tej miłości sprawdzać. Schodzić się, zamieszkać razem. Ba! Nawet iść z tą osobą do łóżka. Nie przeszkadza im to też być z kimś innym w małżeństwie. O tamtej czy tamtym marzą, wyobrażają sobie, że taki niedosiężny, niezdobyty, i są mimo to spokojni, bo tuż obok nich śpi żona. Taka zwykła i obecna. Nie są więc sami. Zazwyczaj jeżeli ktoś się spotyka z kimś z przeszłości, to sobie maluje na różowo dwa dni i nie zamierza wcale wracać do tej osoby. Dwie randki to akurat tyle, ile potrzebuje. Romantyczny poryw oznacza tak naprawdę tyle, że związek, w którym jesteśmy, nie funkcjonuje tak jak powinien, że jest jakiś niemrawy. Dlatego trzeba pomyśleć, jak go naprawić. Dla mnie to jest najważniejszy sens takiej romantycznej historii.

Powiedzmy, że związek przetrwał. Ona skończyła pić kawę, a on stwierdził, że pomylił się, mówiąc: „Zawsze ją kochałem”. Są więc już razem w jednym łóżku, on chciałby seksu, ale ona mówi „nie mogę”.
Żartujesz? To tak szybko nie idzie. Ale w takiej sytuacji warto, żeby poszła na terapię. Uraz jest dla niej ważniejszy niż frajda z seksu? Niż radość z tego, że wrócili do siebie, że jednak on ją chce? Czemu go odtrąca? Wątpi w jego uczucie? Przecież on się nie poświęca. Nie musiał fundować jej tej wycieczki do Birmy. Mógł jechać z tamtą albo sam. Może ona nie wierzy w to, że jest warta miłości? Czuje się niewystarczająco atrakcyjna, by przyjąć z otwartym sercem to, co on chce jej dać. I może dlatego on zapatrzył się na inną? Ona przyjmowała od niego wszystko, bo wierzyła, że miłość się jej należy?

A może jego partnerka chciałaby być pewna, że on ją naprawdę kocha?
Wbrew temu, co mówią romantyczne mity, miłość sprawdza się w praniu. Można nawet powiedzieć, że sprawdza się w boju! W trudach życia. W kryzysach takich jak romans czy zdrada. Wieczorami on pamięta, żeby przynieść jej grube skarpety, bo w nocy marzną jej stopy. A ona jemu zaparza ziółka na wątrobę. To są miłosne sprawki, które potwierdzają uczucie. On przeżył wielki zawód miłosny, z którego teraz dopiero się wygrzebał. Ona go zrozumiała, choć ją to zabolało. To, co czują do siebie wieczorami, pijąc herbatę, jest bezcenne, bo to akceptacja i zrozumienie.

Czyli miłość. Przyjmuję na rozum to, co mówisz. Ale jak kochać się z kimś, kto fantazjował czy nawet zdradził cię z inną?
Nie wszystkim się to uda. Znam kobiety, które marudziły po takim wydarzeniu przez wiele lat, przepytywały partnera: „Spałeś z nią? A co jej robiłeś, a ona tobie?”. Ale znam też takie, które szybko zakończyły temat. To zależy od poczucia wartości kobiety. Jeśli czuje się nieatrakcyjna, sama siebie nie kocha, to cały czas będzie w głowie mielić: „on mnie nie chciał”, jakby nie zauważyła, że wybrał ją, że chce! Z kolei kobiecie, która ma dobre zdanie o sobie, nie zaszkodzi na radość życia nawet to, że on sobie czasem powspomina. Powiem ci tak, trzeba po prostu żyć! Jak się narozrabiało – przeprosić! A jak ktoś przeprasza, wybaczyć.

Wiele kobiet wolałoby jednak być bohaterkami romantycznej fantazji partnerów niż tymi „zwykłymi żonami”.
Nas wszystkich bardzo bierze, jeśli się w tym zwyczajnym życiu wydarzy coś, co sprawi, że się poczujemy jak bohaterka czy jak bohater romansu. Takie wzdychanie, fantazjowanie, oczekiwanie na esemesy, sprawdzanie, czy są nowe lajki od obiektu naszych westchnień – daje nam dopaminowe strzały. Jesteśmy na haju. I tego tak naprawdę chcemy: troszkę poprzeżywać, złapać oddech od codzienności. Można to nazwać romantycznym zakochaniem, a można dostrzec aspekt biochemiczny tej sytuacji. Znam wiele kobiet, które na tym haju porzuciły domy i fajnych facetów, a kiedy oprzytomniały, nie zawsze miały gdzie wrócić, choć chciały.

Marzymy, żeby było jak w kinie, ale nic nie chcemy realnie zmieniać?
Siedzimy na dworcu i trzymamy się za ręce. On za chwilę pojedzie do Krakowa, a ja do Szczecina. Nasze pociągi się rozjadą, a nasze serca rozerwą. Coś się niby spełnia i coś się bardzo nie spełnia. Takie momenty mogą być pociągające! Powiem ci jednak, że dojrzali ludzie, którzy zaznali już takiej szarpaniny, traktują ją tylko jako ważne wspomnienie. Pragną jej ci, którzy nie wiedzą, czym jest naprawdę miłość, i myślą, że właśnie tym, co dzieje się na takim peronie…

Film z Keirą Knightley „Zeszłej nocy” opowiada o dylemacie, który po takim wydarzeniu może mieć wiele z nas: czy większą zdradą jest seks ze znajomym z pracy podczas służbowego wyjazdu, czy spotkanie w tajemnicy z byłą miłością? No i czy to drugie można wybaczyć?
Nie wiem, co jest większą zdradą. Może do księdza z takimi pytaniami, ja nie orzekam o moralności. Za to jako psycho­terapeutka powiem, że są ludzie, którzy robią bez przerwy sobie i bliskim emocjonalny kipisz: zakochują się, zdradzają… Co to ma wspólnego z miłością? No niewiele… Co więcej, każdy będzie doświadczał zdrady czy nieuczciwości inaczej. A takie dylematy „co jest gorsze” są szkodliwe, bo odwracają uwagę od tego, co najważniejsze: czego brakuje w naszym związku, że zrobiło się miejsce na tę trzecią lub tego trzeciego?

  1. Kuchnia

Grzyby służą zdrowiu

W grzybach znajdziemy witaminy A, C, D, PP i z grupy B, a także sole mineralne potasu, fosforu, wapnia, sodu i żelaza. (Fot. Getty Images)
W grzybach znajdziemy witaminy A, C, D, PP i z grupy B, a także sole mineralne potasu, fosforu, wapnia, sodu i żelaza. (Fot. Getty Images)
Jesień to najlepszy sezon na podstawowy składnik tradycyjnej kuchni polskiej – grzyby. Oprócz wspaniałego aromatu i smaku mają w sobie liczne właściwości odżywcze, a nawet antynowotworowe. Dlaczego jeszcze warto je jeść?

Wartość odżywcza grzybów jest zróżnicowana i zależna od gatunku czy pochodzenia. Zawarte są w nich witaminy A, C, D, PP i z grupy B, a także sole mineralne potasu, fosforu, wapnia, sodu i żelaza. Ponadto, dzięki dużej zawartości wody (80-90 proc.) oraz błonnika, przyrządzone z nich potrawy polecane są osobom walczącym z nadwagą.

Najbardziej wartościowe gatunki

Polskie lasy słyną z bogactwa wielu gatunków grzybów. Najbardziej cenione przez zbieraczy są borowiki szlachetne i pieprzniki jadalne (potocznie zwane kurkami ). Te popularne w naszej kuchni grzyby są źródłem białka, wapnia, fosforu, żelaza oraz witamin z grupy B i PP. Równie dużo wartości odżywczych mają boczniaki. Na tle innych gatunków wyróżnia je szereg właściwości leczniczych: wzmacniają naczynia krwionośne, obniżają poziom cholesterolu we krwi, a także podnoszą odporność. Najłatwiej dostępne i często wykorzystywane są grzyby hodowlane – pieczarki. Oprócz walorów smakowych, mają wysoką zawartość potasu, magnezu, selenu i sodu. W pieczarkach obecne są również witaminy z grupy B i witamina C.

Grzyby kontra rak

W składzie chemicznym boczniaka, borowika, pieczarki a także podgrzybka i grzybków Shitake czy Hiratake stwierdzono obecność betaglukanu. - Jest to substancja bioaktywna o silnych właściwościach przeciw utleniających, pobudzająca pracę układu immunologicznego. Zwiększa ona również produkcję białych ciałek krwi w szpiku kostnym i neutralizuje wolne rodniki, które są jedną z przyczyn powstawania nowotworów – mówi Joanna Zwolak, dietetyk z Centrum Nauturhouse w Lublinie. Co więcej, niektórzy naukowcy twierdzą, że zawarta w boczniaku substancja aktywna – pleuran, może zmniejszać guzy nowotworowe, natomiast przeciwutleniacz - ergotioneina, opóźnia procesy starzenia komórek oraz chroni je przed uszkodzeniem.

Gotowane, suszone czy marynowane?

A jak najlepiej przyrządzić przyniesione prosto z lasu grzyby? - Najzdrowszą metodą obróbki grzybów jest gotowanie, w czasie którego węglowodany ulegają rozkładowi na bardziej przyswajalne przez organizm cukry proste – radzi dietetyk z Naturhouse. - Ponadto sposób ten w niewielkim stopniu zmienia właściwości grzybów – dodaje. Do najpopularniejszych przetworów domowych zaliczane są marynaty grzybowe. Pomimo ich doskonałego smaku, duża zawartość kwasu octowego nie wpływa korzystnie na nasze zdrowie. Marynowanych grzybów nie powinny jeść osoby z nadkwasotą żołądka, wrzodami czy anemią. Jednym z najstarszych sposobów  jest suszenie grzybów, poddane temu procesowi zachowują w sobie dużo białka lecz zmniejsza się zawartość witaminy C.

Dla kogo grzyby nie są wskazane?

Znajdująca się w ścianach komórkowych grzybów chityna kwalifikuje je do produktów ciężkostrawnych. Ich spożywanie nie jest wskazane dla dzieci, ludzi starszych oraz cierpiący na schorzenia przewodu pokarmowego i nerek. Warto także wiedzieć, że alkohol ścina grzybowe białko, co dodatkowo obciąża żołądek i może doprowadzić do silnych bólów brzucha.

Ze względu na dobroczynne właściwości zawartych w grzybach składników, powinno się je jeść przez cały rok. Skorzystajmy zatem w pełni z sezonu grzybobrań i urozmaićmy nasze menu o ten zdrowy przysmak.

  1. Seks

Przygoda jednej nocy - najważniejsza jest szczerość

Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. (Fot. Getty Images)
Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zwykło się przyjmować, że to mężczyźni, wykorzystując naiwność i emocjonalność kobiet, ulatniają się niespodziewanie po wspólnie spędzonej nocy. Jednorazowa przygoda nie musi być jednak czymś złym ani krzywdzącym dla drugiej strony. Najważniejsza jest szczerość wobec siebie i partnera/partnerki.

Zwykło się przyjmować, że to mężczyźni, wykorzystując naiwność i emocjonalność kobiet, ulatniają się niespodziewanie po wspólnie spędzonej nocy. Jednorazowa przygoda nie musi być jednak czymś złym ani krzywdzącym dla drugiej strony. Najważniejsza jest szczerość wobec siebie i drugiej osoby.

Kobiety tak samo jak mężczyźni chcą na różne sposoby realizować swoje potrzeby seksualne. Może być to także przygodny seks z mniej lub bardziej przypadkowymi partnerami. Decyzja o szybkim kontakcie fizycznym wymaga jednak przemyślenia, co to tak naprawdę dla nas znaczy i jak będziemy się potem czuć.

Od dziecka zewsząd słyszymy, że seks jest czymś poważnym, że trzeba z nim zwlekać, a jeżeli czekać nie będziemy, zostaniemy ukarane/ukarani (ciążą, odejściem partnera itp.). Seks jako „sport” spotyka się z potępieniem, a „zaliczanie” kolejnych osób jako bezmyślność i zezwierzęcenie. Kobieta ma jeszcze gorzej – jest „zaliczana” i się „puszcza”. Kobiety często boją się „zszargania opinii” w oczach mężczyzn. Lęk o własną „reputację” często powstrzymuje je przed otwarciem na przyjemność i nowe doświadczenia seksualne.

Jest to jednak tylko jedna wersja! Można postrzegać kontakty seksualne zupełnie inaczej, chociaż pozbycie się z myśli tego negatywnego przekazu wymaga wysiłku i pracy nad sobą, bo to w nim wzrastałyśmy/wzrastaliśmy.

Coraz więcej mężczyzn uznaje równouprawnienie kobiet także w dziedzinie seksualnej. Przygodny seks nie stanowi dla nich przesłanki do potępienia partnerki. Zaciera się nieprzekraczalna wcześniej granica między „świętą” i „dziwką”. Kiedyś mężczyźni wiązali się z innymi kobietami niż z którymi się bawili, teraz ma to coraz mniejsze znaczenie. Doświadczenie seksualne kobiety (a nie jedynie mężczyzny) stanowi zaletę, dziewice nie są już na szczęście poszukiwane tak jak w bajkach.

Przygodny seks nie musi być jedynie „rozładowaniem napięcia” czy zapełnianiem życiowej pustki. Dla niektórych osób to po prostu zabawa i nieskrępowana przyjemność. Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. Nie warto traktować tej sfery jako brudnej i zwierzęcej, bo w ten sposób dręczymy tylko same/samych siebie.

Zabawa nie wyklucza odpowiedzialności, wręcz przeciwnie – trudno dobrze się bawić, obawiając się ciąży, chorób czy oszukując partnera/partnerkę. Dlatego jeżeli zakładamy jednorazowy kontakt, nie wysyłajmy partnerowi/partnerce innych sygnałów. Lepiej między słowami lub dosłownie uprzedzić o swoich planach niż później spotkać się z wyrzutami (choć trudno przewidzieć czyjąś późniejszą reakcję). Oczywiście koniecznie należy pamiętać o zabezpieczeniu! Jeżeli partner lub partnerka nie chcą się zgodzić na seks z prezerwatywą, powinien to być czytelny sygnał, żeby nie posuwać się dalej!

One night stand nie musi wiązać się z egoistyczną chęcią zaspokojenia jedynie własnych potrzeb. Osoba, której zależy na przyjemności partnera/partnerki, będzie zawsze o nią dbała, bez względu na to, ile razy ma jeszcze zamiar się spotkać. Jeżeli ktoś myśli w seksie głównie o sobie, nie zmieni się w stałym związku.

Czasami jednorazowa przygoda jest zaplanowana albo z góry wiadoma (na przykład kiedy spotyka się kochanka/kochankę w szczególnych okolicznościach i trzeba wrócić do domu), a czasami po jednej nocy okazuje się, że na żadną kontynuację nie ma się ochoty. Za każdym razem warto porozmawiać i wyjaśnić sytuację. Nieodpowiadanie na wiadomości jest co najmniej nieeleganckie, chyba że w ogóle nie chcemy się kontaktować, wtedy lepiej kontaktu do siebie nie zostawiać.

A co zrobić, gdy po jednorazowej przygodzie chcemy więcej, a druga osoba niekoniecznie? Niestety, tak bywa. Każdy ma prawo odmówić kolejnego spotkania bez tłumaczenia się. Musimy to przyjąć i nie załamywać się. Jeżeli rozczarowanie i przygnębienie zdarzają nam się częściej, warto zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy od przygodnych znajomości i czy przypadkiem nie szukamy czegoś zupełnie innego.