1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Korzenna chai latte – przyjemność dla podniebienia, pożytek dla mózgu

Korzenna chai latte – przyjemność dla podniebienia, pożytek dla mózgu

Korzenna chai latte (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Korzenna chai latte (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Po co komu kawa, jeśli można wypić pyszną, korzenną i lekko pikantną latte, która pobudzi nie tylko kubki smakowe, lecz także umysł? Jeśli masz ochotę na coś łagodniejszego, możesz zmniejszyć ilość czarnego pieprzu i imbiru, ale ich korzystny wpływ na smak (oraz na trawienie) jest niezaprzeczalny, więc może warto spróbować?

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Mózg to niezwykle złożony organ. Podstawowa wiedza na temat jego funkcji i procesów oraz związków chemicznych, które je wspomagają, może okazać się bardzo przydatna w podjęciu kolejnych kroków na drodze do optymalizacji myślenia i odczuwania. Właśnie tym zagadnieniom poświęcona jest książka.

Znajdziesz w niej 65 przepisów opartych na produktach pochodzenia roślinnego, oraz praktyczne informacje na temat biologii mózgu i jego funkcji (bez obaw, to nie są żadne zawiłe treści!), a także metody, które mogą skutecznie poprawić jego pracę i wydajność. Lektura tej książki daje narzędzia umożliwiające identyfikację własnych potrzeb, co w dalszym etapie pozwoli Ci zmodyfikować dietę w taki sposób, by jak najskuteczniej wspierała twój umysł.

Składniki na 2 szklanki/2 porcje:

  • 2 szklanki niesłodzonego mleka migdałowego
  • 2 daktyle medjool, bez pestek
  • 2 łyżeczki soplówki jeżowatej w proszku (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością)
  • niepełna 1/4 łyżeczki cytryńca chińskiego w proszku
  • 1/2 łyżeczki cynamonu, mielonego
  • 1/2 łyżeczki imbiru, mielonego
  • 1/8 łyżeczki kardamonu, mielonego
  • 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu, drobno mielonego
  • stewia w płynie, do smaku (opcjonalnie)

Umieść wszystkie składniki oprócz stewii w blenderze i utrzyj na gładko. Przelej płyn do rondla i postaw go na małym ogniu. Podgrzewaj, aż zacznie lekko wrzeć. Zamieszaj przed wypiciem i racz się natychmiast. Dosłodź stewią tylko jeśli to konieczne.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.

Smart Plants Julie Morris Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Na czym polega witarianizm?

Dieta witariańska jest w 100 proc. naturalna, niskotłuszczowa, bezglutenowa i niskosolna. (Fot. iStock)
Dieta witariańska jest w 100 proc. naturalna, niskotłuszczowa, bezglutenowa i niskosolna. (Fot. iStock)
Wyłącznie świeże warzywa i owoce, bez gotowania, na zimno albo po podgrzaniu do 42 stopni – to elementy kuchni witariańskiej, która znajduje coraz więcej zwolenników. Ale czy witarianizm to propozycja dla każdego?

Gdy po ośmiu latach wędrówek po ośrodkach rozwoju duchowego w Indiach Sławomir Bubicz wrócił do kraju, był w Polsce pierwszym dyplomowanym instruktorem jogi według Iyengara. Pionierem został także, zakładając pierwszą szkołę tej aktywności – Akademię Hatha-Jogi w Warszawie. – Przeszedłem na witarianizm i od tego czasu schudłem 20 kg! Wreszcie poczułem się lekko – opowiada.

– To ma na celu zachowanie cennych dla zdrowia substancji odżywczych, w tym enzymów i witamin, które zwykle giną w procesie gotowania – tłumaczy Anna Sośnierz, witarianka. Według niej obróbka termiczna żywności powoduje, że maleje przyswajalność minerałów, i prowadzi do niszczenia enzymów, a to z kolei przyczynia się do tego, że szybciej się starzejemy i cierpimy na choroby cywilizacyjne: nadciśnienie, depresje czy cukrzyce.„Surya” oznacza słońce, dawcę wszelkiego pożywienia. Zwolennicy witarianizmu mawiają, że ich dania są właśnie „gotowane słońcem”. Jedyna dozwolona obróbka to rozdrabnianie, suszenie i marynowanie. Dzięki tym zasadom witariańska kuchnia jest lekkostrawna i wysoce energetyczna.

Menu witariańskie

Surowe warzywa i owoce, czyli nuda? Niekoniecznie – w menu Surya coś dla siebie znajdzie zarówno zwolennik włoskiej, japońskiej, jak i wschodniej kuchni. Chleb witarian, nazwany także Surya, składa się z siemienia lnianego, selera naciowego, marchwi, cebuli, sezamu, kolendry, czosnku i kminku. Żadnych konserwantów! Ciekawość wzbudza witariańska wersja pizzy (chleb Surya, ser z nerkowca oraz świeże i suszone warzywa) czy „zawiniątka à la sushi” – suszone wodorosty otaczają drobno siekane: marchew, białą rzodkiew i awokado, a dodatkiem jest sos z suszonych moreli, pomidorów i imbiru. Pierogi to plastry buraka marynowane w soku z cytryny, którym nadano kształt półksiężyców i nadziano serem z migdałów.

Kiedy pierwszy raz rzucisz okiem na talerz witariańskiego spaghetti, pomyślisz: „to musi być makaron”. A jednak nie jest. Skutecznie upodabniają się do niego pokrojone na specjalnej tarce długie i cienkie skrawki cukinii i marchewki. Najbardziej jednak zaskakują słodycze. Delicją jest babeczka ze zmielonych rodzynek, sezamu i pestek słonecznika, podawana z purée z truskawek i daktyli. W ustach rozpływa się sernik na bazie orzechów włoskich, nerkowca oraz daktyli. W osłupienie wprawia mnie informacja o lodach „z nutą marchewki, szpinaku i buraka”. Wszystko to popijać można shake’ami i sokami ze świeżych owoców i warzyw.

Prawdziwe wyzwanie

Jarek Składanek, wydawca komiksów, przez trzy lata był witarianinem na 100 proc. – Mam kiepskie doświadczenia – przyznaje. Zrezygnował, bo bardzo schudł, zaczął mieć problemy ze zdrowiem i kompletnie przestały mu smakować sałatki i surówki. – Rosły mi w ustach, czułem do nich wstręt. Potrzebne mi było urozmaicenie – tłumaczy Jarek. Wrócił do wegetarianizmu. Dwójka jego znajomych także zrezygnowała po trzech latach spędzonych tylko na witariańskim wikcie.– To chyba maksymalny czas, jaki wytrzyma organizm w naszym klimacie – podsumowuje Jarek.

Niekoniecznie. Ula Rzeszutek z Fundacji Viva od kilkunastu lat je tylko na surowo. – W tym czasie raz skusiłam się na gotowanego brokuła i raz na kaszę gryczaną. Źle się potem czułam – przyznaje. Poza tym jedyny gotowany i ciepły produkt, jaki przyjmuje, to... herbata. U znajomych wiadomość o tym, co je, budzi zdziwienie, niektórzy uważają, że to fanaberia. Na przyjęciach jest zasypywana pytaniami – to bywa uciążliwe. Najczęstsze pytanie to: „skąd brać w witariańskim menu białko?”.– Jest w szpinaku, brokułach, brukselce. Trzeba ich tylko więcej spożywać – odpowiada Ula. W ogóle odkąd jest na nowej diecie, jada znacznie więcej i częściej. A to koktajl z czterech bananów, a to sałatkę z zielonych liści, szpinaku i sosu awokado, a to zmiksowany pomidor z selerem…

Dla organizmu Uli witariański wikt jest zbawieniem – ma wiele alergii i nietolerancji pokarmowych i zanim zaczęła jeść tylko surowe warzywa i owoce, ciągle zmagała się z jakimś uczuleniem. Egzemy na skórze, bezsenne noce, kaszel… Alergia na gluten i inne składniki przetworzonej żywności uniemożliwiała jej wręcz normalne funkcjonowanie. Gdy za namową siostry spróbowała diety witariańskiej, problemy minęły jak ręką odjął. – Nawet lekarze nie chcieli w to uwierzyć – opowiada. I jeszcze jedno – nagle poczuła w sobie mnóstwo energii. – Musiałam z nią coś zrobić – tłumaczy. Dlatego zaczęła uprawiać jogging i bierze udział w maratonach. Codziennie biega 10 km, a na ostatnim Maratonie Warszawskim pokonała ponad 42 km. To jej nie wystarcza. Latem urządza rowerowe wycieczki po Europie.

Siła witarianizmu

Jej przypadek zdaje się potwierdzać inny witarianin – Kamil Jurkiewicz, mistrz Polski w prawie nieznanym sporcie siłowym – girevoy sport. W ciągu 10 minut robi aż 110 wyrzutów rąk, trzymając w każdej 24-kilogramowy odważnik. Jeśli policzyć, to w ciągu 10 minut podrzuca... ponad 5 ton. W rwaniu jego rekord wynosi 220 razy po 24 kg. Czyli także ponad 5 ton.

– Takie zawody to gigantyczny wydatek energetyczny, tak samo jak i intensywne treningi przed nimi – mówi Kamil. – Ale trzeba mieć solidną wiedzę, by uprawiać sport siłowy przy diecie witariańskiej – zaznacza.

Białko czerpie z alg słodkowodnych: spiruliny i chlorelli, rano robi sobie z nich koktajl. Dwa razy dziennie pije soki z kiełków słonecznika i fasoli mung, bo zawierają pełną gamę aminokwasów. Co tydzień kupuje 5–6 kg kiełków! Nauczył się też samodzielnie wytwarzać probiotyki (kultury bakterii, które wpływają korzystnie na układ pokarmowy) ze sfermentowanej pszenicy. Zjada ogromne porcje sałatek, ale przed zawodami ogranicza owoce, bo zawierają dużo cukru. I pozwala sobie na pewien luksus – 20 proc. pokarmów, które spożywa, jest gotowanych. Dlaczego tylko 20 proc? – Gdybym jadł więcej, ograniczałbym funkcje immunologiczne organizmu – tłumaczy.

Jest absolutnym fanem witariańskiej diety. – Ona utrzymuje masę ciała na optymalnym poziomie – chudzi przybierają na wadze, otyli – chudną. Ja mam tylko 8 proc. tłuszczu. Witarianizm ma same pozytywy. Każdemu polecam, by spróbował – dodaje.

Ostrożności nigdy za wiele

Kuba Sobiecki, dietetyk, który specjalizuje się w stosowaniu dietoterapii w leczeniu chorób cywilizacyjnych, twierdzi, że gdy pierwszy raz usłyszał o diecie witariańskiej, w jego głowie zapaliła się czerwona lampka.

– To sposób żywienia, na temat którego jest obecnie bardzo mało badań naukowych i który znacząco odbiega od innych diet – tłumaczy. Plusem kuchni „surojadków” jest według niego to, że nie prowadzi do stanów zapalnych w organizmie. – W zwykłym jedzeniu jest dużo składników, z którymi nasz układ odpornościowy musi sobie radzić. Cukier i tłuszcz, a zwłaszcza nasycone kwasy tłuszczowe, powodują wzbudzanie stanu zapalnego w organizmie – wyjaśnia Sobiecki. – Dieta witariańska może być więc stosowana np. w pierwszej fazie łagodzenia objawów schorzeń reumatologicznych.

Minusy diety? Może nie pokrywać zapotrzebowania na niektóre składniki odżywcze, takie jak wapń czy białko. – Teoretycznie możliwe jest dostarczanie ich organizmowi za pośrednictwem diety witariańskiej, ale wymagałoby to spożywania bardzo dużych ilości odpowiednich owoców i warzyw – podkreśla Sobiecki. Ze skąpych badań naukowych wynika, że długotrwała surowa dieta może prowadzić do niższej gęstości kości czy większej częstotliwości zaburzeń miesiączkowania.– To nie jest dieta, którą bym zalecał na dłuższy czas, gdyż nie dysponujemy danymi o jej długotrwałym wpływie na zdrowie i potencjalnych negatywnych konsekwencjach – konkluduje. Dietetyk przyznaje, że obróbka termiczna zmniejsza zawartość pewnych witamin i może też ograniczać ich przyswajalność. – Wszyscy powinniśmy spożywać owoce i warzywa, z których połowa może być gotowana, a reszta – świeża – zaleca.

  1. Styl Życia

Niech jedzenie przestanie być powiernikiem, a stanie się... posiłkiem

Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. (Fot. iStock)
Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. (Fot. iStock)
Chcesz schudnąć? Zacznij od zmiany przekonań na temat siebie i świata. Wówczas jedzenie przestanie być twoim powiernikiem, a stanie się… posiłkiem

Jedną z najbardziej skutecznych metod zmiany przekonań jest terapia racjonalno-emotywna dr. Alberta Ellisa.

– Myślenie, odczuwanie i zachowanie człowieka tworzą zintegrowaną całość – tłumaczy Maciej Kiełbasiński, instruktor terapii uzależnień. – Jeśli jesteś przekonany, że twoja matka ma o tobie nie najlepsze zdanie, to z góry zakładasz, że każdy jej telefon będzie okazją do skrytykowania cię – nic więc dziwnego, to że kontakt z nią wywoła lawinę negatywnych emocji, a żeby obniżyć napięcie emocjonalne prawdopodobnie sięgniesz po najbardziej ci znany i skuteczny (na krótką metę) sposób: objadanie się.

Chcąc przerwać to błędne koło, musisz zmienić przekonania. Np. założyć, że krytyka matki wypływa z troski o ciebie, przyjąć, że to starsza osoba, która ma swoje dziwactwa, nie odbierać tak osobiście jej słów. To zmieni twoje emocje: zamiast złości czy poczucia winy pojawią się wdzięczność, czułość, miłość. Potrzeba ,,zajadania” emocji zniknie.

Ten sposób zmiany myśli i przekonań możesz z powodzeniem stosować w każdej sytuacji, która wywołuje negatywne emocje. Zamiast wściekać się na uliczny korek i podjadać batonik, pomyśl, że oto trafił ci się czas na posłuchanie muzyki, rozmowę przez telefon czy pozbieranie myśli. Jeśli w nocy obudzi cię lęk przed jutrzejszym spotkaniem z szefem („Na pewno mnie skrytykuje...”), to nie pędź do lodówki po coś „na uspokojenie”, tylko zmień to przekonanie – pomyśl raczej: ,,Nie wiem, co się wydarzy. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiem”. Potraktuj to wydarzenie z ciekawością i otwartością, a nie z lękiem. Każdego dnia, tuż po obudzeniu powtarzaj: ,,Wierzę, że wszystko, co mi się dziś przydarzy, będzie dla mnie dobre”.

Strategia przeciw kusicielom

Apetyt rodzi się w głowie. Jest to możliwe dzięki ogromnej ilości receptorów smakowych i węchowych zlokalizowanych w jamie ustnej, na podniebieniu i w nabłonku nosa. Na języku mamy mnóstwo kubków smakowych, które reagują na cztery podstawowe smaki: słony, słodki, gorzki i kwaśny oraz niedawno odkryty smak umami, odczuwany jako bulionowo-mięsny. Kusi również zapach, wygląd potraw, a nawet ich konsystencja.

Oto kilka sposobów na „niekuszenie apetytu”:

Sałatki i surówki jedz do głównych posiłków. Owoce i warzywa to cenne źródło witamin, minerałów, węglowodanów prostych oraz błonnika. Ale jeśli podjadasz je pomiędzy posiłkami albo, co gorsza, zamiast nich, wtedy szybciej je strawisz i znowu będziesz głodny.

Nie pij alkoholu tuż przed posiłkiem, a szczególnie aperitifów i gorzkich nalewek. Smak gorzko-słodki w połączeniu z alkoholem sprawi, że w bardzo szybkim czasie zrobisz się głodny. Alkohol rozluźni twoje morale i zjesz więcej niż organizm potrzebuje. Gorzkie nalewki lepiej serwować po obfitym posiłku, przyspieszą trawienie.

Unikaj produktów z syropem kukurydzianym. Bo to nic innego jak mieszanina cukrów dodawanych do ogromnej ilości produktów: od serków, soków, ciastek i cukierków po chleb – powoduje natychmiastowy spadek cukru we krwi i eskalację apetytu.

Wystrzegaj się papkowatej konsystencji dań i wysoko przetworzonej żywności. Zrezygnuj z deserów mlecznych z kaszką, zupek typu ,,gorący kubek, rozgotowanego ryżu, makaronu, ziemniaków i frytek. Dostarczają jedynie cukru, który powstaje pod wpływem gotowania i rozpadu skrobi. Są bardzo szybko przyswajalne przez organizm i powodują natychmiastowe uczucie głodu.

Jedzenie a nastrój

Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. Odkrycie dr. Andrew Stolla, dyrektora Psychofarmakologicznego Laboratorium Badawczego przy Szkole Medycznej w Harwardzie, dotyczy kwasów tłuszczowych omega-3 obecnych w makreli, łososiu czy śledziach. To one przeciwdziałają spadkom nastroju czy nawet depresji. Podobny wpływ na mózg i dobrą kondycję psychiczną mają też tłuste orzechy i migdały. Teraz już wiesz, dlaczego spada ci nastrój, gdy przechodzisz na dietę – z powodu niedoboru dobrych kwasów tłuszczowych! Oprócz tłustych ryb i orzechów, do modulatorów nastroju zaliczamy też witaminę B oraz tyrozynę, z której powstaje neuroprzekaźnik dopamina, nazywany „hormonem szczęścia”.

W sytuacjach stresogennych, po dużym wysiłku psychicznym lub w momentach przygnębienia, czyli gdy organizmowi brakuje serotoniny, sięgamy zwykle po węglowodany (najczęściej słodycze), gdyż pomagają w przenoszeniu – wraz z pokarmem – tryptofanu, aminokwasu i ułatwiają jego syntezę. Ale już po kilku godzinach powracamy do stanu wyjściowego, czyli głodu serotoninowego. Co zrobić, żeby wyrwać się z tej pułapki? Spożywać więcej węglowodanów złożonych – ziaren zbóż, warzyw, orzechów, które wchłaniają się dłużej niż węglowodany proste. Synteza serotoniny jest stała, a organizm nie odczuwa głodu psychicznego.

Ruch = radość życia

Do najważniejszych zaburzeń natury emocjonalnej zalicza się nieumiejętność radzenia sobie ze stresem. Napięcie, ciągłe zmęczenie, lęki, smutek, poczucie samotności – prowokują jedzenie. Ten stan łatwo odwrócisz poprzez systematyczny ruch. Jazda na rowerze czy marsz – trwające ponad godzinę – hamują też apetyt.

Sensowny wysiłek fizyczny musi uwzględniać trzy podstawowe elementy sprawności fizycznej: poprawiać wydolność tlenową (aerobową), wzmacniać siłę mięśni oraz poprawiać gibkość, równowagę i koordynację ruchów. Dobór rodzaju aktywności ruchowej powinien uwzględniać wiek i sprawność oraz składać się z trzech elementów: ćwiczeń wytrzymałościowych, siłowych oraz rozciągających. Ćwiczenia aerobowe (wytrzymałościowe), czyli marsz, bieg, pływanie, taniec, wykonuj kilka razy w tygodniu, po 30 min, ćwiczenia siłowe (oporowe) – najlepiej 2 razy w tygodniu, po 20 min (zestaw powinien obejmować ok. 8–10 ćwiczeń aktywujących nogi, ramiona, plecy i brzuch). Dwa lub trzy razy w tygodniu zaplanuj intensywną aktywność, która pozwoli ci zbudować kondycję serca i układu krwionośnego.

Zadanie domowe

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie straty (konsekwencje) swojej nadwagi, których doświadczasz nie tylko ty, ale też twoi bliscy, np: „mam chory kręgosłup”, „szybko się męczę”, „cierpię na migreny”, ale też: „nie mogę jeździć na rowerze razem z moim synem” czy „unikam seksu, bo wstydzę się swojej tuszy”. Rozpoznanie strat związanych z objadaniem się zwiększy twoją motywację podjęcia decyzji o świadomym zrzuceniu zbędnych kilogramów.

  1. Kuchnia

Dieta roślinna. Jak wegańskie potrawy wpłynęły na branżę gastronomiczną?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Badania konsumenckie sprzed kilku lat wskazały, że ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Liczby te sukcesywnie rosną, wpływając tym samym na oblicze światowej gastronomii i całej branży spożywczej.

Przyczyny tego trendu są różnorakie - począwszy od kwestii ideologicznych, przez zdrowotne, aż po… chęć ochrony środowiska. Ten ostatni aspekt przypieczętowały badania, wskazujące, że samo przejście na weganizm może uratować nawet 8 milionów ludzi w zaledwie 30 lat [2]. Co więcej – dieta może przyczynić się do uniknięcia szkód klimatycznych w wysokości 1,5 biliona dolarów (dane z raportu, powstałego na potrzeby Oxford Martin School).

Powyższe zalety bezsprzecznie napędzają trend diet roślinnych. Co więcej - alternatywy dla dań mięsnych spotkamy nie tylko we własnej kuchni, ale także w znanych na całym świecie lokalach gastronomicznych, taki jak np. https://burgerking.pl/menu/meals/119/plant-based.

Trend na dietę wegańską

O ile dotychczasowe prognozowanie obejmowało głównie rynek zagraniczny, o tyle coraz częściej w statystykach uwzględnia się także Polskę. W przeprowadzanym przez Ibris badaniu dowiadujemy się, że chęć zmiany nawyków żywieniowych, które sprowadzają się do ograniczenia spożywania mięsa, deklaruje ponad 70% Polaków. Ten wysoki procent dotyczy zwłaszcza mieszkańców dużych miast, którzy wskazują, że głównym powodem dla tej decyzji jest…  szeroka dostępność roślinnych alternatyw.

Co ciekawe - chęć ograniczenia mięsa deklarują zarówno kobiety (ponad 62%), jak i mężczyźni (ponad 52%). Moglibyśmy sądzić, że te deklaracje są czymś “nowym”, ale w rzeczywistości zapowiedzi tych zmian mogliśmy dostrzec już w 2017 roku. To wtedy popyt na bezmięsne produkty wzrósł o 987%, zapowiadając tym samym nową rewolucję żywieniową [1][2].

Według raportu “RoślinnieJemy”[3], powstałego w 2019 roku, dużym zainteresowaniem dla wege produktów wykazuje się zwłaszcza młode pokolenie. Co więcej - prawie co trzeci Polak jest otwarty na to, by spróbować roślinnych alternatyw mięsa [3]. Chęć eksperymentowania dotyczy zarówno osób będących na diecie, jak i osób, które są otwarte na poszukiwanie nowych smaków.

Polacy, którzy szukają roślinnego produktu oczekują, że ten będzie:

  • zdrowy,
  • smakiem lub formą podobny do produktów mięsnych [3],
  • wzbogacony o cenne właściwości odżywcze,
  • łatwy w przygotowaniu i spożyciu,
  • powszechnie dostępny [3],
  • wyróżniał się jakością,
  • powstawał bez udziału zwierząt [3].
Potencjał tych deklaracji wykorzystują więc producenci i cała branża gastronomiczna, która poddaje się trendom i stwarza szereg, nowych perspektyw.

Dieta roślinna a zdrowie

Obecnie przeprowadza się szereg badań, które mają za zadanie zdefiniować wpływ diety roślinnej na nasze zdrowie i samopoczucie. Okazuje się jednak, że dotychczasowe wyniki nadal pozostają niejednoznaczne. Dlaczego? Nie da się ukryć, że ewentualne niedobory witamin lub minerałów to wina niezbilansowanej diety i niewystarczającej wiedzy w zakresie prawidłowego żywienia, a nie bezpośredniego spożywania produktów na bazie roślin.

Uogólniając dotychczasowe wyniki możemy wnioskować, iż stosując dietę wegańską niezbędna będzie dodatkowa suplementacja witamin z grupy B. Jednocześnie to właśnie dieta bogata w roślinne zamienniki dostarcza ogromu witaminy C [4], która między innymi hamuje proces starzenia skóry i wspomaga układ krążenia.

Dodatkowo, wyniki badań z 2015 roku wykazały, że dieta wegańska charakteryzuje się prawidłową strukturą energii z makroskładników, niskim udziałem tłuszczu (w tym nasyconych kwasów tłuszczowych) oraz odpowiednim poziomem błonnika [5].

Co ciekawe - udowodniono, że dieta wegańska korzystnie wpływa na florę bakteryjną naszych jelit, zmniejszając występujący stan zapalny. Ostatecznie więc związek między dietą a profilem drobnoustrojów jelitowych ma charakter ciągły (co ciekawe weganie wykazują mikrobiotę jelitową najbardziej odmienną od mikrobioty wszystkożernych) i istotny z punktu widzenia leczenia dolegliwości gastrologicznych [6].

Wśród zalet diety wegańskiej wymienia się więc między innymi:

  • zmniejszenie ciśnienia krwi,
  • obniżenie ryzyka występowania cukrzycy typu 2,
  • zmniejszenie ryzyko chorób przewlekłych,
  • wzmocnienie naczyń krwionośnych,
  • obniżenie cholesterolu LDL (tzw. złego),
  • regulacja tzw. lepkości krwi, co doprowadza do lepszego zaopatrzenia tkanek w niezbędny tlen.

Wegańskie produkty w gastronomii

Raporty przeprowadzane od 2014 roku wskazują, że Polacy coraz częściej i chętniej poszukują wegańskich dań w restauracjach. Szacunkowo, nawet 63% z nich jest otwarta na spożywanie wegańskich lub wegetariańskich dań poza domem [3]. Co więcej, 20% regularnie decyduje się na tą opcję, a 18% wskazuje w ankietach, że dania roślinne zamawia “często”. Zdecydowanie najchętniej robią to smakosze w wieku od 24 do 34 lat (jest to prawie dwa razy więcej niż w innych grupach wiekowych) [3] oraz mieszkańcy dużych aglomeracji (ponad 70%).

Nic więc dziwnego, że restauracje i znane marki coraz chętniej proponują roślinne alternatywy - nawet dla znanych i kultowych już dań. Na owe trendy odpowiedział między innymi Burger King, który wprowadził do stałej oferty roślinne menu. Tak oto, w popularnej restauracji, znajdziesz rośliną wersję kultowego Whoppera oraz roślinne nuggetsy, przypominające klasyczną do tej pory wersję. Dokładne informacje, składniki i opis roślinnego menu znajdziesz na oficjalnej stronie Burger King’a.

Bibliografia:

[1] Raport “Plant Based Diet”, 2018

[2] Artykuł “Why the Global Rise in Vegan and Plant-Based Eating Isn’t A Fad (600% Increase in U.S. Vegans + Other Astounding Stats)”, 2018

[3] Raport RoślinnieJemy, 2019

[4] Winiarska-Mieczan, A., & Mazurek, K. (2005). Porownanie wartosci odzywczej diety tradycyjnej, semiwegetarianskiej i weganskiej. Żywienie Człowieka i Metabolizm, 3(32), 203-213.

[5] Myszkowska-Ryciak, J., Hornberger, R., Harton, A., & Gajewska, D. (2015). Ocena spożycia wybranych składników pokarmowych u osób stosujących dietę wegańską. Probl Hig Epidemiol, 96(4), 769-72.

[6] Glick-Bauer, M., & Yeh, M. C. (2014). The health advantage of a vegan diet: exploring the gut microbiota connection. Nutrients, 6(11), 4822-4838.

  1. Styl Życia

Lekcja długowieczności z Okinawy

Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. I sprzyja długowieczności. (Fot. iStock)
Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. I sprzyja długowieczności. (Fot. iStock)
Okinawa to jedna z tak zwanych Niebieskich Stref  - miejsc, gdzie żyje wielu tak zwanych superstulatków. Czemu zawdzięczają swoją długowieczność mieszkańcy japońskiej wyspy? Podobno tradycyjnemu trybowi życia, hartowi ducha i specyficznemu poczuciu humoru. Oto kilka zasad, którymi kierują się na co dzień.

1. Znajdź swoje ikigai
Ikigai to ważny element japońskiej filozofii życia. Tłumaczy się jako przyjemność i istotę życia. Japońskie iki to czasownik „żyć”, natomiast gai oznacza dosłownie „powód”. Filozofia ikigai opisywana jest jako system motywacji, który sprawia, że każdego dnia chce nam się wstawać z łóżka.

2. Stosuj roślinną dietę
W diecie Okinawczyków przeważają warzywa, słodkie ziemniaki, tofu oraz owoce.

3. Jedz więcej soi
Flawonoidy zawarte między innymi w ziarnach soi i przetworach z soi wspomagają układ krążenia, są również cenne dla kobiet w okresie menopauzy.

4. Uprawiaj ogródek
Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. Pozwala odreagować stres, działając kojąco na wszystkie zmysły.

5. Stwórz krąg moai
Maoi to grupy przyjaciół którzy nawzajem angażują się w swoje życie i wspierają w trudnych chwilach zarówno emocjonalnie jak i finansowo. Tradycja silnych więzi społecznych jest jednym z czynników decydujących o długowieczności mieszkańców Okinawy.

6. Czerp energię ze słońca
Wpływ słońca na samopoczucie jest nie do przecenienia, to nie tylko źródło witaminy D, dzięki której mamy mocne kości, ale również dawka pozytywnej energii i dobrego samopoczucia.

7. Utrzymuj aktywność
Codzienna umiarkowana aktywność to klucz do dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Może to być zarówno gimnastyka czy spacer, jak i praca w ogrodzie czy domowe porządki.

8. Carper diem
Okinawczycy nie myślą o przeszłości, cieszą się chwilą obecną i drobnymi przyjemnościami. Są sympatyczni i nawet w podeszłym wieku otaczają się młodymi ludźmi.

Źródło: Dan Buettner, „Niebieskie strefy. 9 lekcji długowieczności od ludzi żyjących najdłużej”

  1. Styl Życia

Ekowystarczająca. Paulina Górska uwalnia nas z poczucia winy z powodu tego, że robimy za mało dla natury

Paulina Górska zajmuje się promocją ekologicznego stylu życia. Jej profil na Instagramie, na którym pokazuje jak być bardziej eko, obserwuje ponad 50 tysięcy osób. (Fot. Katarzyna Gołąbska/materiały prasowe)
Paulina Górska zajmuje się promocją ekologicznego stylu życia. Jej profil na Instagramie, na którym pokazuje jak być bardziej eko, obserwuje ponad 50 tysięcy osób. (Fot. Katarzyna Gołąbska/materiały prasowe)
Jej profil na Instagramie, na którym pokazuje, jak krok po kroku być bardziej eko, obserwuje ponad 50 tysięcy osób. Dzieli się tam swoimi pomysłami, ale i inicjatywami innych. Misją Pauliny Górskiej jest też uwalniać nas z poczucia winy z powodu tego, że robimy za mało. 

Zacznijmy może prowokacyjnie: czy ekodziałania jednostki w ogóle mają sens? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Moje przemyślenia też się zmieniały w miarę tego, jak zmieniało się życie. Przechodziłam przez różne etapy. Na początku zachłysnęłam się ideą ruchu zero waste, potem, w miarę zgłębiania tematu kryzysu klimatycznego, zrozumiałam, że potrzeba też odgórnych inicjatyw i regulacji, a nie tylko wysiłku jednostek. Oczywiście po drodze zaliczyłam moment zwątpienia, czy te moje mikrodziałania mają w ogóle sens...

Dziś uważam, że potrzebujemy trzech elementów: jednostek, działań korporacji oraz dobrych polityków i aktywności instytucji mających realny wpływ na zmiany systemowe. Potrzebne są takie urzędowe regulacje, jak np. w Kanadzie, gdzie niedawno wprowadzono zakaz sprzedaży jednorazowych produktów plastikowych, typu sztućce czy opakowania na żywność, które nie nadają się do recyklingu. Wtedy właśnie dokonuje się naprawdę istotna zmiana systemowa. Wiele dobrego robi w tym obszarze Unia Europejska. Dzięki tzw. dyrektywie plastikowej, od 3 lipca tego roku w Polsce zacznie obowiązywać zakaz sprzedaży jednorazowych produktów z plastiku, m.in. patyczków do balonów, opakowań styropianowych na żywność. Jako konsumenci głosujemy też portfelem, kupując określone produkty. Każdy nasz ekologiczny wybór to właśnie taka deklaracja.

To jakie działania możemy podjąć w codziennym życiu? Zacznijmy może od pierwszej potrzeby, czyli jedzenia. Teraz modny jest weganizm, ty i wiele innych osób uczestniczyło w wyzwaniu VEGANUARY, czyli w styczniu przestawiło się na dietę roślinną. To nasza przyszłość? Jedną z rzeczy, które może zrobić jednostka - a ma to duży wpływ na środowisko - jest ograniczenie spożywania mięsa. W Polsce je się go za dużo, według danych GUS na jedną osobę przypada średnio ok. 62 kg rocznie. Przemysłowa hodowla zwierząt szkodzi środowisku. W scenariuszach przyszłości mówi się wiele o tym, że do 2050 roku takie hodowle przestaną istnieć, że zastąpimy mięso zwierzęce mięsem laboratoryjnym, wytwarzanym z komórek. To samo zresztą dotyczy mięsa ryb. A problem przełowienia jest także palący.

Kiedyś też codziennie jadłam mięso, dziś jestem wege i mam za sobą dietę wegańską, która pokazała mi, że mogę żyć bez jajek, masła czy sera. Wiem, że taka zmiana może być dla wielu trudna i dlatego najlepiej przeprowadzić ją powoli. Promuję fleksitarianizm, czyli właśnie zastępowanie posiłków mięsnych roślinnymi.

Niektórzy podkreślają, że ekozakupy są tylko dla wybranych, bo są drogie... Roślina dieta na pewno nie jest droższa od diety uwzględniającej mięso. Na Instagramie jest taki hasztag #weganizmdlabiednychileniwych. Ma to żartobliwy wymiar, ale jednocześnie na poważnie obala mit, że dieta bezmięsna jest droga, czasochłonna i kłopotliwa. Nawet w zimę mamy w Polsce dostępnych ok. 20 warzyw (oczywiście owoców jest mniej), więc naprawdę jest wybór. Tym bardziej że wiele zdrowych zdrowych rzeczy jest dość tanich, jak kapusta, buraki, kasze.

Ale ekologiczne jedzenie to też takie, którego nie marnujemy. Na Polaka średnio rocznie przypada 240 kg wyrzucanej żywności. W ramach ekożycia powinniśmy świadomie podchodzić do tematu żywności i gospodarowania nią. Proponuję przyjrzeć się swoim śmieciom, odpadom bio. Co tam znajdujemy najczęściej? Jeśli to chleb, to może kupujemy go za dużo? Jeśli natomiast wiemy, że po świętach mamy sporo jedzenia i nie damy rady go zjeść, to wtedy warto się nim podzielić. W dużych miastach istnieją jadłodzielnie, gdzie można taką żywność zostawić. Możemy też ją zamrozić. Tak naprawdę prawie wszystko  nadaje się do mrożenia, nawet ser czy makaron.

A jakie napoje są najbardziej eko? Najlepsza, najtańsza i najbardziej ekologiczna będzie woda. Pijmy wodę z kranu, którą można na różne sposoby przefiltrować, rezygnujmy z kupna wody w plastikowych butelkach. To jest nie tylko oszczędność dla planety, ale i dla domowego budżetu.

No właśnie, jeśli mówimy o jedzeniu i piciu, nie możemy pominąć kwestii opakowań. Dla mnie ogromną zmianą była rezygnacja z cateringu w wielu jednorazowych plastikowych pojemnikach. Dziś mamy już wybór i wiele alternatyw dla plastiku, jak catering w zwrotnych słoikach.

Moją największą bolączką jest ilość plastiku, jaką wyrzucam. Ty podkreślasz, że to nie tylko nasz problem jako konsumentów, ale i producentów. 

Też miałam kiedyś poczucie, że to jest tylko moja odpowiedzialność. Sam plastik nie jest zły, ale problemem jest skala jego produkcji. Niestety rozwiązaniem nie zawsze jest recykling, bo wiele opakowań się do tego nie nadaje. I to dotyczy też jednorazowych zabawek, na przykład jajek z niespodzianek czy tych dodawanych do zestawów dziecięcych w restauracjach.

Znam osoby, które starają się całkowicie wyeliminować plastik, też kiedyś próbowałam... Pionierki ruchu zero waste generują jeden słoik odpadów rocznie! Według mnie oznacza to jednak całkowite podporządkowanie naszego życia tej idei. A zwykle nie mamy na to czasu. Pamiętajmy, że duża odpowiedzialność znajduje się też po stronie producentów. Oni muszą myśleć o plastiku i o tym, czy da się go przetworzyć, już na etapie projektowania. Dlatego dużą nadzieję dają innowacje. Jak start-up założony przez Różę Rutkowską, który pracuje nad naturalnymi i rozkładającymi się w 100 procentach opakowaniami z grzybni.

Docieramy do tematu dla mnie najtrudniejszego i najbardziej wstydliwego, czyli ubrań. Moda ma na sumieniu wiele grzechów. Ale jest światełko w tunelu - moda na vintage czy przepisy uniemożliwiające niszczenie niesprzedanego towaru w niektórych krajach. Najbardziej zrównoważona moda to jest oczywiście ta, którą mamy już w szafie. W drugiej kolejności, jeśli czegoś potrzebujemy, to najlepiej kupić to z drugiego obiegu, takie rzeczy skórzane. Warto skupić się też na tym, by nie wyrzucać ubrań, a naprawiać, przerabiać, oddawać. A jeśli już kupujemy coś nowego, to najlepiej w pierwszej kolejności pomyśleć o takiej marce, która ma w swojej strategii działanie zrównoważone.

Lepiej kupować ubrania rzadziej, a porządne i na lata. A jeśli już decydujemy się na sieciówkę, to starajmy się wybierać rzeczy z organicznej bawełny, z certyfikatami. Kiedy wybieramy takie produkty, to dajemy jasny komunikat również i korporacjom, że powinny podążać w tym kierunku. Pamiętajmy też, że większość rzeczy można naprawić lub przerobić. Tu też pomagają nam niektóre firmy, np. VEJA stworzyła centrum, gdzie można przynieść stare buty, oni je odnawiają i sprzedają w niższej cenie, w Polsce mamy WOSH, gdzie można odnowić buty lub je przerobić. Marka Gaberiella wprowadziła do sprzedaży ekorajstopy. Dzieje się!

Dla mojej 12-letniej córki segregacja śmieci, oszczędzanie wody, niejedzenie mięsa to już codzienność. Z jednej strony myślę, że to pokolenie będzie żyło bardziej świadomie, z drugiej strony mamy jednak szalejący konsumpcjonizm i zakupy na Aliexpress... Temat edukacji klimatycznej jest mi bardzo bliski i to jest prawdziwa szansa na zmianę. Kiedyś żyłam zupełnie nieekologicznie, dopiero kiedy urodziłam dziecko, zaczęłam podchodzić bardziej świadomie do tematu. Nasilający się kryzys klimatyczny mnie przeraził i zmusił do działania. Wychodzę z założenia, że musimy edukować nie tylko siebie, ale też nasze dzieci. Segregacja śmieci, naprawianie ubrań, spędzanie czasu w naturze - to nie kosztuje nas dużo, a daje ogromne efekty, bo dzieci nas obserwują.

Mam też nadzieję, że w Polsce rozpoczniemy prawdziwą edukację klimatyczną. Istnieje nawet organ doradczy przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska. To Młodzieżowa Rada Klimatyczna, która skupia nastolatków i działa na rzecz obowiązkowych lekcji o klimacie w szkole. Jeśli takie zajęcia się pojawią, będzie to również ogromna.

Wraz ze wzrostem świadomości pojawia się też efekt, który nazywasz ekowstydem. Cierpimy, że znowu do pracy pojechaliśmy samochodem, a nie rowerem... Mam misję, żeby uwalniać od poczucia winy. Uświadamiać, że te dylematy są i trudno czasem znaleźć najlepsze rozwiązanie. Słyszymy: kupuj zrównoważoną modę, ale nie w sieciówkach. A z drugiej strony niewielu stać na ubrania za kilkaset złotych. Słyszymy: kupuj ekożywność - a do najbliższego sklepu z takimi produktami masz 30 minut drogi... Wielu z nas się boryka z takimi ekologicznymi puzzlami, które do siebie nie pasują. A może wcale nie musimy z tego składać nie wiadomo jak skomplikowanej układanki? Każda podjęta próba bycia eko jest ważna, a jeśli nam się trafi gorszy moment, to nie co sobie wyrzucać, że znów coś zrobiliśmy źle, tylko skupić się na pozytywach.

Aktywizm ma różne oblicza. Już samo to, że myślimy o działaniach proekologicznych, że o nich rozmawiamy, że wspieramy te idee,np. uczestnicząc w strajku klimatycznym, jest ważne. Istotne jest też wspieranie ekologicznych organizacji, głosowanie w wyborach na kandydatów, którzy rozumieją kryzys klimatyczny i widzą potrzebę działania tu i teraz.

Podejście zero-jedynkowe nie ma sensu. Może doprowadzić tylko do niepokoju, a nawet depresji klimatycznej, o której słyszymy coraz więcej. "Jestem wystarczająca" - to hasło które sprawdza się w postrzeganiu własnego ciała, w rodzicielstwie, ale i w byciu eko.

Paulina Górska, promotorka ekologicznego stylu życia, ekoaktywistka, pasjonatka społecznej aktywności biznesu. W mediach społecznościowych prowadzi popularny profil @eko.paulinagorska. Autorka bloga paulinagorska.com. Prelegentka na konferencjach dotyczących zrównoważonego stylu życia. Mama Apolonii i Gai.