1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Osładzanie codzienności. Rozmowa z Elizą Mórawską-Kmitą

Osładzanie codzienności. Rozmowa z Elizą Mórawską-Kmitą

Eliza Mórawska-Kmita (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)
Eliza Mórawska-Kmita (Fot. Anna Rutkowska/ JG Publishing)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
"Nie ma chyba nikogo, kogo zapach szarlotki, nie przeniósłby do krainy wspomnień" - mówi autorka bestsellerowej książki kulinarnej „Słodkie”, która po kilku latach nieobecności na rynku, została na prośbę czytelników, wydana ponownie.

Czy masz swój rytuał „słodkości”? Codziennie? Po obiedzie? Do kawki? Tylko w weekendy? Kiedyś nie mogłam żyć bez codziennej dawki słodyczy, ale dziś to się zmieniło i jem tylko to, co naprawdę lubię - najchętniej coś domowego, świeżo wyjętego z piekarnika. Piekę ciasta zazwyczaj 1-2 razy w tygodniu, czasem częściej. Zawsze mam też ochotę na domową chałkę z dużą ilością kruszonki.

„Słodkie” to Twoja pierwsza książka kulinarna - ukazała się w 2014 r., doczekała się kilku dodruków i wyprzedała się do ostatniej sztuki.  A teraz wróciła. Z tymi samymi przepisami, ale nowymi zdjęciami. Oprawa wpływa na smak? Moim zdaniem tak. To książka, do której sama chętnie wracam, korzystam z niej, podarowałam ją też w ciągu tych kilku lat wielu osobom, ale chciałam nieco odświeżyć jej wygląd.

Wszystkie zdjęcia do nowego wydania zrobiłaś sama. Jak stałaś się zawodowym fotografem? Robię zdjęcia już prawie dwadzieścia lat, każdego dnia. Zaczynałam na potrzeby bloga, a potem pasja się rozwinęła i zaczęłam robić zdjęcia również zawodowo. Inspiracji szukam przede wszystkim w naturze - dziś interesuje mnie głównie fotografia, przy której jak najmniej "majstrowano", taka niedoskonała, naturalna, zwyczajna. Przeszłam długą drogę od fascynacji wielkimi sesjami zdjęciowymi ze scenografią, stylistami jedzenia, a dziś najbliżej mi do zdjęć naturalnych, minimalistycznych.  

Przeżywasz fascynację kulturą Korei, interesujesz się Japonią - czy w swojej następnej książce podzielisz się z nami niezawodnymi przepisami na dania kuchni azjatyckiej? Jeśli opanuję je w satysfakcjonujący sposób, to czemu nie?  

Liczymy na to, bo przepisy od Ciebie po prostu wychodzą. Obserwując Twojego Instagrama (whiteplatecom) nie można mieć wątpliwości - w gotowaniu i pieczeniu osiągnęłaś mistrzowski poziom. Ramen, burger, pączki, chałka - to tylko kwestia zachcianki, decyzji. Czy tak było zawsze? Czy miałaś jakieś wpadki?  Zrobiłaś kiedyś zakalca? To jest dosyć zabawne, ale rzeczywiście to prawda - właściwie nie ma rzeczy, na którą miałabym ochotę, a nie umiałabym jej sama zrobić w domu. Jeśli za czymś tęsknię, to są to zazwyczaj dania jedzone w jakichś określonych "okolicznościach przyrody", związane z miejscami, sytuacjami, emocjami. Tego oczywiście w domu powtórzyć się nie da, ale cała reszta jest do zrobienia. Kiedyś dużo podróżowałam, a w tych podróżach jedzenie stanowiło jeden z najważniejszych elementów - jadłam, notowałam, kupowałam książki kucharskie i uczyłam się odtwarzać w domu to, co lubię. Wiadomo, że nauka to też wpadki i nieudane dania - dziś jest tego zdecydowanie mniej, ale po prostu gotuję już na tyle długo, że umiem uniknąć wielu wpadek  - bo już je zaliczyłam ;)

Czy jakieś przepis wciąż stawia Ci opór? Miałam kilka podejść do francuskich macarons i niestety nie wychodziły tak, jak powinny. Idealne macarons to te prosto z Paryża, z cukierni Ladurée, jedzone na miejscu. Dla mnie najlepsze i już nie próbuję robić ich sama w domu.

Wiele osób zaczyna swoje kulinarne eksperymenty właśnie od deserów, od pieczenia ciast  - czy masz dla nich jakiś złoty standard działania? Jeśli zaczynamy to najważniejsze jest staranne czytanie przepisu i instrukcji - wiele początkujących osób uważa, że to mało istotne, bo "babcia robiła na oko i było pyszne", ale ja uważam, że bez opanowania podstaw, trudno jest iść dalej i rozwinąć skrzydła.

Przepisy z książki "Słodkie" 

Brownie z suszonymi śliwkami

(Fot. Eliza Mórawska-Kmita) (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)

Składniki: gorzka czekolada 200 g, masło 160 g, cukier puder 200 g, jajka 4 szt., mąka 80 g, proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki, śliwki kalifornijskie bez pestek, drobno pokrojone, zalane szklanką (250 ml) mocnej herbaty

Przygotowanie: 1. Czekoladę połamać na małe kawałeczki, masło drobno pokroić. W garnku zagotować wodę. Czekoladę i masło włożyć do miski i postawić ją na garnku z gotującą się wodą, która nie powinna dotykać dna miski. Mieszać czekoladę i masło, aż się rozpuszczą. Lekko przestudzić.

2. Jajka ubić z cukrem pudrem, dodawać powoli czekoladę z masłem. Mąkę przesiać, połączyć z proszkiem do pieczenia i powoli dodawać do masy jajecznej, delikatnie mieszając łyżką.

3. Śliwki odcedzić na sitku i wmieszać do masy.

4. Masę wlać do formy (20x30 cm) i wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C) na 25 minut. (Ważne − proponuję sprawdzić drewnianym patyczkiem stan upieczenia w środku, pod warstwą ciasta. Niektóre piekarniki pieką szybciej i brownie można wyjąć już po 15 minutach).

Sernik śliwka w białej czekoladzie

(Fot. Eliza Mórawska-Kmita) (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)

Składniki:  Spód: cukierki śliwka w czekoladzie 200 g, masło 100 g, brązowy cukier 100 g, mąka 100 g, proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki, jajko 1 szt. Masa serowa: serek waniliowy (dowolny) 200 g, trzykrotnie mielony twaróg (może być z wiaderka) 600 g, cukier puder 250 g, jajka 4 szt. Wierzch: biała czekolada 200 g, niesłodzone mleko skondensowane lub śmietanka 36% 5 łyżek, cukierki śliwka w czekoladzie bardzo drobno pokrojone (opcjonalnie) 100-150 g

Przygotowanie:

1. Cukierki, masło i cukier włożyć do garnuszka i podgrzewać na małym ogniu, aż czekolada i masło się rozpuszczą. Zdjąć z ognia, odstawić na 1o−15 minut, następnie zmiksować na purée. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i jajko, dokładnie wymieszać.

2 . Tortownicę (24 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, posmarować masłem, wysypać tartą bułką (lub mąką). Przełożyć do niej ciasto − będzie gęste i lśniące. Wyrównać wierzch, wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C)  i piec 15 minut. W tym czasie przygotować masę serową.

Masa serowa

3. Sery umieścić w misce, zmiksować z cukrem pudrem, następnie dodawać po jednym jajku. Nie należy miksować zbyt długo, wystarczy kilka minut.

4. Wyjąć z piekarnika tortownicę ze spodem, wlać masę serową, wstawić do nagrzanego piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec 5o minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i ostudzić sernik w piekarniku. Po całkowitym ostudzeniu ciasta przygotować wierzch.

Wierzch

5. Czekoladę i śmietanę umieścić w szklanej misce ustawionej na garnku z gotującą się wodą. Mieszać, aż czekolada się rozpuści. Polać wierzch sernika. Cukierkami obsypać brzeg ciasta i odstawić do czasu, aż polewa czekoladowa stężeje.

Książka "Słodkie" to 55 sprawdzonych przepisów. Większość z nich autorka napisała sama od początku, niektóre pochodzą ze starych zapisków, jeszcze inne zostały przywołane, bo cieszyły się powodzeniem na blogu. Oprócz przepisów w książce każdy początkujący cukiernik znajdzie informacje dotyczące przyborów, akcesoriów, składników i praktycznych porad dotyczących pieczenia. Książkę można kupić  wyłącznie na: jgpublishing.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Tak przygotowane orzechy pasują niemal do wszystkiego – mogą być podawane jako samodzielna przekąska lub stanowić przepyszne uzupełnienie niesłodkich dań. Gdy zdrowe tłuszcze z orzechów połączą się z leczniczymi właściwościami rozmarynu, otrzymamy prostą, ale jakże mocarną strawę dla mózgu.

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Składniki na 2 szklanki/8 porcji

2 łyżki oleju kokosowego, roztopionego 11/2 łyżki świeżego rozmarynu, posiekanego 1/2 łyżeczki soli morskiej 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne 1 łyżka cukru kokosowego 2 szklanki surowych połówek orzechów włoskich

Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do temperatury 170–180°C. Wyłóż blachę do pieczenia papierem do pieczenia. 2. W średniej misce wymieszaj olej kokosowy, rozmaryn, sól, pieprz cayenne i cukier kokosowy. Wsyp orzechy i mieszaj tak długo, aż będą dokładnie obtoczone tłuszczem i przyprawami. Rozłóż je na blasze i piecz przez 10–15 minut lub do czasu, aż orzechy zrobią się złotobrązowe i aromatyczne. Pozwól im wystygnąć przed podaniem. 3. Pieczone orzechy można przechowywać kilka tygodni w temperaturze pokojowej w pojemniku próżniowym, jednak lepiej trzymać je w lodówce, dzięki czemu na dłużej zachowają wartościowe tłuszcze.

Warto wiedzieć - już samo wąchanie rozmarynu sprawia, że do organizmu dostaje się acetylocholina, która wspomaga pamięć i prawidłową pracę mózgu.

Nootropowy zastrzyk dla mózgu: Przed wsypaniem orzechów do miski z olejem i rozmarynem, wymieszaj je z 1 łyżeczką reishi w proszku.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.

  1. Kultura

Polskie ludowe pająki zachwycają świat

(Fot. Ola O Smit)
(Fot. Ola O Smit)
Zobacz galerię 16 Zdjęć
Karolina Merska, artystka z Lublina, która tworzy swoje pająki w Londynie, opowiedziała nam dlaczego postanowiła ocalić od zapomnienia ludowe dekoracje, które do tej pory kurzyły się w skansenach. Wraz z odkrywaniem dawnego rękodzieła rekonstruuje historie ludowych twórczyń i przybliża polską sztukę ludową londyńczykom.

W pierwszej połowie XIX w. jednym z najważniejszych elementów dekoracyjnych wiejskich izb były pająki - wyrabiane ze słomy, włóczki, kawałków materiału i bibuły przestrzenne konstrukcje, przypominające żyrandole. Tradycja wykonywania pająków powszechna była w całej Polsce znacznie wcześniej i odwoływała się do magicznych obrzędów oraz koncepcji kosmologicznych.

Czy pierwsze pająki, które powstawały w Polsce na samym początku, różniły się od tych, które dziś znamy i które ty tworzysz? Pierwsze pająki były bardzo proste. Wykonywano je na przykład z buraka, w którego bulwę wbijano kawałki słomy. Ludzie starali się dekorować swoje izby tym, co mieli pod ręką. Dlatego używano ziemniaków, buraków, selera, a także farbowanego w łupinach cebuli i skorupach orzechów pierza. Dopiero później, gdy w sklepach pojawiły się kolorowy papier i bibuła, zaczęto wykorzystywać je do dekoracji pająków, jakie dziś znamy.

A czy wiemy, jaką funkcję, oprócz tej dekoracyjnej, spełniały pająki? Dawniej wierzono, że słoma ma magiczne właściwości, zapewnia dobrobyt i potrafi wypędzić z chałupy złe demony. Pozostałości tych magicznych praktyk zachowały się w wielu współcześnie praktykowanych rytuałach, takich jak topienie Marzanny czy umieszczanie sianka pod obrusem wigilijnej kolacji. Pająki wykonywano z żyta i wieszano je nad stołem podczas obchodów Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Na początku wykonywano je z okazji świąt, później przygotowywano pająki na chrzciny, wesela i inne ważne uroczystości. W jednym ze starych czasopism czytałam o przesądach związanych z pająkami. Na przykład kiedy do domu, w którym mieszkała panna na wydaniu przychodził kawaler, a pająk zaczynał kręcić się w lewo, to traktowano to jako zły znak. Uważam, że niezwykle ważne jest, żeby przypominać te dawne wierzenia, które związane są z pająkami.

Pająki były powszechną ozdobą w całej Polsce, ale ich kształty w zależności od regionu bywały rozmaite. Ty zajmujesz się przede wszystkim konstrukcjami, które są rozbudowane w poziomie i pionie. Wykonuję pająki, które nawiązują kształtem do żyrandola i w taki sposób są najczęściej określane. Składają się z obręczy, mają ramiona i ozdobione są pomponami. Pająki żyrandolowe można spotkać w całej Polsce, ale w każdym regionie wyglądają inaczej. Na Lubelszczyźnie ozdabiano je piórami, w łowickim miały charakterystyczną tarczę z kolorowej włóczki. Na Kurpiach na żyrandolowego pająka mówi się kierec. To efektowna podsufitowa dekoracja, której ramiona wykonane ze skręconych taśm papieru rozchodzą się promieniście od środka pokoju.  Na Podlasiu pająki robiono z grochu i fasoli, w niektórych regionach wykonywano je z pociętych kawałków lnu przypominających delikatne pierze, a nawet ze szczeciny.

Skąd w ogóle wpadłaś na pomysł, żeby zająć się ludowymi pająkami? Pamiętasz, gdzie zobaczyłaś je po raz pierwszy? Urodziłam się w Lublinie i z pająkami zetknęłam się po raz pierwszy w skansenie Muzeum Wsi Lubelskiej, w którym są pięknie zachowane chaty. Tak naprawdę moja miłość do pająków zaczęła się dopiero w Krakowie, do którego wyjechałam studiować historię sztuki. Od zawsze pociągała mnie sztuka ludowa, antropologia i etnografia. I chociaż nie studiowałam dizajnu, to chciałam pokazywać piękno ludowych pająków, żeby nie kurzyły się tylko w tych skansenach.

Po studiach od razu wyjechałaś do Londynu. Historyczka sztuki, która zaczyna zajmować się tworzeniem ludowych pająków w stolicy Wielkiej Brytanii to dość nietypowe. Jak wyglądały twoje pierwsze sufitowe dekoracje? Miałam ogromne szczęście, że znalazłam się właśnie w Londynie, to miasto, które niesamowicie chłonie inne kultury. Zaczęłam tworzyć ludowe pająki, ponieważ chciałam dzielić się z innymi tym, co od dawna mnie fascynowało i co związane jest moim dziedzictwem. Na początku analizowałam konstrukcję pająków przeglądając zdjęcia w starych czasopismach. Mam całkiem niezłą wyobraźnię przestrzenną, dlatego rozumiałam w jaki sposób są wykonane. Pamiętam swojego pierwszego pająka w kształcie gwiazdy. Kiedy rozłożyłam go na blacie stołu, wyglądał wspaniale, ale okazało się, że zapomniałam o jednym bardzo ważnym elemencie i  konstrukcja złożyła się w pół. Wtedy nie wiedziałam też w jaki sposób zrobić kwiaty, które ozdabiają pająki. Wycięłam po prostu kawałki krepiny i zszyłam je ze sobą. Teraz się śmieje, że to bardziej przypominało eksperymentalne krawiectwo papieru.

(Fot. Ola O Smit) (Fot. Ola O Smit)

(Fot. Ola O Smit) (Fot. Ola O Smit)

Później zaczęłaś poznawać konstrukcję pająków u źródła, odwiedzając ludowe artystki w Polsce. Razem z moją przyjaciółką Karoliną, która również mieszka w Londynie i studiowała tutaj antropologię kultury, jeździłyśmy po Polsce i odwiedzałyśmy regionalnych artystów. Karolina jest też fotografką i filmowcem i oprócz tego, że interesuje się antropologią, potrafiła w odpowiedni sposób udokumentować działania artystyczne twórców. Zawsze robiło mi się smutno, gdy dowiadywałam, że niektóre wzory bezpowrotnie zaginęły. Młode pokolenia nie zawsze są zainteresowane kontynuacją sztuki ludowej.

W jaki sposób szukałyście twórczyń? Chodziłyście po wsiach i pytałyście, kto robi pająki? Niemalże. Do artystek docierałyśmy często dzięki poczcie pantoflowej, poprzedzonej wielogodzinnymi poszukiwaniami w Internecie. Odwiedzałyśmy regionalne jarmarki i kontaktowałyśmy się z gminnymi ośrodkami kultury. Często miałam do dyspozycji jedynie zdjęcie ludowego pająka z jakiegoś starego czasopisma z podpisem i w ten sposób próbowałam odnaleźć jego twórczynie. Poszukiwania tych osób było fascynującym zajęciem. Jeździłyśmy np. na Kurpie i tam kierowano nas do ludowych artystek, które nadal zajmują się tworzeniem pająków.

(Fot. Ola O Smit) (Fot. Ola O Smit)

Jestem ciekawa w jaki sposób reagowały starsze panie, kiedy nagle w ich domach pojawiały się dwie dziewczyny z Londynu i pytały, jak robi się ludowe pająki. To są zawsze bardzo miłe spotkania. Siadamy sobie przy herbacie i domowym cieście, oglądamy wspólnie ich prace – na przykład kwiaty z papieru czy właśnie pająki, przeglądamy archiwalne zdjęcia ze starymi wzorami. Często te spotkania przeradzają się w bardzo bliskie znajomości. Na przykład pani Zofia, która ma ponad osiemdziesiąt lat, zaproponowała po kilku latach spotkań ze mną, żebyśmy mówiły sobie po imieniu i zaczęła traktować mnie po prostu jak swoją koleżankę. Czasem zdarzało się, że poznawałam całe wielopokoleniowe rodziny, tak było w przypadku pana Józefa, który mieszka pod Zakopanem. Mam wrażenie, że wiele osób czuje się trochę zapomniana i bardzo cieszy je to, że ktoś interesuje się ich twórczością i chce dowiedzieć się o niej więcej. Zawsze pytam twórców i twórczynie o ich podejście do rękodzieła i tradycji. Wcześniej, kiedy nie było żadnych podręczników o sztuce ludowej, cała wiedza przekazywana była ustnie z pokolenia na pokolenie. Dziś zdarza się, że tworzeniem pająków zajmują się jeszcze dzieci tych artystek, ale wnuki nie bardzo garną się do nauki, dla nich to nie jest ani atrakcyjne ani ciekawe. Moje podróże po Polsce służą także temu, żeby pokazać te osoby oraz ich twórczość. Byłoby szkoda, gdyby to wszystko przepadło i zostało zapomniane.

Ludowe pająki, którymi zajmujesz się zawodowo to nie wszystko, co łączy cię z rękodziełem. W Londynie otworzyłaś również sklep, w którym popularyzujesz polską sztukę ludową. Po spotykaniach z artystami i dokumentacji ich prac narodził się pomysł sklepu “Folka”. Teraz dopiero widzę, jak wszystko, czym się zajmowałam zatoczyło koło i w bardzo piękny sposób się ze sobą połączyło. Zawsze zastanawiałam się nad tym, co będę robiła w życiu, a teraz wydaje mi się, że w końcu znalazłam odpowiedź.

Chciałam, żeby w sklepie “Folka” dostępne było rękodzieło z różnych krajów, nie tylko z Polski, ale także z Rumunii, Ukrainy, Niemiec, Francji czy Holandii. Niestety Brexit trochę pokrzyżował nam plany i utrudnił dostęp do wielu europejskich twórców. Polska tradycyjna sztuka ludowa jest bardzo ważną częścią sklepu i to dzięki niej to miejsce jest unikatowe. Polskie rękodzieło najbardziej podoba się klientom, którzy odwiedzają nasz sklep. Najzabawniejsze jest to, że wiele osób myśli, że sprzedajemy meksykańską sztuką ludową, ponieważ to co widzą na wystawie kojarzy im się właśnie z twórczością Fridy Kahlo. Dla mnie niezwykle ważny jest walor edukacyjny sklepu, kiedy mogę pokazywać, że w Polsce mamy taką piękną i kolorową sztukę ludową.

Czym najbardziej zachwycają się londyńczycy? Wielkanocnymi palemkami! Sama uwielbiam palmy ludowe i już od kilku lat sprowadzam je z Polski. Tutaj różnie były nazywane, mówiono na nie “szczotka” albo kwiatki na patyku. Starałam się znaleźć dla nich jakąś angielską nazwę, ale w pewnym momencie zauważyłam, że klienci zaczęli dopytywać, kiedy będą “Easter palm”, co uświadomiło mi, że doskonale wiedzą, czym są te nasze palemki. Co ciekawe, w Londynie palmy zyskały całkiem nową funkcję. W Polsce kojarzone są wyłącznie ze świętami wielkanocnymi, a tutaj traktowane są jak unikatowy bukiet i sprzedają się przez cały rok. Wiem, że wiele osób wręcza palmy zamiast kwiatów np. na Dzień Mamy. Nasze polskie mamy byłyby pewnie mocno zdziwione, gdyby w ramach bukietu otrzymały wielkanocną palemkę.

Ze swoimi pająkami trafiałaś w różne miejsca na świecie. Najbardziej egzotycznym było chyba New Delhi. Na festiwal designu do Indii pojechałam na zaproszenie Polskiego Instytutu. Wykonałam dużą instalację - kilkumetrowego pająka żyrandolowego - w której starałam się połączyć polską sztukę ludową z tamtejszą, dlatego ozdobiłam go girlandami żywych kwiatów, którymi hindusi dekorują wnętrza swoich świątyń. Pająk zawisł w centrum designu w Bangalur, a jego zdjęcie znalazło się we wszystkich krajowych mediach. Wbrew pozorom kultura hinduska jest bardzo podobna do polskiej, jest równie kolorowa.

Okazało się, że ludowe pająki doskonale pasują do współczesnych wnętrz i dziś znowu traktowane są jako element dekoracyjny. Staram się pokazywać sztukę ludową bardziej jako nowoczesny design, wyjść trochę z tej ludowości. W naszym kraju pająki nadal nie kojarzą się z nowoczesnymi wnętrzami. Polska była chyba ostatnim krajem, który zobaczył, że takie ozdoby mogą być fajne. Czasami tak bywa, że gdy mamy coś przed oczami, to nie potrafimy tego docenić. Media w Polsce zainteresowały się moją działalnością dopiero wtedy, kiedy o moich pająkach zaczęły pisać zagraniczne magazyny wnętrzarskie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę popularyzować polską sztukę ludową w Londynie i jednocześnie obserwować coraz większe zainteresowanie rękodziełem w Polsce. Wiele młodych osób zaczyna robić pająki, powstają ciekawe konta na Instagramie.

W maju ukaże się twoja książka poświęcona pająkom. To praktyczny poradnik, dzięki któremu krok po kroku będzie można stworzyć swojego pająka. Na razie dostępna będzie niestety wyłącznie w języku angielskim. Nadal nie mogę w to uwierzyć. W mojej książce chciałam skupić się przede wszystkim na pokazaniu projektów, ale także opowiedzieć historię pająków i związane z nimi tradycje. Przygotowałam piętnaście różnych wersji pająków, zarówno tradycyjnych, jak i nowoczesnych. Starałam się pokazać, że tradycyjne pająki można tworzyć również w oparciu o inne surowce, jak metalowe rurki, makaron czy wełniane pompony. Pokazuje też, jak zrobić pająka ślubnego z żywych kwiatów. Chciałabym zainspirować wszystkich do tego, żeby korzystając z tradycyjnych wzorów, tworzyli autorskie projekty. Książka „Making mobiles” na razie dostępna jest tylko w języku angielsku, ale wiem, że jest spore zainteresowanie w Polsce, dlatego liczę, że pojawi się także jej tłumaczenie. Projekt mojego jednego pająka można znaleźć w książce Doroty Borodaj zatytułowanej “Ręcznie robione”, która jest poświęcona współczesnemu rzemiosłu i rękodziełu. Wiem, że autorce udało się dotrzeć do wielu bardzo ciekawych stowarzyszeń i artystów z Polski, którzy tworzą z papieru, drewna, gliny, słomy czy wikliny wykorzystując tradycyjne techniki. Bardzo się cieszę, że mogłam się pojawić w tym opracowaniu.

Karolina Merska (Fot. Ola O Smit) Karolina Merska (Fot. Ola O Smit)

  1. Kuchnia

Jaka marynata do kiełbasy z grilla będzie najlepsza?

Marynowana kiełbasa z grilla. (Fot. materiały pra
Marynowana kiełbasa z grilla. (Fot. materiały pra
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Czy wiesz, że marynować możesz nie tylko surowe mięso na grilla, ale również kiełbaski? To nada im soczystości i smaku oraz urozmaici twoje grillowanie. Dowiedz się, jak przygotować kiełbasę do marynowania i ile czasu trzymać ją w marynacie. Jak dobrać marynatę do kiełbasy?

Jaka kiełbasa do marynowania?

Sekretem udanego grilla jest zawsze dobra kiełbasa. Czy do marynowania nadaje się każdy jej rodzaj? Nie do końca. Warto szukać przede wszystkim kiełbas, które są przeznaczone do grillowania. Najlepsze kiełbasy tego typu:

  • znajdują się w naturalnym jelicie – jeśli kiełbasa wygląda tak, jakby była sztuczna (wrażenie plastikowego połysku), prawdopodobnie otoczka nie jest naturalna;
  • nie są za chude – podczas grillowania wytapia się tłuszcz i zbyt chuda kiełbasa może stać się sucha),

Dobrze jest wybierać kiełbaski wieprzowe, zamiast tych z dużym dodatkiem cielęciny – są tłustsze i w rezultacie będą bardziej soczyste.

Kiełbasy najlepiej też kupować z lady. Gdy są pozbawione opakowania łatwiej określić ich świeżość i jakość. Paczki często są tylko częściowo prześwitujące, miewają fakturę lub są na nich zasłaniające mięso nadruki i nalepki. To utrudnia wypatrzenie niepokojących sygnałów jak np.:

  • śliskiej otoczki na kiełbasie – jeśli jest ona obślizgła, to znak, że jest nieświeża;
  • wytrącenia się tłuszczu – może świadczyć o sztucznym dodawaniu wody lub tłuszczu do wyrobów;
  • amoniakowego zapachu – również świadczy o tym, że mięso zaczyna się psuć. Takiego mięsa nie powinno się spożywać nawet po obróbce cieplnej.

Wiele osób uważa jednak, że kupowanie kiełbasy z lady jest trudniejsze niż kupowanie gotowych paczek, gdyż nie można sprawdzić składu mięsa. To nie prawda – w sieciach, w których znajduje się lada takich jak np. Delikatesy Centrum można zapytać osobę obsługującą o dokładny skład danego mięsa. Pracownik ma obowiązek nam go podać.

Sprawdź oferty i promocje na kiełbasę grillową w aktualnej gazetce Delikatesów Centrum >>

A czy warto kupować kiełbasy od razu w marynacie? To zależy. Jeśli są w gotowych paczkach, marynata może utrudnić wizualne rozpoznanie świeżości. Aromat przypraw może też maskować zapach nieświeżego mięsa. Dlatego bezpieczniej jest kupić kiełbasę bez marynaty i przygotować ją domowym sposobem.

Kupowanie kiełbasy z lady- zalety - infografika. ((ot. materiały partnera) Kupowanie kiełbasy z lady- zalety - infografika. ((ot. materiały partnera)

 Jak przygotować kiełbasę do marynowania?

Przygotowywanie kiełbasy do marynowania jest podobne, jak przygotowywanie jej po prostu na grilla. Kiełbaski należy lekko ponacinać pod skosem, zanim umieścimy je w przyprawach. Nacięcia nie mogą być zbyt głębokie, alby mięso nie rozpadało się na ruszcie. Powinny sięgać maksymalnie połowy kiełbaski.

W rozcięcia można nie tylko wlać marynatę, ale również włożyć ząbki czosnku, kawałki sera lub inne dodatki.

Jaka marynata do kiełbasy z grilla?

Wybór przypraw zależy tylko od nas i naszego gustu. Można dowolnie je miksować, a nawet wykorzystywać znane już sobie przepisy na marynaty do mięsa wieprzowego.

Podstawą marynaty może być:

  • tłuszcz – może to być np. olej rzepakowy, oliwa z oliwek. Pomaga wydobyć aromat z ziół i sprawa, że odpowiednio wnikają w szczeliny w kiełbasce i trzymają się mięsa;
  • gotowe przyprawy ze słoika np. musztarda, keczup, chrzan;
  • sos sojowy – wykorzystywany w ostrych marynatach z papryką, częsty składnik marynat w stylu azjatyckim.

Ciekawymi dodatkami, które przełamią smaki, mogą być:

  • miód – łączone z ostrymi przyprawami np. musztardą, daje pyszne połączenie;
  • piwo – dodaje aromatu i charakterystycznej goryczki. Znanym przepisem, który wykorzystuje piwo, jest grillowana kiełbasa po bawarsku;
  • karmelizowana cebula – ma inny aromat niż zwykła cebulka. Może być też ciekawym dodatkiem na stół do grillowanych potraw;
  • imbir – podkreśla smak białej kiełbasy.

 Ile czasu marynować kiełbaski na grilla?

Po obtoczeniu kiełbasy w marynacie należy pozostawić ją do nabrania smaku. Zwykle wystarczy około dwóch i pół godziny, by uzyskała aromat. Jeśli lubisz silne smaki, możesz pozostawić mięso w przyprawach nawet na całą noc.

Aby zapachem kiełbasy i marynaty nie przeszły inne produkty w lodówce marynuj mięso zawijając je w folię aluminiową albo umieszczając je w szczelnie zamykanych pojemnikach. Możesz też przykryć talerz folią spożywczą lub aluminiową.

Grillowanie marynowanej kiełbasy

Marynowaną kiełbasę grilluje się podobnie jak zwykłą. Jeśli składniki marynaty nie ciekną, można położyć mięso bezpośrednio na ruszcie. Jeśli przyprawa jest bardziej płynna użyć aluminiowych tacek lub folii aluminiowej na spód.

Smażenie marynowanej kiełbasy trwa mniej więcej tyle samo, co smażenie kiełbasy bez przyprawy. Warto jednak uważniej kontrolować ogień pod rusztem, by nie przypalić cebulki lub innych składników marynaty. Wówczas uzyskamy bardziej estetyczny sos.

Gotową kiełbasę można podawać z frytkami lub pieczonymi ziemniakami, ale także z ryżem czy kaszą, które staną się wilgotniejsze dzięki sosowi wytworzonemu przez marynatę.

Jak grillować marynowaną kiełbasę? – infografika. (Fot. materiały partnera) Jak grillować marynowaną kiełbasę? – infografika. (Fot. materiały partnera)

  1. Kultura

Seriale skandynawskie - przegląd produkcji szwedzkich, norweskich i duńskich

"Most nad Sundem" to jeden z najpopularniejszych i zarazem najlepiej ocenianych skandynawskich seriali. Główni bohaterowie, inspektor Martin Rohde oraz policjantka Saga Noren, badają okoliczności tajemniczego morderstwa, do którego doszło na moście między Danią a Szwecją. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Kino ze Skandynawii od lat cieszy się uznaniem na całym świecie. Okazuje się jednak, że nie tylko filmy z tego regionu Europy są warte uwagi. Dziś polecamy wam najlepsze skandynawskie seriale. W naszym zestawieniu znajdziecie produkcje kryminalne, obyczajowe i komediowe dostępne w polskich serwisach streamingowych. 

Kino ze Skandynawii od lat cieszy się uznaniem na całym świecie. Okazuje się jednak, że nie tylko filmy z tego regionu Europy są warte uwagi. Dziś polecamy wam najlepsze skandynawskie seriale. W naszym zestawieniu znajdziecie produkcje kryminalne, obyczajowe i komediowe dostępne w polskich serwisach streamingowych. 

Seriale szwedzkie

"Most nad Sundem" (4 sezony) - vod.pl

Na moście między Danią, a Szwecja znaleziono ciało. Sprawa zostaje przydzielona dwójce śledczych z graniczących ze sobą krajów. Duński inspektor Martin Rohde oraz szwedzka policjantka Saga Noren szybko odkrywają, że doszło do nie jednego, a dwóch zabójstw. Okazuje się, że górna część ciała należy do znanego polityka, natomiast dolna do prostytutki, a celem zabójcy jest zwrócenie uwagi na bagatelizowane problemy społeczne.

Szwedzki serial 'Most nad Sundem' dostępny jest na vod.pl. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Most nad Sundem\" dostępny jest na vod.pl. (Fot. materiały prasowe)

"Kalifat" (1 sezon) - Netflix

"Kalifat" to jedna z najmocniejszych i zarazem najbardziej wciągających produkcji na Netflixie. Planowany atak ISIS na Szwecję łączy losy trzech szwedzkich muzułmanek: matki na zakręcie Pervin, natchnionej studentki Sulle i ambitnej policjantki Fatimy. Ten świetnie napisany dreszczowiec trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty i pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.

Szwedzki serial 'Kalifat' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Kalifat\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Gösta" (1 sezon) - HBO GO

"Gösta" to słodko-gorzka opowieść o młodym psychologu dziecięcym, który rozpoczyna swoją praktykę zawodową w małej miejscowości na prowincji. Przeprowadza się tam ze Sztokholmu i wynajmuje mały domek pośrodku lasu. Bohater chce być najlepszym człowiekiem na świecie i pomagać wszystkim napotkanym na swojej drodze ludziom. Czasami mu to wychodzi, ale zdarza się też, że nic nie idzie po jego myśli…

Szwedzki serial 'Gösta' dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Gösta\" dostępny jest na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

"Ruchome piaski" (1 sezon) - Netflix

„Ruchome piaski” to serial na podstawie bestsellerowej powieści Malin Persson Giolito, która została okrzyknięta najlepszą nordycką powieścią kryminalną 2016 roku. W prywatnej szkole średniej na przedmieściach Sztokholmu dochodzi do tragedii. Podczas procesu licealistki Mai Norberg na jaw wychodzą sekrety dotyczące tragicznego dnia, a także jej relacji z Sebastianem Fagermanem oraz jego dysfunkcyjną rodziną.

Szwedzki serial 'Ruchome piaski' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Ruchome piaski\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

Seriale norweskie

"Lilyhammer" (3 sezony) - Netflix

Norwegowie uwielbiają łączyć różne gatunki. Najlepszym tego dowodem jest serial "Lilyhammer" będący wybornym połączeniem komedii, dramatu i kryminału. Serial opowiada historię nowojorskiego gangstera pochodzącego z Włoch, który zostaje objęty programem ochrony świadków i wraz z rodziną zamieszkuje w Norwegii. Produkcja aż kipi inteligentnym humorem i stereotypami na temat skandynawskiego społeczeństwa.

Szwedzki serial 'Lilyhammer' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Szwedzki serial \"Lilyhammer\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Przybysze" (1 sezon) - HBO GO

Satyryczny serial sci-fi twórców "Lilyhammer". Nad oceanem rozbłyska światło, z którego wyłaniają się ludzie z przeszłości - każdy z innego okresu historii. Nie pamiętają jak przenieśli się w czasie, jest ich coraz więcej i nie ma dla nich drogi powrotu. Kilka lat później Alfhildr z ery Wikingów zaczyna pracować z detektywem Haalandem. Natrafiają oni na trop spisku, który może wyjaśnić przyczynę dziwnych zdarzeń.

Norweski serial 'Przybysze' dostępny jest na HBO GO. (Fot. materiały prasowe) Norweski serial \"Przybysze\" dostępny jest na HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

"Borderliner" (1 sezon) - Netflix

Tajemniczy serial "Borderline" opowiada historię pewnego śledczego policji z Oslo. Nicolai, bo tak brzmi jego imię, chcąc chronić swoją rodzinę, a konkretnie brata, postanawia zatuszować morderstwo. Gdy jego partnerka Anniken zaczyna drążyć sprawę i podejrzewać podstęp, sytuacja robi się naprawdę napięta. Mężczyzna zostaje schwytany i wkręcony niebezpieczną grę zacierającą granice pomiędzy dobrem i złem.

Norweski serial 'Borderliner' dostępny jest na Netflxie. (Fot. materiały prasowe) Norweski serial \"Borderliner\" dostępny jest na Netflxie. (Fot. materiały prasowe)

Seriale duńskie

"Rita" (5 sezonów) - Netflix

"Rita" to duński komediodramat o niezależnej i niezwykle elokwentnej nauczycielce, która choć uwielbiana jest przez swoich uczniów, z dorosłymi nie radzi sobie najlepiej.  Najwięcej problemów przysparzają jej relacje damsko-męskie oraz relacje na linii samotna matka-dzieci. Serial świetnie ilustruje duńskie społeczeństwo i różne oblicza rodzicielstwa. Jest pełny ironii, humoru i śmiesznych bohaterów.

Duński serial 'Rita' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial \"Rita\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"The Rain" (3 sezony) - Netflix

Sześć lat po tym, jak w wyniku epidemii wywołanej morderczym wirusem przenoszonym przez deszcz umiera niemal cała populacja Skandynawii, duńskie rodzeństwo opuszcza bezpieczny bunkier i odkrywa prawdę o losach ludzkości. Wkrótce potem dołączają oni do grupy innych ocalałych, z którymi wyruszają w niebezpieczną podróż poszukując śladów życia.

Duński serial 'The Rain' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial \"The Rain\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

"Ragnarok" (1 sezon) - Netflix

Dramat o dorastaniu "Ragnarok" oparty jest na nowym, zaskakującym spojrzeniu na mitologię nordycką. Akcja dzieje się w małym, fikcyjnym miasteczku Edda, położonym wśród pięknej norweskiej przyrody. Historia kręci się wokół jego mieszkańców, którzy... być może nie są tymi, za których się podają. Dzięki nim doświadczamy drastycznie zmieniającego się świata: topniejących biegunów, ciepłych zim i gwałtownych ulew.

Duński serial 'Ragnarok' dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe) Duński serial \"Ragnarok\" dostępny jest na Netflixie. (Fot. materiały prasowe)

  1. Styl Życia

Motanki – ludowa forma autoterapii 

Motanki Ziarnuszka i Bogacz. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)
Motanki Ziarnuszka i Bogacz. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Pradawne słowiańskie lalki były formą talizmanu. Motane z nici i skrawków materiału, wypełniane słomą, roślinami albo ziarnem miały strzec domowników przed złymi duchami, pomagać ciężarnym i matkom w opiece nad dziećmi, ochraniać podróżnych, wspierać gospodynie w prowadzeniu domu. Arteterapuetka Aneta Grzegorzewska pracuje z lalkami słowiańskimi od niemal dziesięciu lat i nieustannie zachwyca ją piękno oraz moc symbolicznych znaczeń ukryta w niewielkim gałgankowym ciałku motanki.

Aneta Grzegorzewska (Fot. Archiwum prywatne Anety Grzegorzewskiej) Aneta Grzegorzewska (Fot. Archiwum prywatne Anety Grzegorzewskiej)

Motanki są nadal bardzo popularne w Ukrainie, Białorusi czy Rosji. Czy wiemy jaką funkcję pełniły dawniej słowiańskie lalki? Czym lub kim były dla ówczesnych ludzi? Tradycja związana z motankami przekazywana była ustnie i dopiero w XX w. zaczęto zbierać informacje na ich temat. Na Ukrainie tradycja motania lalek jest przebadana najdokładniej i tam korzeni tej tradycji upatruje się w kulturze trypolskiej z III-V w. p.n.e. To jest czas, kiedy figurki boginiczne pojawiały się na całym świecie. Badacze sugerują, że lalki nawiązywały do kultu Wielkiej Matki, która w tradycji słowiańskiej przerodziła się w kult bogini Mokosz. Motanki były związane z wieloma słowiańskimi obrzędami obchodzonymi w trakcie cyklu rocznego. Chociażby nasza Marzanna, która też jest mocno osadzona w temacie lalkowym. Motanki towarzyszyły ludziom także na co dzień, przede wszystkim w ważnych momentach przejścia, takich jak ślub czy narodziny dziecka. Symbolizowały drogę rozwoju człowieka, wzmacniały życzenia i intencje. Współcześnie Motanki odwołują się do kobiecego pierwiastka, mocy kreacji i tworzenia, boskiej sprawczości. Według mnie są spotkaniem z czymś pierwotnym, co znajduje się głęboko w nas.

Mamy tu bardzo wiele wątków, co tylko pokazuje ile w jednej motance było skumulowanych symboli i znaczeń. Wszystkie związane są z kobiecością. Czy to oznacza, że tylko kobiety mogły motać lalki? W niektórych regionach uważano nawet, że dziewczyna może robić motanki dopiero w momencie, w którym zacznie miesiączkować. Tradycja motania lalek od początku była zarezerwowana wyłącznie dla kobiet i dzisiaj również słowiańskie lalki motane są głównie przez kobiety.

Lalka Rodzina, na płodność i opiekę. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej) Lalka Rodzina, na płodność i opiekę. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)

Lalka spiralna, rodowa. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej) Lalka spiralna, rodowa. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)

Nierozłączki. Lalki ślubne. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej) Nierozłączki. Lalki ślubne. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)

Gdzie po raz pierwszy spotkałaś się z  motankami? Jak one do ciebie trafiły? Nasze spotkanie zaczęło się bardzo magicznie. W tamtym czasie robiłam porządki w swoim życiu i mieszkaniu. Zawsze miałam tendencję do gromadzenia tkanin, byłam związana z tekstyliami hobbystycznie i zawodowo. Zastanawiałam się co zrobić z tymi wszystkimi materiałami. I usłyszałam w sobie słowo „motanki”, które przyszło do mnie z głębi duszy. Zaczęłam szukać informacji w Internecie. Wcześniej nie słyszałam w ogóle o lalkach słowiańskich, ale ten temat od razu mnie wciągnął. Bardzo szybko sama zaczęłam robić motanki. Wydaje mi się, że motanie było mocno wpisane w moje korzenie, ale to nie dotyczy tylko mnie. Kobiety, które trafiają na moje na warsztaty i zaczynają robić swoje lalki często opowiadają, że motanie jest dla nich czymś bliskim i bardzo znajomym.

Motanki spełniały bardzo wiele zadań, każda z nich odpowiadała za coś innego. Czy możesz opowiedzieć o najbardziej popularnych rodzajach lalek? Były lalki Otulaczki, które robiono dla nowonarodzonego dziecka i umieszczano w kołysce. Najczęściej wykonywano je z nasączonych zapachem i energią kawałków ubrań należących do rodziców. Otulaczki motano z intencją ochrony i wsparcia, wierzono, że lalka mogła przyciągać do siebie złe moce, by ochronić dziecko. Było to związane z ludowym bestiariuszem, w słowiańskim świecie na każdym rogu czaił się jakiś demon i czyhało coś złego, dlatego wytwarzano przedmioty, które pełniły rolę amuletów. Było też mnóstwo motanek związanych z macierzyństwem i płodnością. Jeśli w domu było dużo dzieci, które dobrze się chowały, to taką lalkę przekazywano z pokolenia na pokolenie. Była też motanka Wieduczka, czyli lalka wiodąca, którą dorastająca dziewczynka otrzymywała od swojej matki. Przedstawiała ona dużą postać kobiecą, która trzymała przed sobą mniejszą laleczkę, obie były połączone dłońmi. Taka motanka przekazywała błogosławieństwo całego kobiecego rodu. Kiedy dziewczyna była gotowa do zamążpójścia przygotowywała dla siebie lalkę z długą szyją, oplecioną 7 lub 9 wstążeczkami. Nakładając każdy z pasków dziewczyna wizualizowała cechy, które miał posiadać jej przyszły mąż. Taką motankę wystawiano w oknie i była to informacja dla świata i swatów, że w chacie mieszka dziewczyna na wydaniu. Były też lalki przejścia, które z jednej strony symbolizowały młodą dziewczynę, a z drugiej dojrzałą kobietę. Matka albo babka przygotowywała taką motankę dla córki lub wnuczki, żeby oswoić ją z momentem przejścia z jednego stanu w drugi. Były też lalki obfitości. Ziarnuszka to korpulentna i okrąglutka motanka, którą przygotowano każdego roku po żniwach, gdy spełniła swoje zadanie rozplątywano ją, ziarno którym była wypełniona wysiewano na polu, a resztki lalki palono.

Pierwotnie lalki były wykonywane przez matki i babki dla rodziny i najbliższych, były symbolem ochrony i wsparcia. Dziś najbardziej popularne są motanki, które tworzy się z osobistą intencją. Żadanica ma spełniać życzenia, powierza się jej określone zadanie dotyczące spraw duchowych, wartości i marzeń.  Dla mnie motanki to przede wszystkim lalki intuicyjne.

Jak wygląda sam proces motania lalek. Czy są tu jakieś wytyczne, co do materiałów czy samego sposobu motania? Lalki motamy z osobistych tkanin, najlepiej takich, które dobrze nam się kojarzą i są nośnikiem dobrej energii. Kiedyś ceniono przede wszystkim materiały należące do przodków, wierzono, że za ich pośrednictwem otrzymujemy wsparcie całego rodu. Dziś ważna jest też idea przetwarzania i nadawania tkaninom nowego życia. Jest również zasada, która mówi o tym, że lalki ubierają się same, że to nie my, tylko one decydują o swoim wyglądzie. Oprócz naturalnych tkanin do motania lalek wykorzystujemy także rośliny oraz związaną z nimi symbolikę. Jeśli chcemy pracować z tematem kobiecości, możemy skorzystać z dzikiej róży. Jeśli potrzebujemy się doenergetyzować, możemy sięgnąć po mięte. Gdy chcemy się oczyścić i szukamy równowagi, to dobry będzie piołun albo krwawnik. Ziarnuszki wypełniane są z kolei ziarnem zbóż, kaszy, grochu czy fasoli, które symbolizują nowe życie, związane są z czasem wzrostu i rozwoju, a także obfitości i sytości.

Lalki motane są w jednym ciągu czasowym, nie na raty. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej) Lalki motane są w jednym ciągu czasowym, nie na raty. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)

Motanki tworzone są ręcznie, bez użycia ostrych przedmiotów, aby „nie ukłuć losu”. Sposób, w jaki je przygotowujemy sprawia, że lalki przechowują moc dobrych myśli i ciepło ludzkich dłoni. Technika motania wiele mówi też o tym, w jaki sposób możemy traktować siebie -  w sposób łagodny, miękki, z uważnością. Motanie nie jest czynnością techniczna, na każdym etapie wpływamy na ostateczny kształt lalki. Dla mnie motanki to przede wszystkim lalki intuicyjne. Poddając się procesowi motania, możemy  po prostu przyjrzeć się sobie. Motanie jest symboliczne na każdym poziomie: to jakie kolory mnie przyciągają, jaką postawę przyjmie lalka, którą zrobię, jakiej będzie wielkości - wszystko ma tu ogromne znaczenie. Z motankami jest podobnie jak z baśniami, jest w nich zapisana ludowa mądrość. Jeśli uważnie przyglądamy się słowiańskim lalkom i świadomie z nimi pracujemy, możemy odkryć w nich bardzo wiele znaczeń.

Lalki tworzymy w jednym ciągu czasowym, nie przerywamy etapu motania, co oznacza, że nie porzucamy swojego marzenia. Gotową lalkę obdarowujemy prezentem, to może być koralik czy tasiemka, a że w motankach wszystko ma znaczenie, ten symboliczny upominek pokazuje też, czym ja siebie obdarowuje, dzięki czemu ta moja intencja, z którą tworzę lalkę będzie mogła się spełnić. Kiedy podejmujemy decyzję o tym, że chcemy zrobić motankę, to tak naprawdę decydujemy o tym w jakimś kierunku wyruszamy. I to jest kluczowe. Samo przygotowywanie motanki daje możliwość przyjrzenia się sobie. Zawiązując każdy supełki na lalce afirmujemy miłość, szczęście, radość, zdrowie. Lalki trzeba robić przede wszystkim wtedy, gdy jesteśmy w pozytywnym nastroju. Dawne przekazy mówią, żeby motanki tworzymy na przybywającym księżycu, czyli w czasie, w którym wzrasta energia. Ja uważam, że ważniejsze jest to jak się czujemy. Jeśli dobrze, możemy przystąpić do motania.

Trzy archetypy kobiecości. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej) Trzy archetypy kobiecości. (Fot. archiuwum Anety Grzegorzewskiej)

Dlaczego lalkom nie nadawano żadnego oblicza i czy wszystkie motanki nie mają twarzy? Ludowe przekazy mówią, że gdyby lalki je miały, to zajęłyby się swoimi sprawami. A zadaniem motanki jest wspieranie naszej intencji. Dawniej uważano, że oczy są zwierciadłem duszy, przez które w lalkę mogłoby wniknąć coś niedobrego. Żeby intencja była chroniona i dobrze zamknięta motankom nie nadawano rysów twarzy. Dla mnie to ma znaczenie psychologiczne, z którego wynikała mądrość naszych babek. Twarzą lalki staje się intencja, w której można się przejrzeć, zobaczyć siebie i swoje dążenia. Kiedy motanka nie ma rysów, pracuje też nasza wyobraźnia, a my możemy zwizualizować nasze wewnętrze stany.

Ale są też lalki ukraińskie z charakterystycznym krzyżem przeplecionym na twarzy, który pierwotnie symbolizował życie i  był elementem równowagi między światem materialnym i duchowym, energią kobiecą i męską. Ukraińskie motanki odwoływały się prawdopodobnie do świata bogów, dlatego często ich głowy skierowane były w stronę nieba, czyli duchowości.

Co działo się z laleczką po wymotaniu? Lalkami, które były robione z osobistą intencją nie należało się chwalić, nie mogły ich również dotykać obce osoby. Co innego Ziarnuszka czy Bogacz, te motanki stawiano przy piecu, czyli tam gdzie dawniej gromadziła się rodzina, w miejscu będącym symbolicznym sercem domu.

A gdy uznano, że motanka spełniła swoje zadanie? Podstawowy przekaz mówi o tym, że gdy lalka spełni nasze marzenie, to należy oddać ją naturze – spalić lub zakopać w ziemi. Jest to zamknięcie etapu, ale pokazuje również, że od początku do końca odpowiadamy za to, co powołałyśmy do życia.

Z tego o czym opowiadasz można wysnuć wniosek, że lalki słowiańskie pełnią dziś przede wszystkim funkcję autoterapeutyczną. Faktycznie tak jest? Lalki słowiańskie traktuję jak ludową psychologię. Można oczywiście zrobić motankę nie zagłębiając się w jej symbolikę, ale według mnie w momencie, w którym połączymy się z tą wielowiekową tradycja, to już zacznie na nas w jakiś sposób działać. Każda lalka ma znaczenie, dlatego można z nimi pracować na różne sposoby. Jeśli robimy Ziarnuszkę to pojawia się temat obfitości, z kolei lalka przejścia pozwala z jednej strony pracować i zatroszczyć się o nasze wewnętrzne dziecko, z drugiej pobudzić radość i kreatywność.

Podczas warsztatów obserwuję w jaki sposób kobiety pracują z motankami i które lalki robią na początku. Niektóre uczestniczki zaczynają od lalki przedstawiającej Babę Jagę, co można odczytać jako takie archetypiczne stanięcie w swojej wewnętrznej mocy. Dla innych kobiet najważniejsze będzie zaopiekowanie się swoim wewnętrznym dzieckiem. Ważne, aby  poczuć gotowość w sobie, wiedzieć z jakim tematem chcemy pracować i jaki obszar jest dla nas ważny.

Wspominałaś, że pracujesz nad książką, która będzie poświęcona motankom. Na naszym rynku brakuje takiego wydawnictwa. W Ukrainie powstało całkiem sporo publikacji poświęconych lalkom słowiańskim. Są prace badawcze i zbiorowe, często spisują je same twórczynie. Zajmuję się motankami już dziesięć lat i uznałam, że książka będzie zwieńczeniem mojej pracy z nimi.

Aneta Grzegorzewska prowadzi na Facebooku stronę „Motanki - słowiańskie lalki mocy”, poprzez którą można zapisywać się na warsztaty tworzenia słowiańskich motanek.