1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Typy kochanek: Myślicielka

Typy kochanek: Myślicielka

</a>
To kochanka, której seks zamienia się w sesję terapeutyczną – analizuje, racjonalizuje, rozbiera na czynniki pierwsze. A przecież alkowa to nie miejsce na intelektualne dywagacje

Adam, partner Doroty: – Ona cały czas chce rozmawiać. Przed seksem, w trakcie i po. Kiedy się kochamy, jej zbiera się na analizy stanów emocjonalnych. Bywa i tak, że w najbardziej podniecającym momencie potrafi się zanieść płaczem, bo właśnie przyszła jej do głowy jakaś myśl, która wymaga ukojenia. Mnie to kompletnie rozbija.

Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska, seksuolog, psycholog i terapeutka, komentuje: – Dorota jest typem Myślicielki. Dla niej rozmowa jest formą bycia razem. Wymaga: „Rozmawiaj ze mną! W każdym momencie! A już najbardziej, kiedy się kochamy, bo wtedy jesteśmy ze sobą naprawdę blisko”. Mężczyźni czują się w takiej relacji winni, są też zmęczeni analizami emocjonalnymi, zwłaszcza prowadzonymi w złym momencie. W końcu facet to istota nieskomplikowana: jak się kocha, to się kocha. Długo z Myślicielką nie wytrzyma.

Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej najgorsze jest to, że wnioski i przemyślenia Myślicielki są dalekie od erotyki. Częściej stanowią docieranie do tego, co się niegdyś wydarzyło między kochankami, są próbą rozwiązania problemów w trakcie seksu. Efekt? Przyjemność umiera – bo w seksie jest ważne, by być tu i teraz. Myślicielka zamiast czerpać z seksu satysfakcję, po prostu załatwia kolejne sprawy. I cóż z tego, że związane z relacją? Jeśli chce, by jej związek był udany, musi zaprzestać tych praktyk. Pragnie dialogu? Proszę, ale przed lub po. Bo rozmawiając w trakcie, tak naprawdę rozmawia „zamiast”. – A jeśli już chcemy się czymś podzielić, to tylko tym, co dzieje się tu i teraz – ostrzega seksuolog. – Doradzam tzw. dirty talk: jeśli Dorota w wyuzdany sposób powie, czego chce od Adama, poczucia łączności nie straci, a podniecenie na tym tylko zyska.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kobieta wyzwolona - seksualność jest jej siłą

Twoje erotyczne „ja” wciąż musi być obecne i widoczne – tylko wtedy będziesz w stanie odpuścić i oddać się przyjemności wszystkimi zmysłami. (fot. iStock)
Twoje erotyczne „ja” wciąż musi być obecne i widoczne – tylko wtedy będziesz w stanie odpuścić i oddać się przyjemności wszystkimi zmysłami. (fot. iStock)
Wszyscy oczekują, że będziemy grzeczne. Matki, nauczyciele, krewni i przełożeni prawią nam komplementy, kiedy słuchamy poleceń, dobrze się dostosowujemy i sumiennie wykonujemy naszą pracę – pisze Marja Kihlström, seksterapeutka, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Czy stać nas na zaakceptowanie i docenienie wyzwolonej seksualności kobiet?

Podczas wizyty w Berlinie trafiłam kiedyś do lokalnego seksklubu. Moją uwagę zwróciła kobieta w średnim wieku, która tańczyła nago, zupełnie nie zważając na otoczenie. Zatraciła się całkowicie w swym niemal zwierzęcym tańcu, a ja wpatrywałam się w nią jak oczarowana. Zupełnie zburzyła mój obraz tego, kim może być kobieta i czym jest jej seksualność. Wszystkie powinnyśmy dążyć do podobnego poziomu wyzwolenia, ale w tym celu wcale nie trzeba wyjeżdżać do Berlina ani wyginać się przed innymi na golasa. Jak Paula McManus trafnie zauważyła w książce „Fittstim”: w oczekiwaniach, jakie stawiamy wobec tańczącej przedstawicielki płci żeńskiej, kumulują się nasze przeświadczenia, że kobieta powinna umieć robić wszystko odpowiednio, nie za dużo, nie za mało. To ważne, żebyśmy najpierw rozpoznały ten mechanizm, a potem rozniosły go w puch.

Chodzi o wyzwolenie naszej cielesności i zaakceptowanie jej na własnych warunkach. Nie jest niczym brudnym, brzydkim czy zabronionym, nie trzeba się jej wstydzić ani ukrywać. Seksualność to życiowa siła, której współczesna kobieta nie musi w sobie negować. Każda z nas jest pod tym względem wyjątkowa i nie warto, żebyśmy porównywały się z innymi. Erotyzm i cielesność dla każdego oznaczają coś innego. Bez względu na to, jak wygląda twój intymny świat, bądź jego częścią. Najważniejsze, byś nauczyła się rozumieć, czym jest twoja własna seksualność i jak możesz ją swobodnie wyrażać. Twoje erotyczne „ja” wciąż musi być obecne i widoczne – tylko wtedy będziesz w stanie odpuścić i oddać się przyjemności wszystkimi zmysłami.

Odejście od przesadnego konformizmu jest często niewiarygodnie trudne, bo nas, kobiety, całe życie chwali się za grzeczność. Wszyscy oczekują, że będziemy grzeczne. Matki, nauczyciele, krewni i przełożeni prawią nam komplementy, kiedy słuchamy poleceń, dobrze się dostosowujemy i sumiennie wykonujemy naszą pracę. Jednocześnie z łatwością przypisuje się nam również odpowiedzialność za innych –  przede wszystkim za chłopców, którzy ze względu na swoją naturę nie są zdolni do podobnego posłuszeństwa. Tak zawsze powtarzano mi w szkole. W najgorszym wypadku grzeczność całkowicie tłumi osobisty głos kobiety i zastępuje go innym, wciąż przypominającym wyłącznie o potrzebach bliźnich. Nie zawsze jednak musimy być dla innych dostępne, zagłuszając własne potrzeby. Kobieta ma prawo mówić głośno, wyrażać swoją opinię i prosić partnera o zaspokojenie jej potrzeb w łóżku. Może się zdarzyć, że ktoś nazwie ją trudną – mimo że nikt nie określiłby tak zachowującego się podobnie mężczyzny. Ten byłby „w pozytywnym znaczeniu wymagający”, „pewny siebie”, „wiedziałby, czego chce”. Kobiety też mają prawo stać twardo na własnych nogach i upewniać się, że ich głos jest przez innych słyszany. Wszyscy na tym skorzystają.

Od przedstawicielek płci pięknej wymaga się również podporządkowania pewnym normom. Zakładamy, że każda z nas marzy o związku i dzieciach. Nawet lider pewnej fińskiej partii politycznej publicznie zwoływał kobiety na „kółko porodowe”. Z tego samego powodu często litujemy się nad singielkami. Zakładamy, że są wyalienowane i straszymy je samotną starością. Często nie jest to jednak kwestia samotności, a autonomii. Nawet bezdzietność – ta, która jest czyimś życiowym wyborem – może wywoływać zdumienie i potępienie. A przecież kobieta ma pełne prawo zadecydować, że chce żyć samotnie, na własnych warunkach i według własnych zasad. Może uprawiać seks z partnerem, z którym nie tworzy związku, chodzić na imprezy swingersów, spotykać się z wieloma mężczyznami bez większych zobowiązań. Nie wszyscy chcą czy potrzebują stałej, bliskiej relacji. Również rodzinę można w dzisiejszych czasach zakładać na wiele sposobów. (…)

Jedna z klientek powiedziała mi kiedyś, że łatwiej udawać „normalną” niż nieustannie bronić przed innymi swoich wyborów. Seksualność to mocno naładowana emocjonalnie intymna sfera życia. To, jaki rodzaj relacji wybierzesz – jeśli w ogóle jakiejkolwiek pragniesz – jest twoim własnym wyborem, a własnych wyborów warto strzec.

Jakie doświadczenia mają kobiety?

Mam dużą rodzinę. Choć prowadzę zabiegane życie, zawsze trzymałam się mocno mojej kobiecości. Uważam, że to jedyna część mnie, która naprawdę odzwierciedla to, kim jestem.

Kobieta, 37 lat

Orgazm to teraz jedna z najważniejszych spraw w moim prywatnym życiu. Chcę go zatrzymywać, chronić, rozwijać, uważać za coś mojego, dzielić się nim tylko z tymi nielicznymi, którzy potrafią go docenić. To coś bardzo cennego – i jestem dumna, że to w sobie odnalazłam.

Kobieta, 35 lat

Nigdy nie byłam w stanie wyzwolić się do tego stopnia, żeby móc choćby tylko wyobrazić sobie, że przeżywam orgazm. Satysfakcja partnera zawsze była dla mnie ważniejsza. Problemy z samooceną odbijały się na moim życiu seksualnym, a nikt nigdy nie był w stanie sprawić, żebym poczuła się na tyle bezpiecznie i pewnie, bym potrafiła być sobą i po prostu odpuścić.

Kobieta, 21 lat

Każda z nas, dzięki swoim działaniom, może przyczyniać się do poszerzenia ogólnego rozumienia tego, czym jest kobiecość i co oznaczają życiowe wybory. Każda z nas rodzi się jako zmysłowa i erotyczna istota, ale ten potencjał musimy ponownie odnaleźć w sobie i wykorzystać już jako dorosłe osoby. Czasami bardzo pomocny okazuje się dobry partner, który jednym spojrzeniem jest w stanie sprawić, że nasza zmysłowość zalśni najjaśniejszym blaskiem. Jednak ostatecznie to my same musimy rozpoznać swoje ograniczenia – i wynieść się ponad nie. Kiedy tego dokonamy, ostrożność, której się nauczyłyśmy, dorastając, może zacząć ustępować przyjemności, a u samego szczytu - całkowitej wolności.

Kobiety twojego życia – jaki miały wpływ na twoją seksualność?

Matka, ciotka, siostra, nauczycielka, przyjaciółka. Wszystkie kobiety, z których na przestrzeni lat bierzemy przykład, od których uczymy się, czym jest kobiecość, jak funkcjonuje nasze ciało. Niektóre mogą być zawsze obok, z innymi łączą nas krótkie spotkania, które na zawsze pozostawiają ślad.

Część z nas bardzo wcześnie zdaje sobie sprawę, że kobietą można być na wiele różnych sposobów. Dla mnie na przykład ważnym doświadczeniem był miesiąc, który spędziłam swego czasu we Włoszech. Miejscowe damy z dumą obnosiły się ze swoją kobiecością, podkreślały ją, emanowały seksualnością w zupełnie inny sposób niż ten, do którego się przyzwyczaiłam, żyjąc w Finlandii.

Kobiety, które otaczają nas, gdy dorastamy, dają nam również wzorce dotyczące cielesności. To, jak wyrażają się poprzez ubiór, makijaż, mowę czy gesty, rzutuje na obraz kobiecości, który kształtuje się w naszych głowach.

Czy twoją mamę zawsze irytowały pomalowane kobiety? Czy głową rodziny był mężczyzna, który w każdej kwestii miał ostatnie słowo? Czy musiałaś zapinać koszule do ostatniego guzika; upewniać się, że każda spódnica ma odpowiednią długość? Czy w twoim środowisku kobieta mogła swobodnie tańczyć, cieszyć się życiem?

Dobrze jest poznać swoje korzenie. Nie zawsze największy wpływ ma na nas matka – czasem może to być starsza siostra, chrzestna, nauczycielka w szkole czy trenerka na zajęciach sportowych. Nawet dzisiaj kobiety często wychowuje się w nastawieniu, że mają zaspokajać potrzeby mężczyzn. Bardzo mało uwagi poświęca się ich własnym potrzebom czy aspiracjom. Jeśli same nie nauczyłyśmy się dopominać o równe traktowanie, nic dziwnego, że mamy z tym problemy w łóżku.

Warto przystanąć na chwilę i zastanowić się nad środowiskiem, w którym dorastałyśmy, i nad panującym w nim rozkładem władzy. Również nasze przyjaciółki (lub przyjaciele) mogą – szczególnie w dzieciństwie – mieć ogromny wpływ na to, jak postrzegamy własną kobiecość i seksualność. Z przyjaciółmi dzielimy się dużą częścią naszego życia, ważnymi momentami i różnymi stanami emocjonalnymi. Między bliskimi znajomymi często panuje też wyzwolony sposób mówienia, co pozwala na swobodne rozmowy o seksualności. Trudności w tej sferze są jednak tak intymne i prywatne, że często podlegają niewypowiedzianej zmowie milczenia. Wiele kobiet, które dzieliły się ze mną swoimi doświadczeniami, zwróciło uwagę na to, jak samotna jest osoba musząca mierzyć się z problemami natury seksualnej – nawet jeśli sama bardzo chce z kimś o nich porozmawiać.

Pomocne ćwiczenie

Zadaj sobie kilka pytań:
  • W jakim otoczeniu dorastałaś jako kobieta?
  • Jaka mogłaś, a jaka powinnaś była być?
  • Czy prowadziłaś z przyjaciółkami głębokie rozmowy na temat seksualności?
  • Jaką byłabyś kobietą, gdybyś potrafiła całkowicie wyzwolić swoją seksualność?
  • Jak wyglądałby twój taniec?
  • Co możesz zrobić, żeby poczuć się wolną?
Spróbuj potańczyć nago w rytm ulubionej muzyki, kiedy będziesz sama w domu. Myśl tylko o tym, co całkowita wolność oznacza dla ciebie, nie zastanawiaj się nad cudzymi uczuciami czy opiniami na ten temat.

Fragmenty pochodzą z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”, w której Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka zachęca kobiety do odkrywania i poznawania własnej seksualności.

  1. Seks

Kobieta nie ma ochoty na seks – rozmowa z psychoterapeutką i seksuolożką Pauliną Trojanowską-Malinowską

Kobiety często mają problem, żeby się przyznać do braku ochoty na seks nie tylko przed bliskimi  – partnerem czy przyjaciółkami – ale też przed sobą. (Fot. iStock)
Kobiety często mają problem, żeby się przyznać do braku ochoty na seks nie tylko przed bliskimi  – partnerem czy przyjaciółkami – ale też przed sobą. (Fot. iStock)
Jakie są przyczyny braku ochoty na seks? Kiedy kobietom spada libido? I dlaczego kobiety tak rzadko sobie na ten „brak” pozwalają? – wyjaśnia Paulina Trojanowska­ – Malinowska, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka w rozmowie z Martą Szarejko, autorką książki „Seksuolożki. Nowe rozmowy” (Wydaw. Znak).

Jakie są przyczyny braku ochoty na seks? Kiedy kobietom spada libido? I dlaczego kobiety tak rzadko sobie na ten „brak” pozwalają? – wyjaśnia Paulina Trojanowska­ – Malinowska, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka w rozmowie z Martą Szarejko, autorką książki „Seksuolożki. Nowe rozmowy” (Wydawnictwo Znak).

Zaburzenia pożądania? Co to jest w ogóle za problem?!
Czasem, jak komuś mówię, czym się zajmuję, od razu słyszę pytanie, czy pracuję ze zboczeńcami. Odpowiadam, że nie, że najczęściej zajmuję się takimi problemami jak brak pożądania czy orgazmu, a wszyscy reagują tak: „Ale nudne”.

Banał, co to za temat?
Niezbyt spektakularny, ale taka jest często rzeczywistość kobiecej seksualności. Ten problem nie ma metryki, zgłaszają się z nim kobiety w każdym wieku: dojrzałe, 30+, 40+ i bardzo młode dziewczyny. Te, które są w długich związkach, i te, które wchodzą w nową relację. Mówią: „Nigdy nie miałam ochoty na seks. Zaczynam nowy związek, i co teraz?”. Staż związku jest ważny, ale czasem ten problem pojawia się dość szybko.

Przychodzą same czy partner je przysyła?
To mnie zawsze porusza: kobiety zwykle nie przychodzą dla siebie, tylko są oddelegowane przez partnera. Wypchnięte. I kiedy pytam: „Co z nim, gdzie on jest?", słyszę, że się nie pojawi, bo przecież nie ma z tym problemu. A dla mnie samo to już jest problematyczne. Bo znaczy, że ten partner nie widzi podstawowej zasady w życiu seksualnym: ja mam inaczej niż ty. I to, że masz inne potrzeby, wcale nie znaczy, że jesteś zaburzona.

Mam takie przyjaciółki. Raz na jakiś czas słyszę: „Nie mam ochoty na seks, ale mi to nie przeszkadza. Tylko że mój mąż jest potwornie sfrustrowany, nie wiem już, co mam robić, są na to jakieś pigułki?”.
Jesteśmy tak wychowywane, że swoimi potrzebami mamy zajmować się na końcu. A najlepiej wcale. Kobieta rzadko myśli: „Jestem po dwóch porodach, pracuję, zajmuję się domem, dodatkowo mam świetnie wyglądać, a czuję się fatalnie, więc wrzucę na luz”, raczej ma poczucie winy. Myśli, że jest popsuta.

Wybrakowana.
Tak, czegoś jej brakuje. Popularne jest takie podejście, że popęd seksualny to coś wyłącznie biologicznego. Że się go ma albo się go nie ma. Że to jest naturalne, a nie bardzo płynne. Tymczasem zwłaszcza w wypadku kobiet popęd zależy od fazowości życia. Oczywiście nie dotyczy to każdej z nas, ale części tak: w niektórych momentach seks schodzi gdzieś na bok. I nie ma w tym nic dziwacznego ani złego. Niestety nie dostajemy informacji, że możemy sobie na brak ochoty pozwolić.

No i ta nieszczęsna pigułka. Jak ona niby miałaby działać?
Szukamy szybkich rozwiązań. Zwłaszcza jeśli cierpienie było długie, chcemy szybkiej ulgi. Dlatego czepiamy się obietnicy, że powstanie viagra dla kobiet. Z dużą rezerwą podchodzę do tego, że znajdzie się jeden lek na tak złożony aspekt życia. Bo po pierwsze: każda kobieta ma w tej kwestii inaczej, a po drugie: u większości dziewczyn, które przychodzą z tym problemem, nie ma jednej przyczyny. Nie dzieje się tak, że pracujemy, rozmawiamy i nagle okazuje się: „Aha! Chodziło o to!”. Ten problem jest mozaiką różnych elementów, nie ma tu prostych rozwiązań. I jeszcze jedna rzecz: kobiety często dużo od siebie wymagają, czują, że muszą za przeproszeniem dowodzić w każdej kwestii: w związku, w pracy, w wychowywaniu dzieci, zajmowaniu się rodzicami. Nawet jeśli którąś pochłonie jakaś pasja, to i tak będzie ją traktować w trybie zawodowym. A zadaniowość i seks nie zawsze idą w parze. Bo jak się do czegoś zmuszamy, to mniej to lubimy. Poza tym musimy pamiętać, że powodów, dla których uprawiamy seks, jest mnóstwo.

Słyszałam, że siedemnaście, strasznie dużo!
A ja, że 237 – od tego, żeby być bliżej Boga, przez to, że chcemy się zemścić albo kimś manipulować, do tego, że czujemy się samotni albo chcemy podbudować swoje poczucie wartości, ewentualnie rozładować napięcie. Ale prawda jest taka, że czasem uprawiamy seks nie dla siebie, tylko dla partnera albo dla podtrzymania związku. Nie przestaje mnie zaskakiwać to, że podczas zajęć z edukacji seksualnej chłopcy o masturbację zawsze pytają w kontekście przyjemności – jak to robić. A dziewczyny zastanawiają się zwykle, czy w ogóle to robić. Odkrywają seksualność w kontekście związku. Rzadko myślą: „Seks jest mój, dla mnie, dla mojej przyjemności”. Trudności z pożądaniem to kwestia naszego osobistego rozwoju, ale też dynamiki relacji. Niektóre elementy dobrze przepracować indywidualnie, inne razem. Zawsze zadaję kobiecie pytanie: „Nie masz ochoty na seks, czyli na co? Na bliskość? Na wysiłek? A może na seks z tą konkretną osobą?”. Ważne, jak kobieta identyfikuje pożądanie – ma fantazje erotyczne czy nie? Stymuluje się sama czy nie bardzo? Bo może chodzić o to, że ma trudności w związku, a nie w seksie. U większości nie da się wskazać jednej przyczyny braku ochoty na seks, to zwykle skomplikowana sprawa.

Mogłabyś stworzyć listę momentów, w których kobiety cierpią na zaburzenia pożądania najczęściej?
To niełatwe, bo w seksie przejawia się historia naszego życia. To, co się dzieje w naszej sypialni, jest efektem tego, kim jesteśmy, jakie jesteśmy i co się w naszym życiu do tej pory wydarzyło. To bardzo indywidualne. Oczywiście, w pewnych newralgicznych punktach związanych z fizjologią, ochota na seks może być mniejsza: to niektóre etapy ciąży, połóg, menopauza. Ważnym czynnikiem zaburzającym pożądanie jest przemęczenie. I nie mówię o dwóch, trzech nieprzespanych nocach, tylko o zmęczeniu permanentnym. Przez nie wzrasta poziom prolaktyny, a ona wycina seksualność. Albo stres: nie tylko kluczowe momenty, takie jak ślub, przeprowadzka, ważne egzaminy, zmiana pracy, rozwód, ale życie w ciągłym stresie. A poza fizjologią sytuacje związane z relacją z drugim człowiekiem: przewlekła choroba, staranie się o dziecko, różnego rodzaju konflikty, zdrady, brak komunikacji albo emocjonalnej dostępności tej drugiej osoby. Ludzie często są przekonani, że związek i seks to nierozłączna para. Tak nie jest, zwłaszcza w długotrwałej relacji. Podtrzymanie pożądania wymaga dużej aktywności.

(…)

Co dziś kobietom najbardziej w mężczyznach przeszkadza i powoduje, że tracą ochotę na seks?
Przede wszystkim to, że mężczyźni w jakimś sensie zajmują się głównie sobą.

W łóżku?
Nie tylko. W ogóle, w życiu. Zajmują się swoją karierą i już nie mają przestrzeni na wpuszczenie kogoś do swojego świata. Są po prostu nieobecni, nie ma ich. Nawet kiedy uprawiają seks.

Uznają, że skoro już zdobyli kobietę, to mogą zająć się innymi rzeczami?
Tak. Tymczasem to, co rozkręca kobietę, to uwaga, troska, pewien zachwyt, komplementy. Kobiety często nie czują się w swoich związkach widziane. Kolejna rzecz: kiedy seks skupia się na przyjemności mężczyzny. A nie obojga. I bardzo mocno rosnący konflikt. Nieprzegadane sprawy, nienazwane problemy, jak w tym dowcipie, kiedy mąż mówi: „Podaj mi sól”, a słyszy: „Zniszczyłeś mi całe życie!”. Brak komunikacji, zamiatanie pod dywan. Często ludzie żyją obok siebie. Każdy ma swoją listę zadań do wykonania i ta odległość między nimi jest coraz większa. A emocjonalne oddalenie sprawia, że ludzie przestają się sobą interesować. I seksem też. Bo jeśli cały czas funkcjonujemy obok i jakoś to działa, to po co się spotykać, skoro to zabiera tyle energii? Kobiety często mają problem, żeby się przyznać do braku ochoty na seks nie tylko przed bliskimi – partnerem czy przyjaciółkami – ale też przed sobą. Trudno przyznać, że nasze życie seksualne jest słabe, rozczarowuje nas. Partner nas już nie pociąga. Atrakcyjność fizyczna zniknęła, bo druga strona przestała o siebie dbać. Łatwiej mówić o sukcesach, stwierdzenie, że jest niezbyt 25 dobrze, przychodzi z trudem. Bo trzeba stanąć, spojrzeć na siebie z zewnątrz i prześwietlić, gdzie się znajduję w tym momencie życia. Często, jak już jesteśmy w relacji, to zwracamy na nią uwagę tylko wtedy, kiedy pojawia się jakiś problem. Zamiast sprawdzać ją co jakiś czas, zajmujemy się nią wtedy, kiedy trzeba gasić pożar.

Fragmenty wywiadu pochodzą z najnowszej książki Marty Szarejko „Seksuolożki. Nowe rozmowy” (Wydawnictwo Znak Horyzont).

Marta Szarejko, „Seksuolożki. Nowe rozmowy” (Wydawnictwo Znak Horyzont)Marta Szarejko, „Seksuolożki. Nowe rozmowy” (Wydawnictwo Znak Horyzont)
  1. Seks

„Wszechobecny” seks. Dlaczego tak nas fascynuje? W jakie mity nadal wierzymy?

Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy – mówi seksuolog Michał Lew-Starowicz.

Dlaczego seks tak nas kręci? Psychologowie Cindy Meston i David Buss, naukowcy znani z badań nad ludzką seksualnością, w jednej ze swoich książek wymienili bodajże 237 powodów, dla których uprawiamy seks. Oczywiście nie przytoczę ich tu wszystkich z pamięci, ale te najczęściej wymieniane to m.in. pogłębienie bliskości emocjonalnej, przyjemność zmysłowa, podkreślanie ról w związku, zwiększenie poczucia własnej atrakcyjności, a także poprawa nastroju, zdrowia czy nawet odporności organizmu. Są też powody, które można nazwać negatywnymi, jak próba manipulacji partnerem, wyrażanie wrogości wobec niego… Seks może zaspokajać wszystkie te potrzeby. A to tylko ułamek wspomnianej liczby. I jak tu się nim nie fascynować?!

Seksualność jest jednym z najważniejszych aspektów naszego człowieczeństwa, sferą dotyczącą każdego z nas. Jest też kilka tysięcy osób na świecie, i do tej grupy ja także się zaliczam, których seks fascynuje także od strony naukowej.

No i jest też coraz liczniejsza grupa, która za pomocą seksu chce coś sprzedać (jak choćby, swojego czasu, pewien polski producent trumien). Nie prowadziłem statystyk, ale sądzę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że jakieś 2/3 wszystkich reklam bazuje na skojarzeniach seksualnych. Od kosmetyków po ubrania, jedzenie, blachę falistą czy wycieczki zagraniczne, a na wspomnianych trumnach kończąc. Seks się sprzedaje, bo jak już powiedziałem, jest jednym z najważniejszych aspektów naszego życia. Dlatego nie powinniśmy go zaniedbywać, ale też uważajmy, żeby go nie wyeksploatować.

Jak by pan scharakteryzował zdrowe podejście do seksu? Jako zachowanie właściwych proporcji. Cieszenie się nim i praktykowanie go w miarę potrzeb. Rozmawianie o nim z partnerem, bo to uchroni nas przed nieporozumieniami czy nawarstwieniem problemów. Z drugiej strony nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, gdy coraz więcej o seksie mówimy, a coraz mniej go uprawiamy. Mam tu na myśli pewnego rodzaju otwartość w postawie, sposobie mówienia czy wyglądzie, która sprawia wrażenie ekshibicjonizmu, a tak naprawdę jest przejawem dość ubogiego życia seksualnego, wynikającego z kompleksów, zahamowań czy innych problemów.

Bądźmy otwarci, ale nie popadajmy w skrajności. Można chodzić po domu nago, ale nie trzeba obnażać się z całą swoją fizjologią czy opowiadać wszem wobec o swoich doświadczeniach seksualnych. Dzieciom trzeba także pozwolić na intymność, gdy o to proszą, np. w łazience podczas kąpieli – to kształtuje szacunek wobec ciała i uczy ochrony swoich granic.

W związku dobrze jest uwodzić siebie nawzajem wyglądem, zapachem czy spojrzeniem, ale nie oszukujmy się, małżonkowie, którzy są ze sobą od lat, nie zawsze wyglądają dla siebie pociągająco i odświętnie. Ważne jest, żeby widzieć siebie w różnych odsłonach, ale nie przekraczać granic dobrego smaku. Unikać całkowitego zespolenia z partnerem, ale też nie przedłużać dystansu. I jeszcze jedno słowo w sprawie uwodzenia, coraz częściej mówi się o nim jako o zestawie cech czy zachowań, które gwarantują powodzenie u płci przeciwnej. Takie podejście do uwodzenia jest zadaniowe, sztuczne i plastikowe. Flirt powinien być czymś naturalnym, swobodnym i spontanicznym.

Zwykły, powtarzalny seks może być atrakcyjny? Ludzie potrzebują powtarzalności, przewidywalności. Daje im to poczucie bezpieczeństwa, ale jeśli pozostaje tylko powtarzalność, to seks staje się monotonny. Nie chodzi o to, by za każdym razem wprowadzać coś nowego, ale raz na jakiś czas – jak najbardziej. To niezwykle ożywia życie seksualne.

Nie ma pan wrażenia, że obraz seksu obecny na billboardach daje fałszywy przekaz, że uprawiają go tylko osoby wyjątkowo atrakcyjne? To bardzo niebezpieczny przekaz, ale mam wrażenie, że dotyka każdej sfery życia. Niech pani weźmie jakikolwiek kolorowy magazyn – czy w rubrykach o seksie, modzie, urodzie znajdzie pani choć jedno zdjęcie osoby, którą można by nazwać mniej atrakcyjną, normalną? Ten ogólny dyktat u przeciętnego odbiorcy, któremu do ideału wiele brakuje, powoduje blokady i frustracje. Poza tym erotyka z billboardów, poprzez swoje uproszczenie, zabija całą istotę seksualności, w której kryje się harmonia, zadowolenie z siebie, z życia, z seksu.

Tak jakby odkąd seks stał się kwestią publiczną, szeroko omawianą i pokazywaną, przestał być czymś prywatnym. Ależ seks jest naszą prywatnością! Zawsze odwołuje się do najbardziej osobistych i uwewnętrznianych elementów osobowości. Jest częścią nas wręcz od urodzenia. Naszą seksualność wynosimy z domu, rozwijamy potem przez poszczególne doświadczenia i stosunek do siebie. Seksualność nie jest więc oderwanym bytem.

Lubię powtarzać, że seks jest taki, jacy jesteśmy my. Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy.

A jakie mity na temat seksu robią tej sferze najwięcej krzywdy? W niektórych stereotypach jest trochę prawdy, ale też nie można ich stosować wobec wszystkich. Na przykład ten, że mężczyźni nie lubią rozmawiać o emocjach – owszem, raczej nie lubią, ale nie wszyscy. Gdy do mojego gabinetu przychodzi para, to nie zawsze on jest wycofany, czasem przejmuje cały ciężar konwersacji i dużo o sobie potrafi opowiedzieć.

W sferze seksu narosło wiele mitów, jak choćby te dotyczące męskiej seksualności. „Mężczyźni zawsze myślą o jednym”, „im większy członek, tym większa satysfakcja” itp. – kierują naszą uwagę na sprawność, fizyczną wydolność. Biedni są mężczyźni, którzy biorą je sobie do serca, ale i biedne ich partnerki, które stają się dla nich czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego męskości. Są też niezachwiane przekonania, np. „partner, który raz zdradził, na pewno zrobi to ponownie”, „mężczyzn interesuje tylko seks, a kobiety są bardziej emocjonalne” czy „nigdy bym tego nie zrobiła”. Te nieraz prowadzą na manowce. Samo życie najlepiej weryfikuje wszelkie mity i przekonania, zwłaszcza co do tego, do czego jesteśmy zdolni albo nie. Jaką pewność, że dotrzyma obietnicy, może mieć mężczyzna, który zapewnia: „nigdy nie zdradzę żony”, skoro nigdy jeszcze nie miał pokusy i okazji, by zdradzić? O wiele bardziej realnie od „nigdy czegoś nie zrobię” brzmi: „chciałbym i będę się starał, żeby do tego nigdy nie doszło”. Warto mieć w sobie pokorę i otwartość, pracować nad sobą i nad związkiem. Wtedy to nasze wyobrażenie może się spełnić.

Prof. nadzw. dr n. med. Michał Lew-Starowicz: lekarz, specjalista psychiatra, seksuolog, psychoterapeuta, pierwszy w Polsce specjalista medycyny seksualnej (FECSM) afiliowany przez European Union of Medical Specialists. Dyrektor Centrum Terapii Lew-Starowicz.

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Sens”.

  1. Seks

Co najbardziej niszczy życie erotyczne?

Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Wzajemne zranienia, przykrości, poniżanie. – Jeżeli generujemy w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żebyśmy znaleźli porozumienie w łóżku – stwierdza seksuolog Andrzej Depko. I podpowiada, co zrobić, by w relacji znowu zaczęło iskrzyć.

Jaki jest klucz do prowadzenia udanego życia seksualnego? Choć może to się wydać banalne, podstawowym czynnikiem jest stan naszego zdrowia. I nie chodzi tu tylko o brak choroby lub nasze samopoczucie fizyczne, ale też o kondycję psychiczną i społeczną. Wszystkie te aspekty składają się na naszą wydolność seksualną. Często nie doceniamy siły libido, bagatelizujemy jego wpływ na nasze życie. A tymczasem jest to rodzaj bardzo silnego napięcia wewnętrznego, które domaga się rozładowania. Jego intensywność wynika z poziomu hormonów i neuroprzekaźników w naszym ciele. I jest tak specyficzne, że nie zaspokoimy go w żaden inny sposób. Rady typu: „Idź pobiegać” albo: „Weź zimny prysznic” to tylko półśrodki, które odwlekają w czasie jego rozładowanie. Jeżeli nie podejmiemy świadomych zachowań poprzez wejście w interakcje seksualne albo masturbację, to organizm w nocy podczas snu sam to napięcie zredukuje.

Co niszczy libido

Jak dowodzą badania, chorobą, która obecnie najbardziej zaburza libido, jest depresja. Ocenia się, że u około 1/5 chorych występuje jego spadek. Problemy seksualne mogą wiązać się z samą istotą choroby lub być powikłaniem stosowania leków przeciwdepresyjnych. Innym czynnikiem psychologicznym, który może działać destrukcyjnie na seksualność, są narzucane przez otoczenie normy społeczne i wychowanie. Szczególnie dotyczy to kobiet, które często żyją w sprzeczności pomiędzy potrzebami seksualnymi a światopoglądem, którym są karmione w domu lub bliskim otoczeniu: że seks to zło, że trzeba walczyć z pożądaniem i czekać na tego jedynego. W kościele muszą spowiadać się ze swoich „grzesznych” myśli i czynów. To, co generuje ich organizm i co dyktuje im głowa, wywołuje w nich silne rozdarcie. Efektem końcowym może być zablokowanie libido.

Innym rodzajem „wygaszacza” popędu seksualnego może być rozczarowanie miłosne – rozstanie z mężczyzną, który budził wielkie nadzieje na wspólne życie. Kobieta może wtedy poczuć się wykorzystana i wpędzać się z tego powodu w poczucie winy. Bywa, że niechęć do konkretnego partnera generalizuje na wszystkich mężczyzn i nie jest w stanie wyobrazić sobie seksu z kimkolwiek.

Zablokowanie popędu może nastąpić również w z pozoru trwałym i udanym związku, który jednak po bliższej obserwacji okazuje się rozczarowujący. Bo on miał być opiekuńczy, pomocny, a jest skupiony tylko na swoich celach, często opryskliwy, arogancki, wręcz wulgarny. Po pewnym czasie pojawia się efekt wyparcia i w końcu niechęć lub wręcz awersja do partnera. A to może doprowadzić do całkowitego zaniku pożądania.

Jeżeli miałbym wskazać jednoznacznie, to najbardziej destrukcyjnie na życie seksualne wpływają zaburzenia w relacjach. Partnerzy nie pożądają siebie, bo sprawili sobie wiele przykrości, skrzywdzili się i poniżyli nawzajem. A jeżeli generują w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żeby znaleźli porozumienie w łóżku. Nawet jeżeli na początku związku udało się stosować mechanizm godzenia się w sypialni, to z czasem przestaje to działać, a nierozwiązane problemy powracają z coraz większą siłą.

Urlop zamiast tabletki

Bywa też tak, że głównym winowajcą jest nie niechęć, a brak czasu. Kiedy dbamy o wysoki poziom życia, co wymaga z naszej strony dużego zaangażowania w sferę zawodową, życie seksualne schodzi na dalszy plan. Wspólne wakacje mogą dobrze podziałać na jego ponowne rozbudzenie. Oderwanie się od codziennych obowiązków, wyrwanie się z kieratu odciąża układ nerwowy. Gdy stajemy się zrelaksowani i beztroscy, zyskujemy większą wrażliwość na bodźce, które wcześniej były blokowane. I nie ma znaczenia, czy to będą Bahamy latem, czy Alpy zimą. Choć z pewnością intensywne nasłonecznienie powoduje zwiększony przepływ krwi i zwiększoną produkcję hormonów, zatem w okresie wiosenno-letnim nasza percepcja na bodźce erotyczne się wzmaga.

Pamiętajmy jednak, że jeżeli w związku występują wzajemne tarcia, narastają rozczarowania i pretensje, to na wspólnych wakacjach one nie znikną, a wręcz się wzmogą. W takiej sytuacji bezpieczniejszym wyjściem są oddzielne urlopy, tak żeby każdy mógł odetchnąć i zdystansować się, może nawet zatęsknić i wrócić z jakimiś propozycjami i chęcią porozumienia.

Kiedy nie ma chęci

Co robić, kiedy w związku jest dobrze, obie strony się kochają, a mimo to kobieta nie czuje żadnego pożądania? Badania pokazują, że na zespół obniżonego napięcia seksualnego HSDD (ang. hypoactive sexual desire disorder) cierpi już 15–20 proc. kobiet na świecie. Przyczyna nadal pozostaje nieznana. Podłożem mogą być niewykryte problemy hormonalne wynikające z zaburzonej funkcji podwzgórza lub przysadki mózgowej. Jeżeli poziom hormonów płciowych był zbyt niski, aby rozbudzić popęd seksualny, dziewczyna wkracza w dorosłe życie z wygaszonym popędem. Nie odczuwa pożądania i jej go nie brakuje. Ale to nie oznacza, że nie może się zakochać. Zazwyczaj wchodzi w relację, w której w końcu zostaje zainicjowany kontakt seksualny i nagle odkrywa, że w chwili zbliżenia nic nie czuje. Tak jakby wszystko działo się za szybą. Partner w tym samym czasie podnieca się, głęboko przeżywa każdą chwilę, każdy dotyk. Wraz z upływem czasu bodźce erotyczne, które początkowo były odbierane jako obojętne, wywołują zniechęcenie, a gdy staną się już nieprzyjemne, doprowadzają do awersji seksualnej. Jeżeli nie ma podniecenia, to nie ma lubrykacji, a wtedy wszelkie próby penetracji są bardzo nieprzyjemne. Takie bolesne doznania utwierdzają kobietę w przekonaniu, że aktywność seksualna jest bez sensu. Ale widząc przeżycia partnera i słysząc historie innych kobiet, może poczuć, że coś ją w życiu omija. Może odnaleźć imperatyw do tego, żeby coś u siebie zmienić. Choć są też kobiety, które bardzo sobie chwalą i afirmują aseksualność.

U mężczyzn stałe psychiczne wygaszenie libido też jest możliwe – według badań dotyczy to ok. 17 proc. populacji. Od wieków w większości społeczeństw obowiązuje stereotyp, że męskość oznacza twardość, a twardość łączy się z odpornością na bodźce zewnętrzne, które mogą zranić. A przecież mężczyźni potrafią być tak samo wrażliwi jak kobiety. Interakcja seksualna może być dla nich tak samo przytłaczająca albo nieprzyjemna i powodować zablokowanie pożądania. On może z tego powodu zacząć jej unikać, a ona może uznać, że on kogoś ma i ją zdradza. Zdarzają się pary, w których niedopasowanie psychiczne jest tak duże, że on się wycofuje z relacji z kobietą, pozostając jedynie w roli ojca i głowy rodziny. Żona domaga się swoich praw, a on boi się powiedzieć, że jej nie chce. I jednocześnie nie pożąda też innych kobiet.

Zdrowie a seks

Jeśli chcemy zadbać o nasze libido, w pierwszej kolejności zatroszczmy się o swoje zdrowie i zmotywujmy partnera do tego, żeby też to zrobił. Mężczyźni mają wrodzoną skłonność do zaniedbywania siebie i często nie rozumieją, że jeśli nie zatroszczą się o siebie, nie będą w stanie sprostać oczekiwaniom seksualnym – swoim i partnerki. Dlatego mądra partnerka powinna zainspirować ukochanego do tego, żeby prawidłowo się odżywiał i pamiętał o wysiłku fizycznym, chociażby w postaci spaceru.

W drugiej kolejności zadbajmy o nasze relacje. Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. Nie forsujmy za wszelką cenę naszej wizji udanej relacji. Druga strona może nie protestować, ale żyć w coraz większym napięciu, skrycie pragnąć czegoś zupełnie innego. Jeżeli żyjemy tak uwikłani, to pierwszym symptomem pogłębiającego się nieporozumienia będzie drastyczne obniżenie częstotliwości naszych kontaktów seksualnych. I dobrze, żeby temu problemowi przyjrzeć się z pomocą terapeuty. Nie musi to oznaczać rozpoczęcia wieloletniej terapii, może to być kilka spotkań, w czasie których nauczymy się słuchać, rozmawiać albo zlokalizujemy problem. To nic wstydliwego, a wręcz odwrotnie – to wyraz dojrzałej troski o związek.

Jeśli odczuwamy zadowolenie z naszej sfery intymnej, oznacza to, że jesteśmy zdrowi oraz potrafimy nawzajem o siebie zadbać. Nic, tylko pielęgnować nasz zakres relacji. Rozmawiajmy, nie rańmy się, nadal się o siebie troszczmy. I pamiętajmy, że seksualność też się z czasem zmienia i nawet najwspanialszy seks wymaga zmiany oprawy – wyjścia z sypialni albo powrotu do niej, jeżeli kochaliśmy się zazwyczaj gdzie indziej. Urozmaicenie jest przyprawą, która sprawia, że ta sama potrawa smakuje zupełnie inaczej.

  1. Psychologia

Seks sposobem na poznanie partnera

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Może w ramach edukacji seksualnej należy zacząć mówić młodym ludziom o tym, że zgoda na seks świadczy nie tylko o „ostatecznym zaangażowaniu”, lecz to dobry sposób na poznanie drugiej osoby?

Przyjrzyjmy się temu przekazowi: kobieta, która ma „z natury” lepiej kontrolować swoją seksualność, używa jej do umiarkowanego wabienia mężczyzny. Zanim pójdą do łóżka, należy przyszłego partnera wypróbować na wielu innych polach i sprawdzić, czy zasłużył na ten ostateczny przywilej. Jeśli po dłuższym czasie okaże się, że wykazał się on cierpliwością  i spełnia wszystkie kryteria, otrzymuje nagrodę. On – „z natury” zdobywca - przerobił już wiele szybkich i nieznaczących relacji. Teraz z entuzjazmem ugania się za tą wartościową kobietą i odkrywa jej wyjątkowość. Bardziej docenia to, co udało mu się osiągnąć przy pomocy większego wysiłku. I żyli długo i szczęśliwie? Otóż, nikt nie da gwarancji.

Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jest to niesprawiedliwa i niesymetryczna relacja. Kobieca seksualność nie może się w tym wymiarze realizować sama przez się i dawać po prostu przyjemność, lecz służy do wyróżnienia potencjalnego partnera, który został upatrzony na trwały związek. Seks zostaje zepchnięty do roli karty przetargowej – ty dasz mi to, ja dam ci to, sam z siebie nie ma więc wielkiej wartości. Mężczyźni są portretowani jako istoty proste, które zaczynają się angażować, kiedy widzą przeszkodę. Opętani seksem, starają się zrobić dobre wrażenie po to, żeby go zdobyć.

Kazanie mężczyźnie czekać (oczywiście przy założeniu, że kobieta w ogóle chce z nim seksu!) i próba sił noszą znamiona manipulacji. Takie gry mogą się obrócić przeciwko kobietom. Mężczyźni także nauczyli się sztuczek, przez co relacje damsko-męskie szczególnie na początku grzęzną we wzajemnym niezrozumieniu. Kobiety zastanawiają się, dlaczego mężczyźni zwlekają z próbą kontaktu, nie odpowiadają na wiadomości i trzymają dystans. One z kolei trochę przyciągają, trochę się odsuwają. Wszystko po to, by żadna ze stron nie wyszła na bardziej zaangażowaną, co często bywa rozumiane jako „zdesperowaną”. Każdy chce mieć kontrolę nad sytuacją i kalkuluje, który krok się teraz opłaca.

A co będzie, jeśli pokażemy swoje prawdziwe intencje? Ujawnimy, że nam zależy również na przyjemności seksualnej na pierwszej, drugiej lub szóstej randce? Oczywiście, w ten sposób wystawiamy się na ryzyko odrzucenia („pomyśli, że postępuję tak z wszystkimi i odejdzie”), ale mamy także szansę postępować tak, jak same/sami czujemy. Warto spróbować odejść od dawnych schematów i pozwolić sobie na większą swobodę w kształtowaniu relacji. Jeżeli wspólny kontakt będzie dla partnera wartością, z pewnością nie przestanie się odzywać. Jeśli przestanie – to nie wina tego, po jakim czasie się rozbierzemy.

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. Gry i manipulacje są wtedy o wiele trudniejsze. Czasem dopiero w łóżku widać, czy partner troszczy się głównie o siebie, czy ma upodobania, których nie uda się zaakceptować – są to absolutne podstawy, na których budujemy związek albo od razu z niego rezygnujemy. Dopasowanie seksualne od samego początku jest mało prawdopodobne, więc nie należy się zrażać po paru nieporywających próbach. Jeżeli dwie osoby chcą tworzyć relację (dowolnego typu), będzie im zależało na dobrym seksie i będą powoli uczyć się swoich potrzeb. Zamiast „dziewczyno, szanuj się” – „dziewczyno, słuchaj siebie”.