1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dziękuję tobie, dziękuję sobie...

Dziękuję tobie, dziękuję sobie...

„Im większym stajesz się koneserem wdzięczności, tym mniej padasz ofiarą niechęci, depresji i rozpaczy. Wdzięczność niczym eliksir stopniowo rozpuści skorupę twojego »ja« – zachłanność i potrzebę władzy – przemieniając cię w istotę szczodrą. Dzięki wdzięczności dokonuje się zaiste alchemiczna reakcja duchowa, pod wpływem której stajemy się wspaniałomyślni, wielkoduszni” (Sam Keen).

Kiedy rano piłam kawę i jadłam pyszny kawałek placka drożdżowego, poczułam się szczęśliwa. Tak bardzo smakowało mi śniadanie. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że zawdzięczam to mojej mamie, która poprzedniego dnia wcisnęła mi zawinięte w papier ciasto. Wtedy przyjęłam jako coś naturalnego to, że dzieli się ze mną wypiekiem, ale tego poranka chwyciłam za telefon i wybrałam do niej numer. Ze wzruszeniem dziękowałam jej za tak wspaniały dzień, który zaczęłam od porcji wybornego świeżego domowego ciasta.

Wyrazić szczere uznanie

Robert Emmons, profesor psychologii na University of California, a także autor książek, m.in. „Psychology of Gratitude” (Psychologia wdzięczności) i „Thanks! How The New Science of Gratitude Can Make You Happier” (Dzięki! Jak nowa nauka o wdzięczności może uczynić cię szczęśliwym), dowodzi, że umiejętność dziękowania redukuje stres i podnosi poziom szczęścia. Według niego wdzięczność to cnota i uczucie, pełna świadomość bycia odbiorcami dobra. To niestety często zapominany czynnik szczęścia. Emmons badał wdzięczność przez 10 lat, traktował ją nie tylko jako przedmiot akademickich rozważań, ale przede wszystkim jako praktyczne zagadnienie pozwalające poprawić jakość codziennego życia. Twierdzi, że szczęście zależy od jakości naszych relacji z ludźmi, z bliskimi, a wdzięczność jest narzędziem umacniającym związki. Wdzięczne osoby są mniej skupione na sobie, a bardziej na stosunkach z innymi. Wierzą, że ich sukces mniej zależy od wartości materialnych, a bardziej od jakości ich relacji. Wdzięczność możemy pojmować jako wkład w życie innych i innych w nasze, to spajające nas ogniwo. Według Emmonsa jest ona wręcz budulcem ludzkiego społeczeństwa. Umiejętność wyrażania uznania jest też podstawą dobrych związków partnerskich. Chroni nasze relacje, pozwala nam czuć się docenionymi i podziwianymi. Ale nie wystarczy odruchowo rzucane „dziękuję”. Im bardziej będziemy konkretni i szczegółowi w naszych podziękowaniach, tym więcej sami będziemy z nich czerpać. Warto więc uczyć się języka wdzięczności.

Jak wiele dobrego w nas…

Uczestniczyłam w ćwiczeniu wprowadzającym do tej praktyki podczas warsztatu „Porozumienie bez przemocy” (Nonviolent Communication – NVC). Pierwszym zadaniem było napisanie na kartce podziękowania do jednej z osób znajdujących się w grupie, potem do kogoś bliskiego, a na końcu, co było najtrudniejszym etapem, przez pół godziny mówienie drugiej osobie, za co jestem sama sobie wdzięczna. To było niezwykłe doświadczenie, które zupełnie przestawia sposób myślenia. Okazuje się, że można sobie za wiele dziękować...

Emmons proponuje inną metodę (również praktykowaną w NVC) – pisanie dziennika wdzięczności przynajmniej przez trzy tygodnie. Zaleca, by codziennie znaleźć chwilę na refleksję, na przypomnienie sobie wszystkiego dobrego, co przydarzyło się danego dnia, momenty wdzięczności za zwyczajne wydarzenia, drobiazgi, np. za odwagę własnej wypowiedzi, piękną pogodę, deszcz, słońce, za czyjąś punktualność, uśmiech, zrobienie zakupów, sprzątniecie domu. I to wszystko najlepiej zapisać w formie listu do danej osoby albo do samego siebie. Sama świadomość, jak wiele miłych rzeczy miało miejsce w ciągu ostatnich 12 godzin, powoduje, że zaczynamy się do siebie uśmiechać, czuć ulgę i używać innego języka.

 
Zamiast skupiać się na niezadowoleniu, narzekaniu, rozczarowaniu, niedosycie w tej czy innej sprawie, stopniowo koncentrujemy się na pozytywnych aspektach i coraz częściej używamy sformułowań typu: udało mi się, jestem szczęściarzem, powodzi mi się itp. Nasze zachowanie zmienia się też, gdy postrzegamy siebie jako odbiorców wielu dobrych doświadczeń. Wówczas motywuje to nas do bycia hojnymi i empatycznymi. Np. zamiast wytykać mężowi, że znowu zapomniał kupić owoców, dostrzegamy, że zamówił bilety do kina albo wrócił tego dnia wcześniej do domu; zamiast wytykać dziecku jego potknięcia, brak perfekcji, zauważamy to, co mu się udało, np. nie krytykujemy, że przepłynęło basen w dłuższym czasie niż jego kolega, ale wyrażamy radość, że przepłynęło całą długość bez zatrzymania.

Badania Emmonsa są precyzyjne i wskazują na to, że „dziękczynne myślenie” podnosi poziom poczucia bycia szczęśliwym o ponad 25 procent. Dzieje się to na różnych poziomach: np. dziękuję po przebudzeniu, że przede mną kolejny dzień, dziękuję sobie, za to, że codziennie biegam po parku, że starcza mi na to siły, co pozwala czuć się zdrową i pełną energii, dziękuję losowi i Bogu, że się urodziłam po wojnie, że mieszkam w Polsce, że skończyłam takie, a nie inne studia, że zwiedziłam pół świata, że idąc do sklepu, mam duży wybór produktów, że żyję w społeczeństwie, gdzie kobiety mają prawo głosu, pracy i niezależności. Przychodzi moment, że również potrafię docenić smutne i trudne doświadczenia, np. że w moim odczuciu rodzice zawsze więcej uwagi poświęcali młodszej siostrze, ale dzięki temu nauczyłam się tak potrzebnej mi dziś samodzielności i zaradności, że pierwszy mąż traktował mnie z wielką surowością i nie potrafiłam w nim wzbudzić uznania, dzięki czemu zrozumiałam, czego tak naprawdę potrzebuję od partnera, jakie popełniałam błędy, a dziś umiem więcej dać bliskiej osobie i docenić jej oddanie. Gdy pewnego dnia uzna się bolesne przeżycia za cenne, nie oznacza to, że należy biec do tego, który skrzywdził, i mu za to dziękować. Wtedy doskonale sprawdzi się formuła listu, który zostanie szczerze napisany, choć nigdy nie zostanie wysłany.

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni

Szlifowanie i udoskonalanie języka wdzięczności to proces. Nie należy oczekiwać, że gdy tylko zaczniemy wyrażać głośno wyrazy uznania i pochwały, od razu poczujemy się doskonale. Jak uczy Marshall Rosenberg, twórca szkoły Porozumienia bez Przemocy, samo prawienie komuś komplementów, często tak naprawdę odcina nas od tej osoby albo danego doświadczenia. W sposób niezamierzony pochwały mogą nie tylko budować bariery, ale też stawiać nas w roli sędziego. A przecież nie chodzi nam o wyrażenie osądu, ale o uczczenie tego, że ktoś wzbogacił nasze życie, pozwolił zaspokoić większą lub mniejszą potrzebę. Wówczas, gdy wyrażamy wdzięczność, mówiąc: „Dziękuję, że wyciągnęłaś mnie na ten spacer, czuję, że stres zszedł ze mnie i ogarnia mnie błogość i spokój, a twoja obecność przywróciła mi wiarę w przyjaźń”, w sposób jednoznaczny komunikujemy drugiej osobie, co dla nas zrobiła, a taka pochwała głębiej dociera do obu stron: dającej i biorącej, co w konsekwencji umacnia tę relację.

Profesor Emmons przestrzega przed przeszkodami w okazywaniu wdzięczności. Jako jedną z nich wymienia zakorzenione w nas poczucie, że zasługujemy na coś bądź mamy prawo do czegoś, np. by wymagać od męża wierności, od dziecka pilności w szkole, od przyjaciółki dyspozycyjności, od rodziców oddania. To pułapka, która utrudnia uświadomienie sobie, jak bardzo zależymy od dobrej woli innych. W czasach, kiedy współczesna psychologia podkreśla znaczenie niezależnej jednostki, kiedy konsumpcja robi z nas wyrafinowanych egoistów, łatwo możemy zapomnieć, że prawdziwa wdzięczność jest możliwa wtedy, gdy uznamy naszą zależność od innych ludzi i od relacji z nimi.

Dziennik wdzięczności

Na podstawie wieloletnich badań nad wdzięcznością profesor Robert Emmons dowiódł, że osoby po 10 tygodniach pisania dziennika wdzięczności nie tylko czuły się szczęśliwsze, ale również zdrowsze. Odnotowano, że lepiej i dłużej spały w nocy, odczuwały mniej bólów w ciele, a także chętniej decydowały się na uprawianie sportów. Stawały się większymi optymistami, a także były bardziej otwarte na pomaganie innym.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Szczęśliwe życie - nauka odpuszczania

Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. (Fot. iStock)
Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Nie masz określonych postanowień ani marzeń do spełnienia? Też dobrze! Zamiast dążyć do czegoś, czego nie ma, lepiej zatrzymać się i pobyć w tym, co jest – twierdzi psycholożka Hanna Samson. Radzi, by spróbować docenić życie, które zwykle jest wystarczająco dobre, by się nim cieszyć.

Pewnie znacie opowieść o rybaku i biznesmenie, bo obiegła już świat kilka razy i niewiele z tego wynikło. Nie będę jej więc przytaczać, a jedynie przypomnę, że rybak leżał sobie na plaży, bo wypływał w morze na krótko, łowił tyle, ile było mu trzeba, żeby nakarmić rodzinę, a resztę dnia spędzał, jak chciał. Zaniepokoiło to biznesmena, bo przecież rybak mógłby łowić więcej. A gdyby łowił więcej, miałby pieniądze i mógłby kupić drugą łódź, zatrudniać ludzi i kupić trzecią – dobrze wiemy, jak to wszystko działa. – I kiedy byłbyś już bardzo bogaty, mógłbyś sprzedać swoją firmę za miliony! – ekscytował się biznesmen. – I co wtedy? – zapytał rybak. – Wtedy mógłbyś leżeć na plaży i robić to, co chcesz. – Ale ja właśnie to robię – odpowiedział rybak.

Nie, nie widzę nic złego w dążeniu do rozwoju. Jestem wręcz entuzjastką zmian, jeśli coś nam nie pasuje w naszym życiu. Ale czy cały czas musimy się ścigać, konkurować i aspirować do wzorców, które być może wcale nie są nasze? Czy musimy odnosić coraz większe sukcesy, żeby czuć zadowolenie z siebie? A nawet jeśli sukcesy są nam potrzebne do szczęścia, to czy jedyną ich miarą są pieniądze, awans i pozycja społeczna?

Stać w miejscu czy piąć się w górę?

Widziałam niedawno w Internecie filmik, w którym kilka starszych kobiet dzieli się swoim doświadczeniem. Mówią, że gdyby znowu były młode, skupiłyby się na tym, żeby być, a nie na tym, żeby od rana do nocy wypełniać kolejne zadania z długiej listy rzeczy do zrobienia. Opowiadają o nacisku na to, żeby być perfekcyjną mamą, żoną, szefową – dziś potrafiłyby mu się oprzeć, bo wiedzą, co jest ważne. Całowanie dzieci przed snem, taniec, długa kąpiel z miłości do siebie. Wiedzą, że zamiast starać się mieć więcej i być bardziej jakąś, lepiej doceniać chwile. I chyba coś w tym jest. Presja na to, żeby się rozwijać i osiągać, dopada nas z każdej strony. Szkolenia zawodowe, nauka języków, warsztaty kulinarne – świat ma dla nas tysiące ofert. Wystarczy się zapisać, zapłacić, poświęcić czas i mamy pewność, że nie zostaniemy w tym samym miejscu. A jakie jest to miejsce? Jak wygląda, jak smakuje, jak się w nim żyje? Nie mamy czasu, żeby to poczuć, bo biegniemy dalej. Dalej, szybciej, więcej, bardziej – te słowa opisują nasze życie, w którym to, co jest, często jest mniej ważne od tego, co będzie, jeśli się postaramy, żeby było.

Znam osoby, które od lat się szkolą, wszystkie weekendy spędzają na takich czy innych kursach. Niektóre z nich szkolą się w jednym kierunku, podnoszą swoje kwalifikacje zawodowe, ich CV jest naprawdę imponujące. Inne uczą się różnych rzeczy i rozwijają rozmaite, mniej lub bardziej przydatne umiejętności. Jedne i drugie łączy zwykle wiara, że kiedy już ukończą te wszystkie kursy, to będą wreszcie zadowolone z siebie i szczęśliwe, co oczywiście wcale nie musi się spełnić, bo pojawią się nowe kursy i poprzeczka jak zwykle pójdzie w górę, bowiem pies jest pogrzebany gdzie indziej. – Skończyłam trzecie studia podyplomowe! – oświadczyła z dumą Marysia na jednym z warsztatów. – To teraz wreszcie będziesz miała więcej czasu – stwierdza któraś z uczestniczek. – O nie! Nie zamierzam stać w miejscu. – Ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle? – włączam się do rozmowy. – Właśnie! – To co teraz chcesz robić? – pytam. – Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. Jest tyle możliwości! Zaraz na pewno będę miała nowy projekt!

Warsztaty, treningi, coaching! Wszystko istnieje po to, żebyśmy mogli piąć się w górę i mieć coraz lepsze życie. A może nasze życie jest już wystarczająco dobre i warto by w końcu nim pożyć? Poczuć przyjemność z tego, co robimy, a nie z marzenia o tym, dokąd nas to zaprowadzi.

Pora na wystarczająco dobre życie

Skoro mowa o przyjemności, warto wspomnieć duńskie hygge – kariera tego słowa kilka lat temu obrazowała naszą tęsknotę za przytulnością, bliskością, spokojem. Podobnie jest ze szwedzkim lagom, czyli w sam raz. Lagom to filozofia umiaru i równowagi. Minimalizm bez wyrzeczeń, bo dostosowany do własnych potrzeb. Dbałość o siebie i świat. Sztuka zadowolenia z tego, co mam, kim jestem, co robię. Teraz, a nie kiedyś – w przyszłości. Podobno idea lagom jest głęboko zakorzeniona w szwedzkiej psychice, ale my też możemy je wprowadzać do swojego życia. Trzeba tylko uświadomić sobie, że mamy już wystarczająco dużo, żeby cieszyć się życiem. Wystarczająco dużo ciuchów, pieniędzy, sukcesów, no po prostu wszystkiego. Często nawet za dużo, co nas przytłacza. Czy to możliwe? Przecież zawsze można mieć więcej.

No właśnie! Jeśli porównujemy się z tymi, którzy mają więcej, którzy odnieśli spektakularny sukces, którzy mają wyższą pozycję społeczną, wtedy trudno uznać, że mamy już tyle, ile wystarcza do szczęścia. Ale czy na pewno potrzeba nam więcej? Czy te spektakularne sukcesy to są nasze własne marzenia, czy narzuca je świat, w którym żyjemy? Czy te wszystkie przedmioty są nam potrzebne? Kapitalizm chce nam sprzedać jak najwięcej i ma na to swoje sposoby. Ale czy my musimy to wszystko kupować? Czy nie możemy się obronić przed cudzymi wzorcami? Możemy – odpowiadają zgodnie propagatorzy lagom. Jak to zrobić? Co jakiś czas trzeba zadać sobie pytanie: A może jest wystarczająco dobrze? – Jakie wystarczająco dobrze?! – złości się Agata. – Nie masz pojęcia, jak ja cierpię! Agata ma 31 lat i jedno marzenie. Chce mieć dziecko. Bez dziecka jej życie nie ma żadnego sensu, choć ma dobrą pracę, mieszkanie, maluje obrazy, ale co z tego?! Nic z tego nie ma znaczenia, bo zegar tyka, a ona nie ma dziecka ani nawet chłopaka, z którym mogłaby stworzyć rodzinę. Szuka go desperacko na wszystkich możliwych portalach i wciąż od nowa przeżywa rozczarowanie, bo okazuje się, że żaden chłopak nie chce zostać ojcem jej dziecka od pierwszego wejrzenia, a na drugie wejrzenie już zwykle nie mają ochoty.

– Pewnie dlatego, że jestem brzydka – stwierdza Agata, która z wyglądu jest bardzo atrakcyjną dziewczyną. – Muszę zrobić operację nosa. – A co z twoim nosem jest nie tak? – Nie udawaj, że tego nie widzisz. – Nie udaję. Nie wiem, co jest z nim źle – przyglądam się uważnie nosowi Agaty i nic złego w nim nie ma, naprawdę. Powiedziałabym nawet, że jest wyjątkowo zgrabny, ale w to już mi Agata na pewno nie uwierzy, więc nic więcej nie mówię. – Jest za duży! Gdybym miała mały nosek, pewnie już dawno miałabym dziecko i ciepły, przytulny dom. – A jak jest teraz w twoim mieszkaniu? Ciepło i przytulnie? – Chyba żartujesz? Jest pusto i beznadziejnie! – Rozumiem, że dziecko ma spełnić rolę rycerza i odmienić całe twoje życie? – Dzieci zawsze odmieniają życie. – A gdybyś tak zadbała o to, żeby w tym życiu, które masz w tej chwili, było ci lepiej? Zaczęła od mieszkania? Urządziła je tak, żebyś lubiła w nim być? – To bez sensu, skoro nie mam dziecka.

Skup się na tym, co już masz

Skupianie się na tym, czego nam brakuje, utrudnia docenienie tego, co mamy, i zadbanie o to. A gdyby tak w nowym roku zmienić perspektywę? Pomyśleć o tym wszystkim, za co możesz być wdzięczny – sobie, losowi, innym ludziom. Niektóre rzeczy wydają się tak oczywiste, że o nich zapominamy. Warto o nich pomyśleć. O tym, że mamy gdzie mieszkać i co jeść. Nawet jeśli w naszym kraju ostatnio nie dzieje się dobrze, to przecież nie padają tu bomby. Miliony ludzi na świecie nie mają tyle szczęścia, dla nich nasze życie jest luksusem. Mamy wystarczająco dużo, żeby cieszyć się życiem już dzisiaj, a nie dopiero wtedy, gdy zostaną spełnione jakieś warunki.

A co z Agatą? Ostatnio pokazała mi zdjęcia swojego mieszkania. Jest ciepłe i przytulne, jest fotel i sofa, są kolorowe poduszki i koce. – I jak ci się żyje? – zapytałam. – Trochę zaczęłam doceniać to, co mam. I w sumie nie jest źle. Już nie szukam tak desperacko faceta, ale oczywiście nadal chcę mieć dziecko. – Powodzenia, Agata! Trochę zwiększyłaś swoje szanse na to, żeby je mieć.

Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. To nie znaczy, że na tym musimy poprzestać, ale mamy większy luz. Możemy stawiać sobie cele bez napięcia i poczucia presji, możemy nawet zadbać o umiar i równowagę w kontaktach ze sobą i światem. Wystarczy pytać siebie, czy to jest lagom. Co? Wszystko. Mój stosunek do pracy. Liczba butów. Kolejny kieliszek wina. Dokładka pierogów. Moje życie.

Pamiętajmy o lagom, a łatwiej znajdziemy drogę. Swoją własną, a nie pod dyktando świata.

  1. Psychologia

Wewnętrzna równowaga. Naucz się brać

Każde przekonanie można zmienić. Pierwszy krok do zmiany to decyzja o transformacji tego przekonania w takie, które po prostu pomoże w budowaniu szczęśliwszego życia. (Fot. iStock)
Każde przekonanie można zmienić. Pierwszy krok do zmiany to decyzja o transformacji tego przekonania w takie, które po prostu pomoże w budowaniu szczęśliwszego życia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Od dzieciństwa jesteśmy uczeni zwracania większej uwagi na potrzeby innych, niż na swoje. Efektem tego jest brak równowagi w sferze dawania i brania. Oto kilka ćwiczeń, które pomogą ci otworzyć się na przyjmowanie.

Przyczyną blokad, które nie pozwalają nam spełniać swoich potrzeb bez odczuwania poczucia winy albo przyjmować czyjąś pomoc bez konieczności odwdzięczenia się natychmiast – są oczywiście nasze przekonania. Oto kilka przykładowych, blokujących nas na przyjmowanie. Sprawdź, które z nich mogą dotyczyć ciebie. A po ich przeczytaniu postaraj odpowiedzieć sobie na pytania: Czy dane przekonanie pomaga mi w życiu? Czy służy mojemu rozwojowi? Wyobraź sobie, jaką osobą mogłabyś być bez tego przekonania. Jak mogłoby wyglądać twoje życie? Pamiętaj, każde przekonanie można zmienić. Pierwszy krok do zmiany to decyzja o transformacji tego przekonania w takie, które po prostu pomoże w budowaniu szczęśliwszego życia.

Wyjdź z roli dawcy

Jeśli w większości relacji z ludźmi wchodzisz w rolę dawcy: czasu, energii, uwagi lub pieniędzy, warto popracować nad poznaniem roli osoby przyjmującej i troszczącej się również o siebie. Pamiętaj: jeśli na początku jakiejkolwiek relacji zaczynasz dużo dawać, twój partner przyzwyczaja się do otrzymywania i przestaje się starać. Jeśli chcesz zmienić ten wzorzec, zmniejsz intensywność dawania i skup się bardziej na sobie. Zadaj sobie pytanie: Czego ja potrzebuję w tej relacji? Jakie moje potrzeby są niezaspokojone? Spróbuj wyjawić te potrzeby partnerowi. Jeśli potrzeb jest dużo na początek powiedz o tych, które są najważniejsze. W przeciwnym razie druga osoba może się poczuć przytłoczona i chcieć jak najszybciej uciec z relacji.

Jeśli jedna strona w związku wychodzi z roli dawcy, druga musi wyjść z roli biorcy. W przeciwnym razie taka relacja może się zakończyć rozstaniem. Jeśli partnerom nadal na sobie zależy, nauczą się nowych ról.

Znajdź czas tylko dla siebie

Jeśli chcesz nauczyć się sztuki przyjmowania, sprawdź, w jaki sposób zarządzasz swoim czasem. Być może jesteś perfekcjonistką i udaje ci się po brzegi wypełnić tydzień obowiązkami i innymi zajęciami. Żadnej luki na niezaplanowane działania. Ale czy w twoim terminarzu jest miejsce na czas tylko dla siebie? Albo na nicnierobienie? Jeśli nie, zaznacz w kalendarzu dzień i konkretny czas, który przeznaczysz tylko dla siebie. Czas na spełnianie swoich potrzeb i doświadczanie przyjemności oraz spotkanie z samą sobą, które jest potrzebne do zachowania równowagi psychicznej i emocjonalnej.

Mam ochotę na…

Pragnienie czegoś to coś innego niż potrzeba. Spełnienie potrzeby jest ważne w zachowaniu wewnętrznej równowagi, zaś spełnienie pragnień, które wiążą się z odczuwaniem pożądania, nie jest niezbędne dla naszego rozwoju osobistego. Dlaczego więc odczuwamy frustrację albo smutek, kiedy nasze pragnienia nie są zaspokojone? Jaki aspekt nas przeżywa to najbardziej? Wewnętrzna Dziecko. To ono złości się, kiedy natychmiast nie otrzymuje gratyfikacji, ponieważ nie pojmuje słowa „nie”. To ważne, aby zrozumieć uczucia Wewnętrznego Dziecka i zadać sobie pytania: Jakie potrzeby kryją się za moimi pragnieniami i obsesyjną chęcią posiadania czegoś? Czy jest to potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, bliskości, czułości, docenienia?

Oddech, czyli dawanie i przyjmowanie

Wdech symbolizuje przyjmowanie energii życia i obfitości, zaś wydech to dzielenie się tą energią z innymi. Kiedy oddychamy, uczestniczymy w naturalnej wymianie energii ze światem. Często jednak nasz wdech i wydech są innej długości, nie są w równowadze.

Oto ćwiczenie, które pozwoli ci to sprawdzić: Usiądź z prostym kręgosłupem i przeciągnij się. Weź głęboki wdech nosem, następnie wypuść powietrze ustami. To pomoże ci się bardziej rozluźnić. Zamknij oczy i skieruj uwagę do swoich nozdrzy. Doświadczaj powietrza, które przez nie wpływa i wypływa. Uświadom sobie, czy wdech i wydech są tej samej długości. Która faza oddechu jest dłuższa, a która krótsza? Spróbuj wyrównać każdy wdech i wydech. Jeśli chcesz, możesz liczyć w myślach od 1 do 4 wraz z wdechem i od 1 do 4 z wydechem. Równy oddech to spokojny i stabilny umysł oraz równowaga między dawaniem i przyjmowaniem.

Koherencja serca

Serce to nie tylko pompa tłocząca krew. To wrażliwy organ, który reaguje natychmiast na każdą zmianę w samopoczuciu oraz na myśli, które generuje umysł. Rytm serca jest najbardziej harmonijny, kiedy odczuwamy wdzięczność, miłość i radość. Serce jest wówczas w stanie koherencji z mózgiem, co wpływa korzystnie na funkcjonowanie całego organizmu. Oto ćwiczenie, które może ci w tym pomóc: Usiądź wygodnie i połóż dłoń pośrodku klatki piersiowej. Poczuj ciepło, które wpływa z dłoni. Uświadom sobie obecność twojego serca. Oddychaj świadomie w jego kierunku. Zupełnie tak, jakby oddech wypełniał również wnętrze serca. Każdy kolejny oddech jest spokojniejszy i bardzo relaksujący. Czujesz równowagę i odprężenie.

Dziennik wdzięczności

Kup piękny zeszyt i codziennie przez cztery tygodnie (bo tyle czasu potrzebuje mózg na wytworzenie nowych połączeń między neuronami) napisz kilka zdań o tym, za co jesteś wdzięczna. Możesz pisać o zdarzeniach i osobach z przeszłości lub o tym, co się zdarzyło niedawno. A jeśli nic ci nie przyjdzie do głowy, możesz pisać o uniwersalnych zjawiskach, takich jak: słońce, kwiaty, uśmiech dziecka, tęcza, góry. Po miesiącu poczujesz różnicę.

Moc komplementów

Jeśli dawno nie usłyszałaś komplementu na swój temat albo nie pozwoliłaś sobie na odczucie zadowolenia, kiedy ktoś powiedział ci coś miłego, oto propozycja dla ciebie. Jeszcze dziś powiedz do siebie kilka naprawdę pozytywnych słów. Najlepiej jeśli zrobisz to, patrząc w swoje odbicie w lustrze. Pomoże ci to skonfrontować się ze wstydem i speszeniem, które są związane z okazywaniem sobie czułości, akceptacji i miłości. Powiedz do siebie np.: „Dziś wyglądam dobrze”, „Podobam się sobie”, „Lubię siebie” „Kocham siebie”. Bądź świadoma głosu krytyka, który może się teraz odezwać („To nieprawda”, „Przecież wyglądasz dziś źle”). Ucisz go i powiedz jeszcze raz na głos pozytywne słowa.

W ciągu ułamka sekundy rytm serca może się zmienić w zależności od słów, jakie wypowiadamy, oraz emocji z nimi związanymi.

  1. Styl Życia

Inteligencja finansowa - sztuka zaakceptowania, że także pieniądze przychodzą i odchodzą

Jeśli twoje talenty jeszcze się nie ujawniły, pozwól im na to. Gdy to już się stanie, będziesz mógł je rozwijać i dzielić się swoimi umiejętnościami – inni to docenią. (Fot. iStock)
Jeśli twoje talenty jeszcze się nie ujawniły, pozwól im na to. Gdy to już się stanie, będziesz mógł je rozwijać i dzielić się swoimi umiejętnościami – inni to docenią. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Dlaczego niektórzy się bogacą, a innym ledwo starcza na życie? Ken Honda, japoński guru rozwoju osobistego, twierdzi, że za sukcesem materialnym stoi przede wszystkim finansowy iloraz emocjonalny. Jak go rozwinąć? 

Dlaczego niektórzy się bogacą, a innym ledwo starcza na życie? Ken Honda, japoński guru rozwoju osobistego, twierdzi, że za sukcesem materialnym stoi przede wszystkim finansowy iloraz emocjonalny. Jak go rozwinąć? 

Pieniądze mają energię: zmieniają się w zależności od tego, z jakim uczuciem są przekazywane – twierdzi Ken Honda, autor książki „Happy money”. Sam zarobił majątek na doradztwie finansowym. „Wszystkie pieniądze przekazywane z miłością, troską i życzliwością są szczęśliwe (...), z kolei nieszczęśliwe pieniądze to te, które wydajesz niechętnie albo przekazywane są ci pod przymusem” – pisze w swoim poradniku i z przekonaniem podkreśla, że nieszczęśliwe pieniądze unieszczęśliwiają. Na swojej ścieżce zawodowej spotkał wielu bogatych ludzi: jedni byli kochani i szanowani, inni sfrustrowani i zalęknieni – i to niezależnie od stanu konta. Jak twierdzi, każdy może wybrać życie w szczęśliwym przepływie. Wystarczy rozwijać swoją inteligencję finansową. 

Najpierw IQ

Iloraz inteligencji finansowej oznacza nie tylko podejście biznesowe, ale i bycie autentycznym. Wiele osób uważa, że zarobienie dużych pieniędzy wymaga wyrzeczenia się własnych wartości. To nie tak – tłumaczy Honda – tylko ludzie, którzy z zaangażowaniem i radością dzielą się swoimi umiejętnościami, przekonają do siebie klientów i ci zechcą im zapłacić. Wierność sobie liczy się także przy wydawaniu pieniędzy, bo wtedy nie skąpimy na siebie, ale też i nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy, nawet jeśli wszyscy wokół będą do tego namawiać. 

Podobnie jest z zabezpieczaniem pieniędzy. Zdaniem japońskiego guru spory o majątek biorą się przede wszystkim z nieszczerości. „Jeśli sądzisz, że jacyś ludzie z twojego otoczenia (członkowie rodziny, przyjaciele, pracownicy lub klienci) mają chrapkę na twoje pieniądze, to problem nie dotyczy finansów, lecz twoich relacji” – alarmuje. Ostatnim elementem wymagającym ponadbiznesowej perspektywy jest podejście do mnożenia pieniędzy. Ken Honda zaleca, żeby zamiast kierować się prognozami ekonomistów, inwestować w swoje pomysły i wspierać ludzi, z którymi łączą nas wartości. Jednak IQ to nie wszystko... 

Porem EQ

„Nawet studia MBA nie zagwarantują ci sukcesu, jeśli twój finansowy EQ jest niski” – czytamy w „Happy money”. EQ to umiejętność zarządzania emocjami, jakich doświadczamy na myśl o finansach. Honda radzi, by zastanowić się, co czujemy, gdy przyjmujemy pieniądze i gdy dzielimy się nimi. Przekonanie na temat przyjmowania pieniędzy wyraża nasz stosunek do siebie, określa otwartość na to, co niesie nam świat. Umiejętność dzielenia się wynika z kolei z tzw. zaufania do przepływu, czyli zaakceptowania, że wszystko jest w ciągłym ruchu, także pieniądze przychodzą i odchodzą. 

„Przyjmując pieniądze, dopuszczasz do siebie myśli, że zasługujesz na wszelkie dobro” – podkreśla Honda. Dopiero wtedy możesz uświadomić sobie, jak wiele dostajesz, i naprawdę się tym cieszyć, bo jak wyjaśnia autor: kiedy napawasz się czymś, co sprawia ci przyjemność, jesteś w pełni obecny w danej chwili. A to sposób, by poczuć obfitość i uwolnić się od lęku o przyszłość. To zaś pozwala nam dzielić się z innymi ludźmi tym, co mamy. „Radość, pieniądze, usługi lub talenty nie mają większego znaczenia, jeśli z nich nie korzystasz i nie obdarowujesz nimi najbliższego otoczenia: rodziny, przyjaciół, współpracowników, klientów i społeczeństwa” – pisze. Jak przekuć to w praktykę? Na przykład wspomagając wybrane organizacje charytatywne, wysyłając przyjaciołom kartki z wakacji,  czy robiąc zakupy u ulubionych sprzedawców. A przede wszystkim często mówiąc „dziękuję”. 

W przyrodzie wszystko jest połączone, więc twoja hojność przyczynia się do równowagi świata. W rezultacie ty sam więcej od niego dostajesz i – jeśli tylko przyjmiesz to z wdzięcznością – możesz mnożyć szczęście i dzięki temu sam być naprawdę szczęśliwy.

Oto pięć zasad szczęśliwego przepływu wg Kena Hondy: 

  1. Zrezygnuj z wiary w niedostatek Lęk, że zabraknie ci na życie, odbiera ci możliwość cieszenia się tym życiem. Na świecie jest dość pieniędzy, wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zauważyć, w jaki sposób możesz zarobić na tym, co lubisz i w czym możesz być naprawdę dobry.
  2. Uwolnij się od urazy i ulecz swoje rany związane z pieniędzmi Przekonania finansowe to rezultat wychowania. Jednak jeśli twoi rodzice zaszczepili ci niezdrowe nawyki dotyczące pieniędzy, to możesz je zmienić. Zacznij od tego, żeby okazać rodzicom empatię, bo na pewno postępowali najlepiej jak umieli i chcieli ci zapewnić lepsze życie niż ich własne. Gdy im wybaczysz, będziesz mógł zbudować własną relację z pieniędzmi.
  3. Odkryj własne talenty i wejdź w przepływ szczęśliwych pieniędzy Każdy człowiek ma określone zdolności i dopiero ich odkrycie pozwala mu realizować jego życiowe powołanie. Jeśli twoje talenty jeszcze się nie ujawniły, pozwól im na to. Gdy to już się stanie, będziesz mógł je rozwijać i dzielić się swoimi umiejętnościami – inni to docenią.
  4. Zaufaj życiu Zaufanie to jeden z podstawowych składników szczęścia. Jeśli zaufasz innym (ale i sobie), będzie ci łatwiej żyć. Uwolnisz się od lęku, który wstrzymuje cię przed działaniem, bo co jeśli... Zaufanie oznacza także, że wszystko dzieje się po coś, więc przestaniesz tracić czas na zamartwianie się i ucieczkę.
  5. Dziękuj nieustannie Wdzięczność to otwartość na branie i dawanie. Kiedy nie trzymasz się kurczowo tego, co posiadasz, pozwalasz sobie doświadczać przepływu szczęśliwych pieniędzy. 

  1. Psychologia

Dla kogo jest psychoterapia online?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęć
We współczesnym świecie wiele osób przejawia różne zaburzenia psychologiczne, odczuwa symptomy depresyjne lub lękowe, a także przejawia fobie, smutek lub uzależnienia. W sytuacji, gdy w życiu pojawiają się poważne problemy, warto zgłosić się na psychoterapię. Obecnie jedną z popularniejszych form jest terapia online, która zapewnia wygodę, komfort i bezpieczeństwo.

Kim jest psychoterapeuta i czym różni się od psychologa?

Osoby poszukujące skutecznej terapii i rozwiązania swoich problemów, czasami zastanawiają się nad tym, czy udać się do psychologa, czy też do psychoterapeuty. Okazuje się, że zawody te mimo pewnych podobieństw, nie są ze sobą tożsame. Innymi słowy psycholog może, ale nie musi, być psychoterapeutą, natomiast psychoterapeuta niekoniecznie jest psychologiem. W praktyce psycholog to osoba, która ukończyła pięcioletnie jednolite studia magisterskie i może działać w zakresie różnych specjalizacji (na przykład psychologii klinicznej, biznesu, rozwojowej). Z kolei psychoterapeuta to osoba, która spełniła następujące warunki:
  • ukończyła studia wyższe, na przykład psychologię, psychiatrię, czy też pedagogikę,
  • ukończyła 4-letni kurs psychoterapii z dowolnego nurtu (na przykład humanistyczny, psychoanalityczny, poznawczo-behawioralny),
  • przeszła przez własną psychoterapię, aby uporać się z różnymi życiowymi doświadczeniami,
  • jest pod kontrolą superwizora, czyli osoby nadzorującej jej działania,
  • odbywa praktykę zawodową i zdobywa doświadczenie.
Psychoterapeuta po zakończeniu 4-letniego kursu otrzymuje specjalny certyfikat od Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Osoby, które cierpią na zaburzenia lękowe, depresję, zaburzenia osobowości, odżywiania lub inne tego typu, powinny zgłosić się do psychoterapeuty, a nie psychologa. To właśnie psychoterapeuta jest specjalistą zajmującym się terapią, natomiast psycholog może udzielić konsultacji.

Dla kogo jest psychoterapia?

Na psychoterapię może zgłosić się każda osoba, która czuje, że jej funkcjonowanie psychiczne pogorszyło się w ostatnim czasie lub po prostu już od dawna czuje się źle pod względem psychologicznym. Czasami obecne trudności wynikają z doświadczeń sprzed lat, na przykład z okresu adolescencji lub dzieciństwa, a czasami pewne zaburzenia spowodowane są niedawnymi wydarzeniami, nieprzyjemnymi doświadczeniami, a nawet traumami lub kryzysami. W praktyce więc psychoterapia jest odpowiednia dla wszystkich osób.

Czym charakteryzuje się psychoterapia online?

W ostatnich latach psychoterapia online staje się coraz popularniejsza. Jest to związane z jednej strony z pandemią, a z drugiej z szybkim rozwojem technologicznym. Taka forma psychoterapii różni się od tej stacjonarnej właściwie tylko miejscem odbywania - z psychoterapeutą można rozmawiać z własnego mieszkania, w bardzo komfortowych warunkach. Psychoterapeuci i psycholodzy online starają się pomóc klientowi w rozwiązaniu jego problemu lub zaburzenia. Taka forma oddziaływania jest tak samo efektywna jak pomoc stacjonarna. Psychoterapia online ma jednak dodatkowe zalety. Przede wszystkim klient nie musi tracić czasu, ani pieniędzy na dojazd, co doceniają przede wszystkim osoby z małych miejscowości, osoby niepełnosprawne. Dodatkowo jest to świetne rozwiązanie dla klientów, którzy mieszkają za granicą lub po prostu są zabiegani i nie mają na nic czasu. Psychoterapia online świetnie sprawdza się także w przypadku osób obłożnie chorych lub na kwarantannie, a także tych, które cierpią na różnego rodzaju fobie, uniemożliwiające wyjście z domu. Oczywiście pacjent zgłaszający się na psychoterapię w formie zdalnej musi mieć zapewniony stały dostęp do Internetu oraz wygodne miejsce, w którym jest w stanie rozmawiać swobodnie. Psychoterapia online jest bezpiecznym, komfortowym i świetnym rozwiązaniem i doskonale się sprawdza w wielu sytuacjach.

Kiedy warto zgłosić się do specjalisty na psychoterapię?

Na psychoterapię, także w formie online, warto się zgłosić w sytuacji, gdy pojawiają się następujące trudności:
  • smutek, obniżenie nastroju, stany depresyjne, brak motywacji do życia,
  • obniżona samoocena, poczucie niezadowolenie z samego siebie,
  • lęk, strach, napady lękowe,
  • fobie, urazy psychiczne,
  • traumy, kryzysy życiowe,
  • problemy w związku partnerskim, rodzicielskim,
  • zaburzenia odżywiania,
  • uzależnienia,
  • poczucie zagubienia w życiu.
Dodatkowo na psychoterapię może zostać skierowanym przez psychologa, psychiatrę, seksuologa, a także lekarzy różnych specjalności. Warto dodać, że przed pierwszą wizytą u psychoterapeuty, warto zdecydować się na bezpłatną konsultację, aby dobrać dla siebie odpowiedniego specjalistę, a także konkretny nurt psychoterapii.

  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.