1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Poczucie własnej wartości - czy jesteśmy świadomi własnej rangi?

Poczucie własnej wartości - czy jesteśmy świadomi własnej rangi?

Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Jeśli ktoś nie ma świadomości, ile ma i kim jest, to nie wykorzystuje swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. O mocy przywilejów opowiadają psychoterapeuci Joanna Dulińska i Michał Duda.

Czym są rangi w Psychologii Procesu?
Joanna Dulińska: Ranga to suma wszystkich przywilejów. To, jaką mamy rangę, zależy od naszych przywilejów w różnych obszarach w danym momencie.

A czym są przywileje?
Michał Duda: To atrybuty, które podnoszą nasz status. Choć niekoniecznie muszą to być rzeczy materialne, można też nie mieć własności, a korzystać z przywilejów. Ten, kto ma dużo pieniędzy i w związku z tym wysoką rangę społeczną, niekoniecznie ma taki wpływ na ludzi jak ktoś, kto ma wysoką rangę duchową. Gdy mówimy o sumie przywilejów, mamy na myśli różne przywileje – psychologiczne, duchowe i społeczne. I to wszystko razem tworzy rangę w społeczeństwie.

Zawsze mamy jakąś rangę? J.D
.: Zawsze czymś dysponujemy, ale często jest tak, że się z tym nie utożsamiamy.

M.D
.: Na przykład ranga społeczna istnieje obiektywnie. Jest bardzo często mylona z subiektywnym doświadczeniem czy subiektywną oceną sytuacji. Może być też zmienna w czasie.

A po co nam wiedza o rangach? J.D
.: Jest niezbędna, aby móc z nich celowo korzystać, choć rangi działają bez względu na to, czy mamy ich świadomość, czy nie. Jeśli nie mamy wiedzy o swoich rangach, to inni nie mogą z nich korzystać, przeciwnie – mogą się poczuć ich ofiarami, a my będziemy mieć tendencję, by ich nadużywać, nawet jeśli czujemy się słabi i bezradni.

Możemy zilustrować to przykładem? J.D
.: Do tego potrzebna jest wiedza o rodzajach rang. Wyróżniamy trzy typy: ranga społeczna – mówi o naszej pozycji w społeczeństwie, a ta zależy od wykształcenia, wieku, płci, pieniędzy – przywilejów, które dają wysoki status społeczny. Do tego dochodzi ranga psychologiczna, która jest wysoka, jeżeli człowiek czuje się bezpiecznie ze sobą, potrafi rozwiązywać konflikty, jest oswojony z emocjami, umie je przeżywać i wyrażać, lub niska, jeśli tego nie potrafi. Wreszcie ranga duchowa – kontakt z czymś większym, głęboką wiarą, z czymś, co daje jakąś pewność.

Przypuśćmy, że mamy do czynienia z szefem korporacji, który w ogóle nie jest świadomy swoich rang. Zarabia mnóstwo pieniędzy, ma bardzo duży wpływ na swoich pracowników, ale nie zdaje sobie sprawy z własnych możliwości. Ma za to kompleksy, bo np. jest otyły albo łysy, może ma wadę wymowy – w dzieciństwie był odrzucany przez kolegów i w związku z tym czuje się niepewnie w relacjach – więc nie ma rangi psychologicznej. Nie ma też rangi duchowej, nie uznaje, że jest coś większego, co go prowadzi, nie ma poczucia misji. I taki człowiek w sytuacji, gdy podwładna w jakiś sposób uruchomi jego kompleks, nastawi się obronnie, może atakować, bo nie posiadając umiejętności bycia w relacjach z kobietami, może uznać, że ona go lekceważy czy się z niego naśmiewa. Wtedy on może nadużyć swojej rangi i powiedzieć lub zrobić coś przykrego.

Mając świadomość swojej pozycji, możemy chyba też wpływać na podnoszenie rang innych ludzi. Przykładowo – może nam się wydawać, że nie mamy czym się podzielić, podczas gdy wystarczy czasem jednostkowo niewielka kwota miesięcznie, a pomnożona przez udział kolejnych osób daje globalną pomoc.

M.D
.: Kryteria porównania są bardzo różne i na ogół ludzie wybierają identyfikację z niższą rangą niż z wyższą. Ale rzeczywiście parę złotych płacone na rzecz różnych fundacji może bardzo pomóc komuś, kto ma niższą rangę od naszej i pokryć mu np. koszty życia przez miesiąc. My takiej pomocy rzeczowej, finansowej, doświadczaliśmy ponad 20 lat temu. Świadomość rang w aktualnej sytuacji z obiektywnego punktu widzenia pomaga też więc odnaleźć swoje miejsce w tej hierarchii i korzystać świadomie z rang, np. poprzez przeznaczenie kwoty, którą codziennie wydajemy w sklepie spożywczym na pomoc komuś o niższej randze.

Masz świadomość, masz wybór. J.D
.: Świadomość rang pomaga podczas pracy z indywidualnymi trudnościami – jeśli ktoś nie ma świadomości, jaką ma rangę, to nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. Kiedy wiem, co mam, to mogę się tym podzielić, nie muszę się tego kurczowo trzymać, pilnować, by mi ktoś tego nie zabrał. Świadomość rangi wpływa na poczucie wartości, na zadowolenie z życia, na dobrostan psychiczny. Kiedy odnajdę, co mam – a każdy coś ma – to poznam swoje miejsce na ziemi.

Można mieć taką samą rangę w kilku dziedzinach? J.D.
: Niższa ranga w jednej dziedzinie wiąże się zwykle z wyższą rangą w innej. My, mieszkańcy Zachodu, mamy dostęp do bieżącej wody, robimy zakupy w sklepie, a np. ludzie żyjący w Tybecie tego nie mają, posiadają więc dużo niższą rangę społeczną. Mają jednak dużo wyższą rangę duchową, a może też psychologiczną. Cenią życie, widzą jego ogromną wartość, bo żyją na co dzień w ogromnym zagrożeniu, muszą dołożyć starań, by przeżyć – nie są zagubieni, nie zadają pytań: „po co ja żyję?”.

Z kolei rangę psychologiczną zazwyczaj mają osoby o niższej randze społecznej, radzą sobie dobrze w trudnych sytuacjach, stawiają bardziej na relacje, jednoczą się, ponieważ same nie radzą sobie w rzeczywistości, która je otacza. Wysoką rangę psychologiczną mają też ludzie, którzy przetrwali krytyczne sytuacje – taka osoba, gdy straci wszystko, nie załamie się, bo ona już zna sytuację, gdy niczego nie miała albo miała niewiele. I przeżyła, poradziła sobie. A ktoś, kto zawsze miał dom i samochód, będzie się bał kryzysu, końca świata i innych rzeczy, które go nagle z tego stanu posiadania mogą wytrącić. Gdy znam swoją rangę i czuję, kim jestem, jaką mam moc – to mogę się dzielić swoimi przywilejami, wspomagać innych.

Czy wyższa ranga jest zawsze lepsza? J.D.
: Nie chodzi o to, żeby mieć najwyższą rangę w całej okolicy, tylko o to, by się podzielić, jeśli ma się wyższą, i umieć poprosić i przyjąć, gdy ma się niższą. Świadomość niższej rangi nie jest wcale taka zła. Wyższa ranga wiąże się z odpowiedzialnością, a niższa z relaksem, z tym, że to inni mogą zabiegać, decydować. Mogę się komuś poddać, dostać coś, zaufać. To też jest dobre przeżycie – nie mieć w danej sytuacji rangi.

Rangi zaostrzają czy pomagają rozwiązać konflikt? J.D.
: To właśnie ranga, hierarchia jest częściej źródłem konfliktu niż cokolwiek innego. Wyższa ranga wzbudza emocje, takie jak zazdrość, złość, zawiść, niechęć, roszczeniowość, ale też inne – podziw, chęć przypodobania się. Jest to trudne dla osoby, która ma wysoką rangę w środowisku – musi umieć sobie poradzić ze wszystkimi konsekwencjami swojej pozycji. A jeśli nie utożsamia się z nią, to będzie uciekała od odpowiedzialności, nie będzie w stanie sobie z tym radzić. Często związane jest to z poczuciem winy, wychowaniem. Taką ideą, że wszyscy powinni być równi.

M.D.
: Uświadomienie sobie swojej rangi, miejsca, w którym się jest, jest po części kluczem do rozwiązania bardzo wielu konfliktów. Dotyczy to wszelkich obszarów, pracy czy życia rodzinnego – jeżeli ojciec krzyczy na dziecko, nie mając świadomości, że ma ono niższą rangę, to nie atakuje równego sobie, tylko słabszego. Nie zdaje sobie sprawy z poczucia zagrożenia, jakie wywołuje w tym dziecku. Jeśli będzie świadomy różnicy rang, to będzie w stanie adekwatnie ocenić sytuację. Już samo to może prowadzić do częściowego rozwiązania kłopotu. To jest też kwestia zrozumienia drugiej strony, tego, co ona robi. Świadomość rang naprawdę może coś zmienić.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zasada lustra – wyparte części siebie widzimy u innych

Jeśli nie zauważamy jakiejś części naszej psychiki, nie zdajemy sobie sprawy z niej, znajduje się ona poza naszą świadomością, widzimy ją na zewnątrz w innych ludziach. (Fot. iStock)
Jeśli nie zauważamy jakiejś części naszej psychiki, nie zdajemy sobie sprawy z niej, znajduje się ona poza naszą świadomością, widzimy ją na zewnątrz w innych ludziach. (Fot. iStock)
Może ci się wydawać, że jesteś uosobieniem taktu i uprzejmości, a zupełnie nieoczekiwanie dla siebie samej wpychasz się do kolejek w sklepach. Albo żyjesz w przekonaniu, że świetnie radzisz sobie w życiu i zupełnie nie zauważasz, że jesteś wykorzystywana.

W pierwszym przypadku spotykasz ludzi agresywnych i takich, którzy potrafią przepychać się w życiu łokciami. W drugim - masz relacje z tymi, którzy często potrzebują twojej pomocy i skwapliwie z niej korzystają.

Tak działa zasada lustra - to co na zewnątrz nas odzwierciedla to, co w środku

Jeśli nie zauważamy jakiejś części naszej psychiki, nie zdajemy sobie sprawy z niej, znajduje się ona poza naszą świadomością, widzimy ją na zewnątrz w innych ludziach. Ktoś, kto stara się być zawsze korekt w stosunku do bliźnich, jest kompromisowy, negocjacyjny, miły, nie używa tej swojej części, która chce iść przez życie przebojem, wprost a czasem na skróty. Wypiera swoją rywalizacyjność, kłótliwość, chęć postawienia na swoim. I dlatego na przykład wpycha się do kolejek i nieświadomie prowokuje w swoim życiu sytuacje, w których musi rywalizować i udowadniać swoją rację. Im bardziej będzie się wypierał swojej wojowniczej części natury, tym więcej wojowników będzie sobie przyciągał. Różnego rodzaju agresorzy, ludzie szorstcy i bezczelni będą stawać na jego drodze, by obudzić uśpionego w nim kłótnika. Osoba, której z kolei wydaje się że jest małym czołgiem, skupia dookoła siebie tych, którzy próbują „podwieźć” się na jej sile. I może taki czołg rzeczywiście dobrze radzić sobie z przedsiębiorczością, zarabianiem pieniędzy, inicjowaniem działań, ale kompletnie nie umie powiedzieć „nie” komuś, kto chętnie z tej jego siły korzysta, czasem nawet w sposób nieuczciwy. I tak różnego rodzaju nieudacznicy będą próbowali mu powiedzieć, że ma w sobie taką „sierotę”, która jest słaba i daje sobą powodować, ulega manipulacji jak dziecko.

Z czego wynikają takie mechanizmy psychiczne?

Dlaczego trak trudno nam zobaczyć to, co w środku nas, bardzo blisko. Bo kiedyś z jakiegoś powodu wyparliśmy się własnej siły bądź słabości. Została ona skrytykowana, wyśmiana, powstały w tym miejscu bolesne rany. Ludzie z zewnątrz pancerni bardzo lękają się pokazać miękką część siebie, boją się ponownego zranienia. Ale noszą tę miękkość w sobie. To często ogromna wrażliwość, podatność na ciosy. Tak się lękają zostać wykorzystywani, że ludzie z zewnątrz to robią, by im to pokazać. Żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy jacyś, na przykład stalowi, ale otoczenie doskonale wyczuwa tę schowaną część nas. Ona wysyła bardzo konkretne sygnały, jakby krzyczała rozpoznaj mnie, uwolnij mnie. Podobne przyciąga podobne, tak działa fizyka Wszechświata. Siłacz w końcu zdenerwuje się na tych, którzy mają ochotę nieuczciwie skorzystać z jego mocy. Będzie narzekał, wykrzykiwał, zacznie być nieprzyjemny, może nawet wyda im wojnę. Stłumiona energia wybuchnie z wielką mocą, często destrukcyjną. Ucierpieć mogą relacje, może być niefajnie, bo pojawi się poczucie winy. Dlatego, gdy zauważysz, że otacza cię jakiś rodzaj ludzi i wydadzą ci się zupełnie inni niż ty, przyjmij że to właśnie ukryta część siebie do ciebie przemawia. Jeśli ją w sobie zaakceptujesz, po uprzednim wpuszczeniu w świadomości, dlaczego ona skryła się tak głęboko, zewnętrzni przeciwnicy znikną niczym kamfora. Rozpłyną się w niebycie agresorzy, którzy nękali osobę pozornie miłą, kiedy wreszcie odkryje, że ona też lubi powalczyć i pokazać pazurki. Może odkryć, że bywa bezwzględna w ocenie ludzi, wymagająca i oschła, a wszystko pod płaszczykiem uśmiechniętej manipulantki, którą dokładnie widzą inni i odpowiadają tym samym. Żadna energia w człowieku nie ginie, jej toksyczność może tylko zostać uwolniona i przetransformowana na coś dobrego. Pod wypartą agresją może kryć się przydatna zaradność życiowa i zdrowy spryt albo realizm. Zapomniana słabość może zostać przekształcona w artystyczną wrażliwość i umiejętność obdarzania uczuciem.

Często zasada lustra przyciąga do siebie ludzi, którzy tworzą związki

Ona może krzyczeć na swojego mężczyznę: „dlaczego boisz się do mnie zbliżyć?", nie czując że sama w sobie nosi ogromny lęk przed odrzuceniem, który trzyma partnera na dystans. I tak naprawdę w swoim życiu jest pierwszą osobą, która rujnuje związki. On za to może mieć do niej pretensje wykrzykiwane w kłótniach: „Czego ty ode mnie chcesz? Naciskasz na mnie!”, bo sam nie czuje że tak bardzo chce - jej, tego związku, dowodów uczuć. Chce, ale lęk przed bliskością nie pozwala mu się zbliżyć. Boi się pochłonięcia, bo w swojej niepewności i głodzie uczuć sam boi się kogoś pochłonąć. Chuck Spezzano, światowej sławy psycholog i autor książek, twórca metody zwanej psychologią wizji, twierdzi że po obu stronach konfliktu zwykle jest to samo stłumione uczucie: wstydu, lęku, winy, głodu miłości i wiele innych. Według niego właśnie w relacjach jest najwięcej możliwości do rozwoju, w samotności nie odkrylibyśmy tyle na swój temat. Rozwój polega na integracji wszystkiego co w nas jest, cokolwiek by to nie było. Dwoje ludzi ustawionych po obu stronach barykady nosi w sobie to samo. Są do siebie podobni, chociaż wydaje im się, że są zupełnie a nawet biegunowo różni. Głębia oznacza wierzch.

  1. Styl Życia

Joga na stres – krótkie ćwiczenie, które pomoże się odprężyć

W tej pozycji najważniejszy jest układ dłoni, prosty kręgosłup i koncentracja na oddechu. (Fot. iStock)
W tej pozycji najważniejszy jest układ dłoni, prosty kręgosłup i koncentracja na oddechu. (Fot. iStock)
Jak ograniczyć zgubny wpływ stresu na nasze ciało i psychikę? Ćwiczmy i odpoczywajmy – radzi Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini i terapeutka reiki.

Praktyka jogi często kojarzona jest jedynie ze sposobami na uelastycznienie ciała i wyciszenie. Joga kundalini idzie o wiele dalej – pozwala sięgnąć do potężnych sił i zasobów, które w nas drzemią, i wykorzystać je dla własnego dobra. Na przykład do skutecznego radzenia sobie ze stresem.

Stres to silne napięcie spowodowane zachwianiem równowagi w organizmie i umyśle. Doświadczył go niejednokrotnie każdy z nas. Na poziomie ciała stres osłabia naszą odporność, podwyższa poziomu cholesterolu we krwi i przyspiesza proces starzenia się. Na poziomie psychiki powoduje, że stajemy się niecierpliwi, niespokojni. Stres może prowadzić do stanów lękowych, do nerwic i bezsenności. Wiemy, że stres to główna przyczyna chorób, a napięcie mentalne wpływa negatywnie na zdolność przyswajania wiedzy, kreatywne myślenie i pamięć. Wiemy też, że niestety stresujące sytuacje są w nasze życie wpisane. Ważna jest więc umiejętność sterowania naszym ciałem i umysłem tak, aby wpływ stresu ograniczyć.

Powinniśmy przede wszystkim wzmocnić system nerwowy oraz zharmonizować pracę gruczołów. W jodze kundalini wykonujemy w tym celu ćwiczenia, które pobudzają system nerwowy do wysiłku po to, aby następnie pozwolić całemu organizmowi na głębokie odprężenie. To przeplatanie się wysiłku i odpoczynku sprawia, że układ nerwowy wzmacnia się i uodparnia, a my potrafimy zachować spokój nawet w najbardziej napiętych sytuacjach. Nabieramy dystansu do tego, co dzieje się wokół, zwiększa się nasza zdolność do oceny sytuacji w sposób racjonalny, bez nadmiernego emocjonowania się. Mamy też więcej energii, dzięki której potrafimy stawić czoła wyzwaniom.

Gdy już dotrzemy do wewnętrznego źródła energii, nasze życie stanie się lżejsze, bogatsze, osiągniemy radość i harmonię. Możliwe jest wówczas doświadczenie wewnętrznej siły – spokoju i równowagi – dzięki której wiemy, że nic nie jest w stanie na przeszkodzie naszemu szczęściu i spełnieniu. Wszystko, czego potrzebujemy, jest w nas. Stres i niezadowolenie są zaś tylko przejawem tego, że oddaliliśmy się od tego źródła.

Ćwiczenie oddechowe

To znakomita medytacja na stres. Siedzimy z wyprostowanym kręgosłupem (najlepiej w pozycji lotosu lub w siadzie skrzyżnym), barki są rozluźnione. Mocno przyciskamy do siebie palce obu rąk. Kciuki skierowane są w stronę tułowia; oczy zrelaksowane, lekko otwarte – patrzymy na czubek nosa. Wykonujemy wdech przez nos. Wydech składa się zaś z ośmiu krótkich wydechów przez zaokrąglone usta; przy każdym wydechu dynamicznie wciągamy przeponę.

Zaczynamy od trzech minut i powoli wydłużamy czas ćwiczenia do 11 minut. Najlepsze efekty można osiągnąć, praktykując medytację codziennie przez 40 dni.

  1. Psychologia

Prawo przyciągania – jak działa i czym jest w psychologii?

Jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz, nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. (Fot. iStock)
Jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz, nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. (Fot. iStock)
Jesteśmy magnesami. Wciąż przyciągamy to, czego pragniemy. I czego się boimy. Poznając Sztukę Przyzwalania, możemy zyskać większy wpływ na nasze życie. Amerykańscy badacze Prawa Przyciągania – Esther i Jerry Hicks – nie mają wątpliwości: podstawę tego świata stanowi dobre samopoczucie.

Nie czujesz się dobrze? Jesteś spięta, niezadowolona, wciąż czegoś ci brakuje? Oznacza to, że odłączyłaś się od nurtu. Że nie pozwalasz dobremu samopoczuciu, by wniknęło w ciebie. Masz wolną wolę – w każdej chwili dokonujesz wyborów. Oczywiście, nie mówisz: „Chcę być niezadowolona, zmęczona, samotna, chcę mało zarabiać”. Ale wybierasz swoje myśli, uczucia, a świat na nie odpowiada, zgodnie z teorią przyciągania. Co na przykład pomyślałaś przed chwilą?

Prawo przyciągania w trzech krokach

Esther i Jerry Hicks twierdzą z całą stanowczością: jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz (a twoje intencje są czyste), nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. Przyjrzyj się swoim myślom – czy są pełne spokoju, ufności, miłości do siebie, czy może raczej frustracji, zniecierpliwienia, zwątpienia w potęgę przyciągania? Czy naprawdę wierzysz, że dostaniesz to, o co prosisz, czy nerwowo rozglądasz się na boki? Nie można zasiać ziarenka i codziennie rozgrzebywać ziemię, żeby sprawdzać, czy kiełkuje. Trzeba zostawić sprawy swojemu biegowi zaufać, że w swoim czasie nasze pragnienie zostanie spełnione. Nie przeszkadzać. Tak działa przyciąganie myślami.

Hicksowie zapewniają: świat zawsze odpowiada na twoje pragnienia. Procedura ich spełnienia jest prosta. Prosisz – to pierwszy krok. Drugi – wszechświat odpowiada. Ale to nie wystarczy. Niezbędny jest trzeci krok – Hicksowie w swojej książce „Proś, a będzie ci dane” nazywają go Sztuką Przyzwalania, wyjaśniając, jak działa prawo przyciągania. Chodzi o to, żeby dostroić się do tej odpowiedzi, zrobić dla niej miejsce.

Często bardziej skupiamy się na tym, czego nie chcemy, niż czego chcemy. Chciałabyś spotkać wspaniałego mężczyznę – nikt tego nie kwestionuje. Ale sprawdź, na ile twoje myśli są spójne z tym pragnieniem. Bo może wyglądają tak: „Nie chcę dłużej być sama, samotność jest straszna”. Chcesz mieć nowy samochód, ale wciąż myślisz o starym – że już ci się nie podoba, że nie jest tak niezawodny jak kiedyś... Sprawdź, jak przekłada się to na twoje emocje. Prawdopodobnie, gdy jesteś całkowicie skoncentrowana na swoim pragnieniu, czujesz się świetnie – masz wrażenie, że to, do czego aspirujesz, jest na wyciągnięcie ręki. Ale wystarczy chwila zniechęcenia – zaczynasz koncentrować się na braku, samopoczucie drastycznie spada... Nowy samochód odjeżdża. A wraz z nim magia przyciągania.

Twoje życie jest odbiciem twoich dominujących myśli – mówią Hicksowie. Jeśli chcesz się stać odpowiedzialnym twórcą swoich doświadczeń, musisz nauczyć się świadomie nimi kierować – to zagwarantuje skuteczność teorii przyciągania. Wybierać te, które wywołują pozytywne uczucia. W ten sposób przesuwasz swoje centrum przyciągania.

Skala Emocjonalnej Orientacji

By sprawniej się w tym wszystkim poruszać, Hicksowie stworzyli Skalę Emocjonalnej Orientacji, porządkującą stany (od tych najprzyjemniejszych po najbardziej bolesne). Najwyższe miejsce na skali zajmują: Radość, Wiedza, Moc, Miłość, Docenienie. Najniższe – Lęk, Rozpacz, Depresja, Bezsilność. Oczywiście, nie zawsze uczucia da się precyzyjnie określić, ale dobrze jest wiedzieć, w jakim mniej więcej miejscu w danym momencie jesteśmy. Nie oceniać – ani siebie, ani innych. Załóżmy, że ktoś znalazł się na samym dole skali – pogrążony w rozpaczy, depresji, bezwolny. I oto jakaś sytuacja wywołuje w nim złość. Więc wścieka się, co być może nie podoba się otoczeniu. Tymczasem wykonał ważny skok – wyszedł z depresji, zaczął inaczej oddychać, pozwolił, by przepłynęło przez niego więcej energii. Jest teraz bliżej życia!

Esther i Jerry Hicks uczą, jak przemieszczać się na Skali Emocjonalnej Orientacji. Jak wzmocnić swoje centrum przyciągania. Jak po prostu poczuć się lepiej. W „Proś, a będzie ci dane” opisali 22 procesy, które mogą być przydatne w tej pracy. Celem każdego z nich jest praktykowanie Sztuki Przyzwolenia, uwolnienie oporu. Autorzy zalecają, by poruszać się małymi krokami, zawsze określając miejsce, z którego startujemy. Trudno przeskoczyć od lęku do entuzjazmu, od wściekłości do miłości. Ale nawet niewielka poprawa ma dużą wartość w kontekście teorii przyciągania!

Weźmy proces o nazwie Koła Koncentracji. Możesz się do niego odwołać, kiedy znajdujesz się mniej więcej na środku emocjonalnej skali – gdzieś pomiędzy znudzeniem a złością. Hicksowie sugerują, by wykonywać go, gdy odczuwasz negatywne emocje, wywołane jakimś zdarzeniem czy sytuacją. Narysuj na kartce duże koło, potem, w jego środku, mniejsze (ok. 5 centymetrów średnicy). Skoncentruj przez chwilę wzrok na małym kole, po czym zamknij oczy i skup uwagę na tym, co wzbudziło w tobie nieprzyjemne emocje. Ustal, czego nie chcesz. To dobry punkt wyjścia, żeby zdecydować, czego pragniesz. Powiedzmy, że nie chcesz czuć się gruba. Chcesz być szczupła. Rzecz w tym, że te dwa stany wydają ci się na ten moment zbyt odległe, a więc i opór przed spełnieniem się pragnienia może być silny. Hicksowie porównują to do próby wskoczenia na kręcącą się szybko karuzelę – o ile nie zwolni, nie uda się nam na nią dostać. Ćwiczenie polega więc na zwolnieniu obrotów i sięgnięciu po myśl, która pozwoli nam zasiąść na karuzeli, a potem stopniowo ją rozkręcać. Chodzi o to, żeby nie szukać ostatecznych rozwiązań, znaleźć tę jedną wspierającą myśl... W przykładzie Hicksów (tym z nadwagą) brzmi ona: „Inni ludzie mieli podobne problemy i znaleźli skuteczne rozwiązania”. Kiedy utrzymujesz taką myśl w świadomości przez co najmniej 17 sekund, zaczną pojawiać się inne, coraz bardziej krzepiące: „Kupię sobie nowe ubrania, to sprawi mi radość”, „Moje ciało będzie odświeżone”, „Poczuję się bardziej witalna”... Zapisujesz te zdania na obwodzie dużego koła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara (od 12 do 11). Ten proces to nic innego jak stopniowe, ledwo dostrzegalne podnoszenie wibracji – tak, by zestroiły się z twoim pragnieniem. To usuwanie przepaści, jaka często tworzy się między stanem, w jakim w danej chwili jesteś, a tym, do którego dążysz. Przerzucanie między nimi mostu.

Sposoby na lepsze samopoczucie dzięki sile przyciągania

A teraz załóżmy, że twoje samopoczucie plasuje się w górnych rejonach skali – między radością a optymizmem. Ale chcesz poczuć się jeszcze lepiej, wzmocnić relację z jakąś osobą, zabezpieczyć się przed spadkiem nastroju albo po prostu dobrze wykorzystać czas (choćby podczas stania w korku czy kolejce). Jeden z najprostszych procesów, po który można sięgnąć w takiej sytuacji, nazywa się Uznanie. Zacznij obserwować swoje otoczenie, aż dostrzeżesz coś, co ocenisz jako ładne, wartościowe, co wywoła w tobie przyjemne odczucia. Zatrzymaj uwagę na tym obiekcie, doceniając jego wygląd, użyteczność. Powiedzmy, że stoisz w kolejce do okienka pocztowego – rzecz się przedłuża, jesteś poirytowana. A mimo to zauważasz:

  • „Jaki ładny, funkcjonalny budynek”.
  • „To świetnie, że utrzymują go w czystości”.
  • „Podoba mi się spokój urzędniczki”.
  • „Ta kobieta przede mną ma bardzo ładną fryzurę”.
  • „To dziecko tak pięknie się uśmiecha”.
  • „Cieszę się, że moje nogi wytrzymują długie stanie”.

Być może z czasem znajdowanie rzeczy, które budzą twoje uznanie, wejdzie ci w krew. Być może nawet, doświadczając uznania dla kogoś lub czegoś, poczujesz gęsią skórkę... To znakomity sposób, by uwolnić się od oporu przed przyjmowaniem. Jak mówią Hicksowie, za każdym razem, kiedy coś chwalisz, rozpoznajesz to, czego pragniesz. Sygnalizujesz światu poprzez przyciąganie myślami: „Proszę o więcej właśnie tego”.

Inny twórczy proces, wymagający już nieco większego zaangażowania, nosi nazwę Magiczna Szkatułka. Najpierw trzeba wyposażyć się w rzeczoną szkatułkę (niech to będzie pudełko, które ci się podoba), potem umieścić na niej napis: „Cokolwiek znajduje się w tej szkatułce – ISTNIEJE”. Teraz zacznij wypełniać pudełko zdjęciami (z czasopism, katalogów), obrazującymi twoje pragnienia. Meble, ubrania, pojazdy, pomieszczenia, miejsca, ludzie... Za każdym razem, gdy będziesz wkładała do szkatułki nowe zdjęcie, wypowiadaj zapisane na niej zdanie. Te obrazki to twoje podpowiedzi dla wszechświata. To tak jakbyś uchylając wieczko szkatułki, by umieścić w niej różne skarby, otwierała drzwi tym wszystkim rzeczom.

Dwa pozostałe procesy przeznaczone są dla tych, którzy lubią pracować na piśmie. Pierwszy to Twórczy Warsztat. Potrzebne będą cztery kartki papieru. Na każdej z nich umieść jeden z nagłówków: Moje ciało, Mój dom, Moje relacje, Moja praca. A teraz zapisz – bez wymuszania – czego pragniesz dla każdego z tych obszarów życia. Najważniejsze rzeczy, np.:

  • „Chcę wzmocnić mięśnie”.
  • „Chcę zrobić remont”.
  • „Chcę kupić nowe meble”.
  • „Chcę spędzać więcej czasu z dziećmi”.
  • „Chcę wyjechać z mężem na wakacje”.

To nie koniec. Wypisz teraz powody, dla których chcesz to wszystko dostać. Na przykład na kartce poświęconej pracy może się pojawić zdanie: „Chcę zarobić więcej pieniędzy…

  • ponieważ zamierzam przeprowadzić się do centrum miasta”.
  • ponieważ chciałabym więcej podróżować”.
  • ponieważ chcę się zapisać na kurs hiszpańskiego”.

Ten proces pomaga nazwać po imieniu pragnienia, doprecyzować, co zamierzasz przyciągnąć. Ukierunkować energię na przyciąganie myślami tego, do czego dążymy. Uzasadnienie, dlaczego czegoś chcesz, pozwala zwiększyć siłę myśli i zmniejszyć opór. Zamiast wdawać się w rozważania, kiedy coś do ciebie przyjdzie, w jaki sposób i czy to w ogóle możliwe – koncentrujesz się na korzyściach, jakie z tego będziesz miała. Dla skuteczności działania zaleca się wykonywanie tego procesu raz w tygodniu przez miesiąc, a później raz w miesiącu.

I jeszcze Księga Pozytywnych Aspektów. Przyda się notes. Zapisz w nim czyjeś imię – przyjaciela, zwierzęcia, miejsca... Chodzi o osoby, stworzenia czy rzeczy, które wywołują w tobie pozytywne uczucia. A teraz odpowiedz na pytania: Co w tobie lubię? Dlaczego cię kocham? Jakie są twoje największe zalety? Pisz tak długo, jak długo będą się pojawiać odpowiedzi, po czym wszystko przeczytaj. Może przejdziesz do kolejnego imienia? A może zapragniesz zapełniać swoją księgę regularnie? Poszukiwanie pozytywnych aspektów sprawia, że znajdujesz ich w codziennym życiu coraz więcej – zapewniają Hicksowie.

Takich ćwiczeń na skuteczne proszenie i przyciąganie myślami proponują znacznie więcej. Jak sugerują autorzy „Proś, a będzie ci dane” – dobrze jest korzystać z tych procesów z otwartością, dystansem... Bo chodzi o to, żeby dobrze się bawić, tworząc własne życie z wykorzystaniem teorii przyciągania.

  1. Psychologia

Demony przeszłości pozbawiają cię energii? Sprawdź, jak odkryć w sobie wewnętrzną moc

Historie z przeszłości pętają nas niewidzialną linią. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, uruchamiają scenariusz wina-krzywda i pozbawiają nas energii. Aby raz na zawsze się z nimi rozprawić, należy odkryć w sobie wewnętrzną moc. (Fot. iStock)
Historie z przeszłości pętają nas niewidzialną linią. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, uruchamiają scenariusz wina-krzywda i pozbawiają nas energii. Aby raz na zawsze się z nimi rozprawić, należy odkryć w sobie wewnętrzną moc. (Fot. iStock)
Nogi jak z waty, brak energii, uwięzły w gardle głos... Kto lubi tak się czuć? A jednak to dar od ciała, które, skarżąc się na brak oparcia, skłania nas do odkrycia wewnętrznej mocy – pisze psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Każda z nas nosi w sobie wiele historii o krzywdzie: nadopiekuńcza matka, nieobecny ojciec, nieczuła babcia, nielojalna przyjaciółka, partner, który porzucił… Wtedy jakoś dałyśmy sobie radę, przeżyłyśmy, podniosłyśmy się z kolan, choć wydawało się, że gorzej już być nie może. Jednak te historie z przeszłości nadal pętają nas niewidzialną liną. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, zupełnie jakby ktoś nagle pociągnął za sznur, i uruchamiają scenariusz wina-krzywda, który ujawnia się w stwierdzeniach: „Byłam wyjątkowo niegrzecznym dzieckiem”, „Mój ojciec chciał syna” czy „Znów wybrałam niewłaściwego mężczyznę”. Powroty do przeszłości, w której przecież nic już się nie da zmienić, naprawić – pozbawiają nas energii, a złudna nadzieja, że w dorosłym życiu ktoś da nam to, czego nie dali rodzice, odbiera moc.

Moc przychodzi z niemocy

„Chcę ruszyć do przodu, ale coś mnie zatrzymuje”... „nogi mam jak z waty, brakuje mi energii”... „ostatnio często tracę głos” – to kłopoty, z którymi przychodzą do mnie silne kobiety. Silne, bo w świecie zewnętrznym nie ma na nie mocnych, udaje im się wszystko załatwić, zorganizować, zaplanować, dopilnować. Silne, bo wiedzą, czego potrzebują: „Muszę tylko przepracować dzieciństwo”, „muszę zamknąć ostatni toksyczny związek”, „jestem DDA i dlatego nie mogę stanąć na własnych nogach”. Jak Marta, z którą miałam sesję w zeszłym tygodniu.

– Byłam molestowana seksualnie przez ojczyma – wyznała na samym początku spotkania. – Muszę to wreszcie załatwić. Jak długo można rozpamiętywać przeszłość?! – Ile miałaś lat? – Siedem… to się stało w dzień moich urodzin. Wierzysz mi?

Jasne, że wierzyłam.

Marta kilka razy rozpoczynała terapię. Przerywała, kiedy zbliżał się temat ojczyma, bo nie była gotowa się z nim zmierzyć. Twierdzi, że teraz już jest. – Nie jesteś. Bo wspomnienie przeszłości ciągle wrzuca cię w rolę krzywdzonego dziecka – stopuję ją. – To co mam zrobić? – Wstań z krzesła, stań mocno na ziemi, lekko ugnij kolana, zamknij oczy i poczuj moc swoich ud, bioder, brzucha.

Marta ma mocny brzuch i silne uda, bo od dziecka ćwiczyła lekkoatletykę. Zosia, pacjentka, która zgłosiła się w sprawie „niemocy” po przemocowym związku, nie cierpi swojego brzucha. Jej partner powtarzał, że „spasła się jak świnia”, kilka razy uderzył ją w brzuch, który po ciążach sama nazywa „sflaczałym”.

– Najgorszy był ostatni poród. Dziecko było duże i dwóch lekarzy dosłownie rzuciło mi się na brzuch. Od tamtej pory niewiele czuję od pępka w dół – opowiada.

Biedne te nasze brzuchy, biodra, uda. Bywa, że wiele muszą znosić, ale… „Nasze ciała są jak ziemia, która ma swój krajobraz zmieniający się pod wpływem zabudowywania, parcelowania, kopania i burzenia” – tłumaczy Clarissa Pinkola Estés w „Biegnącej z wilkami”. W historii o Kobiecie Motylu rytualny taniec, na którego pokaz ściągają do Meksyku podróżni z całego świata, wykonuje stara, gruba kobieta. Ma wielki brzuch, cienkie nogi, ciało naznaczone bliznami i rozstępami, szerokie biodra.

„Biodra są szerokie nie bez powodu – w nich mieści się miękko wyścielona kołyska dla nowego życia. Biodra kobiety są dźwignią dla ciała znajdującego się nad i pod nim; są bramą, miękką poduszką, podstawą miłości, schronieniem dla dzieci. Nogi muszą być silne, bo mają dobrze nieść, czasem popędzać, dźwigać w górę, są anillo – obręczą obejmującą kochanków. Natura chce, by ciało czuło, by miało kontakt z przyjemnością, sercem, duszą, dzikością” – wyjaśnia Estés.

Era kobiet bez brzucha

– Och, w naszych brzuchach jest tak wiele: ogień, seksualność, twórczość, energia życia – tłumaczy Ania Rogowska, psycholożka, terapeutka pracująca z ciałem, kobieta zwołująca kręgi, współzałożycielka Szkoły Wrażliwości. – A moc? – Jest moc, ale niekoniecznie rozumiana jako coś mocnego, bywa, że w brzuchu jest coś bardzo delikatnego, wrażliwego, można powiedzieć, że taka mała dziewczynka. Kobiecie trudno jest się spotkać z czymś tak delikatnym. Jedna moja pacjentka odkryła w swoim brzuchu ogień, który miał różne aspekty: był zimny, ale też gorący. Wystarczyło go poznać, zaufać mu, by łatwiej wyrażać siebie.

Zdaniem Ani kobieca moc nie zawsze musi być intensywna, dzika, dynamiczna. Jeśli jest subtelna, czuła – uczy wrażliwości i delikatności wobec siebie. Czucie siebie w ten sposób sprawia, że już nie można się zgadzać na wszystko czy wyrządzać sobie krzywd.

Ania mówi, że żyjemy w kulturze kobiet bez brzucha; „nie wypinaj się”, „wciągnij brzuch”, a przecież brzuch nawet bardzo szczupłej kobiety jest lekko wypukły. Chyba że kobieta żyje na wdechu, np. z lęku, że wypuszczenie powietrza oznacza deformację figury. Życie „na wciągniętym brzuchu” sprawia że nogi są słabe: drżące uda, sztywne kolana, niestabilne kostki. Kulisz się: szyję chowasz w ramiona, zamykasz klatkę piersiową, ręce nie mają odwagi ani sięgać, ani wyznaczać granic. Głos ci drży, każde „nie’’ więźnie w gardle. W twoim ciele „bez brzucha” nie ma mocy. Bez niej nie ruszysz do przodu, bo przeszłość będzie ściągać cię do tyłu. Bez niej nie rozliczysz się z przeszłością, bo będąc w tamtej roli – krzywdzonego dziecka czy krzywdzonej kobiety – nie zrobisz nic więcej, niż zrobiłaś wtedy.

Kiedy puścisz brzuch, poczujesz swoją moc, dogrzebiesz się i do ognia, i do wrażliwości, i do traum małej dziewczynki, która w przeszłości nie mogła się obronić, bo była dzieckiem.

Ja chcę czuć

– Niedawno przyszła do mnie kobieta, która nie mogła wyrazić samej siebie, nie czuła siebie – opowiada Ania Rogowska. – Okazało się, że blokada była właśnie w brzuchu. To był ogień, którego się bała. Po tym odkryciu kobieta zaczęła malować.

Zdaniem terapeutki pierwszym krokiem w procesie odkrywania mocy w brzuchu jest decyzja, że „ja chcę czuć”. To postanowienie, którego już nie da się odwrócić czy zignorować. Drugi krok to ciekawość, która daje odwagę do wyruszenia na spotkanie z brzuchem. Kolejny to wchodzenie w głąb, poczucie siebie od środka i słuchanie tego. To uczy zaufania. Brzuch staje się wtedy czułym narzędziem do nawigowania i portalem do kontaktowania się z różnymi siłami.

– A co z lękiem? – pytam, wspominając te wszystkie dzielne i silne kobiety, które spotkałam na swojej drodze.

Aneta, pilotka samolotu, w wieku 35 lat przestała miesiączkować, a kiedy poprosiłam, żeby położyła dłoń na brzuchu, wybiegła z gabinetu, szlochając. Mirka od 13. roku życia cierpiała na zaburzenia odżywiania, w trakcie sesji oddechowej puściła brzuch, a kiedy jej ciało zaczęło drżeć, powiedziała, że się boi, bo nie wie, co się z nią dzieje.

– Lęk przed schodzeniem w głąb brzucha jest naszym sprzymierzeńcem, ponieważ wymaga niezwykłej uważności na to, czy ja naprawdę mogę już tam wejść, czy jestem gotowa – tłumaczy psycholożka. – Podpowiada, jakie powinny być spełnione warunki: bardzo bezpieczna przestrzeń, odpowiedni czas, wolne tempo. Nie można tego procesu popędzać, a przecież żyjemy w czasach, gdzie wszystko ma być szybciej.

Odkrycie kobiecej mocy wymaga odwagi dotknięcia tego, co boli, i czucia. Czasami łatwiej jest czuć to, co było kiedyś, a nie to, co jest teraz. Dlatego tak bardzo wrzuca nas w role z przeszłości. Bezpieczniej jest czuć rodowe cierpienia niż „tu i teraz”. Trudno jest przytrzymać się w tym: położyć się i czuć, nie robić nic, tylko być.

–Nie pomogą ci w tym żadne superwarsztaty, supermetody terapeutyczne czy superterapeuci, jeśli nie odkryjesz swojego świadomego „chcę”, nie poczujesz gotowości, granic, które możesz przekroczyć, tajemnic, które możesz ujawnić – tłumaczy Ania.

W kontakcie z brzuchem - ćwiczenie

  • Połóż jedną dłoń na brzuchu, a drugą na sercu.
  • Poczuj, czy to już ten czas, żeby posłuchać, co w tobie tu i teraz.
  • Pamiętaj, jeżeli nie będzie w tobie gotowości, żadna metoda nie pozwoli ci skontaktować się z prawdziwą mocą.
  • Jeśli naprawdę chcesz, brzuch cię poprowadzi; nie spiesz się, bądź uważna, delikatna, rób to z miłością.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; www.terapiavia.com.

Zapraszamy do dzielenia się swoimi opowieściami o budzeniu mocy. Czekamy na listy od kobiet, które odkryły swoje własne metody pracy z mocą, również te, które pracują w tym temacie z innymi kobietami. Piszcie na adres sens@grupazwierciadlo.pl.

  1. Psychologia

- Nigdy nie jest za późno, by odbić się od dna - twierdzi mniszka buddyjska Pema Chödrön

- Sens naszych poczynań rozpoznajemy dopiero wtedy, gdy tracimy grunt pod nogami - twierdzi Pema Chödrön. (Fot. iStock)
- Sens naszych poczynań rozpoznajemy dopiero wtedy, gdy tracimy grunt pod nogami - twierdzi Pema Chödrön. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nie umiemy sobie radzić z trudnymi doświadczeniami. Szukamy rozwiązań i strategii, by były mniej bolesne lub w ogóle nam się nie zdarzały. Tylko czy tak się da? Mniszka buddyjska Pema Chödrön przekonuje, że zanim zaczniemy uciekać od cierpienia, lepiej sprawdzić, co ma nam ono do zaoferowania. Najgorszy moment w jej życiu – odejście męża – okazał się bowiem najlepszym.

Ponoć życie jest po to, żeby żyć. Tyle że nie wszystko, co jest do przeżycia, nam się podoba. Chcielibyśmy wybierać nasze doświadczenia: zależy nam na poczuciu bezpieczeństwa, sprawczości. A tu nagle przychodzi cierpienie. I co wtedy? Można stawiać opór, zrobić unik, oddalić się na chwilę od tego, co boli – rozpraszając uwagę, zmieniając stan świadomości... Ale tak naprawdę nie ma dokąd uciekać. Przecież nie uciekniesz przed samym sobą! Trudne doświadczenia konfrontują z trudnymi częściami nas samych. Może lepiej więc zostać, dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi? Spotkać się ze sobą i z życiem. Notabene – według tych, co się przebudzili – między jednym a drugim nie ma oddzielenia...

Wielcy i mali

Pema Chödrön (wym. Cziedryn) jest buddyjską mniszką, ale dobrze zna też życie w zachodniej cywilizacji, w związku partnerskim. Jest Amerykanką. Była żoną. Jej cierpienie zaczęło się wczesną wiosną... „Stałam właśnie przed naszym pięknym domem i popijałam herbatę” – wspomina. „Słyszałam, jak podjechał samochód i trzasnęły drzwi. Mój mąż wyłonił się zza domu i bez żadnych wstępów oznajmił, że związał się z kimś innym i chce się ze mną rozwieść. Pamiętam niebo, było ogromne. Pamiętam szum rzeki i parę unoszącą się nad filiżanką. Nie istniał czas, przestałam myśleć, nie było niczego – tylko światło i głęboka, nieruchoma cisza. Nagle się ocknęłam, podniosłam kamień i rzuciłam w męża”. To właśnie po tym doświadczeniu przyszło zainteresowanie buddyzmem. Pema Chödrön nie ma wątpliwości, że zwróciła się w tę stronę za sprawą męża i złości na niego. Straciła poczucie bezpieczeństwa, chciała je za wszelką cenę odbudować... „Na szczęście nigdy mi się to nie udało” – stwierdza. „Instynktownie czułam, że unicestwienie mojej dawnej osobowości – kurczowo czegoś lub kogoś uczepionej, zależnej – to jedyna droga”.

Dziś uważa, że były mąż ocalił jej życie. Że sens naszych poczynań rozpoznajemy dopiero wtedy, gdy tracimy grunt pod nogami. „Możemy wykorzystać tę sytuację na dwa sposoby: żeby się przebudzić albo żeby zapaść w głęboki sen”. Ona wybrała pierwszą opcję, a na jej ścianie zawisła wtedy karteczka ze słowami: „Jedynie ulegając zniszczeniu, możemy znaleźć to, co w nas niezniszczalne”. Czy to nawoływanie do cierpiętnictwa, masochizmu? Raczej do realizmu. Do odstąpienia od pomysłu, któremu wielu z nas uparcie hołduje: że można oddzielić przyjemność od bólu, uniknąć tego drugiego. „Cierpienie to grunt, na którym rozwija się zrozumienie dla innych” – tłumaczy Chödrön. „Można się więc cieszyć zarówno radosną inspiracją, jak i nieszczęściem. Możemy być wielcy i zarazem mali”.

Zgoda na wszystko

W książce „Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu” Pema Chödrön sporo miejsca poświęca lękowi. Bo czy to nie jego boimy się najbardziej? Ileż energii wkładamy w to, żeby go zdusić, oddalić, nie czuć. Kontrola, perfekcjonizm, racjonalizacja, złość, rozrywki, używki, a nawet szukanie relaksu to sposoby, żeby pokonać strach, udawać, że go nie ma. A gdyby tak po prostu spotkać się z nim? „Lęk jest powszechnym doświadczeniem, doznają go nawet najmniejsze istoty” – pisze Chödrön. I podaje przykład morskich stworzonek, które można znaleźć na brzegu po odpływie i które kurczą się instynktownie pod dotknięciem ludzkich palców. Według niej lęk jest naturalną reakcją człowieka, gdy zbliża się do prawdy. Cóż, prawda bywa bardzo niebezpieczna. „Jeśli jednak mimo poczucia zagrożenia postanowimy pozostać dokładnie tu, gdzie jesteśmy, nasze doświadczenie stanie się bardziej żywe” – zapewnia. „Bo wszystkie doznania stają się bardzo intensywne, kiedy nie ma dokąd uciec”.

Lęk konfrontuje nas z czymś, co wyparliśmy, wyrzuciliśmy (a raczej próbowaliśmy wyrzucić) z naszego życia. W tym sensie jest wielkim darem – szansą na odzyskanie ważnej części siebie. Nie oznacza to, oczywiście, że oswajając go rozwiążemy nasze problemy. „To raczej metoda prowadząca do całkowitej zmiany starych nawyków patrzenia, słuchania, wąchania, smakowania i myślenia” – tłumaczy Chödrön. Jej podejście jest dość radykalne: problemów nie da się ostatecznie rozwiązać. „Raz jest dobrze, chwilę później nasz świat się rozpada. Potem znów jest dobrze, i znów wszystko się wali. Uzdrowienie płynie ze zgody na taki stan rzeczy – ze zgody na upływ czasu, na cierpienie, ale także na poczucie ulgi, na radość i na żal”. Nie możemy przewidzieć, jaką jakość będzie miało kolejne doświadczenie – czy da nam przyjemność, satysfakcję, czy wręcz przeciwnie. Czy jesteś gotów na tę niewiedzę? Godzisz się na nią?

Poczuj tętno życia

Zdaniem Pemy Chödrön najlepszym nauczycielem jest obecna chwila. Daje ona możliwość wchodzenia w kolejne doświadczenia, obserwowania w nich siebie. Co się dzieje? Jak reaguję? Gdzie utknąłem? Chödrön sugeruje, że uważność prowadzi nas do uczucia jedności z tym, czego doświadczamy. Do przekroczenia oddzielenia. „Wiara w trwałe i oddzielne JA, ciągłe poszukiwanie przyjemności i unikanie bólu, obarczanie innych odpowiedzialnością za nasze cierpienie – z wszystkiego tego musimy całkowicie zrezygnować” – przekonuje. „Musimy porzucić nadzieję, że w ten sposób uzyskamy zadowolenie. Cierpienie zmniejsza się dopiero wtedy, gdy podajemy w wątpliwość to, że w ogóle istnieje miejsce, w którym moglibyśmy się ukryć”.

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak by to było żyć bez nadziei na tzw. lepsze czasy? Przerażające, prawda? A może jednak wyzwalające? Wciąż przecież próbujesz nad czymś zapanować – sprawić, by życie toczyło się po twojemu. A rezultat? „Chwytamy się nadziei, a ta okrada nas z chwili obecnej” – zauważa Chödrön. I proponuje, żebyśmy przyznali się przed sobą, że czasem (może właśnie teraz?) czujemy się jak łajno. „Tak przejawia się współczucie” – zapewnia. „Tak przejawia się odwaga. Trzeba powąchać to łajno, dotknąć je, zbadać jego strukturę, barwę i kształt”. Prawdopodobnie poczujesz się w tym bezbronny, całkiem odsłonięty. Według Pemy Chödrön to niezwykle ważne miejsce – możesz odczuwać w nim bezpośrednio tętno życia.

Być może wciąż tęsknisz za idealnym światem, ale czy naprawdę chciałbyś w takim żyć? Z punktu widzenia oświeconej istoty to przecież śmierć! „Pędzimy przez życie zaabsorbowani szukaniem coraz piękniejszych widoków, coraz doskonalszych brzmień czy bardziej wzniosłego stanu umysłu, nieświadomi, że wystarczy zatrzymać się w środku tego chaosu i rozejrzeć wokół” – podkreśla Chödrön. „Ujrzymy wtedy, że stoimy w centrum świętej mandali. Wijemy się jak robaczek przybity szpilką do środka tarczy, nie zdając sobie sprawy z tego, że choć jesteśmy w kropce, to trafiliśmy w dziesiątkę”.

Zostaw lukę

Czy, będąc w kropce, znajdziemy otwartość, by w niej choć chwilę pozostać, przestać się szarpać? Oto pytanie. Oto wyzwanie! Jak to zrobić? Pozostań uważny – prosi Chödrön – i powstrzymaj się od nawykowych reakcji. Mniszka nazywa to rezygnacją z chęci bezzwłocznego zapełniania przestrzeni tylko dlatego, że pojawiła się w niej luka. Załóżmy, że odczuwasz pragnienie. Albo smutek lub opuszczenie. Reagujesz natychmiast, idziesz za tym, coś z tym robisz, zmieniasz. Ale między chwilą, w której pojawia się dane uczucie, a działaniem, jakie w związku z nim podejmujesz, jest coś, przez co się prześlizgujesz, przeskakujesz. Czego nie chcesz doświadczyć. „U podstaw naszego zwyczajnego życia, gadaniny, wszystkich działań i myśli tkwi fundamentalny brak poczucia oparcia” – mówi Chödrön. „Doświadczamy go jako niepokoju i nerwowości. Odczuwamy go jako lęk. Ten brak oparcia jest przyczyną pożądania, agresji, niewiedzy, zazdrości i dumy – mimo usiłowań nigdy jednak nie docieramy do jego istoty”.

Kiedy dostrzegamy nasze uniki wobec rzeczywistości, kiedy powstrzymujemy nawykowe, impulsywne reakcje, możemy poznać naturę lęku. Zadomowić się w poczuciu bezbronności. Jeśli będziemy ratować się przed nim ucieczką, rozpraszać uwagę, nigdy się nie odprężymy – ostrzega mniszka. Powstrzymywanie się przed reakcją oznacza dla niej zaprzyjaźnianie się ze sobą na najgłębszym możliwym poziomie. Wchodzenie w kontakt z tym, co przejawia się jako niepokój, kontrola, manipulacja, podczas gdy wewnątrz jest czymś bardzo miękkim i delikatnym.

Być może dobrym wprowadzeniem do takiego kontaktu będzie medytacja, łącząca uważność i praktykę powstrzymywania się. Uświadom sobie ruchy, jakie wykonuje twoje ciało, kiedy jest mu niewygodnie. Prawdopodobnie pod wpływem fizycznego dyskomfortu wykonujesz szereg poruszeń, żeby poczuć się lepiej. A gdyby tak zostać przez moment w tym uczuciu niewygody, poeksplorować je trochę? Niczego nie zmieniać? Ale też nie krytykować swoich impulsów. Po prostu być świadomym tego, jakie działania chcesz podjąć – albo podejmujesz – w takich sytuacjach.

Uważność pomaga zobaczyć pewne rzeczy, emocje u źródeł – w chwili, gdy powstają. Powstrzymanie się przed odruchowymi działaniami daje efekt stopklatki – pozwala wniknąć w istotę sprawy i uniknąć reakcji łańcuchowych czy rozrośnięcia się problemu. To może być bardzo transformujące doświadczenie.