1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. „Zacznę wszystko od nowa!” - Gdy chęć zmiany jest tylko ucieczką...

„Zacznę wszystko od nowa!” - Gdy chęć zmiany jest tylko ucieczką...

Jeśli nowe ma być progresem, a nie regresem, musisz wejść w nie z rozliczonym osobistym posagiem, z pełną świadomością, co chcesz w sobie zmienić (fot. iStock)
Jeśli nowe ma być progresem, a nie regresem, musisz wejść w nie z rozliczonym osobistym posagiem, z pełną świadomością, co chcesz w sobie zmienić (fot. iStock)
Kiedy tęsknota za nowym jest ucieczką od problemów, starych błędów i siebie? Wtedy właśnie, gdy czujemy, że chcemy zmienić wszystko. Bo to znaczy, że nie chcemy zmienić niczego. Zobacz, jak nie wpaść w pułapkę wiecznego zaczynania od nowa.

Kiedy słyszę: „Nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa”, przypomina mi się mój mały wnuk, który, jak każde dziecko, nie umie przegrywać. Gdy kolejny raz ma w ręku Czarnego Piotrusia, rzuca karty i woła: „To się nie liczy, gramy od początku”.

„To się nie liczy”, „Nieważne, co było”, „Wymazujemy przeszłość” – każdy z nas czasami odczuwa taką pokusę. Chcemy wierzyć, że w dorosłym życiu także uda nam się wymazać stare błędy, wytrzeć gumką myszką porażki, zapomnieć o niepowodzeniach. Zacząć od nowa, z czystą kartą. Ja to pragnienie rozumiem, przestrzegam tylko przed wpadnięciem w pułapkę kompulsywnego resetowania starej wersji życia.

Życie na próbę

Przeciętny ośmiolatek co tydzień ma nową pasję: najpierw pływanie, potem konie, tenis, rower… Do dziś psychologowie rozwojowi nie są zgodni w kwestii, czy pozwalać na to, czy zabraniać. Zwolennicy uważają, że próbując, dziecko ma szansę lepiej poznać siebie, swoje talenty, predyspozycje. Obawiam się, że to próbowanie życia to jakaś epidemia. Ostatnio do mojego gabinetu trafia coraz więcej 30-, 40-latków, którzy ciągle są na etapie prób i błędów, i to w bardzo istotnych obszarach swojego życia. Jak Iza, 33 lata i 7 prac na koncie. – Będę zmieniać pracę dotąd, aż trafię na zajęcie mojego życia – mówi podczas pierwszej wizyty. Cel szczytny, ale… Iza wcale nie szuka pracy szytej na miarę, tylko dobrego szefa – ojca, bo swojego biologicznego nie zna, a żaden dotychczasowy szef nie był wystarczająco wspierający, motywujący i dbający.

Co roku w styczniu, w lutym, a nawet jeszcze w marcu pojawiają się u mnie pacjenci chcący pracować nad swoimi noworocznymi postanowieniami, które z roku na rok są coraz bardziej globalne: „Chcę zmienić wszystko w moim życiu”, a to „wszystko” to m.in. schudnięcie 30 kg, rzucenie palenia, zmiana pracy i partnera, zerwanie relacji z rodzicami… i to najlepiej wszystko naraz. Trafiają też do mnie tacy, którzy od progu mówią: „Słyszałam, że pani nie grzebie się w przeszłości. To mi pasuje. Poprzedni terapeuci ciągle wypytywali mnie o mamusię i tatusia, a je zerwałam z przeszłością i chcę zacząć wszystko od nowa. Dziś jestem zupełnie kimś innym”. Świetnie – mówię wtedy. Jeśli masz pełną świadomość tego, kim jesteś, jaki jest twój mit życiowy, masz rozliczoną i zamkniętą przeszłość i wiesz, co chcesz zrobić ze swoim życiem – będziemy pracować nad tym, co tu i teraz. Jeśli trafnie oceniasz swoje możliwości i czujesz, że jesteś gotowa do zmiany – to doskonale. Ale by zmiana była naprawdę zaczęciem wszystkiego od nowa, a nie jedynie ucieczką od starego, musisz wiedzieć, kto chce się zmienić, kto chce zacząć jeszcze raz. Nawet jednak wtedy nowe nie kasuje starego, nie wymazuje twoich genów, nie zmienia temperamentu, nie zwalnia cię z konsekwencji popełnionych błędów. Jeśli nowe ma być progresem, a nie regresem, musisz wejść w nie z rozliczonym osobistym posagiem, z pełną świadomością, co chcesz w sobie zmienić. Nowe bez bilansu starego bardzo szybko zacznie przypominać stare.

Pokolenie fast

„Czy jesteś gotowa do zmiany całego swojego życia?” – to jedno z ważniejszych pytań podczas rozmów kwalifikacyjnych. Chcesz być na topie, nie wypaść z obiegu – odetnij swoje korzenie, bądź jak wirtualna roślina, która wszędzie się przyjmie, na chwilę, a potem zobaczymy co dalej. Konsekwencje? Powszechnie panujący lęk przed bliskością, nieumiejętność budowania i podtrzymywania więzi. I przede wszystkim potworny stres, bo zaczynanie wszystkiego od nowa to dla organizmu konieczność ogromnej mobilizacji i wydatkowania energii, którą trudno rozładować, będąc w ciągłym biegu i czujności, czy za chwilę znowu nie trzeba będzie powtórzyć tego od początku.

Ilona ma wspaniałą pracę, nowoczesne mieszkanie i cudowną rodzinę. Pół roku temu jej mąż stracił zatrudnienie. Choć ma bardzo wysokie kwalifikacje, od miesięcy nie może znaleźć pracy na porównywalnym poziomie. Tydzień temu poinformował rodzinę, że wyjeżdżają z Polski, bo nie ma zamiaru tyrać za grosze. „Zaczniemy wszystko od początku gdzieś, gdzie ludzi nie traktuje się jak wyrobników” – powiedział Ilonie. – A co z twoją pracą, szkołami dzieci, przyjaciółmi, no i starzejącymi się rodzicami? – zapytałam. – Nie będę się teraz nad tym zastanawiać – odpowiedziała. – Takie jest życie, zmiany są jego nieodłącznym elementem. Cały świat emigruje za pracą.

Nowa praca, nowy związek, nowi przyjaciele, kolejna przeprowadzka do nowego mieszkania – proszę bardzo. A wszystko w zawrotnym tempie, żeby zdążyć, nie przegapić szansy życia. To nic, że bez namysłu, bez refleksji, czasami na wariackich papierach, byle do przodu, byle nie wypaść z rynku, nie dać się wyprzedzić.

Wszystko dookoła zmienia się jak w kalejdoskopie, a wewnętrzna odporność na zmiany została okrzyknięta największym gwarantem sukcesu.

Progres czy regres?

Niektórzy twierdzą, że jeśli w naszym życiu pojawia się propozycja nowego, to oznacza postęp, no i naszą gotowość do zmian. Jednak całkiem często zdarza się, że diabeł kusi nas w chwilach słabości, utknięcia w martwym punkcie. Pojawia się oferta nowej pracy, a ty… No cóż, nie myślałaś o zmianie miejsca zatrudnienia, ale ostatnio nie jesteś w najlepszej formie, brakuje ci energii, wszystko cię nudzi, czujesz się ogólnie zniechęcona – jednym słowem drobny kryzys. A tu taka propozycja – grzech nie skorzystać. Myślisz: a może tego mi właśnie potrzeba? Po co naprawiać stare, skoro pojawia się nowe?

Poczucie braku spełnienia i sensu życia rodzi pokusę, by zacząć wszystko od nowa. Łudzisz się, że trzeba koniecznie zmienić otoczenie, żeby życie zmieniło się na bardziej ekscytujące, rozwijające, odkrywcze. Czujesz, że zmiana zawsze oznacza jakiś progres, powiew świeżości, daje nową energię. Zgoda, to działa, dopóki nie straci statusu nowości. Ale zaczynanie od nowa, bez refleksji nad tym, co masz tu i teraz, oraz domknięcia przeszłości jest jak kupno nowych butów w starym (za małym) rozmiarze. Stare cię cisnęły, ale ty wierzysz, że nowe, przez sam fakt nowości, na pewno będą w sam raz.

Życie według scenariusza fast nakłania nas do szybkich zmian, ale te zmiany mają drugie, niezbyt chlubne dno. Młodych odciążają z poczucia odpowiedzialności: „Pobierzmy się, a jak nam się nie uda, to się najwyżej rozwiedziemy”. Starszym dają iluzję pozbycia się lęku przed śmiercią: „Dopóki mogę zacząć wszystko od początku, starość i śmierć mnie nie dotyczy”. Pokusa zaczynania wszystkiego od nowa w dowolnym momencie życia to często ucieczka od problemów, popełnianych błędów (stale tych samych) i od uczuć, czyli od samego siebie.

Zacznij od zmiany nawyków

Przyjrzyj się niemowlęciu, które leży na podłodze i próbuje sięgnąć po grzechotkę. Jest maksymalnie skupione, ale nie usztywnione w ruchach, konsekwentne, cierpliwe, gotowe do wielu prób. Gdy przyjrzysz się uważnie, odkryjesz dzięki niemu, że po grzechotkę można sięgnąć na bardzo wiele sposobów. To właśnie ten moment rozwojowy, kiedy spontanicznie, kierowani ciekawością, próbujemy życia. Obserwacja niemowlęcia jest bazą do metody Feldenkraisa, czyli poszerzania świadomości własnego ciała. Główną tezą metody jest: „Rób to samo inaczej i w konsekwencji odkryj najlepszą wersję siebie”.

Na początku może to brzmieć skomplikowanie. Chodzi o to, by wyjść ze swoich nawyków. Zamiast zaczynać stale od nowa całe swoje życie, prościej i bardziej bezpiecznie jest zacząć od zmiany drobiazgów: przez tydzień myć zęby inną ręką niż zwykle albo wracać z pracy do domu każdego dnia nową drogą, a po tygodniu wybrać tę, która najbardziej ci pasuje. To prawda, że mamy nieograniczoną ilość możliwości i to nie tylko w świecie zewnętrznym, ale przede wszystkim we własnych ciałach, a dokładnie w możliwościach ruchowych. Analizowanie sposobu, w jaki zwykle wstajesz z krzesła, i próba wykonania tej czynności powoli, tak by wydatkować jak najmniej energii – to w efekcie ogromna zmiana, na dodatek o wiele bardziej efektywna niż nagłe rzucenie wszystkiego i wyjechanie na drugi koniec świata.

Jesteśmy nawykowcami w ruchach, myślach i czuciu. To są właśnie te stare, niewygodne buty, które powodują, że tu strzyka, tam łamie, w pracy nudy, w relacji obojętność, a diabeł kusiciel tylko na to czeka.

Nie musisz zmieniać wszystkiego, zrób to samo tylko inaczej, a efekty będą niewyobrażalne. Nie satysfakcjonuje cię związek, w jakim jesteś? Zamiast oczekiwać, że partner się zmieni, albo zmienić partnera – zmień swoje zachowanie w relacji, a wcześniej przeanalizuj wasz skrypt relacyjny, który, choć nie działa, ty stale powtarzasz.

Moshe Feldenkrais, twórca metody, powiedział: „Jeśli wiesz (masz świadomość), co robisz, wszystko, co robisz, jest dobre”.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czemu wybrałam właśnie ciebie, czyli jak biologia wpływa na to, w kim się zakochujemy

Dlaczego kobiety idą do łóżka z wysokim brunetem, ale na męża wybierają niskiego blondyna? Bo pierwszy z nich będzie lepszym reproduktorem, a drugi lepszym ojcem – twierdzą naukowcy. (Fot. iStock)
Dlaczego kobiety idą do łóżka z wysokim brunetem, ale na męża wybierają niskiego blondyna? Bo pierwszy z nich będzie lepszym reproduktorem, a drugi lepszym ojcem – twierdzą naukowcy. (Fot. iStock)
Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie. Będzie mniej romantycznie. Motywy wyboru ukochanego są bliżej biologii niż romansu!

Dlaczego kobiety idą do łóżka z wysokim brunetem, ale na męża wybierają niskiego blondyna? Bo pierwszy z nich będzie lepszym reproduktorem, a drugi lepszym ojcem – twierdzą naukowcy. A przynajmniej tak podpowiadają nam hormony. Według badań przeprowadzonych przez prof. Grażynę Jasieńską i prof. Bogusława Pawłowskiego, kobieta w płodnej fazie cyklu, która poszukuje partnera, ale nie chce się wiązać z nim na dłużej, podświadomie wybiera mężczyznę z dobrymi genami – a wyższy wzrost jest ich gwarancją. Natomiast przy wyborze kogoś na całe życie kieruje się cechami, które zapewnią bezpieczeństwo jej i potomstwu: statusem majątkowym, zaradnością czy opiekuńczością.

Odkąd prof. Bogdan Wojciszke, psycholog i autor książki „Psychologia miłości”, stwierdził, że kobiece wybory są silnie związane z fazą cyklu miesiączkowego, wielu naukowców zaczęło analizować tę zależność i dochodzić do ciekawych wniosków. Z licznych badań wynika, że w czasie owulacji panie preferują mężczyzn o typowo męskich cechach antropologicznych: ostro zarysowanej i szerokiej szczęce, wypukłych łukach brwiowych czy niskim, głębokim głosie. Biologiczny pociąg jest tak silny, że dwukrotnie częściej zdradzają swoich stałych partnerów właśnie w dni płodne.

Mężczyźni najwyraźniej podświadomie to wyczuwają, bo w czasie owulacji partnerek otaczają je większą opieką, stają się bardziej czuli, a nawet bardziej ich pilnują: częściej do nich dzwonią, mniej chętnie patrzą na wyjście z domu. Zagrożenie widzą jednak tylko ci, którzy nie czują się atrakcyjni dla swoich dam serca.

Sama nie wiem, czemu to robię

Nie bez powodu. Według naukowców rozbudzone hormonalnie kobiety podświadomie starają się przyciągać wzrok mężczyzn. Udowodniono to na prostym eksperymencie. Grupę kobiet poproszono, by przychodziły do laboratorium w różnych fazach cyklu i wskazywały stroje, jakie założyłyby na imprezę tego wieczora. Badacze zwracali też uwagę na ubiory, w jakich się zjawiały. Wnioski były jednoznaczne – w dni płodne panie odkrywają więcej ciała. Nic dziwnego, ich skóra staje się w tym czasie jaśniejsza, twarz płonie zdrowym rumieńcem i maleje współczynnik proporcji między obwodem talii i bioder. A to panowie lubią najbardziej!

W innym eksperymencie analizowano reakcje mężczyzn na słowa wypowiadane przez tę samą kobietę, nagrane w czterech różnych fazach jej cyklu. Panowie twierdzili, że słyszą głos… czterech różnych pań, bo tak bardzo różnił się w poszczególnych nagraniach, natomiast za najbardziej atrakcyjny uznali zarejestrowany w czasie owulacji.

O tym, że płeć brzydka odbiera sygnały wysyłane przez piękniejszą, potwierdza też fakt, że striptizerki podczas owulacji dostają napiwki aż o 80 proc. wyższe niż podczas menstruacji. Podobnej reguły nie stwierdzono w przypadku kobiet, które przyjmowały tabletki antykoncepcyjne. Dr Geoffrey Miller, psycholog ewolucyjny, tłumaczy to tym, że antykoncepcja osłabia naturalne instynkty kobiet. Panie, które nie sterują swoim cyklem za pomocą tabletek, nieświadomie wysyłają o wiele silniejsze sygnały, instynktownie odbierane przez mężczyzn.

Fe jak feromony

Na pozornie niedorzeczny pomysł wpadli amerykańscy badacze, którzy dokonali pomiarów symetryczności twarzy i ciał grupy studentów, a następnie wręczyli im T-shirty do noszenia przez dwa dni. Przesiąknięte męskim zapachem zaprezentowali kobietom w różnych fazach cyklu. Okazało się, że panie w czasie owulacji uznawały za atrakcyjnych tych symetrycznych, asymetryczni nie cieszyli się powodzeniem.

Wnioski podobne – symetria ciała rokuje zdrowe geny, asymetria zaś problemy zdrowotne. Dlatego, jak tłumaczy prof. David M. Buss w swojej książce „Psychologia ewolucyjna”, wybór mężczyzny o takiej budowie zmniejsza ryzyko dziedziczenia chorób przez potomstwo. Dlatego mężczyźni  o symetrycznych twarzach zwykle są uważani za przystojnych, mają więcej partnerek, stosunków pozamałżeńskich i wcześniej przechodzą seksualną inicjację.

Pomysł z T-shirtami tak bardzo spodobał się naukowcom, że stały się ich ulubionym rekwizytem. W eksperymencie przeprowadzonym na uniwersytecie w Lozannie stwierdzono, że kobiety wybierają koszulki tych mężczyzn, których ponad 100 genów MHC (tzw. układu zgodności tkankowej) różni się od ich własnych. Wszystko się zgadza, bo im bardziej zróżnicowane są geny MHC u rodziców, tym sprawniej działa układ immunologiczny dziecka. Wynikałoby z tego, że panie zmysłem powonienia wyłapują partnerów, którzy zapewnią potomstwu długie i zdrowe życie.

Przeciwieństwa się przyciągają? Niekoniecznie. Jak się okazało, wielu kobiet wcale nie zniewala zapach mężczyzn, z którymi nie mają wspólnych genów MHC.

– Wystrzegają się osobników zarówno zbyt do nich podobnych, jak i zbyt różnych. Akceptowany poziom jest gdzieś pośrodku – tłumaczy autorka badań prof. Martha McClintock.

Pigułka rozwodu?

Najciekawszym wnioskiem, do jakiego doszli naukowcy, jest to, że winnymi większości rozwodów są… tabletki antykoncepcyjne i dezodoranty. Albowiem jedne i drugie zupełnie fałszują nasz naturalny osąd partnera. Panie, które zażywają tabletki, za atrakcyjne uznają zapachy panów o bardzo podobnym MHC. Dlatego Rachel Herz, światowej sławy ekspert psychologii zapachu, autorka książki „Zapach pożądania”, mówi wręcz: „Jeśli chcesz znaleźć mężczyznę, który miałby być ojcem twojego dziecka, odłóż pigułki zanim zaczniesz poszukiwania”. Christine Garver-Apgar, psycholożka z Uniwersytetu Nowego Meksyku dowiodła bowiem, że im większe u partnerów podobieństwo genów MHC, tym bardziej prawdopodobne, że partnerka zdradzi w przyszłości swojego mężczyznę.

Natomiast kobieta, która zakochała się w trakcie stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych, może mieć problemy po ich odstawieniu, bo nagle na przykład poczuje, że jest w związku z niewłaściwym mężczyzną. Prof. Carole Ober, genetyk z uniwersytetu w Chicago, twierdzi z kolei, że niebezpieczne jest stosowanie perfum i dezodorantów, które zabijają naturalne wonie. Jej zdaniem, odurzeni syntetycznym zapachem decydujemy się na zupełnie niewłaściwych partnerów, co sprawia, że potem nie układa się nam w związkach. Oto powód wzrastającego wskaźnika rozwodów w krajach wysoko rozwiniętych! Wspomniany już dr Goeffrey Miller uważa wręcz, że to przemysł perfumiarski doprowadził do rozluźnienia obyczajów. Obecnie bardzo szybko przechodzimy do fizycznego kontaktu, bo dopiero całując się i uprawiając seks wyczuwamy prawdziwą woń kochanka. – Współczesne kobiety nie doceniają wpływu, jaki na atrakcyjność partnera ma jego zapach – mówi dr Kamila Bargiel-Matusiewicz, psycholożka z Uniwersytetu Warszawskiego. Rachel Herz pisze, że panie, które trafiają do poradni małżeńskich, najczęściej twierdzą: „Nie mogę znieść jego zapachu!”. Co ciekawe, w czasie trwania związku ponad 90 proc. kobiet obwąchuje rzeczy swoich mężczyzn, zwłaszcza gdy są nieobecni.

Z kim się wiązać?

Z pewnością większe szanse na stworzenie trwałego związku mają osoby o podobnej atrakcyjności fizycznej, pochodzące z tej samej grupy społecznej czy o zbliżonych usposobieniach (np. radośni przyciągają radosnych). Ale czy przy tak dużej liczbie badań naukowcom udało się napisać wzór, który określałby warunki, jakie musieliby spełnić potencjalni partnerzy, by stworzyć trwały związek?

– Nie – mówi prof. Wojciszke. – Wykonanie tego zadania uniemożliwia bardzo wysoki stopień przypadkowości uwikłany w ów ważny wybór. Dr Bargiel-Matusiewicz w nieco inny sposób tłumaczy brak takiego naukowego wzorca: „Miłość to sztuka, której trzeba się uczyć, a tworzenie udanego związku wymaga otwartości, zrozumienia, wysiłku i czasu. Błędne jest oczekiwanie, że po spotkaniu właściwej osoby, wszystko samo się ułoży. Nic nie dzieje się samo”.

Istotne 3 minuty

Szybkie randki, czyli tzw. speed dating, są dość skutecznym sposobem na znalezienie właściwego partnera, być może właśnie dzięki informacjom na temat genów zawartym w zapachu człowieka.

Na tych spotkaniach nowo poznani potencjalni partnerzy mają zaledwie 3 do 5 minut, by stwierdzić, czy chcą kontynuować znajomość z osobą, z którą w tym czasie rozmawiali. – To bardzo rozsądny pomysł, bo człowiek dowie się o drugim tyle samo w ciągu trzech minut, ile przez dwie godziny – uważa prof. Bogdan Wojciszke.

Niebieskie do niebieskiego

Ciekawe badania na temat preferencji mężczyzn przeprowadzono w Norwegii – sprawdzono, czy kolor oczu panów wpływa na ich decyzję o wyborze partnerki. Okazało się, że niebieskoocy mężczyźni wolą kobiety o tym samym kolorze oczu. Ciemnoocy nie byli tak konsekwentni. Naukowcy nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje, ale snują swoje przypuszczenia. Jedna z teorii mówi, że ponieważ niebieskie oczy są zanikającą w społeczeństwie cechą, mężczyźni podświadomie wybierają kobiety o tym samym kolorze tęczówki, by zachować tę cechę u dzieci.

  1. Psychologia

Związek, żeby przetrwać, musi się rozwijać. Nie bójmy się zmian!

Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. (fot. iStock)
Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Pracując psychoterapeutycznie z parami szybko nabiera się poczucia, że każdy związek stanowi o wiele więcej niż tylko sumę dwóch osób – jest też podmiotem samym w sobie. I każdy jest niepowtarzalny, z własną charakterystyczną atmosferą, historią… i potrzebami.

Aby związki były szczęśliwe muszą się – tak jak jednostki – przekształcać, zmieniać, realizować swój potencjał. Sztuką jest umiejętność rozpoznawania nie tylko własnych pragnień, ale również potrzeb całej relacji. I jest to zadanie na wiele lat!

Często występuje przekonanie, że wartością związku jest jego niezmienność. I że celem relacji jest realizacja dążeń i planów obojga partnerów. Ale wiele par, z perspektywy lat, patrząc na to, co ich łączy, stwierdza, że ich relacja przybierała różne, często zaskakujące formy i odpowiadała na potrzeby, z których istnienia nie zdawali sobie wcześniej nawet sprawy.

Gdyby relacje nie potrzebowały się przekształcać to wystarczałoby raz określić „jak ma być” i gwarantowałoby to powodzenie związku. A przecież wszyscy wiemy, że to, co satysfakcjonowało nas kilka lat temu, już teraz tego nie czyni. Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. I to jest krytyczny moment w rozwoju relacji.

Większość z nas boi się zmian. Dlatego na nowe wyzwania, jakie stawia przed ludźmi związek reagują oni początkowo obronnie. Reakcje te zwykle opierają się na różnych – często zawoalowanych – próbach zmuszania drugiej osoby, aby to ona zmieniła się wedle naszych oczekiwań. Postawienie sobie pytania: „jakie zmiany we mnie i w nas jako całości są teraz potrzebne?” jest trudne i czasami bolesne. Bardzo często pokazuje nasze delikatne miejsca, niemożności, zranienia.

Więc dopóki wierzymy w możliwość utrzymania własnego status quo powstrzymujemy zmiany i nie interesujemy się ich naturą.

W związku przychodzi jednak czas, kiedy staje się jasne, że zmiany są już nieuniknione, ich dalsze powstrzymywanie jest niemożliwe - nawet rozpaczliwe próby obrony swojej pozycji nie przynoszą satysfakcjonującego rozwiązania. Czasami te wyzwania przerastają możliwości danej relacji i związek się rozpada. Na szczęście jednak często dzieje się wręcz przeciwnie – następuje moment, kiedy naprawdę otwieramy się na drugą stronę i wartość, jaką stanowi nasza więź.

Pojawia się wtedy swoista kapitulacja, zrozumienie, że coś już „nie żyje” i nie da się tego przemocą czy fortelem utrzymać. I kiedy ludzie naprawdę chcą być sobie bliscy i walczyć o związek robią miejsce na obserwację i zadawanie pytań: „Co właściwie się dzieje?” „W jakim kierunku prowadzą zmiany?” „Dlaczego są dla nas tak trudne do przyjęcia?”

Partnerzy mogą wtedy odkryć, przed jakimi indywidualnymi wyzwaniami stają, a przed jakimi – jako para. I kiedy ta nowa ścieżka zaczyna się wyłaniać pojawia się też przestrzeń na dialog, na decyzje, na podmiotowe traktowanie siebie i partnera: idziemy razem tą drogą czy każdy z nas wybiera inną?

Jak podkreślała Marion Woodman, kanadyjska pisarka, poetka, psycholożka analityczna: „Mawiamy z Rosem, że przeżyliśmy już wspólnie cztery małżeństwa.”

Kolejne „małżeństwa”, które ludzie wspólnie przeżywają stanowią wyraz potencjału ich relacji. Jednocześnie dostarczają okazji dla każdego z partnerów do ich indywidualnego wzrostu –  żywe zaangażowanie w związek jak nic obnaża nasze wewnętrzne konflikty, pokazuje nasze zasoby i obszary rozwoju.

Warto podkreślić, że to nie jest jednorazowy proces – rozwój relacji obejmuje wiele transformacji. Podczas każdej z nich można utknąć, ale też bardzo dużo się nauczyć o sobie i o naszej drugiej połowie. I im więcej takich „cykli” się razem przeszło tym większego nabiera się zaufania do związku. Pojawia się ciekawość: do czego nas on zaprowadzi? Powoli zaczynamy wierzyć, że zmiany będą dobre, że nie są wymierzone przeciwko nam, że nie musimy próbować wszystkiego kontrolować. Z czasem dokonuje się to szybciej i w atmosferze większej otwartości, a nawet ekscytacji.

Agnieszka Serafin i Mikołaj Czyż są psychoterapeutami Instytutu Psychologii Procesu, założycielami Centrum Rozwoju dla Par, w którym wspólnie prowadzą terapię par.

  1. Psychologia

Na czym polega kryzys wieku średniego? Czy każdy musi go przejść?

Kryzys wieku średniego to czas, kiedy do głosu dochodzą marginalizowane części naszej osobowości. (fot. iStock)
Kryzys wieku średniego to czas, kiedy do głosu dochodzą marginalizowane części naszej osobowości. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jeszcze nie tak dawno „kryzys wieku średniego” ujawniał się po przekroczeniu czterdziestki. Dziś podobne objawy widać u ludzi o dekadę młodszych. Na czym polega to zjawisko i jak wykorzystać je do zmiany na lepsze?

Pojęcie „kryzys wieku średniego” zostało wprowadzone w 1965 roku przez Elliotta Jaquesa na opisanie zjawiska dotykającego ludzi na półmetku ich życia. Często jest też kojarzone lub równoznaczne z „kryzysem czterdziestki”, chociaż w ostatnich latach zaczęto zauważać podobne symptomy już u trzydziestolatków. Niezależnie jednak od dokładnego wieku metrykalnego, „kryzys wieku średniego” to zawsze czas, kiedy do głosu dochodzą marginalizowane części naszej osobowości. Mocno zaniedbane, mogą stać się źródłem różnych kłopotów, wypadków a nawet chorób, czyli poważnej destabilizacji w życiu. Uświadomione, przyjęte i świadomie przekształcone mogą być natomiast wartościową zmianą dającą poczucie sensu i pełni.

Kto jest w grupie ryzyka?

Kryzys wieku średniego może dotknąć praktycznie każdego z nas. Często mają go osoby posiadające już spory dorobek w różnych obszarach (kariera zawodowa, relacje, rodzina, rozwój osobisty), ale na znacząco różnych poziomach satysfakcji. Problem dotyczy również tych, których życiowa energia była mocno skoncentrowana tylko na jednym zadaniu i mimo, że wynik jest wysoko satysfakcjonujący, to nie rekompensuje poważnych zaniedbań innych obszarów i potrzeb. W tej grupie znajdują się też osoby, u których „linia życia” składa się z wydarzeń, które w większości oceniają oni na poziomie przeciętnej satysfakcji.

Sygnały i symptomy

Brak poczucia satysfakcji lub jej niski poziom odczuwany nawet mimo „twardych dowodów” sukcesu (kariera, rodzina, dziecko, dom) jest sygnałem nadchodzącego kryzysu. A co jest dalej? Zmęczenie, samotność, rozczarowanie, wypalenie. Często depresja, próby rekompensaty lub odreagowania za pomocą różnych gadżetów adekwatnych do płci, statusu, środowiska, indywidualnych upodobań. To czasem działa na chwilę albo nawet na dłużej, ale procesowi świadomej zmiany, związanej z poczuciem pełnej satysfakcji, spełnienia, nie służy. A czemu tak naprawdę służy?

Co zagłuszamy?

Zagłuszamy w ten sposób ważne pytania – czy to, co robię jest tym, czego naprawdę pragnę? Czy to jest to miejsce, w którym chcę żyć? Czy to jest ten człowiek, przy którym chcę być? Czy to jest ta praca?

Pytania, których nie lubimy. Dlaczego? Bo szczera odpowiedź na nie może naruszyć naszą strefę komfortu. Może wywołać smutek, a nawet ból, jeśli zbyt długo ich unikaliśmy i nie jesteśmy na bieżąco w kontakcie z potrzebami i jakościami, które za nimi się kryją. Ale to są dobre pytania, skłaniające do twórczej refleksji na temat miejsca, w którym jesteśmy. Kim jestem, a kim chcę być? Kto we mnie chce zmiany? Często są one pierwszym krokiem do wyjścia z kryzysu, do świadomej zmiany w zgodzie ze sobą.

Czy jesteśmy skazani na kryzys?

Zmianie podlegamy nieświadomie i nieustannie od chwili narodzin, a kryzys towarzyszy każdej zmianie w naszym życiu. Jest normalnym stanem, twórczym i rozwojowym. W łagodnej formie manifestuje się w nastroju (smutek, tęsknota), snach, marzeniach, fantazjach, drobnych symptomach fizycznych (choroba), sygnalizując w ten sposób wewnętrzny konflikt wynikły z zaniedbania dotychczasowych kryzysów.

Jeżeli będziemy w dobrym i szczerym kontakcie ze sobą, uważni na sygnały i otwarci na podążanie za nimi, to te sygnały doprowadzą do satysfakcjonującej zmiany.

Kiedy kryzys jest rewolucją?

Kiedy nie jesteśmy wystarczająco świadomi i uważni na wysyłane subtelne sygnały, naszym życiem zaczynają coraz bardziej rządzić marginalizowane przez nas potrzeby, wcześniej bagatelizowane czy uważane za niepoważne, wstydliwe, fanaberyjne itp. W ten sposób część osobowości, dotąd niewysłuchana, nieuwzględniana, próbuje coraz bardziej przykuć naszą uwagę, nie przebierając w środkach. A im bardziej ta potrzeba jest ważna, a nasza ignorancja większa, tym częściej sięgamy po metodę „cel uświęca środki”. Ale nawet jeśli go osiągamy, to jakże często nasz stan jest bliższy rozczarowaniu niż satysfakcji, a „mosty spalone"!

Jak przekształcić kryzys w twórczy proces zmiany?

1. Nie ignoruj sygnałów. Jeżeli jakiś aspekt twojego życia cię niepokoi, sprawia kłopot, nie satysfakcjonuje, a ty to marginalizujesz, ignorujesz lub w najlepszym wypadku tolerujesz i czekasz aż przeminie, to właśnie zapala się dla ciebie „żółte światło” dla nadchodzącego kryzysu.

Zastanów się: Jakie jakości i potrzeby cię prowadzą? A jakie próbują prowadzić? O co dbasz, a co marginalizujesz?

2. Posłuchaj uważnie tej części siebie, której zwykle nie słuchasz. Zwróć uwagę na to: Co mówi? Jak mówi? Jakie są jej potrzeby? Jakie są jej wartości? Jak się zachowuje? Jaki wnosi nastrój? Kim jest? Może to jest Kobieta Romantyczna? A może Podróżnik? Artystka lub Artysta? Może Zbuntowany Nastolatek? A może Alicja w Krainie Czarów? Czy James Bond?                                                                                                                

Zastanów się: Co wartościowego już wniosła ta postać do twojego życia? Na co ważnego chce ci zwrócić uwagę?

3. Odbierz informację i przekształć ją. Odbierz ważne dla ciebie informacje, żeby je wykorzystać do świadomego przejścia przez proces zmiany w życiu.

Zastanów się: Gdzie i jak możesz je świadomie wykorzystać?

Samemu czy z pomocą?

Jeżeli masz szczery kontakt ze sobą, potrafisz wyznaczać sobie cele z uwzględnieniem informacji sygnalizowanych przez twoje potrzeby – idź tak dalej. Ale jeżeli masz z tym jakąkolwiek trudność lub twój cel, zadanie do wykonania wymaga transformujących zmian osobowości – warto skorzystać ze wsparcia coacha lub terapeuty.

W podjęciu decyzji niech ci pomoże metafora – teraz lecisz jak samolot na jednym silniku, a z dwoma będziesz mógł lecieć albo wyżej, albo szybciej, albo dalej, albo bezpieczniej – w zależności od twoich potrzeb, też tych zaniedbanych.

Agata Gebhardt: coach i mentor relacji osobistych i biznesowych; prowadzi własną praktykę; pracowała w Instytucie Psychologii Procesu i w Ośrodku Poza Centrum w Warszawie.

  1. Psychologia

Jaka piękna katastrofa. Każda zmiana może być zmianą na lepsze

„Gdy wszystko się zmienia, najlepiej jest wszystko zmienić” - pisze 
Neale Donald Walsch. (Fot. iStock)
„Gdy wszystko się zmienia, najlepiej jest wszystko zmienić” - pisze Neale Donald Walsch. (Fot. iStock)
Nagle zostajesz bez pracy, ukochany odchodzi, chorujesz… Czujesz, że wszystko stracone. Nieprawda! Wszystko dopiero się zmieni. I to na lepsze.

"Jeśli w tej chwili zachodzą w twoim życiu ważne zmiany, to bardzo mi przykro” – tymi słowami zaczyna się książka Neale’a Donalda Walscha. Nosi tytuł „Gdy wszystko się zmienia, zmień wszystko. Droga spokoju przez czas zamętu” i jest naprawdę wyjątkowa. To nie poradnik o tym, że raz-dwa weźmiesz się w garść i będzie dobrze. Walsch mówi wprost przeciwnie – że nic już nie będzie takie jak było, bo życie to jedna wielka zmiana, ciągły rozwój, nieustanna ewolucja, zaskakująca metamorfoza. Tłumaczy też, że tylko zmiana nie ulega zmianie i wyjaśnia, jak się z nią obchodzić.

Nie koniec, a początek

Wiadomo – lubimy, żeby żyło nam się komfortowo, żeby wszystko dookoła było znane i bezpieczne. I co jakiś czas utykamy w takim „ciepełku”. Praca nie daje nam satysfakcji, związek miłości, zamiecione pod dywan sprawy ledwo się już tam mieszczą, a my nic. I właśnie w takich okolicznościach dusza, niezmordowanie dążąca do rozwoju, zaczyna domagać się zmiany. Jak się ona materializuje? Otóż wydarza się katastrofa. Zwykle dotyczy ona Wielkiej Trójki, czyli Relacji, Pieniędzy i Zdrowia. Jeśli zmiana ma miejsce w jednym z tych aspektów, mamy do czynienia z poważnym kłopotem. Kiedy w dwóch – staje się niewiarygodnie trudno. A gdy jednocześnie w trzech – robi się dramatycznie.

W środku życiowej zawieruchy nasze poczucie bezpieczeństwa znika, ziemia usuwa się spod nóg, upadamy. Zdajemy sobie sprawę, że powrót do tego, co było, jest już niemożliwy. Nie wiemy, co robić, bo nikt nam tego nie pokazał, nikt nie posłał do szkoły, która uczy podstaw radzenia sobie z nieszczęściami. I potwornie się boimy. Tymczasem to, co się dzieje, to widoczne skutki jednej przyczyny – zmiany. Walsch jest pewien, że każda zmiana jest zmianą na lepsze. Wymaga tylko całościowego potraktowania. „Gdy wszystko się zmienia, najlepiej jest wszystko zmienić” – pisze. Nie tylko w sensie materialnym. Chodzi tu o wyrzucenie negatywnych emocji, toksycznych myśli czy wyświechtanych prawd. Żeby nastąpiło kompletne uzdrowienie – od dołu do góry, od początku do końca. „Skoro wszystko się w życiu przewróciło, dlaczego nie dokończyć pracy?” – prowokuje.

„Tym razem jednak z takim uczuciami i przekonaniami, jakie ty wybierzesz, a nie z takimi, które zostajesz zmuszony zaakceptować”.

Walsch wie, co mówi. Jego prywatna katastrofa nastąpiła, gdy doznał ciężkiego wypadku, firma ubezpieczeniowa ograniczyła mu rentę, a życiowa partnerka porzuciła go wraz z dziećmi i całym dobytkiem. Jakiś czas mieszkał na ulicy, a pieniądze ze znalezionych butelek nie zawsze starczały mu na jedzenie. Dzisiaj, patrząc na to z perspektywy, twierdzi, że gdyby nie tamten czas, nie napisałby swojej bestsellerowej książki „Rozmowy z Bogiem”, nie podróżowałby po świecie i nie mógł nieść ludziom swojego przesłania. Z myślą o tych, którzy doświadczają w życiu trudnych zmian, założył nawet stronę internetową, za której pośrednictwem można porozmawiać z indywidualnym doradcą życiowym, wziąć udział w telekonferencjach czy zapisać się na warsztaty. Wszystko po to, by w obliczu kryzysu mogła dokonać się potrzebna zmiana. I to w miarę bezboleśnie.

Zmiana jest w naszych rękach

Koncepcja Walscha opiera się na starożytnej mądrości, nowoczesnej nauce, praktycznej psychologii, pragmatycznej metafizyce i współczesnej duchowości. Wychodzi z założenia, że istnieje Istota Boska, że życie ma cel, że człowiek ma duszę, że ciało jest czymś, co posiadamy, a nie czym jesteśmy oraz że umysł cały czas znajduje się pod naszą kontrolą. Dlatego możemy zmienić:
  • Strach w Podekscytowanie,
  • Obawy w Zaciekawienie,
  • Oczekiwania w Przewidywania,
  • Opór w Akceptację,
  • Rozczarowanie w Zdystansowanie,
  • Gniew w Zaangażowanie,
  • Uzależnienia w Preferencje,
  • Roszczenia w Zadowolenie,
  • Osądy w Spostrzeżenia,
  • Smutek w Radość,
  • Zamyślenie w Obecność,
  • Odruchy w Świadome reakcje,
  • Czas Zamętu w Czas Spokoju.
Jeśli przyjmiemy powyższe założenia Walscha, będziemy mogli przystąpić do zastosowania w życiu sześciu zmian, które mogą zmienić wszystko.

Pierwsza: Zmień postanowienie, że „sam przez to przejdziesz”.

Zmiana to podróż, w którą lepiej nie wybierać się samemu. Nikt nie da nam gwarancji, że będzie łatwo, bo trzeba zostawić Pewne i ruszyć w Nieznane. Ale na końcu tego tunelu jest światełko. Jak szybko je zobaczysz, zależy od tego, jakie otrzymasz wsparcie.
 
Walsch udzielił pomocy duchowej ponad dziesięciu tysiącom osób i wyciągnął wniosek, że mówią oni głównie o emocjonalnym osamotnieniu. Bo kiedy życie domaga się transformacji i jest nam z nią trudno, zamykamy się w sobie, izolujemy, cichniemy. Wydaje nam się, że inni nic o nas nie wiedzą, nie widzą, że nasza normalność to tylko fasada, za którą się kryjemy. Wstydzimy się. Zmiana decyzji „sam przez to przejdę” na: „sam nie dam rady” wymaga otwartości. Trzeba odrzucić przekonanie, że przecież „jak sobie pościeliłeś, tak się wyśpisz” i że to twoja wina – bo te twierdzenia są funta kłaków warte. Poza tym należy rozstać się z pragnieniem bycia idealnym i strachem, że św. Mikołaj zawsze widzi, jacy jesteśmy niegrzeczni. W samotności dokonujemy samopotępienia i obwiniania, skrywamy swoje prawdziwe emocje.

Walsch gorąco zachęca, żeby zwrócić się do kogoś i opowiedzieć o uczuciach związanych ze zmianą. Może to być ktoś z rodziny, przyjaciel, psychoterapeuta… Sam kontakt wytrąci nas z wewnętrznego dialogu, a druga osoba wniesie nową energię i świeże spojrzenie. Co więcej, gdy zwracasz się do kogoś, tak naprawdę zwracasz się do siebie, docierasz do pokładów, które wykraczają poza twoje myśli i poza twój umysł. Czasem trzeba wydostać się z siebie, żeby siebie poznać – przekonuje Walsch.

Druga: Zmień emocje

Zmiana wrzuca nas na nieznany teren, po którym błąkamy się spłoszeni. Boimy się, że dojdziemy tam, dokąd nie chcemy dojść. Że życie ciągle będzie rozwiewać nasze nadzieje, zabijać ducha, ograbiać z sensu istnienia. To wszystko normalne. Pewna doza strachu towarzyszy każdej życiowej metamorfozie. Jednak jeśli inaczej zaczniesz dobierać emocje, tym samym zmienisz to, co przeżywasz. Walsch zapewnia, że jesteś w stanie zmienić emocje dotyczące dosłownie wszystkiego.

Weźmy np. strach. To emocja, którą funduje nam myśl powstała w wyniku jakiegoś przeżycia. Większość ludzi sądzi, że strach pojawia się bezpośrednio pod wpływem zdarzenia. Tak jednak nie jest, bo przecież jeden człowiek boi się lwa, a drugi nie (choćby treser). Strach wywołuje coś, co znajduje się w nas. Czyli: koncepcje, wspomnienia, projekcje, rozumowanie, uprzedzenia, pragnienia. Słowem – myśli. To one napędzają emocje. Co zrobić? Zmienić czarną myśl na jasną albo stworzyć ją od samego początku. Lękasz się tego, co czai się za zakrętem? Pomyśl, że jest tam dokładnie to, czego pragniesz. Od razu pojawi się przyjemna emocja, poprawi się samopoczucie, uwierzysz, że tak się stanie. Dasz sobie szansę.

Trzecia: Zmień myśli

Myśl to pewna koncepcja, którą tworzysz. Nie masz wpływu na zmiany, które dzieją się w życiu, ale możesz tworzyć myśli na ich temat – twierdzi Walsch. Myśli, według niego, dotyczą potrójnej rzeczywistości. To trzy wersje, które istnieją równocześnie. I tak rzeczywistość ostateczna oznacza to, co naprawdę się dzieje i naprawdę ma związek z tobą. Rzeczywistość obserwowana jest dostępna tylko dla ciebie, to twoja percepcja świata. Rzeczywistość wypaczona to twoje wyobrażenia o tym, co się dzieje. To ty decydujesz, z którą masz do czynienia. Rzeczywistość jest płynna, nie statyczna. W czasie zamętu i życiowych zmian odejdź od rzeczywistości wypaczonej i podążaj przez rzeczywistość obserwowaną do rzeczywistości ostatecznej – radzi Walsch.

Czwarta: Zmień prawdy

Oto trzy rodzaje prawd: prawda widziana, prawda wyobrażona, prawda faktyczna. Wchodząc do supermarketu życia, widzisz prawdę w trzech opakowaniach. Ty wybierasz. Prawda widziana dotyczy naszych obserwacji z przeszłości, które przywołujemy, gdy przed oczami rozgrywa się coś podobnego. Odszedł od ciebie mężczyzna. To boli tak mocno, bo kiedyś doświadczyłaś już odrzucenia. Większość ludzi, gdy jest im trudno, nieświadomie odwołuje się do przeszłości. Pod jej wpływem powstają myśli, z nich wyrastają emocje, które wywołują doświadczenia. Te powodują inne doświadczenia, które z kolei sprawiają wrażenie rzeczywistości. Jak się okazuje, jest to rzeczywistość wypaczona. Gdyby nie to, można by spojrzeć na każde wydarzenie inaczej, zgodnie z rzeczywistością obserwowaną, tą, którą tworzysz. Mężczyzna odszedł, bo ma pojawić się coś lepszego, nowego. Tymczasem prawda wyobrażona sugeruje, że „jest źle”, „będziesz nieszczęśliwa”, „z nikim już się nie zwiążesz”. Nie ma co się wstydzić, że w obliczu zmian czujesz strach. Pojawiają się również: złość, smutek, frustracja, rozczarowanie, niezadowolenie. A to dlatego, że się boisz. A boisz się, bo kochasz. I siebie, i życie. Więc, jak twierdzi Walsch, miłość i strach to ta sama emocja. Wybierasz tylko stronę medalu. Tymczasem ty boisz się zamieniać znajomą przeszłość na nieznajomą przyszłość. Boisz się, co nastąpi. Boisz się, że nie wróci już taka praca, taka osoba, taki dom. Cóż, może tak być. Ale możesz liczyć, że wróci to samo doświadczenie. Miłości, ekscytacji, bezpieczeństwa.

 
Doświadczanie szczęścia nie ma nic wspólnego z istniejącą sytuacją. Relacje między wydarzeniami na zewnątrz a twoimi wewnętrznymi doświadczeniami znajdują się w twojej głowie. Dar przeżywania radości nie ma nic wspólnego z jakąś osobą lub miejscem zatrudnienia. Tak ci się tylko wydaje. Zdarzenia jako takie nie mają żadnego znaczenia. One po prostu są, a znaczenie nadają im tylko myśli. Nadawanie znaczenia to proces całkowicie wewnętrzny. To prawda faktyczna. Ją wybierz. Jej się nie odkrywa, ją się tworzy. Od ciebie zależy, którą prawdę kupisz.

Piąta: Zmień pojmowanie samej zmiany

Walsch daje nam odpowiedź na wszystko. Brzmi ona: „Każda zmiana jest na lepsze. Nie istnieje coś takiego, jak zmiana na gorsze”.

Taka jest prawda faktyczna o samej zmianie. Gdy tak ją pojmiemy, będziemy przeżywać bez lęku. Dostrzeżemy w niej nie załamanie, lecz eksplozję pełniejszego życia. Nie zwrot, lecz kierunek, w którym podąża życie. Odbierzemy ją nie jako przerwanie ciągłości, lecz jako ciągłość samą w sobie. Zrozumiemy, że nie jest przeobrażeniem naszej sytuacji życiowej, lecz ją tworzy. Nie pytajmy więc, czy życie składa się ze zmian, lecz jakie zmiany składają się na życie. A nasze istnienie to samonapędzający się system. Nigdy się nie kończy, trwa wiecznie. W jaki sposób? Przez adaptację. Po co? Żeby zawsze było funkcjonalne. Dzięki adaptacji życie osiąga samoregulację, bo adaptacja zachodzi w każdym momencie. Życie zawsze się zmienia. A zatem każda zmiana jest zmianą na lepsze. Czyli wszystkie zmiany zachodzą dla twojego dobra – tłumaczy Walsch. Większość z nas przekonuje się o tym… po fakcie.

Szósta: Zmień koncepcję o przyczynach zmian

Zmiana to demonstracja, że coś nie działa. Przeobrażenie, które nastąpiło w twoim życiu, pojawiło się z powodu istnienia dysharmonii, bo życie nie spełniało swoich funkcji. Nie od razu rozumiemy, dlaczego te nowe warunki, okoliczności są lepsze. Nie pojmujemy, na czym polega poprawa. Nie dostrzegamy, że często dotyczy nie tego, co na zewnątrz, tylko tego, co w nas.

Kolejna prawda faktyczna brzmi: „Zmiana zachodzi dlatego, że ty tego chcesz. Wszystko zmienia się pod twoje dyktando”. To dziwne i trudne do przyjęcia. Bo to nie umysł podejmuje decyzje o zmianie, lecz dusza. Zmiana to efekt planu jej działania. Czasem się przeciwko niemu buntujemy. Umysł kombinuje po swojemu. Po prostu nie wie, co jest dla nas lepsze.

Jeżeli więc dzieje się coś nie tak, jak chcesz, przyjmij, że to twoja dusza tego pragnie. Już niedługo poczujesz, że tak jest lepiej – zapewnia Walsch. Plan duszy zawsze pozostaje w zgodzie z energią całego życia, która dąży do współdziałania, harmonii, rozwoju i wspaniałych przejawów. Dąży do przeżywania siebie w całej swojej pełni.

Warto przeczytać: Neale Donald Walsch, „Gdy wszystko się zmienia, zmień wszystko. Droga spokoju przez czas zamętu”, wyd. Laurum 2010. 

  1. Styl Życia

Nie bój sie zmian

Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiany pojawiają się zwykle w najmniej spodziewanym momencie. Są jak znajomi, którzy zaskakują cię wizytą, kiedy chcesz iść spać. Dlatego spokojnie nastaw wodę na herbatę, a zanim się zagotuje, będziesz wiedziała, co robić.

Wiosna, koniec studiów, 18. czy 40. urodziny – to momenty, które jednoznacznie kojarzymy ze zmianą, z końcem czegoś starego i początkiem nowego i, jak chcemy wierzyć, lepszego. Nieuchronne, ale konieczne zamknięcie jednego etapu, po to, by móc rozpocząć drugi. Często nie rozumiemy jednak zmian, jakich doświadczamy.

Nie widzimy sensu w tym, że zwalniają nas z pracy albo że partner decyduje się na rozstanie. Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. Być może obecna sytuacja życiowa przestała służyć naszemu rozwojowi. I właśnie dlatego los stawia przed nami nowe wyzwanie. Oczywiście, boimy się utraty tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy: np. miejsca pracy czy długoletniej relacji. Aby zminimalizować poziom strachu, warto krok po kroku i z uważnością rozszerzać perspektywę widzenia całej sytuacji. Zwłaszcza, że zwykle to, co na początku wydaje się trudne, przestaje takie być, kiedy poziom adrenaliny się obniży i zaczniemy patrzeć na nową sytuację bez silnych emocji.

Zmiany to oznaka postępu. Jeśli właśnie ich doświadczasz, to znaczy, że przechodzisz teraz przyspieszony kurs rozwoju osobistego. Sęk w tym, że zwykle wolimy święty spokój od karuzeli zdarzeń, która zmusza do działania. Opieramy się zmianom, a czasami nawet udajemy, że ich nie widzimy. Dotyczy to szczególnie takich sytuacji, kiedy nie chcemy się przyznać, że np. praca od lat odbiera nam radość życia, a w związku od dawna nie doświadczamy miłości i zrozumienia. Zmiana odbywa się zatem pod powierzchnią codziennego życia, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu…

Przyzwyczajenie do życia w tym samym miejscu, w tej samej pracy i z tym samym partnerem zawęża perspektywę widzenia. Czasami z lęku przed wzięciem życia we własne ręce wolimy trwać w iluzji, że możemy być szczęśliwi tylko w takim układzie, w jakim jesteśmy. Zużywamy więc mnóstwo energii na podtrzymywanie status quo. Ale jeśli jakaś część ciebie bardzo pragnie zmiany, będzie ci za wszelką cenę dawała o tym znać. Możesz odczuwać apatię, a niekiedy frustrację i złość. Możesz zazdrościć znajomym, że powodzi im się w życiu lepiej niż tobie. Możesz zaczytywać się w książkach z wartką akcją i marzyć o wielkich podróżach. Pytanie tylko, czy robisz coś, aby przekuć marzenia w rzeczywistość.

Otwarcie na zmiany

Warto wysłuchać głosu tej części siebie, która potrzebuje zmian. Zamiast na siłę ratować tonący statek i tkwić w starym schemacie, dobrze jest zapytać samej siebie: „Czego tak naprawdę pragnę i co mogę zrobić, aby zacząć realizować swoje marzenia?”. Statek musi zatonąć, aby na horyzoncie mogło pojawić się coś innego. Albo abyśmy mogli w ogóle to zobaczyć. Dlatego zamiast zużywać energię życiową na wtłaczanie życia w stare koleiny, sprawdź, co się stanie, jeśli po prosu pozwolisz zmianie się dopełnić. Życie nie przebiega jak długa, pozioma linia. Jest jak ocean, czasem spokojny, a czasami burzliwy. Fale to wyzwania, które dają ci możliwość dalszego rozwoju. Pomyśl o tym, jak twoje życie może się przeobrazić, jeśli każdą zmianę będziesz witać z uważnością, bez oceniania, czy jest dobra, czy zła. Zarówno tę, której doświadczasz niespodziewanie, jak i tę, która zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną codziennego życia. Każda zmiana to ruch energii, a ruch to impuls życia. Płyń więc z nurtem rzeki, a nie pod prąd. Kiedy płyniesz z nurtem, zmiany nie muszą być trudne do przeprowadzenia. Wręcz przeciwnie, otworzą cię na ocean nowych możliwości.

Ćwiczenie

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie kroki, jakie powinnaś podjąć, aby jak najlepiej przygotować się do przeprowadzenia zmiany. Podkreśl pięć najważniejszych, od których powinnaś zacząć. Wypisz również wszystkie znajome osoby, które przechodziły podobną zmianę i mogą pomóc ci się z nią oswoić. Skontaktuj się z trzema z nich i zaproponuj spotkanie. Rozmowa może ci pomóc w lepszym oswojeniu się z życiową zmianą.

Twórcza wizualizacja

Wyobraź sobie, że przenosisz się teraz na piękną plażę. To szczególne miejsce – tu spotkasz się z tym aspektem siebie, który jest bardzo kreatywny i posiada narzędzia do harmonijnego przeprowadzania zmian. Wyobraź sobie, że możesz teraz zadać mu wszystkie potrzebne pytania i poprosić o wskazówki. Możesz też zapytać, czy mógłby przekazać ci jakiś symbol, który pomoże ci aktywizować własną moc (może to być np. kamień lub pióro). Po wykonaniu ćwiczenia zapisz wszystkie wskazówki i postaraj się znaleźć realny kamień, pióro lub cokolwiek innego, co możesz utożsamić z tym aspektem siebie, by przypominał ci o tym, że moc i odwaga są w tobie.

Powiedz sobie, że…

Jeśli doświadczasz zmiany, spróbuj uwierzyć, że masz w sobie wszystkie narzędzia potrzebne do tego, by znaleźć się w nowej sytuacji i dać sobie ze wszystkim radę. Wewnętrzna moc aktywizuje się w sytuacjach, które określamy jako wyzwania. Zmiana może zatem zmotywować do obudzenia uśpionych dotąd potencjałów. Każdy koniec jest zapowiedzią początku. Kiedy coś się kończy, co innego się rozpoczyna. Jest jeszcze moment „pomiędzy”, w którym asymilujemy zmianę i zbieramy potrzebną energię. Ten czas nie musi być tylko trudny i stresujący, jest również ciekawy i rozwojowy. Pamiętaj o tym!