1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Drobne przyjemności - co nam dają?

Drobne przyjemności - co nam dają?

Przyjemności warto serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. (Fot. iStock)
Przyjemności warto serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. (Fot. iStock)
Pyszne jedzenie, seks, muzyka, masaż aromatycznymi olejkami. Przyjemności. Żyć bez nich się nie da, zatracić się łatwo. Jak się w tym znaleźć? Jest sposób!

Dziś mam ochotę na czekoladę! Tort czekoladowy z wiśniami, murzynek, sernik na czekoladowym spodzie? Co wybrać?! A niech tam, tort! Zamawiam, płacę. Pierwszy kęs – marzenie, drugi – rozkosz, trzeci, czwarty… Już? Wyskrobuję resztki, zastanawiam się, nad dokładką. Taki mały sernik na czekoladowym spodzie… Po krótkiej chwili jest wspomnieniem. Uczucie sytości ustępuje powoli niesmakowi… Po co był mi ten drugi kawałek?! Na widok pozostałych ciast i ciasteczek zaczyna mnie mdlić. Uciekam z kawiarni, mijam wystawy, z których spoglądają szczupłe manekiny w kusych spódniczkach… Teraz dochodzą wyrzuty sumienia. No bo ile będę musiała namęczyć się na siłowni, żeby spalić te kalorie?

Miłe a niebezpieczne

Oto cały problem z przyjemnością. Paul Martin, autor książki „Seks, narkotyki i czekolada, mówi: „Przyjemność to śliska bestia. Poznajemy ją, kiedy ją odczuwamy. To, żeby chcieć więcej, wydaje się oczywiste. Jednak co z kłopotliwymi konsekwencjami? Z obżarstwem, pijaństwem, otyłością, poczuciem winy? Z przerażającą wizją zamiany przyjemności w nałóg – z tym ześlizgnięciem się z „to miłe” do „to mnie niszczy, ale nie mogę przestać”. Czyżby przyjemność była prostą drogą do złego?

Niekoniecznie. Biolodzy na przykład widzą w niej jeden z dwóch podstawowych impulsów, które mają wpływ na ewolucję ludzkiego gatunku. To ból i przyjemność. Ból powstrzymuje przed robieniem sobie krzywdy, a przyjemność zachęca do działania korzystnego biologicznie. Ale zatracenie się w przyjemnościach rzeczywiście potrafi być bardzo szkodliwe, wręcz niszczące. Wówczas zapominamy bowiem o całym świecie i zaniedbujemy bardziej istotne potrzeby, chociażby te związane z codziennym życiem, a w konsekwencji z przetrwaniem.

Na szczęście natura pomyślała i o tym. Gdyby nasi przodkowie pogrążali się trwale w rozkoszy, nie byliby w stanie zająć się swoim potomstwem czy światem dookoła. Dlatego przyjemność – żeby spełniała swoją rolę ewolucyjnego motywatora – musi być krótkotrwała. I taka też jest.

Zastrzyk z poczucia winy

„Cierpimy za nasze przyjemności” – pisze Paul Martin. – „Ilekroć pozwalamy sobie na odrobinę hedonizmu, czujemy się w obowiązku jakoś to uzasadnić, żeby tylko nie przyznać, że chodzi o przyjemność. Robimy więc pewne rzeczy, żeby zmniejszyć stres lub w ramach rozwoju osobistego, ale nigdy po prostu dlatego, że są fajne”.

Robimy to trochę na własne życzenie, a trochę, bo tak zostaliśmy wychowani. – Wpaja się nam przekonanie, że przyjemność to strata czasu, coś grzesznego – mówi Adriana Klos, psycholog. – Słyszymy: „Żeby coś osiągnąć, trzeba ciężko pracować”, „Nie trać czasu. Leżenie przez cały dzień na kanapie to rozpusta” – takie przekonania otrzymujemy już w rodzinnym domu. Ta postawa prowadzi do kuriozalnych czasem wniosków, że nie warto robić czegoś tylko dla przyjemności, na przykład pracować. Kto nie słyszał choć raz: „Praca ma dawać pieniądze, prestiż i stabilizację”?

– Na pewno taki cel takiego komunikatu ma wiele wspólnego z troską, ale jest krzywdzący – komentuje Adriana Klos. – W trakcie nauki dziecko przekonuje się też, że dla rodziców bardziej liczą się oceny niż to, który przedmiot jest jego ulubionym. To wynik błędnego myślenia, że przyjemność jest nieproduktywna. Błędnego, bo wiele przyjemności tak naprawdę pomaga ludziom w życiu, chroni choćby przed wypaleniem zawodowym, apatią, spadkami nastroju. A przecież o to chodzi, żeby żyć szczęśliwie i nie cierpieć zanadto.

 
Sprawianie sobie przyjemności często jest mylone z egoizmem, a ten jest społecznie bardzo źle widziany. Adriana Klos wspomina pacjentkę, która za każdym razem, kiedy jedzie ze swoim chłopakiem w góry, ma wyrzuty sumienia. Czuje się winna, bo sprawia sobie przyjemność, podczas gdy jej matka przez całe życie poświęcała się dla niej i nawet nie marzyła o tym, by odpocząć. Dlatego teraz ona, gdy robi sobie wolne, czuje się jakby zdradzała matkę, nie odwdzięczała się jej za lata wyrzeczeń.

To postawa charakterystyczna dla pokoleń wychowanych w czasach, kiedy nie było łatwo, gdy po wszystko trzeba było stać w kolejkach, a luksusy były poza zasięgiem przeciętnego człowieka, czyli – dobrych kilkudziesięciu ostatnich lat. Ugruntowała w nas przekonanie, że w życiu nie może być za dobrze, za łatwo, za przyjemnie.

– Tak jakby pomidor na kanapce to było już za dużo – mówi Adriana Klos. – To bardzo unieszczęśliwiające przekonanie, które ogranicza nas w oddychaniu pełną piersią i czerpaniu radości z życia.

Jak się go pozbyć? – Poprzez ciągłe porównywanie tego, jak nasze przekonania mają się do rzeczywistości – odpowiada psycholog. – Bo czy ludzie wyjeżdżający w góry naprawdę robią coś złego?

Sprytny hedonista

– Gdy nie potrafimy korzystać z przyjemności, mamy kłopot. Grozi nam depresja, osamotnienie, udręka i frustracja – mówi Adriana Klos. – Ale paradoksalnie do tego samego może prowadzić brak umiaru w przyjemnościach. Czyli źle rozumiany hedonizm.

Skoro intensywność każdej ziemskiej przyjemności po krótkim czasie słabnie, człowiek wyrusza w poszukiwaniu kolejnej, i kolejnej, i kolejnej… Tak tworzy się błędne koło.

Jak więc być umiarkowanym, mądrym hedonistą? Paul Martin radzi, by przyjemności serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. Pisze: „Sprytny hedonista przyjmuje strategię »mało, ale często«. Oznacza to skupienie się na Drobnych Przyjemnościach życia codziennego, tych, które zbyt często traktujemy jako coś oczywistego; chodzi o przyjemności łatwo osiągalne, które można często powtarzać, legalne, ani nazbyt wstydliwe, ani nieestetyczne i niepowodujące poważnego uszczerbku na zdrowiu. Mogą też być tanie lub nawet dostępne za darmo”. Wśród nich wymienia na przykład uprawianie ogródka, spacer czy sen.

Philippe Delerm w bestsellerze „Pierwszy łyk piwa i inne przyjemności”, też pisał o tym, jak drobne czynności potrafią odmienić życie. Stawiał np. na czytanie na plaży, gazetę przy śniadaniu czy pierwszy łyk piwa właśnie.

Amelia Poulain, tytułowa bohaterka filmu Jeana-Pierre’a Jeuneta, lubiła przebijać łyżką twardą powierzchnię crème brûlée, puszczać kaczki po rzece czy zanurzać rękę w worku z ziarnami żyta. Jej życie wypełniały małe rozkosze i chciała sprawiać przyjemność innym.

Mało, ale często. Liczą się tylko Drobne Przyjemności. Spróbujmy.

Oto moja krótka lista prywatnych przyjemności na nadchodzący weekend: naleśniki z nutellą i bananem, leżenie w słońcu na trawie, spacer z psem, rower, Agatha Christie, film w dobrym towarzystwie, piwo, migdały w cynamonie, kąpiel, sen.

A Twoja?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Jak wybrać najlepszą kawę? Na co zwrócić uwagę podczas kupna?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Dziś chyba nikt z nas nie wyobraża sobie aktywnego dnia bez pobudzającej filiżanki kawy. Pijemy ją w różnych odsłonach – z ekspresu, po turecku, parzoną, rozpuszczalną, z dodatkami lub bez. Różne są też doznania smakowe pod względem kwasowości i goryczki, co warunkuje blend odmian. Na co zwrócić uwagę przy zakupie kawy?

Skąd pochodzi kawa?

Kawa, a raczej ziarna rośliny o nazwie kawowiec, w celach spożywczych zaczęły być wykorzystywane dopiero około VIII wieku. Z tego okresu pochodzą pierwsze wzmianki na temat pobudzającego działania kawy.

Według doniesień nazwa aromatycznego naparu wzięła się od jednej z prowincji w Etiopii o podobnie brzmiącej nazwie Kaffa. Zanim jednak kawa trafiła do Europy, ogromną popularność zyskała w krajach arabskich, gdzie słowo kahve lub qahwa w wolnym tłumaczeniu oznacza „odpędzać sen”.

Największe plantacje kawy znajdują się w Brazylii, Etiopii, Kolumbii, Wietnamie oraz Indonezji. W tamtych rejonach są też odpowiednie warunki klimatyczne do wzrostu i dojrzewania owoców kawowca. Kawowiec najlepiej rośnie na terenach, gdzie panują warunki tropikalne i deszcze pojawiają się w przeciągu całego roku. Roślina okres wzrostu i kwitnienia przechodzi w tym samym czasie, w związku z tym na jednej gałązce można zobaczyć zarówno kwiaty, jak i owoce. Ziarno kawy jest otoczone pergaminową łuską i składa się z dwóch bardzo podobnych części.

Teren upraw sięga rozmiarów 10 mln hektarów. Roczne spożycie kawy szacowane jest na 8 milionów ton. Przekłada się to na wypitych 2 miliardy filiżanek na całym świecie. Dane te dają podstawę do wysnucia wniosku, iż kawa jest prawdopodobnie najchętniej spożywanym naparem, bez względu na szerokość geograficzną. Ceniona nie tylko za właściwości organoleptyczne, charakterystyczną goryczkę i ciepły aromat, ale przede wszystkim za działanie pobudzające, za co odpowiedzialna jest zawarta w kawie kofeina.

Jakie są rodzaje kawy?

Najpopularniejsze i najczęściej wykorzystywane w celach przemysłowych gatunki to Arabica i Robusta.
  •     Kawa arabica – czym się charakteryzuje?
Uprawa kawy arabica zajmuje około 75% wszystkich plantacji. Najlepiej rośnie na terenach o wulkanicznym podłożu, stromych zboczach od 900 do 1900 m n.p.m.

Jest to gatunek bardziej wrażliwy na niesprzyjające warunki atmosferyczne, przede wszystkim upały. Dodatkowo mniej odporny na działanie szkodników i czynników chorobotwórczych. Ziarna kawy zbierane ręcznie, są znacznie lepsze w smaku, niż te zbierane mechaniczne, jednak proces ten wymaga delikatności, co wpływa na cenę kawy.

Kawa arabica daje łagodny smak, niższą kwasowość oraz zawiera mniej kofeiny niż kawa robusta.

  •     Kawa robusta – cechy gatunku.
W przypadku tego gatunku, warunki wzrostu nie są tak istotne. Robusta jest też bardziej odporna na działanie szkodników. Krzewy dają więcej ziaren, co wpływa na produktywność tej odmiany. Robusta jednak ma mniej pożądane przez konsumentów właściwości organoleptyczne. Jest gorsza w smaku, posiada wyższą kwasowość oraz prawie dwukrotnie przewyższa arabikę co do zawartości kofeiny.

Jak wybrać dobrą kawę?

Zanim podejmiemy decyzję o zakupie kawy, warto wiedzieć, jakie są rodzaje kawy, a co za tym idzie właściwości danego gatunku. Bardzo często spotyka się blendy, czyli pomieszane gatunki kaw w celu otrzymania określonych właściwości naparu.

Ważną rolę w kwestii finalnych doznań organoleptycznych będzie też odgrywał proces palenia i mielenia kawy. Przed wypalaniem ziarna kawy są zielone i nie posiadają żadnego smaku ani aromatu. Wszystkie pożądane cechy kawy są uwalniane poprzez proces palenia.

  •     Palenie jasne – daje najłagodniejszą kawę o niskim poziomie goryczy i lekkiej kwasowości.
  •     Palenie średnie – daje właściwy balans pomiędzy kwasowością, a charakterystyczną dla kawy goryczą. Najczęściej stosowany rodzaj palenia kawy, gdyż trafia w gusta większości konsumentów.
  •     Palenie ciemne – wydobywa mocny smak, goryczkowaty smak kawy.

Jak zmielić kawę?

Stopień zmielenia kawy zależy od sposobu parzenia.
  •     Drobno zmielona kawa sprawdzi się podczas przygotowywania naparu w ekspresie ciśnieniowym.
  •     Średni poziom mielenia będzie najlepszy do tradycyjnego sposobu parzenia kawy.
  •     Grubo mielona kawa będzie odpowiednia do przygotowania naparu w ekspresie przelewowym.
Bez wątpienia kawa jest najczęściej spożywanym napojem na świecie. Kawiarnie są popularnym, niezobowiązującym miejscem spotkań, a zaproszenie „na kawę” jest zawsze dobrym pretekstem, aby się ponownie zobaczyć. Warto również proponować swoim gościom najwyższej jakości produkty. Kawa Roberta Lewandowskiego dostępna w sklepie Foods by Ann, na pewno należy właśnie do takich specjałów. Przetestuj ten niesamowity smak i przekonaj się o prawdziwej jakości kawy.

  1. Styl Życia

Podaruj bliskim na święta relaks, spokój i chwilę oderwania się od rzeczywistości

Elektrownia Powiśle w świątecznym wydaniu. (Fot. materiały partnera)
Elektrownia Powiśle w świątecznym wydaniu. (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
W industrialnych wnętrzach warszawskiej Elektrowni Powiśle powstało miejsce idealne, by się na moment zatrzymać i zadbać o siebie. W Beauty Hall, czyli wyjątkowym koncepcie skupiającym szereg usług beauty&wellness, znajdziemy spokój, równowagę i odpoczynek, które możemy podarować bliskim w bożonarodzeniowym prezencie. 

W industrialnych wnętrzach warszawskiej Elektrowni Powiśle powstało miejsce, w którym możemy się na moment zatrzymać i zadbać o siebie. W Beauty Hall, czyli wyjątkowym koncepcie skupiającym szereg usług beauty&wellness, znajdziemy spokój, równowagę i odpoczynek, które możemy podarować bliskim w bożonarodzeniowym prezencie. 

Elektrownię Powiśle okrzyknięto jedną z najbardziej udanych rewitalizacji przestrzeni przemysłowych w Europie. Nic dziwnego, powstała tam bowiem niezwykła przestrzeń - handlowa, usługowa, gastronomiczna, eventowa, biurowa, hotelowa i mieszkalna - w której tradycja łączy się z nowoczesnością, a industrialne mury o współczesnym sznycie sprawiają, że przebywanie tam to prawdziwa, estetyczna przyjemność. Przyjemność tym większa teraz, w przedświątecznym czasie. Wnętrza elektrowni wypełniły bowiem delikatne lampki i świąteczne ozdoby, przed wejściem stoi przepiękna choinka. Już sam pobyt tam umili chłodne, grudniowe dni, tym bardziej, że w ofercie znajdziemy wiele usług, które idealnie sprawdzą się jako bożonarodzeniowy prezent.

Elektrownia Powiśle to również miejsce, które nieustannie idzie z duchem czasu. Obok unikalnych butików modowych i biżuteryjnych, targu Plonoteka, gdzie można zaopatrzyć się w świeże owoce i warzywa od lokalnych producentów i świetnych restauracji, powstało wyjątkowe, niespotykane dotąd w naszym kraju miejsce, które skupia usługi beauty&wellness, dostosowane dla kobiet i mężczyzn. Na powierzchni 1500 mkw znajduje się ponad 300 przeróżnych ofert usług, dzięki którym zadbamy zarówno o nasze ciało, jak i tę drugą, duchową stronę piękna. Beauty Hall, czyli strefa piękna, to liczne stoiska kosmetyczne, salony fryzjerskie, barber shop, ale również wydzielona część, w której można skorzystać z masaży, usługi depilacji oraz zabiegów kosmetycznych, wykonywanych tradycyjnymi oraz nieco bardziej nowoczesnymi metodami.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Wszystko po to, by ułatwić znalezienie czasu dla siebie i zadbanie o najważniejszą osobę w naszym życiu - nas samych. Trzeba jedynie dokładnie wsłuchać się w swój organizm, bo tylko wtedy zrozumiemy, czego naprawdę potrzebuje. By nieco ułatwić decyzję, podpowiadamy, że zimą należy pamiętać przede wszystkim o odpowiedniej pielęgnacji twarzy i włosów - takiej, która zapewni najskuteczniejszą ochronę przed niskimi temperaturami. W okresie zimowym nasze włosy i skóra cierpią szczególnie. Suche powietrze i spadek wilgotności sprawiają, że skóra wysusza się, jest popękana i traci swoją najważniejszą, ochronną funkcję. Włosy natomiast są suche, łamliwe, wypadają i elektryzują się. Musimy zapewnić im nawilżenie, pielęgnację i ochronę. I to właśnie znajdziemy w ofercie Beauty Hall - z potężną dawką relaksu w gratisie.

Na jakie zabiegi warto się zdecydować? DNA Clinics oferuje zabieg idealny za zimowy czas - Cryo Facial. Dzięki niemu skóra odzyska naturalne nawilżenie przez zablokowanie utraty wody. Co więcej, zabieg redukuje zaczerwienienia i podrażnienia skóry oraz powoduje mikropeeling. To najlepszy sposób na pozbycie się obrzęków twarzy, ujędrnienie oraz odżywienie.

Z kolei w salonie Let's Beauty możemy zdecydować się na zabieg Glow Like a Star. To autorski wieloetapowy zabieg skomponowany na bazie unikalnych składników zawartych w produktach marki Bogna Skin. Kolejno nakładane po sobie preparaty dostarczają skórze bogactwo roślinnych składników aktywnych, między innymi ekstrakt ze śliwki kakadu - jednego z najbogatszych źródeł naturalnie występujących witaminy C. Przy okazji zabiegu wykonywany jest też masaż twarzy, który nie tylko jest przyjemnością, ale też poprawia jędrność skóry, owal twarzy oraz drobne zmarszczki.

A co dobrego możemy zrobić dla włosów? Duda Hair Design oferuje Pakiet Tokio Inkarami, czyli głęboką kurację ukierunkowaną przede wszystkim na uszkodzenia chemiczne i mechaniczne włosów. Przy użyciu najnowszych technologii odżywia i regeneruje włosy, wnikając w najgłębsze obszary mikro i makrowłókna, dzięki składnikom takim jak B-keratyna, czynnym powierzchniowo aminokwasom i fulerenom. Kuracja opiera się na naturalnych lipidach i aminokwasach analogicznie do składu włosów, dzięki czemu zapewnia optymalną wchłanialność, poprawiając znacznie strukturę i odporność włosów i zapewniając głębokie nawilżenie. A działanie fulerenów zapobiega pękaniu naskórka i utlenianiu się włosów.

Nourishing pełna odbudowa to z kolei odbudowująca kuracja przeznaczona dla bardzo zniszczonych włosów, wymagających głębokiej regeneracji, wzbogacona o fitokeratynę i Blacicic Blond Complex. Pomaga naprawić wiązania keratynowe we włosach i zapewnia ochronę przed łamaniem się włosów. Kuracja przywraca uszkodzonym partiom nowe życie pozostawiając włosy miękkie i odżywione.

Dlaczego warto wybrać ofertę Beauty Hall w Elektrowni Powiśle? To przede wszystkim wygoda, bo tak bogata i wyjątkowa oferta usług zlokalizowana jest pod jednym adresem. Można więc oddać się błogim przyjemnościom bez przemieszczania się, w praktycznie każdych okolicznościach - zarówno gdy chcemy poświęcić cały dzień na relaks, jak i gdzieś pomiędzy zakupami lub podczas przerwy na lunch. Wszystkie usługi są też wykonywane na najwyższym poziomie i spełniają oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów. Strefa piękna jest czynna codziennie - od poniedziałku do soboty w godz. 8:00 – 20:00 oraz we wszystkie niedziele od 10:00 do 19:00. Wizyty można zarezerwować za pomocą strony internetowej oraz aplikacji Booksy lub na miejscu korzystając z pomocy concierge’a, który z chęcią pomoże wybrać najlepsze zabiegi i zarezerwować terminy.

Przed nami święta Bożego Narodzenia, za nami niezwykle ciężki rok - zasłużyliśmy więc na prezent w postaci zadbania o siebie. Można więc z okazji świąt, dla bliskich bądź dla samego siebie, podarować voucher, który umożliwia indywidualny dobór zabiegów beauty&wellness w Beauty Hall. Wystarczy wybrać kwotę vouchera i zamówić go w wersji online lub z dostawą do domu, można też kupić go na miejscu, u cancierge’a.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Święta to czas obdarowywania wszystkim, co najlepsze. Kto z nas nie marzy teraz o chwili spokoju i relaksu? W Beauty Hall z pewnością każdy dostanie to, czego najbardziej potrzebuje zarówno jego ciało, jak i dusza.

  1. Styl Życia

Tajemnice naszych upodobań - od czego zależy siła przyjemności?

Ilustracja: Anna Rudak
Ilustracja: Anna Rudak
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Dlaczego jedni lubią wegańskie serniki, a inni nie przeżyją dnia bez mlecznej czekolady? Dlaczego jedni gustują w zabawach z kajdankami, a inni wolą o tym jedynie poczytać? Profesor Paul Bloom, psycholog z Uniwersytetu Yale i autor poczytnych książek, odkrywa tajemnice naszych upodobań.

Od jakich przyjemności zaczyna pan dzień? Od kawy, uwielbiam dobrą kawę. Jednak pełna odpowiedź brzmi: „Moje poranne przyjemności to kawa i praca”. Kiedy budzę się rano, piję kawę i przez godzinę pracuję nad ważnym projektem. Uwielbiam zanurzyć się w pisaniu i całkowicie skupić się na tym, co robię. Teraz jest to propozycja nowej książki dla wydawnictwa.

Co pan powie na filiżankę kawy fair trade i wegańskiego rogalika? Czy to większa przyjemność? Czym naprawdę się rozkoszujemy, pałaszując tak ostatnio modne roślinne curry? Przekonaniem, że jesteśmy bardziej etyczni, dbamy o środowisko i zwierzęta, i to być może sprawia, że jedzenie smakuje lepiej. Znacznie częściej jednak takie jedzenie smakuje gorzej, bo jeśli łączysz posiłek z etyczną powinnością, to nie spodziewasz się, że będzie specjalnie smaczny. Jeśli myślimy, że coś jest moralne lub zdrowe, wtedy nasz mózg przestawia się na inne rejestry i odczuwamy mniej przyjemności z tego, co jemy. Moja żona chce, żebym jadł brązowy ryż. Mówi, że jest zdrowszy od białego, i pewnie ma rację. Pewnie też dlatego mi nie smakuje.

Może znacznie bardziej od smaku cieszy, że jemy zdrowo, modnie i drogo? Bo organiczna żywność jest droższa, a więc dostępna wybranym. Rzeczywiście, to samo wino smakuje lepiej, jeśli myślisz, że kieliszek kosztuje sto złotych, niż wtedy, kiedy myślisz, że kosztuje dziesięć. W mojej książce pokazuję, że o tym, co lubimy, decydują ważniejsze niż kubki smakowe czynniki. Liczy się przede wszystkim to, co myślimy o prawdziwej istocie rzeczy, która daje nam przyjemność. Czyli o tym, co to jest, jaką ma historię i naturę. Prosty przykład: jeśli patrzysz na czyjąś twarz i nie znasz tej osoby, to dla ciebie po prostu czyjaś twarz i widzisz ją taką, jaka jest. Jeśli to twarz przyjaciela czy kochanej osoby, widzisz ją przez pryzmat swoich uczuć. Jeśli to twarz kogoś, kogo nienawidzisz – nawet jeśli w innych okolicznościach uznałabyś ją za piękną – nie wygląda dla ciebie dobrze. Ta sama zasada odnosi się do dzieł sztuki. W moim domu wiszą rysunki moich dzieci z czasów ich dzieciństwa. Są dla mnie bardzo piękne, bo wiem, kto je narysował.

Czy rządzi nami potrzeba przyjemności? Co wpływa na intensywność jej odczuwania? (fot. iStock) Czy rządzi nami potrzeba przyjemności? Co wpływa na intensywność jej odczuwania? (fot. iStock)

Jak mówi znane powiedzenie: piękno jest w oku patrzącego. Co jednak pięknego dostrzegamy w mlecznych czekoladach i czipsach kuszących nas z reklam i sklepowych półek? Zwłaszcza wtedy, kiedy nosimy rozmiar XXL i wciąż sprawiamy sobie przyjemność w postaci pudełka lodów czekoladowych. Czekolada po prostu smakuje dobrze, ponieważ w toku ewolucji nauczyliśmy się lubić cukier. Jeśli głodujesz, cukier postawi cię na nogi. Ale przy tym jesteśmy sprytni na tyle, żeby stworzyć superbodźce, które uderzają w nasze ewolucyjne potrzeby sto razy mocniej niż dojrzały owoc, więc dla wielu z nas są nie do odparcia. Tłuste, słodkie lody to taki superbodziec. Innym jest pornografia. Ewolucja sprawiła, że nagie ciało drugiej osoby jest dla nas atrakcyjne. Za sprawą przemysłu pornograficznego tysiące nagich ciał mamy na wyciągnięcie ręki, więc niektórzy mężczyźni nawet nie wychodzą z domu, żeby znaleźć ciało realne. Podobnie gry komputerowe – są zaprojektowane tak, żeby zaspokajać nasze naturalne apetyty, ale w stukrotnie większym natężeniu niż realne życie.

Niektóre apetyty są, hm…  specjalne. Co stoi za masochistyczną przyjemnością? Mówiąc wprost: niektórzy lubią masochistyczny seks, inni nie, podobnie jak jedni lubią ostro przyprawione jedzenie, a inni nie. Ale każdy lubi trochę pocierpieć, szczególnie jeśli ma kontrolę nad nieprzyjemnymi doznaniami. Jest sporo ludzi, którzy lubią odczuwać ból i drobne upokorzenia, jeśli mogą powiedzieć „stop”, kiedy tylko zechcą. To tak jak oglądanie przerażającego filmu: możesz zamknąć oczy lub wyjść z kina; jak jedzenie ostrej potrawy; branie gorącej kąpieli lub zimnego prysznica. Przyjemność z cierpienia to forma gry i poznawania świata. Kiedy badamy świat czy to realnie, czy w wyobraźni, mamy tendencję do skupiania się na negatywnych doświadczeniach. Po to, żeby je zrozumieć i wyciągnąć z nich naukę. Podobnie jest z marzeniami na jawie: większość z nich jest nieco negatywna, często myślimy o smutnych lub trudnych sprawach. Nie dlatego, że coś z nami nie w porządku. Tylko dlatego, że ewolucyjnie korzystne jest dla nas myślenie o złych rzeczach.

Wydaje mi się, że miliony wielbicieli „Pięćdziesięciu twarzy Greya” nie zgodziłoby się, że czytanie o dziewczynie wciągniętej w masochistyczną grę upokarzania i bólu jest dla nich złą rzeczą. Jaka przyjemność stoi za tą lekturą? Czytałem tę książkę i myślę, że powieść zaspokaja rozmaite apetyty, które ludzie mają i do których niekoniecznie się przyznają. Wiele kobiet pociągają bardzo silni, dominujący mężczyźni – i to jedna z fantazji, do jakich ta książka nawiązuje. Również potrzeba kontrolowania mężczyzn znajduje tutaj swoje zaspokojenie, bo na końcu bohaterka zostawia kochanka, czyli ostatecznie to ona decyduje o ich związku. Jeden motyw tej powieści wydaje się szczególny i w jakiś sposób czyni z niej seksowną wersję „Harry’ego Pottera”. Harry Potter odzwierciedla fantazję, że nie jesteś tylko dzieckiem. Jesteś szczególnym dzieckiem. Bohaterka „Pięćdziesięciu twarzy...” jest przeciętną studentką, ale ten niezwykły mężczyzna mówi jej: „Jesteś wyjątkowa. Jesteś najbardziej niezwykłą kobietą, jaką w życiu spotkałem. Byłem w wielu związkach, ale nigdy nie kochałem nikogo tak jak ciebie”. Każdy chce usłyszeć: „Jesteś wyjątkowa, jesteś wyjątkowy”. To absolutnie decydująca formuła. Psycholog ewolucyjny Steven Pinker twierdzi, że zakochujemy się, żeby to poczuć. Wiele naszych fantazji i opowieści zbudowanych jest na tym motywie.

Psychoanalityk powiedziałby, że całe nasze życie kręci się wokół potrzeby wyjątkowości, bo nie zaspokoiliśmy jej w dzieciństwie. Alexander Lowen, twórca popularnej w Polsce analizy bioenergetycznej, uważa, że nasza zdolność odczuwania przyjemności i miłości jest często zablokowana przez to, jak byliśmy traktowani przez rodziców.

Nie ma wielu dowodów, że rodzice są odpowiedzialni za to, co lubisz i jak odczuwasz przyjemność. Kiedy dzieci dorastają, zwracają uwagę na świat wokół nich i są kształtowane przez otoczenie. Twoje preferencje nie muszą być regulowane przez rodziców, z wyjątkiem tego, że dzielisz z nimi geny. Myślę, że podstawowy wyznacznik naszych pragnień to biologia. Biologia jest tak potężna, że nawet tego nie zauważamy. Traktujemy jako oczywiste to, że lubimy jeść, uprawiać seks, plotkować, słuchać muzyki i opowiadać historie. Oprócz tego kształtuje nas kultura, w której żyjemy. Jak wiele rzeczy nasze preferencje to kombinacja tych elementów. A oprócz tego liczy się coś w rodzaju przypadku, którego nikt nie umie wyjaśnić. Nie uważam, że to magia…

…ale? Przypadki wpływają na to, jaki jest twój mózg. Nienawidzę sera. Moi rodzice lubią ser, moja żona lubi ser, wszyscy wokół mnie lubią ser. Musi być jakiś powód, że ja go nie cierpię, ale nie wiem jaki. Jeśli chodzi o nasze upodobania, to zawsze trzeba zostawić przestrzeń dla tajemnicy. Myślę, że dla tajemnicy i wyboru. Moja przyjaciółka wierzy, że to kwestia wyboru i pracy. Próbowała przekonać mnie do jedzenia sera, bo uważa, że jeśli mocno się postaram, to polubię ser.

Wydaje mi się bez sensu zmuszać się do polubienia czegoś, czego nie lubię. Czy nie lepiej czerpać radość z tego, co ją daje? Czasami są przyjemności, których chcesz doświadczyć lub których warto doświadczyć. Na przykład opowiadasz mi o świetnej wystawie sztuki współczesnej, a ja mówię: „Mam w nosie sztukę współczesną! To po prostu nonsens!”. Ty odpowiadasz: „No nie, spróbuj to jednak polubić, bo wtedy zobaczysz, że to poszerza twoje horyzonty i dodaje życiu smaku”.

Przyznaję, że praca nad książką zmieniła moje nastawienie do przyjemności. Teraz doceniam, że nasza wiedza, np. o winie, muzyce czy filmach, zwiększa przyjemność, jaką czerpiemy z kieliszka chablis, słuchania koncertu czy oglądania serialu. Sposobem na to, żeby delektować się winem, nie jest kupowanie drogiej butelki, ale wiedza na temat wina. Sposobem na radość z muzyki jest rozumienie muzyki. Ktoś, kto wie wiele o muzyce klasycznej, docenia Bacha na innym poziomie itd. To sugeruje, że jest bliski związek między przyjemnością a wiedzą, i możemy wykorzystać go do poprawienia jakości życia.

Tymczasem większość z nas zamiast czytać o szczepach wina czy Bachu, woli się cieszyć nieszczęściem bliźniego, nawet jeśli wie, że to grzeszna przyjemność.

Schadenfreude jest szczególnie trudna do uniknięcia, jeśli jesteś pisarzem! [Śmiech]. To trochę smutne, ale jesteśmy stworzeniami hierarchicznymi i oceniamy siebie w stosunku do innych. Chcemy stać wysoko w hierarchii, być podziwiani i szanowani. Okropnie jest czuć, że jest się nisko. Schadenfreude pomaga nam poczuć, że jesteśmy wyżej, a oni są niżej. Wiemy, że nie powinniśmy tego czuć wobec przyjaciół, ale czasami czujemy. To taka sama przyjemność jak ta, kiedy przytrafia nam się coś dobrego. Jeśli nie masz niczego dobrego, z czego możesz się cieszyć, masz przynajmniej coś złego, co przytrafia się innym. Oscar Wilde powiedział coś w rodzaju: „Nie wystarczy, że ja odniosę sukces. Inni muszą ponieść porażkę”.

Podobno najlepszą obroną przeciwko schadenfreude jest skupienie na sobie, bo wtedy jest się zbyt zajętym swoimi sprawami, żeby cieszyć się z potknięć innych. A według pana na jakich przyjemnościach warto się skupiać? Jest takie znane, przypisywane Freudowi powiedzenie: najważniejsze rzeczy w życiu to miłość i praca. Tak więc mogę powiedzieć, że najważniejsze są związki i projekty zawodowe. Nie chcę prawić morałów, ale raczej nie powinno się spędzać życia na szukaniu przyjemności, ponieważ są lepsze rzeczy do robienia. Ale jeśli ktoś chciałby ich szukać, to polecałbym takie radości, które poprawiają jakość życia i czynią ludzi szczęśliwymi. Jeśli cieszy cię przyjaźń, miłość i pomaganie innym, to są to dobre przyjemności, bo sprawiają, że inni też z nich czepią radość.

Czy to znaczy, że przyjemność i szczęście są nierozdzielne? Można definiować je jako tę samą rzecz, ale ja uważam, że przyjemność to coś, czego doświadczasz krótko. Popijanie dobrej kawy lub śmiech z żartu to przyjemności. Szczęście to znacznie bardziej zrównoważony aspekt twojego życia. Ale istnieje związek między tym, ile odczuwasz przyjemności, a tym, jak szczęśliwy jesteś – życie pełne przyjemności to często życie szczęśliwe. Jednak szczęście i przyjemność są niezależne. Możesz więc mieć wiele przyjemności i być nieszczęśliwy, a możesz nie odczuwać przyjemności i być szczęśliwym człowiekiem. Ale jeśli chcesz mieć dobre życie, najlepiej mieć po trochu i przyjemności, i szczęścia.

  1. Styl Życia

Kąpiel w wannie - relaks i uspokojenie

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
W niektórych epokach bywała sportem ekstremalnym zarezerwowanym dla śmiałków i ekscentryków. Dzisiaj kąpiel to po prostu czysta przyjemność.

Antyczne wanny robiono z marmuru lub ze srebra. W średniowieczu kąpano się w okrągłych drewnianych kadziach przykrywanych płótnem dla zatrzymania ciepła. XVIII-wieczne miedziane wanny kształtem przypominały trumnę, a ich niewielkie rozmiary służyły oszczędzaniu wody. Niewiele ponad sto lat temu były jeszcze w użyciu wanny składane oraz wynalazki takie jak wanna-łóżko czy wanna-stół. Dzisiaj wchodzimy w nową epokę – widać to po ewolucji pomieszczenia przeznaczanego na łazienkę. Coraz więcej wnętrzarskich koncepcji wpisuje się w tendencję zwaną cocooning, polegającą na zamykaniu się przed pełnym chaosu światem zewnętrznym w przyjaznej przestrzeni własnego mieszkania. Łazienka zaprojektowana zgodnie z najnowszymi trendami architektonicznymi bywa często przedłużeniem sypialni i jest naprawdę duża. Nic dziwnego, skoro (w wersji minimum!) powinna się w niej zmieścić designerska wanna, wygodna kabina prysznicowa i dwie umywalki. Na szczęście, aby skorzystać z dobroczynnej kąpieli, wcale nie trzeba dysponować stumetrowym pokojem kąpielowym. Wystarczy tylko mieć wannę.

Czysta prawda

Zanim kąpiel stała się zwykłym zabiegiem higienicznym, bywała sprawą wielkiej wagi politycznej lub religijnej. W niektórych epokach czystość ciała odzwierciedlała czystość duszy, w innych traktowana była jako oznaka nadmiernego przywiązywania wagi do rzeczy przyziemnych i grzesznych. Dla pierwszych chrześcijan symbolem epoki rozpusty były rzymskie łaźnie. Dlatego średniowieczni asceci rezygnowali z mycia. Nie był to trend masowy. Wbrew naszym przekonaniom średniowiecze należy do najczystszych (w znaczeniu dosłownym) epok w historii – ludzie kąpali się w rzekach i mieli do dyspozycji publiczne łaźnie.

Schyłek wieków średnich przyniósł wielkie epidemie. A ponieważ ówcześni mieszkańcy Europy sądzili, że woda otwiera pory skóry na „złe powietrze” i zarazę, przestali się kąpać. W renesansie było już tylko gorzej. Ludzie myli twarz i ręce, a resztę ciała tylko wycierali. Miarą czystości nie była częstotliwość brania kąpieli (bliska zeru), lecz zmieniania bielizny. Niebezpieczna rozrywka, za jaką uważana była kąpiel, dostarczała dreszczyku emocji jedynie nielicznym przedstawicielom elit. Kąpali się oni nie więcej niż kilka razy w roku, z zachowaniem wielkiej ostrożności. Od czasów Hipokratesa znane były kąpiele lecznicze. Medycy przepisywali jednak tę ryzykowną terapię tylko w najtrudniejszych przypadkach.

Pod koniec XVII wieku w Europie kąpiel wróciła do łask. Zaczęło się od wyższych warstw społecznych – w siedzibach możnych pojawiły się pokoje kąpielowe. Momentem przełomowym okazały się jednak znowu wielkie epidemie. W XIX wieku wiązano już rozprzestrzenianie się chorób z niskim poziomem higieny w dużych skupiskach ludzkich. Fale masowych zachorowań przyspieszyły więc podjęcie decyzji o budowie wodociągów i systemów kanalizacji w wielkich miastach. W czasach, kiedy jeszcze nie instalowano wanien w mieszkaniach, można je było wynająć. Zorganizowanie kąpieli było jednak dość kosztowne i skomplikowane. Nic dziwnego, że statystyczny Europejczyk z lat 30. XIX wieku kąpał się dwa razy w roku. Dopiero pod koniec tego stulecia w mieszczańskich mieszkaniach pokój toaletowy (w którym był klozet, prymitywna umywalka i czasami bidet) został wyposażony w wannę. W pierwszej połowie XIX wieku Vincent Priessnitz opracował system rynien, dzięki któremu ludzie mogli zażywać kąpieli na stojąco.

Ostatni przełomowy wynalazek pojawił się w latach 60. ubiegłego stulecia – była nim kąpiel bąbelkowa wymyślona przez Włocha Roya Jacuzziego. Panująca dziś moda na spa odzwierciedla potrzeby współczesnych ludzi – zestresowani i zabiegani szukamy miejsc, gdzie możemy się odprężyć i wyciszyć. Pojawia się też coraz więcej kosmetyków, dzięki którym relaksującą kąpiel z łatwością zorganizujemy we własnej łazience.

Co dodawać do kąpieli?

Pachnąca jaśminem musująca tabletka zapewniająca efekt minijacuzzi? Płyn o upojnym zapachu barwiący wodę na wściekle różowy kolor? A może garść liofilizowanej morskiej soli i płatki lawendy? Wybierając coś dla siebie spośród olejków, płynów, saszetek i pastylek w wielu zapachach i kolorach, można poczuć lekkie oszołomienie. Tymczasem nie wszystkie dodatki nadają się dla każdego. Jeśli mamy suchą, wrażliwą lub alergiczną skórę, zrezygnujmy z płynów do kąpieli wytwarzających dużą ilość piany (zawierają zwykle sporo wysuszających skórę detergentów) i kosmetyków o bardzo intensywnym kolorze i zapachu (ich składniki mogą powodować podrażnienia lub uczulać). Po kąpielowe zakupy wybierzmy się do apteki. Znajdziemy tam płyny i emulsje, które co prawda nie pachną, ale nawilżają i wygładzają skłonną do podrażnień skórę. Konkurencją dla aptecznych specyfików są całkiem zwykłe produkty z kuchennej szafki. Suchej skórze ulgę przyniesie kąpiel z dodatkiem krochmalu, oleju roślinnego, mleka, naparu lipowego, płatków owsianych lub siemienia lnianego.

Na bolące stawy, kłopoty z kręgosłupem czy przetrenowane mięśnie dobrze nam zrobi kąpiel z dodatkiem soli z Morza Martwego lub soli kłodawskiej. Kąpiel solankowa wspomaga odchudzanie, a borowinowa rozgrzewa i pomaga zwalczyć infekcje. Oczywiście ani solanka, ani borowina w domowej wersji nie będą miały takiego stężenia jak w sanatorium, efekt więc będzie odpowiednio słabszy. Doskonałym dodatkiem do kąpieli są też naturalne olejki eteryczne. Przy przeziębieniu warto się rozgrzać w ciepłej wodzie z dodatkiem olejku eukaliptusowego, sosnowego, imbirowego lub cynamonowego. Olejek geraniowy pomoże nam walczyć ze stresem, a do snu ukołysze zapach lawendy lub kwiatu gorzkiej pomarańczy. Jeśli mamy kłopoty z infekcjami, możemy spróbować olejku z drzewa herbacianego, cyprysu lub jałowca. Ponieważ esencjonalne olejki miewają silne działanie, alergicy, kobiety w ciąży i osoby z chorobami układu krążenia przed ich zastosowaniem powinni poradzić się lekarza.

Zdrowie dzięki wodzie

Działanie kąpieli jest ściśle powiązane z jej temperaturą i czasem trwania. Chcąc realizować maksymę sanus per aquam, powinniśmy ograniczyć ilość kąpieli w wannie do dwóch-trzech w tygodniu i nie przesadzać z ekstremalnymi temperaturami wody. Lekarze twierdzą, że najlepiej relaksuje kąpiel w temperaturze naszego ciała. Łagodzi bóle głowy, pomaga walczyć ze stresem i rozluźnia napięte mięśnie. Zanurzenie się w wodzie o temperaturze 37–40 stopni Celsjusza sprzyja eliminacji toksyn z organizmu, pomaga się rozgrzać w chłodny dzień i dodaje energii. Nie powinniśmy jednak przebywać w wannie dłużej niż 15 minut. Bardzo ciepła kąpiel może bowiem przesuszać naskórek i zwiększać skłonność do podrażnień, a zbyt wysoka temperatura wody grozi pękaniem naczynek krwionośnych. Dermatolodzy szacują, że nasza skóra po gorącej kąpieli potrzebuje aż czterech godzin, by odbudować swój ochronny wodno-tłuszczowy płaszcz.

Wyjątkowo dużo zalet ma natomiast kąpiel chłodna – odmładza i ujędrnia skórę, uzupełnia kuracje wyszczuplające i antycellulitowe, polepsza przemianę materii, dodaje energii. W zimie trudno jednak kogoś namawiać na orzeźwiającą, krótką i lodowatą kąpiel rodem ze Skandynawii. Dużo bardziej pociągająca w chłodny dzień wydaje się japońska kąpiel furo. Japończycy najpierw szczotkują skórę i myją się pod prysznicem. Potem zanurzają się w wodzie w temperaturze 40–50 stopni Celsjusza. Bardzo gorąca kąpiel służy relaksowi i wspaniale rozluźnia mięśnie. Ideałem jest podobno doprowadzenie ciała do konsystencji yudedako, czyli gotowanej ośmiornicy. Możemy spróbować to sobie wyobrazić albo zakosztować tej przyjemności na własnej skórze. Tylko czy aby w takim przypadku kąpiel nie staje się znowu doświadczeniem dla śmiałków? Korzystałam z książki „Czystość i brud: higiena ciała od średniowiecza do XX wieku” Georges’a Vigarella, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1996.

  1. Seks

Przygoda jednej nocy - najważniejsza jest szczerość

Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. (Fot. Getty Images)
Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zwykło się przyjmować, że to mężczyźni, wykorzystując naiwność i emocjonalność kobiet, ulatniają się niespodziewanie po wspólnie spędzonej nocy. Jednorazowa przygoda nie musi być jednak czymś złym ani krzywdzącym dla drugiej strony. Najważniejsza jest szczerość wobec siebie i partnera/partnerki.

Zwykło się przyjmować, że to mężczyźni, wykorzystując naiwność i emocjonalność kobiet, ulatniają się niespodziewanie po wspólnie spędzonej nocy. Jednorazowa przygoda nie musi być jednak czymś złym ani krzywdzącym dla drugiej strony. Najważniejsza jest szczerość wobec siebie i drugiej osoby.

Kobiety tak samo jak mężczyźni chcą na różne sposoby realizować swoje potrzeby seksualne. Może być to także przygodny seks z mniej lub bardziej przypadkowymi partnerami. Decyzja o szybkim kontakcie fizycznym wymaga jednak przemyślenia, co to tak naprawdę dla nas znaczy i jak będziemy się potem czuć.

Od dziecka zewsząd słyszymy, że seks jest czymś poważnym, że trzeba z nim zwlekać, a jeżeli czekać nie będziemy, zostaniemy ukarane/ukarani (ciążą, odejściem partnera itp.). Seks jako „sport” spotyka się z potępieniem, a „zaliczanie” kolejnych osób jako bezmyślność i zezwierzęcenie. Kobieta ma jeszcze gorzej – jest „zaliczana” i się „puszcza”. Kobiety często boją się „zszargania opinii” w oczach mężczyzn. Lęk o własną „reputację” często powstrzymuje je przed otwarciem na przyjemność i nowe doświadczenia seksualne.

Jest to jednak tylko jedna wersja! Można postrzegać kontakty seksualne zupełnie inaczej, chociaż pozbycie się z myśli tego negatywnego przekazu wymaga wysiłku i pracy nad sobą, bo to w nim wzrastałyśmy/wzrastaliśmy.

Coraz więcej mężczyzn uznaje równouprawnienie kobiet także w dziedzinie seksualnej. Przygodny seks nie stanowi dla nich przesłanki do potępienia partnerki. Zaciera się nieprzekraczalna wcześniej granica między „świętą” i „dziwką”. Kiedyś mężczyźni wiązali się z innymi kobietami niż z którymi się bawili, teraz ma to coraz mniejsze znaczenie. Doświadczenie seksualne kobiety (a nie jedynie mężczyzny) stanowi zaletę, dziewice nie są już na szczęście poszukiwane tak jak w bajkach.

Przygodny seks nie musi być jedynie „rozładowaniem napięcia” czy zapełnianiem życiowej pustki. Dla niektórych osób to po prostu zabawa i nieskrępowana przyjemność. Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. Nie warto traktować tej sfery jako brudnej i zwierzęcej, bo w ten sposób dręczymy tylko same/samych siebie.

Zabawa nie wyklucza odpowiedzialności, wręcz przeciwnie – trudno dobrze się bawić, obawiając się ciąży, chorób czy oszukując partnera/partnerkę. Dlatego jeżeli zakładamy jednorazowy kontakt, nie wysyłajmy partnerowi/partnerce innych sygnałów. Lepiej między słowami lub dosłownie uprzedzić o swoich planach niż później spotkać się z wyrzutami (choć trudno przewidzieć czyjąś późniejszą reakcję). Oczywiście koniecznie należy pamiętać o zabezpieczeniu! Jeżeli partner lub partnerka nie chcą się zgodzić na seks z prezerwatywą, powinien to być czytelny sygnał, żeby nie posuwać się dalej!

One night stand nie musi wiązać się z egoistyczną chęcią zaspokojenia jedynie własnych potrzeb. Osoba, której zależy na przyjemności partnera/partnerki, będzie zawsze o nią dbała, bez względu na to, ile razy ma jeszcze zamiar się spotkać. Jeżeli ktoś myśli w seksie głównie o sobie, nie zmieni się w stałym związku.

Czasami jednorazowa przygoda jest zaplanowana albo z góry wiadoma (na przykład kiedy spotyka się kochanka/kochankę w szczególnych okolicznościach i trzeba wrócić do domu), a czasami po jednej nocy okazuje się, że na żadną kontynuację nie ma się ochoty. Za każdym razem warto porozmawiać i wyjaśnić sytuację. Nieodpowiadanie na wiadomości jest co najmniej nieeleganckie, chyba że w ogóle nie chcemy się kontaktować, wtedy lepiej kontaktu do siebie nie zostawiać.

A co zrobić, gdy po jednorazowej przygodzie chcemy więcej, a druga osoba niekoniecznie? Niestety, tak bywa. Każdy ma prawo odmówić kolejnego spotkania bez tłumaczenia się. Musimy to przyjąć i nie załamywać się. Jeżeli rozczarowanie i przygnębienie zdarzają nam się częściej, warto zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy od przygodnych znajomości i czy przypadkiem nie szukamy czegoś zupełnie innego.