1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. O związek trzeba dbać. Rozmowa psychoterapeutką Marią Rotkiel

O związek trzeba dbać. Rozmowa psychoterapeutką Marią Rotkiel

Pary łabędzie znane są z lojalności i przywiązania do siebie. (iStock)
Pary łabędzie znane są z lojalności i przywiązania do siebie. (iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Bliskie relacje nas wzmacniają, ale pod warunkiem, że o nie dbamy. A dbamy wtedy, kiedy sami się rozwijamy. Dlatego renowację związku powinniśmy zawsze zaczynać od pracy nad sobą. 

 

Wakacje to dobry czas na odbudowanie związku?
Owszem, to fajna okazja do tego, żeby się do siebie zbliżyć, bo wreszcie mamy dla siebie czas. A dla większości par główny problem to właśnie brak czasu. Przytłoczeni na co dzień obowiązkami zawodowymi, zajmowaniem się domem, dziećmi, pielęgnowanie relacji z partnerem odkładamy na potem. To często jedna z ostatnich pozycji na liście naszych priorytetów, co jest bardzo dużym błędem, bo o relację trzeba dbać.

Co to znaczy: dbanie o relację?
To przebywanie z drugą osobą, uważność, czyli nie tylko mówienie do niej, ale i słuchanie tego, co ma mi do powiedzenia, to okazywanie jej czułości, zainteresowania, to wspólne przyjemności, wspólna przestrzeń, która, niestety, z czasem robi się coraz mniejsza. Urlop jest po to, żebyśmy mogli w końcu ze sobą być, ale jest też często dużym zagrożeniem dla związku.

Może okazać się bolesnym czasem prawdy?
To bardzo dobre określenie. Przez cały rok funkcjonujemy jak dobrze działająca firma, potrafimy nawet nieźle rozkładać między siebie codzienne zajęcia, ale nie mamy czasu na bliskość, na intymność, nie mówiąc już o seksie, na który brakuje nam siły. I kiedy już ten czas się pojawia, to raptem okazuje się, że bycie razem jest trudne. Jeżeli bowiem spoiwem relacji jest tylko wzajemna wymiana zobowiązań, które możemy nawet kochać (czyli nasze dzieci) albo które są trudne (jak kredyty) i jeśli tak funkcjonujemy parę lat, to może się okazać, że na urlopie trudno się do siebie zbliżyć. Po kilku dniach rozmów o dzieciach, pracy, obowiązkach tematy się wyczerpują. Jeżeli – co gorsza – partner nas irytuje, denerwuje, bo raptem chce robić coś, na co nie mamy ochoty, jest marudny, to urlop może być nie lada wyzwaniem, bo uświadamia ludziom prawdę o ich relacji.

Co z tą prawdą zrobić?
Zacząć trzeba od przemyślenia, dlaczego tak naprawdę jestem z drugą osobą. Czy dlatego, że lubię jej towarzystwo, bliskość, fizyczność, że mamy tematy do rozmów? Czy może tylko z obowiązku? Wiele par przychodzi do mnie z refleksją, że zorientowali się na urlopie, jak niewiele ich łączy, jak nie mają o czym rozmawiać. I to wszystko sobie wykrzyczeli, padły bolesne słowa, których już nie da się cofnąć, więc ciężko wrócić do codzienności, bo ta w dotychczasowym kształcie nie ma już racji bytu. A poza tym – ci ludzie nie wykorzystali urlopu na odpoczynek, więc teraz nie mają energii i motywacji, żeby dobrze współdziałać. Trudne, bolesne refleksje są jednak znakomitą okazją do zastanowienia się co dalej. Oczywiście, zawsze można podjąć decyzję o rozstaniu, czasami taka decyzja jest konieczna, bo nawet jeśli mamy dziecko, to powinniśmy wspierać się w jego wychowaniu, ale nie musimy być razem na siłę. Czas tej urlopowej próby jest zatem okazją do podjęcia odważnej decyzji – albo o rozstaniu, albo o pracy nad związkiem.

Co może odnowić związek?
Zmiana. Przy czym zmiana może polegać na powrocie do pewnych praktyk, które nas wcześniej cieszyły, albo na wprowadzeniu czegoś nowego. Na przykład: Postanawiamy, że babcia, ciocia albo niania zajmą się co drugi weekend naszym dzieckiem, a my ten czas spędzimy we dwoje. Albo: Wyrzucamy telewizor z sypialni. Dzwonimy do przyjaciół, z którymi dawno się nie widzieliśmy, i zapraszamy ich na kolację. Umawiamy się na tenisa ze znajomą parą.

Najtrudniej zmienić uprzedzenia.
Często jesteśmy nastawieni na walkę z partnerem, na pilnowanie podziału obowiązków, jaki ustaliliśmy. A czasem lepiej jest skoncentrować się na tym, co nam się kiedyś w nim podobało. Wtedy inaczej spojrzymy na naszą codzienność, na partnera, na relację. Zmiana może polegać na przypomnieniu sobie tego, co nas wtedy łączyło. Może też oznaczać konieczność pójścia na terapię. Terapeuta to taki przewodnik w procesie szukania rozwiązań najbardziej pomocnych dla danej pary, w zrozumieniu tego, co się stało, w wyciągnięciu  wniosków. Pomaga, żeby ten proces następował szybciej, jest życzliwym, obiektywnym opiekunem ludzi w kryzysie, co nie znaczy, że w każdym kryzysie mamy biec od razu do terapeuty. Zawsze natomiast warto coś w naszym związku ułożyć inaczej. Jestem wielką orędowniczką zmiany, bo ona nakręca proces naszego rozwoju.

Pod warunkiem że nie będziemy chcieli na siłę zmienić partnera.
Mam na myśli zmianę dostosowaną do tego, kim jesteśmy, taką, która sprawi, że nasza codzienność stanie się dla nas obojga przyjemniejsza i że się do siebie zbliżymy. Partnerowi, zapalonemu tenisiście, mogę zaproponować: „Pójdę z tobą w sobotę na korty, może fajnie byłoby, gdyby twój kolega zaprosił swoją partnerkę, słyszałam, że to fajna babka, pogram z nią albo porozmawiam. A z kolei w niedzielę ty poszedłbyś ze mną do kina”. Zmiana na zasadzie walki z pasjami czy poglądami partnera nie ma żadnego sensu.

Lepiej chyba zacząć zmianę od siebie, licząc na efekt domina.
Oczywiście, że tak! Wszystko, co dzieje się ze mną i we mnie, ma wpływ ma mojego partnera. Proces pracy nad odnowieniem relacji jest też procesem pracy nad sobą, bo zawsze ważne jest pytanie, co sama mogę zrobić dla związku, dla mojego partnera, dla siebie, jak mogę pracować nad tym, żebyśmy się do siebie zbliżyli. Może powinnam zrezygnować z ciągłego upominania? Owszem, mój partner jest bałaganiarzem, ale w ciągu pięciu lat wspólnego życia nie sprawdziły się żadne metody – ani zwracanie mu uwagi, ani wkładanie nieświeżych skarpetek pod poduszkę – więc może warto machnąć na jego bałaganiarstwo ręką, może to jest ta konieczna zmiana? Ale czasem polega ona na tym, że wreszcie mówię otwarcie: „Kochanie, rozumiem, że uwielbiasz swoją pracę, ale chciałabym, żebyśmy znaleźli dla siebie dwa wieczory w tygodniu, kiedy wracasz wcześniej”. Bywa, że największą trudność sprawia odróżnienie tego, na co machnąć ręką, co zaakceptować, od tego, o co asertywnie się upominać.

Nałogi rujnujące nasze życie są na tej drugiej liście.
Zdecydowanie tak. Wszystko, co agresywne i autoagresywne, także pracoholizm, powinno zmobilizować nas do powiedzenia: „Stop! Nie godzę się na to i co ty na to? Czy jesteś gotowy, żeby się z tym zmierzyć, czy rozumiesz, że mam prawo tego nie tolerować?”. Komunikujemy swoje zdanie partnerowi, dajemy mu szansę na zmianę, wspieramy go w pracy nad sobą, no chyba że tego trudu nie podejmuje.

Co wtedy? Zwykle się poddajemy, gdy pojawia się najmniejsza trudność. Dlaczego?
Bo bardzo źle znosimy kryzysy, dyskomfort. Żyjemy w czasach kultu fajności. A w życiu bywa różnie. Urlop daje szansę na odnowienie relacji, bo pomaga nam uświadomić sobie, że czasem bywa fajnie, a czasem mniej fajnie. A my powinniśmy zadać sobie pytanie: Co w tym „fajnie” nas łączy, co nas zbliża, a co w tym „niefajnie” można zmienić albo zaakceptować. Największy problem mamy z zaakceptowaniem „niefajnego”. Między innymi dlatego, że chcemy, żeby nasze życie było idealne, że żyjemy pod przymusem perfekcyjności, czym wyrządzamy sobie okropną krzywdę. Z wiekiem potrafimy zrozumieć, że nikt nie jest idealny, ale jak się ma tych 20 lat, to ciężko zaakceptować wady partnera i codzienność pełną wyrzeczeń.

Odnowy wymaga każdy związek?
Tak, ale takiej codziennej, nieustannej. Odnawianie relacji to pamiętanie o tym, żebyśmy zjedli razem kolację, wyłączyli telewizor i ze sobą porozmawiali, przytulili się, wzięli wspólną kąpiel. Ale odnawiać związek to także odnawiać siebie. Czyli – uczyć się, rozwijać swoje pasje, poznawać ludzi. Możemy potem przy kolacji podzielić się ze swoim partnerem tym, czego się nauczyliśmy. Wtedy on też posunie się w tej dziedzinie o krok do przodu, a i nasza relacja na tym zyska. Bo tak naprawdę buduje nas związek, który nie stoi w miejscu, tylko się rozwija. A rozwija się wtedy, kiedy my się rozwijamy. Dlatego musimy zawsze zacząć od pracy nad sobą. Ale związek też trzeba codziennie podlewać niczym kwiaty. Czasem wystarczy naprawdę niewiele: powiedzenie „kocham cię”, przytulenie się. Jak odnawiamy mieszkanie, to go nie wyburzamy, nie wywracamy wszystkiego do góry nogami, tylko malujemy ściany. Tak samo jest z bliską relacją – trzeba ją nieustannie odmalowywać. Niczego nie mamy bowiem danego raz na zawsze.

Maria Rotkiel, psychoterapeutka, trenerka, doradczyni rodzinna, zawodowa, autorka książki „Nas dwoje, czyli miłosna układanka” (wydawnictwo Czarna Owca). Mama Adasia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zazdrość – kiedy jest zagrożeniem dla związku?

Jeśli partner nie ma swobody wyboru, aby być z tobą, tak naprawdę nie masz partnera (fot. iStock)
Jeśli partner nie ma swobody wyboru, aby być z tobą, tak naprawdę nie masz partnera (fot. iStock)
Helen Fisher, znana psycholożka i antropologożka, autorka książek, uważa, że zazdrość to połączenie zaborczości i podejrzliwości. Zazdrość zawsze oznacza lęk, a ten zwykle zaprasza do życia to, czego się boimy. I wtedy związek przeżywa kryzys.

Badania przeprowadzone przez Helen Fisher pokazują, że kobiety i mężczyźni są zazdrośni w podobnym stopniu, tylko inaczej okazują tą emocję. Kobiety jawnie ją wyrażają albo robią to, będąc obojętnymi. U mężczyzn zazdrość bywa powodem zachowań agresywnych lub odejścia ze związku.

Zazdrość jest problemem jednej trzeciej par, które poddają się terapii małżeńskiej. Badania pokazują też, że często nie jesteśmy świadomi swoich uczuć, w tym lęku, który doprowadza nas do zazdrości. Nie zdajemy sobie też sprawy z tego, jak nasze stłumione uczucia wpływają na zachowanie partnera i na związek.

Kiedy zazdrość zagraża związkowi? Oto kilka punktów, które można potraktować jako światełko ostrzegawcze:

Nierealistyczne obawy

Czy jesteś zaniepokojona, gdy partner zmienia plany, kiedy mieliście zrobić coś razem? Czy jesteś zdenerwowana, kiedy on mówi pozytywnie o jakiejś innej osobie, zwłaszcza o kobiecie? Czy rozmyślasz o tym, że partner może przestać cię kochać i to budzi twój lęk? Czy nie jest tak, że bardziej koncentrujesz się na obiekcie swojej miłości niż na własnej zdolności kochania? I dlatego żaden szczegół w jego zachowaniu ci nie umknie? Jeśli tak to w następstwie twoje lęki zwykle skłonią cię do tego, żebyś interpretowała zachowania partnera na swoją niekorzyść.

Czy twoim doświadczeniem w dzieciństwie były: porzucenie fizyczne, emocjonalne, szantaż emocjonalny, dominacja, manipulacja? I teraz z tego powodu boisz się, że zostaniesz znowu porzucona i skrzywdzona? Dawne wzorce często odtwarzamy potem w dorosłym życiu (głównie w związkach).

Niska samoocena

Niska samoocena odgrywa kluczową rolę w destrukcyjnej zazdrości. Czy zakładasz, że partner jest od ciebie lepszy w jakichś dziedzinach, inteligentniejszy, zaradniejszy, atrakcyjniejszy? Czy poprzez pochwały i uwielbienie pragniesz być bliżej partnera, bo boisz się, że zostaniesz porzucona? Jeśli tak, w ten sposób nieświadomie chcesz na niego wpłynąć, żeby cię nie zostawił.

Destrukcyjna zaborczość

Jeśli partner nie ma swobody wyboru, aby być z tobą, tak naprawdę nie masz partnera (nie jest to związek partnerski). Czy wydaje ci się, że powinnaś wiedzieć wszystko na temat tego, jak on spędził dzień? Czy miałabyś ochotę być przy nim przez cały czas? Czy masz tendencję do sprawdzania jego kieszeni, e-maili, telefonu? Takie zachowania świadczą o destrukcyjnej zaborczości. Relacja wówczas jest budowana na lęku przed utratą partnera. Tam gdzie jest lęk, nie ma już miejsca na miłość - jej bliżej jest do zaufania i wolności.

Helen Fisher: amerykańska antropolog i psycholog, profesor i badaczka ludzkich zachowań na Rutgers University. Prowadzi badania nad miłością romantyczną i atrakcyjnością interpersonalną.

  1. Psychologia

Związek, żeby przetrwać, musi się rozwijać. Nie bójmy się zmian!

Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. (fot. iStock)
Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Pracując psychoterapeutycznie z parami szybko nabiera się poczucia, że każdy związek stanowi o wiele więcej niż tylko sumę dwóch osób – jest też podmiotem samym w sobie. I każdy jest niepowtarzalny, z własną charakterystyczną atmosferą, historią… i potrzebami.

Aby związki były szczęśliwe muszą się – tak jak jednostki – przekształcać, zmieniać, realizować swój potencjał. Sztuką jest umiejętność rozpoznawania nie tylko własnych pragnień, ale również potrzeb całej relacji. I jest to zadanie na wiele lat!

Często występuje przekonanie, że wartością związku jest jego niezmienność. I że celem relacji jest realizacja dążeń i planów obojga partnerów. Ale wiele par, z perspektywy lat, patrząc na to, co ich łączy, stwierdza, że ich relacja przybierała różne, często zaskakujące formy i odpowiadała na potrzeby, z których istnienia nie zdawali sobie wcześniej nawet sprawy.

Gdyby relacje nie potrzebowały się przekształcać to wystarczałoby raz określić „jak ma być” i gwarantowałoby to powodzenie związku. A przecież wszyscy wiemy, że to, co satysfakcjonowało nas kilka lat temu, już teraz tego nie czyni. Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. I to jest krytyczny moment w rozwoju relacji.

Większość z nas boi się zmian. Dlatego na nowe wyzwania, jakie stawia przed ludźmi związek reagują oni początkowo obronnie. Reakcje te zwykle opierają się na różnych – często zawoalowanych – próbach zmuszania drugiej osoby, aby to ona zmieniła się wedle naszych oczekiwań. Postawienie sobie pytania: „jakie zmiany we mnie i w nas jako całości są teraz potrzebne?” jest trudne i czasami bolesne. Bardzo często pokazuje nasze delikatne miejsca, niemożności, zranienia.

Więc dopóki wierzymy w możliwość utrzymania własnego status quo powstrzymujemy zmiany i nie interesujemy się ich naturą.

W związku przychodzi jednak czas, kiedy staje się jasne, że zmiany są już nieuniknione, ich dalsze powstrzymywanie jest niemożliwe - nawet rozpaczliwe próby obrony swojej pozycji nie przynoszą satysfakcjonującego rozwiązania. Czasami te wyzwania przerastają możliwości danej relacji i związek się rozpada. Na szczęście jednak często dzieje się wręcz przeciwnie – następuje moment, kiedy naprawdę otwieramy się na drugą stronę i wartość, jaką stanowi nasza więź.

Pojawia się wtedy swoista kapitulacja, zrozumienie, że coś już „nie żyje” i nie da się tego przemocą czy fortelem utrzymać. I kiedy ludzie naprawdę chcą być sobie bliscy i walczyć o związek robią miejsce na obserwację i zadawanie pytań: „Co właściwie się dzieje?” „W jakim kierunku prowadzą zmiany?” „Dlaczego są dla nas tak trudne do przyjęcia?”

Partnerzy mogą wtedy odkryć, przed jakimi indywidualnymi wyzwaniami stają, a przed jakimi – jako para. I kiedy ta nowa ścieżka zaczyna się wyłaniać pojawia się też przestrzeń na dialog, na decyzje, na podmiotowe traktowanie siebie i partnera: idziemy razem tą drogą czy każdy z nas wybiera inną?

Jak podkreślała Marion Woodman, kanadyjska pisarka, poetka, psycholożka analityczna: „Mawiamy z Rosem, że przeżyliśmy już wspólnie cztery małżeństwa.”

Kolejne „małżeństwa”, które ludzie wspólnie przeżywają stanowią wyraz potencjału ich relacji. Jednocześnie dostarczają okazji dla każdego z partnerów do ich indywidualnego wzrostu –  żywe zaangażowanie w związek jak nic obnaża nasze wewnętrzne konflikty, pokazuje nasze zasoby i obszary rozwoju.

Warto podkreślić, że to nie jest jednorazowy proces – rozwój relacji obejmuje wiele transformacji. Podczas każdej z nich można utknąć, ale też bardzo dużo się nauczyć o sobie i o naszej drugiej połowie. I im więcej takich „cykli” się razem przeszło tym większego nabiera się zaufania do związku. Pojawia się ciekawość: do czego nas on zaprowadzi? Powoli zaczynamy wierzyć, że zmiany będą dobre, że nie są wymierzone przeciwko nam, że nie musimy próbować wszystkiego kontrolować. Z czasem dokonuje się to szybciej i w atmosferze większej otwartości, a nawet ekscytacji.

Agnieszka Serafin i Mikołaj Czyż są psychoterapeutami Instytutu Psychologii Procesu, założycielami Centrum Rozwoju dla Par, w którym wspólnie prowadzą terapię par.

  1. Psychologia

Kolejny związek, te same błędy - czego oczekujemy od relacji?

Dlaczego w kolejnych związkach popełniamy ciągle te same błędy? Czego nie chcemy dostrzec w komunikacji z partnerem? (fot. iStock)
Dlaczego w kolejnych związkach popełniamy ciągle te same błędy? Czego nie chcemy dostrzec w komunikacji z partnerem? (fot. iStock)
Czy zdarzyło Ci się wpadać kolejny raz w tę samą rolę, mimo, że byłaś w związku z innym mężczyzną? Czy odważyłaś się zadać sobie pytanie z kim chcesz być i kim chcesz być w tej relacji? Brak czasu, tempo życia i chaos są „doskonałymi” wymówkami, które powodują popełnianie ciągle tych samych błędów.

Postaraj się zatrzymać i poświęcić sobie chwilę uwagi na to, by móc znaleźć w sobie odpowiedzi. Zapytaj siebie przede wszystkim, jaka relacja mogłaby Cię satysfakcjonować? Czy taka, w której to Ty jesteś dominatorem, czy w tej roli wolałabyś obsadzić partnera? Może właśnie taką relację przerabiałaś i masz dość ciągłego odświeżania atmosfery po kolejnym konfliktowym starciu? Może jesteś jedną z tych osób, która pragnie partnerstwa w związku? Tęsknisz za równomiernym podziałem obowiązków i przywilejów?

Doświadczenie pokazuje, że dostosowujemy swoje zachowanie do drugiej osoby wówczas, gdy uważamy to za korzystne dla nas. Jeśli uległością, spolegliwością wobec dominatora „kupimy” tak zwany święty spokój, wówczas kalkulujemy, że jest on dla nas korzystny i w taki sposób się zachowujemy. Ale czy “święty spokój” to jedyny produkt na jaki nas stać?

Zdolność zrozumienia innych osób i samego siebie ma ogromne znaczenie dla każdego człowieka. Zrozumienie swojego stylu komunikowania się z innymi, własnego stylu zachowań, reakcji na różnorakie wydarzenia – to klucz do satysfakcjonujących relacji z innymi. Wówczas nie popełniamy ciągle tych samych błędów lub popełniamy je w coraz mniejszym stopniu. Opierając się przykładowo na teorii czterech stylów społecznych (dominujący, ekspresywny, współpracujący, analityczny), można by sprecyzować kierunek swojej postawy w komunikowaniu się z otoczeniem. Warto zwrócić na nie uwagę w kontekście związków. Co cechuje osoby należące do poszczególnych typów? Jak wpływa to na komunikację?

Typ dominujący charakteryzuje się dość autorytarnym podejściem do relacji z drugim człowiekiem, zdecydowany i nie znoszący niekorzystnych dla niego kompromisów.

Typ ekspresywny to taki, który w sposób pełen ekspresji, czasem też chaotyczny, przedstawia swój punkt widzenia. Może w partnerze budzić odczucie zachwianego poczucia bezpieczeństwa.

Typ współpracujący to typ idealny dla osób, które pragną partnerskich relacji w związku. Ten styl społeczny charakteryzuje się ugodowością, równowagą emocjonalną i cierpliwością w realizacji obranego celu.

Typ analityczny to taki, który ujarzmi ekstrawertyka, pokaże mu inne aspekty danej sprawy i rzeczowo podejdzie do problemu, zazwyczaj bez emocji.

Prawda jest taka, że każdy z nas ma w swoim sposobie bycia elementy każdego z tych stylów. Ważne jest jednak poznanie nurtu przeważającego.

Nierozumienie różnic między ludźmi i założenie, że każdy powinien przyznać nam rację, zachowywać się i myśleć podobnie jak my jest przyczyną konfliktów na każdym polu, na którym ludzie wchodzą w jakiekolwiek interakcje. Stąd wiedza o sobie samym ma tak kluczowe znaczenie w relacjach i pomaga zdobywać wiedzę o innych.

Jeśli jesteś w kolejnym związku, w którym pełnisz rolę dominującą, a Twoje relacje z partnerem się pogarszają, może warto dostrzec oraz skomunikować wzajemne różnice. Warto z odwagą zadać sobie nawzajem pytania weryfikujące wasze odczucia związane z waszym związkiem, tj. „Co mogł(a)bym zmienić, abyś czuł(a) się ze mną dobrze?”; „Co Ty chciał(a)byś zmienić, abyśmy się lepiej rozumieli?”; „Kiedy przy mnie czujesz się sobą?”; „Kiedy czujesz, że musisz kupować tzw. “święty spokój” i w jakich sytuacjach ci to odpowiada, a w jakich nie?”

Nie ma jednej recepty na związek. Z pewnością mamy jednak podobne problemy, które można rozwiązać uniwersalnymi radami, ale z nałożeniem indywidualnego filtra. Z każdej lekcji, z której nie wyciągnęliśmy wniosków i nie odrobiliśmy zadania domowego, będziemy musieli odrobić lekcją wyrównawczą.

Zatem, aby nie popełniać ciągle tych samych błędów, odróbmy zadanie domowe z poprzedniej życiowej lekcji, a potem włóżmy je do bagażu doświadczeń, by nie zasłaniał tego, co przed nami.

Ewelina Jasik: propagatorka rozwoju osobistego, life coach i trenerka umiejętności interpersonalnych.

  1. Psychologia

Empatia - ważny element skutecznej komunikacji

Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy manipulację. Zamiast tego, warto postawić na empatię. (Fot. iStock)
Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy manipulację. Zamiast tego, warto postawić na empatię. (Fot. iStock)
Dąsy i obrażanie się to w istocie dziecinne sposoby radzenia sobie z problemami. Empatia zamiast wymuszania na rozmówcy tego, na czym ci zależy, to ważny element skutecznej komunikacji.

Lena czuła znajomy ścisk w gardle. Znowu ma być tak, jak jemu pasuje. – Oczywiście, że możemy nie jechać na te tratwy. Bo mamusia nie przeżyje jednego tygodnia bez obiadu z syneczkiem. Tylko mi nie mów potem, że jesteś przemęczony i nigdy nie możesz odpocząć – powiedziała. Wspólny wyjazd ze znajomymi, który zapowiadał się interesująco, przegrał w konkurencji z proszonym obiadem u teściowej. Lena nie miała ochoty na dalszą dyskusję, bo nie bardzo wierzyła, że jest w stanie wpłynąć na postawę męża. Nie miała też ochoty być miła i udawać, że wszystko jest w porządku. Wyglądało na to, że w ich domu zaczynają się kolejne „ciche dni”. Chyba, że Piotr zmieni swoją decyzję...

Komunikaty manipulacyjne

Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale w głębi ducha nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy komunikaty manipulacyjne: żądamy, formułując komunikat oparty na schemacie: „albo to zrobisz, albo będzie źle” (motywujemy strachem), albo uwodzimy w ten czy inny sposób rozmówcę poprzez stosowanie komunikatów opartych na mglistych obietnicach – wtedy schemat komunikatu sprowadza się do formy: „jeśli to zrobisz, będzie ci dobrze”.

Takich wypowiedzi Lena używa zazwyczaj wtedy, kiedy czuje, że Piotr jest w dobrym humorze i pozytywnie zareaguje na jej przymilenie się. Dziś też próbowała od tego zacząć. – Piotrusiu – powiedziała, kiedy wrócił z pracy – ostatnio mówiłeś, że przydałby się nam wyjazd na łono natury, a Kasia z Bartkiem wybierają się na spływ tratwami i byłoby też dla nas miejsce. Odpoczęlibyśmy sobie i na pewno byłoby miło… I wtedy Piotr wyskoczył z rodzinnym obiadem, że obiecał mamie i nie chce wszystkiego odkręcać, bo rodzicom będzie przykro. Rodzicom oczywiście nie powinno być przykro, a jej może? I wtedy właśnie poczuła ten znajomy ścisk w gardle i nie mogła się już powstrzymać, żeby mu nie wygarnąć „z grubej rury”.

Manipulacyjne wypowiedzi grożące lub oparte na przymilaniu się niosą ze sobą informację, że ten, kto je wypowiada, nie czuje w danym momencie zaufania do losu, świata i innych ludzi. Raczej połączony jest ze swoją frustracją, która każe mu skupiać się przede wszystkim na własnych problemach i nie daje przestrzeni na zadbanie także o komfort rozmówcy. Jednym z rodzajów komunikatów opartych na niejawnej groźbie jest „strzelanie focha”. Obrażamy się na rozmówcę, przestajemy z nim rozmawiać, „wypisujemy się” ze wspólnoty, do której obydwoje należymy. Dajemy wtedy do zrozumienia, że jeśli nie zrobi tego, czego sobie życzymy, to zerwiemy z nim kontakt. Niewiele osób jest w stanie ze spokojem znosić taką groźbę, bo dotyka ona najgłębszych, nieuświadamianych zazwyczaj ludzkich potrzeb – niosąc groźbę wykluczenia, zaburza poczucie bezpieczeństwa, oparte na przynależności do grupy.

Pokonać focha

Dąsy i obrażanie się, kiedy jest się niezadowolonym albo gdy coś pokrzyżuje nasze plany, to w istocie dziecinne sposoby radzenia sobie z problemami. Jest to forma zemsty, mająca dać do zrozumienia że odbieramy komuś naszą miłość i akceptację na tak długo, aż się opamięta, zmieni swoje zachowanie i tym samym uzna naszą rację. Za taką postawą kryje się brak pewności siebie, poczucia własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa. Stosując taki manipulacyjny rodzaj komunikacji, zapraszamy rozmówcę do rzeczywistości, w której sposobem na życie jest walka, a partner staje się sparring partnerem. W ostatecznym rozrachunku zwycięzca może być tylko jeden. Dlatego trzeba nauczyć się rozpoznawać, jakie reakcje wzmacniają toksyczny model komunikacji, a jakie go „rozbrajają”.  Tym, co powoduje, że swoim zachowaniem wzmacniamy „fochowy” sposób komunikowania się partnera, jest: ignorowanie rozmówcy, próby udobruchania go, wszczynanie kłótni w nadziei na jakąkolwiek formę komunikacji, tłumaczenie się i przepraszanie, że nie spełniło się oczekiwań rozmówcy, odpłacanie pięknym za nadobne czy też obrażanie się. W przypadku Leny i Piotra jest bardzo prawdopodobne, że kiedy stosują swoje nawykowe zachowania w problemowych sytuacjach, zapędzają się w kozi róg wzajemnego obrażania się na siebie. Dlatego „ciche dni” w ich domu zdarzają się coraz częściej i nie przynoszą rozwiązania problemów, które tylko się nawarstwiają.

Co robić?

Nina Brown w swojej książce „Kocham narcyza” radzi, by w sytuacjach, kiedy nasz partner dąsa się i obraża, zastosować strategie, które powstrzymają rozwój toksycznej komunikacji
  • Zaprzestać wypytywania partnera o przyczynę jego dąsów (bo drążąc temat, dowiesz się najprawdopodobniej, że źródłem niezadowolenia partnera jest jakieś twoje niedopatrzenie lub zachowanie i tym samym zgłosisz się na ochotnika do roli chłopca do bicia);
  • Powstrzymać swoją ciekawość na temat źródła niezadowolenia rozmówcy, kiedy bowiem czujemy się źle, nie wiedząc, o co partner się dąsa, jest bardzo prawdopodobne, że poczujemy się znacznie gorzej, gdy wyjawi nam prawdę o naszym własnym udziale w powstaniu tego niezadowolenia;
  • Sztuką jest zachowywać się tak, jakby rozmówca nie był nadąsany czy obrażony; postępować tak, jakby miało się do czynienia z osobą, która zachowuje się w sposób dojrzały: ignorować dąsy, ale nie traktować partnera jak powietrza.
Takie strategie pomagają wprowadzić styl rozmowy oparty na wzajemnym szacunku i poszukiwaniu rozwiązań, które służą wszystkim. Pomagają zatrzymać się i wykroczyć poza zaklęty krąg wzajemnego obwiniania się i walki o to, kto ma rację. A wtedy łatwiej odzyskać zaufanie do tego, że jesteśmy akceptowani i cały świat nie sprzymierzył się przeciwko nam.

Gdyby udało się cofnąć sytuację do momentu, gdy Lena czuje ścisk w gardle, dać jej czas na zatrzymanie się, wzięcie kilku oddechów i rozluźnienie gardła, zanim wygłosi swoją kwestię na temat mamusi i syneczka, a Piotrowi pozwolić dostrzec troskę w tym, co Lena robi – może okazałaby się możliwa rozmowa z poziomu empatii, np. taka:

- Nie wiedziałam, że umówiłeś się z rodzicami. Chciałbyś dotrzymać słowa, żeby rodzice czuli, że się z nimi liczysz? Może zadzwonię do mamy i porozmawiam o planie porwania ciebie na przymusowy wypoczynek i o tym, że przyszlibyśmy do nich na przykład we wtorek?

- Normalnie nie lubię, jak się robi za mnie to, co mogę zrobić sam, ale takie bycie w roli faceta rozrywanego przez najważniejsze kobiety mego życia jest całkiem pociągające... To zadzwoń, jeśli możesz, i będziemy myśleć, jak się dalej organizować.

  1. Psychologia

Jak skutecznie pożegnać się z przeszłością i otworzyć na nowe relacje?

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Czekasz na miłość, ale już tracisz nadzieję? Holender Daan van Kampenhout podczas oferowanych sesji często był pytany o to, jak pomóc miłości znaleźć drogę do naszych serc. Opracował ćwiczenia, rytuały i medytacje, które pozwolą zwizualizować ci przyszłą relację, zrobić dla niej miejsce, a potem… pozwolić się jej odnaleźć?

Daan van Kampenhout jest terapeutą ustawień i praktykiem szamanizmu. W swojej książce „Pozwól się odnaleźć” proponuje „77 rytuałów, ćwiczeń i medytacji, dzięki którym twój wymarzony partner znajdzie do ciebie drogę”. Jest w czym wybierać... I nawet jeśli nie chcesz niczego przyspieszać czy wymuszać, jego obserwacje mogą się okazać bardzo pomocne.

Krótko o przeszłości

Choć van Kampenhout ustawia azymut na przyszłość, to proponuje najpierw spojrzeć za siebie. Prześwietlić swoje dotychczasowe życie uczuciowe. Sprawdzić, jakie miejsce w twoim życiu, mieszkaniu i świadomości zajmują byli kochankowie. „Gdy dom jest pełen, wtedy nie ma miejsca dla nowych gości” – zauważa. Trudno otworzyć się na nowy związek, jeśli w myślach wciąż tkwimy u boku byłego partnera. Kiedy brak pełnej dostępności, istnieje duże prawdopodobieństwo, że przyciągniesz kogoś, kto też nie będzie w pełni wolny dla ciebie. Nie chodzi o to, by usuwać swoje „byłe” czy „byłych” z pamięci. Raczej, by znaleźć dla nich właściwe miejsce – zachowując wspomnienia tego, co było cenne. Jak mówisz o dawnych relacjach: czy jest tam szacunek, wdzięczność? A może złość, oburzenie, poniżenie? Może zdradzasz zbyt intymne szczegóły z waszego życia? Czy aby na pewno służy to tobie i twojemu przyszłemu związkowi? Czy, zachowując się w ten sposób, sam jesteś godny pożądania? A gdybyś tak przypomniał czy przypomniała sobie, czego nauczyły cię związki z ekspartnerkami, co wartościowego dali ci byli kochankowie? To mogą być rzeczy wielkie, jak otwarcie serca i dużo mniejsze (odkrycie nowej, smacznej potrawy).

Warto zastanowić się nad dynamiką wcześniejszych związków. Nad rolami, w jakie w nich wchodziłeś. Przyjrzyj się zwłaszcza sytuacjom, w których byłeś rozczarowany, samotny, w których czułaś się zagubiona (z powodu jakiegoś zachowania czy jego braku ze strony drugiej osoby), oszukana. Jaka była reakcja twoja, a jaka partnera? Jak wyglądała wasza komunikacja? Być może rozpoznasz też inne aspekty relacji – kiedy przyjmowałeś wobec ukochanego rolę rodzica. Pamiętasz takie sytuacje? Jak by to było zachować się w nich jak równoprawna partnerka? Poeksperymentuj w wyobraźni z różnymi możliwościami.

Śmierć Kenowi!

Kiedy już mamy w miarę uporządkowaną przeszłość, dobrze jest ustalić, czego tak naprawdę chcemy. Czyli przyjrzeć się własnym fantazjom. Daan van Kampenhout przyznaje, że mają one swoje zalety i wady. Mogą być inspirujące, zawierać sugestie dotyczące podejmowanych kroków. Często jednak ograniczają. Trzymając się pewnych założeń i warunków, przestajesz być otwarty na to, co życie ma ci do zaoferowania. Jesteś w pułapce oczekiwań. „Szczegółowe wyobrażenia na temat nieznanej osoby mogą być jedynie odzwierciedleniem siebie samego. To stworzona przez ciebie odpowiedź na twoją wewnętrzną pustkę, na twoje białe plamy, które idealnie dopasowują się do twoich własnych potrzeb” – tłumaczy Holender. Upraszczając: chcesz, by druga osoba stała się twoim uzupełnieniem (mit „drugiej połówki”!), wypełniła twoje braki. To nigdy nie zadziała! Życzenia same w sobie nie są niczym niewłaściwym –  czasem po prostu tworzą niepotrzebne mury. Jeśli będziesz sprawdzać nieustannie, czy druga osoba spełnia wszystkie twoje kryteria, nie zobaczysz jej taką, jaka jest. Poza tym... rzeczywiście chcesz spotkać kogoś, o kim wiesz już prawie wszystko? Czy nie lepiej mieć u boku mężczyznę, którego będziesz odkrywać po kawałku? Kobietę, która będzie niespodzianką? Zgódź się na to, by każde z was – zamiast kompensować braki drugiego – pozostało sobą.

Być może z niektórymi fantazjami zechcesz pożegnać się w sposób rytualny. Daan van Kampenhout proponuje kobietom złożenie do grobu księcia z bajki, choćby lalki – Kena, ozdobionego symbolami i atrybutami, które reprezentują twoje nieosiągalne marzenia. To sposób, by pożegnać wytwory własnych imaginacji i otworzyć się na „normalnych” ludzi. Inne ćwiczenie to sporządzenie idealnego terminarza – zaplanowanie i zapisanie w nim wspólnych zajęć z przyszłym partnerem czy partnerką: urlop, restauracja, wycieczka, kino, teatr... I uczciwa weryfikacja: czy to wszystko jest możliwe? Jak mają się te plany do twojego rzeczywistego, codziennego życia? Myślisz, że kiedy już będziesz w związku, przestaniesz chodzić do dentysty? Zrezygnujesz z przyjaźni? Możesz też zrobić kolaż ze zdjęć wyciętych z czasopism (trochę na wzór mapy marzeń), który uwzględni różne aspekty upragnionego przez ciebie związku: romantyzm, kontakt fizyczny, obustronne wsparcie. Ale dobrze jest wkleić też na przykład stół konferencyjny – coś, co będzie symbolizowało dyskusje, uzgodnienia praktyczne.

Reflektor na ciebie

Załóżmy, że już wiesz, czego chcesz. Co teraz? Spójrz na siebie – zachęca van Kampenhout. Kogo widzisz? Jak oceniasz tę osobę? Czy jesteś raczej surowa czy pobłażliwa? Cóż, trudno pewnie będzie o obiektywizm. A gdyby sprawdzić, jak postrzegają cię inni? Na przykład spytać o twoje słabsze strony. To trudna konfrontacja. Zwykle przyjaciele świetnie nas znają, ale rzadko dają nam tak zwane negatywne informacje zwrotne – taki feedback może trafić w czuły punkt. Ale może warto spróbować? Zrób proste ćwiczenie: zapytaj pięciu przyjaciół, co w tobie cenią, a co im przeszkadza. Które cechy sprzyjają ich zdaniem znalezieniu partnera, a które – niekoniecznie. Możesz też zadać bardziej konfrontacyjne pytanie, np.: „Czym odstraszam mężczyzn?” i skierować je do zaufanych kolegów lub: „Czym odstraszam kobiety?” i spytać koleżanki.

Na tym etapie dobrze jest też porównać swoje życzenia wobec przyszłego jego lub przyszłej jej z tym, jak sam/a je spełniasz. Chcesz, żeby twój ukochany był czuły, empatyczny? A kiedy ostatnio okazałaś komuś współczucie? Ma być wysportowana? A ty jak często ćwiczysz? Oczytana? OK, a twoje lektury? „To, czego chcesz od drugiej osoby, musisz jej w pewnych rozsądnych ramach również sam zaoferować” – przypomina Holender. „Podobne energie przyciągają się nawzajem i rozpoznają w sposób nieomylny”.

Ten pierwszy kontakt

Jeśli chcesz zrobić kolejny krok, przyjrzyj się jeszcze raz swoim oczekiwaniom dotyczącym partnera i tego, co mielibyście razem robić. Czy rzeczywiście do realizacji wszystkich tych pragnień nieodzowny jest życiowy towarzysz? Prawdopodobnie niektóre z życzeń dałoby się zrealizować bez niego. Jeśli jesteś kobietą i umiesz sama o siebie zadbać, będziesz bardziej atrakcyjna dla świadomego, niezależnego mężczyzny. Pomocne może okazać się udzielenie odpowiedzi na pytania: „Co chcę dać partnerowi?”, „Co chcę od niego otrzymać?”. A następnie: „Co z tego, co chcę dać partnerowi, mogę dać już teraz, niekoniecznie bezpośrednio jemu?”, „Co z tego, co chcę otrzymać, mogę dostać już teraz, całkowicie lub częściowo, w inny sposób?”. W jednym z ćwiczeń van Kampenhout proponuje wykonanie lub zakupienie prezentu dla przyszłego partnera lub partnerki. Możesz spoglądać co jakiś czas na ten drobiazg z myślą „To dla niego/ dla niej”. W ten sposób uświadamiasz sobie, że osoba, na którą czekasz, już istnieje. Że nie wyskoczy jak królik z kapelusza.

I wreszcie – tak jak mówi tytuł poradnika van Kampenhouta – „Pozwól się odnaleźć”. W przeciwnym razie zarezerwujesz dla ukochanego lub ukochanej miejsce w marzeniach. Będziesz traktować jak przybysza z innej planety. A przecież to istota z krwi i kości, żyjąca na Ziemi. Może parę ulic dalej. Chodzi do pracy, robi zakupy, może wpada do kawiarni, w której i ty bywasz. Pozwól, aby to do ciebie dotarło. By wyczekiwana osoba stała się w twojej świadomości kimś dostępnym i realnym. To pozwoli ci poświęcić codziennie więcej uwagi ludziom z najbliższego otoczenia.

Ważna jest otwartość na nich – niezależnie od płci, od tego, czy są wolni i jak bardzo nas interesują. Gdyby tak udało się zapomnieć o tym, że zależy nam na bliskim związku, i sprawdzić, jak to jest, kiedy nawiązujemy kontakty z innymi niezobowiązująco, z lekkością, dla czystej przyjemności? Skieruj swoją uwagę na wchodzenie w kontakt – choćby ze sprzedawcą w pobliskim warzywniaku czy kelnerką w kawiarni – zachęca van Kampenhout. Podpatruj, jak robią to inni. „Twoje partnerstwo nigdy nie zacznie się jako gotowy, perfekcyjny związek. Prawdziwym początkiem związku jest moment, gdy dwoje ludzi nawiązuje kontakt. Nie każdy kontakt rozwija się w związek, ale każdy związek rozpoczął się kiedyś od pierwszego kontaktu”.

Pobudź swoją energię seksualną

Czakra krzyżowa – czyli punkt energetyczny zlokalizowany dwa palce poniżej naszego pępka – według jogi, ale też buddyzmu czy bioenergoterapii reprezentuje naszą seksualność, kreatywność, swobodne wyrażenie emocji i doświadczanie przyjemności zmysłowych. Kiedy energia życiowa płynie przez nią swobodnie, odczuwamy radość i pasję życia, a nasze kontakty z płcią przeciwną (także te seksualne) kwitną. Kiedy mamy ją zablokowaną, unikamy spotkań towarzyskich, popadamy w apatię i odczuwamy wstyd związany z naszą seksualnością i cielesnością. Oto kilka wskazówek, jak zharmonizować tę czakrę i przyciągnąć miłość:
  • Skorzystaj z szerokiej oferty masaży i otwórz się na przyjmowanie dotyku. Możesz wybrać masaż klasyczny – który przy okazji rozmasuje napięte mięśnie, lub bardziej egzotyczne: lomi-lomi, nowozelandzki mauri czy relaksacyjny, wykonany gorącymi kamieniami.
  • Jak najczęściej tańcz – taniec pobudza krążenie krwi i przepływ energii w ciele. Zwróć uwagę zwłaszcza na ruchy, które wprawiają w ruch biodra i miednicę.
  • Słuchaj energetyzującej, radosnej muzyki, bossa novy czy etnicznej, np. muzyki afrykańskiej.
  • Otaczaj się kolorem pomarańczowym, który wzmacnia harmonijną pracę czakry krzyżowej. Włącz ten kolor do swojego ubioru oraz diety.
  • Dobry wpływ będą miały też wszelkie medytacje i praktyki związane z wodą. Czyli zarówno wyjazd nad morze czy jezioro i patrzenie na spienione fale lub łagodną taflę wody, jak i kąpiele z dodatkiem ulubionych olejków (zwłaszcza z drzewa różanego, drzewa sandałowego, ylang-ylang) w domowym zaciszu.