1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak działa GPS w mózgu?

Jak działa GPS w mózgu?

fot. iStock
fot. iStock
Kiedy korzystamy z GPS-u, musimy wiedzieć, dokąd chcemy dojechać, a nie jak tam dotrzeć. Tak samo, gdy podejmiemy decyzję na temat swojego celu, nasz mózg zaczyna dostrzegać wszystko, co ma z nim związek. Jeśli zboczymy z kursu, naprowadzi nas na właściwy – mówi Allan Pease, trener, ekspert od osiągania celów.

Pisze pan niesłychane rzeczy o mózgu. Zbudowany jest tak, abyśmy mogli spełniać pragnienia i cieszyć się życiem.

Badania naukowe ostatnich kilkudziesięciu lat przynoszą odkrycia, które kiedyś nazywano magią, potęgą pozytywnego myślenia czy prawem przyciągania.

Gdy czegoś pragniemy, mózg odbiera sygnały i kieruje naszą uwagę dokładnie tam, gdzie możliwe jest spełnienie.

Istnieją obszary mózgu, które pracują na nasz sukces, są odpowiedzialne za motywację i osiągnięcia. To układ siatkowaty pobudzający, w skrócie RAS (z ang. reticular activating system). Funkcjonuje jako sieć neuronów, które biegną przez pień mózgu i łączą się z innymi jego częściami. RAS filtruje napływające informacje, decydując, które z nich dotrą do mózgu, a zatem ma wpływ na to, co zauważamy, i na nasz poziom pobudzenia.

W jaki sposób odbywa się filtrowanie informacji?

Mózg przetwarza 400 milionów bitów informacji w ciągu sekundy, ale tylko dwa tysiące świadomie. Z przetwarzania pozostałych nie zdajemy sobie sprawy. RAS wydobywa z tego natłoku informacje niezbędne nam w danym momencie. Następnie mózg zleca organizmowi wykonanie fizycznych działań zgodnych z instrukcją RAS. Poszukuje w środowisku wzorców informacji najlepiej pasujących do naszych przekonań, pragnień i celów. A następnie łączy je z podobnymi zjawiskami w otoczeniu. Kiedy znajdzie dopasowanie, alarmuje naszą świadomość.

To jak system GPS.

Tak, to najlepsza metafora. Mając GPS, nie musimy wiedzieć, gdzie znajdują się konkretne ulice w danym mieście. Wystarczy, że zdecydujemy, dokąd chcemy dojechać. Wprowadzamy dane, a GPS udziela wskazówek. Jeśli źle skręcimy, naprowadza nas na właściwą drogę. Kiedy korzystamy z GPS-u, musimy wiedzieć, dokąd chcemy dojechać, a nie jak tam dotrzeć. Tak samo, gdy podejmiemy decyzję na temat swojego celu, nasz RAS zaczyna dostrzegać wszystko, co ma z nim związek. Jeśli zboczymy z kursu, RAS naprowadzi nas na właściwy. Po drodze odfiltruje wszystkie nieprzydatne informacje, a wychwyci te potrzebne.

Jeśli więc chcemy, aby RAS działał dla naszego dobra, musimy go zaprogramować tak, jak to robimy z GPS-em.

Niestety, większość z nas wie tylko to, czego nie chce wiedzieć. Kiedy tworzymy jasny, wyrazisty obraz tego, czego pragniemy, RAS ostro bierze się do pracy i nie ustaje, dopóki tego nie znajdzie. Wszystko dzieje się w tej niewielkiej wiązce włókien nerwowych przebiegających przez pień naszego mózgu.

Dzięki tej wiązce możemy tworzyć własną rzeczywistość…

…mając jedynie świadomość, dokąd pragniemy dojść i co stworzyć. Absolutnie nie musimy wiedzieć jak. A właśnie obawa, jak to zrobić, wstrzymuje nas, a nawet paraliżuje: skoro nie wiem jak, lepiej niczego nie pragnąć. Ludzie pytają: „Jak chcesz ten cel osiągnąć?”. Zgodnie z prawdą mówimy: „Nie wiem!”. Na tym „nie wiem” się zawieszamy. I rezygnujemy. Dajmy szansę swojemu RAS-owi i odpowiedzmy na pytania: „Co jest dla mnie sukcesem?”; „Kim chciałabym zostać?”; „Czego chciałbym doświadczać?”. Ukierunkowany RAS podsunie wszystko, czego będziemy potrzebować do spełnienia; wszystkie informacje, zasoby i odpowiedzi dosłownie staną przed naszymi oczami. Każdy z nas zna to silne wewnętrzne pragnienie zrobienia czegoś, co nas ekscytuje, ilekroć o tym pomyślimy. Rzeczy i sprawy, które nas pasjonują, nie są przypadkowe. To nasze powołanie. Gdy je realizujemy, żyjemy dłużej, zdrowiej i szczęśliwiej.

Odkrywamy powołanie, gdy podążamy za podekscytowaniem?

Najlepszy i najprostszy sposób to wypisanie wszystkich celów, które tylko przychodzą nam do głowy. Wypisanie daje jasność, które z nich są naprawdę nasze. Te nasze angażują uczucia, rezonujemy z nimi. Resztę możemy skreślić – wydawało się, że są dla nas ważne. Pracowałem niedawno z kobietą, która, wypisując cele, uświadomiła sobie, że o domu nad morzem marzyła 20 lat temu, a teraz marzy o tym, aby… pojechać do Afryki i opiekować się sierotami. Mieszka więc w Etiopii z Lekarzami bez Granic i jest – jak twierdzi – bezgranicznie szczęśliwa. Sprawdźmy więc, na ile żywe są nasze cele. Wola wpływa na ciało; kiedy wiemy, co nas uszczęśliwia, i dążymy do tego, ciało staje się mocniejsze, odporniejsze. Są ludzie, którzy całe życie mają słabe ciało, ponieważ przez większą część czasu myślą o tym, czego nie chcą. A wtedy spełniają cudze oczekiwania. To jest bez sensu. Gdy spełniamy czyjeś cele, stajemy się podenerwowani i nieszczęśliwi.

Dlaczego to robimy?

Ponieważ nie uświadamiamy sobie własnych celów. Ludzie próbują nas zniechęcać. Jeśli ktoś niekorzystnie na mnie wpływa, zrywam z tą osobą kontakt, odsuwam się lub przynajmniej staram się spędzać z nią mniej czasu. Przekonacie się, że gdy zaczniecie osiągać swoje cele, ludzie zaczną gromadzić się wokół was i pytać, jak to zrobiliście. Pomagacie im poprzez to, że wam się udało.

Ostatnio podróżuje pan z żoną po krajach postkomunistycznych. Wierzymy w swoją moc twórczą?

Widzimy, że ludzie tutaj nie bardzo wiedzą, co zrobić ze swoim życiem, ponieważ przez dziesięciolecia to państwo mówiło im, co trzeba robić. Szczególnie młodzi czują się zagubieni, ponieważ nie mają wsparcia poprzednich pokoleń, tak jak to jest w Europie Zachodniej, gdzie społeczeństwa od wieków żyją w tradycji swobody decydowania o sobie. Ludzie na Zachodzie rodzą się ze świadomością, że sami tworzą swoją rzeczywistość, dlatego wierzą w siebie. Słyszą: „Możesz to zrobić!”. Odpowiadają: „Tak, wiem, że mogę!”. W Polsce dziwicie się: „No coś ty?!”. Wszyscy możemy tworzyć własne życie zgodnie z pragnieniami. Jeszcze niedawno powstrzymywał was komunizm, a teraz zajmują się tym rodzina i przyjaciele, kierowani źle pojętą troską o was. Nie pozwólcie na to!

Czy są cele, które „nie działają”?

Finansowe. Badania pokazują, że ci, którzy je sobie wyznaczają, po kilku latach nadal są biedni. Jest jeszcze gorzej: czynienie z pieniędzy życiowego celu sprawia, że człowiek zaczyna myśleć negatywnie, staje się cyniczny i nieszczęśliwy. Będziemy nieszczęśliwi także wtedy, gdy zgodzimy się, aby osiągać swoje cele kosztem innych.

Boimy się zmian. Droga, którą pan proponuje, to pokonywanie lęków.

90 procent rzeczy, których się boimy, nigdy się nie wydarza. Możemy nauczyć się panować nad lękami. I działać mimo lęku. Niedawno byłem w Rosji, na Syberii. Wspinałem się po skałach w stronę szczytu. Nagle zobaczyłem, że szczelina skalna schodzi 500 metrów w dół. Nie byłem w stanie się ruszyć. Pół godziny zajęło mi zapanowanie nad sobą, aby zrobić kolejny krok. Udało się. Wszedłem na szczyt. Widok był piękny.

ALLAN PEASE australijski ekspert od osiągania celów i mowy ciała. Pisze książki razem ze swoją żoną Barbarą. W Polsce ukazały się m.in.: „Odpowiedź. Jak przejąć kontrolę nad własnym życiem i stać się tym, kim pragniesz być”, „Mowa ciała”, „Mowa ciała w pracy”, „Mowa ciała w miłości”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Nie bój sie zmian

Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiany pojawiają się zwykle w najmniej spodziewanym momencie. Są jak znajomi, którzy zaskakują cię wizytą, kiedy chcesz iść spać. Dlatego spokojnie nastaw wodę na herbatę, a zanim się zagotuje, będziesz wiedziała, co robić.

Wiosna, koniec studiów, 18. czy 40. urodziny – to momenty, które jednoznacznie kojarzymy ze zmianą, z końcem czegoś starego i początkiem nowego i, jak chcemy wierzyć, lepszego. Nieuchronne, ale konieczne zamknięcie jednego etapu, po to, by móc rozpocząć drugi. Często nie rozumiemy jednak zmian, jakich doświadczamy.

Nie widzimy sensu w tym, że zwalniają nas z pracy albo że partner decyduje się na rozstanie. Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. Być może obecna sytuacja życiowa przestała służyć naszemu rozwojowi. I właśnie dlatego los stawia przed nami nowe wyzwanie. Oczywiście, boimy się utraty tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy: np. miejsca pracy czy długoletniej relacji. Aby zminimalizować poziom strachu, warto krok po kroku i z uważnością rozszerzać perspektywę widzenia całej sytuacji. Zwłaszcza, że zwykle to, co na początku wydaje się trudne, przestaje takie być, kiedy poziom adrenaliny się obniży i zaczniemy patrzeć na nową sytuację bez silnych emocji.

Zmiany to oznaka postępu. Jeśli właśnie ich doświadczasz, to znaczy, że przechodzisz teraz przyspieszony kurs rozwoju osobistego. Sęk w tym, że zwykle wolimy święty spokój od karuzeli zdarzeń, która zmusza do działania. Opieramy się zmianom, a czasami nawet udajemy, że ich nie widzimy. Dotyczy to szczególnie takich sytuacji, kiedy nie chcemy się przyznać, że np. praca od lat odbiera nam radość życia, a w związku od dawna nie doświadczamy miłości i zrozumienia. Zmiana odbywa się zatem pod powierzchnią codziennego życia, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu…

Przyzwyczajenie do życia w tym samym miejscu, w tej samej pracy i z tym samym partnerem zawęża perspektywę widzenia. Czasami z lęku przed wzięciem życia we własne ręce wolimy trwać w iluzji, że możemy być szczęśliwi tylko w takim układzie, w jakim jesteśmy. Zużywamy więc mnóstwo energii na podtrzymywanie status quo. Ale jeśli jakaś część ciebie bardzo pragnie zmiany, będzie ci za wszelką cenę dawała o tym znać. Możesz odczuwać apatię, a niekiedy frustrację i złość. Możesz zazdrościć znajomym, że powodzi im się w życiu lepiej niż tobie. Możesz zaczytywać się w książkach z wartką akcją i marzyć o wielkich podróżach. Pytanie tylko, czy robisz coś, aby przekuć marzenia w rzeczywistość.

Otwarcie na zmiany

Warto wysłuchać głosu tej części siebie, która potrzebuje zmian. Zamiast na siłę ratować tonący statek i tkwić w starym schemacie, dobrze jest zapytać samej siebie: „Czego tak naprawdę pragnę i co mogę zrobić, aby zacząć realizować swoje marzenia?”. Statek musi zatonąć, aby na horyzoncie mogło pojawić się coś innego. Albo abyśmy mogli w ogóle to zobaczyć. Dlatego zamiast zużywać energię życiową na wtłaczanie życia w stare koleiny, sprawdź, co się stanie, jeśli po prosu pozwolisz zmianie się dopełnić. Życie nie przebiega jak długa, pozioma linia. Jest jak ocean, czasem spokojny, a czasami burzliwy. Fale to wyzwania, które dają ci możliwość dalszego rozwoju. Pomyśl o tym, jak twoje życie może się przeobrazić, jeśli każdą zmianę będziesz witać z uważnością, bez oceniania, czy jest dobra, czy zła. Zarówno tę, której doświadczasz niespodziewanie, jak i tę, która zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną codziennego życia. Każda zmiana to ruch energii, a ruch to impuls życia. Płyń więc z nurtem rzeki, a nie pod prąd. Kiedy płyniesz z nurtem, zmiany nie muszą być trudne do przeprowadzenia. Wręcz przeciwnie, otworzą cię na ocean nowych możliwości.

Ćwiczenie

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie kroki, jakie powinnaś podjąć, aby jak najlepiej przygotować się do przeprowadzenia zmiany. Podkreśl pięć najważniejszych, od których powinnaś zacząć. Wypisz również wszystkie znajome osoby, które przechodziły podobną zmianę i mogą pomóc ci się z nią oswoić. Skontaktuj się z trzema z nich i zaproponuj spotkanie. Rozmowa może ci pomóc w lepszym oswojeniu się z życiową zmianą.

Twórcza wizualizacja

Wyobraź sobie, że przenosisz się teraz na piękną plażę. To szczególne miejsce – tu spotkasz się z tym aspektem siebie, który jest bardzo kreatywny i posiada narzędzia do harmonijnego przeprowadzania zmian. Wyobraź sobie, że możesz teraz zadać mu wszystkie potrzebne pytania i poprosić o wskazówki. Możesz też zapytać, czy mógłby przekazać ci jakiś symbol, który pomoże ci aktywizować własną moc (może to być np. kamień lub pióro). Po wykonaniu ćwiczenia zapisz wszystkie wskazówki i postaraj się znaleźć realny kamień, pióro lub cokolwiek innego, co możesz utożsamić z tym aspektem siebie, by przypominał ci o tym, że moc i odwaga są w tobie.

Powiedz sobie, że…

Jeśli doświadczasz zmiany, spróbuj uwierzyć, że masz w sobie wszystkie narzędzia potrzebne do tego, by znaleźć się w nowej sytuacji i dać sobie ze wszystkim radę. Wewnętrzna moc aktywizuje się w sytuacjach, które określamy jako wyzwania. Zmiana może zatem zmotywować do obudzenia uśpionych dotąd potencjałów. Każdy koniec jest zapowiedzią początku. Kiedy coś się kończy, co innego się rozpoczyna. Jest jeszcze moment „pomiędzy”, w którym asymilujemy zmianę i zbieramy potrzebną energię. Ten czas nie musi być tylko trudny i stresujący, jest również ciekawy i rozwojowy. Pamiętaj o tym!

  1. Psychologia

Zdrowa pewność siebie - na czym polega?

Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Aby stać się świadomym siebie, dojrzałym człowiekiem, warto przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie. Brakuje ci wiary we własne siły? Pora na młodzieńczy bunt!

Wszyscy znamy te historie… Brawurowy kierowca przejeżdża przez tory tuż przed rozpędzonym pociągiem, zarozumiały kapitan pasażerskiego statku wykonuje ryzykowny manewr ogromnym kolosem, by popisać się swoimi umiejętnościami, i doprowadza do tragedii. Zbyt pewni siebie chcą zrobić wrażenie na innych, ale i na sobie. Po co, skoro są tacy wspaniali? Bo żeby uwierzyć w swoją moc, potrzebują poprzeć ją zachwytem w oczach innych.

Na drugim biegunie są osoby skrajnie nieśmiałe, które boją się powiedzieć zdanie w towarzystwie w obawie, że się zbłaźnią. Nie potrafią upomnieć się o wyższą ocenę, choć wiedzą, że im się należy, a potem latami czekają na awans w pracy. Niepewni siebie nie wierzą, że mogą się komuś spodobać, od swoich partnerów oczekują nieustannych potwierdzeń. Kosztem niskiej samooceny są też życiowe wybory prowadzące donikąd – praca, która nie cieszy, małżeństwo, które frustruje, chroniczne lęki, depresje, rezygnacja z marzeń.

Co jest pośrodku? Zdrowa pewność siebie. Na czym polega? W skrócie: na adekwatnym i stabilnym poczuciu własnej wartości. Na łatwości mówienia o sobie dobrze, ale też świadomości swoich wad i otwartości na krytykę. Na umiejętności rozdawania, ale i przyjmowania komplementów. Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. I o to chodzi!

Walizka na życie

Pewność siebie jest cechą bardzo pożądaną – pozwala żyć w psychicznym i fizycznym dobrostanie. Problem w tym, że na pewność większości z nas wpływ ma to, co powiedzą lub pomyślą o nas inni. Szukamy potwierdzeń w świecie zewnętrznym – niby to nic złego, bo miło być docenionym, pochwalonym. Ale dopóki pewność siebie nie będzie płynąć ze zdrowych przekonań na własny temat i wynikających z nich działań, dopóty samopoczucie, ścieżkę kariery czy dobór znajomych, a nawet partnerów, będziemy uzależniać od tego, czy inni są z nas zadowoleni, a nie my sami.

Skąd się to bierze? Jak większość naszych przekonań – z dzieciństwa. To, co mówi o nas i do nas najbliższe otoczenie: rodzice, wychowawcy, rówieśnicy – kształtuje myślenie o sobie i życiowe postawy. – Poznajemy świat poprzez to, jak nam zostaje przedstawiony – mówi psycholog i coach rodzicielski Ingrid Dahl-Głodowska. – A nawet więcej, poprzez to, jakie uczucia w nas wywołuje. Im silniejsza emocja – pozytywna lub negatywna – tym głębiej się utrwala komunikat. Dlatego bardzo ważne jest, czy dziecko jest wspierane, karane, czy nagradzane, czy ktoś się w ogóle nim interesuje. Ale też dobrze jest, gdy pozwala się mu w pewnych granicach eksperymentować, polegać na sobie, ponieważ nadmierna opiekuńczość i wyręczanie w najprostszych czynnościach może budzić brak pewności siebie („nie wiem, czy sobie poradzę, bo nigdy tego nie próbowałem”). Dobrze by było, by każde dziecko wchodziło w życie z przekonaniem, że jest wartościowe takie, jakie jest. Niestety, nie jest to norma. Drugim ważnym okresem, w którym kształtują się przekonania i pewność siebie, jest czas dojrzewania i związana z tym burza hormonalna. Dorastając, musimy zaprzeczyć wszelkim autorytetom, przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie, zbudować się jako samodzielnie myślącą i biorącą odpowiedzialność za swoje czyny osobę.

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli nie udało ci się wypracować zdrowego poczucia pewności siebie w dzieciństwie czy okresie dojrzewania, to masz jeszcze na to całe życie!

6 filarów pewności siebie

Nathaniel Branden, kanadyjski psychoterapeuta i pisarz, autor „Sześciu filarów poczucia własnej wartości”, twierdzi, że samoocena powinna być oparta na sześciu aspektach:

1. Świadome życie – dokonujesz wyborów ze świadomością ich konsekwencji, nie unikasz odpowiedzialności.

2. Samoakceptacja – jesteś swoim sprzymierzeńcem, dbasz o siebie, o to, co o sobie myślisz (samoakceptacja nie oznacza aprobaty dla wszystkich działań, jest wezwaniem do pracy nad sobą), troszczysz się o swoje odczucia i pragnienia, jesteś świadoma własnych przeoczeń, ale nie obwiniasz się zanadto.

3. Odpowiedzialność za siebie – to od ciebie zależy twoje życie, ty nim kierujesz, a nie ślepy los, twoi rodzice czy mąż. Ponosisz odpowiedzialność za realizację swoich marzeń, za swoje postępowanie, decyzje, jakość relacji z innymi, wartości, zgodnie z którymi żyjesz, a nawet za swoje szczęście.

4. Asertywność – wyrażasz emocje, nie naruszając psychicznego terytorium innych osób, dbasz też o nienaruszanie twoich granic i szacunek dla siebie.

5. Życie celowe – wykorzystujesz wszystkie swoje zdolności do osiągania zaplanowanych celów i realizowania marzeń, obserwujesz wyniki swoich działań i sprawdzasz, czy prowadzą cię tam, dokąd postanowiłaś iść.

6. Spójność – integrujesz wartości, standardy i przekonania ze swoimi zachowaniami (codzienne wybory).

Stabilna, silna samoocena jest najlepszą drogą do zdrowej pewności siebie. Pozwala podejmować wyzwania, bronić swoich wartości, stawiać ambitne cele, wierzyć, że dasz sobie radę, nawet jeśli sukces czy realizacja planów nie przyjdą od razu. Nie poddajesz się i masz przeświadczenie, że nikt inny, tylko ty, najlepiej wiesz, co jest ci w życiu potrzebne i jaka jesteś.

Coś większego niż ty

– Całkowite poczucie pewności wymaga wiary w siebie, w ludzi obecnych w twoim życiu oraz w coś większego niż ty – twierdzi Tim Sanders, popularny mówca, szef firmy doradczej, autor książki „Moc pewności siebie. Osiągaj zamierzone cele i poczuj siłę spełnienia”. – Kiedy zdobędziesz te wszystkie trzy rodzaje wiary, będziesz się cieszyć zrównoważoną pewnością siebie, która przeprowadzi cię przez wszelkie kłopoty i okresy zawirowań. Zawsze, kiedy to możliwe, miej świadomość poziomu swojej pewności siebie w każdej z tych trzech kategorii, uzupełniając te z nich, które ciągną resztkami sił.

Poprawiając obraz samej siebie (przekonania na swój temat), zaczynasz wierzyć, że jesteś wystarczająco dobra, by kochać, odnosić sukcesy i przewodzić innym.

Wiara w siebie to twój fundament, decyduje o jakości twojego życia. Twój obraz siebie wyznacza granice, w ramach których jesteś zdolna kierować swoim losem.

Wiara w innych jest potrzebna, bo zdrowa pewność siebie to także świadomość własnych ograniczeń. Nie musisz za każdym razem udowadniać (sobie i innym), że sama ze wszystkim sobie poradzisz. Poproś czasem o pomoc.

Wiara w coś wyższego – dla każdego może być czymś innym. Chcemy czy nie, wierzymy czy nie, jesteśmy częścią większej całości – systemu społecznego, politycznego, ekonomicznego, odwiecznego rytmu przyrody, moralnego porządku, systemu duchowego, religijnego itd. Reguły rządzące światem są nam potrzebne, wnoszą stały element, do którego można się odnieść lub na który można się powołać. Ci, co grają nie fair, nie szanują tych reguł, prędzej czy później tracą – tak jak np. firmy liczące na szybki zysk, oferując marny produkt czy usługę. Ci, którzy ignorują to, że mogą się nauczyć czegoś od innych, zostają w tyle lub prędzej czy później są ignorowani.

– Liderzy, którzy nie poddają się komuś lub czemuś większemu niż oni sami, upijają się w końcu fałszywym poczuciem własnej mocy – mówi Tim Sanders. – W rezultacie ludzie ci stają się własnymi bóstwami. Kiedy wierzysz, że stoi za tobą ktoś lub coś większego niż ty sama, to ta wiara daje ci energię i entuzjazm, których potrzebujesz, by iść naprzód.

Wszystko, czego potrzebujesz, by być pewną siebie, już masz. Tylko sobie to uświadom. Kiedy osiągniesz zdrową pewność siebie, potrzeba bycia najlepszą albo lubianą zejdzie na dalszy plan, ustępując miejsca celom, jakie chcesz w życiu osiągnąć. Twoim celom.

  1. Materiał partnera

O drodze, która prowadzi do „Ósmego kontynentu“  

Mariusz Szeib - autor książki „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, wyd. BookEdit (Fot. archiwum autora, materiały prasowe)
Mariusz Szeib - autor książki „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, wyd. BookEdit (Fot. archiwum autora, materiały prasowe)
Dlaczego bieganie pomaga nam odkryć życiową misję i osiągnąć więcej niż założone cele? Książka „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu. Historie prawdziwe” to pozycja dla każdego, kto biega, oraz wszystkich tych, którzy marzą by żyć pełnią życia.

“Każdy ma w swoich rękach latarkę z korbką, a w niej tyle światła, ile sam nakręci ” – to życiowe motto dr. Mariusza Szeib, biznesmena, filantropa i maratończyka. Jego przygoda z wielokilometrowymi biegami zaczęła się od szukania wyzwań w związku z 50. urodzinami. W swojej książce udowadnia, że – zgodnie z chińskim przysłowiem, które mówi, że podróż o długości 1000 mil zaczyna się od pierwszego kroku – bieganie zaczyna się od pierwszego pokonanego dystansu. W bieganiu chodzi jednak o coś więcej niż pokonywanie kolejnych kilometrów. Bieganie to nie tylko praca mięśni, to stan umysłu. „Poprzez nieustanne pokonywanie siebie nasz wysiłek zaczyna stopniowo przemieniać się w potężny oręż. Dzięki determinacji i spalaniu w sobie podczas biegu tego, co negatywne zaczynamy coraz lepiej radzić sobie z problemami. Rośnie w nas równocześnie chęć dzielenia się tą siłą z otoczeniem. Stopniowo rodzi się w nas „Ósmy kontynent” – mówi Mariusz Szeib.

Towarzysząc autorowi w biegach na siedmiu kontynentach, m.in. na Antarktydzie, Syberii, zamarzniętej tafli Bajkału, Murze Chińskim, Mount Evereście, Saharze czy Wyspach Wielkanocnych, przyglądając się mu, jak pokonuje trudy i czemu musi sprostać, możemy dowiedzieć się wiele o sobie. „To bite cztery godziny, podczas których można głęboko zajrzeć w głąb swojej duszy. Jest czas na przemyślenia i refleksje”.

Książka łączy w sobie emocje i dokumentaryzm charakterystyczny dla dobrego, wciągającego reportażu jak i refleksje i wskazówki, które znamy z podręczników liderów biznesu i działaczy społecznych. Atutem publikacji są zebrane w drugiej części książki relacje i doświadczenia nietuzinkowych postaci i autorytetów ze świata sportu i polityki, jak Jerzy Skarżyński, czy prof. Leszek Balcerowicz. Przedmowę do książki napisał Jacek Santorski.

Leszek Balcerowicz – O wyczynowym sporcie często mówi się, że kształtuje charakter. Myślę, że jest odwrotnie. To ludzie wytrwali, ambitni i systematyczni uprawiają sport wyczynowy. Michael Clinton – Pamiętaj, że najważniejsze jest właśnie żyć w zgodzie ze sobą. Lara Kruikskamp – Nie pozwól na to, by jakiekolwiek ograniczenia górowały nad twoimi ambicjami! Michał Walczewski – Prawdziwe szczęście osiąga się wtedy, gdy niewiele jest w stanie ci je odebrać. Nieukończony maraton nie może mnie unieszczęśliwić. Robert Celiński – Bieganie otworzyło mnie również na świat. Bez moich maratońskich celów pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że postawię stopę na Antarktydzie, a tym bardziej, że wygram tam maraton. Joe Findaro – Parę dni po maratonie Boston wyglądał jak strefa wojenna. Pełno telewizyjnych furgonetek, dziennikarze na każdym rogu. Marek Śliwka – Biegać dzisiaj każdy może, trochę lepiej lub gorzej. Jerzy Skarżyński – Rachunek prawdopodobieństwa mówi jednoznacznie – łatwiej mi było wygrać samochód w walce, niż wylosować go w loterii na mecie. Ignacio Bravo – Nigdy nie wiesz, jak bardzo jesteś silny, dopóki nie masz innego wyjścia niż biec.  

„Ósmy kontynent” to książka dla każdego, kto biega, czy chciałby zacząć biegać, ale przede wszystkim dla tych, którzy marzą by żyć pełnią życia, tak w obszarze zawodowym, jak i osobistym. Ta książka nie dotyczy bowiem tylko biegania. Przed Czytelnikiem otwiera możliwości odkrycia Ósmego kontynentu – marzeń, celów, pasji i talentów. To być może najważniejszy i wciąż najmniej odkryty kontynent, który zdobyć może każdy z nas.

O autorze: dr Mariusz Szeib – Prezes Zarządu Texet Poland Sp. z o.o., inżynier automatyk, doktor nauk ekonomicznych. Ukończył MBA, British Institute of Management (Londyn, Glasgow). Twórca kilku firm działających w sektorze B2B i B2C. Członek największej organizacji humanitarnej na świecie Lions Clubs. W wieku 50 lat zaczął biegać. Przebiegł 24 maratony na 7 kontynentach. Twórca biegów charytatywnych Freedom Charity Run oraz organizator kilkunastu akcji charytatywnych w Polsce i na świecie. Prywatnie ojciec trzech córek i dziadek sześciorga wnucząt.

„Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, Mariusz Szeib, wydawca: BookEdit, ISBN 9788395918902, cena: 49,90 zł, oprawa miękka ze skrzydełkami, format: 145 x 210 mm, liczba stron: 354, data premiery: 13 stycznia 2021 r. „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, Mariusz Szeib, wydawca: BookEdit, ISBN 9788395918902, cena: 49,90 zł, oprawa miękka ze skrzydełkami, format: 145 x 210 mm, liczba stron: 354, data premiery: 13 stycznia 2021 r.

Freedom Charity Run 2021: część pieniędzy ze sprzedaży książki zostanie przeznaczona na cel charytatywny Freedom Charity Run 2021 – w połowie na pomoc dla dzieci z porażeniem mózgowym z Ośrodka Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego szpitala Klinicznego im. W. Degi w Poznaniu, Centrum Technologicznego Wspomagania Rehabilitacji.

  1. Psychologia

Postanowienia noworoczne - jak je zrealizować? Radzi lifecoach

Silne poczucie bezpieczeństwa, pozwala na zdobywanie nowych doświadczeń wymagających odwagi. (Fot. iStock)
Silne poczucie bezpieczeństwa, pozwala na zdobywanie nowych doświadczeń wymagających odwagi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Na początku nowego roku zastanawiamy się nad tym, co nas czeka, snujemy marzenia, robimy plany... Dokonujemy też bilansu poprzedniego roku, starając się wychwycić rzeczy do zmiany. Joanna Godecka, lifecoach, proponuje kilka ważnych ćwiczeń, które pomogą te sprawy przemyśleć i ułożyć je sobie nie tylko w głowie, ale również w sercu.

Na początku nowego roku zastanawiamy się nad tym, co nas czeka, snujemy marzenia, robimy plany... Dokonujemy też bilansu poprzedniego roku, starając się wychwycić rzeczy do zmiany. Joanna Godecka, lifecoach, proponuje 12 ważnych ćwiczeń, które pomogą te sprawy przemyśleć i ułożyć je i w głowie i w sercu. Znajdziesz je w galerii zdjęć.

 

 

 

 

  1. Psychologia

Chcesz dokonać trwałych zmian? Poznaj psychiczne mechanizmy, które tobą kierują

Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Marzą nam się zmiany na lepsze, planujemy kolejne przedsięwzięcia, wyrobienie sobie nowych, zdrowszych nawyków. Tymczasem, gdy naszych postanowień nie umiemy skutecznie realizować, fundujemy sobie poważny spadek nastroju. Od czego zależy nasza motywacja i powodzenie? Co warto wiedzieć o swoich mechanizmach psychologicznych, zanim zdecydujemy się na wprowadzanie zmian w życie? – wyjaśnia dr Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS, psycholożka społeczna i trenerka biznesu.

Czy zależy nam na zmianie, która przyjdzie z zewnątrz, czy na tym, żeby zmienić siebie? Jak podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc: „Chcę się zmienić”, a „chcę zmiany” to dwa różne stwierdzenia. Okazuje się, że najczęściej zależy nam na odmianie życia, ale bez ponoszenia kosztów i wysiłku związanego z tym procesem.

Nie wszyscy też działamy tak samo, kiedy już zdecydujemy, że chcemy coś zmienić. Jedni z nas kochają rewolucje i przewracają całe swoje życie do góry nogami, inni wolą dochodzić do celu krok po kroku. I okazuje się, że czasem wystarczy jedna zmiana, która zadziała jak efekt domina. – Jeden dobry nawyk, jeden mały krok jest w stanie uruchomić pozytywne zmiany w innych obszarach. Z badań wynika, że osoby, które zaczynają ćwiczyć, mają lepszy nastrój, dbają o zdrowe odżywianie, rzadziej tracą nad sobą panowanie, przestają palić, krócej oglądają telewizję, lepiej śpią, poprawiają jakość relacji z bliskimi, a nawet częściej myją zęby – wymienia psycholożka.

Kiedy jest czas na zmianę? Skąd mieć pewność, że trzeba coś zmienić?

Nie zawsze mamy świadomość, że obraliśmy w życiu niewłaściwy kurs. Skąd możemy wiedzieć, że przyszedł czas na to, aby zmienić nasze cele, założenia, nasze działanie albo, że my sami powinniśmy się zmienić?

Dr Ewa Jarczewska-Gerc: To wcale nie jest takie łatwe, aczkolwiek źródeł jest kilka. Po pierwsze - nasze „wnętrze”. Nasz nastrój, nasze emocje mogą nam podpowiadać, że coś jest nie tak… Możemy czuć pewien dyskomfort, czuć, że coś nas uwiera, coś nie idzie po naszej myśli. Gdy pojawiają się negatywne emocje – one są taką sugestią, że nasze plany, założenia być może nie idą tak jak chcieliśmy, jak sobie zaplanowaliśmy. Dlatego często negatywne emocje są taką czerwoną flagą mówiącą uważaj, bo chyba nie idziesz w takim kierunku, w jakim chciałeś.

Drugie źródło to są oczywiście inni ludzie. Nasi bliscy często znają nas lepiej niż my sami siebie. Mogą nam zwrócić uwagę na pewne rzeczy (popatrz, ten kierunek, w którym zmierzasz, nie jest dobry dla ciebie; możesz mieć z tego powodu negatywne konsekwencje). Nie zawsze muszą to być bliskie osoby, czasem obcy ludzie są dla nas źródłem informacji na temat tego, że być może droga, którą obraliśmy nie jest właściwa i powinniśmy się zmienić. A czy czeka nas zmiana… to już jest zupełnie inna sprawa.

Czy chcieć znaczy móc? W jakie mity wierzymy?

Wielu ludziom towarzyszy błędne przekonanie, że samo pragnienie celu jest wystarczające do jego osiągnięcia. I choć dobrze wiedzą, że bez włożenia pracy w jego realizację nie osiągną wiele, trzymają się swojej „wiary”. –Ciekawe, że my głównie wierzymy w to, że to chęci są tym czynnikiem, który poprowadzi do zmiany – komentuje psycholożka – Mówi się nawet, że chcieć to móc. I o ile zgadzam się z tym stwierdzeniem, to nie zawsze tak się dzieje. Ludzie mówią „ale ja bardzo chcę się zmienić”, albo „ja bardzo chcę zmiany” – i tutaj właśnie wprowadzę to rozróżnienie, że my z jednej strony chcemy zmiany, ale nie chcemy się zmieniać. Chcemy, żeby zmiana przyszła sama z siebie, żeby ona na nas spadła, spłynęła z nieba niczym manna… Natomiast zmienianie siebie wymaga już wysiłku. Dlatego też często nie podejmujemy działania, albo szybko rezygnujemy, bo okazuje się, że droga do tego upragnionego celu nie jest tak przyjemna jak sam cel, sam wynik. W związku z tym nie tylko chęci są nam potrzebne, ale także pewna umiejętność samodyscyplinowania się, umiejętność panowania nad swoimi pokusami, umiejętność wytrwałego i konsekwentnego realizowania swojego działania, czyli tzw. czynnik wolicjonalny, jak go nazywamy w psychologii, który oznacza, że nie tylko chcemy się zmienić, ale mamy siłę do tego, żeby zmiany dokonać.

Zanim jednak przystąpimy do działania, w pierwszej kolejności należy skonkretyzować cel. Postanowienia w rodzaju „będę zdrowo się odżywiać”, „będę uczyć się nowego języka”, „będę ćwiczyć” – są nie tylko ogólne, ale też formułowane przyszłościowo. Dlatego dr Jarczewska-Gerc poleca stworzenie tzw. intencji implementacyjnej, która jest formułowana w postaci implikacji: jeśli wydarzy się sytuacja x to ja robię y, czyli np. „jak tylko wrócę po pracy do domu to idę biegać”. Stosując ten bardzo prosty zabieg psychologiczny, polegający na konkretyzacji celu, określamy kiedy i gdzie zamierzamy wcielać w życie to, co sobie zaplanowaliśmy. Nasz cel przestaje być „mglistym” założeniem i staje się jasny, konkretny, inaczej też działa na psychikę.

Droga do celu

To, co warto mieć na uwadze to fakt, że od samego celu ważniejsza jest droga, która do niego prowadzi – ona właśnie świadczy o naszej skuteczności. Nie warto skupiać się od razu na wymarzonym sukcesie, ale zaplanować plan realizacji, zgodny z tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Jak radzi psycholożka: - To, co może nam pomóc, to skupienie się na procesie dążenia do celu. Wyobrażanie sobie kolejnych kroków działania, które muszą być podjęte, aby uzyskać wymarzony efekt sprawia, że zaczynamy dostrzegać wzajemne powiązania pomiędzy poszczególnymi etapami działania, formułując w ten sposób spójny plan akcji. Dostrzegamy także przeszkody, które mogą się pojawić i utrudnić nam dążenia, dzięki czemu jesteśmy w stanie przygotować „plan B”. To właśnie droga prowadząca nas do upragnionego celu jest kluczem do sukcesu, który staje się wówczas miłym „produktem ubocznym” naszej efektywności.

Dwa procesy zarządzania sobą, które zawsze powinniśmy mieć na uwadze

Mamy już jasno określony cel, który chcemy osiągnąć. Opracowaliśmy plan działania. Jednak, gdy zbliża się moment, w którym musimy włożyć trochę wysiłku, żeby realizację celu rozpocząć, albo musimy przemóc „niechcenie”, żeby go kontynuować, zaczynamy szukać wymówek… Dlaczego tak się dzieje?

– Dzieje się tak dlatego, że możemy wyróżnić dwa rodzaje procesów zarządzania sobą. Pierwszy rodzaj procesów to tak zwane procesy samoregulacyjne. Polegają one na tym, że koncentrujemy się wokół podnoszenia swojego dobrostanu, swojego samopoczucia, swojego nastroju, czyli mówiąc ogólnie: sprawiamy sobie przyjemność. Drugi rodzaj procesów zarządzania sobą to procesy samokontrolne. One polegają na tym, że gdy postawię sobie cel to ja się siebie nie pytam „czy ja mam ochotę ten cel dzisiaj wdrażać?” – tylko ja go po prostu wdrażam. Procesy samokontrolne koncentrują się wokół zdyscyplinowania się na tyle, aby pociągnąć realizację celu, czyli po prostu: tworzymy plan działania i zaczynamy go wcielać w życie. – podsumowuje dr Ewa Jarczewska-Gerc i dodaje: Ktoś mógłby powiedzieć „no dobrze, ale ja wolę się samoregulować i trzeba też mieć trochę przyjemności od życia”. Tylko problem polega na tym, że kiedy ta równowaga zostanie zachwiana w kierunku tych procesów samoregulacyjnych to na końcu tej drogi nasz nastrój ucierpi. Dlaczego? – Dlatego, że jeżeli my każdego dnia będziemy wracać do domu i nie będziemy realizować faktycznie swojego celu (jak bieganie po pracy), tylko położymy się na kanapie, zaczniemy objadać się lodami i oglądać telewizję… po godzinie przyjdzie lekki dołek. Bo znowu nie byliśmy skuteczni! Znowu nie zrobiliśmy tego, co sobie założyliśmy! Tylko leżymy i tyjemy. I tak naprawdę nasz nastrój zaczynie spadać. Rośnie nam wtedy napięcie i mamy coraz mniej energii. Ale jeśli, mimo wszystko, zmobilizujemy się i pójdziemy pobiegać, to być może na początku odczujemy pewien dyskomfort (bo to jest jednak wyjście poza strefę swojego komfortu: musimy założyć ubrania, wyjść na dwój, pada śnieg, deszcz, jest zimno itd.), ale po chwili zacznie działać fizjologia, czyli zaczną wydzielać się endorfiny, które spowodują, że odczujemy przyjemność… przede wszystkim jednak to, że dotrzymaliśmy sobie słowa, spowoduje, że będziemy dumni z siebie. Myślimy sobie wówczas „teraz to ja już mogę wszystko, dlatego, że pokonałam swoje słabości.”

Zmaganie się z celem oznacza zmaganie się z własnymi słabościami, pokonywanie samego siebie.
Jeżeli nam uda się to zrobić - jest to bezcenne. Daje nam nie tylko doskonałe samopoczucie, ale także wysoką samoocenę, która będzie stabilna. Będziemy wiedzieć, że nawet drobne niepowodzenia nie są w stanie zachwiać naszym poczuciem wartości, ponieważ jesteśmy skuteczni: gdy sobie cel postawimy to konsekwentnie go realizujemy, dążymy do jego osiągnięcia – i to sprawia, że na końcu drogi nasz nastrój będzie bardzo dobry.

Jak utrzymać motywację na odpowiednim poziomie? Uważaj na krytyczny punkt „trzech miesięcy”

Załóżmy, że weszliśmy na drogę do celu. Udało nam się zacząć. Codziennie realizujemy kolejne postanowienia. Jednak po jakimś czasie nasz entuzjazm opada, żar się wypala i znowu dążenie do celu staje się trudne. – Dzieje się tak dlatego, że na początku , po przekroczeniu naszego psychologicznego rubikonu, gdy powiemy sobie „dobrze, kości zostały zrucone, przekraczam most, most zostaje spalony, nie mam już innego wyjścia i wchodzę w to”, siły w polu psychologicznym, które pchają nas do zmiany są bardzo mocne. My ich nie widzimy, ale to są siły psychologiczne, emocjonalne, motywacyjne, które nas pchają do tego, żeby działanie znalazło swój finał, żeby się domknęło (dążymy do domknięcia struktury). Jednak, po jakimś czasie, te siły po prostu się rozpraszają. Tej energii do działania jest nieco mniej i to jest absolutnie naturalne. Problem polega na tym, co my robimy z tym dalej. Mówi się, że trzy miesiące to jest taki okres, w którym wykształca się pewien nawyk, a więc możemy uznać, że potem zmiana będzie już trwała. – tłumaczy dr Jarczewska-Gerc.

– Warto tu jednak zwrócić uwagę na badania dotyczące zmiany diety (brały w nim udział kobiety chcące spożywać więcej warzyw i owoców w swojej diecie), które zostały przeprowadzone przez znaną badaczkę Gabriele Oettingen i Petera Gollwitzer’a (znane nazwisko w świecie badań nad motywacją). To badanie trwało 24 miesiące. I co się okazało? - Osoby, które zostały wyposażone w warsztat umiejętności, które mają podtrzymać zmianę działania, czyli zmianę stylu życia, były na końcu tej drogi, po tych 24 miesiącach, zdecydowanie bardziej skuteczne, niż ci, którzy tylko sobie postanowili, że takiej zmiany dokonają. I co ciekawe: „rozjazd” między badanymi pojawił się dopiero po trzech miesiącach.

Trzy miesiące to jest taki okres, po którym albo będziemy potrafili podtrzymać swoje działanie, albo nie widząc, że jest to dość zdradliwy moment, ulegniemy różnym pokusom. To jest czas, kiedy nam się wydaje, że już nie zejdziemy z obranego kursu, bo minęły aż trzy miesiące… Bądźmy jednak czujni – to może być właśnie ten moment, kiedy nastąpi rozproszenie sił i nie podtrzymamy swojego działania.

Kto ciężko przechodzi porażki?

Może się zdarzyć, że pomimo naszych starań i wysiłków ponosimy jednak porażkę. Jak się do niej odnieść w zdrowy sposób? Dlaczego jedni stają się po upadkach silniejsi, a inni tracą poczucie sensu?

Carol Dweck, amerykańska psycholożka, profesor Stanford University, w swojej pracy naukowej analizuje koncepcje, które mają ludzie w odniesieniu do siebie, i których używają do kształtowania siebie i kierowania swoim zachowaniem. W swoich badaniach porusza m.in. temat przyczyny, która stoi za tym, że jedni ludzie po porażkach się podnoszą, rozwijają, a drudzy załamują. Jak się okazuje, czynnikiem, który odgrywa tu znaczącą rolę jest przekonanie o zmienności lub o stałości naszej osobowości, naszych zdolności, naszej inteligencji. Niektórzy po prostu wierzą w to, że człowiek jest stały i się nie zmienia.

– Jeżeli jesteśmy przekonani o tym, że już się ukonstytuowaliśmy i że jesteśmy stali w naszej osobowości, w naszych przekonaniach, naszych postawach (co oczywiście jest tylko pozorne, bo nic nie jest bardziej pewnego niż zmiana), to takie przekonanie powoduje, że porażka jest dowodem na to, że jesteśmy beznadziejni. Bo skoro ja jestem jakaś, określona, i działam, a nagle okazuje się, że droga, którą szłam nie przyniosła mi zamierzonego efektu, to znaczy, że jestem do niczego. A skoro moje postawy są stałe - to znaczy, że ja nie mogę się zmienić. To znaczy, że sytuacja jest beznadziejna i nie ma nadziei na lepsze jutro. – podsumowuje dr Jarczewska-Gerc. – W momencie, kiedy wierzymy w zmianę (co jest bliższe prawdzie), wierzymy w to, że zawsze istnieje nadzieja i szansa na to, że możemy się zmienić, wówczas, niezależnie od tego czy tak jest w istocie, czy nie (czynnik obiektywny jest mniej ważny jeżeli w to wierzymy), możemy potraktować porażkę jako okoliczność do tego, żeby tej zmiany dokonać. Traktujemy wówczas niepowodzenia jako informację zwrotną, mówiącą nam o tym, że kierunek, jaki wybraliśmy, czy być może środki - po prostu nie zostały dobrane we właściwy sposób.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi. 

Źródło: materiały prasowe SWPS