1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zmień swoje życie z Pemą Chödrön – premiera książki "Rusz z miejsca"

Zmień swoje życie z Pemą Chödrön – premiera książki "Rusz z miejsca"

Bestsellerowa książka "Rusz z miejsca" oparta jest na buddyjskiej koncepcji shenpa, która pomaga nam dostrzec, jak lęki oraz zakorzenione w nas nawyki wywołują gniew, poczucie winy, nienawiść do samych siebie i skłonność do nałogów.

Mądrość buddyjska przekazywana w kolejnej książce Pemy Chödrön pomaga uwolnić się od lęków i nawyków. Uczyń swoje życie lepszym.

Bestsellerowa książka "Rusz z miejsca" oparta jest na buddyjskiej koncepcji shenpa, która pomaga nam dostrzec, jak lęki oraz zakorzenione w nas nawyki wywołują gniew, poczucie winy, nienawiść do samych siebie i skłonność do nałogów. Gdy zdiagnozujemy te negatywne wzorce – możemy rozpocząć walkę z nimi i ruszyć nową ścieżką.

Ścieżka ta pozwala odkryć trzy podstawowe ludzkie cechy wyjaśnia Pema Chödrön. Naturalną inteligencję, ciepło i otwartość. Każdy człowiek dysponuje tymi cechami i może wykorzystywać je do pomocy sobie samemu i innym.

Wielu ludzi, zatroskanych losem świata i szerzącym się cierpieniem, szczerze pragnie, by stan rzeczy się zmienił, a ludzie przestali krzywdzić i być krzywdzeni. Należy uczciwie przyznać, jak często kończy się na refleksji z powodu braku poczucia mocy sprawczej lub pomysłu jak pragnienie zamienić w działanie. Czy widzimy wystarczająco jasno wpływ naszych słów i działań na powstrzymanie cierpienia? A nawet jeśli dostrzegamy, ze sami tworzymy chaos, to czy potrafimy go powstrzymać? Praca nad sobą i pogłębianie świadomości swojego umysłu i emocji to najważniejsza droga jaką możemy podjąć na rzecz dobra swojego i wszystkich istot.

Książka Rusz z miejsca daje szereg wskazówek, jak uaktywnić trzy podstawowe ludzkie cechy. Pema Chödrön z właściwą jej życzliwością pomaga zrobić nam pierwszy śmiały krok w stronę nowego sposobu życia, które przyniesie pozytywną transformację nas samych i naszego świata.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Doświadczaj chwili obecnej - nauki Pemy Chodron

Pema Chödrön, Amerykanka, buddyjska mniszka, autorka wielu książek. (Fot. materiały prasowe)
Pema Chödrön, Amerykanka, buddyjska mniszka, autorka wielu książek. (Fot. materiały prasowe)
Zawsze, gdy jesteśmy gdzieś pomiędzy tu i tam, gdy coś się właśnie skończyło i czekamy, aż coś się rozpocznie, gdy kusi nas, by odwrócić uwagę lub poszukać drogi ucieczki, możemy zamiast tego pozwolić sobie na otwartość, ciekawość, niepewność, bezbronność. - pisze w książce "Twoje wspaniałe życie" Pema Chodron, buddyjska mniszka.

Kiedy nauczam o pustce lub otwartej świadomości i chcę, żeby uczestnicy od razu weszli w pewien rodzaj bezpośredniego doświadczenia, proszę wszystkich, aby wstali razem ze mną. Wszyscy jednocześnie robimy wdech i podnosimy ręce nad głowę. Następnie wszyscy razem robimy wydech, opuszczamy ręce i klepiemy się w uda. Robiłam to już z sześciuset osobami jednocześnie. Było bardzo głośno. Ćwiczenie to stwarza okazję do przeżycia chwili otwartości, wolnej od etykiet i znaczeń. Po klepnięciu po prostu rozluźniamy umysł na tyle, na ile możemy. Cokolwiek stanie się potem, jest w porządku. Niektórzy ludzie doświadczają pustki w szeroko otwartej przestrzeni. Niektórzy zaczynają mówić do siebie. Niektórzy stają się smutni, poirytowani lub senni. Niektórzy myślą: „Nie rozumiem tego”. Ale cokolwiek się stanie, nie ma problemu. Nie musi to być jakieś szczególne przeżycie. Najważniejsze jest, aby ludzie byli otwarci, mieli swobodne nastawienie pozwalające na to, żeby wydarzyło się cokolwiek, bez odrzucania czy wartościowania. Głośne uderzenie stwarza okazję do powstania luki w naszym procesie koncepcyjnym, ale jeśli nie doświadczymy tej luki, nie ma się czym martwić. Głębia praktyki polega na tym, aby pozwolić, by rzeczy się działy.

Doświadcz pustki

Jeśli postrzegasz pustkę jako coś, co warto rozwijać – lub w czym nawet warto się zakochać – zawsze możesz znaleźć sposób, aby połączyć się z nią w życiu codziennym. Jednym z prostych sposobów na praktykowanie pustki, jest po prostu zatrzymanie się. Możesz to zrobić, kiedy tylko zechcesz. Jest to bardzo proste. Zwolnij i od razu się zatrzymaj. Rozejrzyj się i skontaktuj się z obecną chwilą. W ten sposób przerwiesz strumień pomysłów i mentalnej paplaniny, które nakładają się na twoje doświadczenie. Pozwala to dotknąć ponadczasowości chwili obecnej – tego, co Trungpa Rinpocze tak umiejętnie nazwał „teraźniejszością”. Gdy jesteśmy zapracowani i każde kolejne opóźnienie jest niebywale irytujące, możemy wykorzystać takie sytuacje na praktykowanie zatrzymywania się. Na przykład, musisz iść na pocztę w przerwie na lunch. Stoisz w długiej kolejce, która w ogóle nie przesuwa się do przodu. Zamiast po prostu stać tam i kipieć z gniewu, możesz zrezygnować z tej mentalnej paplaniny, zrelaksować się i wejść w obecną chwilę. Wtedy poczta i obecni tam ludzie mogą stać się fascynującym doświadczeniem. Możesz naprawdę zobaczyć to, co jest przed twoimi oczami i usłyszeć to, co wpada do twoich uszu. To tak, jakby drzwi percepcji zostały dokładnie oczyszczone.
Przed chwilą dałeś się złapać, dygocząc z nerwów albo umierając z nudów, a teraz twoje doświadczenie przekształca się w coś barwnego i niespodziewanie cudownego. Jesteś wolny od konceptów takich, jak „biedny ja” czy „nie mam na to czasu” i zamiast tego, cieszysz się chwilą obecną. Słyszałam, że w przeszłości w Tybecie jedynym sposobem, w jaki kobiety mogły osiągnąć oświecenie, było praktykowanie w przerwach między licznymi obowiązkami. Były one jednak tak oddane przebudzeniu, że nauczyły się rozpoznawać i doceniać możliwości, które pojawiały się na ich drodze. Każda chwila „pomiędzy” – czekanie na kogoś, przechodzenie z jednego miejsca do drugiego, dojenie krowy – stawała się bezcenną okazją. Zamiast myśleć o tym, co się właśnie wydarzyło lub planować to, co wydarzy się później, cieszyły się przestrzenią, w której mogły zatrzymać wypełniony pojęciami umysł i nawiązać kontakt z teraźniejszością.

Pustka w codziennym życiu

Mamy wiele podobnych okazji w naszym własnym życiu. Zawsze, gdy jesteśmy gdzieś pomiędzy tu i tam, gdy coś się właśnie skończyło i czekamy, aż coś się rozpocznie, gdy kusi nas, by odwrócić uwagę lub poszukać drogi ucieczki, możemy zamiast tego pozwolić sobie na otwartość, ciekawość, niepewność, bezbronność. Można połączyć się z chwilą obecną, gdy tracimy orientację, gdy czujemy się wytrąceni z równowagi. Są to sytuacje, kiedy nie wiadomo, co robić i jakie będą skutki naszych działań. Często zdarza się to wtedy, gdy masz problemy z podjęciem ważnej decyzji. Nie wiesz, czy przyjąć ofertę pracy, gdzie się przeprowadzić, z którego lekarza porady skorzystać. Chcesz pomóc komuś w potrzebie, ale nie wiesz jak. Nie jesteś pewien, czy nadszedł czas, aby zaryzykować, czy masz grać ostrożnie. A może jest to tylko nieistotna wątpliwość, typu jak się ubrać lub jakie danie wybrać z menu. W tych wszystkich przypadkach chciałbyś dojść do konkretnego wniosku, ale nie ma sposobu na dotarcie do czegoś określonego. W związku z tym czujesz się bezbronny i bezzasadny. Ale jeśli skupisz się i pozostaniesz obecny w tych sytuacjach, możesz znaleźć sposobność, by zetknąć się z mądrością chwili obecnej – z otwartą, nieprzewidywalną właściwością tego, czym rzeczy zawsze są.
Kiedyś byłam na wykładzie Khenchena Thrangu Rinpocze, opata Gampo Abbey. Kiedy skończył mówić, jeden z mnichów uderzył w gong dając sygnał, że wykład się zakończył. Chociaż taki jest zwyczaj w Gampo Abbey, Thrangu Rinpocze uważał, że gong oznacza początek sesji medytacyjnej. Przez następne półtorej godziny siedział więc na swojej poduszce, całkowicie rozluźniony, od czasu do czasu poruszając się lekko. My, słuchacze, nie byliśmy do końca pewni, co się dzieje, więc też siedzieliśmy tam cały czas, w stanie niewiedzy. Czy czekał, aż skończymy, czy też my czekaliśmy na niego? Każdy z nas musiał mieć własny sposób znalezienia się w tej sytuacji – od odprężenia się w bezzasadności do chęci wykrzykiwania – ale obserwowanie swobody Thrangu Rinpoczego dało mi poczucie głębokiej wdzięczności za to, jaki spokój można poczuć w kontakcie z chwilą obecną – z pustką w codziennym życiu.

Pytania bez odpowiedzi

W tradycji zen nauczyciele wykorzystują koany, czyli pytania, na które nie ma odpowiedzi – w każdym razie odpowiedzi nie są możliwe w przypadku utrwalonego umysłu i dualistycznego myślenia. Być może najbardziej znanym koanem zen jest: „Jak brzmi klaskanie jedną ręką?”. Może to wyglądać na wysoce ezoteryczną praktykę, ale jeśli jesteśmy w harmonii z tym, jakie w rzeczywistości są sprawy tego świata – wolne od nadanych znaczeń i niemożliwe do sprecyzowania – zauważymy, że życie nieustannie podsuwa nam koany. Dla większości z nas takie niejednoznaczne sytuacje należą do zjawisk negatywnych i mamy tendencję do uciekania od nich. Ale dla duchowych praktyków koany mogą stanowić sposób, dzięki któremu budzimy się i uświadamiamy sobie pełny potencjał naszych serc i umysłów. Zamiast od razu próbować odpowiedzieć na otwarte pytania, jakie stawia przed nami życie, możemy, choćby na chwilę, poeksperymentować z odnalezieniem spokoju w uczuciu ambiwalencji. Ale nawet wtedy, gdy życie nie daje nam możliwości doświadczenia bezzasadności i bezbronności, wciąż możemy znaleźć sposoby na nawiązanie kontaktu z codzienną pustką – nawiązanie kontaktu z chwilą obecną.

Kadry nowych znaczeń

Jedną z praktyk, którą szczególnie lubię, jest robienie mentalnych zdjęć. Możesz zacząć od zamknięcia oczu. Następnie obróć głowę w dowolnym kierunku – w górę, w dół, na boki. Nie ma znaczenia, w którą stronę. Chodzi o to, żebyś nie miał pewności co zobaczysz, gdy otworzysz oczy. Następnie szybko otwórz oczy i zobacz, co jest przed tobą. Prawie natychmiast powrócisz do etykietowania wszystkiego, ale postaraj się obserwować ten moment, zanim zaczniesz etykietować. Spokojnie i z otwartością spróbuj zrobić mentalne zdjęcie momentu, który nie ma przypisanego znaczenia. Możesz to robić przez cały dzień, gdziekolwiek jesteś. Niekoniecznie musisz najpierw zamykać oczy, ale to może pomóc ci w opanowaniu tej praktyki. Jeśli jesteś fotografem lub artystą w innej dziedzinie sztuki, ten rodzaj aktywności może wydawać się naturalny, ale spróbuj wykorzystać to jako praktykowanie pustki – sposób na połączenie się z chwilą obecną. Możesz również wykonywać tę praktykę, posługując się innymi zmysłami. Na przykład, nagle uświadomisz sobie dźwięki, które słyszysz i spróbujesz zauważyć ten moment, zanim je zidentyfikujesz i zdecydujesz, czy ci się podobają, czy nie. Praktyka robienia zdjęć daje nam wgląd w umysł osoby medytującej, która zdobyła doświadczenie w widzeniu rzeczy takich, jakie są. Taka osoba doświadcza uczucia ciągłego zaskoczenia. Jesteś zaskoczony, że rzeczy nie są takie, jak myślałeś, że są – albo, że są takie, jak myślałeś, że są. To jest świeże, niekonwencjonalne spojrzenie artysty, który medytuje. Trungpa Rinpocze, który nauczył nas praktyki robienia zdjęć, był pasjonatem sztuki. Fotografie jego autorstwa są bardzo interesujące. Na jednym z nich widać ostatnie dwie litery wielkiego napisu na stacji benzynowej. Potem jest ogromna przestrzeń, a w przeciwległym rogu zdjęcia znajdują się dwie pierwsze litery innego szyldu. To wszystko stanowi piękny, ponadczasowy moment.

Świeżość chwili

Wszystkie sposoby praktykowania codziennej pustki polegają na połączeniu się ze świeżością każdej chwili. Dla małych dzieci ta świeżość jest znacznie bardziej dostępna. Ale jest ona dostępna również dla dorosłych. Czasami ta świeżość jest nam narzucana, jak przy nagłym szoku. Innym razem musimy ją celowo uaktywniać. Ale niezależnie od tego, jak się tam dostaniemy, chodzi o to, aby doceniać te chwile jako przebłyski większej prawdy, która kryje się za naszym nawykowym etykietowaniem. Jeśli nadal będziemy szukać i korzystać z tych możliwości, nasz układ nerwowy zwiększy swoją zdolność do utrzymywania niepewności, niejednoznaczności i braku bezpieczeństwa. Jeśli nadal będziemy wychodzić z naszej strefy komfortu i zwiększać naszą tolerancję dla takich uczuć, nasze życie ulegnie zmianie. Zamiast czuć się tak, jakbyśmy musieli nosić zbroję aby nas chroniła w codziennym życiu, będziemy się czuć, jakbyśmy oglądali film. Jednym z ważnych efektów takiej praktyki jest to, że czujemy się tak, jakbyśmy nie mieli nic do stracenia.

Fragment książki Pemy Chodron "Twoje wspaniałe życie", którą kupicie w naszym sklepie internetowym. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

 

  1. Psychologia

Lekcja spokoju w niespokojnych czasach

W trudnych chwilach wcale nie potrzebujemy zapewnień, że wszystko będzie dobrze. (Fot. iStock)
W trudnych chwilach wcale nie potrzebujemy zapewnień, że wszystko będzie dobrze. (Fot. iStock)
Jak twierdzi buddyjska mniszka Pema Chödrön, w trudnych chwilach wcale nie potrzebujemy zapewnień, że wszystko będzie dobrze. Bo co to znaczy „dobrze”? Przecież wszystko jest w ciągłym ruchu, nie pozwoli się pochwycić w siatkę twoich oczekiwań. A ty jesteś tu po to, by poznawać siebie w tym doświadczeniu – własne serce i umysł.

Niemal wszyscy wkładamy wiele wysiłku w to, by uniknąć nieprzyjemnych zdarzeń. Pema Chödrön w łagodny, acz stanowczy sposób pozbawia nas złudzeń: to marzenie nigdy się nie spełni. Dopiero, kiedy to pojmiemy, wkroczymy na prawdziwą duchową ścieżkę... „Dopóki nie zaczniemy zbliżać się do zrozumienia tej rzeczywistości, trudno nam będzie otworzyć się na pełnię życia” – czytamy w jej najnowszej książce „Twoje wspaniałe życie” (Wydawnictwo Zwierciadło). Jej zdaniem oświecenie, którego tak pragnie wielu poszukiwaczy czy tzw. adeptów duchowości, to nic innego jak „pełne poznanie tego, kim naprawdę jesteśmy”. Bo kiedy poznajemy siebie, poznajemy też innych – pochylamy się nad ich tęsknotami, lękami, ich bólem, pięknem, wściekłością... Poznajemy cały świat i przyjmujemy go takim, jaki jest. W tym sensie obecna sytuacja... jest dla nas szansą na oświecenie.

Pocałuj ropuchę

Zanim przyszła do mnie ta książka, sporo myślałam o tym, co tak naprawdę wiemy o nas samych. Jak w słynnym wierszu Wisławy Szymborskiej:
„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”
Kiedy atakują nas sprawy tego świata, a my zaczynamy je interpretować; kiedy dzielimy się naszymi obserwacjami i wnioskami – można odnieść wrażenie, że jesteśmy ekspertami od wszystkiego. Tworzymy kolejne wersje zdarzeń, oceniamy, krytykujemy, udzielamy rad...

A gdyby tak wykorzystać tę sytuację, by stać się ekspertem od siebie? Od własnego systemu wierzeń, własnych emocji, możliwości i ograniczeń? Od tego, z czym chętnie wychodzimy do innych, i tego, co wolelibyśmy przed nimi ukryć? Od wszystkiego, co – mniej czy bardziej jawnie – wnosimy do świata: naszych talentów, emocji, działań?

Jacy zatem jesteśmy? Ponoć – zgodnie z naukami Buddy – dobrzy i kochający. Pema Chödrön mówi o naszej „podstawowej dobroci”. O tym, że chcemy nieść innym pomoc, dawać otuchę. Przyczynić się do złagodzenia strachu, złości, poczucia bezsensu. Tyle że często coś nas blokuje – wewnętrzny chaos, stare nawyki, lęki. Wolimy zamknąć serce, nie czuć, poszukać rozwiązań w umyśle. „Ucieczka przed cierpieniem – naszym i innych – nigdy nie działa” – twierdzi Chödrön. „Każdy chce się uwolnić od cierpienia, ale większość z nas robi to w sposób, który tylko pogarsza sytuację”. Kiedy odcinamy się od życia, od doświadczania, nasz świat się kurczy. Postrzegamy innych jako zagrożenie. „A kiedy wiele osób i całe narody przyjmują taką postawę, jej skutkiem jest globalny chaos, który przynosi mnóstwo cierpienia i konfliktów” – podsumowuje mniszka.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co motywuje nas do pomagania innym? Zdaniem Pemy Chödrön może to być poczucie obowiązku albo poczucie winy, idea bycia „dobrym”, jaką nam zaszczepiono, perspektywa nagrody, a nawet złość czy potrzeba kontroli. Kluczową motywacją jest podobno ucieczka przed własnym bólem. Nie musimy obwiniać się z tego powodu – to naturalny odruch. Dobrze jednak wiedzieć, że mechanizmy obronne nie pozwalają nam działać z tego najprawdziwszego, najczulszego, transformującego miejsca – z miejsca serca. Bo ostatecznie – jak mówi inna amerykańska nauczycielka, Gangaji – chodzi o otwarcie serca. W pierwszym rzędzie na siebie. Choć trudno się do tego przyznać czy nawet rozpoznać, jest w nas dużo nienawiści do samych siebie. Mamy sobie za złe nasze ludzkie słabości, egoizm. Walczymy z nim, projektując tę wojnę na zewnątrz. Tymczasem jedyna droga to „pocałować ropuchę”. Wejść w największy mrok, prześwietlić go światłem świadomości. Dla umysłu to przerażające, dla serca – naturalne. Bo serce – zapewnia Gangaji – może unieść wszystko.

Tak jak ja

A gdyby wszystkie problemy tego świata miały związek z polaryzacją? Z tym, że dzielimy ludzi, rzeczy, idee na silnie kontrastujące kategorie: „my” i „oni”, „dobry” i „zły”, „godny” i „niegodny”? Tak właśnie działają nasze umysły – tłumaczy Pema Chödrön. To uczucie opozycji (wewnątrz siebie, w stosunku do innych, do świata) sprawia, że nigdy nie jesteśmy do końca zadowoleni. Z siebie, z innych, z życia. Często odczuwamy to jako niechęć, która może przyjąć formę irytacji, gniewu, nienawiści... Możemy też uwikłać się w polaryzację, bardzo czegoś pragnąc, zabiegając o to. „Niezależnie od tego, czy jesteśmy za czy przeciw, naszym umysłom brakuje otwartości i spokoju” – pisze mniszka. I zwraca uwagę, że polaryzacja staje się szczególnie niebezpieczna, gdy poprzez krytykę, osądy zaczynamy odczłowieczać tych, z którymi się nie zgadzamy. Kiedy zapominamy, że tak jak my są ludźmi – z ich odmiennymi, może „dziwnymi” czy „ograniczonymi” poglądami i zachowaniami. Kiedy tworzymy bariery.

Oto praktyka – Chödrön nazywa ją „Tak jak ja”. Skupiasz się na wybranym człowieku i mówisz do siebie: „Tak jak ja, ta osoba nie chce czuć się nieswojo”, „Tak jak ja, ta osoba czasem coś traci”, „Tak jak ja, ta osoba nie chce być nielubiana”... Kiedy patrzysz na innych z tego miejsca, czujesz, że możesz pozostać z nimi w połączeniu – nawet jeśli dopuścili się okrutnych czynów i niechęć, odrzucenie wydawałyby się w pełni uzasadnione. Pema Chödrön wyznaje, że ma przyjaciela, który od 1985 roku przebywa w celi śmierci w Kalifornii. Nietrudno się domyślić, kim są jego sąsiedzi. Mimo to twierdzi: „Nigdy nie spotkałem nikogo, w kim nie zobaczyłbym podstawowej dobroci”.

Czy jesteśmy gotowi patrzeć w ten sposób? Czy raczej mamy dla każdego gotową etykietkę? Już w XIV wieku jogin Longchenpa zauważył coś bardzo znamiennego: etykietowanie rzeczy sprawia, że takie się stają. Pema Chödrön sprawdziła to na przykładzie kuchni klasztoru, którym zarządzała. Nie potrafiła pogodzić się z panują- cym w niej nieporządkiem. Uznała ją za brudną i tego się trzymała – zawsze znalazła coś, co było nie na miejscu. Nie pomagały nowe środki czystości ani wymiana personelu. Dopiero, kiedy zmieniła swoje myślenie o kuchni, kiedy zaczęła zwracać uwagę na to, jak projektuje na świat własną wersję rzeczywistości, sytuacja się zmieniła. Kuchnia była czysta! Cud czy obniżenie standardów? „Szczerze mówiąc, nie potrafię stwierdzić z całą pewnością, na ile w kuchni zapanował większy porządek, a na ile przestał mi przeszkadzać bałagan” – przyznaje. „Ale w pewnym sensie nie ma to znaczenia”. Czy nie podobnie jest z ludźmi? Skupiamy się na wybranej cesze ich osobowości, przyklejamy im etykietkę i zaczynamy w nią wierzyć. Zapominamy, że otaczająca nas rzeczywistość jest otwarta, płynna, że podlega ciągłym modyfikacjom...

Wyjdź z bańki

Czy zauważyłeś, że każdy z nas żyje w bańce – we własnej wersji rzeczywistości? Tę bańkę tworzy nasze ego, usiłujące zachować to, co znane. „Wszystko w naszej bańce jest dość przewidywalne i wydaje się mieć sens. Nawet jeśli przechodzimy przez trudny okres, na pewnym poziomie potrafimy utrzymać to wszystko razem” – tłumaczy Pema Chödrön. Czasem jednak jakieś nagłe zdarzenie sprawia, że bańka nie wytrzymuje ciśnienia. Pojawia się tzw. grom z jasnego nieba, skrzętnie podtrzymywana konstrukcja rozpada się, wkracza poczucie bezsensu. To ważny moment. Jak zapewnia nauczycielka, łączysz się wtedy z pewnego rodzaju mądrością, jesteś na drodze do prawdy. Odrzucasz etykiety i uprzedzenia. Zaczynasz doświadczać rzeczy takimi, jakimi są naprawdę. Uwalniasz się od iluzji.

Sęk w tym, że w sytuacji, kiedy świat, jaki znaliśmy, chwieje się posadach, zwykle próbujemy uchwycić się czegoś rozpaczliwie, odzyskać utracone status quo. Czyż nie jest to opis właśnie tego, co obecnie przeżywamy? Ego dostało prztyczka w nos i krzyczy „nie, nie zgadzam się!”. W końcu taka jego rola – stawiać opór. Odwołujemy się wtedy do różnych strategii, które pozwalają nam się znieczulić, odciąć od tego, co jest.

„Gdy dzieci potrzebują pocieszenia, zaczynają ssać kciuk” – mówi Chödrön. „Dorośli, kiedy sprawy stają się trudne, zazwyczaj znaj- dują odpowiednik ssania kciuka. Zatem pytanie, które należy sobie zadać, brzmi: Co jest moim kciukiem?”. No właśnie: co? Oglądanie seriali? Objadanie się? W co uciekasz? Masz do tego prawo, ale bądź ze sobą szczery, nazwij rzeczy po imieniu – zachęca nauczycielka. Zanim sięgniesz po pilota czy do lodówki, złóż dłonie i powiedz: „Przyjmuję schronienie w Netflixie”, „Moim schronieniem jest lodówka”. Albo: „Ukrywam się w tej kanapce z masłem orzechowym, którą zjem o drugiej w nocy”.

Co możemy wybrać zamiast seriali, masła orzechowego, udostępniania nowych, objawionych prawd w sieci, kompulsywnego mówienia...? Obecność. Zatrzymanie się, bez odpowiedzi i planów. Oswajanie uczucia ambiwalencji, uznanie własnego „nie wiem”, do- cenienie jego tajemnicy. „Zawsze, gdy jesteśmy gdzieś pomiędzy tu i tam, gdy coś się właśnie skończyło i czekamy, aż coś się rozpocznie, gdy kusi nas, by odwrócić uwagę lub poszukać drogi ucieczki, możemy zamiast tego pozwolić sobie na otwartość, ciekawość, niepewność, bezbronność” – sugeruje Pema Chödrön. To szansa na zanurzenie się w pustce. Na prawdę. Na zmianę.

Jestem kompletny

Otworzyć się na życie to otworzyć się na siebie. Jesteś w środku burzy emocjonalnej? Sprawdź, czy możesz zostać w tym, co niewygodne, pobyć z bezbronnością w sercu przez trzy sekundy – proponuje autorka „Twojego wspaniałego życia”. A następnym razem chwilę dłużej. I jeszcze trochę... Niewykluczone, że uczucie, które uznałeś za strach czy złość, przeżyte bezpośrednio, przekształci się, ukaże inne oblicze. Doświadczysz nieustannej zmienności rzeczy, rodzenia się i umierania. To może być bardzo wyzwalające. „Możemy powoli zwiększać naszą zdolność do rozszerzania, a nie ścieśniania, do puszczania, a nie kurczowego trzymania się” – podpowiada nauczycielka. I dodaje:
„Istnieje ogromne, nieograniczone bogactwo i zachwyt, którego moglibyśmy doświadczyć, gdybyśmy w pełni przyzwyczaili nasz układ nerwowy do otwartej, niepewnej rzeczywistości, w jakiej żyjemy”
Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jacy jesteśmy wielcy: mamy zdolność pomieszczenia w sobie najtrudniejszych emocji. I możliwość zwiększania własnej pojemności. Siedząc w środku niewygodnych uczuć, możesz na przykład skupić się na przestrzeni twojego ciała – od czubka głowy aż po podeszwy stóp. Możesz poczuć, że to, z czym się zmagasz, objęte jest przez przestrzeń twojego pokoju, mieszkania, a nawet przez całą ogromną przestrzeń na zewnątrz. Kiedy czujesz, że się zamykasz, spinasz, gotów przeciwstawić się losowi, światu czy jakiejś części siebie – możesz też powiedzieć po prostu: „To doświadczenie jest kompletne takie, jakie jest”. Albo: „Jestem kompletny taki, jaki jestem”.

Tak, odkrywanie w sobie pewnych emocji, skłonności bywa bolesne. Ale – przypomnijmy – na tym polega droga do przebudzenia. Jeśli wierzyć Pemie Chödrön, „ostatecznym rezultatem tej drogi jest bycie w pełni człowiekiem”. Praktyka nieodrzucania zmiękcza serce i pozwala wyjść poza polaryzację. Przyjmując w pełni siebie, możemy wreszcie całkowicie przyjąć innych. Możemy ujawnić i rozmontować ten głęboko skrywany wstyd, że coś jest z nami nie tak. „Kiedy miliony lub miliardy ludzi oczerniają samych siebie, masz miliony lub miliardy ludzi, którzy stają się nieświadomi, ponieważ nie chcą czuć tego, co czują. Łatwo zauważyć, że rezultat tego nie jest przyjemny” – pisze Chödrön. I nie waha się oznajmić, że o przyszłości świata przesądzi nasze postrzeganie siebie:

„To, czy na całym świecie rozprzestrzeniają się szaleństwo i agresja, czy też większego znaczenia nabierają spokój i harmonia, zależy od tego, co my, jako mieszkańcy świata, myślimy o sobie”
To czyni nas wszystkich odpowiedzialnymi za Ziemię, jaką tworzymy. I przekierowuje do wnętrza. Do naszych serc.

  1. Psychologia

Słowa budują rzeczywistość. Jak mówić, żeby się dogadać?

Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. (Fot. iStock)
Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. (Fot. iStock)
Od czego zależą: skuteczność działań, nastrój i dobre relacje z otoczeniem? W ogromnej mierze od sposobu komunikacji. Jak zatem mówić, aby się dogadać? Ćwicz z nami.

Anna chciałaby zdążyć z zakończeniem projektu, nad którym pracuje z zespołem, do końca tygodnia, tak jak przewidziano to w planie. Nie może jednak „podgonić” swojej części pracy, dopóki dane nie zostaną wprowadzone do systemu. Krzysztof, który za to odpowiada, nie przemęcza się zbytnio, jej zdaniem, i równo o 16.00 odchodzi od biurka, nie mając zamiaru zostać ani pięciu minut dłużej w pracy. Anna od kilku dni „miele” w sobie problem, z zamiarem znalezienia najlepszego rozwiązania. Dziś jednak spotkała Krzysztofa w kuchni i gdy zobaczyła, jak niespiesznie popija kawę, cała jej wyniesiona ze szkoleń wiedza na temat rozwiązywania konfliktów uleciała gdzieś w kosmos. Wypaliła: „Kiedy wreszcie nauczysz się dotrzymywać terminów?!”.

Teraz losy konfliktu leżą wyłącznie w rękach Krzysztofa, bo Anna zdecydowanie nie jest w stanie w tym momencie podejść do problemu z empatią. A jaki wybór ma Krzysztof?

Z tarczą czy na tarczy?

Krzysztof może rozegrać sytuację w myśl zasady wygrany – przegrana. „Sama komplikujesz sprawy, ciągle coś dodając do tego, co było ustalone na początku i jeszcze się mnie czepiasz? Ciesz się, że w ogóle to wpisuję, a po nocach nie mam zamiaru siedzieć w pracy!”. Wówczas on wyjdzie z utarczki zwycięsko, a Anna zostanie pogrążona i może nauczy się na przyszłość, że nie warto z nim zaczynać. Krzysztof zareaguje wtedy według schematu: „ja jestem w porządku – to z tobą coś jest nie tak, więc moja racja powinna zwyciężyć”.

Ale jeśli w głębi duszy czuje się winny i uważa, że to właśnie z nim jest coś nie w porządku (zapominając, że Anna zwiększyła ilość materiału, który trzeba opracować, dosłownie w ostatniej chwili), to rozegra konflikt w duchu przegrany – wygrana i zareaguje według schematu: „ty jesteś w porządku, to ze mną jest coś nie tak, więc ty masz rację, a ja powinienem jakoś załagodzić sytuację”. Powie więc: „Ja się starałem zrobić to na czas, ale mam tyle pracy, że nie jestem w stanie dopilnować wszystkich terminów…”. Wtedy nauką, jaką z tej sytuacji Anna wyniesie na przyszłość, będzie przekonanie, że jeśli mocno tupnie, to Krzysztof się podporządkuje i zrobi (albo przynajmniej obieca, że zrobi) to, co ona chce.

Jednak żadne z tych rozwiązań ani nie pomoże się im zaprzyjaźnić, ani nie poprawi atmosfery w firmie. Taki sposób rozmawiania kreuje pozornych zwycięzców, bo atmosfera, jaka powstaje i relacja, jaką się w ten sposób buduje, są raczej mało satysfakcjonujące. W rezultacie każdy jest przegrany.

Wygrana – wygrana

Jeżeli Krzysztofowi uda się nie podchodzić do sprawy emocjonalnie, tylko zrozumie, że optymalnie byłoby znaleźć rozwiązanie dobre dla obu stron – wtedy będzie w stanie tę kiepsko zaczętą rozmowę przekierować na tory komunikacji empatycznej. Czyli swoją postawą stworzy obszar porozumienia, w którym ludzie szanują się nawzajem, współpracując przy rozwiązywaniu problemów, a także zaprosi tam Annę.

Wtedy ich rozmowa mogłaby wyglądać tak:

Krzysztof: Co masz dokładnie na myśli, mówiąc o moim „niedotrzymywaniu terminów”?

Anna: Doskonale wiesz.

Krzysztof: Denerwujesz się, bo myślisz, że nie zdążymy?

Anna: Jak tak dalej pójdzie, to nie zdążymy na pewno, w ostatniej chwili zawsze coś się wali...

Krzysztof: Po prostu chcesz mieć zapas czasu na nieprzewidziane komplikacje?

Anna: Tak.

Krzysztof: Dobra, rozumiem. Ja też chciałbym, żebyśmy skończyli projekt na czas i robię wszystko, żeby tak się stało. Właściwie to, czego potrzebujesz, będzie w systemie jutro około południa. Czy to ci pasuje?

Anna: No, raczej tak.

Krzysztof: Super. Widzisz, ja mam komfort, kiedy pracuję według swojego założonego planu. Jak robi się za duże ciśnienie, to wysiadam. Na razie wszystko idzie dobrze.

Anna: Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam, ale się nakręciłam, że nie zdążymy, że będzie afera...

Krzysztof: Chętnie przyjmę od ciebie przeprosinową kawę, jak się to wszystko skończy.

Anna: OK. Stawiam w przyszłym tygodniu.

Taki przebieg rozmowy jest możliwy, kiedy przynajmniej jedna ze stron nie postrzega drugiej osoby jako agresora, którego trzeba zniszczyć, zmusić do działania według własnego pomysłu albo mu się poddać. Dopóki jesteśmy w stanie zobaczyć, że druga osoba to ktoś, kto ma własne plany i potrzeby, to możemy zapanować nad tym, żeby komunikacja między nami nie przybrała opresyjnej formy. Najbardziej zaciemniają obraz sytuacji emocje. Sztuką jest trzymać je na wodzy.

Słowa na wojennej ścieżce

Podstawowa różnica w typach komunikacji wiąże się z rodzajem relacji, jaką się w danym momencie buduje. Relacje oparte na egoistycznym skupieniu na własnych interesach, dominacji służącej ochronie siebie kosztem innych, skutkują stosowaniem komunikacji opresyjnej – wymuszającej określone postawy i zachowania. Relacje skupione na wzajemnej trosce, współpracy i współdziałaniu wiążą się ze stosowaniem komunikacji empatycznej – otwartej na potrzeby wszystkich i szukającej rozwiązań służących każdemu z uczestników.

Życie jest jednak zbyt skomplikowane, by mogło toczyć się według jednego podręcznikowego schematu. Z komunikowaniem się, które jest jednym z przejawów życia, dzieje się podobnie. Większość z nas używa zarówno opresyjnych, jak i empatycznych sposobów porozumiewania się z otoczeniem. Jednak dzięki zwiększaniu swojej świadomości językowej – umiejętności obserwowania, w jaki sposób rozmawiamy z innymi i z sobą samym – możemy mieć wpływ na to, jakie relacje będziemy budować z otoczeniem.

Gdy w naszych myślach i ustach pojawiają się słowa oznaczające osądy i oceny, generalizowanie w stylu „bo ty zawsze…, bo ty nigdy…”, kiedy zamieniamy się w Pytię, wieszcząc przyszłe zdarzenia, by wpływać na innych, albo zaczynamy straszyć, żeby osiągnąć pożądany rezultat, to niech to będzie dla nas znak, że włączyliśmy w sobie (pewnie nieświadomie) opresyjny styl komunikowania się. Warto się wówczas zatrzymać. Za zachowaniami ludzkimi zobaczyć ludzi, a nie własne etykiety na ich temat i w ten sposób próbować „przełączyć się” na komunikowanie empatyczne – oparte na przekonaniu, że wszyscy jesteśmy ważni, wszyscy coś czujemy i czegoś pragniemy, nie wszyscy jednak jesteśmy w stanie mówić o tym bez „nakręcania się” emocjami.

Dzieje się tak wtedy, gdy skupiamy się na jednym słowie, zdaniu, powiedzeniu i w odniesieniu do tego budujemy całą teorię na temat tego, jaki ktoś jest i co z tego wynika. Kiedy tak próbujemy „zatrzymać życie w kadrze” i odnosić się do jego wąskiego wycinka, to zapominamy, że relacja jest czymś płynnym, zmienia się z minuty na minutę, a właściwie z sekundy na sekundę, a to, co ktoś powiedział w danym momencie, nie jest całą opowieścią o tym człowieku. Jeżeli ja będę tą osobą, która zamiast potyczki zaproponuje negocjacje czy mediacje, to zwiększę prawdopodobieństwo, że mój rozmówca zatrzyma się w swoim wojennym pędzie albo przestanie przede mną uciekać, bo zorientuje się, że „agresor” to etykieta, jaką mi nadał, a nie cała prawda o mnie.

  1. Psychologia

Co w życiu jest dla ciebie najważniejsze? - 10 inspiracji Bartona Goldsmith'a

W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się czasem, co w życiu jest naprawdę istotne? Co ma dla ciebie największą wartość? Dr Barton Goldsmith napisał listę 10 najważniejszych spraw, które zawsze warto mieć na uwadze. Czy zgadzasz się z nim?

Dr Barton Goldsmith jest znanym, wielokrotnie nagradzanym amerykańskim psychoterapeutą, pisarzem i publicystą. Regularne pojawia się w: CNN, Good Morning America, CBS News, NBC News, The Greg Behrendt Show. Od ponad 30 lat pracuje jako psychoterapeuta specjalizujący się w psychologii życia, miłości i dążeniu do szczęścia. Na podstawie swojego zawodowego i życiowego doświadczenia napisał listę 10 najważniejszych spraw, o których warto w życiu pamiętać i realizować je. Oto one:

1. Najważniejsze, co rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci, to mieć dobre relacje z innymi. W ten sposób dzieci otrzymują lekcję, jak z kimś być.

2. Najważniejszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić dla drugiego człowieka, to kochać. Jeśli twój partner czuje się kochany, powstaje silny fundament związku.

3. Najważniejsze, co kobieta może zrobić dla swojego partnera, to być jego cheerleaderką. Bądźcie gwiazdami w swoich oczach.

4. Najważniejsze, co możesz zrobić dla siebie, to czuć, że jesteś wystarczająco dobra. Nie musisz być najlepsza we wszystkim, aby mieć wspaniałe życie. Nie pozwól nikomu krytykować czegoś, co zrobiłaś, by czuć się dobrze.

5. Najważniejsze w życiu jest to, żeby czuć się kochanym. Naprawdę uważam, że bycie w związku to jedyny sposób, żeby naprawdę poczuć życie w pełni.

6. Najważniejszą rzeczą do zrobienia w życiu jest przyczynienie się do dobrobytu ludzkości. Wiedza o tym, iż będąc tu, sprawiłeś, że świat stał się choć trochę lepszy, powoduje, że życie ma głębszy sens.

7. Najważniejszą rzeczą do zapamiętania jest to, że jakaś szczególna osoba była dla ciebie dobra. Na przykład nauczyciel w szkole średniej pomógł odkryć ci talent pisarski albo babcia obdarzyła cię bezwarunkową miłością.

8. Najważniejsze jest, aby nie marnować czasu na ranienie siebie takimi emocjami jak: złość, gniew, żal, poczucie krzywdy, chęć odwetu. Praca wewnętrzna nad negatywnymi emocjami pozwoli ci nie tracić cennych minut życia.

9. Najważniejszą rzeczą na świecie są ludzie. Jeśli byłabyś tu sama, jak wyglądałaby ta planeta? Ceń swoje życie i dziel się nim z innymi.

10. Najważniejszą rzeczą w życiu jest poczucie, że żyje się najlepiej, jak się potrafi.

  1. Psychologia

Praktyka uważności w drodze do pracy

Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Być może ranna podróż do pracy pociągiem, tramwajem, autobusem czy metrem nie jest twoją ulubioną częścią dnia. Być może daje znać o sobie senność, może jest tłoczno lub duszno. Czasami drażnią cię zapachy, hałas, cudze rozmowy przez telefon i sygnały wiadomości, korki i dłużący się czas. Postaw na praktykę uważności.

(Z drobną modyfikacją poniższą praktykę możesz także zastosować, stojąc w kolejkach.)

Nie odcinaj się, nie dystansuj od tych przeżyć. Schowaj komórkę, zamknij książkę czy gazetę, wyłącz muzykę i ściągnij słuchawki. Chwilę zanurz się w aktualną sytuację, pozwól sobie doświadczyć wszystkiego, co aktualnie czujesz: komfortu i dyskomfortu w różnych postaciach. Nie oceniaj ani nie nazywaj pojawiających się doświadczeń. Nie zwracaj uwagi na jeden bodziec, daj sobie doświadczyć całości.

Zamknij oczy. Zwróć uwagę na swój oddech, obudź jego świadomość na poziomie ciała i psychiki. Poczuj, co przynoszą wdechy i co zabierają wydechy. Skup się na swoich odczuciach aktualnej sytuacji na poziomie ciała, emocji, zmysłów… Daj sobie doświadczyć dźwięków, które słyszysz (nie etykietując ich), miarowego stukotu tramwaju czy pociągu lub dźwięków jazdy autobusu, tego jak twój środek lokomocji się zatrzymuje, wysiadają i wsiadają pasażerowie itd. Nie nazywaj tego, co czujesz czy słyszysz, nie oceniaj, po prostu daj sobie to przeżyć bezpośrednio.

Jak masz trochę więcej czasu możesz przez kilka do kilkunastu minut kultywować w sobie przyjazne nastawienie, pełne akceptacji, życzliwości, a może nawet miłości. Wobec siebie i wobec innych. Posłuchaj, jakie życzenie do siebie samego wypływają twojego serca i wypowiedz je w myślach, np. Obym miał się dobrze… Obym był bezpieczny… Obym był spokojny… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy, pozwalając, by przez 1-2 minuty wybrzmiewało w tobie… Następnie z życzliwością skieruj uwagę na osoby wokół ciebie i skup się na życzeniach do nich, które wypływają z twojego serca. Niech te życzenia staną się pewnego rodzaju nośnikiem życzliwości, przyjaznego nastawienia, dobrej woli dla innych pasażerów, np. Oby moi współpasażerowie mieli się dobrze… Oby czuli się bezpieczni i pewni siebie… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy.

Następnie wróć jeszcze do świadomości oddechu i uważności siebie w tym miejscu i czasie. Powoli pozwól, by uwaga wracała do świata zewnętrznego, otwórz oczy, ale pozostań nadal uważny. Nie aktywizuj zmysłów, pozwól, by wzrok i inne zmysły powoli dostosowały się do świata zewnętrznego. Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością, jak również gotowość do nieoceniającego przyjmowania pojawiających się przeżyć.