1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Sytuacja kryzysowa - jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?

Sytuacja kryzysowa - jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?

Ilustracja Rafał Kucharczuk
Ilustracja Rafał Kucharczuk
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sytuacje kryzysowe - choroba, rozwód, utrata pracy, upadek firmy – i rozpada nam się znany do tej pory świat. Zobaczyć w sytuacji kryzysowej coś pozytywnego? To ostatnia rzecz, jaka przychodzi nam do głowy. A może jednak?

Maj 2020, hotel Jaworowy Dwór w Trębkach Nowych. Pusto, cicho, tylko zieleń bezczelnie domaga się podziwu. A podziwiać nie ma kto, bo od połowy marca hotel zamknięty z powodu pandemii. Właścicielka Bożena Szok z dnia na dzień została bez środków do życia. Musiała zwolnić część pracowników, ponieważ wszystkie rezerwacje zostały anulowane. Przeżywa ten kryzys podwójnie – także jako prezes Stowarzyszenia Hotele Historyczne w Polsce, skupiającego 49 hoteli z duszą rozsianych po całym kraju, które są w podobnej sytuacji.

– Usiąść i płakać? To nie ja – śmieje się Bożena. – Przeszłam w życiu tyle kryzysów, więc przejdę i ten.

Ten pierwszy zaczął się, kiedy miała 33 lata, w przeddzień ferii zimowych jej bliźniaków, wtedy pierwszoklasistów. Cała rodzina spakowana na narty, a ona zauważa wybroczyny na całym swoim ciele. Postanawia przed wyjazdem skontrolować się u lekarza. Z pierwszych badań wynika, że to białaczka. Jeszcze tego samego dnia zostaje w szpitalu, spędzi tam, z przerwami, 13 lat. Kolejni lekarze i kolejne badania, w końcu diagnoza: małopłytkowość. Inwazyjne leczenie powoduje spadek odporności i inne choroby: zakrzepicę, raka węzłów chłonnych i skóry. A jakby tego było mało, uaktywnia się jeszcze wirus zapalenia wątroby typu C. – Moje życie to choroba i okruchy radości pomiędzy – podsumowuje tamten czas.

Jednym z takich okruchów są wakacje w Chorwacji w 2003 roku. Z mężem i dziećmi zwiedzają cały basen Morza Śródziemnego, pływając łodzią motorową. Pewnego dnia mąż Bożeny doznaje lekkiego urazu znamienia na plecach, ale rana długo się nie goi. Po powrocie do Polski okazuje się, że to czerniak. Pół roku później ma przerzuty do mózgu, a po półtora roku umiera. Świat Bożeny rozpada się na kawałki. Dzieci są już dorosłe, studiują, syn w Australii. Wydawałoby się, że karta w końcu się odwróci. Nic z tego. Bożena znów ląduje w szpitalu. Kiedy jej stan się pogarsza, dzwoni telefon ze szpitala w Sydney. Obcy głos informuje ją beznamiętnie, żeby przyjechała pożegnać się z synem, który w ciężkim stanie trafił do szpitalu z powodu powikłań po mononukleozie.

– To był najbardziej traumatyczny moment w moim życiu – mówi. – Totalny cios. Syn w końcu z tego wyszedł, ale ja myślałam wtedy, jeden jedyny raz, że już się nie podźwignę.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Zrozumieć, co się z nami dzieje

Agnieszka Mościcka-Teske z Uniwersytetu SWPS potwierdza: – Ryzyko, że kryzys może kogoś zabić albo całkowicie wyczerpać, niestety, istnieje. Teraz na przykład obserwujemy wzrost zaburzeń depresyjnych i lękowych, a przypuszczamy, że za jakiś czas będzie przybywać zaburzeń po zespole stresu pourazowego (PTSD) – czyli u części osób obecny kryzys przełoży się na długotrwałą negatywną zmianę ich życia. Na kryzysy można bowiem spojrzeć z dwóch perspektyw: z perspektywy bezpośredniej reakcji na trudne sytuacje i tej długofalowej, zmieniającej oś w torze naszego życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Każdy z nas doświadcza kryzysów, wśród których są te rozwojowe, czyli związane z ukończeniem szkoły, początkiem i zmianą pracy, pojawieniem się dziecka, przekroczeniem pewnego wieku (stąd kryzys wieku średniego). Erik Erikson, amerykański psycholog ubiegłego wieku, wyróżnił osiem kryzysów w życiu człowieka, a każdy powiązał z określonym etapem życia. Począwszy od pierwszego, gdy dziecko oddziela się od matki, a skończywszy na kryzysie związanym ze starzeniem się. Towarzyszą im często niepokoje egzystencjalne, pytania o sens i cel życia.

– To niełatwe przeżycia, ale stajemy przed nimi wszyscy – mówi Agnieszka Mościcka-Teske. – Są też jednak takie kryzysy, które nie zdarzają się każdemu, katastroficzne, związane z jakimś dramatycznym wydarzeniem, które zmieniają poważnie funkcjonowanie ludzi i ich stan emocjonalny.

Psycholożka zauważa, że te pierwsze, rozwojowe, są konieczne, żeby wejść na dalszy etap życia, żeby się rozwinąć. Jedni przechodzą je lepiej, inni gorzej, natomiast te katastroficzne są trudne dla większości z nas. Ważne, żebyśmy wiedzieli, co się z nami dzieje.

– Pierwsza reakcja na kryzys może być intensywna, podobna do szoku, zawsze składa się z reakcji emocjonalnej i poznawczej – wyjaśnia psycholożka. – Nasz sposób przeżywania i myślenia bywa wtedy rozpięty na wysokiej amplitudzie: od radości do smutku, od złości do odrętwienia emocjonalnego. Czasami możemy mieć poczucie, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że nas nie dotyczy i że my sami jesteśmy kimś innym, niż byliśmy do tej pory. Ludzie reagują tak w stanie zagrożenia.

Ten mechanizm nazywamy w psychologii derealizacją i depersonalizacją. Z grubsza polega na tym, że nasz mózg próbuje radzić sobie, oddzielając nas od realiów, fundując nam odczucie, że jesteśmy obok, że to nie my uczestniczymy w danej sytuacji, a to, co się właśnie rozgrywa, to jakiś ponury film. Czasami mózg „zamraża” nas fizycznie – leżymy na kanapie i nie możemy ruszyć ręką ani nogą. Nasze procesy poznawcze ulegają wtedy dezorganizacji, chaosowi, mamy problemy z koncentracją, kojarzeniem, utrzymaniem uwagi.

Psychologowie podkreślają, że to naturalne reakcje i że trzeba je zaakceptować. Agnieszka Mościcka-Teske: – One nie są nam dane przypadkowo. Mają nas przestawić na inne tory funkcjonowania, zmienić nasz dotychczasowy sposób myślenia, poziom energii, który wkładaliśmy w różne aktywności. Bez przesady można powiedzieć, że więcej problemów może rodzić udawanie, że nic się nie dzieje, niż pozwolenie sobie na przeżywanie prawdziwych emocji.

Coach Monika Kraft: – Nawet w najgłębszym kryzysie warto się zatrzymać i zastanowić. Co to wszystko znaczy? Dlaczego akurat na tej ścieżce się wyłożyliśmy i właśnie w ten, a nie inny sposób. Może trzeba iść inną ścieżką, może biegać inaczej, w innych butach?

W kryzysie powinniśmy więc, po pierwsze, uświadomić sobie, co się z nami dzieje, na przykład, że przeżywamy lęk. Po drugie, rozpoznać reakcje ciała, które się z nim wiążą, na przykład to, że ściska mnie w gardle na dźwięk karetki za oknem. Po trzecie, uznać, że ten symptom jest czymś naturalnym, a nie, że to oznaka mojej słabości. Po czwarte, pozwolić sobie na odczuwanie tych emocji. Bo jeśli nie damy sobie prawa do ich ekspresji, to one nie znikną w magiczny sposób, tylko będą utrzymywać się w naszym organizmie w postaci paraliżującego napięcia.

Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. (Ilustracja Rafał Kucharczuk) Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. (Ilustracja Rafał Kucharczuk)

– Nie da się oszukać naturalnych reakcji ciała i mózgu w odpowiedzi na zagrożenie – przestrzega psycholożka. – Nawet jeśli będziemy wspaniale grać, że nic się nie dzieje, to i tak fizjologia zrobi swoje. Pozwolenie jej na działanie to najbardziej naturalny sposób przejścia przez sytuację kryzysu. Warto pamiętać – i to po piąte – że w kryzysie, obok zmiany w warstwie emocjonalnej, pojawia się też zmiana naszej aktywności. Może spaść nasza produktywność, może nic nam się nie chcieć, możemy nie wykazywać elastyczności w działaniu. I to też jest OK. W kryzysie katastroficznym nasze siły nastawione są bowiem bardziej na to, żeby się ratować, a nie na to, żeby się rozwijać. Nie działajmy wbrew organizmowi. Z czasem możemy wrócić nawet do większego poziomu aktywności.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Nie poddawać się

Intrygujące jest to, że jedni od razu się poddają, inni walczą do upadłego. Bożena Szok: – Stosowałam się przykładnie do zaleceń lekarzy, ale choroba była jakby z boku. W samym centrum było zawsze życie. Może to mnie ratowało, że zawsze myślałam pozytywnie, że chciałam iść do przodu, coś robić, także dla innych, a nie rozpamiętywać, dlaczego coś mnie spotkało.

Rok 2007, Bożena jest leczona w Instytucie Hematologii i Transplantologii. Wokół młode dziewczyny z zaawansowanymi białaczkami. Patrzy, jak cierpią, jak gasną w oczach. Zaczyna opowiadać im o swoich podróżach z rodziną dookoła świata i o tej ostatniej z mężem do Peru i Boliwii, o książkach, filmach, o teatrze. Słuchają z zainteresowaniem. Bożena zastanawia się, co jeszcze dla nich zrobić. Może salon piękności? Koleżanki przynoszą jej całe pudła kosmetyków, suszarki, szczotki.

– Pierwszego dnia kręciłyśmy loki na perukach, drugiego był temat: odżywiamy i pielęgnujemy dłonie, kolejnego robiłyśmy sobie masaże stóp. Po tygodniu podłączone do kroplówek skakałyśmy na łóżkach. Ale każdego dnia było nas mniej, jak w nierealnym świecie. Przeniosłam wtedy salon do sali obok, potem na cały oddział. Jak wychodziłam ze szpitala, to lekarze poprosili mnie, żebym odwiedzała pacjentki, bo tak dobrze działa na nie moja terapia. Przychodziłam przez kilka lat.

W kryzysie zawsze wybierała działanie. Kiedy dowiedziała się, że mąż ma przerzuty i że nie ma dla niego ratunku, zabrała go do domu, zorganizowała potrzebne sprzęty, opiekę lekarską. W jego pokoju zawsze stały świeże kwiaty, grała muzyka. Starałam się być silna także dla dzieci, które przygotowywały się do matury.

– Powiedziałam im całą prawdę. Dzięki temu w ostatnich miesiącach patrzyli na tatę ze świadomością, że odchodzi, pielęgnowaliśmy go na zmianę. Nie rozpaczałam przy nich. Zapewniałam ich, że cokolwiek się stanie, zawsze będziemy razem. I że nadal będziemy podróżować po świecie jak wcześniej z ojcem. W pierwsze wakacje po jego śmierci wyprawiliśmy się we trójkę na Sycylię.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Znaleźć swój potencjał

Skąd czerpać siły, energię, gdy świat się wali? Bożena odpowiada: – Z tego, co wyniosło się z domu. Ona wyniosła wolność. Nikt nie przeszkadzał jej w braniu odpowiedzialności za swoje pomysły. Rajd rowerowy? Proszę bardzo. Podchody z czwórką młodszego rodzeństwa? Jak najbardziej. Kiedy coś jej się udało, rozpierała ją radość, a kiedy nie wyszło – próbowała ponownie. Potem już wiedziała, że zawsze sobie poradzi.

– Dom to podstawa – twierdzi Bożena. – Ale jak ktoś miał słabe dzieciństwo, to też nie stoi na straconej pozycji. Każdy ma jakiś potencjał, jakieś talenty, trzeba tylko postarać się je odnaleźć.

Wcześniej źródłem jej siły był mąż. Wzajemnie się inspirowali i wspierali. Pewnego dnia stanęli przed zrujnowanym dworkiem w szczerym polu w Trębkach Nowych i on zapytał: „Może go odbudujemy?”. Ona odpowiedziała bez wahania: „No pewnie!”. I tak uratowali zabytek dziedzictwa narodowego, tworząc najpierw w tym miejscu dom dla siebie, potem biznes.

– Z moim mężem wszystko było możliwie. Taka miłość zostaje na resztę życia. Ale to nie znaczy, że zamknęłam się na nowe uczucie. Mam wspaniałego partnera. Chyba jestem szczęściarą – śmieje się.

Cała ona. Nigdy się nie załamała. Wracała do domu ze szpitala i starała się żyć normalnie. Robiła wszystko na maksa, jakby jutro był koniec świata. W najtrudniejszym momencie choroby zaczęła uczyć się włoskiego, żeby móc rozmawiać, podróżując do Włoch, czytać przepisy z włoskich książek kucharskich, bo uwielbia gotować. Nie przestawała marzyć, na przykład o tym, że pojedzie na wakacje i założy narty wodne, co do tej pory jej się nie udało, a uprawia wiele sportów.

W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. (Ilustracja Rafał Kucharczuk) W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. (Ilustracja Rafał Kucharczuk)

– W najtrudniejszych chwilach pomagali mi, oczywiście, przyjaciele. Czasem wystarczył mały znak: telefon, makowiec zawiązany czerwoną wstążką, i od razu robiło się lepiej. Rok po śmierci męża nasz przyjaciel Piotr Łyszkiewicz zaprosił mnie na pierwszą edycję swojego festiwalu Ladies’ Jazz do Gdyni. Jestem tam co roku od 15 lat. Nie mogę radzić nikomu, jak przeżyć kryzys, ale wiem jedno: trzeba być szczerym wobec siebie. Jak mamy ochotę popłakać, płaczmy, jak potańczyć, róbmy to, jak chcemy być sami, odizolujmy się, byleby nie na długo, bo energia pozytywnych ludzi bardzo się w takich chwilach przydaje. Nawet w samym środku beznadziei trzeba szukać powodów do radości, choćby małych. Cieszyłam się jak dziecko na przykład z tego, że kiedy chorowałam, przyjaciele pomogli mi na święta wielkanocne przenieść łóżko z sypialni na piętrze do salonu na parterze i że mogłam być z nimi. Zawsze wymyślałam coś, na czym mogłabym się skupić, żeby nie zajmować się nieszczęściami. Wierzyłam, że one miną. No i zawsze ratowały mnie koty i jazz.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Wyjść poza schematy działania

Agnieszka Mościcka-Teske wyjaśnia, że reakcja na kryzys zależy od wielu czynników. Po pierwsze, od tego, na ile uderza on w coś, co jest dla nas cenną wartością. Im mocniejsza jest zagrożona wartość, tym bardziej przeżywamy jej utratę. Po drugie, ważne jest nasze doświadczenie radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, ale nie takimi, które by obciążały psychikę we wczesnych okresach rozwojowych, jak przemoc. Po trzecie, liczy się stan zdrowia, odporność fizyczna, siła. I po czwarte, ważne są nasze cechy indywidualne, które nazywamy zasobami, jak optymistyczne podejście do życia (ale nie polegające na ślepej wierze), przekonanie, że świat jest uporządkowany, że jestem skuteczna. W radzeniu sobie z kryzysem pomagają też dobre doświadczenia w relacjach z ludźmi, sukcesy na koncie, takie na miarę naszych możliwości. Bardzo ważne jest też coś, co nazywa się rezyliencją, czyli prężnością psychiczną, która polega między innymi na umiejętności radzenia sobie ze stresem, byciu świadomym swojego stanu emocjonalnego oraz na pozwalaniu sobie na jego odczuwanie i interpretację. Jeśli rozumiem, co się ze mną dzieje, mogę dzięki temu zrozumieć także to, co się może dziać z innymi ludźmi.

Ktoś może powiedzieć: „Nie radzę sobie z kryzysem, bo nie mam odpowiednich cech”. – Rzeczywiście, temu komuś może być trudniej, ale dobra wiadomość dla niego jest taka, że całe życie można wzmacniać swoje zasoby – odpowiada psycholożka.

W jaki sposób? Na przykład poprzez podejmowanie wyzwań, które wymagają od nas wyjścia poza strefę komfortu i utarte schematy działania. Stresujemy się przed nowymi rozwiązaniami? Mimo to je podejmujmy, bo w ten sposób uczymy się zaradności. Boimy się trudnych decyzji? Ale one budują naszą autonomię, która z kolei daje nam poczucie niezależności. Sami możemy wypracować sobie także inną ważną umiejętność, która pomaga, zwłaszcza w pierwszych momentach kryzysu, czyli uważność na siebie. Jest nam źle? Pomyślmy, czego chce nasze ciało: spać, poćwiczyć, przytulić się do kogoś. I adekwatnie zareagujmy.

Psychologowie zauważają, że poradzenie sobie z kryzysem może być naszym cennym zasobem. Buduje bowiem poczucie sprawczości, skuteczności. Dlatego tak ważne, żeby uczyć tego już małe dzieci. Czyli żeby ich nie wyręczać, nie pozbawiać trudnych doświadczeń, choć, oczywiście, nie mogą to być trudności permanentne, wywołujące traumy.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Szukać wsparcia

W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. Psychoterapeuci zalecają unikanie ludzi pogłębiających nasze lęki, narzekających, a otaczanie się tymi, którzy działają na nas uspokajająco, dają poczucie bezpieczeństwa.

– W każdym kryzysie tkwi jakaś szansa – zapewnia Agnieszka Mościcka-Teske. – Pewnych działań nigdy byśmy nie podjęli, gdyby nie trudna sytuacja. Ona zmusza nas do zmiany, staje się konieczną lekcją rozwoju. Bo w procesie każdej zmiany tak naprawdę poszukujemy samego siebie, tego – jak to określa znany amerykański psycholog Martin Seligman – czym w istocie jesteśmy. Dzięki kryzysom zbliżamy się do naszych najbardziej indywidualnych potrzeb, które pozwolą nam żyć swoim życiem. Warto przez nie przejść choćby po to, żeby to odkryć.

Monika Kraft: – Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w perfect sense, w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. Zacząć widzieć, słyszeć to, co widzieliśmy, słyszeliśmy sto razy, ale co do nas nie docierało. To wspaniała szansa na prawdziwy kontakt ze sobą. Czego chcę od życia, innych, siebie? Czy żyję swoim życiem, czy cudzym? Każdy kryzys niesie wiele informacji, z których możemy skorzystać i zmienić swoje życie albo nie skorzystać i popaść w stagnację, bezruch, czyli odciąć się od swojej mocy. I wtedy nawet Budda nam nie pomoże. Bo trzeba otworzyć drzwi od środka, żeby tam ktoś mógł zajrzeć. A poza tym świat bez trudności byłby nudny, ludzie nie mieliby motywacji do działania. Kryzysy są dla nas niesamowitą informacją rozwojową, żebyśmy mogli odnaleźć siebie i dopiero na tej podstawie budować naszą aktywność.

Johanna Kern, polska reżyserka i trenerka motywacji od lat mieszkająca w Kanadzie, pisze na swoim blogu: „Jeśli twój umysł zaprząta lęk, pomyśl: To są tylko myśli, a myśli można odmienić. Nigdy nie poddawaj się, myśląc o jutrze, tylko dlatego, że coś wydaje się niemożliwe dzisiaj”.

Bożena Szok: – Kiedyś moja ciotka powiedziała: „Za jaką karę to wszystko cię spotkało”. A ja tak na to nie patrzę. Dla mnie każdy kryzys to jakaś nauka. Dzięki temu wszystkiemu, przez co przeszłam, nauczyłam się cieszyć z każdego przeżytego dnia, doceniać to, co mam. Wielu ludzi straciło teraz pracę, wiele firm jest w kryzysie. Kto pierwszy się podniesie i zacznie działać, odniesie sukces. Co ja robię? Już na początku zaangażowałam się w prace nad tarczą antykryzysową dla naszej branży. Sprzedajemy vouchery na pobyty w późniejszych terminach. Ramię w ramię z moimi pracownikami pielę ogród, sadzę kwiaty, robię porządki, żeby Jaworowy Dwór był przygotowany na przyjazd gości. Ten czas nie jest łatwy, ale staram się wykorzystać go do przemodelowania firmy i swoich nawyków. Najgorsze, co można sobie zafundować, to wymówki, że nic się nie da zrobić. Zawsze się da.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.

  1. Zwierciadło poleca

Odbudować relacje społeczne - rusza kampania „Szkoła-od-nowa”

Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Wraz z powrotem uczniów do szkół rusza ogólnopolska kampania społeczna „Szkoła-od-nowa”. Jej celem jest ułatwienie dzieciom i młodzieży funkcjonowania w szkole po roku przymusowej nauki zdalnej, pomoc w naprawie relacji społecznych i powrocie do zdrowia psychicznego.

Nie ma dla nas dorosłych teraz nic ważniejszego niż pomoc dzieciom i młodzieży w powrocie do równowagi psychicznej – mówi Joanna Węglarz, psycholog i pomysłodawczyni kampanii „Szkoła-od-nowa”. - Szkoła po pandemii będzie inna, ponieważ COVID-19 nieodwracalnie zmienił świat, w którym żyjemy. Nauczyciele i uczniowie muszą się dostosować do nowej szkoły, by była miejscem, które uczy i rozwija społecznie. Dlatego kilkunastu ekspertów w zakresie psychologii, pedagogiki, zdrowia psychicznego, terapeutów i wykładowców akademickich zaangażowało się w kampanię społeczną „Szkoła-od-nowa”, by dzielić się swą wiedzą z nauczycielami i rodzicami. - dodaje ekspertka.

Celem kampanii społecznej „Szkoła-od-nowa” jest zwrócenie uwagi, jak ważna jest kwestia zdrowia psychicznego oraz rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci i młodzieży - bycia w grupie, kontaktów z rówieśnikami i współpracy, a także podjęcie działań, które pomogą uczniom wrócić do szkoły stacjonarnej po roku przymusowej edukacji zdalnej - Rozwój umiejętności społecznych dzieci i młodzieży w czasie pandemii został zaburzony, u niektórych opóźniony albo wręcz wstrzymany. Konsekwencje tego zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka lat. Rzeczywistość w dalszym ciągu jest mało przewidywalna i mało optymistyczna, dlatego tak ważne jest, byśmy umieli pomóc dzieciom i młodzieży powrócić do życia w społeczeństwie i zaspokoić ich podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i samorealizacji, bo one w głównej mierze wpływają na prawidłowy rozwój i zdrowie psychiczne – dodaje Joanna Węglarz.

W ramach kampanii, na stronie szkola-od-nowa.pl są udostępniane bezpłatnie dla wszystkich nauczycieli, rodziców, dzieci i młodzieży m.in.:

  • nagrania wideo ekspertów dotyczące tego jak przygotować się do nauki stacjonarnej w sytuacji pandemicznej;
  • materiał na temat technik relaksacyjnych na godzinie wychowawczej;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;

Badania* pokazują, że dzieci i młodzież są w złej kondycji psychicznej. Rok izolacji społecznej spowodował, że prawie 100 proc. uczniów ma problemy ze snem, blisko 80 proc. z odżywianiem, 70 proc. ma wahania nastroju, a ok. 40 proc. problemy z koncentracją. U 10% zaobserwowano symptomy depresyjne, a u 18 proc. zaburzenia psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha, brak energii i zdenerwowanie). 60 proc. uczniów źle ocenia naukę umiejętności praktycznych podczas nauczania zdalnego, a 70 proc. mówi o pogorszeniu relacji społecznych z rówieśnikami. Ponad połowa przyznała, że czuje się przeładowana otrzymywanymi treściami, a aż 66 proc. korzysta z urządzeń elektronicznych przed pójściem spać.

*Badanie realizowane w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce, w okresie od  12 maja do 12 czerwca 2020 r, w trzech grupach składających się z uczniów, nauczycieli i rodziców (łącznie ok. 3000 osób), oraz badanie pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka przeprowadzone metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na reprezentatywnej grupie ponad 2000 uczniów wieku 15-18 lat oraz rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.

  1. Zdrowie

Trening medyczny - bezpieczny sposób na walkę ze skutkami pandemii bezruchu

dr n.med. Konrad Słynarski, chirurg ortopeda, właściciel Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.
dr n.med. Konrad Słynarski, chirurg ortopeda, właściciel Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.
Jak „domowy tryb życia”, do którego zmusiła nas pandemia, wpłynął na nasze zdrowie? Sytuacja zmieniła również nasze sportowe nawyki. O tym, z jakimi problemami fizycznymi obecnie się zmagamy, oraz o pandemii bezruchu porozmawialiśmy z dr n.med. Konradem Słynarskim, chirurgiem ortopedą, właścicielem Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.

Jak pandemia wpłynęła na naszą aktywność? Dr n.med. Konrad Słynarski: Pandemii, z którą żyjemy już od ponad roku towarzyszy pandemia bezruchu. Wiele osób z oczywistych względów nie mogło uprawiać sportu i być aktywnym. Byli zmuszeni do tego, żeby siedzieć w domu. Wiadomo, że nie zawsze warunki domowe są odpowiednie żeby uprawiać sport.

Co spowodowała ta pandemia bezruchu? Dr n.med. Konrad Słynarski: Na początku pandemii wielu moich pacjentów bało się do nas przychodzić na rehabilitację i zaprzestało ćwiczeń. To spowodowało wiele problemów, z którymi do dzisiaj musimy walczyć. Zaprzestanie ruchu, zaprzestanie ćwiczeń rehabilitacyjnych powoduje bardzo poważne konsekwencje. Niedawno wpadła mi w ręce bardzo ciekawa publikacja, która pokazuje, że ograniczenie dostępu do opieki ortopedów i rehabilitantów będą najpoważniejszą konsekwencją, z jaką będzie musiała zmierzyć się cywilizacja po pandemii. Wiem, że to zabrzmi zaskakująco, ale konsekwencje braku leczenia ortopedycznego mogą w perspektywie wielu lat spowodować większe konsekwencje niż brak dostępności kardiologa, onkologa.

Czy do kliniki zgłasza się teraz więcej pacjentów? Dr n.med. Konrad Słynarski: Kiedy po pierwszy lockdownie siłownie zostały ponownie otwarte oraz przywrócono możliwość uprawiania sportu z początkiem ubiegłego lata też zauważyliśmy problemy. Choć nasz umysł pamięta naszą sprawność, to nasze ciało bardzo szybko jej zapomina. Dlatego bardzo ważne jest, by przed podjęciem ponownej aktywności fizycznej, jeżeli byliśmy zamknięci przez jakiś czas, tym bardziej jeżeli przebyliśmy infekcję i nasz organizm jest słaby, bardzo ważne jest by odpowiednio się do tego przygotować. My zalecamy odpowiednie przygotowanie. Należy powracać do aktywności stopniowo. Wsłuchujmy się w organizm, w stawy, w ból. Jeżeli mamy jakieś problemy nie bagatelizujmy. Ważne jest, by nie odkładać  leczenia na później, a zacząć działać od razu. Czasami nawet banalne sygnały mogą oznaczać poważne problemy. Do naszej Kliniki zgłaszają się osoby z typowymi urazami związanymi z zaprzestaniem ruchu np. zerwanie ścięgna Achillesa, mięśni. Wrócili do nas pacjenci, którzy przerwali rehabilitację i mieli z tego powodu poważne problemy. Czasami bardzo ciężko jest odzyskać kilka straconych miesięcy.

Dlaczego ruch jest tak istotnym elementem naszego życia? Dr n.med. Konrad Słynarski: Ruch wpływa na zmniejszenie rozwoju chorób układu krążenia, zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworów. Istnieje bezpośrednia korelacja między aktywnością fizyczną a długością życia. W związku z czym te konsekwencje bezruchu przyjdą do nas jeszcze w ciągu najbliższych lat.

Jak możemy temu przeciwdziałać? Dr n.med. Konrad Słynarski: My z moim zespołem cały czas pracujemy i staramy się pomagać naszym pacjentom. Prowadzimy rehabilitację i treningi medyczne, dzięki którym pacjenci mogą korygować problemy. Przypomnę tylko, że treningi medyczne pomimo obowiązujących obostrzeń są dozwolone, ponieważ jest to forma terapii. Trening medyczny jest połączeniem treningu personalnego oraz fizjoterapii. Zajęcia dedykowane są wszystkim tym, którzy chcą bezpiecznie powrócić do pełnej formy. W naszej klinice prowadzimy również takie zajęcia.

  1. Psychologia

Psychosomatyka a stres. Jakie sygnały z ciała świadczą o tym, że należy się zatrzymać?

Rezygnacja z walki z samą sobą, próby reanimacji na siłę, zatrzymanie się w tym stanie niemocy, odszyfrowanie, o co tak naprawdę chodzi, to jedyny sposób, by odzyskać energię. (Fot. iStock)
Rezygnacja z walki z samą sobą, próby reanimacji na siłę, zatrzymanie się w tym stanie niemocy, odszyfrowanie, o co tak naprawdę chodzi, to jedyny sposób, by odzyskać energię. (Fot. iStock)
W dzisiejszych czasach nadaktywność to warunek konieczny sukcesu. Drobna dolegliwość czy choroba, która wyłącza nas na chwilę z codziennego pędu, może być okazją do zatrzymania i ogarnięcia rozdźwięku, jaki powstał pomiędzy tym, co w twoim sercu, głowie i ciele.

Dla wielu życie bez kalendarza wypełnionego po brzegi, odwoływanie ważnych spotkań, przerwa na chorobę czy choćby kilka dni wolnego, ot tak po prostu, bez wyraźnego powodu – jest nie do pomyślenia. Jeśli i ty należysz do tej grupy, pewnie podświadomie uważasz, że musisz działać, pracować po 12 godzin na dobę, by być widoczna. Boisz się, że kiedy twoja aktywność spadnie poniżej pewnego poziomu, po prostu… znikniesz, przestaniesz istnieć, świat o tobie zapomni. A tu nagle totalna klapa, wstajesz z łóżka i nic ci się nie chce. Albo dopada cię przeziębienie, ból głowy nie pozwala odpowiedzieć na e-maile, zaplanować dzisiejszego dnia i jak zwykle wcisnąć w grafik jeszcze kilku bardzo ważnych spraw do załatwienia.

Życie na dopalaczu

Kiedy trafia do mnie pacjent pogodzony ze swoją niemocą, jestem pełna optymizmu. Nie liczy na to, że dam mu czarodziejski bacik, którym uda mu się pogonić samego siebie do aktywności, ale odważnie mówi: „Mam wszystkiego dość. Dłużej już nie dam rady. Poddaję się”. To dobry znak, że przestał walczyć z samym sobą, zmuszać się do czegoś, co nie jest „jego”, jest gotowy do zatrzymania i refleksji. Do tego, żeby wreszcie zacząć czuć. Bo czuć możesz jedynie w bezruchu, zatrzymaniu, chwilowym odcięciu się od wszystkiego, co na zewnątrz. Tylko w takim stanie masz szansę ogarnąć panujący w tobie chaos. Niestety, taka optymistyczna wizja nie zdarza się często. Tym, którym wysiadły wewnętrzne baterie, świat oferuje „cudowne” dopalacze, do wyboru, do koloru. Kawa, napoje energetyczne, preparaty na „dotlenienie” mózgu, magiczne witaminy, zestaw ćwiczeń na pobudzenie energii, a w najgorszym wypadku – łagodny antydepresant. Kiedy te cudowne specyfiki nie przynoszą pożądanych rezultatów, znajomi, lekarze, instruktorzy fitness bezradnie rozkładają ręce, a poganiane ciało zaczyna demonstrować coraz to nowe, nieprzyjemne symptomy – pacjent trafia do terapeuty i ostatkiem sił domaga się błyskawicznego doładowania baterii, z której, niestety, nic się nie da wykrzesać, dopóki chwilowa lub długotrwała niemoc nie zostanie zaakceptowana i do końca przeżyta.

Kiedy nie chce ci się chcieć

Robert E. Thayer, profesor psychologii, autor książki „Źródło codziennych nastrojów. Kontrola energii, napięcia i stresu”, wyróżnił cztery stany nastroju, zestawione na dwóch ciągach pobudzenia: spokój–energia, spokój–zmęczenie, napięcie–energia i napięcie–zmęczenie.

W stanie spokoju–energii znajdujesz się wtedy, gdy jesteś wypoczęta, masz energię do działania, dobry nastrój. Stan spokój–zmęczenie wskazuje na funkcjonowanie na obniżonym poziomie, trudno jest ci się skoncentrować na pracy, ale jeśli akceptujesz to i bez poczucia winy odpoczywasz albo zajmujesz się czymś, co sprawia ci przyjemność, ten stan szybko mija. W stanie napięcie–energia działasz, ale twoje ciało jest napięte do granic możliwości (zwłaszcza szczęki, barki, szyja i plecy). Z perspektywy ewolucyjnej ten stan przypomina gotowość do walki bądź ucieczki, które uaktywniają się w sytuacji stresu. Napięcie–zmęczenie to stan, w którym poczucie „nic mi się nie chce” uaktywnia się w całej okazałości. Opadasz z sił, czujesz się wykończona, nie możesz spać, być może próbujesz ratować humor kolejną kawą albo czymś słodkim. Oprócz przygnębiających uczuć pojawiają się również negatywne myśli, brak wiary we własne możliwości, czarne wizje przyszłości, przekonanie o poważnej chorobie.

Rezygnacja z walki z samą sobą, próby reanimacji na siłę, zatrzymanie się w tym stanie niemocy, odszyfrowanie, o co tak naprawdę chodzi, to jedyny sposób, by odzyskać energię.

Posłuchaj swojego silnika

Kilka tygodni temu jechałam na ważne spotkanie. W pewnym momencie silnik samochodu zaczął dziwnie pracować, jakby zwolnił, samochód stracił moc. Wyłączyłam go i spróbowałam zapalić jeszcze raz. Ruszył do przodu, a potem znowu zwolnił. Kiedy odholowałam samochód do warsztatu, mój mechanik przez kilkanaście minut uważnie przysłuchiwał się pracy silnika: „Posłuchajmy, co ma nam do powiedzenia”. Właśnie tak. Jeśli twoja niemoc trwa dłużej niż dwa tygodnie, poddaj się jej, przestań walczyć, nie popędzaj się dopalaczami. Nie słuchaj natrętnych myśli w stylu: „No dalej, do roboty, przestań się lenić”. Połóż się i posłuchaj, co ciało ma ci do powiedzenia. Co czujesz? Napięcie czy osłabiające rozluźnienie? Co z twoją energią do działania? Pierwszy, ważny krok to rozpoznanie, czy twoje „nic mi się nie chce” to stan: spokoju–zmęczenia, napięcia–energii czy raczej napięcia–zmęczenia.

Jeśli jesteś zmęczona, ale spokojna, być może wystarczy kilka dni odpoczynku. Napięcie–energia domaga się zwolnienia tempa pracy i znalezienia najlepszej dla ciebie metody na rozładowanie stresu. Świetnie sprawdzi się tu umiarkowana aktywność fizyczna, np. półgodzinny spacer. W stanie napięcia nie pomogą ćwiczenia relaksacyjne, jeśli wcześniej ich nie stosowałaś. Nie wytrzymasz leżenia w bezruchu. Jeśli brakuje ci energii, ale nie czujesz napięcia w ciele, dobrą metodą na jej podniesienie będzie medytacja albo jakikolwiek sposób na zaspokojenie potrzeby przyjemności. Pomyśl, co zwykle ci pomaga, kiedy czujesz zmęczenie psychiczne, choć ciało jest wypoczęte. Może rozmowa z przyjaciółką, lektura ciekawej książki czy karmiący seks?

Jeśli twój stan to napięcie–zmęczenie, a na dodatek pojawiają się nieprzyjemne symptomy w ciele, np. migrena, bóle żołądka czy bezsenność, skorzystaj z pomocy terapeuty – psychologa albo zaufanego terapeuty manualnego. Najważniejsze, byś uciszyła negatywne myśli, lęki, że do niczego się nie nadajesz, strach, że to na pewno jakaś poważna choroba albo co najmniej wypalenie zawodowe. Zaufaj swojemu organizmowi; zatrzymaj się, wejdź w stan „nic mi się nie chce”, nawet wzmocnij go tak, by dobrze go poczuć. Przeżyj do końca swoją niemoc, nie bój się rozpadnięcia, zniknięcia – to tylko twoje przerażające fantazje, nic złego ci się nie stanie. Czasami akceptacja stanu rzeczy wystarczy. Nie potrzeba głębokich analiz, szukania ukrytych powodów, sięgania do traum z dzieciństwa. Wewnętrzne akumulatory każdego z nas mają prawo od czasu do czasu się rozładować, tak po prostu. Kiedy w pełni przeżyjesz stan ,,nicniechcenia”, energia wróci ze zdwojoną siłą.

Ból to najsilniejszy komunikat

- Pod wpływem długotrwałego bólu zmienia się sylwetka, chód, mimika twarzy, ciało traci naturalną spontaniczność. Ciało, przez lata lekceważone, zaczyna krzyczeć coraz głośniej, symptomy się przemieszczają, ból rozprzestrzenia się na pozostałe organy. Następuje rozdzielenie pomiędzy głową, ciałem i sercem. Kiedy dominują głowa i serce – pacjent racjonalizuje swoje symptomy, szuka rozwiązania ,,z umysłu”: cudownej tabletki, rehabilitanta czarodzieja. Połączenie ciała i serca powoduje, że pacjent podchodzi zbyt emocjonalnie, boi się reakcji własnego ciała, oddaje odpowiedzialność za swój stan zdrowia i życia w ręce specjalistów. Połączenia głowy i ciała to reagowanie na objawy, bez odkrywania ich przyczyny. Dlatego głównym celem mojej terapii jest pomoc w zintegrowaniu głowy, ciała i serca. Uświadamiam pacjentowi, jaki jest związek pomiędzy jego zachowaniem (np. sposobem pracy przy komputerze) a symptomem z ciała (np. bólem barku). Kolejnym krokiem jest nauczenie pacjenta szukania powiązań pomiędzy sytuacją życiową a dyskomfortem w ciele, czyli połączenie głowy z ciałem. Dalej sprawdzamy, jakie emocje wywołuje konkretna sytuacja, czyli związek pomiędzy ciałem i sercem. Połączenie głowy z sercem i z ciałem pozwala na świadome życie i podejmowanie dorosłych decyzji, co dalej chcemy z nim zrobić - mówi Jacek Sobol, rehabilitant, osteopata.

Czujesz zmęczenie? Może warto udać się do lekarza

  • Jeśli od dawna nie wykonywałaś podstawowych badań krwi, zrób je. Ogólne osłabienie i zniechęcenie może być oznaką anemii.
  • Jeśli oprócz osłabienia dokucza ci senność i przez ostatnie 2–3 miesiące przybrałaś na wadze 3–4 kg, dodatkowo masz suchą skórę, wypadają ci włosy – może to świadczyć o problemach z tarczycą.
  • Jeśli zmęczeniu towarzyszą zaburzenia miesiączkowania, odwiedź ginekologa i zrób badania poziomu hormonów płciowych.

Praca z symptomami w 11 krokach

Jeśli bardziej niż zmęczenie dokucza ci wiecznie powracająca dolegliwość, jak ból głowy, przeziębienie czy rozstrój żołądka, albo nawykowo reagujesz nimi na różne ważne wydarzenia w swoim życiu, spróbuj regularnej pracy z symptomami. Jest wiele metod, z których możesz skorzystać. Najważniejsze, by nie próbować kontrolować dolegliwości (np. poprzez tłumienie objawów lekami) i nie traktować swojego ciała jak wroga, którego ktoś lub coś ma ujarzmić. Nie walcz ze swoim ciałem – to, z czym walczysz, staje się coraz silniejsze.
  1. Znajdź chwilę dla siebie, połóż się albo usiądź wygodnie, zrób kilka głębokich oddechów, zamknij oczy.
  2. Postaraj się połączyć symptom ciała z tym, co aktualnie dzieje się w twoim życiu, np. w związku z jakim wydarzeniem zaczęłaś cierpieć z powodu bolesnych miesiączek
  3. Przypomnij sobie inne sytuacje, momenty ze swojego życia, kiedy czułaś się podobnie, np. na co najczęściej chorowałaś w dzieciństwie?
  4. W wyobraźni zapakuj do jednego worka wszystko, co wiąże się z twoim problemem (myśli, sytuacje) i poczuj, co teraz dzieje się w twoim ciele (głównie w obszarze brzucha i klatki piersiowej). Pamiętaj, że prawdziwe uczucia pojawiają się w twoim tułowiu, począwszy od klatki piersiowej, na okolicach miednicy skończywszy. Dolegliwości dotyczące głowy i szyi to przede wszystkim komunikaty płynące z głowy, a nie z serca. Symptomy zlokalizowane w nogach, stopach, rękach, dłoniach wskazują na problemy z przynależnością (korzeniami), ugruntowaniem (związkiem z bliskimi), a także dawaniem i przyjmowaniem (relacjami).
  5. Kiedy w brzuchu czy klatce piersiowej pojawi się jakieś doznanie, nawet najbardziej subtelne, nie analizuj go, nie nazywaj, a jedynie oddychaj do tego miejsca, możesz też położyć tam lewą rękę.
  6. Kiedy już zaakceptujesz pojawiające się doznanie, pozwól, by z tego niejasnego odczucia wypłynęło jakieś słowo, obraz, dźwięk lub gest. Jeśli czujesz potrzebę wyrażenia go, zrób to, powiedz: ,,Czuję ogień w brzuchu”, krzyknij, kopnij, zaciśnij pięść itp.
  7. Kiedy poczujesz, że nadałaś już swojemu doznaniu jakąś formę (słowa, dźwięku, gestu, obrazu), kilkakrotnie wzmocnij ją i poczuj, czy w doznaniu coś się zmieniło. Jeśli np. pojawi się potrzeba głębokiego oddechu, rozluźnienie czy płacz, to znak, że trafiłaś – połączyłaś niejasne doznanie w ciele ze sposobem wyrażenia go.
  8. Na moment wróć do głowy i zastanów się, w jakich sytuacjach w codziennym życiu czujesz się podobnie. Kiedy, w jakich momentach wzdychasz z ulgą, czy pojawia się w tobie potrzeba oczyszczającego płaczu? Przez cały czas wykonywania ćwiczenia postaraj się nie nadawać swojemu doznaniu medycznej etykietki, np. „ogień w brzuchu to objaw mojej choroby wrzodowej”.
  9. Jeśli pojawi się w twojej głowie wspomnienie traumatycznych przeżyć, zatrzymaj się przy nich na chwilę, ale nie stapiaj się z nimi w jedno. Nie szukaj przyczyn swojej choroby w przeszłości, bo w ten sposób jedynie znajdziesz zajęcie dla swojego umysłu i odetniesz się od przeżywania. Najważniejsze jest to, co teraz odczuwasz w swoim ciele.
  10. Kiedy w trakcie pracy z symptomem pojawią się silne uczucia, obserwuj je z właściwego dystansu; bez oceniania, nadmiernego wchodzenia w nie, bez lęku, poczucia winy, z akceptacją i ciekawością. Bądź blisko swoich przeżyć, ale nie identyfikuj się z nimi.
  11. Wróć do swoich doznań w brzuchu i klatce piersiowej. Gdyby te doznania umiały mówić, co by powiedziały? Czujesz ucisk? Może chcą powiedzieć: „Potrzebuję więcej przestrzeni”. Idź za tym i wyobraź sobie, że stajesz się bardziej niezależna, bronisz swojej intymności. Może potrzebujesz teraz jakiegoś zdania, potwierdzenia, np.: ,,Jestem po twojej stronie”. Jeśli po jego wypowiedzeniu rozluźnienie w ciele zwiększy się, to znak, że trafiłaś w dziesiątkę. Przez kilka najbliższych dni powtarzaj sobie to zdanie jak mantrę, do momentu, aż poczujesz, że umocniłaś się w swojej nowej postawie życiowej.

  1. Zdrowie

Tężyczka - choroba życia w biegu, napięcia i przerostu ambicji

Pacjentów z tężyczką przybywa, zwłaszcza w czasie pandemii - to efekt życia w stresie. 
(Fot. iStock)
Pacjentów z tężyczką przybywa, zwłaszcza w czasie pandemii - to efekt życia w stresie. (Fot. iStock)
Objawy są nieprzyjemne – skurcze mięśni. Bywa, na szczęście rzadko, niebezpieczna, może nawet zagrażać życiu. W dodatku trudno się ją diagnozuje. – Tężyczka jest trochę przez lekarzy pomijana. Część w nią wierzy, część nie do końca – mówi neurolog dr Katarzyna Toruńska, zajmująca się tą chorobą.

Kilka lat temu moja przyjaciółka, mieszkająca wtedy w Londynie, zaczęła odczuwać dziwne objawy. Najpierw mrowienie rąk. Potem nóg. Doszły do tego skurcze mięśni. Majka, przestraszona, poszła do lekarza. Ten zaczął przeprowadzać diagnostykę w kierunku stwardnienia rozsianego. Pamiętam, jak dzwoniła do mnie w panice. Na szczęście szybko okazało się, że to nie SM. Więc co? – Wyobraź sobie, mam tężyczkę – powiedziała.

Czym jest ta choroba?

– Właściwie to zespół objawów – mówi neurolog dr Katarzyna Toruńska. – Niecharakterystycznych, z różnych grup. Wynikają z nadpobudliwości błony nerwowo-mięśniowej, a to z kolei powodowane jest różnego rodzaju niedoborami tkankowymi. Głównie niedobory dotyczą magnezu i potasu a także witaminy D – jeżeli mówimy o tężyczce utajonej. Ten zespół objawów jest bardzo uciążliwy. Trzeba szukać, co jest jego źródłem w przypadku konkretnego pacjenta.

Czy łatwo tężyczkę zdiagnozować? – Bardzo trudno, niestety. Bo przyczyn może być dużo. Od psychicznych, psychogennych, poprzez gastrologiczne, endokrynologiczne diabetologiczne, przyjmowane leki, nieprawidłową dietę. Diagnoza nie jest prosta, ale staramy się mieć swoje schematy w diagnostyce, żeby pacjentowi pomóc, żeby znaleźć przyczynę tych dolegliwości – tłumaczy dr Toruńska. – Zwykle na początku rzeczywiście sprawdzamy, czy to nie stwardnienie rozsiane. Robimy rezonans mózgu, żeby je wykluczyć, choć w tej chorobie przebieg jest jednak inny. Tężyczka nie daje objawów konkretnego zespołu neurologicznego, trzeba wykonać podstawowe badania, żeby SM wykluczyć i dalej szukać przyczyny, źródła. Zwykle to źródło znajdujemy.

Mogą to być na przykład choroby tarczycy, nadczynność, niedoczynność, Hashimoto. Choroby przewodu pokarmowego, wszelkiego rodzaju nietolerancje pokarmowe, na gluten, na laktozę. Są pacjenci po zapaleniu błony śluzowej żołądka, tacy, którzy bardzo długo przyjmują inhibitory pompy protonowej (IPP), zaburzające wchłanianie pierwiastków i witamin. Bywa to też niewykryta insulinooporność albo monodiety, często wyniszczające organizm. Także niektóre leki oraz, oczywiście, wszelkie używki.

Zwykle tężyczka sama w sobie nie jest chorobą, a efektem innych chorób. Choć, jak tłumaczy dr Toruńska, jest taka jednostka jak hipomagnezemia rodzinna, gdzie tężyczka jest pierwotna, bo mamy tu jedną przyczynę – genetyczną. Ale to się zdarza niezwykle rzadko.

Tężyczka - do kogo po pomoc

Żeby jeszcze bardziej sprawę skomplikować, trzeba powiedzieć, że tężyczki są dwie: jawna i utajona. Endokrynolodzy zajmują się tężyczką jawną, czyli wapniową, pojawiającą się (oczywiście nie zawsze) po operacjach tarczycy, przytarczyc, przy chorobach tarczycy, kiedy są duże niedobory wapnia. Ta postać tężyczki jest bardziej niebezpieczna, czasami nawet zagrażająca życiu – występują tu bardzo silne skurcze, może – przy gwałtownych spadkach wapnia – dojść do skurczu głośni, utraty przytomności.

Neurolodzy leczą tężyczkę utajoną. Łagodniejszą w przebiegu, choć trudniejszą do wykrycia. Pojawiają się mocne samoistne skurcze mięśni, ale może je wywołać zewnętrzny bodziec. – Choćby hiperwentylacja – czyli szybkie, głębokie oddychanie. Zaburza się wtedy równowaga kwasowo-zasadowa i dochodzi do utraty pierwiastków, głównie magnezu, z tkanek. Każdy mówi: jak się boisz, to głęboko oddychaj. No właśnie nie. Wtedy się pogarsza, zamiast poprawiać – tłumaczy dr Toruńska.

Nieprawidłowe oddychanie może być pogłębiane przez stres. Na początku, kiedy jeszcze nie wiemy, co nam dolega, a objawy są niepokojące, można się porządnie przestraszyć. Czasem pojawiają się bóle w klatce piersiowej, czasem duszności, a razem z tym nakręca się spirala lęku.

Wydawałoby się, że skoro przyczyną tężyczki utajonej są niedobory magnezu, potasu i witamin, wystarczy zrobić badanie krwi, żeby wykryć chorobę.

– Nie jest to takie proste – mówi dr Toruńska. – Ja się zajmuję tężyczką utajoną, tu pacjenci mają zwykle prawidłowy poziom wapnia czy parahormonu, a z kolei niski magnezu czy potasu. Jednak na ogół w badaniu krwi te pierwiastki nie wychodzą nieprawidłowo, bo organizm dąży do homeostazy – krew więc wygląda dobrze, ale kosztem tkanek. Mamy już na szczęście możliwość wykonania badań na poziom magnezu w erytrocytach, to najbardziej wiarygodnie pokazuje, co dzieje się w tkankach, nadal jednak mamy trudności w oznaczeniu poziomu magnezu zjonizowanego, a to jest frakcja aktywna, więc nawet to badanie w erytrocytach jest badaniem tylko pośrednim.

Tymczasem pacjentów z tężyczką przybywa. Z czego to wynika? – Ze stylu życia. Z biegu, pędu, permanentnego braku czasu, braku możliwości czy chęci skomponowania odpowiedniej dla siebie diety – tłumaczy dr Toruńska. – Ludzie się nie badają, mówią, że źle się czują, że mrowienie, skurcze, w reklamach słyszą, że niedobór magnezu, więc łykają suplementy, które nie działają… I kolejny znak naszych czasów, czyli żywność wysokoprzetworzona, z dużą ilością fosforanów, które blokują wchłanialność magnezu. Jest też dużo produktów, które ten magnez wypłukują, a których na co dzień nadużywamy. Kawa, cola, mocna herbata, napoje energetyzujące, alkohol, używki, a nawet niektóre leki. A leki przecież ludzie przyjmują, bo muszą, wszystko to powoduje, że mamy ujemny bilans magnezu czy potasu w organizmie W tkankach.

Oczywiście byłoby idealnie, gdyby pacjenci razem z receptą na leki blokujące wchłanianie magnezu dostawali od lekarza informację, że powinni ten magnez uzupełniać. Jednak dr Katarzyna Toruńska mówi, że tak, niestety, dzieje się rzadko: – Tężyczka jest trochę przez lekarzy pomijana. Część w nią wierzy, część nie do końca. Twierdzą, że każdy, kto się zhiperwentyluje i zrobi próbę tężyczkową, ta wyjdzie dodatnia. Co jest nieprawdą. My 20 lat temu też nie wiedzieliśmy, że jak będziemy podawać inhibitory pompy protonowej, żeby pacjent nie krwawił z wrzodów żołądka, to za jakiś czas się okaże, że chory ma niedobory. Nigdzie nie mogliśmy o tym przeczytać, o pewnych lekach uczymy się dopiero na przestrzeni czasu.

Leczenie

To zależy, czy to tężyczka jawna, czy utajona. I jaka jest przyczyna. Oczywiście podstawa to suplementacja, zwykle magnezowo-potasowa. – Niekiedy, jeśli u pacjenta widzimy wysoki poziom lęku czy depresję, włącza się leki antydepresyjne. Jeśli są problemy z tarczycą, chory musi być pod opieką endokrynologa. Przy insulinooporności – diabetologa. Czyli leczenie często musi przebiegać na kilku poziomach. I bardzo ważna jest współpraca między lekarzem a pacjentem – tłumaczy dr Toruńska. – Lekarz nie da pigułek na wszystko. Nie zawsze jest to proste. Jeśli źródłem permanentnego stresu jest nasza praca, idealnie byłoby ją zmienić. Ale na ogół nie jest to możliwe. Na pewno można odstawić używki. I włączyć techniki relaksacyjne. Wyciszenie, joga. Wyłączyć za to nieustanne myślenie o obowiązkach, kłopotach, pracowanie 24 godziny na dobę – nawet jeśli nie siedzimy cały czas przy biurku, to głowa nie odpuszcza. – Mam takich pacjentów – mówi dr Toruńska. – To tylko zwiększa dolegliwości. Nie umiemy dziś radzić sobie ze stresem, odpoczywać, odpuścić sobie. Często nawet urlopu nie potrafimy wykorzystać, w wolnym czasie też nie dajemy sobie taryfy ulgowej. W dodatku pandemia nasiliła tężyczki. I więcej mamy tych świeżo rozpoznawanych, i ci pacjenci, którzy są po diagnozie i regularnie się suplementują, też odczuwają silniejsze dolegliwości.

Jest grupa osób szczególnie narażonych – to ludzie ambitni, trochę neurotycy, perfekcjoniści, osobowość typu A. Często też sportowcy – tu przyczyną jest duży wysiłek fizyczny bez mądrej suplementacji.

– Zawsze staram się szukać przyczyny, jak się nie da, zostaje styl życia. Tu zmiana zależy od nas. Choć nigdy – a szczególnie w  dobie pandemii – nie jest to łatwe. Ale daje efekty, można się pozbyć objawów. To długie leczenie, ale na ogół z sukcesem – mówi dr Katarzyna Toruńska.