1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Depresja - bardzo demokratyczna choroba

Depresja - bardzo demokratyczna choroba

Joanna Poremba - prezeska Fundacji Melancholia; Magda Umer - piosenkarka, wykonawczyni poezji śpiewanej, reżyserka, scenarzystka i aktorka; Ewa Pawlik - dziennikarka; Jacek Bończyk - aktor i wokalista;  Agnieszka Glińska - reżyserka teatralna; Joanna Kos-Krauze- reżyserka (Fot. Jacek Poremba/ materiały prasowe Fundacji Melancholia)
Joanna Poremba - prezeska Fundacji Melancholia; Magda Umer - piosenkarka, wykonawczyni poezji śpiewanej, reżyserka, scenarzystka i aktorka; Ewa Pawlik - dziennikarka; Jacek Bończyk - aktor i wokalista; Agnieszka Glińska - reżyserka teatralna; Joanna Kos-Krauze- reżyserka (Fot. Jacek Poremba/ materiały prasowe Fundacji Melancholia)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Joanna Poremba, prezeska Fundacji Melancholia, mówi otwarcie, że długo chorowała na depresję, a dziś, kiedy czuje się lepiej, pragnie dzielić się swoim doświadczeniem z tymi, którzy cierpią lub trwają u boku chorujących. Znane osoby, które opowiedziały swoje historie, również chcą pomóc innym, ale przyznają też, że mówienie głośno o tym, co trudne i bolesne, pomaga ogromnie także im samym.

Co robią dziewczyny, które chcą pomagać światu, bo im także ktoś kiedyś podał pomocną dłoń? Zakładają fundację – niedochodową organizację pożytku publicznego, całkowicie niezależną, po to, aby robić wszystko po swojemu, tak, jak podpowiada im serce. Na stronie internetowej zapisują cel fundacji: wsparcie w szukaniu pomocy i dbaniu o zdrowie psychiczne oraz edukacja społeczna w zakresie szerzenia wiedzy o depresji. Jest początek 2020 roku. Joanna Poremba, prezeska, wymyśla nazwę: Melancholia. Jeszcze nie wiedzą, że za kilka miesięcy wybuchnie pandemia, a liczba doświadczających kryzysu psychicznego wzrastać będzie w zastraszającym tempie.

Joanna Poremba, prezeska Fundacji Melancholia (Fot. Jacek Poremba/materiały prasowe Fundacji Melancholia) Joanna Poremba, prezeska Fundacji Melancholia (Fot. Jacek Poremba/materiały prasowe Fundacji Melancholia)

Melancholia - teraz musisz się zatrzymać 

Nazwa, która trafi do KRSu, znajomym kojarzy się z  melancholijnym malarstwem i słynnym filmem Larsa von Triera. Gorąco ją odradzają. – Wbrew pozorom inspirowałam się nie sztuką i kinem, a tytułem głośnej książki wielkiego polskiego psychiatry i filozofa Antoniego Kępińskiego. Chciałam, by nazwa brzmiała podobnie w różnych językach. Pragnęłam, by otwierała furtkę do mówienia o depresji językiem, który nie przytłacza. I chyba się udało. Dla mnie samej melancholia jest stanem, który stanowi rodzaj czerwonego światła: teraz musisz się zatrzymać. Kiedy w nią wpadam, wiem, że moje "ja" domaga się odpoczynku, wyciszenia, mniejszej presji. Że muszę o nie zadbać. Joasia mówi otwarcie, że długo chorowała na depresję, a dziś, kiedy czuje się lepiej, pragnie dzielić się swoim doświadczeniem z tymi, którzy cierpią lub trwają u boku chorujących. To ona, obok zarządzania fundacją, obmyślania kampanii społecznych, współpracy z mediami oraz szeregu innych zajęć, zajmuje się tworzeniem treści na facebookowy profil fundacji – często właśnie o tym, jak zadbać o siebie, jak zapobiegać, a także o tym, jak wspierać. W tym samym czasie Emilia Grabowska, trenerka i koordynatorka projektów, podkreślająca, że jej misją jest praca z młodzieżą, oraz Magdalena Guzik, psychoterapeutka i trenerka, prowadzą działania statutowe fundacji: warsztaty dla szkół, zajęcia dotyczące pracy z emocjami, warsztaty prewencyjno-profilaktyczne. Ja, Julia Wollner, zawodowo zajmująca się pisaniem, biorę się za zbieranie historii, które dają nadzieję. Choruję na depresję od 22 lat i choć jako italianistka opowiadam czytelnikom głównie o pełnej światła kulturze krajów śródziemnomorskich, to doskonale wiem, że tam, gdzie jest słońce, jest też zawsze cień. Ważne, by próbować jednak do słońca wracać.

Julia Wollner (Fot. Jacek Poremba/materiały prasowe Fundacji Melancholia) Julia Wollner (Fot. Jacek Poremba/materiały prasowe Fundacji Melancholia)

Moc rozmowy, moc edukacji

O tych powrotach i o swojej walce z cieniem opowiadają Fundacji Melancholia znane osoby, dzielące się doświadczeniami w serii wywiadów zatytułowanych "Historie", publikowanych co miesiąc w internecie. W bardzo osobistych rozmowach pokazują, że depresja obecna jest w każdej warstwie społecznej, bez względu na płeć, wiek, wykształcenie, zawód czy status majątkowy. Że najlepszą formą jej leczenia jest psychoterapia oraz farmakoterapia prowadzona pod okiem doświadczonego lekarza psychiatry. I że w tunelu zawsze jest światło, a najgorszy nawet kryzys kiedyś dobiega końca. Zdanie to powtarzają jak mantrę wszyscy rozmówcy fundacji, pokazując jednocześnie, że wymiana doświadczeń może być realnym wsparciem, dawać siłę, pomagać i pozwalać zrozumieć. Oczywiście jest to trudne, tak jak trudne jest nieustanne babranie się w bebechach, w tym, co w człowieku najbrudniejsze, najtrudniejsze, najboleśniejsze, najdotkliwsze – mówi Agnieszka Glińska, reżyserka teatralna. – Dzielenie się moją własną drogą ma dla mnie jednak fundamentalne znaczenie. Chcę tak wykorzystać swoje indywidualne doświadczenie, aby mogło ono coś otworzyć, komuś pomóc, coś komuś wskazać. W moc rozmowy zespół Melancholii i zaproszeni do kampanii wierzą zresztą bardziej niż w cokolwiek innego – także dlatego, że jest nią przecież sam proces terapeutyczny. Bohaterowie wywiadów chcą pomóc innym, ale przyznają też, że mówienie głośno o tym, co trudne i bolesne, pomaga ogromnie także im samym. Jacek Santorski powiedział mi, że póki się nie otworzę, póki będę swoją chorobę ukrywać, to będę cierpieć 100 razy bardziej – tłumaczy Magda Umer, piosenkarka, wykonawczyni poezji śpiewanej, reżyserka, scenarzystka i aktorka, a aktor i wokalista Jacek Bończyk dodaje: – Ja wychodzę z założenia, że o depresji trzeba mówić, podobnie jak o wszystkich innych chorobach, których się wstydzimy, albo za które się obwiniamy, że nas dotknęły. Może dzięki temu inni przestaną chorujących stygmatyzować. Rozmowa to także edukacja. Wiedza daje potrzebny nam wszystkim spokój i poczucie bezpieczeństwa, a zadawanie pytań jest drogą do zwiększenia społecznej świadomości oraz poznania siebie.

Magda Umer (Fot. Jacek Poremba/materiały prasowe Fundacji Melancholia) Magda Umer (Fot. Jacek Poremba/materiały prasowe Fundacji Melancholia)

Wołanie o czułość

Obok rozmowy i edukacji, trzecim elementem leżącym u podstaw działalności Fundacji Melancholia jest troska – okazywana zarówno samemu sobie, jak i innym ludziom. Wiara w to, że każdy z nas winien jest opiekę i czułość tym, których spotyka na swojej drodze, ale także, w równym stopniu, swojemu własnemu “ja”.  W czasie pandemii wydaje się to szczególnie ważne, bo o kryzys psychiczny jest teraz nietrudno. Warto przyglądać się bacznie bliskim, ale także obserwować i słuchać sygnałów, które dają nam nasze własne organizmy. A sygnały te bywają zupełnie nieoczywiste. – Depresja może mieć rozmaite podłoże i bardzo różny przebieg, nierzadko daleki od powszechnego wyobrażenia. Przywoływany często obrazek zmęczonego człowieka pogrążonego w apatii może stanowić całą prawdę o czyjejś chorobie, ale może też nie pojawić się w ogóle lub być tylko jedną z kilku różnych faz – tłumaczy Joanna, podkreślająca często, że jest tzw. "ekspertką przez doświadczenie", ma bowiem za sobą kilka różnych epizodów choroby. – Z całą pewnością nie jest jednak jedynym ani obowiązującym sposobem przechodzenia depresji! Rzeczywiście często występuje w niej apatia i ospałość, ale równie dobrze może pojawić się nadaktywność i bezsenność. Podobnie jest z apetytem: objawem depresji może być zarówno jego brak, jak i nadmierne łaknienie. Bywa też, że dominujące objawy są jeszcze bardziej zwodnicze. W niektórych formach depresji okazują się mylące na tyle, że sugerują występowanie zupełnie innych chorób. To tak zwane maski depresji, które sprawiają, że jest ona szczególnie trudna do zdiagnozowania. Wywiady fundacji pokazują, że ile chorujących, tyle historii: różne są powody, różne początki, różne pierwsze objawy; rozwój choroby też może przebiegać na wiele sposobów. Sporo jest też jednak części wspólnych; wśród nich na pierwszy plan wysuwa się tzw. wysoka wrażliwość. Osoby nią obdarzone odbierają bodźce silniej niż inni; widzą i czują więcej, wchłaniają też nastroje innych. Poza tym powtarzają się pewne elementy biografii i cechy charakteru, jak nadodpowiedzialność i perfekcjonizm; zbieżne są pierwsze symptomy, jak obniżenie samooceny, umniejszanie swoich zasług i pozytywnych cech, pesymizm, bezsenność lub przesypianie prawie całej doby, zaburzenia łaknienia, objawy somatyczne, jak bóle głowy, brzucha czy kręgosłupa, drażliwość, apatia, ale i złość. – W pewnym momencie było ze mną tak źle, że, jak to nazywam, rozlewałam się na podłogę i trzeba mnie było zbierać łyżeczką. Niby pracowałam, bo znajdowałam w teatrze jakiś azyl, ale tworzyłam tam alternatywną rzeczywistość, w której funkcjonowała sztuczna ja – dzielniejsza wersja mnie, skonstruowana na potrzeby pracy z ludźmi. Na wizytę u psychiatry zdecydowałam się, kiedy dołączył do tego jeszcze jeden objaw: ogromne, ciągle tłumione napięcie skutkowało napadami agresji i autoagresji, jak z podręcznikowych opisów histerii. Wciąż miałam wszystko wszystkim za złe, czułam się ciągle spięta. I jednocześnie kompletnie zalękniona, bezsilna, bezbronna, jakby bez skóry – wspomina Agnieszka Glińska. Magda Umer tłumaczy, że gdy napięć i stresów było w jej życiu za wiele, ciało zaczęło po prostu odmawiać posłuszeństwa. Mdlałam, traciłam przytomność, przelewałam się przez ręce, umierałam ze strachu i bałam się wyjść z pokoju… Trafiłam do szpitala, na OIOM, a lekarze nie mogli dojść, co mi jest – czy przeszłam wylew, czy to problemy z sercem. Dziennikarka Ewa Pawlik deklaruje, że objawów było u niej tak wiele, że łatwiej jest opisać, jak widzi siebie, gdy nic jej nie dolega, a zdrowie dopisuje. – Jestem osobą bardzo energetyczną, ciągle gdzieś bywam, jeżdżę, poznaję ludzi, gadam jak katarynka, jestem wszystkiego ciekawa, głodna, wtykam nos, gdzie tylko się da. I nagle, powolutku, staję się coraz bardziej zamknięta, wszystko widzę w czarnych barwach, wypełnia mnie złość. Spotkania, które bardzo lubię, stają się nagle strasznym wysiłkiem i nie dają żadnej przyjemności, przede wszystkim dlatego, że jestem podczas nich nieustannie spięta. Pojawia się lęk sytuacyjny: nie tylko przed rozmową, ale nawet przed wyjściem z domu. Przestaję mieć siłę i odwagę być z ludźmi. Lęk, choć powszechnie nie jest z depresją kojarzony, stanowi jeden z najczęstszych jej objawów, występujących w jakiejś formie u prawie 95% zdiagnozowanych. – Kiedy byłam młodą dziewczyną, Marek Grechuta śpiewał piosenkę do tekstu Witkacego: "Zabij ten lęk". Zupełnie wtedy nie wiedziałam, o co mu chodzi. Później zrozumiałam aż za dobrze – i marzyłam, aby ten lęk zastrzelić – wspomina swoje doświadczenia Magda Umer. To dojmujące poczucie zagrożenia bywa zresztą ratunkiem, bo jest tak dotkliwe, że zmusza do odwiedzenia lekarza. Są jednak osoby, które go nie doświadczają –  jak reżyserka Joanna Kos-Krauze. W jej wypadku nie miały miejsca ani ataki paniki, ani apatia, ani poczucie kruchości czy bezradności. – Istnieje także druga strona depresyjnego medalu – nadaktywność, łapanie się miliona zadań, zagłuszanie emocji, z którymi człowiek nie może sobie poradzić – tłumaczy. – Jako osoba od urodzenia bardzo rzutka i energiczna nie sprawiam na ludziach wrażenia kogoś, komu dzieje się coś niedobrego. Dziś wiem jednak, że mnóstwo rzeczy robię dlatego, że cierpię, a nie chcę się zatrzymać i wsłuchać w to cierpienie.

Depresja - bardzo demokratyczna choroba Depresja - bardzo demokratyczna choroba

Wychodzenie na prostą

Jeśli coś zaniepokoi nas we własnym samopoczuciu lub zachowaniu bliskich, trzeba jak najszybciej sięgnąć po pomoc – nieleczona depresja nie tylko odbiera chęć do życia, ale prowadzić może do śmierci. Aż dziewięć na dziesięć osób dotkniętych chorobą miewa myśli samobójcze. Głośno wypowiedziana prośba o wsparcie skierowana do krewnych czy przyjaciół, wizyta u terapeuty i lekarza psychiatry to najważniejsze gesty troski i czułości, jakie możemy wykonać sami wokół siebie. – Będę to powtarzać do znudzenia: ludzie, terapia i leki! – apeluje Jacek Bończyk, podkreślając, że żałuje okresu, kiedy, jak sam mówi, udawał twardziela, z pokerową twarzą przystępując do różnych zadań. – To dzięki farmakologii i skutecznej terapii wyszedłem na prostą. Czasem łapię się za głowę na samą myśl: ile mi to cierpienie w ciszy i samotności czasu zabrało? Ile ważnych spraw i ludzi uciekło… Zdrowienie jest procesem długim, ale, jak podkreślają rozmówcy Melancholii, łączy się nie tylko z poprawą samopoczucia, ale też satysfakcją. Depresja stanowi rodzaj przebudzenia do prawdy. Nagle widzisz swoje życie bardzo wyraźnie, bez odcieni różu. Musisz uporać się z tym, co sobie przez lata wyhodowałaś, zbudowałaś – mówi Ewa Pawlik, a Magda Umer dodaje: – Walka z tą chorobą jest prawdziwym bohaterstwem, a zwycięstwo daje wielką radość. Agnieszka Glińska porównuje terapię i leczenie do gruntownego remontu domu. – Najpierw zauważasz, że mieszkanie, w którym przebywasz, zupełnie nie jest twoje – ktoś postawił wszystkie ścianki nie tak, jak byś chciała, i dusisz się w tym. Musisz wszystko rozkuć, a w ścianach czeka cię mnóstwo niespodzianek. Potem zaczynasz wyrzucać gruz i to też trwa bardzo długo… Wreszcie zostaje ci wielka, pusta przestrzeń, którą musisz jakoś zaaranżować. Pojawia się więc pytanie: jak się za to zabrać? Jak ma wyglądać moje idealne mieszkanie? Przecież ja nie wiem. Muszę się zdefiniować, ale nie wiem, jak. Czy chcę mieć tu ściankę? Czy ja W OGÓLE chcę mieć ściankę? To jest szukanie i odkrywanie siebie.

Agnieszka Glińska (Fot. Jacek Poremba/ materiały prasowe Fundacji Melancholia) Agnieszka Glińska (Fot. Jacek Poremba/ materiały prasowe Fundacji Melancholia)

Jacek Bończyk (Fot. Jacek Poremba/ materiały prasowe Fundacji Melancholia) Jacek Bończyk (Fot. Jacek Poremba/ materiały prasowe Fundacji Melancholia)

Czarne diamenty

Depresja jest zaburzeniem bardzo demokratycznym, bo dotknąć może każdego. Gdy kilkanaście lat temu trafiłem do psychiatry z rozpoznaniem choroby, moja pani doktor uświadomiła mi dwie kwestie: po pierwsze, że nie jestem temu winien, a po drugie, że nie jestem w tym w żaden sposób szczególny, bo na depresję chorują miliony ludzi – wspomina Bończyk. WHO zapowiada, że już niebawem hasło "depresja" stanie się najczęściej stawianą diagnozą na świecie. Według NFZ w Polsce przed pandemią koronawirusa chorowało na nią ok. 1 miliona Polaków. Liczba ta obejmowała tylko i wyłącznie osoby pozostające pod opieką lekarzy i, co ważne, leczące się w publicznych ośrodkach – statystyki NFZ nie obejmują sektora prywatnego, są więc znacznie zaniżone. Ile jest chorujących dzisiaj, po niezwykle trudnych miesiącach minionego roku, gdy nadal nie widać szansy powrotu do przedpandemicznej normalności? Tego, zapewne boleśnie, dowiemy się dopiero za jakiś czas; wiemy już, że sprzedaż leków antydepresyjnych wyraźnie wzrosła. Bardzo ważne jest jednak, by pamiętać, że bez względu na estymacje, za każdą liczbą kryje się ludzkie cierpienie, gorzka historia, ale także nadzieja na wyjście z kryzysu. Na logo naszej fundacji nie bez powodu wybrałyśmy czarny diament – przypomina Joanna Poremba. – Stanowi on symbol twardości, niezłomności i wytrwałości. Człowiek dotknięty depresją nie jest bowiem słaby, wręcz przeciwnie – zbyt długo był silny. Głęboko wierzymy, że obdarzony troskliwym wsparciem z zewnątrz zdolny jest do pokonania najgorszego kryzysu. Jak śpiewa Magda Umer, po zimie zawsze wraca wiosna, a po rozpaczy spokój. Wzruszająco opisała to też w rozmowie z nami Joanna Kos-Krauze, mówiąc, że wszyscy cierpimy, na wszystkich nas spadają nieszczęścia, ale wszyscy mamy też cudowny, ogromny dar życia, które jest piękne mimo wszystko, mimo – a może dzięki temu – że nad wieloma jego sferami nie mamy żadnej kontroli. Na szczęście mamy wpływ na nasz stosunek do świata, życia, tych trudności. To nasza jedyna realna władza, z której warto skorzystać. Umiejętności sięgnięcia po nią z całego serca życzymy wszystkim Czytelnikom  nie tylko w lutym – Miesiącu Walki z Depresją, ale także w każdy kolejny dzień.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze