1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co rozgrywa się w mózgu osoby wysoko wrażliwej?

Co rozgrywa się w mózgu osoby wysoko wrażliwej?

Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. (Fot. iStock)
Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. (Fot. iStock)
Czujesz się przytłoczona własnymi emocjami? Bardzo łatwo cię zranić? Czasami chciałabyś po prostu schować się przed całym światem? To oznaki wysokiej wrażliwości. I choć nie jest to choroba, lecz cecha osobowości, wyróżniają ją istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu.

Fragment pochodzi z książki Katarzyny Kucewicz "Kobiety, które czują za bardzo", Wydawnictwo Rebis. 

Wszystkie narządy wewnętrzne osób wysoko wrażliwych działają sprawnie, jeśli nie toczy ich inna, niezwiązana z naszym zagadnieniem choroba. Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują jednak na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. Dr Aron, jako pionierka pracy naukowej nad wysoką wrażliwością, wiedziała, że aby jej teoria została potraktowana poważnie, musi opierać się na istotnych badaniach klinicznych. Same obserwacje i wywiady z osobami czującymi podobnie nie wystarczyłyby do tego, aby stworzyć tak potężną teorię. Dlatego dr Aron wraz z mężem podjęła się zbadania aktywności mózgu z użyciem funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (fMRI). Małżeństwo chciało przyjrzeć się dokładnie, w jaki sposób ośrodkowy układ nerwowy reaguje na docierające do niego bodźce z zewnątrz. Eksperymenty badaczy udowodniły, że 15–20 procent populacji reaguje z dużo większą wrażliwością niż przeciętna. Tak wyglądał początek odkrywania tej cechy osobowości człowieka. Do dziś przeprowadzane są liczne analizy sprawdzające wysoką wrażliwość w odniesieniu do innych cech. Naukowcy z całego świata publikują swoje wyniki na stronie www.hsperson.com.

Zbierając je w całość, wysnuwają dziś cztery główne wnioski dotyczące specyfiki funkcjonowania układu nerwowego osób wysoko wrażliwych. Oto one:

Mózg osoby wysoko wrażliwej w odmienny sposób reaguje na dopaminę

Dopamina jest neuroprzekaźnikiem uwalnianym z zakończeń nerwowych układu współczulnego i rdzenia nadnerczy. Znajdziemy ją w obwodowym i ośrodkowym układzie nerwowym. W istotny sposób wpływa na psychikę – przede wszystkim zwiększa motywację do działania i powoduje, że człowiek ma więcej energii i chęci do życia, do tworzenia. Dopamina najpierw popycha nas do działania, a następnie odpowiada za błogie poczucie zwycięstwa. Reguluje motywację do poszukiwania zewnętrznych bodźców wzmacniających. „Z punktu widzenia dopaminy posiadanie nie jest interesujące. Liczy się tylko zdobywanie. Jeśli mieszkasz pod mostem, dopamina sprawi, że zapragniesz namiotu. Jeżeli masz już namiot, zażąda od ciebie domu. Gdybyś zamieszkał w najdroższej rezydencji na Ziemi, wzbudziłaby pragnienie zamku na Księżycu. Dopamina nie zna miary dobrego i nie wie, co to linia mety” – wyjaśniają Daniel Z. Lieberman i Michael E. Long, autorzy książki "Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz".

Dowiedziono, że osoby wysoko wrażliwe są mniej łase na nagrody zewnętrzne niż osoby o umiarkowanym poziomie wrażliwości. Oznacza to, że wizja nagrody nie jest dla nich na tyle kusząca, by uporczywie za nią podążały. Bardziej w ich stylu jest uważne przetwarzanie informacji, przyglądanie się różnym zjawiskom w powolnym skupieniu. Przez to zwykle bywają dokładniejsze i bardziej sumienne, nie mają tak silnej potrzeby rywalizacji, nie są nigdy ślepo nastawione na wygraną. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźmy sobie dwie siostry (Wiolę – wysoko wrażliwą i Natalkę – nisko wrażliwą), które starają się o udział w olimpiadzie matematycznej i w ramach przygotowań z zapałem rozwiązują kolejne zadania. Dziewczynka wysoko wrażliwa, choć równie pilnie przykłada się do zadań, nie jest tak podekscytowana wizją prestiżu olimpijskiego jak jej nisko wrażliwa siostra, która fantazjuje o podium i wyobraża sobie wygraną, co ją bardzo pobudza. Silne pobudzenie nie zawsze dobrze działa na koncentrację i uważność potrzebne do prawidłowego przetwarzania informacji. Dlatego w efekcie niewykluczony byłby scenariusz, że to ta pierwsza poradziłaby sobie z zadaniami lepiej, gdyż sytuacja nie byłaby dla niej wysoce stymulująca, więc mogłaby się lepiej skupić niż siostra. Ale nie jest to takie proste – bo gdyby zadania były rozwiązywane w dużej sali, hałaśliwej, z setką nastolatków, to otoczenie działałoby na Wiolę – wysoko wrażliwą – przytłaczająco i dekoncentrująco.

Nadmiar wrażeń i pobudzenia są dla osób wysoko wrażliwych niezwykle energochłonne i mogą bardzo wytrącać z rytmu. Osoba wrażliwa, żeby pracować wydajnie, musi mieć zapewnioną przestrzeń odbodźcowaną. Dlatego sporo wrażliwych osób ceni sobie pracę zdalną, pracę w małych firmach, gdzie nie ma wielu osób dookoła. Co prawda jeśli wykonują zawód, którego nie da się uprawiać w pojedynkę, i tak z reguły radzą sobie z zadaniami, ale koszt, jaki ponoszą, jest bardzo duży.

Warto, żeby wybrzmiała tu kluczowa uwaga: przestymulowanie, jakiego bardzo często doświadczają osoby o wysokiej wrażliwości, jest utrudnieniem, ale nie uniemożliwia wykonywania różnych zawodów. Popularna piosenkarka rockowa Alanis Morissette, osoba z pierwszych stron gazet, stymulowana zewsząd, jest jedną z najbardziej znanych na świecie wysoko wrażliwych kobiet. Jej kariera w niczym nie odbiega od kariery ekstrawertycznych gwiazd popkultury. Ale ze względu na swoją cechę płaci ona wyższą cenę za tę nadmierną dla jej ośrodkowego układu nerwowego stymulację i potrzebuje statystycznie więcej czasu, żeby się zregenerować.

Neurony lustrzane osób wysoko wrażliwych są bardziej aktywne

Neurony lustrzane to skupiska komórek nerwowych w mózgu. Uaktywniają się albo podczas obserwowania czynności wykonywanej przez inne osoby, albo w trakcie wykonywania danej czynności. Dzięki nim jesteśmy w stanie rejestrować sposób, w jaki ktoś się zachowuje, a następnie naśladować jego reakcje. To one odpowiadają za nasz poziom empatii. Są „lustrzane”, bo pozwalają nam jak w lustrze odzwierciedlać czyjeś nastroje. Czyli gdy widzimy, jak ktoś płacze – smutniejemy, uśmiechamy się zaś szeroko, gdy z innych tryska radość. Neuronom lustrzanym zawdzięczamy umiejętność współodczuwania z innymi i stawiania się w czyimś położeniu. Dzięki nim większość z nas potrafi wykrzesać z siebie współczucie wobec cierpienia drugiej osoby, nawet jeśli jej krzywda jest dla nas niedotkliwa. Im większa aktywność neuronów lustrzanych, z tym bardziej empatycznym człowiekiem mamy do czynienia.

Badania wskazują, że neurony lustrzane odgrywają niebagatelną rolę w funkcjonowaniu ludzi wysoko wrażliwych. U nich te neurony są dużo bardziej aktywne niż u przeciętnego Jana Nowaka, który co prawda posiada tyle samo neuronów lustrzanych, ale nie aż tak aktywnych. To dobra i zła wiadomość dla osób wysoko wrażliwych. Dobra, bo odznaczają się uważnością na krzywdę i cierpienie drugiego człowieka. Zwykle bardzo przeżywają tragedie i są wyczulone, kiedy komuś dzieje się krzywda. Zła wiadomość jest taka, że wysoko wrażliwi często są głęboko wstrząśnięci tragediami, które spotykają obcych im ludzi. Bywają poruszeni do tego stopnia, że trudno im wrócić do równowagi. Badania z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego przeprowadzone w 2014 roku przez dr Biancę Acevedo z University of California wykazały, że osoby wysoko wrażliwe mają wyższy poziom aktywności neuronów lustrzanych, nie tylko wobec osób znajomych, ale także obcych, kompletnie sobie nieznanych.

Życie z tak wysoką empatią może być naprawdę uciążliwe. Oglądanie filmów czy słuchanie historii o cierpieniu innych może być wręcz nieznośne dla osoby z wysoką wrażliwością. Tola, 31-letnia właścicielka marki odzieżowej, opowiada: „Nie mogę patrzeć na porzucane lub maltretowane zwierzęta. Ilekroć w serwisach społecznościowych ktoś wrzuca posty o zbiórkach, dostaję dreszczy i mam łzy w oczach. To mnie rozbija na długie godziny. Przestałam obserwować w internecie takie strony. Od lat co miesiąc przelewam określoną sumę na dwie fundacje, ale nie chcę patrzeć na to, co publikują, bo jest to dla mnie uderzenie, po którym nie mogę się pozbierać. Wstyd mi o tym mówić, ale to silniejsze ode mnie. Tak bardzo im współczuję. Z wielką przyjemnością dzielę się tym, co mam, bardzo, bardzo chcę pomagać. Ale bezpośredni widok cierpienia zwierząt jest dla mnie tak trudny, że jeśli mogę, to odwracam wzrok”.

Osoby wysoko wrażliwe naprawdę czują intensywniej

Mózg jest najciekawszym narządem w ciele człowieka, to pewne. Ale która część mózgu od lat najbardziej frapuje badaczy? Zdecydowanie kora przedczołowa, bo to ona głównie odpowiada za nasze procesy psychiczne. Jak sama nazwa wskazuje, jest umiejscowiona z przodu, najbliżej naszej twarzy. Zawiaduje procesami poznawczymi i emocjonalnymi, które zachodzą w naszym mózgu. Jedną ze składowych kory przedczołowej jest część zwana korą brzuszno-przyśrodkową, odpowiedzialna za percepcję, ekspresję naszych emocji oraz przetwarzanie danych sensorycznych. Osoby wrażliwe mają tendencję do odczuwania „bardziej” właśnie na poziomie kory brzuszno-przyśrodkowej. To dzięki niej intensywnie przeżywają ekscytujące sytuacje społeczne, nawet te umiarkowanie ekscytujące.

Dlaczego ta część kory działa u niektórych ludzi inaczej? Chodzi o geny. A zwłaszcza jeden – wpływający na przetwarzanie danych u osób wysoko wrażliwych.

Powróćmy do Wioli i Natalki, które przygotowywały się do olimpiady matematycznej. Wysoko wrażliwa Wiola mogłaby mieć kłopot z hałasem w sali gimnastycznej, w której odbywałaby się olimpiada, właśnie dlatego, że gwar, harmider, nadmiar bodźców działałby na nią rozpraszająco. Dużo bardziej komfortowo czułaby się w małym pomieszczeniu z niewielką ilością bodźców. Nadmiar bodźców jest dla osoby wrażliwej przytłaczający, podobnie jak sytuacje silnie angażujące emocjonalnie. Wiola, stojąc przed salą gimnastyczną i słuchając głosów innych ludzi przeżywających olimpiadę i stresujących się nią, mogłaby doznać wielu bardzo silnych uczuć, tak jakby kontenerowała emocje wszystkich dookoła. Mogłoby ją to rozproszyć właśnie dlatego, że wysoko wrażliwi reagują silnie nawet na subtelne sygnały emocjonalne wysyłane przez innych.

Osoby o wyjątkowej wrażliwości czują bardziej wnikliwie

Naukowcy badający wysoką wrażliwość twierdzą, że wrażliwy mózg jest idealnie dostrojony, by wyłapywać i interpretować subtelności w zachowaniach innych ludzi. OWW są w tym znacznie lepsze niż większość ludzi o przeciętnej wrażliwości. Z czego to wynika? Ze wzmożonej aktywności konkretnych obszarów mózgu (wyspy, zakrętu obręczy), które „zapalają się” podczas sytuacji społecznych. Wyczuwanie subtelności to czułość na mikrogesty, czyli na to, jakie ktoś dobiera słowa, w jakim tempie do nas mówi, jak reaguje, kiedy my mówimy do niego. Pozwala prędko się zorientować, czy osoba, z którą rozmawiasz, jest uczciwa czy może kłamie. Czy dokonuje autoprezentacji, czy też jej intencje są szczere. Często w nieznaczących z pozoru gestach osoba wysoko wrażliwa dostrzega sedno czyjegoś problemu i może szybciej zauważyć to, co inni dostrzegają dopiero po dłuższym przyjrzeniu się danej osobie. Potrafi też celnie spuentować czyjś problem właśnie dlatego, że wyłapuje te subtelne niuanse.

Katarzyna Kucewicz, 'Kobiety, które czują za bardzo', Wydawnictwo Rebis. Katarzyna Kucewicz, "Kobiety, które czują za bardzo", Wydawnictwo Rebis.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Dieta dla mózgu - co jeść, by zachować sprawny umysł?

Orzech włoski przypomina mózg i jest to podpowiedź natury – bo właśnie orzechy i pestki są świetnym źródłem zdrowych i dobrych dla układu nerwowego tłuszczów. (Fot. iStock)
Orzech włoski przypomina mózg i jest to podpowiedź natury – bo właśnie orzechy i pestki są świetnym źródłem zdrowych i dobrych dla układu nerwowego tłuszczów. (Fot. iStock)
Czas pandemii nie jest dla mózgu łatwy. Za mało stymulujących go bodźców, za dużo osładzania sobie życia. dosłownie, cukrem. Co zrobić, żeby nasz centralny komputer działał sprawnie?

Ostatni rok sprawił, że nasze umysły powoli się zamykały. Zmniejszyła się liczba bodźców i impulsów, które nas stymulują, takich jak choćby rozmowy z nowo poznanymi osobami, wyjście na wystawę czy nawet do kawiarni. A mózg cierpi, połączenia neuronalne zanikają niczym mięśnie bez stymulacji. Ogłaszam miesiąc dbania o mózg. Z jednej strony stymulujmy go, z drugiej – odżywiajmy jak należy. A żywienie dla kondycji naszego mózgu jest niezwykle ważne, ponieważ choć wagowo stanowi zaledwie około 2 proc. naszego ciała, to jego energetyczne wymagania są niemal dziesięciokrotnie większe. Tak zwana dieta zachodnia niszczy nasz mózg. Nadmiar cukru, nasyconych kwasów tłuszczowych, tłuszczów trans powoduje między innymi chorobę Alzheimera i cukrzycę typu trzeciego. W kontekście COVID-19 spopularyzowało się pojęcie mgły mózgowej, ale kto z nas nie doświadczył chwilowego „zamulenia”?

Co więc jeść dla zdrowia mózgu? Głównym paliwem dla komórek jest glukoza, ale nie oznacza to wcale, że mamy rzucić się na słodycze. Wręcz przeciwnie. Nadmiar kalorii i wolno krążącej glukozy w naszej krwi, jak również zaburzenia w gospodarce lipidowej (a podwyższony poziom glukozy bezpośrednio przekłada się na ilość trójglicerydów) poprzedzają negatywne zmiany w mózgu. Dlatego glukozę bierzmy z razowego pieczywa i kasz jedzonych trzy–cztery razy dziennie.

Paliwo to jedno, a budulec to zupełnie inna bajka. Nasz mózg w mniej więcej 60 proc. składa się z tłuszczu i świetnie, jeżeli są to wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Błony komórkowe neuronów to głównie tłuszcz, jeżeli dostarczymy go sobie w odpowiednich ilościach i dobrej jakości, to otoczka fosfolipidowa zadziała prawidłowo. Podobnie z osłonką mielinową, która chroni nasze komórki i jest niezbędna do przepływu impulsów nerwowych. Zły tłuszcz powoduje zmiany funkcjonalne – przypomnę sobie imię spotkanej koleżanki, ale dopiero wieczorem. Najważniejsze są kwasy tłuszczowe z grupy omega-3 (szczególnie EPA i DHA). Badania mówią, że jedząc ryby przynajmniej trzy razy w tygodniu, możemy odsunąć ryzyko zachorowania na alzheimera. Suplementacja kwasami EPA i DHA poprawia pamięć i koncentrację.

Orzech włoski przypomina mózg i jest to podpowiedź natury – bo właśnie orzechy i pestki są świetnym źródłem zdrowych i dobrych dla układu nerwowego tłuszczów (w przeciwieństwie do tych pochodzenia zwierzęcego, z nich najlepiej zrezygnować). Dodawajmy do dań oliwę, olej rzepakowy, lniany – najlepiej ze śledziem. Ponieważ mózg jest tak czynny energetycznie, powstaje w nim także wiele wolnych rodników, które mogą niszczyć komórki. Aby się ich pozbyć, potrzebne są przeciwutleniacze. Tych najwięcej znajdziemy w różowo-fioletowych owocach (jagody, borówki, maliny, jeżyny, borówki) i ciemnozielonych warzywach (brokuł, jarmuż, szpinak).

Na koniec najlepsze. Kakao i sen. Oficjalnie i bez broni przy skroni polecam jedzenie do 30 gramów gorzkiej (z minimalną zawartością 70 proc. kakao) czekolady dziennie. Jest ona źródłem polifenoli, teobrominy i innych substancji pobudzających mózg do działania. O śnie obiecuję następny felieton. Teraz zdradzę jedynie, że wspiera odchudzanie. Jest niezbędny, bo gdy śpimy (i gdy medytujemy) nasz mózg odpoczywa. No i pamiętajcie – neurony muszą wiedzieć, że są nam potrzebne, dlatego z nich korzystajmy. Myślmy, obserwujmy, analizujmy i czytajmy, poznawajmy ludzi, bodźcujmy głowę. Budujmy nowe sieci neuronalne. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.

  1. Psychologia

Dlaczego kobiety, częściej niż mężczyźni, zadręczają się rozpamiętywaniem zdarzeń? – badania psychologów

Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przekraczają granicę między więzią emocjonalną z innymi a nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem w ich sprawy. U takich kobiet samoocena i dobre samopoczucie w zbyt wielkim stopniu wynikają z tego, co o nich myślą inni i jak rozwijają się ich relacje. (fot. iStock)
Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przekraczają granicę między więzią emocjonalną z innymi a nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem w ich sprawy. U takich kobiet samoocena i dobre samopoczucie w zbyt wielkim stopniu wynikają z tego, co o nich myślą inni i jak rozwijają się ich relacje. (fot. iStock)
Czasem zakłada się, że większa podatność na rozpamiętywanie u kobiet w porównaniu do mężczyzn wynika z jakiejś różnicy biologicznej – na przykład kobiecych hormonów lub budowy kobiecego mózgu. Być może w przyszłości badania dostarczą dowodów na te teorie, obecnie jednak dowody wskazują na społeczne i psychologiczne podstawy rozpamiętywania u kobiet. – wyjaśnia psycholożka Susan Nolen-Hoeksema w swojej książce „Kobiety, które myślą za dużo. Jak uwolnić się od nadmiernego myślenia i osiągnąć spokój”.

Czasem zakłada się, że większa podatność na rozpamiętywanie u kobiet w porównaniu do mężczyzn wynika z jakiejś różnicy biologicznej – na przykład kobiecych hormonów lub budowy kobiecego mózgu. Być może w przyszłości badania dostarczą dowodów na te teorie, obecnie jednak dowody wskazują na społeczne i psychologiczne podstawy rozpamiętywania u kobiet. – wyjaśnia psycholożka Susan Nolen-Hoeksema w swojej książce „Kobiety, które myślą za dużo. Jak uwolnić się od nadmiernego myślenia i osiągnąć spokój”.

Kobiety mają więcej tematów do rozpamiętywania

Status kobiet w społeczeństwie uległ w ciągu ostatnich 50 lat diametralnej zmianie. W pracy zarobkowej kobiety nie muszą się już ograniczać do wąskiej grupy dostępnych zawodów i zaczynają przebijać się na sam szczyt w różnych branżach – a także żądają równych z mężczyznami wynagrodzeń. W relacjach z płcią przeciwną wiele kobiet oczekuje szacunku i równego dzielenia się domowymi obowiązkami.

Nadal jednak długa droga przed nami. Kobiety w dalszym ciągu za tę samą pracę dostają 74 centy za każdego zarabianego przez mężczyzn dolara, a luka płacowa widoczna jest szczególnie wśród pracowników o niskich dochodach. Kobiety wprawdzie proszą mężczyzn o więcej „pomocy” w domu i przy dzieciach, ale często jej nie dostają. Nasze badania wskazują, że większość zamężnych pracujących matek nadal wykonuje lwią część domowych obowiązków. A chociaż wykonują bardziej prestiżowe i lukratywne zawody niż kiedykolwiek wcześniej, wiele z nich twierdzi, że ich partnerzy nie cenią i nie szanują ich pracy w wystarczającym stopniu.

Ten chroniczny stres – nieustające frustracje i ciężary towarzyszące kobietom na skutek ich niższej pozycji społecznej – wydaje się sprzyjać ich podatności na rozpamiętywanie. Na podstawie przeprowadzonych badań stwierdziliśmy, że osoby doświadczające chronicznego stresu – a to częściej kobiety niż mężczyźni – znacznie częściej oddają się rozpamiętywaniu.

Chroniczny stres może także wpędzać kobiety w przekonanie, że niewiele w swoim życiu są w stanie kontrolować, a to dodatkowo zachęca je do rozpamiętywania. Podejrzewam jednak, że większość kobiet w sytuacji chronicznego stresu ma nadzieję, że da się jakoś poprawić ich sytuację, a w efekcie nie stają się całkowicie bezradne i pozbawione nadziei. Przeciwnie, szukają wytłumaczenia, dlaczego życie nie idzie po ich myśli, dlaczego czują się tak często sfrustrowane i zdenerwowane, jak mogą przekonać partnerów do pomocy w domu i przy dzieciach (bez narzekania!) i co mogą zrobić, by ich partnerzy i rodziny bardziej je doceniali.

Odpowiedzi na te pytania nie są niestety zawsze oczywiste. Psycholog Faye Crosby z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz stwierdziła, że wiele kobiet, które według obiektywnych standardów żyje w nierównych i pozbawionych wsparcia związkach lub doświadcza nieskrywanej dyskryminacji w pracy, nie przyjmuje – albo nie jest w stanie przyjąć – do wiadomości, że są ofiarami. Co więcej, nawet jeżeli przyjmą ten fakt do wiadomości, nie zawsze dysponują środkami, by wydostać się z takiej sytuacji. (…)

Doskonałym paliwem dla rozpamiętywania są bolesne, a często traumatyczne doświadczenia kobiet, które wynikają z braku równej z mężczyznami sprawczości i statusu. Do traum, których kobiety doświadczają częściej niż mężczyźni, należy przemoc seksualna. Możemy się kłócić o prawdziwy odsetek przypadków przemocy seksualnej w społeczeństwie, ale takie badania jak to przeprowadzone przez Mary Koss (M.P. Koss i D.G. Kilpatrick, „Gwałt i napaść na tle seksualnym”, Nowy Jork 2001) jednoznacznie wskazują, że kobiety przynajmniej dwukrotnie częściej niż mężczyźni padają ofiarą poważnych przypadków przemocy seksualnej, takich jak gwałt czy kazirodztwo. Na podstawie własnych badań stwierdziłam, że kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, są znacznie podatniejsze na ataki rozpamiętywania (to samo dotyczy mężczyzn). Trauma tego rodzaju niszczy podstawowe wyobrażenia o świecie, w którym złe rzeczy przydarzają się innym. Jeżeli sprawcą traumy jest członek rodziny lub przyjaciel, takie doświadczenie niszczy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa ofiary. W efekcie często pozostawiona jest ona sama sobie i rozpamiętuje, czemu coś takiego przydarzyło się właśnie jej. (…)

Z powodu braku sprawczości społecznej kobiety mają wiele innych problemów poza traumą na tle seksualnym. Psycholog Deborah Belle z Uniwersytetu Bostońskiego wykazała, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni żyją w ubóstwie. Ono z kolei prowadzi do podwyższonego ryzyka szeregu czynników stresogennych, w tym narażenia na przestępczość i przemoc, choroby i śmierć dzieci oraz przemoc fizyczną i seksualną. Ponadto ubóstwo skutkuje także chronicznymi i pozostającymi poza naszym wpływem negatywnymi warunkami życiowymi, w tym mieszkaniem w złych warunkach i w niebezpiecznych dzielnicach oraz niepewnością finansową. To dostarcza ubogim kobietom paliwo do rozpamiętywania – moje badania wskazują, że ubóstwo wśród kobiet wiąże się z tendencją do rozpamiętywania.

Samookreślenie sprzyja rozpamiętywaniu u kobiet

Jedną z największych i najpowszechniejszych różnic osobowościowych między kobietami a mężczyznami jest ich odniesienie do innych. Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni określają się w relacji do innych – jestem córką Catherine i Johna, żoną Richarda i matką Michaela. Kobiety budują także szersze i głębsze sieci społeczne niż mężczyźni. Jako kobiety znamy więcej osób na głębokim, emocjonalnym poziomie i bardziej niż mężczyźni wsłuchujemy się w emocje innych.

Rozległe i głębokie sieci społeczne wspaniale wzbogacają życie kobiet i są ważnym źródłem wsparcia w razie potrzeby. Niestety zwiększają także liczbę źródeł zmartwień. Socjolog Ron Kessler z Uniwersytetu Harvarda stwierdził, że traumatyczne wydarzenia w życiu innych ludzi mają znacznie większy wpływ na kobiety niż na mężczyzn. W przypadku choroby, wypadku czy innej stresogennej sytuacji przyjaciela czy członka rodziny kobiety znacznie częściej niż mężczyźni są smutne, martwią się i niepokoją.

Co więcej, jak odkryła psycholog Vicki Helgeson z Uniwersytetu Carnegie Mellon, kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przekraczają granicę między więzią emocjonalną z innymi a nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem w ich sprawy. U takich kobiet samoocena i dobre samopoczucie w zbyt wielkim stopniu wynikają z tego, co o nich myślą inni i jak rozwijają się ich relacje. W efekcie nieustannie się martwią i niepokoją o implikacje najdrobniejszych nawet zmian w tych relacjach. Co więcej, prowadzi je to do podejmowania złych decyzji we własnym życiu, ponieważ starają się wszystkich zadowolić. Moje badania wykazały, że tendencja do nadmiernego zaangażowania emocjonalnego prowadzi u kobiet do chronicznego rozpamiętywania.

Za dobry przykład może tu posłużyć historia 29-letniej fizjoterapeutki Denise. Już sam fakt, że jej mąż Mark wstaje z łóżka lewą nogą, jest dla Denise dobrym powodem do rozpamiętywania. Mark nie lubi poranków i po przebudzeniu ma zły humor – szczególnie, jeżeli kiepsko spał. Snuje się w szlafroku i w milczeniu popija kawę. Przy śniadaniu bez potrzeby warczy na dzieci, że nie potrafią się zachować. Z kolei Denise uwielbia poranki i czuje się wtedy najlepiej. Budzi się o 5.30 rano, biegnie sześć kilometrów na mechanicznej bieżni i po szybkim prysznicu w doskonałym humorze schodzi na śniadanie. Gdy po wejściu do kuchni zauważa, że Mark jest w złym nastroju, jej mózg natychmiast zaczyna szaleć:

Czy zrobiłam wczoraj wieczorem coś, co go zdenerwowało? Nic nie pamiętam. Ale byłam tak śpiąca, że może i zrobiłam. Czy dzieciaki zrobiły coś strasznego? Może martwi się o pracę? O nie, nie będę nic mówić o pracy – jeżeli jest mu tam źle, nie zniosę tego.

Ostatecznie kobieta pokornie pyta męża, co się dzieje. Jeżeli ma naprawdę zły nastrój, odwarknie „Nic!”, ale zwykle zdaje sobie sprawę, że wstał z łóżka lewą nogą i jej to mówi. Partnerka jednak nie wierzy, że to prawda, i zastanawia się, co go tak naprawdę gryzie. (…)

Naturalnie nie chodzi o to, żeby kobiety stały się wobec innych chłodne i obojętne. Te z nas jednak, które za bardzo identyfikują się przez pryzmat swoich relacji, powinny znaleźć lepszą podstawę do samookreślenia, aby nie były zawsze rzucone na pastwę nieuniknionych wzlotów i upadków związków międzyludzkich. To jednak możliwe jest wyłącznie wtedy, kiedy uznamy, że mamy skłonność do rozpamiętywania, i wypracujemy strategie, by się z niego wyzwolić.

Czy rozpamiętywanie to dla kobiet norma?

Być może kobiety są bardziej niż mężczyźni podatne na rozpamiętywanie dlatego, że są bardziej emocjonalnie nastawione. Nawet przedszkolaki wiedzą, że dziewczynki doświadczają emocji i okazują je bardziej niż chłopcy, a przekonanie to króluje także wśród dorosłych, we wszystkich grupach wiekowych. Jest to jeden z mitów kulturowych, w którym może być ziarno prawdy – przynajmniej jeśli chodzi o niektóre emocje. Psycholog Lisa Feldman Barrett z Boston College stwierdziła, że kobiety nie tylko mówią, że doświadczają więcej emocji niż mężczyźni, ale bezpośrednie obserwacje kobiet i mężczyzn z różnych grup wiekowych i obszarów geograficznych potwierdziły, że także w większym niż mężczyźni stopniu je artykułują i okazują. Feldman Barrett i jej współpracownicy poprosili respondentów z siedmiu różnych lokalizacji i grup zawodowych w USA i Niemczech o opisanie, jak czuliby się oni sami i inni ludzie w dwudziestu różnych scenariuszach. Jeden z nich brzmiał następująco: „Ty i twój najlepszy przyjaciel macie to samo stanowisko. Co roku przyznawana jest nagroda dla najlepszego pracownika. Oboje ciężko pracujecie, by ją zdobyć. W końcu ogłoszony zostaje zwycięzca – to twój przyjaciel. Jak się czujesz? Jak czuje się twój przyjaciel?” Uczestnicy mieli za zadanie zapisać odpowiedzi na pytania, a badacze analizowali je pod kątem ilości wyrażonych emocji. We wszystkich siedmiu grupach kobiety wykazały większą niż mężczyźni świadomość emocji tak własnych, jak i innych ludzi w podanych scenariuszach.

Czy świadomość emocjonalna to cecha, z którą kobiety się rodzą? Być może, ale są też podstawy, by przypuszczać, że kobiety od wczesnego wieku są „szkolone” do zwracania większej uwagi na uczucia niż mężczyźni. Badania prowadzone przez psychologów rozwojowych, jak np. Eleanor Maccoby z Uniwersytetu Stanforda i Judith Dunn z Instytutu Psychologii w Londynie, wykazały, że ogromną różnicą w sposobie traktowania córki i synów przez rodziców jest zwracanie uwagi na smutek i lęk oraz wspieranie wyrażania ich u dziewczynek oraz zniechęcanie do tego chłopców. Wielu teoretyków argumentuje, że zniechęcanie do wyrażania negatywnych emocji jest dla chłopców niezdrowe, ponieważ przez to uczą się zaprzeczać własnemu smutkowi i strachowi i je wypierać. Bez wątpienia jest to do pewnego stopnia prawda.

Są jednak coraz większe podstawy, by sądzić, że rodzice wcale nie działają na korzyść swoich córek, pielęgnując ich złe nastroje. Niektórzy nadmiernie wzmacniają ekspresję smutku i niepokoju u dziewczynek, zachęcając je na przykład do rozmowy o tych uczuciach i pomagając wymieniać wszystkie możliwe przyczyny smutku i lęku zamiast pomóc im wymyśleć sposoby na zmianę trudnej sytuacji czy lepsze radzenie sobie w takich okolicznościach. Dodatkowo niektórzy rodzice dużo mówią o własnym niepokoju czy smutku i wyrażają przy tym własną bezradność i brak nadziei. Co więcej, częściej pozwalają sobie na to przy córkach niż przy synach. Dziewczynki odbierają bardzo wyraźny sygnał – nieszczęście czyha wszędzie wokół i nic nie można z nim zrobić, trzeba się na nim po prostu skupić.

W naszych badaniach zapytaliśmy kobiety i mężczyzn, na ile są w stanie kontrolować negatywne emocje, jak na przykład smutek i lęk. Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni mówiły, że uczucia te nie poddają się kontroli – nic nie można z nimi zrobić. Jeżeli da się negatywnym uczuciom i powiązanym z nimi myślom wolną rękę, szybko prowadzi to do napadu rozpamiętywania. W naszym badaniu stwierdziliśmy, że im bardziej zdaniem danego respondenta negatywne emocje nie poddają się kontroli, tym większe prawdopodobieństwo, że jest rozpamiętywaczem.

Wiele kobiet angażuje się dodatkowo w rozpamiętywanie zbiorowe. Siedzą razem i poddają różne kwestie szczegółowej analizie zamiast zachęcać się do aktywnego zarządzania uczuciami czy rozwiązywania problemów. Kiedy podsycamy wzajemnie ogień negatywnych rozmyślań, czujemy się zrozumiani i usprawiedliwieni w naszych uczuciach, ale nadal jesteśmy przytłoczeni naszymi problemami i nic z nimi nie robimy.

Fragmenty z książki „Kobiety, które myślą za dużo”. Jej autorka, Susan Nolen-Hoeksema, była amerykańską profesor psychologii na Uniwersytecie Yale.

Jeśli mierzysz się z problemem rozpamiętywania, zadręczasz się minionymi zdarzeniami, rozmowami i nie potrafisz wyrwać się z myślowego kołowrotka i gonitwy myśli – ta książka może okazać się bardzo pomocna.

  1. Zdrowie

Jak usprawnić mózg i rozwinąć nowe zdolności?

U dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się. Dlatego intelekt warto stale rozwijać. (fot. iStock)
U dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się. Dlatego intelekt warto stale rozwijać. (fot. iStock)
18 marca obchodzimy Europejski Dzień Mózgu. Warto więc zastanowić się czy wystarczająco dbamy o ten ważny organ. Odpowiednia dieta, ruch na świeżym powietrzu, medytacja, która nas wyciszy i poprawi nastrój - wiemy już, że wpłyną korzystnie na zdrowie szarych komórek. A gdyby jeszcze dołączyć fitness dla mózgu, czy żonglerkę? - Poniższy artykuł może być cenną wskazówką.

Po pięćdziesiątce stajemy się mistrzami podejmowania dobrych decyzji, a nasze wnioski są trafniejsze niż konkluzje 30-latka. Zdecydowanie też lepiej panujemy nad emocjami. Tyle oferuje upływający czas. Ale też i zabiera. Kojarzymy i reagujemy wolniej, trudniej zapamiętujemy, a uwaga nie jest tak wyostrzona jak dawniej. Smutna perspektywa? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę fakt, że mózg jest jak plastelina.

Platforma internetowa BrainMax.pl. Migają kolorowe ikonki, zapraszając do rozpoczęcia treningu. Mogę wybrać sobie ćwiczenia zwiększające koncentrację, poprawiające pamięć, szybkość przyswajania informacji albo… uświetniające moją komunikację. Opracowali je naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeśli cierpię na ADHD, znajdę tu grę „leczniczą”. Do wyboru mam również fitness dla szarych komórek, który pozwoli mi myśleć logiczniej. Program treningowy na podstawie tego, jak gram, dopasowuje się idealnie do mojego zaawansowania i optymalizuje tempo pozytywnych zmian. Przechodzę na coraz wyższe poziomy. Są emocje! Elastyczność gry sprawia, że wcale się nie nudzę. Jeżeli będę regularnie ćwiczyć – codziennie przez minimum 30 dni – odczuję wyraźną poprawę i może wreszcie wygram z kimś w szachy. A jeśli po miesiącu zdecyduję się kontynuować granie, awansuję, bo jest duża szansa, że zacznę wkrótce pracować szybciej, swobodniej i wydajniej.

Natykam się w sieci na serwis Neurogra.pl, opracowany przez uczonych ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. A tu… niespodzianka. Dowiaduję się, że m.in. obok koncentracji, szybkości kojarzenia i refleksu ćwiczyć mogę dwa rodzaje pamięci. Podręczną, która pomoże mi wykonywać z uwagą kilka czynności naraz, niczym osławiony w dowcipach makijaż na światłach, oraz pamięć krótkotrwałą, która umożliwi mi bezproblemowe uczenie się np. japońskiego. Oferta szeroka. Fitness dla mózgu ucznia, pracownika, no i seniora. Tak jak w nordic walking buduję stopniowo i niepostrzeżenie subtelną masę mięśniową, tak samo tutaj – pod warunkiem systematyczności – mogę zbudować krok po kroku potęgę swojego intelektu. A jeszcze nie tak dawno temu sądziliśmy, że wraz ze skończeniem liceum rozwijanie nowych zdolności umysłowych staje się niemożliwe.

Moc pod siwym włosem

W XX wieku uważaliśmy, że z wiekiem nasza pamięć, refleks i umiejętność skupiania uwagi skazane są na pogarszanie się. Ale badania ostatnich dekad pokazują, że jest inaczej. Wraz z odkryciem, że mózg jest plastyczny przez całe życie, otworzyły się szerokie perspektywy dla starzejącego się społeczeństwa i tzw. siwiejącej Europy. Jak wyjaśnia psycholog Alicja Leszczyńska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, neuroplastyczność oznacza zdolność mózgu do zmiany pod wpływem nabywanych doświadczeń: – Do pewnego momentu uczeni sądzili, że rozwój układu nerwowego ustaje w okresie dojrzewania i od tego czasu potencjał naszego umysłu jest określony i niemodyfikowalny. Ale niedawne badania pokazały, że u dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się – mówi. – Co z tego wynika? Londyńscy taksówkarze, którzy na co dzień przetwarzają wiele informacji przestrzennych, mają powiększony hipokamp. Ich orientacja przestrzenna w każdym innym miejscu okaże się nadzwyczajna. I – podobnie jak oni – każdy może ją w dorosłym wieku wyćwiczyć. Zmiany w obrębie kory mózgowej zaobserwowano zaś u dwujęzycznych oraz u grających na instrumentach muzycznych. Takie osoby silniej niż inne odbierają wrażenia zmysłowe, także lepiej planują i zapamiętują. Nawet jeśli zaczęły grać w dojrzałym wieku.

Okazało się, że pod wpływem doświadczenia możliwa jest również zmiana funkcjonowania narządów zmysłów. Np. Azjaci stale poszukujący pokarmu w morzu widzą pod wodą dwukrotnie ostrzej niż inni. Tak więc wyćwiczyć możemy zarówno intelekt, jak i słuch, wzrok czy powonienie. I nie przekreśla tego wcale siwy włos. Dziś nikogo już nie dziwi 60-latka ucząca się z powodzeniem pierwszego obcego języka albo 75-latek na kursie komputerów.

– Z wiekiem wzrasta nasza zdolność do wyciągania słusznych wniosków i coraz lepiej analizujemy dane, by podjąć najlepszą dla nas decyzję – mówi neurokognitywistka Anna Maria Wieczorek z warszawskiego oddziału SWPS, autorka serwisu Neurogra.pl. – Nasz mózg jednak między 30. a 90. rokiem życia traci niemal 20 proc. masy, co w oczywisty sposób przekłada się na ubytki komórek nerwowych i połączeń między nimi. Zjawisko w dodatku przyśpiesza, gdy kończymy 50 lat. Trudno czasem to przyjąć, ale jest ono naturalnym procesem biologicznym. Nie znaczy jednak, że jesteśmy skazani na bierne poddanie się upływowi czasu.

Wprawdzie trudno będzie nam zostać nagle Einsteinem, jednak mamy ogromny wpływ na szybkość i jakość procesu starzenia się intelektu oraz na nasze subiektywne poczucie dobrostanu. Kolosalne znaczenie ma nastawienie. Już sama świadomość, że możemy rozwijać nasz umysł nawet po dziewięćdziesiątce, sprawia, że podejmujemy częściej umysłowe wyzwania i faktycznie stajemy się coraz sprawniejsi.

Sport to błyskotliwa przyszłość

Wydawałoby się, że to rozwiązywanie logicznych łamigłówek pomoże nam najbardziej w utrzymaniu świeżego umysłu po pięćdziesiątce. A to wcale nieprawda. Rozwiniemy intelektualne skrzydła tym szerzej, im częściej będziemy dogadzać swojemu ciału, uprawiając sport: – Aktywność fizyczna to numer jeden dla naszych szarych komórek – mówi Anna Wieczorek. – Podczas wysiłku fizycznego mózg produkuje białko BDNF (ang. brain-derived neurotrophic factor), które podtrzymuje wzrost nowych komórek nerwowych. Uprawiając jogging czy pływanie, mamy zwiększone możliwości poznawcze w każdym niemal aspekcie. Lepiej nam idzie nauka, mamy szybszy refleks, sprawniej rozumujemy.

Ciekawostka. Oglądanie sportu w telewizji lub słuchanie transmisji meczu w radiu sprawia, że nasz mózg przyspiesza niczym ferrari. Leniwe śledzenie meczu z kanapy to wprawdzie wykpiona w wielu serialach strata czasu, ale w rzeczywistości – doskonała gimnastyka umysłu. Badacze z Uniwersytetu w Chicago doszli do wniosku, że przyglądanie się wydarzeniom sportowym czy choćby przysłuchiwanie się rozmowom o nich aktywizuje szczególnie rejony mózgu odpowiedzialne za planowanie i kontrolowanie. Interesujące, że tylko u tych osób, które znają zasady uprawiania dyscypliny, na temat której toczy się rozmowa.

Nie jest też złym pomysłem nauczyć się żonglować. Bo regularne przerzucanie trzech piłeczek zmienia architekturę mózgu, wpływając na usprawnienie komunikacji między różnymi jego rejonami. Dzięki temu nasze wszystkie intelektualne aktywności mają szansę przyspieszyć. Powstrzymamy też w ten sposób proces kurczenia się naszego mózgu. Zespół pod kierownictwem Jana Scholza z Uniwersytetu Oksfordzkiego udowodnił, że regularna żonglerka zwiększa objętość tzw. istoty białej w mózgu aż o 5 proc. i zmiana ta jest trwała.

Dobry humor i kontakty towarzyskie usprawniają intelekt

Gdy na początku wieku ogłoszono, że nawet w dojrzałym wieku można stawiać w mózgu kolejne, nowe „rusztowania” pod kolejne umiejętności umysłu, ale też po to, by myśleć i działać szybciej, nastąpił prawdziwy szał. Potrzeba „rozpędzenia” okazała się w naszej kulturze tak duża, że wartość całego rynku oprogramowania tzw. brain fitness sięgnęła pięć lat temu na świecie aż 300 milionów dolarów! Niestety, nie wszystkie platformy internetowe okazały się wiarygodne. Część z nich oferuje komercyjne gry, których wpływ na nasze funkcje poznawcze nie jest zmierzony ani poparty naukowo.

Od dekady rozkwita również gałąź przemysłu farmaceutycznego oferująca leki na przyspieszenie reagowania, rozjaśnienie myśli czy usprawnienie nauki. I bynajmniej nie chodzi o suplementy, ale chemię, która zagościła na stałe w niezbędniku niejednego inteligenta. O zgubnych skutkach ubocznych działania tych leków mówi się coraz częściej. I coraz częściej zwraca się uwagę na znacznie prostsze, naturalne i całkiem bezpieczne dla zdrowia sposoby na wigor umysłu.

– Czasem nie doceniamy tak dostępnych metod na jego stymulację jak spotkania towarzyskie – mówi neuro-kognitywistka Anna Wieczorek. – Uczestniczenie w życiu społecznym i utrzymywanie dobrych relacji wprawia nas w dobrostan, tworząc dla rozwoju umysłu dobre warunki. Kontakty z innymi i rozmowy dają bowiem nie tylko intelektualną inspirację, motywację i wsparcie, ale też wpływają na wydzielanie hormonów mózgowych gwarantujących dobry nastrój. A badania naukowe wykazały, że dobry humor usprawnia intelekt w przeciwieństwie do stanów depresyjnych, które hamują rozwój szarych komórek. Przygnębione osoby wolniej reagują, myślą i mają problem z pamięcią. Coraz więcej jest też doniesień o tym, że im sprawniejsi jesteśmy intelektualnie, tym dłużej żyjemy. Lenistwo, niechęć do uczenia się nowych rzeczy i brak aktywności odbijają się na naszym zdrowiu. Znacznie lepszą postawę przyjął Albert Einstein, który zanim zmarł w wieku 76 lat, powtarzał: „Mając 20 lat, myślałem tylko o kochaniu. Ale potem… kochałem już myśleć”.

  1. Styl Życia

To nie oczy widzą, tylko mózg. O niezwykłych zdolnościach naszego mózgu

Prawie do końca XX wieku wierzono, że rodzimy się ze stałą liczbą neuronów w mózgu, a potem stopniowo je tracimy i możemy się już tylko starzeć. Jednak w ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli, że nasze szare komórki mają niezwykłe zdolności rekonstrukcyjne i potrafią zmieniać swoje sieci w zadziwiająco krótkim czasie. (Ilustracja: iStock)
Prawie do końca XX wieku wierzono, że rodzimy się ze stałą liczbą neuronów w mózgu, a potem stopniowo je tracimy i możemy się już tylko starzeć. Jednak w ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli, że nasze szare komórki mają niezwykłe zdolności rekonstrukcyjne i potrafią zmieniać swoje sieci w zadziwiająco krótkim czasie. (Ilustracja: iStock)
Nasz umysł potrafi się rozwijać, przebudowywać sieci szarych komórek, a niedomaganie jednego zmysłu rekompensować innymi zdolnościami. Często fenomenalnymi.

O niezwykłych zdolnościach słuchowych Bena Underwooda z Sacramento mówiło na całym świecie. Niewidomy kilkunastoletni chłopiec sprawnie poruszał się po ulicach dzięki... echolokacji, którą wykorzystują delfiny i nietoperze. Chłopiec potrafił dokładnie umiejscowić i rozróżnić wszystkie obiekty otoczenia dzięki własnemu głosowi i wyczuleniu na echo. Słysząc różnicę w wysokości i barwie powracających dźwięków, odróżniał od siebie ludzi, drzewa, domy i zaparkowane auta. Znany okulista profesor Gordon Dutton z Royal Hospital w Glasgow uważa, że każdy z nas jest w stanie opanować echolokację. I zamierza uczyć tej sztuki niewidomych w Wielkiej Brytanii.

Można już odłożyć do lamusa teorię, że zebrane przez każdy ze zmysłów wrażenia: dotykowe, wzrokowe, słuchowe, zapachowe i smakowe, są przetwarzane w oddzielnych ośrodkach mózgu – twierdzi dr Colin Blakemore z University of Oxford. Nasz umysł postrzega świat jako całość i nie dzieli jej na poszczególne sfery zmysłowe. Mózg uzupełnia niepełne dane o obrazie świata informacjami płynącymi także np. z dotyku czy słuchu. A gdy jeden ze zmysłów szwankuje, zapełnia powstałą lukę innymi sposobami. Wynika to z tego, że dowolny bodziec zmysłowy po „wejściu” do układu nerwowego zawsze zamienia się w impulsy elektryczne. Mózg, dysponując jednorodnymi nośnikami, może kierować je do różnych swoich ośrodków.

Na przykład mamy dwie drogi przesyłania impulsów wzrokowych, nie tylko tę, z której zwykle korzystamy (siatkówka – ciało kolankowate boczne – wzrokowa kora mózgowa). Drugi szlak wiedzie od siatkówki do wzgórków górnych pokryw śródmózgowia (używają go ssaki). U człowieka w szczególnych przypadkach, m.in. przy niedowidzeniu czy ślepocie, mózg może skorzystać ze starego szlaku zwierzęcego, przesyłając impuls do śródmózgowia, a następnie do takiego ośrodka zmysłowego, który związany jest z wyjątkowymi talentami lub umiejętnościami. Dlatego właśnie osoby, które mają gorszy wzrok, często rekompensują swoje niedomaganie znakomitą empatią, słuchem albo pamięcią. Dzięki aktywniejszemu ośrodkowi słuchu lepiej rozpoznają odgłosy i oceniają odległość źródła dźwięku, a także wcześniej mogą się zorientować, które osoby (i o czym) rozmawiają w oddali. Najbardziej rozbudowany ośrodek słuchu mają niewidomi i niedowidzący, gdyż nie mogą oni opierać odbioru świata na wzroku.

Neurobiolog Ehud Zohary z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie odkrył, że osoby słabowidzące nie tylko świetnie słyszą, ale także zapamiętują więcej niż najdoskonalsi wzrokowcy. Ich pamięć jest wyćwiczona z konieczności, bo często zastępuje widzenie szczegółów. By nie tracić czasu na szukanie np. produktów w supermarkecie, niedowidzący używają tzw. mentalnych metek. Osoba o sokolim oku bez problemu dostrzega nazwy towarów leżących na półce. Ktoś obdarzony złym wzrokiem bierze pod uwagę logikę rozmieszczenia produktów, szybciej zapamiętuje ich układ w sklepie i natychmiast je odnajduje. Z tego też powodu niewidomi mają o 30 proc. lepszą pamięć od widzących – używają mózgu do większej liczby zadań pamięciowych i przestrzennych.

W odbiorze świata bardzo pomagają nam dłonie. Naukowcy z Washington University w St. Louis udowodnili, że ludzie zbierają najlepsze informacje o przedmiocie wtedy, gdy trzymają go w rękach lub... w pobliżu rąk. Możliwość „widzenia” rękami jest bardzo ważna m.in. dla kierowców, uważa profesor Richard A. Abrams. Osoba trzymająca obie dłonie na kierownicy ma wyostrzoną świadomość wskazań tablicy rozdzielczej i położenia auta wobec innych samochodów na jezdni. Jest w stanie szybciej i przytomniej zareagować na zmieniające się sytuacje na drodze. Ta właściwość mózgu przydaje się także w pracy. Gdy robota leży w zasięgu rąk, nasz umysł sprawniej funkcjonuje.

Odkrycie naukowców z Washington University lekarze zaczynają wykorzystywać już w rehabilitacji sparaliżowanych po udarze osób. Ktoś, kto pracuje nad odzyskaniem władzy w ręce, powinien położyć przedmiot, który chce uchwycić, tuż obok dłoni. Ten prosty trik pobudza mózg i pomaga szybciej odzyskać sprawność manualną.

Jak rodzą się neurony

Prawie do końca XX wieku wierzono, że rodzimy się ze stałą liczbą neuronów w mózgu, a potem stopniowo je tracimy i możemy się już tylko starzeć. Jednak w ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli, że nasze szare komórki mają niezwykłe zdolności rekonstrukcyjne i potrafią zmieniać swoje sieci w zadziwiająco krótkim czasie! Dziś wiadomo już, że mózg jest bardzo plastyczny, umie się rozwijać i przekraczać granice percepcji.

Przełomem w dziedzinie neurofizjologii było odkrycie Petera Erikssona z kliniki Uniwersytetu Sahlgrenska w Szwecji, który w 1998 roku udowodnił, że mózg dorosłego człowieka przez cały czas tworzy nowe komórki nerwowe. Oprócz dojrzałych neuronów znajdują się w nim także multipotencjalne komórki macierzyste, które potrafią przekształcać się w dowolne komórki układu nerwowego. NSCs – neuronalne komórki macierzyste dzielą się i dojrzewają, tworząc neurony lub komórki glejowe, czyli astrocyty i oligodendrocyty. O przeznaczeniu NSCs decyduje mózg. Jeśli jakiś nerwowy ośrodek zmysłowy musi zastąpić pracę innego, jego struktura stopniowo się zagęszcza, powstają nowe neurony albo kolejne połączenia między tymi komórkami nerwowymi, które już istnieją. Tworzący się w podkorowych warstwach neuron noworodek migruje do miejsca, gdzie jest potrzebny, a następnie uczy się współpracować z innymi komórkami ośrodka, by zasilić jego działanie. Dlatego aby odczuć efekty doskonalenia zdolności, potrzeba czasu.

 
Badania naukowców z Uniwersytetu Arizona i Uniwersytetu Toronto z ubiegłego roku wskazują, że taki proces zachodzi właśnie wtedy, kiedy zaczynamy używać naszych nowych umiejętności i wdrażać je w życie. Na razie odkryto kilka miejsc, w których rodzą się neurony. Są to opuszka węchowa (do której docierają wrażenia węchowe), hipokamp (przywołuje wspomnienia) oraz trzy obszary kory: przedczołowa (bierze udział w tworzeniu krótkotrwałej pamięci roboczej, tworzy plany działania), niższa skroniowa (interpretuje działania) i tylna ciemieniowa (odpowiada za wyobrażenia). Proces tworzenia się komórek nerwowych jest wspomagany przez kilka neuroprzekaźników (kwas glutaminowy, serotoninę, noradrenalinę i dopaminę) oraz hormony płciowe. Codziennie powstają tysiące nowych komórek, ale niestety większość z nich natychmiast umiera. Żeby żyć, potrzebują połączenia z istniejącymi i pracującymi neuronami. Gdy nie są potrzebne, zanikają. W naszym mózgu tkwi wielki potencjał, który czeka na wykorzystanie.

Błysnąć umysłem

Przeciętny człowiek wykorzystuje tylko 3 proc. swojego mózgu, geniusz – około 10 proc. Powiększmy własny potencjał umysłowy i zmysłowy. Przebieg neurogenezy zależy od naszej aktywności i można go stymulować.

Trzeba tylko zastosować odpowiednio dobraną strategię:

  • Używaj lewej ręki (przy leworęczności – prawej). Wykonuj nią różne czynności, takie jak otwieranie drzwi czy zapalanie światła. Neurobiolog Lawrentze Katz uważa, że w ten sposób uruchamiają się połączenia neuronalne drugiej półkuli mózgowej.
  • Zamykaj oczy. Wykonywanie prostych rzeczy – np. mycie zębów czy jedzenie posiłku – z zamkniętymi oczami uaktywnia wiele ośrodków mózgowych związanych z pamięcią, słuchem i dotykiem.
  • Nuć melodię w myśli. Słuchaj „trudnej” muzyki. Zwiększa się wtedy ilość istoty szarej w mózgu, uważa Gottfried Schlaug, profesor neurologii z Harvard Medical School w Bostonie. Pogrubia się spoidło wielkie łączące obie półkule.
  • Ćwicz vipassanę (technika medytacyjna). Uczy mózg zapamiętywać szczegóły, zwiększa ilość szarych komórek – mówi prof. Richard Davidson z University of Wisconsin w USA.
  • Szydełkuj. To poprawia koordynację. Neuropsychiatrzy uważają, że może ochronić nas przed demencją. Problemy z koordynacją, jak przypuszczają uczeni, przekładają się na trudności z koncentracją, nadmierne napięcie i złą ocenę odległości.
  • Śpij, ile możesz. Naukowcy z Princeton University udowodnili, że niedosypianie zwiększa produkcję hormonu stresu – kortykosteronu, który hamuje neurogenezę.
  • Ćwicz aerobik. Trzy godziny i więcej aerobiku tygodniowo zwiększa ilość istoty szarej i białej mózgu. Już po trzech miesiącach osiąga się objętość mózgu osoby o trzy lata młodszej! Poprawia się pamięć, zdolność „przełączania się” na różne zadania, mniej przeszkadzają nam rozpraszające bodźce.
  • Biegaj. Bieganie ma na mózg podobny wpływ jak leczenie inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny przy depresji. Powoduje rozrost neuronów hipokampa, który u osób z depresją wyraźnie się kurczy – uważają naukowcy z Karolinska Institute.
  • Graj. Zapisz się do klubu brydżowego, szachowego lub przynajmniej dwa razy w tygodniu rozwiązuj krzyżówkę. To pobudza analityczne właściwości mózgu – efektem jest lepsze kojarzenie i szersze widzenie problemów.

  1. Psychologia

Mamo, jestem brzydka

Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Jak w głowie dziewczynki powstaje obraz własnego ciała? Czemu tak często jest negatywny? O tym, jaki wpływ na to mają matki – z dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska. 

"Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki?
Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

Jak to się dokładnie odbywa?
Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki?
Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia.

A kiedy dziewczynka ma już kilka lat, znaczenia nabierają słowa, zwłaszcza mamy…
Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. Łatwo sobie wyobrazić, jak będzie myśleć o sobie córka matki, która wiecznie się odchudza. Takiej, która wciąż narzeka na swój wygląd, nigdy nie ma się w co ubrać i za każdym razem, kiedy staje przed szafą, dochodzi niemal do katastrofy.

Przekazami, które mogą utrudniać dziewczynce akceptację jej ciała, są też te negujące kobiecość np.: „kobiety mają ciężko”, „zobaczysz, urodzisz dziecko, to też przytyjesz”. Często wypowiadają je mamy, które podświadomie są niezadowolone z tego, że urodziły córkę. Mogą postrzegać ją jako rywalkę. Zachowują się więc jak macocha z bajki, która chce usunąć Królewnę Śnieżkę, żeby pozostać najpiękniejszą. To wcale nie taka rzadka sytuacja, kiedy matka nie radzi sobie z tym, że córka dorasta, i próbuje nieświadomie zniszczyć w niej kobiecość. Z zazdrości o jej młodość i szanse, jakie ma przed sobą. Oczywiście na kształtowanie się prawidłowego obrazu ciała źle wpływają też negatywne uwagi na temat wyglądu, jak np.: „z takim kołtunem na głowie nie wyjdziesz”, „fatalnie wyglądasz w tych spodniach”, „jesteś za gruba – mówię to dla twojego dobra”.

Na forach internetowych znalazłam sporo wypowiedzi mam, które pisały, że ich córki są „grubasami” i „nie mogą przestać się obżerać”.
Jeśli nie stwierdzono, że przyczyną otyłości czy nadwagi dziecka (te dwa stany należy różnicować) jest jakaś choroba, a tylko, jak określa to mama, fakt, że jej dziecko „się obżera”, to ja pytam: dlaczego to dziecko musi się obżerać? Dlaczego poprzez jedzenie musi regulować swoje napięcie? W psychologii klinicznej otyłość prosta jest często wiązana nie tylko ze złymi nawykami żywieniowymi i brakiem ruchu, ale także z zaburzeniami więzi. Zamiast koncentrować się na technikach odchudzania, zajęłabym się poszukiwaniem rzeczywistych przyczyn takiej otyłości. Zwłaszcza gdy mama używa określeń, jakie pani zacytowała. Jeśli ona jest wściekła, że ma „grubego, brzydkiego bachora”, to nawet gdy nie powie tego dziecku, ono to wyczuje i tak właśnie będzie o sobie myśleć.

Skąd u matki biorą się takie odczucia?
Prawdopodobnie z jej osobistych doświadczeń. Być może w dzieciństwie wstydziła się otyłej mamy albo sama cierpi z powodu nadwagi – szczególnie gdy słyszy krzywdzące komentarze od partnera. Z moich doświadczeń terapeutycznych wynika, że zatrważająco często mężczyźni mówią do swoich kobiet „gruba babo” lub „znów się nażarłaś”. Nic dziwnego, że później widok córki z nadwagą budzi w tych kobietach lęk, niechęć i wstyd, że są złymi mamami, skoro do tego dopuściły.

Na kształtowanie się obrazu ciała ogromny wpływ mają też rówieśnicy.
Ostatnio słyszałam o czterolatce, która chciała się odchudzać, bo usłyszała w przedszkolu, że ma duży brzuszek. Podobała mi się reakcja jej taty. Nazwał to wszystko grandą, a potem pokazał córce w gazetach i książkach jej rówieśniczki. Wytłumaczył, że w tym wieku wszystkie dzieci mają podobne brzuszki. To wystarczyło. Tata zadziałał jak tarcza.

Rodzice muszą pełnić funkcję korektywną wobec informacji z zewnątrz. Także tych płynących z mediów. Przecież już małe dziewczynki starają się dopasować do lansowanego wzorca piękna. Chcą wyglądać jak Barbie, a to przecież niemożliwe. Ta lalka ma proporcje, które w naturze nie występują! Proszę zobaczyć, jak trudno w takiej sytuacji być zadowoloną ze swego wyglądu. Czasem zdarza się wręcz, że mała dziewczynka obejrzy konkurs piękności dla małych dzieci, oceni, że nie miałaby w nim szans i stwierdzi: „jestem brzydka”. Przy okazji chciałabym stanowczo odradzić wysyłanie małych dziewczynek na konkursy piękności. One nie rozumieją tego, co się dzieje i bardzo przeżywają porażkę. Czują, że sprawiły zawód mamie i tacie, i cierpią.

A jeśli dziewczynka mówi: „jestem brzydka” i to nie ma nic wspólnego z konkursem piękności?!
Trzeba dowiedzieć się, dlaczego uważa się za brzydką. Można poprosić, żeby siebie narysowała. Potem razem obejrzeć rysunek i porozmawiać o poszczególnych częściach jej ciała. Zapytać, co konkretnie i dlaczego jej się nie podoba. Odpowiedzi mogą być naprawdę zaskakujące. Może na przykład nie podoba jej się fakt, że rosną jej piersi. To z kolei jest spowodowane lękiem przed dorosłością, którego dziecko sobie po prostu nie uświadamia.

My jednak możemy się domyśleć, że ta postawa wynika np. z matczynej dezaprobaty dla własnej kobiecości i swojego życia. Bez względu na przyczyny, warto częściej powtarzać córce, że dla nas jest najpiękniejsza. Ale takie słowa muszą wypływać z potrzeby chwili i być wypowiadane z miłością.

A starsze dziewczynki? Mam wrażenie, że „zadowolona ze swego wyglądu nastolatka” to oksymoron.
Trochę tak. Ale pamiętajmy, że z okresem dojrzewania wiąże się też wiele dobrego, jest uważany za drugą rozwojową szansę. W tym czasie wszystko się przebudowuje, kształtuje się osobowość, zmienia sposób widzenia świata. Mama może wtedy stanowić ważne wsparcie w rozwoju „ja” seksualnego. Jeśli we wcześniejszym okresie były jakieś problemy w relacji mama – córka, to teraz można je naprawić.

Dorastające córki ze swoimi matkami najczęściej się kłócą. Może lepiej powstrzymać się od wszelkich uwag dotyczących wyglądu nastolatki?
To zależy, czego dotyczą i w jaki sposób będą wypowiedziane. Warto zachować delikatność, ale nie milczenie. Wczesną wiosną widziałam w metrze dziewczynkę w okresie dorastania, która była bardzo lekko ubrana. Dekolt jej bluzki był tak duży, że niemal wychodził z niego biust. Jej strój nie pasował ani do miejsca, ani do temperatury. W moim odczuciu ta dziewczynka była całkowicie niezaopiekowana. Zabrakło kogoś, kto by z nią porozmawiał, zanim wyszła z domu. Mama w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie córki musi czasem pozwolić sobie na pewne uwagi. Nie tyle krytykować i zabraniać, ile mówić o ewentualnych konsekwencjach.

Czasem wydaje nam się, że córka ubrała się po prostu brzydko.
Zasada jest prosta: małe dzieci się ubiera, starszym daje ubrania do wyboru, a strój nastolatka się toleruje. Styl ubierania tego ostatniego jest częścią poszukiwań własnej tożsamości, sposobu wyrażania siebie. Warto powstrzymać się od komentarzy: „znów na czarno, nałóż wreszcie coś kolorowego”. Nie ma nic gorszego niż matka, która ma w głowie idealny obraz nastolatki. Tego, jak powinna wyglądać, ubierać się i zachowywać. I która do takiego wyimaginowanego obrazu stara się dopasować swoją córkę.

A jeśli rodzice od zawsze powtarzają, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie. To źle?
Skąd. Dziewczynka powinna żyć w przekonaniu, że dla swoich rodziców jest najpiękniejsza na świecie, że jest ich królewną. Trzeba więc prawić jej komplementy, prawdziwe. Koncentrować się na tym, co ma dobrego, ładnego... Ona nie może żyć w iluzji, bo kiedyś ktoś powie jej prawdę i zupełnie nie będzie umiała sobie z tym poradzić. Trzeba pokazać jej, że ma np. piękną buzię i trochę mniej zgrabne nogi. Powiedzieć prawdę.

Jeśli uwagi matki wynikają z jakichś nie do końca uświadomionych uczuć – lęku, zazdrości czy złości – to wtedy bolą. Ale jeśli kieruje się dobrymi intencjami i troską o córkę i jej wygląd, to zwykle bez problemu potrafi sformułować zdania, które nie ranią. Niedobrze mówić np.: „masz brzydką cerę”. Lepiej powiedzieć: „coś ci się zrobiło na buzi, chodź pójdziemy z tym do kosmetyczki”. I iść!

Dr hab. Katarzyna Schier psycholożka, psychoterapeutka. Podstawowe obszary jej zainteresowań naukowych: relacja psychika – ciało, czyli problematyka rozwoju i zaburzeń Ja cielesnego oraz geneza i leczenie zaburzeń psychosomatycznych; ukryte formy przemocy w rodzinie (odwracanie ról czyli parentyfikacja); mechanizmy rządzące psychoterapią.