1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Niskie poczucie wartości przeszkadza w ćwiczeniach

Niskie poczucie wartości przeszkadza w ćwiczeniach

123rf.com
123rf.com
9 na 10 kobiet w wieku powyżej 30 wstydzi się ćwiczeń na świeżym powietrzu ze względu na niskie poczucie własnej wartości - zbadali Anglicy.

Zamiast tego wiele kobiet decyduje się wykonywać ćwiczenia po zmroku, żeby zminimalizować ryzyko bycia widzianą. A nie jest to korzystne, ponieważ ruch na świeżym powietrzu za dnia działa jak leki przeciwdepresyjne i pomaga przy spadkach nastroju. W efekcie wpływa więc na poczucie wartości. Badania wskazują, że w momencie gdy czujemy się źle psychicznie zamiast na przykład pobiegać lub chociażby iść na spacer, wolimy: jeść (71 proc.), słuchać smutnej muzyki (32 proc.), serfować po internecie (57 proc.), położyć się do łóżka (66 proc.) lub po prostu przebywać w samotności (71 proc.).

Badanie wykazało również, że:

- dwie na trzy kobiety myśli o tym jak wygląda, gdy wykonuje ćwiczenia w miejscach publicznych; - 65 proc. kobiet uważa, że podczas ćwiczeń w grupie wygląda głupio i że nie ma dobrej koordynacji ruchu; - 60 proc. denerwuje się, że podczas ćwiczeń pocą się i ich twarz jest zaczerwieniona; - dwie trzecie myśli, że jak dołączą do grupy ćwiczących, spotkają się z niechęcią; - ponad połowa wykonuje ćwiczenia bardzo wcześnie rano lub późno w nocy, by uniknąć wzroku innych; - prawie dwie trzecie kobiet z tego powodu ćwiczy w miejscach ustronnych; - ponad połowa, by się nie wstydzić, ćwiczy w domu; - 67 proc. nosi luźne ubranie do ćwiczeń, aby ukryć swoją figurę.

- Wszyscy wiemy, że ćwiczenia na świeżym powietrzu są dobre dla naszego zdrowia psychicznego - powiedział psycholog Beth Murphy. - Namawiam kobiety, żeby wzajemnie się w tym wspierały i ćwiczyły razem. To im doda odwagi.

Źródło: Mind

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zachwiana samoocena. Jak pracować nad niepewną oceną siebie?

Niestabilna samoocena nie musi być tym samym, co zaniżona ocena siebie. Zwykle jej podstawą jest niepewność i lęk. (fot. iStock)
Niestabilna samoocena nie musi być tym samym, co zaniżona ocena siebie. Zwykle jej podstawą jest niepewność i lęk. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Wysoki status społeczny, eksponowane stanowisko, wiedza, udane życie towarzyskie i rodzinne. Na zewnątrz - godny naśladowania ideał, darzony szacunkiem, czasem budzący zazdrość. A w środku? Poczucie dyskomfortu i nieustanny lęk przed tym, że wyjdą na jaw wszystkie wady, słabości, czy brak kompetencji. Co powiedzą pracownicy, przyjaciele i rodzina, kiedy okaże się, że nie jest tak idealnie?

Coraz więcej osób, które - obiektywnie patrząc - wiele osiągnęły w życiu, trafia na terapię w poczuciu wiecznego oszukiwania otoczenia. Wydaje im się, że kantują wszystkich niczym filmowy Dyzma i czują się nie na swoim miejscu.

Mamy tu zwykle do czynienia z zachwianą samooceną czyli... z subiektywnym spojrzeniem na własną osobowość. I chodzi tu nie tyle o zbyt niską samoocenę, ile niepewną. Ma ona w dużej mierze swoje korzenie w dzieciństwie danej osoby, kiedy rodzice traktowali ją trochę jak niewidzialną. Owszem, spełniali jej potrzeby fizjologiczne, dając jeść, pić i dach nad głową, ale już niewiele lub zgoła nic poza tym. Takie dziecko nie otrzymuje przekazu, że jest godne miłości, że zasługuje na szacunek i uwagę przez sam fakt swojego istnienia. Skutek jest taki, że dziecko czuje się przeźroczyste. Nie wie, w czym jest dobre, nie wie, czy jest ok.

By być „jakimś”

Tego rodzaju stan zawieszenia utrzymuje się często w dorosłym wieku. Niepewność zaszczepiona w dzieciństwie nie poprawia się przy pomocy obiektywnych kryteriów, typu: poziom wiedzy, pozycja zawodowa, wysokość dochodów czy wygląd zewnętrzny.

Takie osoby są nieśmiałe i skryte z jednej strony, z drugiej – silnie nastawione na cele i dążące do sukcesu. Podświadomie chcą bowiem przekonać się, że są „JACYŚ”. Pod względem zadaniowym trudno o lepszego pracownika, więc docelowo ów wymarzony sukces często udaje im się osiągnąć. Szkopuł w tym, że pojawia się wewnętrzna sprzeczność. Z jednej strony ma się poczucie: „no tak, generalnie jest fajnie”, a z drugiej - wszelkie osiągnięcia i pozytywne aspekty życia nie mają na tyle dużej wagi w oczach osoby z niepewną samooceną, by były w stanie ją skorygować.

Przykładem może być Krzysztof, 39-letni dyrektor korporacji. Kreatywny, ceniony i lubiany przez podwładnych i współpracowników, szybko awansujący. Pracownik idealny: nie choruje, nie bierze zwolnień, nie zawala terminów. Dba o to, by podwładni pracowali nie więcej niż 8 godzin, podczas gdy on sam zostaje po godzinach zawsze, kiedy zaistnieje taka potrzeba. Pomaga współpracownikom, kiedy mają kłopoty osobiste, jest gotów wstawić się za nich u przełożonych. Ma rodzinę i szerokie grono znajomych, uprawia sporty, jest aktywny i ciekawy życia. Na zewnątrz postrzegany jest jako zaradny człowiek sukcesu.

Jednak on sam czuje się skrzywdzony, niezauważany i niedoceniany. Czuje, że ludzie go wykorzystują i mają coraz większe oczekiwania, nic w zamian nie dając.

Podziwiany czy niezauważany?

Nie uświadamia sobie, że sam przyczynił się do tego stanu rzeczy. W relacjach zawodowych - biorąc wiecznie czyjeś zadania na siebie, nie stawiając granic i nie egzekwując odpowiedzialności. W relacjach osobistych – przedkładając potrzeby innych nad własne, zgadując owe potrzeby, zanim jeszcze je ktokolwiek zasygnalizuje.

Wszedł w rolę tzw. bohatera rodzinnego, na którego barkach spoczywa ciężar uszczęśliwiania wszystkich wokół. Sam wyostrzył apetyt bliskich na stałą gotowość do niesienia pomocy i wyświadczania przysług. To sprawia, że od lat ponosi ogromne koszty energetyczne, a kiedy w końcu zdobywa się na nieśmiałe: „nie mogę”, „nie teraz”, „nie dziś”, zderza się z murem pod tytułem „rozczarowanie”.

I wtedy właśnie pojawia się lękowe myślenie: „ O matko, zaraz się wyda, że nie jestem jednak taki fajny chłop”. Każdy komunikat otrzymany od rozmówcy, który zawiera w sobie element niezadowolenia, rozczarowania czy żalu jest przefiltrowywany przez jego niepewne JA.

Jak pracować nad niepewną oceną siebie?

Idealna sytuacja jest wtedy, gdy taka osoba trafia na partnera, który w żaden sposób nie nadużywa jej granic, daje pełną akceptację. To się jednak w praktyce rzadko zdarza.

Dlatego w takim przypadku bardzo pomocna okazuje się psychoterapia. Między psychoterapeutą a pacjentem rodzi się relacja, która ma charakter przeniesienia relacji rodzic–dziecko. Przy czym psychoterapeuta pełni rolę rodzica przekazującego akceptację i uczącego zaufania do realnego obrazu siebie. Ważnym zadaniem dla pacjenta jest przyglądanie się faktom. Musi zrozumieć, że nawet jeśli jeszcze nie do końca wierzy w swoje kompetencje (jako szefa, męża, ojca, przyjaciela), to stara się je filtrować przez rzeczywiste wydarzenia, osiągnięcia, dane.

To trochę tak jak z opinią na temat obejrzanego filmu. Można oceniać aktorstwo, fabułę, dialogi, efekty specjalne, zdjęcia, muzykę etc. Na tej samej zasadzie można oceniać samego siebie - pojawia się całe spektrum kryteriów, od wyników gry w tenisa po liczbę bliskich przyjaciół. Wtedy łatwiej jest sobie uzmysłowić, że nie jesteśmy jednak „beznadziejni”, „niegodni sukcesu”, „nijacy”.

Praca z pacjentem z niepewną samooceną to wspólne szukanie dowodów, że jest on na swoim miejscu, że jest wystarczający, że wszystko z nim w porządku. Pamiętać przy tym należy, że definitywnie wyłączamy w tych poszukiwaniach opinie ludzi. Pacjent musi się nauczyć uniezależniać ocenę siebie i poczucie bezpieczeństwa od ocen otoczenia. Docelowo ma porzucić schemat dopasowywania swoich zachowań do scenariusza innych z obawy przed odrzuceniem.

Agnieszka Paczkowska obecnie zajmuje się psychoterapią indywidualną osób dorosłych w Centrum Probalans w Warszawie. Jest absolwentką Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie na kierunku psychologia kliniczna oraz Szkoły Psychoterapii Ośrodka INTRA, posiada certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

  1. Psychologia

Jakie mechanizmy obronne stosujemy, żeby „zagłuszyć” niską samoocenę?

Samoutrudnianie, projekcja, krytykanctwo – to podstawowe mechanizmy, którymi maskujemy niskie poczucie własnej wartości (fot. iStock)
Samoutrudnianie, projekcja, krytykanctwo – to podstawowe mechanizmy, którymi maskujemy niskie poczucie własnej wartości (fot. iStock)
Osoby o niskiej samoocenie stosują cały arsenał broni, która pozwala odciąć się od swoich rzeczywistych potrzeb i uczuć. Sabotują własne ewentualne sukcesy, przypisują swoje wady innym ludziom, całą energię inwestują w zaspokajanie potrzeb innych. Wszystko po to, by przypadkiem nie skonfrontować się z zaniżonym wyobrażeniem o sobie, z łatkami przypiętymi w dzieciństwie: „ty leniuchu”, „ty gamoniu”, „ty nieudaczniku”.

Jednym z modelowych mechanizmów obronnych stosowanych przez osoby niepewne swojej wartości/kompetencji jest tzw. strategia samoutrudniania. Polega ona na tym, że w pewien sposób utrudniamy sobie wykonanie zadania lub osiągnięcie celu. Tak kształtujemy daną sytuację, że minimalizujemy szansę odniesienia sukcesu. Dla przykładu, student zamiast przygotowywać się do egzaminu, nadrabia wszelkie domowe obowiązki: sprząta, idzie po zakupy, gotuje. Osoba, która ma przed sobą ważną rozmowę kwalifikacyjną, nie skupia się na swoim CV i możliwym przebiegu spotkania, tylko idzie na całonocną balangę.

Oczywiście każda z tych osób w razie niepowodzenia dysponuje starannym i wiarygodnym pakietem usprawiedliwień. No bo przecież egzamin z pewnością by zdała, gdyby jeszcze miała jeden dzień na naukę, a rozmowa kwalifikacyjna nie poszła pomyślnie jedynie ze względu na nieprzespaną noc. Przeszkód może być całe spektrum. Łączy je jedno – nigdy nie wiążą się z brakiem zdolności osoby stosującej strategię samoutrudniania. Ta strategia pozwala zrzucić odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie na czynniki zewnętrzne, daje złudne wrażenie, że jeśli tylko zechcę, mogę osiągnąć wszystko.

Balowałam, ale dałam radę

Takie sabotowanie własnych działań pozwala bronić poczucia własnej wartości. Owszem, nakazuje przyznać się do pewnych słabości (np. spóźnialstwa, bałaganiarstwa czy bagatelizowania niektórych spraw), ale tylko takich, którym przypisujemy małą wagę w stosunku do całego obrazu samego siebie. Jednocześnie pozwala zachować pozytywne mniemanie o sobie w obszarach, które mają duże znaczenie w kontekście poczucia własnej wartości jak np. kompetencje zawodowe, zdolności, talenty, inteligencja.

Co więcej, samoutrudnianie może wywindować poczucie własnej wartości w sytuacji, gdy mimo sabotowania różnych działań, uda nam się osiągnąć sukces. Myślimy wtedy: „Zobaczcie, całą noc ostro balowałam, a mimo to wypadłam na rozmowie rewelacyjnie. Zdolna ze mnie babka”. To jest chwila, kiedy błyszczymy, przekonani, że w oczach innych ludzi zaprezentowaliśmy się jako wartościowa osoba.

Strategia samoutrudniania wydaje się kuszącym sposobem radzenia sobie w sytuacjach zadaniowych, kiedy nie jesteśmy pewni, jaki rezultat osiągniemy. Na dłuższą metę nie jest jednak konstruktywna i uderza w nas samych. Zamiast bowiem koncentrować się na zadaniu/celu, całą naszą energię kumulujemy w działaniach dywersyjnych. W efekcie uszczuplamy swoje szanse na osiągnięcie sukcesu. A jeśli nawet uda nam się go osiągnąć, to tak do końca nie wiemy, czemu go zawdzięczamy.

Co złego, to nie ja

Innym mechanizmem, który roztacza zasłonę dymną nad własną niską samooceną, jest projekcja. Chodzi o przypisywanie swoich uczuć, emocji, intencji lub zachowań innym ludziom. To również rzutowanie na innych swoich wad i słabości. Przykładowo, zazdroszczę koleżance z pracy jej sukcesów, ambicji i woli walki o siebie. Moją reakcją na jej kolejne zwycięstwa jest cały wachlarz niedojrzałych i nieakceptowanych zachowań typu oczernianie, podkopywanie jej autorytetu i kompetencji etc. Jednocześnie, aby nie dopuścić do siebie myśli, że zachowuję się w niewłaściwy sposób, przypisuję własne intencje owej koleżance. Czyli w naszym mniemaniu to właśnie ona jest zazdrośnicą, która notorycznie stosuje zagrania nie fair, idzie po trupach do celu, nie zważa na innych. To taka rozpaczliwa obrona własnej, i tak już niskiej, samooceny. Reakcja na strach przed konfrontacją z własnymi słabościami, wadami, niemocą.

Bardzo często stosowanym „mechanizmem ucieczki” jest skupienie się na innych, przy jednoczesnym zaniedbywaniu siebie. Cała uwaga i energia życiowa skoncentrowana jest na potrzebach otoczenia – dzieci, krewnych, współpracowników. A wszystko po to, by zdobyć kolejne porcje „głasków”, by zasłużyć na akceptację otoczenia. To ma zapełnić pusty krater, jaki wyrył się w sercu danej osoby jeszcze w dzieciństwie. W sercu tej plączącej się, głupiej, gamoniowatej, nieudolnej... Spełnianie potrzeb innych w życiu dorosłym można przyrównać do dziecięcego rysowania obrazków po to, by otrzymać od rodziców uwagę, dobre słowo, pochwałę. Nieustanne skupianie się na innych to także próba ucieczki od samej siebie, odgrodzenie od ewentualnej konfrontacji z pytaniami: „Czego tak naprawdę mi potrzeba?”, „Kim jestem?”, „Czy naprawdę jestem bezwartościowa?”, „Dlaczego sądzę, że jestem gorsza od innych?” etc.

Osoby charakteryzujące się niskim poczuciem własnej wartości chowają się też za pesymistycznym obrazem świata i innych ludzi. Każdy jest jakoś „wybrakowany”, nieudolny, niezdolny do osiągnięcia sukcesu. Z tego rodzi się niewiara w swoich bliskich i wymierzony w nich krytycyzm. Ten brak nadziei i kasandryczne podejście do rzeczywistości działa niestety niekorzystnie na otoczenie i niejednokrotnie torpeduje działania innych.

Jak działa mechanizm obronny?

Przedstawione powyżej mechanizmy są przykładowe i nie wyczerpują całej gamy strategii obronnych. Jaki mają sens? Czy są skuteczne? Ich głównym zadaniem jest ochrona przed konfrontacją z niską samooceną. Są niczym kask dla naszej psychiki, ratują ją przed rozsypaniem się na kawałeczki. Poprawiają komfort życia i pozwalają zmierzyć się z wszelkimi sytuacjami kryzysowymi. Nie rozwiązują jednak źródła problemu i odwracają uwagę danej osoby od pracy nad sobą. Są niczym lek przeciwbólowy – łagodzą objawy, ale nie leczą choroby.

Trzeba dodać, że wszystkie opisane wyżej mechanizmy obronne są stosowane nieświadomie. Owszem, pacjenci dostrzegają w swoich zachowaniach pewną powtarzalność, jakiś utrwalony wzorzec. Mają też świadomość, że to co robią, stoi w opozycji do tego, czego tak naprawdę ich dusza łaknie. Jednakże nie są w stanie samodzielnie zrozumieć i skontrolować stosowanych mechanizmów. To właśnie podczas terapii dowiadują się jak one działają, po co psychika je stosuje, jakie skutki rodzą w konkretnych sytuacjach etc.

Urealnij samoocenę

To powolny, żmudny proces. Nie chodzi o to, by pacjenta jednym cięciem oddzielić od dotychczasowych sposób radzenia sobie ze słabością, krytyką czy wyzwaniami. To mogłoby okazać się szkodliwe dla jego psychiki. Chodzi raczej o to, by nauczyć go zarządzać mechanizmami obronnymi. Niech dostrzega je odpowiednio wcześnie, by móc zastosować inne, prorozwojowe narzędzie, jeśli w danym momencie, jest do tego zdolny. Oczywiście jednocześnie uczymy taką osobę odkrywać własne potrzeby i komunikować je wprost, a także krok po kroku urealniamy jej samoocenę. Wszak to ona stanowi źródło problemu. Przepracowujemy m.in. wszelkie przekonania na własny temat zakorzenione w dzieciństwie jak np. „Jesteś do niczego”, „Jesteś głupia”, „Jesteś nieukiem”. Staramy się uruchomić pierwiastek obronny na takie stwierdzenia w miejsce dotychczasowej uległej zgody („A właściwie dlaczego ja jestem niby taka głupia?”, „Co mogłabym odpowiedzieć matce/ojcu/babce na taki zarzut?”, „Jak bym chciała się zachować w sytuacji, gdy ktoś mnie deprecjonuje?” itd).

Kiedy już pacjent zna swoje potrzeby i swoją wartość oraz wie, jak chciałby się zachować w sytuacjach x,y,z, pora na działanie. I tu już zaczyna się codzienna praca danej osoby – trudna i niosąca coraz to inne wyzwania, ale także dająca wiele satysfakcji i poprawiająca komfort życia.

Agnieszka Paczkowska obecnie zajmuje się psychoterapią indywidualną osób dorosłych w Centrum Probalans w Warszawie. Jest absolwentką Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie na kierunku psychologia kliniczna oraz Szkoły Psychoterapii Ośrodka INTRA, posiada certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

  1. Psychologia

Kompleksy u dziecka - jak mądrze pomóc małemu człowiekowi?

Kompleksy potrafią bardzo negatywnie wpłynąć na rozwój dziecka, blokując jego chęć poznawania świata i kontaktów z rówieśnikami. (fot. iStock)
Kompleksy potrafią bardzo negatywnie wpłynąć na rozwój dziecka, blokując jego chęć poznawania świata i kontaktów z rówieśnikami. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zaczyna się niewinnie. Od czyjeś opinii, żartu. Że jest powolne, ma krzywe zęby… Czasem rzekoma wada przybiera tak wielkie rozmiary, że dziecko zaczyna wierzyć, że determinuje jego osobowość. I wtedy trzeba mu pomóc.

Żyjemy w czasach, gdy coraz trudniej lubić samego siebie, a co dopiero cenić. I dotyczy to nie tylko dorosłych. Już małym dzieciom stawia się tak różnorodne i tak wysokie wymagania na wielu, wciąż zmiennych polach, że trzeba wyjątkowo silnej osobowości, żeby nie nabawić się kompleksów.

Kiedyś kompleksy były uznawane za domenę nastolatków, obecnie dotykają już coraz młodszych dzieci. Czteroletnia Ania nie chce w przedszkolu zdejmować czapki, bo uważa, że ma brzydkie włosy… Sześcioletni Kamil wstydzi się tego, że nie ma swojego pokoju, i za żadne skarby nie chce, żeby koledzy odwiedzali go w domu. Bartek ma dziewięć lat i nie odzywa się do nikogo spoza rodziny, bo dziadek mu kiedyś w żartach powiedział, że ma żółte zęby…

Wydaje nam się, że dzieciństwo to cudowny czas niewinności i beztroski. Tymczasem dla dziecka to przede wszystkim okres kształtowania opinii o świecie i sobie. Ono jeszcze nie umie samo siebie ocenić i dlatego bezkrytycznie słucha wszystkich uwag. Wiedzę na temat tego, jakie jest, czerpie nie z przemyśleń, ale z informacji pochodzących ze środowiska społecznego, czyli od innych ludzi (w tym wszelkich mediów, z którymi ma kontakt, także z pisemek dla dzieci). Najważniejsze w obszarze nabywania wiedzy o tym, jakie jest, są wypowiedziane wprost opinie, nawet te rzucone w żartach, oraz porównywanie się z ważnymi dla niego osobami, czyli przede wszystkim z rówieśnikami.

Kiedy myśl staje się groźna?

Kompleksów nabywamy zwykle w wyniku zdobycia niepochlebnej informacji na temat nas samych. Bywa, że ktoś, z kogo opinią się liczymy, wypowiada jakąś krytyczną uwagę, albo stale słyszymy, że w czymś jesteśmy słabi, lub sami – porównując się z innymi, w jakimś konkretnym obszarze lepszymi od nas ludźmi – zrozumieliśmy, że jesteśmy w czymś gorsi. Mimo że posiadanie kompleksów jest w sumie dość powszechne i naturalne, każda silnie utrwalona przykra myśl na własny temat może stać się jednak niebezpieczną emocją. Zwłaszcza u dziecka.

Gdy kompleks steruje jego zachowaniem, powoduje to reakcje nieadekwatne do bodźca (płacz, obrażanie się, histeria) oraz zachowania nieracjonalne (chowanie się przed kolegami w łazience, celowe wywoływanie przeziębienia), nie wolno go już bagatelizować i zostawiać malucha z ogromnym problemem, z którym sam sobie nie poradzi.

Zanim mały człowiek trwale zaakceptuje siebie, musi poczuć siłę akceptacji ważnych dla siebie ludzi. Dzieci otoczone mądrą czułością, mające absolutną pewność, że są kochane i w pełni akceptowane, mają tak silny punkt oparcia emocjonalnego w domu, że łatwiej im pogodzić się z tym, że zawsze w czymś ktoś będzie od nich lepszy. Im ta akceptacja jest mniejsza, tym dziecko staje się bardziej podatne na popadanie w kompleksy. Jak we wszystkich ważnych obszarach rozwoju, to my, rodzice, budujemy siłę naszego dziecka lub podcinamy mu skrzydła.

Co zrobić, żeby dziecko nie popadało w kompleksy?

Samo z siebie dziecko długo nie ma świadomości, że można mieć jakieś słabe strony. Warto jak najdłużej chronić je przed poczuciem, że jest w czymś gorsze od innych. Każde dziecko jest w czymś „słabsze”, i wcześniej czy później to odkryje. Ale im później, tym dla jego zdrowia emocjonalnego lepiej. Dlatego, aby wzmacniać w maluchu poczucie własnej wartości, jak najwcześniej nastaw się na pozytywne i szczere komunikaty:

Stwarzaj dziecku okazje, żeby zabłysnęło. Niech próbuje jak najwięcej rozmaitych form aktywności. Gdy wyrecytuje wierszyk, zrobi rysunek, ułoży piosenkę albo samodzielnie zeskoczy z murku, chwal je na różne możliwe sposoby. Warto też przy każdej możliwej okazji zachwycać się wyglądem dziecka, chwalić jego ładny głos, miękkość włosów i mówić, że uwielbiasz je przytulać. Twoje zachwyty to rodzaj „szczepionki” przeciwko krytycznym opiniom innych ludzi.

Manifestuj wyraźnie, że kochasz swoje dziecko. Ponieważ aparycja jest zarówno dla maluchów, jak i młodzieży szczególnie ważna, mów swojemu dziecku, że jest piękne, ma gładką skórę, że uwielbiasz jego włosy, oczy. Rób mu zdjęcia i zachwycaj się nimi; nie odkładaj tych zachowań na potem, bo w okresie dojrzewania będzie już za późno.

Nie wykonuj kreciej roboty i nie uświadamiaj dziecku jego „słabych” stron – że brzydko rysuje, nie ma słuchu muzycznego, jest kiepskie z matematyki, ma małą zdolność koncentracji, za krótkie nogi lub skłonność do próchnicy. Nawet jeśli widzisz wyraźnie, że tak jest, dziecko ma prawo jak najdłużej o tym nie wiedzieć.

Pozwól mu się wyżalić, gdy samo przychodzi do ciebie ze skargą, że ma odstające uszy, brzydkie zęby czy że nie umie grać w piłkę. Nie zaprzeczaj, tylko słuchaj. Pozwól mu dokładnie opowiedzieć, w czym czuje się (bo wcale niekoniecznie jest) gorsze od innych dzieci. Jeśli to tylko możliwe – wzmocnij je. Pomóż skorygować wszelkie wady rozwojowe.

Pilnuj, by nie przebywało w środowisku ludzi, którzy patrzą na nie krytycznie. Nie ma żadnej potrzeby, żeby słyszało, że chłopcy są zdolniejsi lub że dziewczynki są bardziej pracowite. Chroń swoje dziecko przed wszelkim wdrukowywaniem negatywnych opinii. Jeśli twoje dziecko trafiło w jakieś krytycznie do niego nastawione środowisko – zabierz je stamtąd. Utnij kontakty. Nie zmuszaj dziecka, żeby samo radziło sobie z krytyką.

Nie obciążaj go swoimi kompleksami. Nigdy w jego obecności nie opowiadaj, że masz grube ramiona, piskliwy głos czy jesteś słaba w liczeniu. Dzieci lubią „przejąć” od rodzica, zwłaszcza tej samej płci, jego kompleksy. Gdy twoja córka zauważy, że często skarżysz się na swoje ułomności, może podświadomie, chcąc cię naśladować, przejąć twoje wady. Dość często obserwuje się, jak kompleks krzywego nosa czy braku zdolności do tańca przechodzi z pokolenia na pokolenie. Nawet gdy aparycja wnuczki nie ma już nic wspólnego z aparycją prababci, nadal ma ona wdrukowane, że jest w czymś gorsza od innych.

Nigdy nie porównuj swojego dziecka z jego rówieśnikami. Wręcz przeciwnie – na każdym kroku podkreślaj fakt, że ludzie są bardzo różni i że każda cecha charakteru jest w pewnych okolicznościach potrzebna.

Kieruj uwagę dziecka na różnorodność świata. Zawsze podkreślaj, że zgrana grupa musi składać się z osób różnorodnych. Każdy musi mieć inne mocne i słabe strony. Gdyby wszyscy byli tacy sami, świat by nie funkcjonował. Łatwo to zaobserwować w filmach dla dzieci lub przygodowych.

Nie stawiaj zbyt wysokich wymagań i nie zmuszaj, żeby dziecko musiało konkurować z osobami od niego zdolniejszymi. My, dorośli, często nakłaniamy nasze dzieci do uczestnictwa w zajęciach muzycznych, sportowych, językowych, których one jawnie nienawidzą, a powód jest zazwyczaj jeden: są najsłabsze, najgorsze. Dzieci zmuszane do przebywania w środowisku osób od nich zdolniejszych są skazane na kompleksy. Nikt z nas nie lubi być w grupie najgorszy. Jako dorośli unikamy tych aktywności, w których jesteśmy słabi, dlaczego więc nakłaniamy do tego nasze dzieci?

Gdy dziecko ma już kompleksy

Być może twoje dziecko nabawiło się już jakiegoś kompleksu. Co wtedy? Przede wszystkim nie rozmawiajcie o tym obszernie. Niech dziecko jak najdłużej nie umie nazwać swojego problemu. Gdy zaczniesz mówić: „Mój Jaś ma taki kompleks…”, utrwalisz jego problem.

Zawsze pamiętaj też, by nosić w portfelu i oprawiać w ramki aktualne zdjęcia swojego dziecka. Gdy otaczasz się jego dawnymi fotografiami, wysyłasz mu sygnał, że kiedyś było ładniejsze, słodsze, bardziej kochane. Zwłaszcza nastolatek ostro widzi tę zależność. Zwalczanie kompleksów dziecka zacznij od tego, że uaktualniasz w otoczeniu jego zdjęcia.

Jedną z bardzo skutecznych metod spontanicznego (bez pomocy profesjonalisty) uwolnienia się od kompleksu jest udział w zajęciach odpowiedniej wiekowo grupy teatralnej. Dobrze dobrany spektakl wymaga najróżniejszych typów ludzkich. Każdy rodzaj aparycji jest potrzebny w sztukach teatralnych. Grupa teatralna uczy samoakceptacji. Samo przebieranie się, występowanie w kostiumie, ma ogromną moc terapeutyczną. Dobrym sposobem jest też poszukanie dziecku przyjaciela. Kompleksy, także te dziecięce, nie mają związku z wiekiem, często nasilają się, gdy dziecko dotyka samotność. Gdy maluch spędza dużo czasu z dorosłymi, jego brak samoakceptacji przybiera na sile. Nowy kolega potrafi w jednej chwili zmienić postrzeganie samego siebie.

Jak najczęściej pytaj dziecko o zdanie. Interesuj się jego opinią. W ten sposób bardzo je wzmocnisz, zbudujesz obraz samego siebie oparty na psychice, zdolnościach umysłowych, a nie na wyglądzie, który w okresie dzieciństwa i dojrzewania jest najczęściej desygnatem kompleksu. Dzieci, których nikt nie pyta o zdanie, mają negatywny obraz samych siebie i z łatwością potrafią wmówić sobie, że mają najbardziej na świecie odstające uszy albo krzywe nogi. Wyzbądź się też nadopiekuńczości. Maluch, który nic nie umie, będzie miał kompleksy. Takie umiejętności, jak pływanie, jazda na rowerze, samodzielne robienie prostego posiłku, sprzątanie po sobie, aktywne uczestnictwo w zakupach, szycie, włączanie pralki, sznurowanie butów, zapinanie suwaka, otwieranie kłódki oraz wszystkie umiejętności odpowiednie dla wieku, budują pewność siebie. Gdy nic nie umiesz, nie lubisz siebie – musisz czuć się gorszy. Ta zasada dotyczy człowieka w każdym wieku.

Dziecko, jeśli nie posiada zbyt wielu umiejętności, nie czuje się pewnie. Dlatego warto kształtować jego samodzielność. (fot. iStock) Dziecko, jeśli nie posiada zbyt wielu umiejętności, nie czuje się pewnie. Dlatego warto kształtować jego samodzielność. (fot. iStock)

Jak pomóc nastolatkowi

Wielu rodziców walkę z kompleksami swojego dziecka próbuje ograniczyć do deklarowania pełnej akceptacji: „Kocham cię, jesteś najładniejszy ze wszystkich”, „On ci powiedział, że jesteś gruby? To jakiś głupek”. Tymczasem jeśli twoje dziecko ma 30 kilogramów nadwagi, pilnie potrzebuje korekcji zgryzu, ma wadę wymowy lub problemy skórne – w miarę możliwości pomóż mu przezwyciężyć wady i słabości.

Kiedy wychowawca czy psycholog zwraca ci uwagę, że twoje dziecko potrzebuje konsultacji z lekarzem, dietetykiem, psychologiem, fryzjerem – nie obrażaj się. Potraktuj to jako cenne wsparcie. Ty kochasz swoje dziecko i jest oczywiste, że możesz nie zauważyć, że jego rozwój wymaga wsparcia specjalisty. Nadal zbyt często nasze dzieci nie otrzymują w domu zwyczajnej pomocy, czego przykładem jest list Karoliny: Mam 12 lat i straszne krosty na policzkach. To wygląda okropnie i bardzo się tego wstydzę. Moja koleżanka poszła do lekarza i teraz ma gładszą twarz. A moja mama mówi, że też miała pryszcze i że to mi kiedyś przejdzie, wygląd zresztą nie jest najważniejszy.

Otóż najważniejszą cechą człowieka jest wygląd, zanim tej funkcji nie przejmie osobowość. Nie zapominajmy, że w środowisku szkolnym w hierarchii ważności na pierwszym miejscu stoją uroda i strój, potem osobowość atrakcyjna towarzysko, a dopiero na końcu cenione przez dorosłych przymioty charakteru, w rodzaju pracowitości, rzetelności, słowności i rozsądku. Pomóż swojemu dziecku zadbać o wygląd. Zrób wszystko, żeby czuło się dobrze, żeby nie wyróżniało się w zły sposób. Zaprowadź je do kosmetyczki, dermatologa. Pomóż dobrać środki pielęgnacyjne. Kup szampon, dezodorant. Pozwól nastolatce używać fluidu. Cera problemowa jest jedną z najczęstszych przyczyn kompleksów, i warto zrobić wszystko, żeby dziewczynka nie musiała wychodzić z domu z poczuciem wstydu. Powtarzanie: „Musisz zaakceptować siebie. Ja cię kocham taką, jaką jesteś” – nie pomoże twojemu dziecku. Uzna, że ty go kompletnie nie rozumiesz.

W okresie dojrzewania człowiek nabywa wielu wdrukowanych na całe życie kompleksów, dlatego warto zrobić wszystko, żeby pomóc dziecku w tym czasie szczególnej drażliwości – zadbać o to, żeby podobało się sobie i zyskało aprobatę rówieśniczą. Twoja miłość jest bardzo ważna, ale… w okresie dorastania młodego człowieka nieco traci na znaczeniu.

  1. Psychologia

Jakie mamy korzyści z lubienia siebie?

Gdy lubimy siebie, żyje nam się po prostu lżej. (fot. iStock)
Gdy lubimy siebie, żyje nam się po prostu lżej. (fot. iStock)
Samoocena jest niezwykle ważnym aspektem w życiu każdej osoby. Ma wpływ na adekwatną ocenę swoich osiągnięć, ocenę relacji i bliskich związków. Sprawia, że w określony sposób postrzegamy swoją przyszłość. Ponadto, jeśli samoocena jest wysoka, z odpowiednim zapałem kształtujemy dzięki niej swój rozwój - zaznacza Izabela Jąderek, psycholożka, seksuolożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS.

Kiedy zastanawiamy się nad tym rozwojem, zwykle skupiamy się na tematach dotyczących akceptacji swojego ciała, osiągnięcia sukcesów, stania się bardziej pewnym siebie. Tymczasem, wszystkie te elementy i ich realizacja zależne są od tego, w jakim stopniu lubimy siebie.

Łatwo jest się zagubić, kiedy media, rodzina, otoczenie mają czasem zupełnie inną wizję tego, jacy powinniśmy być. Kreowanie wizji wyrozumiałego partnera, skromnej córki czy syna, namiętnego kochanka/ kochanki – wedle wizji, którą ktoś przygotował, skutkuje porównywaniem się, poczuciem bycia niewystarczająco dobrym i odbiegającym od narzuconego kanonu piękna i sukcesu.

Czasem, gdy jesteśmy tak bardzo skupieni na swoich niedoskonałościach, zapominamy o tym, że aby dać coś innym, najpierw trzeba samemu to mieć. Innymi słowy, aby dać komuś na przykład poczucie bezpieczeństwa, trzeba najpierw samemu czuć się ze sobą dobrze. Dlatego zalet lubienia siebie jest bez liku:

  • to wzrost akceptacji siebie,
  • większe poczucie niezależności od innych,
  • samodzielność i samopoznanie,
  • a co za tym idzie - większa umiejętność życia zgodnie ze swoimi wartościami.

Poczucie własnej wartości

Wzrost poczucia własnej wartości to większa otwartość na siebie. A to z kolei poszerza dostęp do swoich myśli i uczuć, dając ich lepsze zrozumienie. To również umiejętność reagowania i szukania rozwiązań w adekwatny sposób do danej sytuacji czy problemu. Carl Rogers, główny przedstawiciel psychoterapii humanistycznej, twierdził, że ludzie, którzy troszczą się o siebie i rozumieją własne potrzeby, są bardziej twórczy, pomocni, a także bardziej przyjaźnie nastawieni wobec innych.

Naszą negatywną samoocenę można nazwać w dwójnasób. Albo, idąc przykładem pychodynamicznym, nazwiemy ją karzącym superego, które ocenia każdą naszą aktywność, lub też - wewnętrznym krytykiem, który występuje przy codziennych działaniach i wiele z nich kwestionuje i neguje.

Krytyk pełni trzy role:

  • Wewnętrzny wpływa na nasze własne przekonania, myśli, uczucia.
  • Zewnętrzny - przypisuje komuś własne obawy, postawy i uczucia.
  • Trzecia rola jest akurat pozytywna, bo krytyk wskazuje nasze błędy, zachęca do pracy i samodoskonalenia.
Krytyk sprawia jednak, że niezwykle trudno jest pokochać samego siebie. Za każdym razem przypomina nam, jak bardzo jesteśmy niedoskonali.

Zatem zamiast na pytanie, jak polubić samego siebie, warto poszukać odpowiedzi na inne pytanie:

Czego w sobie pokochać nie potrafię?

Nie da się wszystkiego zmienić od razu. Tak jak nie da się zjeść dużego ciasta na raz – ale można je jeść po kawałku. Podobnie jest ze strachem przed działaniem, przed oceną ze strony innych. Nie da się pokonać go od razu, bo jest bardzo mocno zakorzeniony. Sekret leży w tym, by cały czas poszerzać swoją strefę komfortu i zaczynać robić rzeczy małe, po to, aby coraz bardziej móc je oswoić, aż staną się one dla ciebie czymś zupełnie naturalnym.

Źródło: strefapsyche.swps.pl; psycholożka Izabela Jąderek.

  1. Psychologia

„Zapobiegaj zamiast żałować” – jak przeciwdziałać samobójstwom dzieci i nastolatków?

- Poczucie własnej wartości jest dla każdego trampoliną do działania. - podkreśla Michał Zawadka, ekspert relacji z młodzieżą. (fot. iStock)
- Poczucie własnej wartości jest dla każdego trampoliną do działania. - podkreśla Michał Zawadka, ekspert relacji z młodzieżą. (fot. iStock)
10 września obchodzimy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Jest to coraz bardziej palący problem, również w Polsce. Warto zwrócić na niego uwagę szczególnie pod kątem dzieci, które częściej niż kiedyś targną się na swoje życie. Wykluczanie, piętnowanie, hejtowanie – to mechanizmy, które zwykle przyczyniają się do tragedii. 

Samoocena polskich nastolatków jest bardzo niska. Coraz więcej z nich cierpi na brak wiary w siebie, w swoje możliwości. Żyją z poczuciem, że są nikomu niepotrzebni. Depresyjne stany trwające miesiącami, a nawet latami w połączeniu z wyzwalaczem, jakim jest szkalowanie ze strony rówieśników (często poprzez media elektroniczne) – prowadzą do porywania się na własne życie.

W statystykach policji z ostatnich lat można znaleźć przerażające dane. Co 47 minut młody człowiek próbuje targnąć się na swoje życie, a 16% dzieciaków, w wieku między 11 a 17 rokiem życia, samookalecza się...

- Znam te wszystkie dane. Czytam o nich regularnie. Regularnie też przypominają mi o tym młodzi. Spotykam się z nimi intensywnie od wielu lat, słucham, czytam tysiące wiadomości, poznaję historie pełne krzyku i życiowego bólu i… to nie jest problem! Obecna sytuacja młodego pokolenia to nie jest problem! Musimy sobie zdać sprawę, że to są konsekwencje – tłumaczy ekspert relacji z młodzieżą Michał Zawadka - Uznając to za problem, zajmujemy się objawami, szukając rozwiązania w zmianie zachowań nastolatków. Natomiast kiedy obecną sytuację potraktujemy jako konsekwencje, będziemy mieli szansę spojrzeć na nią z szerszej perspektywy. Przeanalizujemy co do niej doprowadziło i doprowadza, czego zabrakło, czego było za dużo, co było nieodpowiednie, co zmienić. To jedyna droga do pracy z młodzieżą - zmiana świata, często naszego dorosłego, który wpływa na młodych ludzi. To co musimy zmienić to „społeczne bodźce” zewnętrzne.

Odkąd zacząłem pracować z dziećmi i pisać dla nich książki, praktycznie w każdym tygodniu czytam słowa wyciskające łzy. Nie zawsze są to listy samobójcze, jednak jest ich zatrważająco dużo... Wśród ponad dwóch tysięcy wiadomości 60 do 70 procent to krzyk o uważność. Dlaczego ja o tym czytam, a rodzice nie wiedzą? Ponieważ ja ich słucham, a rodzice w pędzie za pozornym szczęściem swoich dzieci często żyją wyobrażeniami na temat swoich dzieci, a nie wiedzą o nich.

Brak dobrych relacji ze swoim dzieckiem i nieumiejętność ich budowania to temat wielu organizowanych współcześnie konferencji i szkoleń. Dotarliśmy do czasów, w których gonimy wciąż za dobrobytem materialnym i nie starcza nam czasu na załatwienie codziennych spraw. Relacje międzyludzkie i rodzinne stały się tu najsłabszym ogniwem. Chcemy dostosować się do innych i ulegamy społecznej presji. Dzieci też to czują. Odbierają sobie więc prawo do popełniania błędów, do bycia nieidealnym. Żyją w poczuciu winy. Nie znając ich trosk, wyzwań, emocji, przeżyć i marzeń - tracimy je. Jak podkreśla Michał Zawadka: Nie, nie chcę z nich robić delikatnego pokolenia. Wręcz przeciwnie, oddajmy im możliwość doświadczania porażek, uczmy samodzielności zamiast ich wyręczać, a przede wszystkim zauważajmy ich, a nie wyniki. Słuchajmy ich, a nie własnych teorii na ich temat.

Pamiętajmy, dzieci nie wymagają od nas nie wiadomo ile czasu. Za to wymagają naszego stuprocentowego zaangażowania w tym czasie, bycia w danej sytuacji tylko dla nich. Od prezentów lepsza będzie rozmowa od serca, spacer po parku, wspólne kibicowanie ulubionej drużynie, realizowanie się we wspólnej pasji. To te chwile będą szły z naszymi podopiecznymi w dorosłe życie i będą dla nich opoką w kryzysowych momentach.

Uważność rodziców to komunikat dla dzieci, że są dla nich ważne. Na tym przekonaniu, o byciu ważnym, buduje się poczucie własnej wartości, które zdaniem Michała Zawadki jest nieocenione:

Kiedy młody człowiek będzie miał adekwatną samoocenę i akceptację w rodzinie to będzie wiedział:

  • że wartość jest w nim, a nie w opiniach o nim,
  • że nie musi nikogo pytać czy może marzyć,
  • że błąd, czy słaby stopień nie mówi o nim, a o zastosowanej strategii i jest powodem do wyciągnięcia lekcji i rozwoju,
  • że nie musi się wstydzić, że czegoś (jeszcze) nie umie, że czegoś nie ma, że wygląda „jakoś”,
  • że nie musi niczego udowadniać, żeby go akceptowano w grupie, bo nie każdy musi go lubić i to jest ok,
  • że może mieć swoje słabości,
  • że może otwarcie mówić o swoich potrzebach i wyrażać swoje zdanie.
Jedną z rzeczy, która pomoże rodzicom i nauczycielom wspierać i budować adekwatną samoocenę jest „mała - wielka” zmiana myślenia z oceniania na docenianie. Dzięki niej dostrzeżemy wewnętrzne wartości, dobre intencje, pomimo popełnianych błędów i przede wszystkim młodego człowieka, zamiast wynik testu…

Co popycha młodych ludzi do drastycznych rozwiązań?

Zwykliśmy uważać, że próby samobójcze to wynik depresji lub innych chorób psychicznych. Nie jest to jednak prawda. Do prób samobójczych popychają traumatyczne zdarzenia (utrata bliskiej osoby, kalectwo, gwałt, ciążka choroba), a także niski status socjoekonomiczny, albo zażycie substancji psychoaktywnych. Wśród czynników wymienia się też poczucie osamotnienia i brak wsparcia ze strony rodziny. Gdy u wrażliwego, zakompleksionego nastolatka, który czuje się opuszczony, pojawią się dodatkowe problemy, takie jak trudności w kontaktach z rówieśnikami, przemoc z ich strony, czy nawet kłopoty w nauce – może skończyć się różnie. W ostatnich latach kluczową rolę odgrywa tu wirtualna rzeczywistość, która młodym ludziom wymyka się spod kontroli. Pełne nienawiści komentarze zamieszczane w Internecie trafiają w czułe punkty odbiorców. Dzieci, czy młodzież, często nie mają świadomości jakie konsekwencje może wywołać agresja słowna, do jakich dramatów może doprowadzić. Dlatego uczmy nasze dzieci, że słowo może uleczyć lub zabić i należy je wybierać i dobierać mądrze (nie tylko w Internecie)!

Jeśli ktoś zwierza się nam, że myśli o samobójstwie lub sami widzimy sygnały ostrzegawcze płynące z jego zachowania – NIE BÓJMY SIĘ POMAGAĆ. Nie obawiajmy się rozmawiać, pytać i okazywać zainteresowanie problemami. Poświęćmy swój czas i okażmy wsparcie. Słuchajmy bez oceniania, z pełną akceptacją emocji drugiej strony. Poszukajmy też pomocy u osób kompetentnych, takich jak psycholog lub psychiatra oraz w instytucjach pomocowych. Pomagajmy – na szali jest życie drugiego człowieka.

Tekst powstał na podstawie materiałów prasowych, przygotowanych we współpracy z Michałem Zawadką – ekspertem relacji z młodzieżą i autorem bestsellerowych książek z zakresu rozwoju osobistego i społecznego dzieci oraz młodzieży, takich jak „Chcę być kimś” i „Uśmiechologia. Pozytywna strona myślenia”.