1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak przekonać do swoich racji - 10 sposobów

Jak przekonać do swoich racji - 10 sposobów

123rf.com
123rf.com
Sposób w jaki mówisz, znaczy więcej niż słowa, które wypowiadasz. Można poprosić na przykład o podwyżkę z uśmiechem i patrząc prosto w oczy szefowi, albo zrobić to niepewnym głosem, wpatrując się we własne buty. Jak przekonać, że jesteśmy na tyle pewni siebie, żeby osiągnąć cel? W jaki sposób pozbyć się poczucia bezradności na rzecz skuteczności?

Jak przekonać rozmówcę? Nie musisz mieć pewności, musisz działać pewnie. W komunikacji między ludźmi działania często poprzedzają uczucia. 10 oznak pewności siebie, nad którymi możesz popracować.

1. Stabilny i wyraźny dźwięk głosu. Mów głosem czystym i głośnym. 2. Nawiązanie kontaktu wzrokowego. Mówiąc, nie patrz w podłogę lub przez okno, patrz rozmówcy w oczy. 3. Słuchaj drugą stronę. Jeśli twoja pewność siebie jest silna, masz w sobie wystarczająco elastyczności, żeby zmienić swój punkt widzenia, nie zdradzając siebie. 4. Nie atakuj. Pewność siebie nie ma nic wspólnego z agresją. Pewny siebie człowiek może spokojnie reagować i patrzeć na pojawiające się wyzwania w sposób zgodny z rzeczywistością. 5. Mów od serca. Kiedy mówisz z pasją, jesteś przekonujący. 6. Szukasz rozwiązania z obopólną korzyścią. Podejść do sytuacji z nastawieniem, że dwie strony są ważne i jest możliwość, że skorzystacie na interakcji. 7. Odwołaj się do swojego poczucia humoru. Ono łagodzi napięcie. 8. Wyrażaj wdzięczność i uznanie wobec drugiego człowieka. . 9. Przepraszaj, kiedy czujesz że chcesz to zrobić. 10. Mów i przyjmuj komplementy.

Działając w sposób pewny, nie zawsze otrzymasz to, co chcesz. Czasami nie mamy wpływu na sytuację. Jednak zachowując opanowanie, sam siebie bardziej szanujesz, dzięki czemu twoja pewność siebie rośnie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czy poczucie fizycznej atrakcyjności wpływa na karierę?

– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. (Fot. iStock)
– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. (Fot. iStock)
Tak, ponieważ wiąże się z nią poczucie własnej wartości, a z niej wynika to, jak zarządzamy własnym potencjałem, również w pracy.

"Jesteś piękna!”. Jak często słyszymy takie słowa na co dzień – od bliskich, znajomych, tych, których kochamy i z którymi pracujemy? Zdecydowanie za rzadko. Może dlatego mamy tak kiepskie zdanie o własnej atrakcyjności?

Po co ci szkolenie?

Joanna Godecka, life coach, uważa, że niską samoocenę, wynikającą także z tego, że nie czujemy się pięknie, staramy się kompensować na różne sposoby. W sferze zawodowej stosunkowo łatwo to osiągnąć: nadrabiamy inteligencją, pracowitością, podnoszeniem kwalifikacji oraz zawodowej rangi. Działanie takie nie jest złe samo w sobie, ale jeśli u źródła zapisywania się na kolejne kursy i szkolenia oraz pragnienia awansu czy posiadania władzy znajduje się kompensacja niskiego poczucia atrakcyjności, nie osiągniemy prawdziwego i trwałego spełnienia. Działamy bowiem w kierunku „od”, uciekamy od wewnętrznego dyskomfortu, ponieważ chcemy poczuć ulgę. To do niczego dobrego nas nie doprowadzi. Owszem, możemy wspiąć się na kolejny szczebel kariery, poprzez podniesienie kwalifikacji umocnić swoją wartość na rynku pracy, ale czy to będzie, po pierwsze, trwałe osiągnięcie, a po drugie, czy przyniesie nam wewnętrzną satysfakcję? Niekoniecznie. Zauważmy, że ten wyścig zaczyna się już w szkole, kiedy środowisko, w którym wyrastamy, popycha nas w kierunku bycia bardziej prymuską niż cieszącą się swoim unikalnym pięknem dziewczynką. Stwierdzenia typu: „Pięknością nie jesteś, więc ucz się i ciężko pracuj” kodują nas na długi czas. Gdy próbujemy zagłuszyć wewnętrzny ból płynący z niskiego poczucia własnej wartości, istnieje niebezpieczeństwo, że wpadniemy w pułapkę konieczności podejmowania coraz to bardziej wymagających wyzwań: zdobywania nowych umiejętności oraz wyższej pozycji. Zatrzyma nas dopiero wypalenie zawodowe, porażka, choroba, poczucie bezsensu życia. Jak temu zapobiec? Możemy zacząć od tego, że inaczej spojrzymy na samo piękno.

Kogo widzisz w lustrze?

– Pojęcie piękna, w tym szczególnie kobiecego, możemy rozpatrywać na wielu płaszczyznach – mówi Joanna Godecka. – Zdecydowana większość Polek kojarzy je przede wszystkim z aspektem urody: zgrabną sylwetką, pięknymi włosami czy rysami twarzy. Jeśli jednak zejdziemy na obszar mniej oczywistego piękna, przekonujemy się, że Polki zaczynają doceniać takie wartości, jak optymizm, osobowość, dobroć. Okazuje się bowiem, że dzięki takiemu spojrzeniu jest nam bliżej do akceptacji różnorodności. Wówczas lansowane agresywnie przez media trendy nie wpływają na nas destrukcyjnie.

Joanna Godecka podkreśla, że definicja piękna zmienia się wraz ze wzrostem świadomości. Odkrywamy, że liczą się nie tylko idealne proporcje i harmonijne rysy, ale także specyficzna aura, która wynika z poczucia wewnętrznej spójności, radości, swobody. I to jest przepis na wszelki sukces, też zawodowy. – Można powiedzieć, że świat kocha ludzi, którzy kochają świat, a za pięknych uważamy tych, którzy pięknem emanują – mówi Joanna Godecka. – Ten proces, czyli wymiana energii między nami i otoczeniem, zaczyna się od odkrycia w sobie potencjału, zasobów i zatroszczenia się o nie.

Jakie są te zasoby? Należą do nich między innymi:

  • osobowość, czyli unikatowość naszych cech sprawiająca, że jesteśmy tym, kim jesteśmy;
  • poczucie własnej wartości pozwalające na wyrażanie siebie w sposób autentyczny i empatyczny;
  • wynikająca z poczucia własnej wartości nienarzucająca się pewność siebie, która sprawia, że czujemy się atrakcyjne;
  • optymizm, ponieważ osoba, która szczerze się uśmiecha, automatycznie staje się piękna;
  • inteligencja emocjonalna powodująca, że umiemy nawiązywać wspierające relacje;
  • dbanie o siebie, które dowodzi, że cenimy i szanujemy siebie;
  • szeroko pojęta elegancja, czyli umiejętność podkreślania swoich walorów odpowiednim, gustownym strojem, a wynika ona ze świadomości, w czym dobrze się czujemy i wyglądamy.

To są składowe definicji piękna, którego odbiór staje się coraz bardziej indywidualną sprawą. A piękno zewnętrzne? – Poczucie bycia piękną możliwe jest tylko w sytuacji, w której doceniamy siebie i patrzymy w lustro z akceptacją – podkreśla Joanna Godecka. – Najważniejszy jest powód, dla którego codziennie spoglądamy w to lustro. Jeśli szukamy jedynie mankamentów, które uwypukla nasz Wewnętrzny Krytyk, wtedy swoje wysiłki skupiamy wokół prób uczynienia problemu mniej widocznym. A przecież nie o to właśnie chodzi. Chodzi o skupianie się na tym, co w nas jest piękne. To my same uczymy ludzi, jak mają na nas patrzeć. Jeśli my widzimy tam piękno, inni także je zauważą. Jeśli my go nie dostrzegamy, nie przekonamy o tym świata.

Wsparcie koleżanek zza biurka

Wiele kobiet przyznaje, że ważna jest dla nich opinia innych kobiet. Chętnie prosimy o pomoc w ocenie córkę, przyjaciółkę czy też mamę, licząc na ich szczerą opinię, bo trudno nam odnieść się do własnej atrakcyjności. W miejscu pracy, gdzie spędzamy przecież tak dużo czasu, tym bardziej możemy się wspierać.

– Chodzi o umiejętność dawania innym kobietom wsparcia w dążeniu do bycia najlepszą wersją samej siebie – podpowiada Joanna Godecka. – Nie wszystkie z nas zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest relacja pomiędzy kobietami w pracy, jak wiele może ona wnieść w nasz sposób postrzegania siebie. Może nam dodać skrzydeł, ale także je podciąć. Bo w zespole tworzymy wspólne wzorce.

Dlatego zamiast rywalizacji i wzajemnego oceniania warto postawić na współpracę oraz życzliwość. Poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa w przyjaznym otoczeniu jest nieocenionym elementem sprzyjającym rozwojowi najlepszych cech. Wzmacnia odwagę bycia sobą. Gdy życzliwe koleżanki udzielają pozytywnej informacji zwrotnej, łatwiej nam uwierzyć w piękno własnego ciała oraz duszy. Wówczas poczucie własnej wartości ugruntowuje się. Zaczynamy traktować siebie z czułością i odrobiną dystansu. Tworzymy nowy, pozytywny wzorzec i dzielimy się nim z innymi.

Uczymy się od siebie także przez obserwację, dlatego starajmy się wzajemnie dostrzegać swoją indywidualność i ją podkreślać. Radość i poczucie piękna są zaraźliwe!

– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. – Podczas gdy projektanci, kosmetolodzy oraz trenerzy motywacyjni zasypują nas komercyjnymi pomysłami, my skontaktujmy się ze sobą. Pielęgnujmy poczucie własnej wartości, dostrzeganie siebie jako wyjątkowej istoty ludzkiej, obdarzonej unikatowym pięknem.

A wtedy życie zawodowe nie będzie nam niczego rekompensować, a wprost przeciwnie – idealnie dopełniać.

Joanna Godecka, life coach, zajmuje się psychoterapią w nurcie pozytywnym, coachingiem oraz sesjami Integrującej Obecności i Synchronizacją Pozytywną.

  1. Psychologia

Zmiana – proces tworzenia siebie. Rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem

- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
– Zmiana jest konieczna do rozwoju, ale sama nie nastąpi. Jest procesem tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany – mówi psycholog i przedsiębiorca dr Mateusz Grzesiak w rozmowie z Aleksandrą Nowakowską.

Artykuł archiwalny.

Mistrzowie duchowi mówią, że życie jest zmianą i że poza zmianą nic w życiu nie jest pewne…
Mistrzowie duchowi znają wiele mądrości życiowych, ale nie komunikują ich wystarczająco konkretnie. Ludzie chcą narzędzi, dzięki którym się zmienią.

Żeby zmienić coś w sobie i w swoim życiu, często trafiamy do specjalisty – psychoterapeuty lub coacha. A jeszcze częściej, żeby zwrócić się po tę pomoc, musimy dostać kopa od życia.
Dostanie kopa od życia jest postawą pasywną. Poza tym to ryzyko. Niektórzy mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale jeśli cię zabije, to na pewno nie wzmocni... Poza tym skąd wiemy, że kiedy ktoś dostanie kopa, będzie potem mądrzejszy? Może jeszcze raz dostać tego samego kopa w to samo miejsce i będzie go bolało dwa razy bardziej. Jeżeli brak nam odpowiedniej wiedzy, nie wyciągniemy wniosków.

Kop bywa jednak motywacją do zmiany.
Czasami rzeczywiście tak jest. Niektórzy ludzie nie będą chcieli się zmienić, jeśli nie doświadczą określonego problemu, który odbierze im coś w życiu i wpłynie na ich emocje, zapewni pewien poziom cierpienia. Ale kop jest tylko początkowym bodźcem. Potem stajemy przed pytaniem: co mogę zrobić, żeby nie dostać tego kopa ponownie, czyli jak mam się zmienić? Tu przechodzimy do narzędzi z zakresu psychologii zmiany. Nie mieliśmy w szkole takiego przedmiotu, więc nasza wiedza na ten temat jest zerowa. Ludzie błędnie sami się diagnozują i na przykład chandrę traktują jak depresję albo szukają specjalistów, którzy wcale nie są im potrzebni. Należy rozpowszechniać wiedzę o praktycznej psychologii.

Szukają ich, ponieważ przechodzą kryzys albo tkwią w martwym punkcie. Instynktownie wiedzą, że zmiana jest konieczna, bo ciągle są tym samym poziomie. Ale nieraz zmiany okazują się iluzoryczne, bo kolejna praca jest niesatysfakcjonująca a następny partner również jest niedostępny.
Ludzie chcą się zmienić, bo są niezadowoleni z tego, co mają: bo mało zarabiają, bo są zbyt otyli, bo relacje z dzieckiem nie spełniają ich oczekiwań, bo nie dostali awansu. Nie mają w życiu czegoś, o czym wiedzą, że potencjalnie jest to w ich zasięgu. To stwarza dysonans pomiędzy tym, czego oczekują, a tym co mają. I często to zaczyna być motywacją do zmiany.

Na czym polega autentyczna zmiana?
Najpierw trzeba wiedzieć, czego się chce. Tymczasem większość ludzi żyje jak trzcina na wietrze – oni robią to, co w danym momencie życie im przynosi, są pasywni, nie planują i nie podejmują działania. A ja mogę przecież wyobrazić sobie Mateusza za trzy lata, on może być chudszy niż teraz albo na przykład bogatszy. To jest proces tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany. Trudno podjąć decyzję o zmianie wtedy, gdy wierzą w romantyczne gusła i inne średniowieczne bzdury.

Gusła?
W Polsce kierujemy się różnego rodzaju wróżbami chociażby w budowaniu relacji, choć jesteśmy jedną z najbardziej wykształconych nacji na świecie. Na przykład czekamy na drugą połówkę jabłka! Druga połówka jabłka jest w warzywniaku. Obudź się, nie ma drugiej połówki jabłka w związkach. Jestem ciekawy, czy w Kongo szukają drugiej połówki banana. To jest ignorancja. Używamy metafor – które w naszej rozmowie nazywam gusłami – bo nie wiemy, jak działają relacje. Nie mówię tu o przestarzałych „frojdyzmach”, ale o nowoczesnej psychologii, która służy człowiekowi. O najnowszych badaniach i świetnych narzędziach, dzięki którym możemy osiągać swoje cele. Większość ludzi nie ma świadomości, że skuteczność w życiu osobistym i zawodowym wynika z przemyślanego działania opartego na wiedzy, a nie z przypadku, rzekomego szczęścia i innych nieweryfikowalnych historii.

Moglibyśmy zacząć od nauki, jak działa mózg, jak odczuwamy emocje, tak?
Tak. Z jednej strony mamy nauki twarde – między innymi chemię, biologię, fizykę, które uczą jak skonstruowany jest świat materii. Z drugiej są nauki miękkie, takie jak psychologia, które odkrywają w jaki sposób funkcjonuje ludzki umysł, jak modelować zachowania, jak wpływać na emocje. I tam są konkretne przepisy, jak siebie zmienić. Dajmy konkretny przykład: chcę rzucić palenie. Zaczynam od tego, żeby się dowiedzieć, jak to zrobić. Bez tej wiedzy będę się autodiagnozował na podstawie niepopartych faktami przekonań, jak np.: „taki się urodziłem”, „to przez mojego dziadka bo też palił” albo – tu wracamy do romantycznych guseł: „to było mi pisane”. Możemy dodać trochę źle rozumianego buddyzmu: „taka karma, że palę i nic z tym nie da się zrobić”. Tego typu bzdury powodują, że ludzie zamiast podjąć działanie, tkwią w tym swoim paleniu albo w niedziałających biznesach czy nieszczęśliwych związkach. A te historie można w określony sposób zmienić. I choć nie możemy mieć wpływu na wszystko, to na pewno możemy przestać palić lub więcej zarabiać.

Dobrze, rezygnuję z pomysłu, że to przez karmę mało zarabiam. Co robić?
Zaczynam od uświadomienia sobie faktu, że są ludzie, którzy zarabiają duże pieniądze. Czyli wiem, że jest to możliwe. Szukam odpowiedzi na pytanie, w jakim zawodzie się najwięcej zarabia. Przedsiębiorca, wykwalifikowany specjalista, pracownik na wysokim kierowniczym stanowisku –świetnie, mam trzy modele. Jeśli chcę być specjalistą, zdobywam unikalne kompetencje, na które jest zapotrzebowanie na rynku i po jakimś czasie zaczynam je sprzedawać. Albo wkraczam na ścieżkę kariery, która zaprowadzi mnie do kierowniczego awansu. Rozwiązanie numer trzy: staję się przedsiębiorcą, czyli uczę się, w jaki sposób sprzedawać, robić marketing, zarządzać zespołem, buduję misję, wizję, wartości swojej firmy, tworzę portfolio produktów, profiluję klienta, po czym wychodzę do niego. Za każdym razem robię swoje. Moi rodzice walczyli z komunizmem, ja żyję w kapitalizmie i mogę tworzyć siebie jako przedsiębiorcę na wolnym rynku i to jest niesamowite.

No tak, ale do tego potrzebne są pieniądze na wykształcenie, rozpoczęcie biznesu.
Jakie pieniądze? Naprawdę?! W dzisiejszych czasach, gdzie masz do czynienia chociażby z czymś takim jak crowdfunding, który nie kosztuje nic, bo ktoś może zainwestować w twój pomysł? Nigdy nie żyliśmy w czasach tak sprzyjających do zarabiania pieniędzy! Weźmy rodzimego youtubera Sylwestra Wardęgę. Miał prosty sprzęt, którym nagrywał swojego psa na ulicy przebranego za pająka. Umieścił to w Internecie za darmo. Psa ogląda 180 milionów osób świecie, a Wardęga zarabia na tym pieniądze.

Z jednej strony możemy sięgnąć po kreatywność, odwagę, innowacyjność. Ale z drugiej strony mamy ograniczenia – chociażby lęk i inne emocje. One często nie pozwalają nam iść do przodu, zmienić życie i odnieść sukces.
Mogę się bać, że ktoś mnie skrzywdzi albo że spadnie na mnie z nieba meteoryt. Ale mam też inne wyjście – mogę za darmo wejść w Internet, gdzie znajdę techniki radzenia sobie z emocjami. Mam do wyboru chociażby Racjonalną Terapię Zachowań (terapia krótkoterminowa wywodząca się z nurtów poznawczo–behawioralnych – red), gamę narzędzi rodem z psychologii poznawczej, ćwiczenia mindfullness. Mogę zrobić technikę pt. test kamery i zobaczyć, że to, czego się boję, nie jest oparte na faktach. Mogę też pracować nad dialogiem wewnętrznym. Moje emocje zależą ode mnie – nawet te najtrudniejsze. Lęk dzieje się w naszych głowach i można go zniwelować.

Miałeś kłopoty ze zdrowiem, poważne, bo chodziło o serce i wyszedłeś z tego. Czego wtedy doświadczyłeś?
Lęku, poczucia winy, pretensji do siebie, złości, nadziei. To była cała plejada emocji, z którymi musiałem popracować, żeby podjąć racjonalne działanie zmierzające do wyleczenia się. Trwało to 8 miesięcy i koniec końców się udało. Jakbyś mnie zapytała, czy to było trudne – odpowiedziałbym – tak, ale co z tego? Gdy chce się osiągnąć duże rzeczy, robi się trudne rzeczy. A jak nie – to się robi łatwe. Rozmawiamy o tym, że ludzka postawa, czyli przekonanie na temat rzeczywistości, umożliwia lub nie określone zmienianie się. Tak naprawdę potrzebujemy pomysłu i wiedzy, jak go realizować.

Jeszcze czegoś. Patrzę na ciebie i widzę mężczyznę pod tytułem „JUST DO IT”. Myślę, że działanie jest dla ciebie łatwe, pewnie masz wysoki poziom motywacji.
Wiedziałem, że wrócisz do guseł romantycznych. O której dzisiaj wstałaś?

O siódmej.
O której pójdziesz spać?

Pewnie późno, bo mam sporo do pisania.
O której to późno? Dwunasta, pierwsza?

Tak.
Ja wstałem dzisiaj o szóstej, pójdę spać o pierwszej. Będę spał może pięć godzin i tak robię od trzynastu lat. Mamy wewnętrzną potrzebę, żeby fakt, czy coś osiągamy czy nie, tłumaczyć istnieniem siły wyższej lub naturalnych predyspozycji, równie magicznych. Kiedy zajmowałem się nauką języków obcych, a wykładałem dotychczas w siedmiu językach, wiele razy słyszałem: „Ale ty masz talent”, „Z tym to się urodziłeś”. A ja wtedy pytałem: „Czy zapisałeś się do szkoły języków obcych?”. I słyszałem: „Nie, bo nie mam talentu”. I to są gusła tłumaczące brak wiedzy na temat zachowań potrzebnych do osiągnięcia celu.

Są tacy, którzy zapisują się do szkoły i dopiero tam stwierdzają, że nie mają talentu.
Nie wystarczy się zapisać, trzeba się uczyć. Jedni są pracowici i ambitni, a drudzy leniwi i im się nie chce.

Właśnie – nie chce im się. Jest jeszcze kwestia motywacji.
Jak się nie chce, to się nie ma wyników. Lenistwo jest niczym innym jak mechanizmem obronnym. Odczarujmy zmianę – tam nie ma guseł – tam jest sposób, w jaki wpływamy na emocje, myśli, zachowania. Chcę się zmotywować. Sięgam więc do zestawu technik motywacyjnych. Weźmy zobowiązanie publiczne – jeżeli powiem bliskim, że zamierzam coś osiągnąć, wtedy będę bardziej zobowiązany, żeby to zrobić niż gdybym im nie mówił. Dwa – negatywna konsekwencja. Zadajmy sobie pytanie, co się negatywnego stanie, jak się nie zmienię. Będę przez dziesięć kolejnych lat trwała w związkach z toksycznymi facetami i zestarzeję się nieszczęśliwa. Kolejna technika – motywujące cytaty i historie osób, które odniosły sukces. Wystarczy wejść w internet i wpisać – techniki motywacyjne, proste przepisy. Oczywiście, że gdy wstaję o szóstej rano i idę na zapasy, wiedząc, że dostanę od mojego trenera takie baty, że będę posiniaczony, nie jest przyjemnie. Ale mnie nie interesuje przyjemność ani łatwość, mnie interesuje skuteczność.

A co jest złego w przyjemności?!
Po pierwsze, ona przemija, więc nie możesz jej uchwycić i ciągle ci jej brakuje. Po drugie, adaptujemy się do niej, więc trzeba ciągle podnosić dawkę. Po trzecie, istnieje tylko w odpowiedzi na bodziec wywołujący, którego ciągle musisz szukać. Po czwarte, jest emocją, a więc nie daje żadnej treści. Półtorej godziny spędzone na oglądaniu filmu, który jest zabawny, ale nie wnosi merytorycznej wartości do czyjegoś życia, to 90 minut bicia piany. Przyjemność poczuję też, gdy napiję się alkoholu. Ale jeśli systematycznie będę to robił, stanę się głupszy, bo dojdzie do degeneracji moich neuronów. A ty mnie pytasz, co się złego w przyjemności? Wszystko, na Boga! Wszystko! Co innego radość. Ale radość nie jest emocją, jest uczuciem. Radość jest emanacją tego, co czuję, będąc szczęśliwą jednostką. Ludzie, niestety, dążą do emocji. Od lęku uciekają do przyjemności. To są smutne czasy. Ci ludzie cierpią i tego nie wiedzą.

Czyli kluczem do zmiany i sukcesu jest pracowitość.
Między innymi. Jeszcze wiedza. Są tacy, którzy chodzą na basen i nic to im nie daje, bo błędnie ćwiczą. Ale na całe szczęście są tam trenerzy, wystarczy zapytać. Kiedy 20 lat temu zaczynałem przygodę z z innym sportem – kulturystyką, prawie wcale nie było formalnych instruktorów. Wtedy też coachów jeszcze nie było.

Jak ludzie wtedy żyli?
Mniej świadomie i mniej skutecznie niż dzisiaj, intuicyjnie. Ludzie zawsze jakoś żyli. Ale my nie chcemy „jakoś”. Dla nas liczy się „jakość”, a więc bierzemy pod uwagę, jakie są możliwości i je tworzymy. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi potrzeby społeczne.

Wróćmy do psychologii zmiany. Na czym polega głęboka zmiana, która spowoduje, że nasze życie nabierze nowej jakości. Po czym ją poznać?
Nie ma znaczenia, czy zmiana jest głęboka czy płytka, ale o cel, jaki chcemy osiągnąć. W jakim kontekście chcę się zmienić? Czy chodzi o moje związki, pracę, ciało, kompetencje? Wszystko, co nie jest konkretne, nie zostanie przez nas zrealizowane. Na przykład: cierpię na nieśmiałość. Nie chcę być nieśmiały. A jaki chciałbym być w zamian? Chciałbym być śmielszy. Co to znaczy śmielszy, po czym poznam że jestem śmielszy? Teraz zaczynam przechodzić do konkretyzowania planu. Po czym poznam, że jestem śmielszy? Będę mówił pewniej, czuł się swobodniej, będę poznawał nowe osoby, podchodząc do nich i inicjując rozmowę. To jest konkretny cel – mózg wie wtedy, o co chodzi.

Czyli trzeba robić?
Oczywiście, że robić. Gdy zaczynamy robić, przestajemy jedynie myśleć. I mamy feedback, jak coś działa.

Ale teraz pojawia się niebezpieczeństwo, że się poddamy, bo działamy, a nie jesteśmy skuteczni. Zniechęcające.
A zatem powinniśmy wiedzieć, że Rzym nie został zbudowany w jeden dzień. Generalnie przyjmuje się, że zbudowanie nawyku zajmuje trzy tygodnie. Jeśli dzień w dzień będziesz jeździła na rowerze, twój metabolizm przyśpieszy. Jeżeli codziennie będziesz słuchała nagrań z językiem obcym, to wcześniej czy później twój mózg się go nauczy. Chodzi o systematyczność. Ty masz robić swoje, a mózg resztę zautomatyzuje.

Tyle jest nurtów rozwojowych, ale czy wiedza i świadomość się podnoszą?
Fascynujące pytanie. Pod kątem świata technologicznego tak, robimy postępy w medycynie, fizyce, chemii, farmacji. Ale z innej strony nadal jesteśmy beznadziejnie zidentyfikowani z ego. Niedawno czytałem badania, że Polacy coraz rzadziej zadają sobie pytanie o sens życia. Smutna wiadomość. Bo oznacza, że nie myślimy, po co żyjemy. A co za tym idzie – żyjemy według narracji, która dana nam jest przez epokę i kulturę, w której się urodziliśmy.

Pytanie o sens życia może być motywacją do zmiany?
Oczywiście. To fundament istnienia ludzkiej egzystencji – po co ja żyję, jaki jest sens tego, co ja robię, jaka jest moja misja życiowa.

Tylko jak to odkryć?
Może lepiej stworzyć sens życia. Mój slogan to „Create Yourself”.

Myślę, że czasem coś w sobie odkrywamy, a czasem tworzymy.
Prawdę mówiąc, jedno bez drugiego nie istnieje. Sam fakt tworzenia powoduje odkrywanie czegoś. I odwrotnie – odkrywanie czegoś wymaga od nas tworzenia tego. Próbuję dziesięciu sportów i odkrywam, że zapasy sprawiają mi najwięcej radości. Tworzę więc siebie jako zapaśnika, bo codziennie chodzę na treningi.

Co ostatnio ważnego zmieniłeś w swoim życiu?
Zacząłem budować się i przygotowywać do bycia nie tylko psychologiem i przedsiębiorcą, ale też naukowcem. To jest duża zmiana. Zacząłem tworzyć instytut badawczo-naukowy, żeby mieć większą skalę i dać ludziom na całym świecie dostęp do fachowych narzędzi z zakresu psychologii interdyscyplinarnej: marketingu, zarządzania, samorealizacji. Motywowałem się tak jak zawsze: chęcią realizacji możliwości ludzkiego potencjału. Kiedy odkrywam, że mogę więcej, zaczynam podejmować działania.

Zmiana bardziej osobista?
Schudłem 12 kilogramów w pół roku. Jadłem inteligentnie, ćwiczyłem inteligentnie i uprawiałem sport inteligentnie – to są trzy czynniki wpływające na zmianę wagi. Jeszcze jedna zmiana? Jakiś czas temu, gdy zrobiło się ciepło, kilka razy poszedłem palić fajkę shisha i bardzo mi się to palenie spodobało. Przeczytałem później w Internecie, że godzina palenia shishy równa się wypaleniu 100 papierosów. Po przeczytaniu tego stwierdziłem, że należy to odczucie zlikwidować i zmniejszyłem w sobie pożądanie palenia shishy. Palę teraz okazjonalnie.

Można się zmienić bez pomocy specjalisty?
Można. Napisałem książkę pod tytułem „Psychologia zmiany”. Jeśli ktoś ją przeczyta i będzie ćwiczył rzeczy, o których tam napisałem, to większość swoich problemów życiowych będzie w stanie rozwiązać samodzielnie. To jest też element sensu mojego życia. Piszę książki, ponieważ wychodzę z założenia, że wiedza nie należy do nikogo i że trzeba się nią dzielić.

Gdy ciebie słucham, to wydaje mi się, że wszystko jest możliwe, ale przecież tak nie jest. Spotkałam się z opinią, że zbyt silne motywowanie i popychanie ludzi do zmiany, może szkodzić, bo mogą na skutek porażki cofnąć się w swoim rozwoju.
Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami. I to jest oparte na faktach. To jest prawda. Nie schudnę przecież, jak trzy razy podskoczę i krzyknę „mogę!”.

Szkoda.
Ale jeśli będziesz tak skakała codziennie przez pół godziny przez trzy tygodnie, to schudniesz.

Dr Mateusz Grzesiak jest przedsiębiorcą i wykładowcą. Ukończył studia magisterskie z prawa oraz psychologii, jest doktorem nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu. Szkoli międzynarodowo od kilkunastu lat w 7 językach. Pomaga ludziom i organizacjom osiągnąć zaplanowane cele poprzez dostarczanie narzędzi psychologii interdyscyplinarnej w czterech obszarach biznesu i życia osobistego: sprzedaży i marketingu, samorealizacji i relacji, kultury i wartości, przywództwa i zarządzania. Autor wielu bestsellerowych książek.

  1. Psychologia

Empatia - ważny element skutecznej komunikacji

Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy manipulację. Zamiast tego, warto postawić na empatię. (Fot. iStock)
Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy manipulację. Zamiast tego, warto postawić na empatię. (Fot. iStock)
Dąsy i obrażanie się to w istocie dziecinne sposoby radzenia sobie z problemami. Empatia zamiast wymuszania na rozmówcy tego, na czym ci zależy, to ważny element skutecznej komunikacji.

Lena czuła znajomy ścisk w gardle. Znowu ma być tak, jak jemu pasuje. – Oczywiście, że możemy nie jechać na te tratwy. Bo mamusia nie przeżyje jednego tygodnia bez obiadu z syneczkiem. Tylko mi nie mów potem, że jesteś przemęczony i nigdy nie możesz odpocząć – powiedziała. Wspólny wyjazd ze znajomymi, który zapowiadał się interesująco, przegrał w konkurencji z proszonym obiadem u teściowej. Lena nie miała ochoty na dalszą dyskusję, bo nie bardzo wierzyła, że jest w stanie wpłynąć na postawę męża. Nie miała też ochoty być miła i udawać, że wszystko jest w porządku. Wyglądało na to, że w ich domu zaczynają się kolejne „ciche dni”. Chyba, że Piotr zmieni swoją decyzję...

Komunikaty manipulacyjne

Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale w głębi ducha nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy komunikaty manipulacyjne: żądamy, formułując komunikat oparty na schemacie: „albo to zrobisz, albo będzie źle” (motywujemy strachem), albo uwodzimy w ten czy inny sposób rozmówcę poprzez stosowanie komunikatów opartych na mglistych obietnicach – wtedy schemat komunikatu sprowadza się do formy: „jeśli to zrobisz, będzie ci dobrze”.

Takich wypowiedzi Lena używa zazwyczaj wtedy, kiedy czuje, że Piotr jest w dobrym humorze i pozytywnie zareaguje na jej przymilenie się. Dziś też próbowała od tego zacząć. – Piotrusiu – powiedziała, kiedy wrócił z pracy – ostatnio mówiłeś, że przydałby się nam wyjazd na łono natury, a Kasia z Bartkiem wybierają się na spływ tratwami i byłoby też dla nas miejsce. Odpoczęlibyśmy sobie i na pewno byłoby miło… I wtedy Piotr wyskoczył z rodzinnym obiadem, że obiecał mamie i nie chce wszystkiego odkręcać, bo rodzicom będzie przykro. Rodzicom oczywiście nie powinno być przykro, a jej może? I wtedy właśnie poczuła ten znajomy ścisk w gardle i nie mogła się już powstrzymać, żeby mu nie wygarnąć „z grubej rury”.

Manipulacyjne wypowiedzi grożące lub oparte na przymilaniu się niosą ze sobą informację, że ten, kto je wypowiada, nie czuje w danym momencie zaufania do losu, świata i innych ludzi. Raczej połączony jest ze swoją frustracją, która każe mu skupiać się przede wszystkim na własnych problemach i nie daje przestrzeni na zadbanie także o komfort rozmówcy. Jednym z rodzajów komunikatów opartych na niejawnej groźbie jest „strzelanie focha”. Obrażamy się na rozmówcę, przestajemy z nim rozmawiać, „wypisujemy się” ze wspólnoty, do której obydwoje należymy. Dajemy wtedy do zrozumienia, że jeśli nie zrobi tego, czego sobie życzymy, to zerwiemy z nim kontakt. Niewiele osób jest w stanie ze spokojem znosić taką groźbę, bo dotyka ona najgłębszych, nieuświadamianych zazwyczaj ludzkich potrzeb – niosąc groźbę wykluczenia, zaburza poczucie bezpieczeństwa, oparte na przynależności do grupy.

Pokonać focha

Dąsy i obrażanie się, kiedy jest się niezadowolonym albo gdy coś pokrzyżuje nasze plany, to w istocie dziecinne sposoby radzenia sobie z problemami. Jest to forma zemsty, mająca dać do zrozumienia że odbieramy komuś naszą miłość i akceptację na tak długo, aż się opamięta, zmieni swoje zachowanie i tym samym uzna naszą rację. Za taką postawą kryje się brak pewności siebie, poczucia własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa. Stosując taki manipulacyjny rodzaj komunikacji, zapraszamy rozmówcę do rzeczywistości, w której sposobem na życie jest walka, a partner staje się sparring partnerem. W ostatecznym rozrachunku zwycięzca może być tylko jeden. Dlatego trzeba nauczyć się rozpoznawać, jakie reakcje wzmacniają toksyczny model komunikacji, a jakie go „rozbrajają”.  Tym, co powoduje, że swoim zachowaniem wzmacniamy „fochowy” sposób komunikowania się partnera, jest: ignorowanie rozmówcy, próby udobruchania go, wszczynanie kłótni w nadziei na jakąkolwiek formę komunikacji, tłumaczenie się i przepraszanie, że nie spełniło się oczekiwań rozmówcy, odpłacanie pięknym za nadobne czy też obrażanie się. W przypadku Leny i Piotra jest bardzo prawdopodobne, że kiedy stosują swoje nawykowe zachowania w problemowych sytuacjach, zapędzają się w kozi róg wzajemnego obrażania się na siebie. Dlatego „ciche dni” w ich domu zdarzają się coraz częściej i nie przynoszą rozwiązania problemów, które tylko się nawarstwiają.

Co robić?

Nina Brown w swojej książce „Kocham narcyza” radzi, by w sytuacjach, kiedy nasz partner dąsa się i obraża, zastosować strategie, które powstrzymają rozwój toksycznej komunikacji
  • Zaprzestać wypytywania partnera o przyczynę jego dąsów (bo drążąc temat, dowiesz się najprawdopodobniej, że źródłem niezadowolenia partnera jest jakieś twoje niedopatrzenie lub zachowanie i tym samym zgłosisz się na ochotnika do roli chłopca do bicia);
  • Powstrzymać swoją ciekawość na temat źródła niezadowolenia rozmówcy, kiedy bowiem czujemy się źle, nie wiedząc, o co partner się dąsa, jest bardzo prawdopodobne, że poczujemy się znacznie gorzej, gdy wyjawi nam prawdę o naszym własnym udziale w powstaniu tego niezadowolenia;
  • Sztuką jest zachowywać się tak, jakby rozmówca nie był nadąsany czy obrażony; postępować tak, jakby miało się do czynienia z osobą, która zachowuje się w sposób dojrzały: ignorować dąsy, ale nie traktować partnera jak powietrza.
Takie strategie pomagają wprowadzić styl rozmowy oparty na wzajemnym szacunku i poszukiwaniu rozwiązań, które służą wszystkim. Pomagają zatrzymać się i wykroczyć poza zaklęty krąg wzajemnego obwiniania się i walki o to, kto ma rację. A wtedy łatwiej odzyskać zaufanie do tego, że jesteśmy akceptowani i cały świat nie sprzymierzył się przeciwko nam.

Gdyby udało się cofnąć sytuację do momentu, gdy Lena czuje ścisk w gardle, dać jej czas na zatrzymanie się, wzięcie kilku oddechów i rozluźnienie gardła, zanim wygłosi swoją kwestię na temat mamusi i syneczka, a Piotrowi pozwolić dostrzec troskę w tym, co Lena robi – może okazałaby się możliwa rozmowa z poziomu empatii, np. taka:

- Nie wiedziałam, że umówiłeś się z rodzicami. Chciałbyś dotrzymać słowa, żeby rodzice czuli, że się z nimi liczysz? Może zadzwonię do mamy i porozmawiam o planie porwania ciebie na przymusowy wypoczynek i o tym, że przyszlibyśmy do nich na przykład we wtorek?

- Normalnie nie lubię, jak się robi za mnie to, co mogę zrobić sam, ale takie bycie w roli faceta rozrywanego przez najważniejsze kobiety mego życia jest całkiem pociągające... To zadzwoń, jeśli możesz, i będziemy myśleć, jak się dalej organizować.

  1. Psychologia

Portrety rozbieżne. Dlaczego postrzegamy siebie inaczej, niż widzą nas inni?

Na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora - osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni natomiast patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić. (Fot. iStock)
Na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora - osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni natomiast patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić. (Fot. iStock)
Myślisz o sobie: „silna i zdecydowana”. Inni o tobie: „wiecznie się waha, nie wie, czego chce”. Albo: „uparta, wymagająca”. Kto ma rację? Wszyscy!

Jak to jest, że postrzegamy siebie samych zupełnie inaczej, niż widzą nas inni? Nawet bardzo bliskie osoby? Bierze się to z fundamentalnej różnicy perspektyw. Mianowicie: na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora, osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni, także bliskie osoby, patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić.

Jest jeszcze jedna różnica: my patrzymy na swoje działania, znając cele, ale też intencje. Kiedy patrzą na nas inni, widzą tylko nasze zachowanie, a jeśli spytają o intencje czy cele, możemy im oczywiście o nich powiedzieć, ale nie muszą w to uwierzyć. Stąd ich ocena może diametralnie różnić się od naszej. Zderzenie obu perspektyw może powodować konflikty.

Ludzie, z którymi jesteśmy blisko, znają pewnie nasze intencje. Są zatem większe szanse, że odbiorą nas tak, jak chcielibyśmy być odebrani? Tak, ich zdanie może być znacznie bliższe temu, co sami o sobie sądzimy, ale zaznaczam, że pełna zgoda nigdy nie nastąpi. Kiedy patrzymy na kogoś bliskiego, spoglądamy na niego trochę jak na siebie, czyli też przyjmujemy perspektywę aktora. Trzymamy kciuki, żeby mu się udało, tak samo jak zwykle kibicujemy sobie.

Problemem jest to, że mamy tendencję do zniekształcania własnego obrazu. Lubimy myśleć o sobie jak najkorzystniej, wszelkie nasze potknięcia staramy się tłumaczyć na własną korzyść, żeby się nie załamać psychicznie i mieć siłę do dalszego działania. Dlatego, choć znamy siebie teoretycznie najlepiej, nie mamy pełnego i obiektywnego obrazu siebie samych. On będzie zawsze subiektywny. Tendencyjność to ludzka natura. Nawet jeśli sądzimy, że sami nie jesteśmy tendencyjni, to pewnie myślimy, że inni są. Tylko że to właśnie potwierdza naszą nieobiektywność.

A może problem polega na tym, że w obecności różnych osób różnie się zachowujemy? I tu pojawia się kwestia ról. Bo chociaż jesteśmy cały czas jedną i tą samą osobą, to jednocześnie jesteśmy wieloma różnymi osobami naraz. Rozmaite konteksty sytuacyjne oczekują od nas innych zachowań i postaw. Jakaś kobieta wstaje rano i jest opiekuńczą matką swojego dziecka – wszystkie czynności, które wykonuje, sprawiają, że tak może być właśnie postrzegana, zarówno przez siebie, jak i przez innych. Odwozi dziecko do przedszkola, jedzie kilometr dalej do pracy i nagle jest szefową – wymagającą i upartą. A przecież to cały czas ta sama osoba. Takie skrajne role mogą powodować pytania u innych, ale i wątpliwości w nas samych: „Jaka ja naprawdę jestem – opiekuńcza czy wymagająca?”.

Inni ludzie potrafią nas trafniej osądzać w danej roli. Nam samym może być trudniej, bo zdajemy sobie sprawę, że pełnimy wiele ról i nie zawsze udaje nam się je wszystkie oddzielić. Ktoś, kto nas zna z konkretnej roli, może lepiej nas określać jako osobno: żonę, matkę, przyjaciółkę, szefową.

Podobnie jak jedna opinia powtarzana przez dłuższy czas, zwłaszcza w dzieciństwie, potrafi ukierunkować myślenie o sobie na błędny trop. Zgadza się, najczęściej dzieje się tak we wczesnym okresie kształtowania się naszego charakteru. Małe dziecko, które w obecności nieznajomych chowa się za nogi rodziców i niewiele mówi, z pewnością często słyszy od nich, że jest nieśmiałe. Po pewnym czasie zaczyna tak o sobie myśleć: „Jestem nieśmiały, wstydliwy”, bo dostaje gotowe wytłumaczenie swojego zachowania, ale wcale nie musi być ono zgodne z prawdą.

Jak w takim razie odbierać opinie innych? Brać je do serca, rozważać, czy też nie przykładać do nich zbyt dużej wagi? Mówi się, że usłyszeć czyjąś opinię to dar, ale przyjąć ją to łaska. Czasem myślimy o sobie: „Ależ inteligentnie to rozegrałam”, a potem słyszymy od kogoś: „To miało być inteligentne?! To było po prostu wyrachowane!”. Informacja zwrotna jest darem w sytuacji, kiedy może zawrócić nas z błędnej drogi, bo inni ludzie biorą zwykle pod uwagę odmienne aspekty niż my sami i potrafią wskazać nam punkty, w których mogliśmy kogoś np. urazić. Dlatego wzięcie pod uwagę opinii innych może być bardzo rozwijające.

Oczywiście może się też tak zdarzyć, że inni ludzie usiłują nam powiedzieć coś, co wcale nie służy naszym interesom, ale ich. Dlatego trzeba być bardzo uważnym, przyjąć taką informację do wiadomości, ale też zastanowić się, na ile ona dotyczy nas, tego, co moglibyśmy zmienić w swoim zachowaniu, żeby stać się lepszym człowiekiem, a na ile ma służyć temu, by komuś innemu było lepiej czy wygodniej. Lepiej pomyśleć, o czym świadczy to, że dana osoba chce, żebym była taka, a nie inna, niż zmieniać się pod jej dyktando. Trzeba zachować umiar i trzeźwość umysłu. Trochę chronić siebie przed opiniami innych, a trochę jednak je rozważać, bo jeśli tego nie zrobimy, zatrzymamy się w rozwoju.

To chyba działa też w drugą stronę: trzeba być ostrożnym w wygłaszaniu sądów. Niekiedy lepiej ugryźć się w język i nie powiedzieć tego, co ciśnie nam się od razu na usta, a co jest nieprzemyślane. Zanim wytknie się komuś: „zachowujesz się zbyt śmiało, zbyt agresywnie” itp., trzeba pomyśleć, co by było, gdyby ktoś inny wygłosił na nasz temat taką opinię. Jak byśmy to przyjęli? Spytać siebie, czy gdyby moja przyjaciółka powiedziała mi właśnie to, co ja chcę jej przekazać, to pomyślałabym sobie: „To wredna małpa, a nie prawdziwa przyjaciółka” czy: „Czy ona jest ślepa, żeby tak o mnie myśleć?”, czy też: „A może ma rację, a ja czegoś nie widzę?”. Jeśli chcemy wyrzucić z siebie wyłącznie własną frustrację, to możemy to zrobić na milion innych sposobów, chyba że zależy nam na tym, by rzeczywiście dać komuś jakąś wskazówkę, wpłynąć na jego zachowanie. Wtedy trzeba postarać się o większą delikatność.

Dr Aleksandra Cisłak, psycholog, zajmuje się problematyką spostrzegania społecznego, SWPS.

  1. Psychologia

Czy masz odwagę być sobą? - test na pewność siebie

Czy pewność siebie jest Twoją mocną stroną? (fot. iStock)
Czy pewność siebie jest Twoją mocną stroną? (fot. iStock)
Pewność siebie to stan umysłu, który wynika z poczucia własnej wartości, wyjątkowości, akceptacji i wiary w moc sprawczą. Przecież nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak ty!

Brak pewności siebie powoduje, że stoimy na uboczu życia. Wolimy pozostać w bezpiecznej strefie komfortu. To dlatego nie podejmujemy ryzyka, nie inicjujemy kontaktów z ludźmi, nie walczymy o swoje prawa i nie umiemy odmawiać bez poczucia winy. Nieśmiałość, która jest przejawem braku pewności siebie, powoduje, że przed nosem mogą nam przechodzić ciekawe propozycje zawodowe czy nowe znajomości. Brak poczucia własnej wartości wynika z braku samoakceptacji. To zupełnie tak, jakbyśmy obawiały się własnego światła, rozwinięcia swoich skrzydeł. Tymczasem to właśnie korzystanie w pełni ze swojego potencjału jest sednem rozwoju.

Poniżej krótki test na pewność siebie. Wystarczy na każde z pytań odpowiedzieć "tak" lub "nie":

  • 1. Osiągasz cele z łatwością?
  • 2. Znasz swoje mocne strony i pokazujesz je światu?
  • 3. Bez problemu odmawiasz, jeśli nie możesz lub nie masz ochoty czegoś zrobić?
  • 4. Zazwyczaj to ty inicjujesz rozmowę?
  • 5. Masz poczucie, że każdą sprawę możesz załatwić?
  • 6. Udało ci się zrealizować kilka marzeń?
  • 7. Z łatwością podejmujesz decyzje i bierzesz za nie odpowiedzialność?
  • 8. Dobrze czujesz się na stanowisku osoby zarządzającej zespołem ludzi?
  • 9. Znajomi pytają cię często, jak coś załatwić?
  • 10. Podczas rozmowy patrzysz w oczy rozmówcy?
  • 11. Twój uścisk dłoni jest mocny?
  • 12. Podczas chodzenia nie garbisz się, twoje plecy są proste?
  • 13. Twój przekaz słowny jest konkretny i zrozumiały przez odbiorców?
  • 14. Uważasz się za kobietę atrakcyjną?
  • 15. Lubisz swoje ciało, a więc nie masz kompleksów z nim związanych?
  • 16. Lubisz wyzwania i często je podejmujesz?
  • 17. Potrafisz jasno zaznaczyć swoje granice w relacjach z ludźmi?
Większość odpowiedzi: „tak” oznacza, że jesteś kobietą, która osiąga swoje cele. Jeśli zgadzasz się tylko z kilkoma powyższymi stwierdzeniami – warto popracować nad wiarą w swój potencjał, który tylko czeka na przebudzenie.

Pomogą ci w tym następujące ćwiczenia:

Źródło: Dagmara Gmitrzak, „Trening Jaguara. Obudź swoją pewność siebie i osiągaj zamierzone cele”, Sensus 2014

Dagmara Gmitrzak trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek, www.rozwojosobisty.waw.pl