Symbole towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów. Jaką rolę odgrywają dziś, gdy z jednej strony degradujemy je do roli znaku konsumpcyjnego, a z drugiej – wciąż mogą przecież służyć poszukiwaniu sensu egzystencji i tworzeniu wspólnoty?
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 05/2026
Moi studenci coachingu czytali w tym roku na ćwiczeniach Cassirera i dyskutowali o znaczeniu i ważności symbolu. Ernst Cassirer (1874–1945) – przedstawiciel neokantyzmu, twórca teorii symbolu – pochodził z dzisiejszego polskiego Wrocławia. Należy do filozofów popularnych i chętnie czytanych, gdyż pisał jasno i z wdziękiem. Właściwie interesował go tylko jeden problem: jak jest możliwe poznanie świata poprzez kulturę? Przy czym kulturę rozumiał bardzo szeroko, nie tylko jako sztukę, lecz także naukę, filozofię i religię. Fenomenem kulturowym był dla niego człowiek, który z jednej strony tworzy kulturę, a z drugiej – jest przed nią odpowiedzialny.
Cassirer określił człowieka jako istotę tworzącą symbole – animal symbolicum. I tu już dochodzimy do sedna naszych rozważań, mianowicie do tezy, że współczesny coaching (często nieświadomie, choć po studiach filozoficznych już świadomie i odpowiedzialnie) rekonstruuje funkcje dawnych symboli i rytuałów, ale w świeckiej, zindywidualizowanej formie. Pokażmy zatem, jak coaching korzysta z narzędzi filozofii w praktyce, tłumacząc funkcjonowanie człowieka w pełnej symboli kulturze. Oczywiście w wielkim skrócie.
Symbolika towarzyszyła nam od zarania dziejów – jest jednym z najstarszych sposobów, w jaki ludzie próbowali uchwycić to, co wymyka się poznaniu pojęciowemu. Symbol, w odróżnieniu od znaku konwencjonalnego, nigdy nie był arbitralny, odsyłał do głębszej warstwy rzeczywistości, łącząc to, co widzialne, z tym, co niewidzialne. Jak pisał Paul Ricœur (1913–2005) – jeden z najbardziej znanych współczesnych myślicieli – „symbol daje do myślenia”, czyli nie wyczerpuje się w jednym znaczeniu, lecz otwiera nieskończony horyzont interpretacji.
Filozoficznie symbol różni się od alegorii i znaku. Alegoria ustanawia jednoznaczną relację między obrazem a znaczeniem, można ją „rozszyfrować”, zrozumieć i nazwać. Symbol natomiast jest niesubstytuowalny, to znaczy nie da się go zastąpić pojęciem, ponieważ jego zmysłowa warstwa jest nierozerwalnie spleciona z treścią, którą niesie.
Ernst Cassirer w swoim najbardziej znanym dziele „Filozofia form symbolicznych” uczynił z symbolu klucz do zrozumienia całej kultury ludzkiej. Człowiek jest istotą, która zamieszkuje świat nie bezpośrednio, lecz poprzez siatkę symbolicznych form: mitu, języka, religii, sztuki.
Z innym traktowaniem symbolu mamy do czynienia w rosyjskiej filozofii religijnej. U Pawła Florenskiego (1882–1937) i Sergiusza Bułgakowa (1871–1944) symbol pełnił funkcję bardziej ontologiczną. Mówiąc inaczej, symbol realnie uczestniczył w wyższej rzeczywistości. Ikona nie „reprezentuje” sacrum, ona w nim „partycypuje”.
Jednym z najbardziej uniwersalnych symboli ludzkości jest symbol jajka. Można by rzec, że funkcjonował od zawsze. W mitologii orfickiej świat wyłania się z kosmicznego jaja stworzonego przez Chronosa i Ananke, które przedstawiało pierwotny stan, czyli chaos. Z jaja wykluło się pierwsze bóstwo, Protogonos, czyli pierwotne światło uosabiające miłość i kreację. Analogiczny motyw odnajdujemy w mitologii wedyjskiej i szerzej w hinduizmie (złoty zarodek lub złote jajo).
Jajo prezentowało potencjał, z którego wyłonił się wszechświat. W mitologii fińskiej („Kalevala”) jajko też symbolizuje stworzenie świata, podobnie w egipskiej – jajo świata jest potężnym symbolem życia i zmartwychwstania, a w chińskiej – symbolem płodności i nowego początku.
Jajko łączy w sobie kilka warstw symbolicznych. Po pierwsze, potencjalność, czyli to, co nierozwinięte, czekające na urzeczywistnienie; po drugie, jedność przeciwieństw, a jeszcze – cykliczność, wieczny powrót i odrodzenie. Stąd jego obecność w obrzędach paschalnych, zarówno żydowskich, jak i chrześcijańskich.
Podobną głębię mają inne archetypy symboliczne. Ogień – czyli arche (praprzyczyna) u Heraklita i logos świata, w zoroastryzmie żywy obraz Ahura Mazdy, w chrześcijaństwie język Ducha Świętego. Ogień łączył niszczenie z oczyszczeniem, destrukcję z iluminacją. Inny żywioł, woda, jest żywiołem ambiwalentnym. Ocean był utożsamiany z pierwotnym chaosem, a woda chrztu to nowe narodzenie. Wreszcie symbol drzewa (axis mundi – oś świata) spajającego różne wymiary, w mitologii nordyckiej Yggdrasilu – symbol łączący dziewięć światów, w tradycji judeochrześcijańskiej – biblijne drzewo poznania dobra i zła, zaś w kabale – drzewo sefirot, które było jedną z emanacji światła Niepojętego (Ein Sof).
Ten piękny, zaczarowany świat symboli nie trwał długo. Wiek XVIII, a potem nowoczesność, zdominowane przez racjonalizm, podjęły próbę odczarowania świata. Symbol miał zostać zastąpiony przez pojęcie, rytuał – przez procedurę, a mit – przez naukę. Tymczasem XX wiek przyniósł gwałtowny powrót symboliki. Nie tylko w psychologii głębi Junga, gdzie archetypy stanowią struktury nieświadomości zbiorowej, lecz także w filozofii. Hans-Georg Gadamer (1900–2002), twórca hermeneutyki filozoficznej, pokazał, że symbol jest niezbywalnym sposobem doświadczania prawdy, którego nie może zastąpić dyskurs naukowy.
Współcześnie żyjemy w paradoksie albo wręcz w matriksie. Z jednej strony inflacja obrazów (reklama, media) degraduje symbol do roli znaku konsumpcyjnego; z drugiej – nieustannie powracamy do symbolicznych gestów i rytuałów, szukając w nich tego, czego nie daje nam czysta informacja, czyli sensu egzystencji, zakorzenienia i wspólnoty. Symbol wciąż „daje do myślenia”, pod warunkiem że zachowamy zdolność wsłuchiwania się w jego wieloznaczną mowę.
I współczesny coaching ma tu pole do popisu, gdyż rekonstruuje funkcje dawnych symboli i rytuałów. Pokażmy jak. Otóż w wielu ujęciach coaching można opisać jako rodzaj „rytuału transformacji”. To znaczy, że ma początek – kontrakt, ustanowienie celu, fazę liminalną – sesje, kryzys i symboliczny powrót do codzienności z nową tożsamością – „osoba po zmianie”. Tak jak starożytne święta zawieszały zwykły czas i wprowadzały uczestników w czas mityczny, tak sesja coachingowa zawiesza codzienny bieg spraw i tworzy „chronioną przestrzeń”, w której można eksperymentować z innymi sposobami rozumienia siebie.
Struktura spotkań, powtarzalność pytań, stała rama kontraktu – to odpowiedniki dawnej struktury rytuału, które nadają doświadczeniu formę i pozwalają mu zyskać „ważność egzystencjalną”, mimo braku odniesienia do sacrum w klasycznym sensie.
Wprost widać to w narzędziach coachingowych opartych na „symbolicznych przedmiotach”, kartach metaforycznych, pracy z obrazem czy metaforą.
Przedmiot wybrany przez klienta z zestawu rekwizytów pełni funkcję miniikony: kondensuje doświadczenie, które wymyka się pojęciom, i pozwala je zarazem „zobaczyć i przeżyć” w innym porządku – tak jak tradycyjny symbol łączył widzialne z niewidzialnym. Rola coacha polega tu na uruchomieniu hermeneutyki symbolu, wydobyciu wielu warstw znaczenia z jednego obrazu i przeprowadzeniu klienta od „znaczenia potocznego” do egzystencjalnego samorozumienia.
Dawne święta były kosmologiczne i wspólnotowe – odnawiały porządek świata i więź wspólnoty. Współczesny coaching, wpisany w logikę liberalnego indywidualizmu, organizuje raczej „święto jednostki”: czas poświęcony wyłącznie własnemu rozwojowi, potencjałowi, tożsamości. Mechanizm jednak jest podobny. Poprzez rytualizację – powtarzalny scenariusz sesji i symbolizację – metafory, obrazy, narracje sukcesu tworzy się doświadczenie przejścia od „starego ja” do „nowego ja”, choć już nie w horyzoncie zbawienia czy kosmicznego ładu, lecz w horyzoncie efektywności, dobrostanu, „spełnienia”.
Badacze coachingu zwracają uwagę, że jego skuteczność opiera się nie tylko na treści rozmowy, lecz na całej „architekturze semiotycznej”, czyli przestrzeni, gestach, języku, emblematach (certyfikaty, logotypy, kontrakty), które budują symboliczną władzę tego, co dzieje się w sesji. Z perspektywy filozoficznej pojawia się tu ambiwalencja. Z jednej strony chodzi realnie o samopoznanie i zmianę (co można odczytać po ricœurowsku jako drogę do głębszej samointerpretacji), z drugiej – symbolika może zostać wprzęgnięta w logikę rynkową, produkując raczej „estetykę przemiany” niż rzeczywiste przejście.
Można powiedzieć, że coaching jest jednym z miejsc, w których nowoczesność próbuje odzyskać utraconą moc symbolu i świętowania, ale czyni to w warunkach prymatu jednostki i rynku – dlatego tak ważna staje się krytyczna refleksja nad tym, czy i dla kogo ta świecka symbolika rzeczywiście „daje do myślenia”, a kiedy staje się tylko dekoracją zmiany. W tym drugim przypadku nic nie zyskamy, przeciwnie, pozostaniemy w niewoli jednego znaczenia.
Lilianna Kiejzik, prof. nauk humanistycznych, filozofka i tłumaczka. Obszar jej kompetencji badawczych to historia filozofii, szczególnie zagadnienia religijnej filozofii rosyjskiej, francuskiego strukturalizmu, problematyki „kwestii kobiecej” w filozofii. Pracuje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Miłośniczka jamników, pomaga Fundacji „Jamniki Niczyje”