1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zrozumieć siebie. Czy wiesz, czego chcesz?

Zrozumieć siebie. Czy wiesz, czego chcesz?

Znajomość własnych wartości to, inaczej mówiąc, samoświadomość, umiejętność bycia autentycznym, bez względu na to, jak jest to odbierane przez otoczenie. (Ilustracja Getty Images)
Znajomość własnych wartości to, inaczej mówiąc, samoświadomość, umiejętność bycia autentycznym, bez względu na to, jak jest to odbierane przez otoczenie. (Ilustracja Getty Images)
Powiedz mi, co dla ciebie ważne, a powiem ci, kim jesteś. Znajomość własnego systemu wartości to klucz do szczęścia!

Kiedy po podjęciu ważnej decyzji odczuwasz satysfakcję i wewnętrzny spokój, oznacza to, że zrobiłaś to w zgodzie ze sobą. Jeśli bliżej ci do frustracji – zignorowałaś rzeczy dla siebie istotne. Pytanie: czy wiesz, co jest dla ciebie ważne? Czy może kierujesz się cudzym systemem wartości? Robisz coś, bo tak trzeba, bo tak wypada? Większość z nas nie myśli na co dzień o rzeczach naprawdę głębokich. Koncentrujemy się raczej na sprawach bieżących. Stąd zwykle podejmujemy decyzje, z których nie do końca jesteśmy zadowoleni, godzimy się na rzeczy, których potem żałujemy. Rada? Dotrzeć do własnego systemu wartości. I kierować się nim w życiu.

Poznaj swoje wartości

– Powodów, dla których dobrze znać swoje wartości, jest cały szereg – mówi coach Łukasz Wieczorek. – Po pierwsze, pomagają dokonywać wyborów. Na przykład kiedy chcesz zrobić krok do przodu w karierze, a obecna praca nie spełnia żadnego z punktów na liście twoich wartości, to mało prawdopodobne, abyś się w niej spełniała. Wybór okazuje się prosty – jeżeli chcesz się realizować, musisz zmienić miejsce zatrudnienia. Druga kwestia to umiejętność filtrowania. Jeśli nie jesteś pewna, jak zareagować na osobę, problem czy możliwość – po prostu zdajesz się na swoje wartości. Po trzecie i najważniejsze, znając swoje priorytety, zwiększasz poczucie szczęścia.

Gdy dostosujesz codzienne działania, decyzje i zachowania do swoich wartości, poczujesz, że wszystko przychodzi ci bez wysiłku, że jesteś w stanie „swobodnego przepływu”, tzw. flow. To stan, w którym zapominasz o świecie zewnętrznym, o upływającym czasie, nie wybiegasz myślami do przodu, nie analizujesz wciąż na nowo przeszłości – przeżywasz życie dokładnie w tym momencie, kiedy się ono wydarza. – W dużym skrócie, wartości umożliwiają pozbycie się z życia tego, co do niego nie pasuje, oraz włączenie do życia tego, co pasuje – mówi Łukasz Wieczorek.

Odwaga i autentyczność

Znajomość własnych wartości to, inaczej mówiąc, samoświadomość, umiejętność bycia autentycznym, bez względu na to, jak jest to odbierane przez otoczenie. Życie zgodnie ze swoją hierarchią wcale nie musi oznaczać stanu niekończącej się radości. Czasami wręcz przeciwnie. Dlatego bycie autentycznym wymaga odwagi i determinacji.

Każdy człowiek jest inny i prawdopodobnie każdy ma swój unikalny zestaw priorytetów. Całkiem możliwe też, że co innego dla każdego znaczą. Dla jednej osoby największą wartością jest na przykład wolność i rozumie to jako niezależność finansową, dla innej to też jest wolność, ale postrzega ją bardziej jako niechęć do stałych związków. Dlatego tak ważna jest głębsza analiza – co dana wartość oznacza dla ciebie.

Bywa również, że jedna z wartości jest w opozycji do systemu wartości bliskiej osoby. I jeśli dana relacja jest istotna, potrafimy zaprzeczać własnym priorytetom lub nawet je wypierać. Niektórzy są w stanie w ten sposób żyć latami. Ale czy czują się spełnieni? Zbyt długie czy zbyt częste trwanie w stanie nieautentyczności prędzej czy później doprowadza do napięć, do poczucia braku wewnętrznej równowagi, harmonii.

– Konflikt z ideałami powoduje stres i kosztuje dużo wysiłku – mówi Łukasz Wieczorek. – Energia, którą pochłania oddalanie się od własnych zasad, wyczerpuje, czyniąc życie walką.

Lista wartości

Ustalenie kompletnej listy wartości może na początku wydawać się trudne. Pomoże ci w tym poniższe ćwiczenie. Wymaga skupienia i wykonania go bez pośpiechu. Możesz skorzystać z gotowej listy wartości wskazanych przez psychologów, np.:  miłość, akceptacja, wolność, bezpieczeństwo. Wybierz z niej to, co wydaje się dla ciebie ważne, i na tej podstawie stwórz swoją listę. Owszem, jest szansa, że należysz do grona szczęściarzy, którzy nie mają problemu z określeniem, co jest dla nich ważne, jednak większość z nas ma. Działamy w wypracowanym schemacie, iluzorycznej strefie komfortu, realizujemy marzenia, nie wiedząc nawet, czy są naprawdę nasze, czy może zapożyczoną wizją z najnowszej reklamy.

Symptomem, że podążasz za niewłaściwymi celami, jest to, że czujesz się nie do końca szczęśliwa, chociaż teoretycznie nie masz ku temu powodów. Kiedy myślisz o własnym życiu, wszystko wydaje się w porządku, jednak ty wciąż odczuwasz wewnętrzne napięcie, frustrację, niewyjaśnioną tęsknotę. Być może początek roku to najlepszy czas, żeby przeanalizować, czego pragniesz? W którym kierunku zmierzasz?

Oczywiście, nie należy popadać w skrajność. To zrozumiałe, że niekiedy sami rezygnujemy z czegoś, co jest dla nas ważne, na rzecz kogoś bliskiego. Jest jednak różnica w tym, czy robimy to świadomie, czy też błądząc po omacku w życiowych meandrach. Poza tym ustalanie wartości nie jest jednorazowym zadaniem. Z biegiem lat hierarchia będzie się zmieniać. To, co było ważne dla dziecka (miłość, poczucie bezpieczeństwa), zmienia się, kiedy stajemy się nastolatkami (wolność, niezależność) i będzie się zmieniać z upływem czasu. Stąd warto do tego tematu powracać, aby „być ze sobą na bieżąco”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Dobra energia w domu - jak ją wprowadzić?

Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Kiedy patrzymy na coś, co nam się podoba, otwieramy szerzej oczy, nasze rysy łagodnieją, pojawia się też rodzaj przyjemnego zaciekawienia. A to tylko jeden ze sposobów, w jaki rzeczy, którymi się otaczamy, są w stanie oddziaływać na nasz stan ducha.

Czy materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości? Oczywiście, ich widok może sprawiać nam czysto estetyczną przyjemność, ale przecież filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. Jak przekonuje jednak Ingrid Fetell Lee, projektantka wnętrz i autorka książki „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu”, za pomocą przedmiotów warto kreować sytuacje, w których możemy tę radość łatwiej w sobie odnaleźć – tak jak wtedy, gdy patrzymy na bukiet świeżo zerwanych kwiatów, gdy siedzimy przy kawiarnianym stoliku skąpanym w ciepłych słonecznych promieniach lub wieszamy na choince migoczące świąteczne ozdoby. W sposób szczególny powinniśmy zaś przyjrzeć się przedmiotom w najbliższym otoczeniu, czyli w domu. Doskonałą okazją ku temu jest remont bądź przemeblowanie.

Z całą pewnością znasz remontowe porzekadło, wedle którego pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi – dla przyjaciela, a trzeci – dla siebie. Na urządzanie wnętrz w sposób niedający nam radości szkoda jednak czasu i pieniędzy. Przystępując do ich projektowania, warto przyjrzeć się kilku prostym mechanizmom, których znajomość pozwoli wpuścić do codziennego życia więcej wesołości i beztroski. Obok długotrwałego efektu w najbliższym otoczeniu dodatkową przyjemność da nam poczucie sprawczości, które stanie się naszym udziałem poprzez świadome zastosowanie pewnych zasad w praktyce. Mechanizmy, którymi rządzi się przestrzeń i zebrane w niej przedmioty, autorka „Joyful” podzieliła na 10 kategorii.

Energia

Energia jest w wielu wypadkach synonimem radości. Kojarzy się ze wszystkim, co żywe, kolorowe, jasne i ciepłe. Nic dziwnego, że jej odczuwanie doskonale stymulują przede wszystkim nasycone barwy. Przypomnij sobie, jak wiele radości daje ci wizyta w galerii sztuki, podziwianie murali w odwiedzanym mieście albo zabawa w paintball! Intensywne, jaskrawe kolory warto wprowadzić także do naszej codziennej przestrzeni – jeśli nie na dużych powierzchniach, to przynajmniej w formie niewielkich plam i akcentów (idealnie nadają się do tego wszelkie dekoracyjne dodatki, jak poduszki, kapy, obrazy). Szczególnie polecana jest kojarzona ze słońcem barwa żółta, zaś dobrym tłem dla innych kolorów będzie czysta biel. Lepiej natomiast unikać beżów i szarości.

Kolejnym istotnym elementem dodającym energii jest naturalne światło oraz, w wypadku jego braku, dynamiczne sztuczne oświetlenie jak najlepiej imitujące promienie słoneczne.

Obfitość

Nasze zamiłowanie do obfitości odziedziczyliśmy po dalekich przodkach. Miejsca pełne bujnej roślinności, z żyzną glebą, odpowiednio nawodnione i zamieszkane przez rozmaite gatunki zwierząt – kojarzyły im się z poczuciem bezpieczeństwa i dawały perspektywę łatwiejszego przetrwania. Dziś obfitość kojarzymy raczej z nadmiarem. Jak w rozmowie z SENSem podkreślała jednak Katarzyna Kędzierska, propagatorka minimalizmu, wyrzeczenie się nadmiaru nie oznacza zgody na „zbyt mało”, a raczej na „tyle, ile trzeba”. Podobnie interpretuje obfitość Ingrid Fetell Lee, dla której nie stanowi ona synonimu przesytu, a raczej różnorodności i pobudzenia wszystkich zmysłów. Jak poczuć obfitość w kreowanej przez siebie przestrzeni? Przede wszystkim przez warstwowość, którą stosować można w doborze tkanin (modne szczególnie w stylu boho układanie na sobie kilku dywanów czy narzut) oraz przez wykorzystanie rozmaitych faktur i wzorów. Aby zapewnić sobie prawdziwą stymulację sensoryczną, wybierajmy sprzęty o ciekawych teksturach, wykonane z użyciem rzemieślniczych materiałów (puchate dywany, nieszlifowane drewno, naturalny kamień, tkaniny o nietypowym splocie).

Wolność i odnowa

Beztroska w działaniu, otwarta przestrzeń, brak ograniczeń, swoboda ruchu i oddechu – oto najważniejsze skojarzenia z wolnością. Odczuwamy ją, przebywając na plaży, rozległej łące, w dzikich górach, ale także wtedy, kiedy nosimy luźną, wygodną odzież, biegamy boso po piasku i uprawiamy sport na świeżym powietrzu. Odczucia, które stają się wówczas naszym udziałem, możemy odtworzyć także w przestrzeni mieszkalnej: unikając dużych, ciężkich i ciemnych mebli oraz syntetycznych materiałów; instalując w domu huśtawki, hamaki i zjeżdżalnie, dające przyjemne wrażenie powrotu do beztroski dzieciństwa; wprowadzając do wnętrz naturalną roślinność w postaci kwiatów doniczkowych lub, jeśli to tylko możliwe, uprawiając chociaż niewielki ogródek, na przykład na balkonie. Kontakt z przyrodą, który sobie w ten sposób zapewnimy, jest też ważną składową kolejnej stworzonej przez Lee kategorii: odnowy, kojarzonej z odrodzeniem, przywróceniem sił i naturalną witalnością.

Harmonia

Wielu z nas, a szczególnie osoby wysoko wrażliwe, ma problemy ze skupieniem, relaksem i odczuwaniem szeroko pojętego dobrostanu w miejscach zabałaganionych. Znacznie lepiej czują się w przestrzeniach dobrze zorganizowanych, funkcjonalnych, opartych na symetrii, nieprzeładowanych przedmiotami, które ułożone są zgodnie ze swoim przeznaczeniem lub w przemyślanych konfiguracjach geometrycznych. Z tego właśnie powodu, bez względu na stosunek do religii i historycznych zawieruch, zwykle uspokajają nas wizyty w antycznych świątyniach, kościołach i klasycznych willach; najwięksi sceptycy nie odmawiają racji bytu wiekowym chińskim praktykom feng shui, a poradniki specjalistki od sprzątania Marie Kondo biją rekordy popularności. Wprowadzanie harmonii do wnętrza oznacza przede wszystkim symetrię.

Podobne przedmioty warto łączyć w grupy lub multiplikować przy użyciu luster; kolory i wzory – koordynować tak, aby połączyć je w zbiory. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o jednolitość szczegółów – czy będą to jednakowe wieszaki w szafach, jednokolorowe pinezki na korkowej tablicy czy jeden kolor metalu, z którego wykonane są uchwyty do szaf w całym mieszkaniu.

Zabawa i zaskoczenie

Okrywanie wewnętrznego dziecka w sobie to od wielu lat jeden z głównych postulatów wysuwanych przez psychologów. Wśród inspirujących do zabawy elementów jest nostalgia: przywołanie poczucia bezpieczeństwa i niefrasobliwości odczuwanej w dzieciństwie. Kształtem, który najpełniej symbolizuje ten okres, jest koło. Od karuzeli po hula-hoop, od balonu po piłkę, kręgi i kuliste formy zdają się być wpisane w historię beztroskiej zabawy od tysiącleci. Ich przeciwieństwem są „dorosłe” kąty i kanty, kojarzone z dyscypliną i rygorem – jak pisze Lee, na kanciaste przedmioty podświadomie reagujemy niepokojem. Projektując przestrzeń, warto wprowadzić do niej formy koliste i faliste, a także inne elementy kojarzone z zabawą, jak frędzle, pompony, tkaniny w grochy. Można także rozważyć komponenty humorystyczne: zaskakujące rzeźby czy grafiki albo pojedyncze dodatki na pierwszy rzut oka niepasujące do reszty, stanowiące swego rodzaju puszczenie oka do naszych gości oraz do nas samych.

Blisko stąd do kolejnej kategorii, bezpośrednio związanej z ludycznością, mianowicie do zaskoczenia. Większość z nas bardzo lubi przyjemne niespodzianki. Dlaczego nie wprowadzić ich do własnego domu? Co powiesz na piękny, kolorowy i pachnący papier do wykładania zupełnie zwykłych szuflad, który cieszy zmysły przy każdym sięgnięciu po parę skarpetek?  Rolę niespodzianki spełniać może też kontrast formy czy koloru, zabawa proporcją i skalą, ale także np. element niedoskonały, jak specjalnie postarzona ściana czy widoczne ślady po naprawie jakiegoś przedmiotu, znane doskonale miłośnikom filozofii wabi-sabi.

Transcendencja

Słowo „lekkość”, którego Lee używa poniekąd zamiennie z transcendencją, stało się ostatnio niezwykle modne. Używa się go wszędzie tam, gdzie mowa o szczęściu i szeroko pojmowanym odnoszeniu sukcesu. Lekkie jest to, co przychodzi nam naturalnie, w sposób niewymuszony, nie jest okupione nadmiernym wysiłkiem i dodaje poczucia radości i zadowolenia. Co ciekawe, sposób, w jaki odczuwamy i pojmujemy emocje, związany jest z osią pionową. Przykładowo, uśmiech wygina nasze usta ku górze, a wysokie poczucie własnej wartości każe nosić uniesioną głowę; brwi marszczymy zaś ku dołowi i w ten sam sposób załamujemy ręce. W większości przypadków – co widać także w naszym języku – kierunek ku górze jest synonimem tego, co pozytywne. Dobro podnosi nas na duchu, dodaje skrzydeł, sprawia, że czujemy się wniebowzięci albo w siódmym niebie. W przestrzeni lekkość i transcendencję symbolizują jasne kolory w tonacji nieba, duże wolne płaszczyzny pionowe (np. ściany pomalowane na ulubiony kolor, ale pozbawione obrazów czy plakatów), elementy przezroczyste, dekoracje mocowane na suficie (np. wiszące doniczki z kwiatami, ozdobne żyrandole), powietrze i naturalne światło.

Magia

Światło pojawia się w wielu kategoriach wyodrębnionych przez autorkę „Joyful”. Jest również podstawą przestrzennej magii, wyrażanej przez wszystko to, co błyszczące, fluorescencyjne, pryzmatyczne, nieuchwytne. Także w jej wypadku po raz kolejny dostarczamy bodźców naszemu wewnętrznemu dziecku oraz tej części naszego jestestwa, które tęskni za zjawiskami przyrody uważanymi kiedyś za tajemnicze, jak mgła, wiatr czy energia geotermalna. Element magii wprowadzą do przestrzeni opalizujące tkaniny, lustra, fantazyjne przedmioty szklane i wydające kojące dźwięki wietrzne dzwonki.

Świętowanie

Jednym z momentów, podczas których większość osób odczuwa radość i przyjemne podekscytowanie, są święta i rodzinne uroczystości, łączące się ze sferą sacrum – przestrzenią wyjątkową, odmienną od codziennej, przepełnioną podniosłą atmosferą, ale także bliskością drugiego człowieka. Aby w jakimś wymiarze odwzorować świąteczny nastrój we wnętrzu, warto zadbać o jego kameralność i przytulność, a także łatwość międzyludzkiej komunikacji – czy to przy wygodnym stole, wręcz stworzonym do gromadnego biesiadowania, czy poprzez wprowadzenie tzw. punktu centralnego, wokół którego skupiać się będzie uwaga wchodzących, jak np. kominek, otoczony fotelami stolik kawowy w salonie albo szemrząca fontanna w ogrodzie.

Zmiana w pięciu krokach

  1. Wybierz maksymalnie trzy kategorie, które najbardziej do ciebie przemawiają, np. obfitość (tapety, warstwy tkanin), wolność (rośliny, huśtawka), harmonia (symetria, grupy podobnych przedmiotów).
  2. Wypisz kategorie dodatkowe, które również chciałbyś zawrzeć we wnętrzu – dlatego, że ci się podobają, albo dlatego, że już je masz, np. okrągły stolik kawowy (zabawa) czy plamy kolorów (energia).
  3. Zastanów się, jak połączyć je w unikatowy, tylko tobie właściwy sposób. Spróbuj wypisać około pięciu pomysłów, np. tapeta + motywy roślinne = tapeta z motywem dżungli; plamy kolorów + huśtawka = huśtawka pomalowana na jaskrawą czerwień.
  4. Z wypisanych kombinacji spróbuj wyciągnąć wspólne hasło – łączący je temat, który określisz jednym lub dwoma zdaniami, np. „Radość w dżungli”.
  5. Sporządź listę przedmiotów, które musisz dodać do wnętrza – wypisz, co musisz w nim zmienić, aby dostosować je do swojej nowej wizji, oraz co powinno je opuścić.
Więcej w książce: „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

  1. Materiał partnera

Otwórz się na zmiany razem z nową ambasadorką marki Triumph - Martyną Wojciechowską

W kampanii „Otwórz się na zmiany” Triumph oddaje głos inspirującym kobietom, takim jak Martyna Wojciechowska. Bo kto wie więcej na temat zmian niż my? (Fot. materiały prasowe)
W kampanii „Otwórz się na zmiany” Triumph oddaje głos inspirującym kobietom, takim jak Martyna Wojciechowska. Bo kto wie więcej na temat zmian niż my? (Fot. materiały prasowe)
Dzisiaj? Jutro? Choćby zaraz! Życie to nieustanne zmiany i choć każda z ich jest wyzwaniem, to może być także początkiem nowej historii, dodać nam niezwykłej energii i pewności siebie. Szczególnie, jeśli w tych zmianach wspierają nas inspirujące kobiety. O tym w wiosennej kampanii przekonuje marka Triumph wraz z nową ambasadorką, Martyną Wojciechowską.

Otwórz się na zmiany

To hasło kampanii, której głównym elementem jest inspirujące video. W pełnym emocji i prawdziwych historii spocie bohaterki otwarcie opowiedzą m.in. o tym czym jest dla nich zmiana, z jakimi wiąże się emocjami, w jaki sposób kobiety mogą się wzajemnie wspierać w podejmowaniu odważnych decyzji. Wraz z ambasadorką Triumph, dziennikarką, podróżniczką i aktywistką Martyną Wojciechowską w kampanii wzięły udział: Marta Wojtal, która porzuciła zawód księgowej i obecnie jest jedną z najlepszych fotografek modowych w kraju; Monika Pryśko – autorka książki „Bój się i działaj”, od lat na swoim blogu przekonuje, że w kobietach drzemie prawdziwa siła oraz Klaudia Bąk, braffiterka i laureatka wewnętrznego konkursu dla pracowników salonów Triumph, która z firmą związana jest od 15 lat.

- Każda zmiana to wyzwanie, ale także początek nowej historii. To właśnie otwartość na zmiany zaprowadziła mnie na krańce świata, gdzie poznałam wiele inspirujących kobiet i zrozumiałam jak ogromną moc ma kobieca więź. Możemy się różnić wieloma rzeczami: językiem, kulturą, sposobem na życie czy tym, jaki nosimy rozmiar. Łączy nas jednak więcej niż nam się wydaje! Choć każda zmiana jest naszą indywidualną decyzją, to w jej tle słychać głosy wielu kobiet. To nasza wspólna historia. Razem możemy więcej, a kobiece wsparcie zawsze dodaje skrzydeł – mówi Martyna Wojciechowska, ambasadorka Triumph.

W kampanii „Otwórz się na zmiany” Triumph oddaje głos inspirującym kobietom, bo kto wie więcej na temat zmian niż my? Doświadczamy ich przez całe życie. Z każdym rokiem, miesiącem, a nawet dniem zmieniają się nie tylko nasze potrzeby, ale także nasze ciało. Dlatego marka Triumph, która od ponad 130 lat tworzy bieliznę zapewniającą idealne wsparcie, stworzyła rewolucyjny biustonosz Fit Smart, dopasowujący się do ciała kobiety.

Fit Smart - biustonosz, który zmienia się razem z tobą

Czy rewolucja może polegać na idealnym dopasowaniu? Tak! Bez względu na to czy twoje ciało zmienia się w wyniku działania hormonów czy wahań wagi w ciągu miesiąca, biustonosz Fit Smart zapewni wsparcie każdego dnia. Jest to możliwe dzięki specjalnie zaprojektowanej, elastycznej koronce 4D, miseczkom z elastycznej pianki 4D oraz bezfiszbinowej konstrukcji wewnętrznej, które gwarantują doskonałe podtrzymanie i dopasowanie do kształtu i rozmiaru biustu. Fit Smart został zaprojektowany tak, by dać kobietom poczucie komfortu podczas codziennych wyzwań i zmian, których doświadczają.

- Nasze ciało się zmienia, nasze potrzeby się zmieniają, my się zmieniamy. Możemy mieć inny kolor skóry, różnić się kolorem włosów, potrzebami, marzeniami, planami, ale tak naprawdę, w głębi duszy, wszystkie doświadczamy tego, że pragniemy być wystarczające - wystarczająco piękne, seksowne, mądre, a jednocześnie chcemy być sobą. Ja chcę być sobą i chcę być wystarczająca. I chciałabym też, żeby bielizna, którą noszę, podążała za tym, jak się zmieniam - mówi Martyna Wojciechowska.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Cechą charakterystyczną biustonosza Fit Smart jest 5 inteligentnych rozmiarów, które adaptują się do biustu, stanowiąc alternatywę dla standardowej rozmiarówki. W praktyce odpowiadają one ponad 40 kombinacjom rozmiarów.

Fit Smart definiuje na nowo pojęcie komfortu, zapewniając kobietom swobodę ruchu, jakby w ogóle nie miały na sobie biustonosza. Adaptując się do ciała w każdej sytuacji, zapewnia idealne wsparcie bez względu na styl życia czy zmiany zachodzące w kobiecym ciele.

Biustonosz Fit Smart został zaprojektowany z myślą o tobie i twoim życiu! Zapewniając poczucie komfortu, dodaje pewności siebie, abyś mogła stawić czoło wszystkim zmianom.

  1. Psychologia

Psychologia konfliktu – jak sprawić, by obie strony wygrały spór?

Podłoża konfliktów wszędzie są te same. Można wyróżnić dwa główne. Pierwsze to potrzeba zwycięstwa i otrzymania tego, czego się chce. Drugie to potrzeba dowiedzenia komuś, że ma się rację. (fot. iStock)
Podłoża konfliktów wszędzie są te same. Można wyróżnić dwa główne. Pierwsze to potrzeba zwycięstwa i otrzymania tego, czego się chce. Drugie to potrzeba dowiedzenia komuś, że ma się rację. (fot. iStock)
Gdyby buntownicy z Majdanu i Putin znali zasady transformującej komunikacji, na Ukrainie nie doszłoby do przemocy. Podczas gdy w polityce, biznesie i we własnych domach wciąż jeszcze na różne sposoby do siebie strzelamy, powstają coraz doskonalsze strategie rozwiązywania konfliktów. Dzięki nim być może już za sto lat światu przestaną przydarzać się wojny, a małżeństwom kłótnie z rzucaniem porcelaną – mówi trener z Nowej Zelandii dr Richard Bolstad.

Podczas gdy w polityce, biznesie i we własnych domach wciąż jeszcze na różne sposoby do siebie strzelamy, powstają coraz doskonalsze strategie rozwiązywania konfliktów. Dzięki nim być może już za sto lat światu przestaną przydarzać się wojny, a małżeństwom kłótnie z rzucaniem porcelaną – mówi trener z Nowej Zelandii dr Richard Bolstad.

Uchodzisz za najskuteczniejszego na świecie instruktora wychodzenia z konfliktów. Pracowałeś w Sarajewie, a z twoich podręczników korzystali nie tylko działacze pokojowi w Czeczenii. Tysiące biznesmenów, ale i tysiące skłóconych par wyszło dzięki tobie na prostą. Jak to robisz?
Stworzyłem model komunikacji pozwalający rozwiązywać spory tak, by obie strony były szczęśliwe. Ponad 20 lat temu napisałem o tym książkę, a dziś uczę swojej metody na wszystkich kontynentach. Wierzę, że gdybyśmy umieli się nią posługiwać, żylibyśmy w całkiem innym świecie.

W czym tkwi tajemnica metody?
To zbiór zasad mówiących, jak się zachować i rozmawiać w sytuacji konfliktu niezależnie od jego skali. Jak skutecznie przerwać spiralę agresji i znaleźć satysfakcjonujące dla obu stron, trwałe wyjście ze sporu. Siłą tych instrukcji jest to, że nie opierają się na żadnej eksperymentalnej teorii czy filozofii, która mogłaby zadziałać bądź nie. Są za to wykreowane w oparciu o twarde wyniki wielu badań psychologicznych przeprowadzonych na związkach międzyludzkich, w tym głównie na parach.

To możliwe znaleźć lek o przyspieszonym działaniu, którym można uzdrowić zarówno konflikt w rodzinie, w pracy, jak i na arenie międzynarodowej?
Tak. Bo podłoża konfliktów wszędzie są te same. Można wyróżnić dwa główne. Pierwsze to potrzeba zwycięstwa i otrzymania tego, czego się chce. Drugie to potrzeba dowiedzenia komuś, że ma się rację. Większość ludzi w trakcie zażartego sporu ma naturalną tendencję do dowodzenia słuszności swoich opinii. Czasem dążymy do tego kosztem innych i siebie, nie bacząc na to, jak wiele tracimy. Pierwszym krokiem, żeby sobie z takim konfliktem poradzić, jest przełączenie się z myślenia o racjach na myślenie o potrzebach. Bo nieważne, kto ma słuszność, ale kto czego pragnie i co chce osiągnąć.

A gdzie można znaleźć przełącznik?
We własnej głowie. Na początek warto usłyszeć i uznać to, co mówi druga strona. I nie chodzi o to, by się z nią zgodzić. Raczej, by uświadomić sobie, czego potrzebuję ja, a czego przeciwnik w sporze. Warto artykułować potrzeby bez obrażania drugiej strony. Posłużę się przykładem ze świata. Przypominam sobie konflikt w Irlandii Północnej. Irlandczycy uskarżali się, że nazywa się ich mordercami. Świat nie chciał wtedy usłyszeć, jak bardzo ich to boli, a od tego należało zacząć zażegnywanie tamtego konfliktu. Dziś Rosja wysyła pod adresem Ukrainy wyzwiska: „faszyści, antysemici, ekstremiści”. To w niczym nie pomoże. Podobnie jak podczas domowych kłótni. Gdy mąż z żoną zaczynają rzucać w siebie przedmiotami, warto, by przerwali na chwilę, zrobili krok do tyłu i zapytali siebie: „Czego właściwie chcesz od życia w tej chwili? Co chciałbyś dokładnie osiągnąć? Czego całym sercem pragniesz?”.

Mało kogo stać na taki krok, kiedy już zawrzało…
Warto się na niego zdobyć, bo z badań wiemy, że to, co wyartykułujesz w pierwszej fazie sporu, a czasem nawet już w pierwszym jego zdaniu, zdeterminuje wynik konfliktu. Reguła ta sprawdza się w 92 procentach.

On wścieka się na nią, że jest rozrzutna. Ona na niego, że ma węża w kieszeni. „Czego właściwie chcesz od życia w tej chwili?” „Żebyś przestała tyle wydawać”. „A ty czego całym sercem pragniesz?” „Żebyś przestał być taki skąpy”. I...
I konflikt wartości gotowy. Trzeba nauczyć się odróżniać go od konfliktu potrzeb. Gdy on i ona mają różne potrzeby, wystarczy znaleźć takie rozwiązanie, dzięki któremu obie strony spełnią pragnienia. Ale ze sporem, w którym mamy do czynienia z dwoma systemami wartości, już nie jest tak łatwo. Wzajemne przekonywanie, że to właśnie oszczędność czy wręcz przeciwnie – spontaniczność w wydawaniu na przyjemności jest lepsza, to ślepa uliczka.

Ale to właśnie konflikty wartości są przyczyną tysięcy rozwodów. Jak je przekraczać?
Po pierwsze, nie warto zaczynać rozmowy od roztrząsania różnic w wartościach. Znów zwracam uwagę na to, żeby spór pozytywnie zacząć. Bo jak go zaczniemy, tak zakończymy. Najpierw trzeba skupić się na tym, jakie wartości mamy wspólne czy podobne. Powiedzieć sobie o nich. „Wprawdzie z innym temperamentem wydajemy pieniądze, ale oboje cenimy zdrowe jedzenie i na nie oboje lubimy wydać”. Albo: „Wartością, która nas łączy, jest miłość do nowych technologii… natury… do zwierząt”. Dopiero gdy zbudujemy atmosferę wspólnoty, czas na kolejny krok. Uświadomienie sobie, jakie różnice w naszych systemach wartości są zarzewiem powtarzających się w naszym związku konfliktów. I… uznajmy wzajemnie nasze wartości.

Co to właściwie znaczy uznać?
Ano właśnie. Po czym poznać, czy druga strona rzeczywiście przyswoiła fakt, że lojalność, wierność czy porządek są dla mnie istotne? Nie wystarczy, żeby ktoś przyjął te wartości do wiadomości. Żeby otworzyć się na prawdziwą zgodę, musi nam zademonstrować ich uznanie.

W jaki sposób?
Wyobraźmy sobie parę zakochanych. Ona buddystka i on katolik. Katolik nie akceptuje do końca praktyk swojej wybranki, która jednak pragnie, by jej duchowa ścieżka była przez mężczyznę zaaprobowana. Co robi? Zamiast zaogniać sytuację, świeci przykładem, demonstrując swoją akceptację wobec jego religii. Jak? Czyta Pismo Święte albo co jakiś czas wybiera się z nim do kościoła. Pokazuje ukochanemu, że to OK mieć różne wyznania. I że jest otwarta na zgłębianie jego religii, mimo że wciąż praktykuje swoją. To właśnie przykład przejawiania wartości w działaniu. Prawie pewne, że on odpowie narzeczonej tym samym – akceptacją. Podsumowując, jeśli chciałbyś, by druga osoba przyjęła twoje wartości, musisz być jej modelem. Zrobić w jej kierunku to, czego sam od niej oczekujesz.

Podobno obserwując parę, potrafisz przewidzieć, jak długo przetrwa?
Nie tylko ja to potrafię. Badania słynnego psychologa prof. Johna Gottmana z Uniwersytetu Stanowego Washington pokazały, że wystarczy posłuchać przez pięć minut, jak ona i on rozmawiają ze sobą, by z 96-procentową pewnością stwierdzić, czy przeżyją razem następne 12 lat i z 80-procentową dokładnością przewidzieć rok rozstania.

Nie wierzę. To wróżenie z fusów…
Przeciwnie. Całkiem wiarygodna diagnoza trwałości pożycia. Możemy jej dokonać przez obserwację poziomu werbalnej i niewerbalnej synchronizacji dwójki partnerów. Werbalna to niekontrolowane upodabnianie tonu głosu i szybkości mówienia do tonu głosu i tempa wypowiedzi osoby, z którą rozmawiasz. Z kolei niewerbalna to nieświadome przyjmowanie takiej samej pozycji ciała co partner w dyskusji. Jeśli przyjrzeć się dokładniej np. małżeństwu o dobrym rokowaniu, możemy zauważyć zrównane oddechy, a gdyby podłączyć ją i jego pod aparaturę, ich fale mózgowe miałyby podobną częstotliwość. Im bardziej zsynchronizowani są partnerzy, tym dłuższe wspólne życie przed nimi. To jedna z zasad transformującej komunikacji, tzw. idea raportu.

Czego przejawem jest synchronizacja? Czego właściwie dowodzi?
To jest podświadoma próba zrozumienia, jak czuje się druga osoba. Żeby obniżyć poziom napięcia sporu, możemy stosować synchronizację, świadomie dopasowując się do przeciwnika w dyskusji. Jeśli mówimy w różnym tempie i z różnym natężeniem głosu, znaczy, że żadna ze stron nie czuje się uznana i rozumiana przez drugą. A ludzie nie mają ochoty pozostawać w relacji, w której nie czują się uznani.

Rozumiem, że gdy już wybuchnie kłótnia, na synchronizację za późno?
Stan umysłu uczestników sporu jest ważny. Z badań wiemy, że jeżeli puls człowieka przekracza 95 uderzeń na minutę, nie ma szans na pojednanie. Bo jest pod wpływem zbyt dużego stresu. Istnieją techniki obniżania adrenaliny podczas dyskusji. Można w ciągu minuty zrelaksować się, zmniejszając częstość uderzeń serca. Ale wcześniej trzeba to wytrenować. Nauka obejmuje m.in. fizyczny trening, np. oddechowy. Z drugiej strony – doświadczenie podczas ćwiczeń takiego konfliktu, który kończy się porozumieniem, staje się matrycą pod nasze kolejne zachowania w podobnych sytuacjach.

Ale konflikt to nie zawsze kłótnia na noże angażująca równie mocno obie strony. W bliskich relacjach zdarzają się konflikty w jakimś sensie jednostronne – jedna osoba jest niezadowolona, a drugiej jakby to nie obchodziło…
Dużym błędem popełnianym w związku jest wychodzenie z założenia, że jeśli mi jest dobrze, a jemu źle, to nie jest to mój problem. Niech druga strona coś ze sobą w końcu zrobi… Pójdzie na terapię, ogarnie się… Ale tak naprawdę to również nasza sprawa. Przecież to, co zrobi nieusatysfakcjonowany partner, wpłynie na relację i nasze samopoczucie. Jeśli jakaś osoba zgłasza kłopot, warto dać jej przestrzeń do tego, by zaistniała z nim w naszej obecności. Dać jej poczucie, że przyjmujemy to, o czym mówi. Nie odwracamy się od tego. Taka postawa w perspektywie buduje zgodę. Warto pomóc partnerowi znaleźć takie rozwiązanie, które dla niego będzie satysfakcjonujące, co nie znaczy, że mamy powiedzieć mu, co ma zrobić.

Mówiłeś już, jak przekroczyć konflikt wartości, nie powiedziałeś wiele o drodze wyjścia z konfliktu potrzeb…
On potrzebuje dziś wieczorem samochodu i ona też. Dokładnie o tej samej porze. Mają jedno auto. Co jest rozwiązaniem?

Kompromis?
W żadnym wypadku! W potocznym myśleniu kompromis to złoty środek dla zwaśnionych stron. Tymczasem nie jest wcale najlepszy. Często sprawia, że dwie osoby nie są do końca usatysfakcjonowane, a nawet bywają rozdrażnione. Bo coś tracą. Kompromis zakłada poświęcenie jakiejś części swoich potrzeb w imię bycia razem. Uważam, że to paskudnie unieszczęśliwia. Wróćmy do rodziny, która ma jedno auto na dwoje dorosłych kierowców. Wieczorem każde chce coś załatwić. Kompromisem byłaby sytuacja, w której każdy jedzie autem, ale tylko na pół swojego spotkania.

Fatalnie.
No właśnie. Rozwiązanie, do jakiego trzeba dążyć, to win – win, czyli sytuacja wygrana – wygrana. Szukamy kreatywnie takiego wyjścia, które zapewni obu stronom możliwość pełnego zaspokojenia swoich potrzeb. Ona podwozi go na jego spotkanie, a potem jedzie autem na swoje. Następnie odbiera go ze spotkania, gdy już oba się zakończą. Ewentualnie para może zaangażować przyjaciela, który podwiezie ją lub jego. Nie ma sensu wyszarpywać sobie auta, warto skupić się na tym, jakie mamy potrzeby i w jaki sposób możliwe będzie ich spełnienie.

Rozumiem, że takie pary żyją długo i szczęśliwie.
Nie tylko pary. Izrael z Egiptem prowadził w XX wieku kilka wojen, ale w latach 80. państwa zawarły pokój. To było po zdobyciu przez Izraelczyków półwyspu Synaj, który był im potrzebny do celów obronnych. Egipt postawił wtedy weto. Nie oddamy półwyspu. Przecież tam żyją Egipcjanie! Strony znalazły jednak rozwiązanie win – win. Egipt wciąż miał administracyjną kontrolę nad Synajem, a Izrael mógł wprowadzać tu swoje wojska, by patrolowały stąd okolice Kanału Sueskiego. Wygrana – wygrana. I na Bliskim Wschodzie to jest najdłuższy w historii rozejm i akt pokoju, który trwa. Trwa dlatego, że jest podwójną wygraną, a nie kompromisem.

Synchronizacja z partnerem w kłótni, demonstrowanie uznania dla jego odmiennych wartości, wspólne dbanie o zaspokojenie potrzeb obu stron na 100 procent. Transformująca komunikacja daje narzędzia do wychodzenia z konfliktów. Paradoksalnie jednak konflikty przynoszą też czasem spore profity. Np. napędzają zmianę…
Każdy konflikt czegoś nas uczy. Wzrasta nasza wiedza o sobie nawzajem, a przez to – w perspektywie – jakość relacji. Dzięki sporom dane jest nam odkryć, że nie mamy wszystkich odpowiedzi w sobie. Że świat może nas jeszcze zaskoczyć swoją innością czy różnorodnością. Z badań wynika, że liczba sporów nie wpływa wcale na trwałość relacji. Raczej sposób, w jaki przechodzimy przez sytuacje konfliktowe. I to, czy potrafimy zachować wobec siebie szacunek, życzliwość.

Skoro nadmiar sprzeczek nie osłabia związku, to jak jest z odwrotną sytuacją? Znam pary, które żyły w zgodzie przez dziesięć lat i po pierwszej kłótni natychmiast się rozstały.
Z jednej strony mógłbym się zgodzić, że brak konfliktów świadczy o pewnej martwocie związku. Z drugiej jednak – wykładam w Japonii, której kultura uważa konflikt właśnie za coś infantylnego. Za dziecinadę. Japończycy nie wchodzą w konflikty. Ba! Powiem więcej, oni ich zwyczajnie nie mają. Jednak ich małżeństwom niczego nie brakuje. Są szczęśliwe i trwałe. Harmonia jest tam wartością cenioną ponad wszystko, dlatego pary dochodzą do różnych rzeczy całkiem inną ścieżką niż znana ludziom Zachodu ścieżka konfliktowa. Dla Europejczyków to bardzo dziwny koncept. Znajdować sposoby na unikanie różnicy zdań, a jednak być świadomym, czego pragnie druga strona.

To prawda. Ciężko sobie wyobrazić małżeństwo wiecznej zgody. Jak oni to robią?
Są inaczej skonstruowani, a ich system wartości wynosi dobro wspólnoty ponad dobro osobiste. Konflikty przestają być ważne. Japończycy, nawet gdy mają różne opinie, nie angażują w nie swoich emocji. Spośród narodów, które szkoliłem, Japończycy są nacją najmniej konfliktową. Polacy są na drugim biegunie, czyli kłócą się całkiem sporo.

A czy ktoś w tej dyscyplinie nas bije? Czy jednak jesteśmy mistrzami? [Śmiech]. Byłoby z mojej strony niedyplomatyczne, gdybym odpowiedział. Europa Północna, kraje germańskie czy Skandynawia dużo lepiej tolerują konflikt niż reszta świata. Do spięć dochodzi tu częściej.

Czy twoim zdaniem w podejściu do konfliktów my, Polacy, przejawiamy coś charakterystycznego?
Badania na całym świecie pokazują, że znalezienie odrobiny poczucia humoru, które ułatwia przejście przez spór, jest na wagę złota. Dla mnie Polska jest krajem, który się pod tym względem wyróżnia. Potraficie zażartować w środku najcięższej kłótni, pokazać dystans i lekkość. Polska ma 500 lat historii bycia atakowaną ze wszystkich stron i myślę, że sposoby, jakie Polacy zbudowali, by zachować odporność na sytuacje konfliktowe, to z jednej trony – stawianie sobie wyzwań, a z drugiej – szczere obśmiewanie tego, co trudne.

A czego moglibyśmy uczyć się od innych w kwestii wychodzenia ze sporów?
Umiejętności wyciszania się i wysłuchania drugiej osoby.

Skoro po pięciu minutach rozmowy pary potrafisz przewidzieć, kiedy się rozstanie, to czy obserwując wydarzenia na Ukrainie, znasz jej przyszłość?
W tej sprawie nie ma dobrych znaków.

Tak pesymistycznie skończyć nie możemy.
I nie ma powodu. Rozwiązywanie konfliktów wychodzi ludzkości coraz lepiej. Dowodem jest znacznie mniejsza liczba wojen na planecie niż dawniej. Około 1990 roku przekroczyliśmy masę krytyczną, jeśli chodzi o nowoczesną komunikację. Przed tą datą częściej rozwiązywaliśmy konflikty zbrojnie, po jej przekroczeniu częściej i skuteczniej robimy to dyplomatycznie. Mimo rosnącej populacji maleje liczba przestępstw na świecie i po wieloletnim wzroście zaczyna też spadać liczba rozwodów. Trudno o wieści bardziej optymistyczne.

Richard Bolstad – doktor, nowozelandzki trener i nauczyciel qi gong, twórca metody komunikacji i szybkiego rozwiązywania konfliktów pod nazwą: transformująca komunikacja. Autor światowego bestsellera „Transforming Communication” i warsztatu pod tą nazwą. Prowadzi treningi w Australii, Azji, Ameryce i Europie. Polskę odwiedził kilkakrotnie.

[newsletterbox]

  1. Psychologia

Dlaczego tak często mamy trudności z podjęciem decyzji?

Podjęcie decyzji to jedno, a wytrwałość w poznawaniu, co ona oznacza, to drugie. (fot. iStock)
Podjęcie decyzji to jedno, a wytrwałość w poznawaniu, co ona oznacza, to drugie. (fot. iStock)
Największym problemem współczesnych młodych ludzi jest to, że po podjęciu jakiejś decyzji mają odczucie: mogliśmy podjąć inną, lepszą. A tak naprawdę chodzi o to, żeby ta decyzja była wystarczająco dobra – mówi dr Marlena Kossakowska, psycholożka, autorka książek.

Zgadza się pani z diagnozą, że dzisiaj trudniej ludziom wybierać niż kiedyś?
Myślę, że rzeczywiście coś jest na rzeczy.

Dlaczego?
Generalnie w związku z dostępem do informacji. Jesteśmy zewsząd nimi zalewani, więc trudniej wybrać spośród tego zalewu opcję dla nas właściwą. A ponadto – to także, a może przede wszystkim, kwestia życiowych wartości. Bo nawet jeśli jesteśmy zalewani dużą liczbą informacji, a mamy swoją hierarchię wartości i wiemy, czym się w życiu kierować, to wtedy łatwiej nam takich wyborów dokonywać.

Czy łatwość dokonywania wyborów to wyuczalna umiejętność, czy wrodzona zdolność?
Prawdopodobnie i jedno, i drugie. Ale ta łatwość z całą pewnością wiąże się z umiejętnością poznania siebie i swoich  potrzeb, która kształtuje się już w dzieciństwie. Jeżeli nasi rodzice wychowywali nas zgodnie z jakimś systemem wartości, nawet go nam narzucali, ale dostaliśmy konkretny, spójny, w miarę stabilny i usystematyzowany obraz świata, to ułatwi nam to późniejsze wybory. I albo powielimy system wartości rodziców, albo go zakwestionujemy, ale przynajmniej mamy jakiś punkt odniesienia. Najważniejsze jednak jest rozpoznanie własnych potrzeb.

Dlaczego to takie ważne?
Ponieważ dopiero kiedy poznamy, kim jesteśmy, i kiedy zaakceptujemy siebie takimi, jacy jesteśmy, to wówczas łatwiej nam nie tylko coś wybrać, lecz także odrzucić na pozór nęcące propozycje, które jednak są zupełnie nie dla nas.

No dobrze, wybieramy jakąś propozycję, ale szybko się rozczarowujemy. Co wtedy?
Nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności, że dokonaliśmy dobrego wyboru, ale przestrzegałabym przed „szybkim rozczarowaniem”. Jak już podejmiemy jakąś decyzję, to dobrze byłoby – jak to mówią terapeuci – rozsiąść się w tym miejscu, przyjrzeć, co ten wybór tak naprawdę oznacza. Podjęcie decyzji to jedno, a wytrwałość w poznawaniu, co ona oznacza, to drugie. Natychmiastowe dezerterowanie nie jest dobrym pomysłem. Dobrze jest dać sobie czas, wziąć odpowiedzialność za podjęte przez siebie kroki. Taka postawa to oznaka dojrzałości.

Badania mówią, że młodzi nie przywiązują się do pracy tak, jak ich rodzice, ciągle szukają tej wymarzonej.
Jeżeli po kilku latach czujemy pewien rodzaj wypalenia zawodowego, to nic w tym złego, że szukamy innej pracy. Ważne, aby podjąć świadomą decyzję o zmianie, ale też żeby wziąć za nią odpowiedzialność. Natomiast moim zdaniem największym problemem współczesnych młodych ludzi jest to, że po podjęciu decyzji mają odczucie, że mogliby podjąć inną, lepszą. A tak naprawdę chodzi o to, żeby ta decyzja, jak mówią psychoterapeuci, była wystarczająco dobra.

Wybory wiążą się często z rezygnacją z czegoś, nie jest łatwo się z tym pogodzić.
Konsekwencje niektórych wyborów nie są przyjemne, bo na przykład wymagają od nas poświęcania się (gdy zostajemy rodzicami) czy kierowania się nie tylko swoim dobrem, lecz także partnera (gdy wchodzimy w związek). Ale takie nieegocentryczne wybory tak naprawdę nadają smak naszemu życiu. I jeżeli są na wyjściu dobre, mogą takimi dalej pozostać, jeśli tylko będziemy nad nimi pracować. Ważne, żeby nie bać się podejmować kolejnych decyzji, czyli zatopić się w życiu, poczuć wszystkie jego przejawy, te fajne i te niefajne.

Słyszę od młodych: „Zanim coś wybiorę, chcę wszystkiego spróbować”.
Dobrze jest postawić sobie pytanie: „Co tak naprawdę jest sensem mojego życia?”. Jeżeli na pierwszym miejscu stawiam doświadczanie czegoś nowego, to podejmując się kolejnej pracy, wyjeżdżając w kolejną podróż, poznając nowych ludzi, żyję zgodnie ze swoimi potrzebami. I to jest okej. Niektórzy dopiero wtedy, gdy doświadczają tak zwanych trudności życiowych, kryzysów, rozpoznają swój system wartości. Prawdopodobnie ci wiecznie goniący za czymś młodzi ludzie, może mniej lub bardziej świadomie, szukają życiowej mądrości, chcą zobaczyć, jak się żyje w różnych wariantach, doświadczać różnych smaków życia. I nic w tym złego. W końcu trzeba jednak podjąć decyzję, może niosącą bardziej zrutynizowane, stabilne życie, ale dającą inne benefity, jak prokreacja, bliski związek. Bo wszyscy kiedyś odkrywamy, że jesteśmy jednak śmiertelni. Dobrze nie żałować czegoś, czego się nie zrobiło, ale też odważyć się to zrobić.

Wirtualny świat nie ułatwia wyborów.
Część ludzi żyje w iluzji, która przyszła do nas wraz ze światem digitalnym. Wtedy okazało się, że w tym samym czasie można zrobić kilka rzeczy naraz: być na Majorce, pracować na komputerze, podglądając, co dzieje się na świecie i co robi moja przyjaciółka. Młodzi ludzie myślą digitalnie. Gdybym mogła coś wnieść do wychowania, tobym apelowała, żeby najpierw nauczyć dzieci myśleć analogowo, nauczyć je być tu i teraz. Potrzebna jest mądra edukacja, bo nie wystarczy powiedzieć młodemu człowiekowi, że trzeba wyłączyć laptopy i komórki, żeby pożyć prawdziwym życiem. Zauważyłam, że część moich studentów jest smutna, oni ciągle są gdzie indziej. Mówię im: „Bądźcie tu i teraz, na zajęciach, zostawcie telefony, laptopy, zaraz jest przerwa, wtedy na nie zerkniecie”. Okazuje się, że to dla nich niesamowicie trudne.

Zadaniem rodziców, nauczycieli jest uczenie dzieci i młodzieży kierowania się tym, co w duszy gra, a nie tym, co podpowiada świat zewnętrzny?
Tak. Dlatego pokazuję studentom to, co mówi psychologia pozytywna – że dobrostan jest wartością ocenianą subiektywnie, co oznacza, że nie istnieje uniwersalne dobro dla wszystkich. To ty oceniasz, co jest dla ciebie dobre. Moja demokracja polega na tym, że wybieram te opcje, a nie inne. Bardzo ważne, żeby wybierać to, nad czym mamy kontrolę, a odpuścić to, na co nie mamy wpływu. Mieszkałam przez jakiś czas w Ameryce, tam ludzie łatwiej adaptują się do różnych warunków. My natomiast ciągle chcemy zmieniać coś, co na danym etapie jest niezmienialne, podchodzimy do życia – przepraszam, ale to cytat – ze „słowiańskim wkurwem”, czyli z wysokim poziomem negatywnych emocji, gdzie dominuje gniew, wrogość, agresja, złość.

Wybierajmy to, co służy nam, ale dzielmy się tym z innymi?
Zdecydowanie! To jedna z najważniejszych idei psychologii pozytywnej, czyli pełnego szczęścia, dobrostanu, o czym pisał Martin Seligman. Kiedy wiemy, kim jesteśmy, akceptujemy siebie, to jesteśmy autentyczni i mamy większe szanse na trafne życiowe wybory. A kiedy trafnie wybieramy, stajemy się radośni i chcemy dzielić się tą radością z innymi. Czyli najpierw kierujmy reflektor na siebie, a dopiero potem na świat, nigdy odwrotnie.

Marlena Kossakowska: doktor psychologii, członkini zarządu International Positive Psychology Association (IPPA). Doświadczenie: sopocki wydział Uniwersytetu SWPS; w latach 2013–2014 odbywała staż naukowy u dr. Martina Seligmana w Positive Psychology Center na University of Pennsylvania.

  1. Styl Życia

Dodaj swojej pracy elegancji

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dzięki dobrej technologii świat i ludzi możesz mieć zawsze blisko siebie. Dobry laptop zmniejsza dystans społeczny jak żadne inne urządzenie.

Częściej pracujesz z domu? Cieszysz się z tego, czy może izolacja nie leży w twojej naturze i wolałaś wychodzić do biura? Niezależnie od tego, do której grupy należysz, pora wykorzystać tę sytuację na swoją korzyść – pracować, uczyć się i spędzać czas najlepiej, jak to tylko możliwe. Elegancko wykończony, efektowny, a jednocześnie minimalistyczny. HP Spectre x360 w nowej 14-calowej wersji to laptop, który pomoże ci rozwijać wszystkie twoje pasje, a nawet odkryć kolejne. Jest ultramobilny i choć wygląda stylowo jak puderniczka od Toma Forda, kryje w sobie niezwykle wydajny procesor.

Wbrew wcześniejszym obawom, wiele firm zauważyło znaczny wzrost wydajności swoich pracowników w systemie pracy zdalnej. Eksperci uważają, że ten styl pracy może już po prostu zostać z nami, nawet gdy minie zagrożenie związane z pandemią. To dobry moment, żeby zainwestować w jakość swojego życia i pracy, wybierając laptopa, który spełni wszystkie twoje potrzeby.

Ćwiczysz? Ten laptop będzie ćwiczyć razem z tobą

Praca w domu nie musi oznaczać rezygnacji z ulubionego treningu. Podnieś się z czułych objęć kanapy i dołącz do treningu jogi czy pilatesu on-line. Z HP Spectre x360 to wyjątkowo łatwe dzięki dużemu ekranowi dotykowemu. Specjalne szkło z powłoką antyrefleksyjną redukuje odbicia i zwiększa kontrast. Dzięki takiej technologii możesz ćwiczyć o poranku, w jasnym pomieszczeniu czy na tarasie. Obraz na ekranie pozostanie wyraźny i kontrastowy. Aby jeszcze wygodniej śledzić ruchy trenera, możesz wykorzystać konstrukcję 360, czyli możliwość zmiany laptopa w tablet czy ustawienia go w pozycji przypominającej namiot. HP Spectre jest jak wygimnastykowany jogin, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Na rynku dostępne są 3 warianty kolorystyczne: srebrny, czarno-złoty oraz niebiesko-morski (oryginalna nazwa tego ostatniego to poseidon blue, na rynku jedynie 500 egz.). Na rynku dostępne są 3 warianty kolorystyczne: srebrny, czarno-złoty oraz niebiesko-morski (oryginalna nazwa tego ostatniego to poseidon blue, na rynku jedynie 500 egz.).

Zadbaj o bezpieczeństwo i rozrywkę

Nic tak nie poprawia nastroju jak ulubiona melodia. W przerwach od pracy możesz wypełnić dom muzyką, a nawet zorganizować solową imprezę taneczną. Nie martw się o hakerów-podglądaczy, możesz nacisnąć konkretny przycisk na klawiaturze i kamera zostaje ukryta pod specjalną przesłoną (równie łatwo wyłączysz mikrofon). Głośniki laptopa dostrojone przez ekspertów Bang & Olufsen, pozwolą ci cieszyć się dźwiękiem bardzo dobrej jakości.

Rysik zastąpi długopis

Na działce, w parku, przy kuchennym stole, czy nawet (nikomu nie zdradzimy) w łóżku. HP Spectre x360 jest zgrabny i lekki. Gdy zmienisz go w tablet na ekranie możesz pracować rysikiem. Takie cyfrowe pióro pozwala szkicować, pisać, czy po prostu wygodnie nawigować strony. Może zechcesz rozwijać porzucone kiedyś pasje i ściągniesz darmową aplikacje Adobe Fresco do malowania i rysowania, która oferuje tysiące pędzli i innych narzędzi. Wszechstronny port ThunderboltTM 4 zapewnia zasilanie i pozwala szybko i bez problemów podłączyć komputer do urządzeń takich jak aparaty cyfrowe lub dwa monitory 4K. Nie musisz się martwić poszukiwaniem specjalnych przelotek i kabli. Akumulator jest tak wytrzymały, że może pracować nieustannie 11,5 godziny. Brak baterii nie przerwie ci maratonu wideokonferencji. Automatyczna regulacja poziomu zasilania zapobiega przegrzaniu i wyczerpaniu akumulatora. Nie lubisz, gdy ktoś zagląda ci przez ramię i patrzy, co robisz? Laptop jest uzbrojony w funkcję ochrony prywatności Sure View Reflect. Możesz ją włączyć jednym przyciskiem. Idealna broń na ciekawskie spojrzenia.

HP Spectre x360 to wielowymiarowość i wygoda. HP Spectre x360 to wielowymiarowość i wygoda.

Czas na relaks

Możesz pracować cały dzień, ale baterii wystarczy jeszcze na odcinek ulubionego serialu. W weekend możesz nawet obejrzeć cały sezon za jednym podejściem, bez nakładania na twarz kremu z filtrem chroniącym przed Blue light. HP Spectre jest jak domowe kino. Wyświetlacz 3K2K OLED sprawia, że barwy są wyraziste i intensywne, a przy tym przyjazne dla oczy, bo ekran ma certyfikat Eyesafe potwierdzający redukcję niebieskiego światła, co jest korzystne dla oczu (i cery). Ten sprytny laptop ma też największy obecnie na rynku aktywny obszar wyświetlenia (tzn. ile contentu możesz zobaczyć na ekranie) dzięki bardzo cienkiej ramce monitora.

Technologiczny obiekt pożądania

Mówi się, że HP Spectre x360 14 to kobiecy laptop. Nieduży, niesamowicie elegancki, dopracowany w każdym szczególe, wygląda jak oszlifowany cenny kamień. Gdy już zabierzesz go z domu, przyciąga zarówno kobiece, jak i męskie spojrzenia. Najnowsza, czternastocalowa wersja laptopa jest dostępna na rynku w 3 wariantach kolorystycznych: srebrnym, czarno złotym oraz niebieskim/morskim. Oryginalna nazwa najlepiej oddaje ten odcień – Poseidon blue. Jeśli lubisz mieć naprawdę wyjątkowe przedmioty, warto się przyjrzeć tym laptopom.