Bliźnięta – tak różni, jak podobni. Jak naprawdę wygląda ich relacja?

Bliźnięta mogą mieć problem z wyodrębnieniem siebie jako oddzielnych osób. (Fot. iStock)

Od zawsze rozpalały wyobraźnię, zwłaszcza te jednojajowe, niemal identyczne. Być bliźniakiem to niezwykły potencjał: można się podmieniać na klasówkach i na randkach, a nawet na tronie – co wykorzystali w swoich książkach Aleksander Dumas i Mark Twain. A jak ta relacja wygląda w życiu?

Jola i Ola, trzydziestopięciolatki z Białegostoku, są bardzo podobne, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, obie mają też mężów i córki jedynaczki, ale jeśli chodzi o charakter, jak same mówią: ogień i woda.

Halina i Janka, dziś panie po sześćdziesiątce, zawsze różniły się i fizycznie, i charakterem. Los je rozdzielił, Janka mieszka od 30 lat za granicą, Halina w małym mieście na Mazowszu. Otrzymują kontakt, często do siebie dzwonią, w każde wakacje i święta starają się spotkać. I przy każdym spotkaniu się kłócą!

Jesteśmy osobnymi ludźmi

W rozmowie obie pary bliźniaczek podkreślają swoją odmienność, ale otoczenie postrzega to trochę inaczej. – Kłócą się, bo są tak samo uparte i wybuchowe. Każda ma rację, częściej ustępuje babcia Janka – opowiada wnuk Haliny, który o obu mówi per „babcia” i dodaje, że jego zdaniem siostry nie mogłyby żyć bez siebie.

Ola i Jola są tak podobne, że nawet ubrane w zupełnie innym stylu i w innych fryzurach – nikogo nie oszukają. Widać, że to bliźniacze siostry, bo nie tylko są bardzo podobne, ale też mają oryginalną urodę, obie naturalnie rude i piegowate. Jedna wygląda jak chłopak, druga jest bardzo kobieca, długowłosa, a jednak kolczyki mają takie same, bo często zdarza się, że niezależnie od siebie wybierają te same drobiazgi, dania, biżuterię.

– Kiedy byłyśmy małe, wydawało nam się naturalne, że wszędzie chodzimy razem, mama starała się podobnie nas obierać, nawet te imiona – Ola i Jola, dostałyśmy specjalnie, żeby podkreślić, że jesteśmy bliźniaczkami. Ludzie zwracali na nas uwagę, budziłyśmy pozytywną reakcję i to nam się podobało – mówi Ola. Ale różne były od zawsze. Jola już w podwórkowych zabawach zarządzała i miała mnóstwo pomysłów, Ola była spokojniejsza. Wolała czytać książki w domu, a nie biegać po podwórku. – I w efekcie zawsze się lepiej uczyłaś – dodaje Jola – prymuska w każdej klasie, a ja ledwie na trójach. To nas odróżniało najbardziej. Oczywiście rodzice stawiali Ole za wzór, nauczyciele dziwili się: jedna zachowanie wzorowe, druga znów narozrabiała, wagary, dwóje. Ale w życiu to ja jestem zaradniejsza!

Z perspektywy dorosłych kobiet widzą kolejne etapy w swoim bliźniaczym życiu. Kiedy były małe, cieszyła je odmienność od wszystkich ludzi i bajkowe podobieństwo do siostry. Bunt przyszedł razem z dojrzewaniem.

– Nagle obrałyśmy kompletnie inny styl ubrań – wspomina Jola. – Zaczęłyśmy bywać w rożnych „paczkach”, a w liceum wylądowałyśmy w klasach o różnym profilu. W tym czasie siostry miały za złe rodzicom, że dali im tak podobne imiona i przez jakiś czas Ola kazała nawet nazywać się Sandra, ale to się nie przyjęło. Potem poszły na różne studia i do innych miast, ale teraz obie mieszkają w tym samym, bo tu się zakochały i wyszły za mąż.

Mężowie, dzieci i bliźniaczki

Nancy Segal, amerykańska psycholożka, specjalistka od bliźniąt jednojajowych, twierdzi, że osoby o tych samych genach mają zbieżne w 50 procentach poglądy polityczne i umiejętności społeczne, a zadowolenie z wykonywanej pracy pokrywa się u nich w 30 procentach. Odczuwają wielką bliskość, porozumiewają się bez słów, a jednocześnie, jak wynika z jej badan, przywołanych w wywiadzie, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” – bliźniaczki jednojajowe zwykle mają odmienne preferencje, jeśli chodzi o partnerów. Mimo to często ich życie prywatne układa się podobnie.

Halina i Jaska miały różnych mężów w różnych miejscach Europy. Mimo to obie są rozwódkami i obie samotnie wychowywały córki. – Ciągle słyszałyśmy: bliźniaczki? A takie niepodobne! W pewnej chwili odbierałyśmy to jako zarzut, ale tak bardzo się zawsze różniłyśmy, że trudno było coś z tym zrobić. Ja całe życie byłam chuda, a Janka korpulentna. Ona ciemna, ja blondynka, tyle że obie wysokie. Teraz, kiedy obie jesteśmy siwe, dopiero widać jakieś podobieństwo – śmieje się Halina.

Wyciąga zdjęcia, na wielu są razem, rzeczywiście są inne, i dodaje, że to siostra zawsze była mniej zdecydowana. Choć w jej małżeństwie źle się działo, męczyła się latami, zanim doszło do rozwodu. Halina nie znosiła męża Janiny, uważała, że ta lepiej da sobie radę sama. Może dlatego, że i one wychowywały się bez ojca?

Ich dzieciństwo przypadło na lata 50., ojciec zginął w tragicznych okolicznościach, kiedy dziewczynki były bardzo małe. Jasia przeżyła depresję, być może dlatego, że była sama za granicą. Jej córka mieszkała w Polsce, oczywiście u siostry. Z kolei Jasia przez wszystkie trudne lata, w tym stan wojenny, pomagała, słała paczki, a kiedy zabrała córkę do siebie, zaprosiła do Anglii także siostrzenice.

Bliźnięta mogą mieć różny poziom umiejętności. (Fot. iStock)

Osobno a jednak razem

– Moim zdaniem Jola nie dba o siebie, wygląda jak facet, kryje swoją kobiecość. Mogłaby bardziej o sobie pomyśleć – uważa Ola. – Ale przestałam się wtrącać. Wbrew temu, co się mówi o bliźniakach, zwłaszcza jednojajowych, my na co dzień kompletnie siebie nie potrzebujemy. Nie spotykamy się tak często, każda ma swoje życie. Jednak to prawda, że rozumiemy się bez słów, bo nadajemy na tych samych falach. I bardzo kochamy swoje dzieci, oczywiście to nasze wzajemne chrześniaczki. Urodziły się w odstępie pół roku, niemal razem chodziłyśmy w ciąży. Zawsze byłyśmy zadowolone, że mieszkamy w różnych dzielnicach, teraz jednak zastanawiamy się nad przeprowadzka, żeby być bliżej siebie.

Ola i Jola nigdy nie doświadczyły żadnych telepatycznych zjawisk, w ich przypadku opowieść, że kiedy jedna z bliźniaczek cierpi,druga czuje ból – zupełnie się nie
sprawdza. Porody też miały inne: jedna cesarkę, druga urodziła błyskawicznie. A jednak czasem tego samego dnia gotują taki sam obiad albo do głowy wpada im identyczny pomysł na spędzenie popołudnia. Ola wspomina ze śmiechem, że kiedyś spotkały się z dziećmi na koniach, zupełnie się nie umawiając.

Co innego mówi Halina: zawsze wie, kiedy Jasia jest chora, a gdy u niej dzieje się coś złego – nie może spać. Miały podobne doświadczenia w małżeństwie – obaj mężowie nie gardzili alkoholem – i w końcu same wychowywały dzieci.

A opowieści o podmiankach partnerów, na randkach czy w sypialni? Ola i Jola śmieją się z nich, bo bliźniacy nigdy nie są aż tak identyczni, by nie rozpoznała ich kochająca osoba.

Rozmowa z prof. Beatą Pastwą-Wojciechowską

Czy bycie bliźniakiem to dar?
To bardzo specyficzna więź, zupełnie inna niż w przypadku rodzeństwa, w którym jest różnica wieku i kiedy w rodzinie przybywa kolejne dziecko, to starsze już jest w innym miejscu życia. Bliźnięta rodzą się razem, w tym samym czasie przechodzą kolejne etapy rozwoju, dlatego nawiązuje się miedzy nimi silne porozumienie. Wciąż są dla siebie wsparciem, więc mają wiele powodów, by się cieszyć z takiej relacji. Zwykle bardzo ją sobie cenią i pielęgnują całe życie.

Jakie problemy może stwarzać taka relacja?
Bliźnięta mogą mieć problem z wyodrębnieniem siebie jako oddzielnych osób. Oczywiście wiedzą, kto jest kim, odróżniają siebie od brata czy siostry, ale dla otoczenia stanowią nierozerwalną całość. Zresztą środowisko też tak na nie patrzy. Zwykle mówi się: „dziewczynki”, „bliźniaczki,” a nie np. „Ola i Asia”– jakby były jedną osobą. I rzeczywiście dorastają w tak specyficznej relacji i mogą się do tego stopnia integrować, że wytwarzają swój język, który tylko one rozumieją, porozumiewają się za pomocą własnych sygnałów, tworzą swoisty dwuosobowy „gang”. Istnieją one i reszta świata. Jeżeli bliźniaki są skazane na siebie i nieustannie ze sobą przebywają, to może być im trudno „dostrzec” w życiu inne osoby, na które też można liczyć. W przyszłości tak silną więź może przeszkadzać, bo na przykład będzie nie do zaakceptowania przez partnerów lub partnerki bliźniaków. Dlatego lepiej od początku podkreślać ich odrębność. Pewnie przychodzi to łatwiej, kiedy mamy bliźniaki dwujajowe lub różnej płci, z jednojajowymi, bardzo podobnymi wizualnie, będzie trudniej.

Zatem lepiej nie ubierać ich jednakowo, a w szkole wysłać do różnych klas lub przynajmniej nie sadzać w jednej ławce?
W tej sprawie nie daje się teraz konkretnych wytycznych, raczej mówi się o tym, żeby obserwować dzieci, pytać, czy one chcą być razem czy osobno, patrzeć, jak lepiej się czują. To, co będzie lepsze, często zależy od indywidualnych potrzeb i przypadków, różne są też opinie i odczucia rodziców. Najważniejsze to podkreślać indywidualność, rozumieć, że są różne, mogą mieć rozmaite talenty i zainteresowania, pokazywać im osobistą tożsamość. Nie porównywać. Bliźnięta mogą mieć różny poziom umiejętności na przykład wykonywania danej czynności, a to z kolei może rodzic niebezpieczeństwo koncentracji przez rodziców na dziecku radzącym sobie lepiej, które mogą podświadomie uznać za zdolniejsze. Jedno stawiają za wzór drugiemu, mówią: „Zobacz, jak brat to robi, on może się nauczyć, a ty nie?”. Takie zachowanie rodziców może nieświadomie wytworzyć opór w tym drugim dziecku i uruchomić mechanizm: „A własnie pokaże, że jestem inny, tym bardziej się tego nie nauczę”.

Czy bliźniaki faktycznie łączy niemal magiczna więź: na odległość odczuwają swój ból, zmartwienia drugiego, podejmują podobne decyzje życiowe?
Trudno mi to potwierdzić z punktu widzenia nauki, ale na pewno są bardziej uwrażliwieni na swoje stany emocjonalne, jest im łatwiej rozpoznawać i interpretować wzajemne uczucia. Rzeczywiście zdarza się, że podobnie układają się ich losy, sama mam znajomą, która ma bliźnięta, dorosłych już teraz synów. Ożenili się z kobietami o tym samym imieniu. Pewnie każdy z nas słyszał podobną historię, ta kwestia wykracza jednak poza przedmiot naukowych badań prezentowanych na konferencji.

Czy rodzice bliźniąt powinni pamiętać o czymś szczególnie?
Przede wszystkim o tym, żeby myśleli też o sobie. Rodzice bliźniaków są takimi samymi rodzicami jak inni, spotyka ich podwójne szczęście, ale też trudności rodzicielskie dotykają ich ze zdwojoną siłą. Muszą się nauczyć nie tylko być rodzicem, ale być rodzicem dwójki dzieci w tym samym wieku. Czasami wyzwania i obowiązki po prostu przerastają ich siły. Kiedy tak się stanie, namawiam, by komunikowali własne problemy i zgłaszali się po fachową pomoc.