fbpx

Błękitny

Błękitny
fot. Igor Omulecki

Według Konrada Wrzecionkowskiego z bycia wolontariuszem się nie wyrasta. Jest przekonany, że nawet jako staruszek będzie się udzielał. Może już nie patrolując wybrzeża, chociaż kto wie.

Dla niego najważniejszym wydarzeniem zeszłego roku było uwalnianie młodych fok. Duże przeżycie. Wszystko rozegrało się na plaży w Czołpinie, na terenie Słowińskiego Parku Narodowego. Zwierzęta przewieziono tu ze Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii UG na Helu. Transportowano je autami w drewnianych skrzynkach. Konrad pomagał nosić jedną z nich. Siedem skrzynek ustawiono wzdłuż brzegu, w odległości kilku metrów od siebie, a na rzucone przez megafon hasło „Wolność!” foki wypuszczono. Od razu można było się zorientować, które w stacji badawczej były tylko leczone, a które urodziły się już w niewoli. Trzy z nich nigdy nie widziały otwartego morza i z początku nie chciały wychodzić. Wysuwały ze skrzynek nosy, wąchały wiatr, wyglądały na przerażone. Ale po półgodzinie wszystkie były już w wodzie.

KURTKA Z LOGO

Konrad pamięta, że jeszcze w liceum znalazł kiedyś na brzegu martwą fokę. Był na spacerze z psami, niedaleko swojego domu w Międzyzdrojach. Wtedy nie wiedział, co z nią zrobić, po prostu ją zostawił. Teraz zachowałby się zupełnie inaczej. Ma 25 lat i jest jednym z wolontariuszy działających w Błękitnym Patrolu WWF. Łatwo ich odróżnić, noszą niebieskie ubrania z charakterystycznym logo. Konrad ma na sobie taki polar i kurtkę. Na plecach foka i morświn, na piersi panda i napis WWF, bo patrol to projekt jednej z najbardziej znanych międzynarodowych organizacji chroniących środowisko. Konrad, tak jak 41 pozostałych „błękitnych”, raz w tygodniu przemierza piechotą kilkanaście kilometrów wybrzeża. Ma też obowiązek przyjechać na wezwanie, jeśli ktoś na jego patrolowym odcinku znajdzie na brzegu martwe, chore lub osłabione zwierzę. Chodzi głównie o ochronę ssaków morskich, ale i o ptaki: mewy, perkozy. Jest przeszkolony, umie udzielać pomocy, zbierać próbki. Wie, z kim się skontaktować, jeśli zwierzę trzeba przewieźć, np. do fokarium. W plecaku nosi jednorazowe rękawiczki, alkohol do zabezpieczenia próbek, pęsetę, specjalny pojemnik, skalpel. I mały aparat fotograficzny do dokumentacji.

Po czwartym roku studiów miał praktyki w gimnazjum, na korytarzu w gablocie zobaczył plakat WWF-u, szukali chętnych do nowego projektu. Zgłosił się, bo lubi się angażować w różne akcje. Zawsze coś się trafiło: jakieś dni otwarte w szkole, honorowe oddawanie krwi, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Lubi czuć się częścią grupy. Takiej, która działa w słusznej sprawie. Pierwsze spotkanie tworzącego się patrolu odbyło się w grudniu 2009 roku na Helu. Na miejscu Konrad zobaczył zbieraninę różnych ludzi: licealiści, studenci, pracownicy parków narodowych, nauczyciel angielskiego, urzędnik, emerytowany rybak. Koordynatorka projektu myślała, że część się wykruszy. Wytrwali wszyscy, zaprzyjaźnili się. Konrad nawet się zakochał, jego dziewczyna patroluje odcinek w pobliżu Łeby.

ZAKOCHANE PARY I POŁAWIACZE BURSZTYNÓW

Przejście kilkunastu kilometrów zajmuje trzy, cztery godziny. Kilka razy przemókł do suchej nitki, ale zwykle jest przyjemnie. W sezonie spotyka głównie turystów, w chłodniejsze miesiące poławiaczy bursztynów, ludzi uprawiających jogging i nordic walking, czasem zakochane pary.

(…)

Więcej w Zwierciadle 04/2011