Do zdrowia przez sztukę. O zaletach i pułapkach arteterapii

Arteterapia jest wykorzystywana w leczeniu różnych zaburzeń psychicznych, nie tylko depresji. (Fot. iStock)

W artterapii kluczowy jest proces tworzenia i to, jakie treści chce przekazać pacjent. Niestety, niektórzy prowadzący zajęcia przyjmują rolę doradcy, krytyka czy nauczyciela, zapominając, że dzieła nie powinny być oceniane, a jedynie umożliwiać dotarcie do wnętrza pacjentów. O zaletach i pułapkach arteterapii pisze Robert Rient.

Pierwsza noc w szpitalu psychiatrycznym była dla niej straszna. Wieczorem poprosiła o tabletkę nasenną, a po północy o jeszcze jedną. Wszystko ją drażniło: rażące światło z korytarza, odgłosy kroków, chrapanie współlokatorek, krzyki za ścianą. Co chwilę zasypiała i budziła się wystraszona i zagubiona, ale jednocześnie z poczuciem ulgi, ze nie musi się już niczym martwić.

Zaczęło się od wizyty kontrolnej u u psychiatry. 29-letnia Helena, od niedawna pracująca w fundacji zajmującej się pomocą osobom niepełnosprawnym, od prawie dwóch lat przyjmowała leki przeciwko depresji. Po jednych tyła, po innych przesypiała 15 godzin na dobę, ale depresja nie ustępowała, co najwyżej była w uśpieniu. W trakcie konsultacji, na pytanie o myśli samobójcze, Helena przyznała, że ciągle jej towarzyszą, że fantazjuje o śmierci i już nie zależy jej na życiu. Psychiatra uznał, że najlepiej będzie, gdy od razu wezwie karetkę. W pierwszym odruchu chciała resztka sił zaoponować, że przecież może liczy na swojego chłopaka, że jednak więcej w jej głowie myśli o życiu, nowej pracy, ale odpuściła. Wybuchła płaczem i powtórzyła, że nie chce jej się żyć. I tak z marszu, bez żadnego przygotowania, trafiła na oddział psychiatryczny. Bez pidżamy, szczoteczki do zębów czy bielizny na zmianę.

Gdy karetka przywiozła ją do szpitala i lekarz dyżurny kazał jej oddać sznurówki, przeraziła się. Wiedziała, że nie jest z nią dobrze. Następnego dnia chłopak przyniósł ubrania, czekoladę i pidżamę. Niestety, ulubiony kubek musiał zabrać z powrotem, bo można go rozbić i zrobić sobie krzywdę.

Dni mijały, każdy kolejny coraz spokojniej. Przywykła do szpitalnego trybu, nie martwiła się o rachunki, pracę, o to, co o niej pomyślą sąsiedzi i szef, odpuściła to wszystko. Po dwóch tygodniach z oddziału zamkniętego została przeniesiona na półotwarty – mogła wychodzić do ogrodu, przyjmować gości, swobodnie poruszać się po korytarzu i wyznaczonym terenie szpitala, robić zakupy w szpitalnym sklepiku. Chodziła na terapię grupową, spotkania z psychiatrą i szpitalną psycholog, ale najwięcej czasu spędzała w sali ćwiczeń, gdzie rysowała, lepiła z plasteliny, modeliny, a czasami również gliny, wycinała z papieru twarze, malowała kolorowe plamy, które nazywała duszą. To własnie podczas arteterapii poczuła, że wraca jej chęć do życia.

Sztuka bez ocen

Gdy pacjent staje się twórcą, sam decyduje o tempie pracy, wybranych środkach, temacie. (Fot. iStock)

„Arte” wywodzi się od łacińskiego słowa „ars” i oznacza sztukę oraz wykonywanie czegoś idealnie, doskonale. Natomiast greckie „therapeia” tłumaczy się jako leczenie, pielęgnację, opiekę. Arteterapia lub też artterapia, zgodnie ze standardami przyjętymi przez Brytyjskie Stowarzyszenie Arteterapeutów, jest odrębną formą psychoterapii. Twórczość traktowana jest tu jako podstawowy środek do komunikowania się. Wiele osób traktuje tę metodę z pobłażaniem i lekceważeniem, uważając, że to bezpieczny, nieinwazyjny, przyjemny, ale zupełnie nieskuteczny terapeutycznie sposób spędzania czasu. Inni porównują arteterapię do zajęć plastycznych czy muzycznych w szkole podstawowej lub warsztatów terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Tymczasem terapia przez sztukę, wykorzystując techniki pozawerbalne, pozwala odblokować treści znajdujące się w nieświadomości i je uwolnić.

Arteterapia obejmuje malarstwo, rzeźbiarstwo, fotografię, choreoterapię, psychodramę, pantomimę, bajkoterapię, biblioterapię, ale również pracę z mitami, poezją czy dźwiękami natury. Wachlarz działań jest nieograniczony. Czym różnią się np. zwyczajne zajęcia z rysunku od tych terapeutycznych? Terapeuta, w przeciwieństwie do nauczyciela rysunku, jedynie towarzyszy w procesie powstawania obrazu, nie ocenia jego walorów artystycznych, nie wyznacza kierunku rozwoju, nie rozwija określonych technik, ale skupia się na znaczeniu treści przeniesionej na papier przez pacjenta. W ten sposób zarówno obrazy, jak i dźwięki czy rzeźby stają się drogowskazem do traum, przeżyć z dzieciństwa czy blokad emocjonalnych, o których chory nie potrafi lub nie chce powiedzieć. Podczas psychoterapii sztuką, która jest zazwyczaj uzupełniającą metodą leczenie, terapeuta pełni rolę przewodnika. Motywuje i zachęca do łączenia różnych technik, a przez to znaczeń i symboli. Później przychodzi czas na interpretację dzieła z dbałością, by nie polegała ona na ocenie walorów artystycznych. Pacjent staje się twórcą, decyduje o tempie pracy, wybranych środkach, temacie – dzięki temu zaczyna budować poczucie własnej wartości, poczucie wpływu na rzeczywistość i łatwiej przychodzi mu zmierzyć się z przeszłością.

Wolność tworzenia

W trakcie pobytu w szpitalu Helena stworzyła ponad 100 obrazków, 17 rzeźb i podobną liczbę kolaży oraz widokówek. Poza tym założyła zeszyt, w którym pisała, kreśliła, malowała bliżej nieokreślone kształty. Przy wsparciu terapeuty, który zachęcał ją do wykorzystywania wszystkich możliwych środków, a czasami podpowiadał, jak wyrazić określoną emocję pędzlem lub rzeźbą, czuła, że wraca do niej chęć życia. Na początku dziwiło ją, że prowadzący nie chwali ani nie krytykuje. Pytała: ładne? W końcu zrozumiała, że prosząc o ocenę, uzależnia samopoczucie od subiektywnego zdania osoby z zewnątrz. To samo robiła w swojej codzienności, tracąc całą przyjemność z gotowania, pracy czy dyskusji. Czekała na to, jak jej zachowanie czy efekty jej działania ocenią inni. Szpitalne prace były pretekstem do rozmowy z terapeutą o emocjach, początku depresji i myślach samobójczych. Doświadczanie swobody w tworzeniu pozwalało jej przeanalizować pojęcie wolności w życiu, pracy i związku.

Po dwóch miesiącach Helena do swoich prac zaczęła włączać kolor czerwony. Z czasem wyeliminowała wszystkie inne. Tworzone przez nią rzeźby utraciły określony kształt, stawały się poszatkowaną bryłą, a sama Helena czuła coraz więcej napięcia w ciele. Pewnego dnia terapeuta poprosił, by prace z ostatniego tygodnia powiesiła na ścianie. Miała udawać, że odwiedza galerię, a później opowiedzieć, co czuje, gdy patrzy na własne dzieła. Helena zamiast mówić, zaczęła niszczyć wszystkie prace. Ze łzami w oczach krzyczała, uwalniając długo tłumioną złość, a nawet wściekłość. Złość była skierowana szczególnie do jej chłopaka, który miał zwyczaj wszystko komentować: zapach jej włosów, ubranie, sposób, w jaki rozmawia z koleżanką, a nawet to, jak zwraca się do ekspedientki w sklepie.

Arteterapia obejmuje malarstwo, rzeźbiarstwo, fotografię, choreoterapię, psychodramę, pantomimę, bajkoterapię, biblioterapię, ale również pracę z mitami, poezją czy dźwiękami natury. (Fot. iStock)

Chorzy na smutek

Światowa Organizacja Zdrowia prognozuje, że depresja, która w zestawieniu najczęstszych chorób zajmuje dziś czwarte miejsce, po 2030 trafi na pierwszą pozycję. W Polsce samobójstwa są przyczyną sześciu tysięcy zgonów rocznie – to dwa razy więcej niż w wyniku wypadków drogowych. Zdarza się, że za depresją stoi długo tłumiona złość. Czasami zakazy otrzymywane z zewnątrz – od dominującego partnera lub oceniających rodziców – uwewnętrzniamy je, czyli na poziomie nieświadomym uznajemy, że nie mamy prawa się złościć. Albo uważamy, że za każdą wyrażoną złość należy nam się określona kara. Czasami taki mechanizm prowadzi do wycofania się z relacji społecznych i narastania smutku, który może się zmienić w depresję.

Gdy Helena zrozumiała źródło swojego przygnębienia, zaczęła się od niego uwalniać. Razem ze złością przyszła fala energii, która wraz z terapeutą uczyła się kontrolować – również przez arteterapię. Jej prace wypełniły się drastycznymi scenami i wyrazistymi kolorami. Gdy po trzech miesiącach wyszła ze szpitala, pozostała na półrocznym zwolnieniu. W domu stworzyła kolejny zbiór rysunków i rzeźb. Kontynuowała psychoterapię oraz zapisała się na podyplomowe studia z arteterapii i na lekcje rysunku. W przyszłości chce pracować jako arteterapeutka.