fbpx

Dorota Warakomska rozbraja stereotypy, którym nadal ulegamy w pracy

Dorota WarakoStereotypy, którym nadal ulegasz w pracy
Dorota Warakomska - dziennikarka, trenerka, mentorka, feministka. W latach 2013-2019 prezeska Kongresu Kobiet. Autorka m.in. książki "Droga 66". (Fot. Ewelina Lach)

Nie dajmy sobie wmawiać, że wrogiem pracującej kobiety jest druga kobieta – przekonuje w kolejnym odcinku cyklu poświęconego mentoringowi zawodowemu Dorota Warakomska, dziennikarka i menedżerka. Od kilku lat prowadzi dla kobiet szkolenia, na których uczy, jak walczyć ze stereotypami.

Wielu kobietom słowo „mentorka” od razu kojarzy się z Dorotą Warakomską. A czy pani sama miała mentorkę?
W klasycznym znaczeniu tego słowa nie, ale miałam kobiece wzorce, punkty odniesienia, które wpłynęły na moje życie. Taką osobą była dla mnie mama. U nas w domu to ojciec piekł ciasto, cerował skarpety, a mama wyjeżdżała służbowo za granicę. Dbała o nas, obie z siostrą czułyśmy jej bezwarunkową miłość, ale wszyscy wokoło szanowali jej prawo do samorealizacji. Intensywnie pracowała zawodowo, a na emeryturze zaczęła uczyć się francuskiego. Kiedy zadała pani pytanie o mentorkę, zobaczyłam ją w wyobraźni: jak rozkłada kocyk i ćwiczy rano, potem sięga po książkę od francuskiego, a później siada przy pianinie i gra. Mama pokazała mi, że realizowanie siebie jest ważne.

A mentorka w pracy zawodowej?
Nie miałam konkretnej osoby, ale były ważne spotkania i inspiracje. W zrozumieniu siebie bardzo pomogła mi podróż do Stanów Zjednoczonych. Był rok 2008, pisałam książkę o Drodze 66 i jazda tą legendarną amerykańską drogą była moim studium nad sobą. Tam, także dzięki kobietom, które spotkałam, zrozumiałam, że nie chcę więcej iść w życiu na kompromisy. W pociągu do Wielkiego Kanionu poznałam konduktorkę przewodniczkę. Powiedziała: „niech cię nie zmyli moja ładna buzia, własnymi rękami zrobiłam całą instalację elektryczną w domu!”. Opowiedziała mi swoją historię: pracowała wcześniej w kasynie w Las Vegas, dobrze zarabiała, ale pewnego dnia zrozumiała, że to nie dla niej, utknęła, praca nie sprawia jej radości. Po prostu zdjęła fartuch krupierski, położyła na stole i wyszła. Kupili z mężem kawałek ziemi na środku pustyni, wykopali studnię i zbudowali dom. Zacytowała mi Mayę Angelou: „życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach” . Rozmowa z nią była przełomowa, pomyślałam, że jeśli ona mogła zmienić życie, to ja też!
Albo dwie przyjaciółki, które kupiły starą stację benzynową przy Drodze 66 i zrobiły turystyczny biznes. Znalazły na polu zardzewiałą ciężarówkę, uczyniły z niej swój symbol. Potem trafili do tego miejsca ludzie z wytwórni Pixar, twórcy filmu „Auta”. Zobaczyli ciężarówkę holowniczą i tak powstał Złomek, jedna z najpopularniejszych postaci tej animacji. Ich historia nauczyła mnie, że wszystko dzieje się po coś, ma sens, że nic nie jest marnotrawstwem, nawet kupa złomu.
Wróciłam z nastawieniem, że patrzę na wszystko, co życie mi przynosi, jak na okazje i możliwości, a nie utrapienie. I że będę pracować społecznie, bo samo się nie zrobi. Zaczęłam działać w Kongresie Kobiet i całe grono działaczek Kongresu było dla mnie wsparciem i inspiracją, a potem, sama nie wiem kiedy, stałam się mentorką. Udzielam rad i wskazówek w rozmowach, organizuję szkolenia, coachingi, Letnią Akademię Kongresu. Uczę kobiety i sama uczę się od nich. W marcu ukaże się moja kolejna książka, kieruję ją do kobiet. Dotyczy wystąpień publicznych, ale osoby, które ją czytały, mówią, że to właściwie life coaching. Chcę nią inspirować do zmian w życiu.

Czego pani uczy przede wszystkim? Podobno najbardziej brakuje nam kobiecej solidarności…
To nieprawda. Rozprawmy się z tym mitem! Nie dajmy sobie wmawiać, że wrogiem pracującej kobiety jest druga kobieta. Znam mnóstwo przykładów, że kobiety sobie pomagają, ważne tylko, by zrozumiały, że nie muszą między sobą konkurować. W tryby rywalizacji wpycha nas środowisko i powtarzane schematy. Pierwsza rzecz to zwracać uwagę na to, by nie powielać krzywdzących stereotypów. By nie używać określeń, które są szkodliwe, na przykład: że kobiety nie nadają się do kierowania, bo są za wrażliwe. Tymczasem wszystkie światowe tendencje w zarządzaniu stawiają na umiejętności miękkie, które kobiety mają w małym palcu. Ale w szkolnych podręcznikach brak pozytywnych wzorców silnych kobiet, więc rośniemy w poczuciu, że ich nie było, może jedynie Maria Skłodowska-Curie, której jakoś się udało. Potem czytamy książki, poezję, a tam pełno stereotypów. Zaczęłam zwracać na to uwagę: w literaturze, nawet w operze jest mnóstwo obrazów, które nas wtłaczają w schematy w rodzaju: „Kobieta powinna być grzeczna, spokojna, dobrze wyglądać. Buzia w ciup, siedź w kącie, znajdą cię”. Słychać je na poziomie języka: „Mężczyźni dyskutują, a kobiety się kłócą” albo: „Kobiety są nieprzewidywalne”. W dodatku same to powtarzamy. Stereotypy to cały wielki obszar do zmiany i mówię o nich na szkoleniach, bo to musimy przepracować w sobie i wprowadzać w życie swoje i swoich dzieci. Uczmy córki pewności siebie, a nie grzeczności. Proszę zobaczyć – kiedy na zebraniu w pracy trzeba podać kawę, zwykle zrywa się z krzesła kobieta.

„Stereotypy pomagają porządkować świat, ale też rodzą uprzedzenia. Potem mówi się o kobietach: albo ładna, albo mądra”

Jakie stereotypy warto jeszcze tępić?
Zdrobnienia imion kobiet. Niestety, nasze koleżanki po fachu, dziennikarki nagminnie popełniają ten błąd. Kiedy w studiu siedzi mieszane towarzystwo, to przedstawiają: pan profesor, pan dyrektor, pan przewodniczący i… pani Basia. Pamiętam, kiedyś w telewizji jedyną kobietą wśród gości była Danuta Hübner. Dziennikarka zwracała się do rozmówców: „panie przewodniczący, panie pośle i… pani Danusiu!”. Nie róbmy tego same sobie. To mój apel do kobiet, które przedstawiają koleżankę na konferencji czy w pracy. To nie „pani Danusia”, to pani profesorka, prezeska, europosłanka. Zwróćmy uwagę, jak same się przedstawiamy: jako dyrektorka, konsultantka czy mama i żona? Kobiety mają poczucie, że powinny eksponować, że są matkami, żonami, żeby nikt nie pomyślał, że nie są. W podpisach ekspertek w prasie często czytamy: „pani docent, autorka książki, prywatnie mama pięcioletniego Adasia”. Po co? Który mężczyzna, kiedy przedstawia się zawodowo, mówi o tym, że jest tatusiem, mężem, kochankiem? Nie mówi, bo to nie jest istotnie z punktu widzenia pracy.
Pierwszy etap to uświadomić sobie te schematy. Drugi – wprowadzić zmiany: pilnować siebie i innych, zwracać uwagę, szukać innych słów, zamienników, poprawiać… I na przykład na widok kobiety, która przychodzi do pracy w minispódniczce i z wielkim dekoltem, nie myśleć, że wygląda jak dziwka. Stereotypy pomagają porządkować świat, więc to nam się zdarza, ale to właśnie one rodzą uprzedzenia, i potem mówi się o kobietach: „albo ładna, albo mądra”. A u mężczyzn często przeradza się to w agresję językową. Jeśli profesor mówi do młodej kobiety: „skąd w takiej ładnej główce tyle mądrych myśli”, to nie jest to komplement, to jest agresja językowa. Trzeba na nią reagować. Odpowiedzią powinno być: „a skąd w takim starym ciele tyle energii!”.
Zatem zarówno w sposobie myślenia, mówienia, jak i postępowania nie dajmy się schematom!

Kiedy już wydamy walkę stereotypom, co dalej?
Następna ważna rzecz, do której namawiam kobiety, to żeby zdały sobie sprawę ze swoich atutów i umiejętności. Czyli żeby zaczęły budować samoświadomość, bo to podstawa, krok do poczucia własnej wartości, prawdziwej wiary w swoje możliwości. Kobiety siebie nie doceniają. Nie uważamy, że to, co robimy czy umiemy, jest czymś wyjątkowym, uznajemy, że to nic takiego, nauczono nas, żeby się nie chwalić. Mężczyźni mają być dumni ze swoich osiągnięć, kobiety mają być skromne. Czas nauczyć się myśleć o sobie dobrze. Zróbmy listę rzeczy, które są naszymi mocnymi stronami. Spiszmy nasze moce, a potem nauczmy się o tym mówić. Nie „chwalić, się” tylko po prostu mówić o tym. To wydaje się trudne, ale na szkoleniach zawsze jestem podbudowana, gdy widzę, jak niewiele trzeba, żeby zmienić sposób myślenia. Wystarczy się skupić i przemóc. Podam przykład: właścicielka ośrodka, w którym pracowałyśmy z dziewczynami nad swoimi atutami i pewnością siebie, powiedziała mi: „wiesz, słuchając was, zdałam sobie sprawę, ile rzeczy umiem, jakie mam talenty”. Sam fakt, że mówiła w ten sposób, dowodzi, że trzeba zrobić przestawkę w głowie, zrozumieć, że to, co do tej pory wydawało się rutynowymi czynnościami, to nasze supermoce. Chodzi o przełamanie się do mówienia o sobie dobrze, żadne tam: „jestem beznadziejna, udało mi się”, tylko: „zrobiłam to!”.
Cały świat ma tendencje do umniejszania zasług kobiet, mężczyźni potrafią zawalczyć, wyeksponować osiągnięcia, a kobiety nie. Zna to pani: kiedy na rozmowę kwalifikacyjną przychodzi mężczyzna i ma 50 procent wymaganych kwalifikacji, to zachowuje się jakby miał 100. Kobieta, która ma kwalifikacje stuprocentowe i spełnia wszystkie kryteria, przedstawia się tak jakby spełniała je w połowie. Z koleżankami z redakcji TOK FM nieraz rozmawiałyśmy o tym, że aby ściągnąć do studia kobietę, trzeba trzy razy więcej wysiłku niż żeby zaprosić mężczyznę! Bo: „Czemu ja? Niczego takiego nie dokonałam…”.

„Nie jest prawdą, że lepiej pracuje się z mężczyznami. Najlepiej pracuje się w różnorodnym zespole. Kobiety mogą i powinny funkcjonować w każdym świecie: i dziennikarskim, i politycznym”

Skoro mówimy o świecie mediów: co możemy poradzić młodym dziennikarkom?
Świat dziennikarski niczym nie różni się od biznesu, edukacji czy innej pracy zawodowej poza tym, że jest to większa ekspozycja, kontakt z ludźmi, do których docieramy. Tym bardziej ważne, żeby kobiety stanowiły wzorce do naśladowania. Ubolewam, że jest mało dziennikarek odważnych na tyle, żeby być feministkami, żeby o tym otwarcie mówić. Większość głównych mediów jest kierowana przez mężczyzn. A szkoda, bo kobiety mają inny punkt widzenia spraw. Na przykład w „Financial Times” w Wielkiej Brytanii pierwszy raz w historii magazynu naczelną została kobieta – Roula Khalaf. Po badaniach wydawcy postanowili postawić na czytelniczki, to znaczy: pomyśleć kategoriami kobiet. Nie chodzi o to, żeby pisać o modzie i urodzie, ale myśleć jak kobiety.
Żałuję, że wiele naszych dziennikarek wpisuje się w męski punkt widzenia, zachowują się jak mężczyźni, mówią i rozumują jak oni. A my dostrzegamy inne rzeczy, mamy inną wrażliwość. Dlatego ważne, żeby kobiety były wszędzie, żeby było ich odpowiednio dużo, żeby masa krytyczna szacowana na 35–40 procent została przekroczona. Kiedy jest tyle kobiet w zespole, już funkcjonują na równych prawach, a nie jako wyjątki. To dotyczy też pracy w mediach. Musi być odpowiednio dużo kobiet na kierowniczych stanowiskach, żeby ciągnęły za sobą inne kobiety. I tu apel do wszystkich branż i na każdym poziomie: bądźmy solidarne! Nie jest prawdą, że lepiej pracuje się z mężczyznami. Najlepiej pracuje się w różnorodnym zespole. Kobiety mogą i powinny funkcjonować w każdym świecie: i dziennikarskim, i politycznym…

Ale młode kobiety nie chcą iść do polityki. Nie chcą, bo mówi się: polityka to brudna sprawa.
Przede wszystkim trzeba zmienić sposób myślenia o polityce. To, że polityka to bagno, jest stereotypem narzuconym przez osoby, które nie chcą w niej nowych ludzi. A przecież wszystko jest polityką: woda w butelce plastikowej lub szklanej, zasiłki i urlopy macierzyńskie… – ważny jest więc kobiecy punkt widzenia.
Gdyby było więcej kobiet w parlamencie, pół na pół, tak jak w społeczeństwie, to jestem pewna, że nie byłoby problemu żłobków i przedszkoli, bo byłyby inaczej ustawione priorytety, zaistniałaby dyskusja o tym. Nie może być tak, że o kobietach czy o ich prawie do przerywania ciąży dyskutują i decydują sami mężczyźni. A decydują, bo mało jest kobiet w strukturach zarządzających – samorządowych i w kierownictwach partii. Nie gódźmy się na to!
Zachęcam kobiety, żeby głosowały i żeby same kandydowały. Jeśli nie idziemy na wybory, to cedujemy decyzje o naszym życiu w cudze, najczęściej męskie ręce. A ja głęboko wierzę, że doczekamy się kobiety prezydentki.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>