Jak pomóc nastolatkowi uporać się z hejtem, odrzuceniem i silną potrzebą akceptacji?

Niejeden nastolatek cierpi z powodu odrzucenia. (Fot. iStock)

Na kolegach świat się nie kończy – mówią rodzice swoim dorastającym dzieciom. Dla nastolatka świat kończy się właśnie na kolegach! Jak pomóc mu uporać się z hejtem, odrzuceniem i silną potrzebą akceptacji – radzi pedagożka Ewa Nowak.

Choć minęło wiele lat, wciąż pamiętam, jak bardzo byłam nieszczęśliwa, gdy przez okno zobaczyłam trzy koleżanki z klasy, które szły gdzieś razem roześmiane i nawet nie spojrzały w moją stronę. Może dlatego dokładnie rozumiem, jakie emocje przeżywa odrzucony przez kolegów nastolatek. Kiedy rodzice mówią swoim dzieciom, że im nigdy nie zależało na byciu lubianym, brzmią po prostu śmiesznie. Zaprzeczanie najsilniejszej potrzebie emocjonalnej tego okresu, czyli potrzebie akceptacji rówieśniczej, kończy się tym, że między nastolatkiem a nami rośnie mur.

Bez nich nie wiesz, kim jesteś

W okresie 12–17 lat liczą się tylko i wyłącznie rówieśnicy. Nie ma znaczenia, że babcia powie „jaki jesteś przystojny” albo tatuś zapewni, jak bardzo jest dumny z córeczki. Nastolatkom nie zależy na pochwałach płynących ze świata dorosłych, bo nie cenią sobie w ogóle opinii tego świata. Koledzy bywają ważniejsi nawet niż rodzina i czasem mają większy wpływ na ich kształtującą się osobowość niż rodzice czy rodzeństwo. Dlatego tak ważne jest, żeby jakość kontaktów ze znajomymi nie była traumą.

Grupa rówieśnicza determinuje rozwój procesów identyfikacji. Nastolatek bez takiej grupy nie ma się z kim utożsamić, do kogo się porównać, nie czuje się częścią większego obrazka. Jeśli twoje dziecko nie ma znajomych rówieśników (również tych w sieci), jest nieszczęśliwe.

Ryba chce być częścią ławicy

Okres dorastania jak żaden inny sprzyja pojawianiu się kompleksów (kompleks to utrwalony, negatywny i rzutujący na wybór aktywności obraz samego siebie). Wśród swoich znajomych nastolatek co kilka sekund jest wystawiany na bodźce, które mogą być pożywką dla jego nadwątlonej samooceny. Jest wyzywany, znieważany, porównywany, ośmieszany. „Ty złamasie, ty debilu, idioto, kretynie, mutancie! Widzieliście mordę jego ojca? Śmierdzisz, kurde! Gdybym był takim tępakiem, tobym się powiesił” – młody człowiek słyszy takie teksty kilkanaście razy dziennie. To dlatego wraca ze szkoły lub ze spotkania z „kolegami” zmęczony i wściekły. Nie chce mówić, jak było, bo jest na skraju załamania nerwowego. I tu zaczyna się wielki paradoks tego okresu życia: mimo że powinien odruchowo uciekać od takich ludzi, nie może tego zrobić. Jak ryba chce być w ławicy, nawet jeśli ta ławica prowadzi do piekła.

Nastolatek, który lubi samotność (na przykład ucieka w gry komputerowe) i nie przesiaduje poza domem, zwykle cieszy rodziców, a powinien zaniepokoić. Zazwyczaj kryje się za tym odrzucenie przez grupę rówieśniczą. Ze statystyk wynika, że doświadcza go jeden na ośmiu nastolatków. Niemal wszyscy rodzice chcieliby mówić, że ich dziecko lubi samotność, tymczasem samoakceptacja to potężny filar osobowości. Opinia, którą budujemy na swój temat, ma korzenie właśnie w okresie dorastania. Kiedy grupa postrzega kogoś jako niewartego akceptacji, on zaczyna widzieć sam siebie jako niezdolnego do uzyskania akceptacji. Dzieje się tak dlatego, że jaźń kształtuje się w oparciu o ważne kontakty z innymi, w tym wypadku z kolegami.

Złapani w sieć

Nastolatki spędzają w Internecie przeciętnie 4–5 godzin dziennie. Tu mają swoich znajomych, miłości, przyjaciół, tu dowiadują się, czy są fajne, czy beznadziejne. Nie ignoruj tego. Jeśli myślisz: „I oni się teraz przejmują, że ktoś dostał za mało lajków?”, to znaczy, że masz lekceważący stosunek do świata nastolatków i nie ochronisz swojego dziecka, bo do tradycyjnego nielubienia doszło teraz coś o wiele większego kalibru: hejt w sieci. Hejt to forma rozładowania emocji, ale często też po prostu niewybredna rozrywka. Aż 96 proc. nastolatków uważa, że hejt to „wyrażanie swojego zdania”!

W 2003 r. 15-letni Ghyslain Raza nagrał niewinny filmik „Star Wars Kid”, na którym udaje, że walczy mieczem świetlnym. Doświadczył takiej fali hejtu, że przeszedł załamanie nerwowe. Był pierwszym tak szeroko omawianym przypadkiem psychicznego sadyzmu swoich znajomych. Według raportu Global Dignity „Wilki i owce w Internecie” co siódma osoba, która sama była hejterem, doświadczyła wcześniej cyberprzemocy. Dlatego nie zakładaj, że skoro inni dokuczają twojemu nastolatkowi, to on nie dokucza innym. Niejeden nastolatek cierpi z powodu odrzucenia, a jednocześnie sam jest hejterem. Porozmawiaj z nim o obu tych rolach. Nie zakładaj, że twoje dziecko nigdy by czegoś takiego nie zrobiło.

Nastolatki zazwyczaj nie ujawniają, jakiej doświadczają traumy, bo boją się reakcji rodziców. Piętnastoletnia M. zwierzyła mi się, że nienawidzi swojej szkoły, bo jej były chłopak wrzucił do sieci zdjęcia jej piersi. Stała się pośmiewiskiem, została nazwana szmatą i kurwą. Jej koledzy pisali: „Ja bym się brzydził takie wory dotknąć. Ale masz krzywe, ale brzydkie”. M. nic nie powiedziała rodzicom, bo wstydziła się i bała reakcji mamy. Dopiero jej próba samobójcza, na szczęście nieudana, ujawniła, co „znajomi” jej zrobili i jaki dramat przeżywała od wielu tygodni.

Z lęku i bezradności

Z raportu badawczego NASK „Nastolatki 3.0” wynika, że 32 proc. dorastających dzieci dotknęły wyzwiska, 19 proc. było poniżanych, 14 proc. straszonych, 12 proc. doświadczyło rozsyłania na ich temat kompromitujących materiałów, a 11 proc. szantażowano. To skutkuje poczuciem bezradności, spadkiem samooceny, obniżonym nastrojem, depresją i zaburzeniami somatycznymi. Dlaczego wciąż nie dotarło do nas, że dzieci w wieku szkolnym tak dużo chorują ze stresu?

Już jednorazowe doświadczenie cyberprzemocy wpływa bardzo niekorzystnie na rozwój osobowości, a bycie narażonym na powtarzającą się przemoc prowadzi do ciężkich zaburzeń psychicznych. Jeśli dziecko boi się reakcji dorosłych (rodziców, nauczycieli, dziadków) – zostaje samo. Nie poprosi nikogo o pomoc, a zaszczute – może nawet próbować się zabić. Nasze „nie przejmuj się” powiedziane do nastolatka on odczyta tak: „Jesteś z tym sam, mnie to nie obchodzi”.

Oaza akceptacji

Wielu rodziców próbuje rywalizować z kolegami swoich dzieci. To bez sensu, bo nawet najcudowniejsi rodzice nie zastąpią nastolatkowi towarzystwa rówieśników. Jest jednak coś, co możesz zrobić. Ponieważ szkoła jest najbardziej stresogenną przestrzenią w jego codziennym życiu, dla równowagi zapewnij mu środowisko, które go akceptuje. Boks, wspinaczka, nurkowanie… Nawet jeśli ciebie to nie zachwyca, ale on jest na takich zajęciach lubiany — pilnuj, żeby systematycznie w nich uczestniczył. I bądź przy nim, mimo wszystko. Pamiętaj, że nawet najlepsi znajomi nie zastąpią wsparcia rodziców!