fbpx

Trudne sytuacje – jak sobie radzić z emocjami i poczuciem bezradności?

Trudne sytuacje – jak sobie radzić z emocjami?
fot. iStock

Najtrudniejsze są sytuacje, które destabilizują emocjonalnie. Gdy puszczają nerwy, rozsądek schodzi na dalszy plan. Jak odzyskać kontakt z własnymi potrzebami, by nie ulegać emocjom?

Sprawy rzeczywiście się piętrzyły. Klimatyzacja szwankowała i odwołano urlopy na najbliższy tydzień. Jednak pełna emocji reakcja Karoliny na uwagę: „Stan magazynu nie zgadza się z bazą danych, zrób z tym porządek do czwartku” – była zdaniem większości nieadekwatna do sytuacji. Karolina rzuciła segregator na ziemię i krzyczała, że ma dość oskarżania jej o wszystkie błędy w firmie. Ona tu pracuje najwięcej, tkwi w weekendy i po godzinach, zarabia tyle co szofer, a jak tylko coś nie działa, to jej wina! Z magazynem nie można się dogadać – nie liczą się z pracownikami biura. Tak dłużej się nie da. Jeżeli Danuta chce ją zwolnić, niech to po prostu zrobi, a nie doprowadza ją do ostateczności i tego, żeby zwolniła się sama!

Danuta – i reszta uczestników zdarzenia (dwie koleżanki z pokoju Karoliny i kurier, który czekał na podpis) osłupieli ze zdumienia. Kurier może trochę mniej, bo nie wiedział, że Karolina nie jest klasyczną złośnicą, ale koleżanki, które zobaczyły ją w takiej akcji po raz pierwszy, odkąd wspólnie pracowały, były naprawdę pod wrażeniem. Karolina skończyła krzyczeć, zaczęła płakać i wybiegła do łazienki.

Uczyć się refleksji

Kiedy po tygodniu od zdarzenia przyglądała się opisanej sytuacji, przyznała, że energia która nią „miotała” w tamtej chwili, wzięła się nie wiadomo skąd – jakby z kosmosu, a jej natężenie także było ogromne. I targała nią od początkowej niszczycielskiej agresji po końcową całkowitą bezradność i słabość. Karolina chciałaby wiedzieć, czy można coś z tym zrobić i jak, żeby taka „jazda” nie powtórzyła się w przyszłości.

Trudne sytuacje są trudne właśnie dlatego, że destabilizują nas emocjonalnie – czyli puszczają nam nerwy, „coś” zaczyna nami zarządzać i tym „czymś” nie jest raczej rozsądek. Coraz bardziej powszechna jest dziś wiedza na temat tzw. niskiej i wysokiej drogi reagowania, które charakteryzują się tym, że pierwsza z nich polega na działaniu według wzorca bodziec–reakcja, druga zaś zawiera pomiędzy bodźcem i reakcją na ten bodziec element refleksji, umożliwiający dokonanie wyboru, jak chcemy zareagować. Intuicyjnie potrafią to rozpoznać nawet przedszkolaki: kiedy nie jest się zdenerwowanym, podejmuje się rozsądniejsze decyzje – takie, które lepiej służą naszemu otoczeniu i nam samym. Jednak „wiedzieć, że”, a „wiedzieć, jak”, to zdecydowanie nie to samo. Na szczęście tego „jak” można się nauczyć.

Między złością a bezradnością

Złość i bezradność to zazwyczaj dwie strony tej samej monety. Złość rodzi się z mechanizmu myślenia „to z wami jest coś nie tak”, a bezradność to wynik przekonania „to ze mną jest coś nie tak”. Obie występują w chwilach, gdy nasz stan odbiega od równowagi emocjonalnej, wyrażającej się poglądem: „wszyscy jesteśmy w porządku” (czasami co prawda robimy dziwne rzeczy, ale to nasze działania wymagają wtedy zmiany, nie my).

Psychologia humanistyczna zwraca uwagę na fakt, że naturalnym mechanizmem, który kieruje rozwojem ludzi, jest samorealizacja. Jest ona możliwa dzięki naszym ważnym potrzebom, które dają impuls do działania: od podstawowych potrzeb fizjologicznych, po potrzebę samorozwoju. Kiedy jakaś ważna potrzeba nie jest realizowana przez dłuższy czas, pojawiają się uczucia „ze znakiem minus” – znużenie, zmęczenie, irytacja, rozżalenie, zniecierpliwienie itp. Pod wpływem tych uczuć, jeśli przyjmiemy schemat działania bodziec–reakcja, możemy zachowywać się niekoniecznie jak damy i dżentelmeni. Jeśli jednak uda się zatrzymać na moment i zareagować, włączając w proces reagowania element świadomego wyboru zachowania – efekt z pewnością będzie mniej dramatyczny.

Myśl wywołująca burzę

Jeśli jakaś ważna potrzeba nie jest zaspokojona przez długi czas, niekomfortowe uczucia ulegają eskalacji w coraz silniejsze emocje. Wraz z narastaniem procesu trudniej jest też zatrzymać się i zrobić przestrzeń na świadomą reakcję – ciśnienie jest coraz większe. Wtedy właśnie wybuchamy złością – to jest wyjście awaryjne, umożliwiające naszym potrzebom poinformowanie nas samych i otoczenia, że wymagają one zaspokojenia. Jeżeli uda nam się rozszyfrować to przesłanie i odkryć, jaka niezaspokojona potrzeba stoi za wybuchem, łatwiej będzie znaleźć rozwiązanie. Jeżeli nie skorzystamy z okazji, by wejść w kontakt z własnymi potrzebami – sytuacja będzie prawdopodobnie powtarzać się z większą lub mniejszą systematycznością.

Kiedy wspólnie z Karoliną przeanalizowałyśmy sytuację jej wybuchu w pracy, uświadomiła sobie, że zanim zaczęła krzyczeć, przemknęła jej przez głowę myśl: „znowu ja mam po kimś naprawiać!”. Nawet kiedy mówiła to zdanie w neutralnej sytuacji, czuła, że wzbierają w niej emocje. Nic dziwnego – to zdanie uaktywniało złość hodowaną bardzo długo i nigdy nieujawnianą. Karolina miała młodszego brata, który był chorowity i od dzieciństwa posługiwał się tym faktem dla wymigiwania się od odpowiedzialności za swoje krętactwa i kombinacje. Jeśli sprawy wychodziły na jaw, obrywała Karolina – bo „nie dopilnowała brata”, a jeżeli sytuacja wymagała naprawy – miała to zrobić ona, bo „robiła to lepiej”.

Trigger czyli wyzwalacz emocji

Te powtarzające się sytuacje z dzieciństwa Karoliny sprawiały, że w warunkach rodzinnych jej potrzeby szacunku, bezpieczeństwa i bycia docenioną były permanentnie niezaspokojone. Jeśli nawet dawały znać o sobie złością, to niemożliwe było wyrażenie tej złości wobec rodziców. W ten sposób syndrom naprawiania po kimś jego błędów, bycia niedocenianym i jednoczesnego braku poczucia bezpieczeństwa stał się dla Karoliny rodzajem „pięty achillesowej” – tematem wyjątkowo drażliwym i powodującym reakcje nieadekwatne do sytuacji. Każdy z nas ma swój prywatny wyzwalacz złości. Odkrycie go pomaga zrozumieć i zmienić swoje zachowania w sytuacjach pełnych napięcia.

Po przeanalizowaniu wydarzenia w kontekście prywatnego triggera (z ang. „wyzwalacz”), Karolina zrozumiała, że w pracy zareagowała na dość standardowe polecenie służbowe jak na wielką zniewagę, bo jej wewnętrzny system alarmowy wychwycił podobieństwo schematu, użył tej samej (co kiedyś w sytuacjach rodzinnych) frazy słownej na opisanie sytuacji: „znowu ja mam po nim naprawiać!”, będącej w jej przypadku silnym wywoływaczem złości, i proces reagowania ruszył z prędkością rakiety kosmicznej. Uniemożliwiło jej to zareagowanie według schematu wyższej drogi reagowania: bodziec–refleksja i wybór–reakcja.

Niestety, nie ma możliwości całkowitego oddzielenia swojego „ja” służbowego i prywatnego. Jesteśmy całością i swoje właściwości wnosimy w sytuacje, w których się znajdujemy. Oczywiście, można przez jakiś czas siłą trzymać emocje na wodzy, ale jeśli nie damy im posłuchu i nie skorzystamy z niesionej przez nie informacji o naszych ważnych niezaspokojonych potrzebach i nie podejmiemy działań umożliwiających ich zaspokojenie – prędzej czy później zaowocuje to wybuchem złości lub jej syjamską siostrą: bezradnością. Ponieważ wyrażanie złości jest dość powszechnie piętnowane jako przejaw agresji nielicujący z poziomem cywilizowanego człowieka, coraz częściej manifestujemy stan niezaspokojenia swoich potrzeb bezradnością (depresja nazywana bywa chorobą cywilizacyjną).

Po co palić pieniędzmi w piecu

Skuteczność działania pod wpływem złości buddyjski nauczyciel Lama Ole Nydahl przyrównuje do palenia banknotami w piecu. Zdecydowanie bardziej sensowne pod każdym względem byłoby kupienie za te banknoty opału. Kiedy rezygnujemy z działania pod wpływem złości lub jej stłumionej postaci – bezradności, nasze poczynania stają się bardziej efektywne – możemy poszukiwać rozwiązań potrzebnych w danej sytuacji i wprowadzać je w życie. Pomocne będzie nauczenie się asertywności i empatii.

Karolina zaczęła od treningu asertywności. Porozmawiała z Danutą na temat zdarzenia z pozycji „jak to wygląda z mojego punktu widzenia”. Określiła jasno, co jej utrudnia pracę (konieczność naprawiania błędów osób, na które nie ma możliwości wpływać w trakcie ich pracy) i poprosiła o przeprowadzenie zmiany w hierarchii służbowej. W wyniku tej rozmowy zmieniono zasady organizacji w ich dziale i Karolina jest przełożoną osób pracujących zarówno w magazynie, jak i w biurze. W takiej sytuacji jest w stanie wziąć odpowiedzialność za zgodność stanu magazynu i jego odzwierciedlenie w programie komputerowym. Karolina poczuła ulgę – twierdzi, że w ten sposób jej potrzeby: uznania, przynależności do grupy i samorealizacji zostały zaspokojone. Jest w stanie stawiać czoła kolejnym wyzwaniom. I robi to na swój rachunek, a nie naprawiając błędy innych osób.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>