fbpx

#Prawdziwaja. Koniec z kultem idealnego wyglądu

Koniec z kultem idealnego wyglądu
Operacje plastyczne, opresyjne ćwiczenia fizyczne albo radykalne diety traktowane są jako receptę na szczęście i sposób na zaspokojenie najgłębszych potrzeb... (Fot. iStock)

– Na Zachodzie moda na sztuczne piękno przemija – mówi psychoterapeutka Maja Herman. Jednocześnie w Polsce nadal silna jest tendencja do poprawiania własnego ciała. Tylko czy to polepsza nasze samopoczucie i zwiększa miłość do siebie?

Badania pilotażowe przeprowadzone w 2018 roku przez Psychiatryczne Koło Naukowe Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego pokazały, że ponad 19 proc. osób od 17 do 25 roku życia już korzystało z możliwości, jakie daje medycyna estetyczna, a aż 1/3 zna wśród studentów osobę, która poddała się drobnemu zabiegowi, m.in. powiększenia ust kwasem hialuronowym. Co więcej, aż 42 proc. tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, ma zamiar skorzystać z takiej możliwości. – Mimo że obserwujemy wzrost popularności operacji plastycznych i zabiegów medycyny estetycznej w Polsce, to na Zachodzie kult sztucznie idealnego ciała powoli przemija. Tylko czekać, aż dotrze do nas – mówi psychoterapeutka Maja Herman. Moda na naturalność jest już widoczna choćby w świecie zabawek: superszczupłe, o nienaturalnie długich nogach lalki Barbie są zastępowane przez te z szerokimi biodrami i krótszymi nogami. Warto na to zwrócić uwagę, bo to pierwszy krok, by uwolnić się od terroru idealnego ciała, któremu nadal jesteśmy poddawani. Drugi krok to zrozumieć, co wokół nas, ale przede wszystkim – w nas samych sprawia, że operacje plastyczne, opresyjne ćwiczenia fizyczne czy radykalne diety traktujemy jako receptę na szczęście i sposób na zaspokojenie najgłębszych potrzeb.

#Prawdziwaja

Do gabinetu Mai Herman trafia wielu nieakceptujących siebie, a zwłaszcza swojego ciała młodych ludzi. Ekspertka interesuje się także mediami społecznościowymi i ich wpływem na zaburzenia psychiczne, jest też ich aktywną użytkowniczką. Te wszystkie elementy złożyły się na stworzenie przez nią hasztagu „Prawdziwa ja”. – To było lato. Wtedy zwykle chodzę bez makijażu. Akurat kupiłam sobie nowy telefon, byłam ciekawa, jakie robi zdjęcia. Cyknęłam więc selfie, zerknęłam na ekran i pomyślałam, że mam chyba dobry dzień, tak ładnie wyglądam i jestem taka promienna. Ale gdy mijałam witrynę sklepową, zerknęłam na swoje odbicie i zmarszczyłam brwi. O! Mam na twarzy czerwoną plamę od uczulenia, której na zdjęciu nie widać. No i te oczy! Nie mam takich wielkich jak na selfie – opowiada. – Weszłam w ustawienia telefonu, a tam fabrycznie wszystko podkręcone. Ściągnęłam filtry do zera i zrobiłam kolejne zdjęcie. Patrzę na jedno, patrzę na drugie i przypomina mi się, jak moje nastoletnie pacjentki skarżą się, że są nieidealne, a na Instagramie wszyscy inni są! Teraz rozumiem dlaczego! Zrobiłam więc hasztag: „Prawdziwa ja” i zamieściłam oba zdjęcia z postem o tym, jak powstaje kult idealnego wyglądu. Zaroiło się od komentarzy, ludzie wrzucali swoje zdjęcia, przyznawali: „nie jestem gotowa, żeby się pokazać bez filtra”.

Wewnętrzni portreciści

Każdy człowiek ma obraz siebie zapisany w mózgu. Zazwyczaj nie jest on zgodny z prawdą. Ile razy patrzysz w lustro i myślisz: „To ja tak wyglądam?!”. Bo twój obraz siebie powstał na podstawie opinii innych, w tym rodziców czy rówieśników. – Mając krytykantów w rodzinie, zaczynasz wątpić w siebie i swoje mocne strony. Jeśli słyszałaś, że masz tyłek jak wersalka, to nawet gdy schudniesz do rozmiaru 36, w wyobraźni nadal będziesz za wielka – tłumaczy Maja Herman. Nie widzisz, że źródło tych domniemanych deformacji czy utraty akceptacji siebie tkwi w toksycznych relacjach. Dlatego dopatrujesz się problemu w sobie – w swoim ciele. Dlaczego w nim? Bo ono jest najbardziej widoczne, najprościej je obwinić, uwierzyć, że zmiana wyglądu zmieni stosunek innych do ciebie. Co więcej, ta zmiana wydaje się nam najprostsza. Przecież są: siłownia, dieta, operacje…

Jeśli miałeś krytycznych rodziców, w dorosłym życiu grozi ci lękowe przekonanie: „póki nie jestem idealny, nikt mnie nie pokocha i wszyscy mnie będą zostawiać”, a w konsekwencji prawdopodobnie także operacje plastyczne. Bo kiedy pierwsza nie pomoże, zrobisz następną i następną.

– Chirurgia plastyczna jest potrzebna, warto z niej korzystać. Ale zanim to zrobimy, zadajmy sobie bardzo proste pytanie: „czy kiedy zmieni się moje ciało, zmieni się moje samopoczucie?” – radzi psychoterapeutka. – Mam przyjaciela psychiatrę, który zrobił także specjalizację z medycyny estetycznej. I dobrze, by tak było, bo ta druga bez pierwszej nie powinna istnieć.

Ratunek i ucieczka

Kiedy budujemy wewnętrzny obraz siebie, własnego ciała czy płci, musimy się utożsamić z którymś rodzicem. Zdarza się, że rodzice nam to uniemożliwiają, bo są tak toksyczni, albo niszczy nas samo upodabnianie.

Maja Herman przywołuje przykład swojej klientki, nastolatki, która chciała pomniejszyć piersi. – Nie miała ogromnych, po prostu miseczkę D – mówi. – Zaczęłyśmy się więc przyglądać tej nieakceptacji swojego ciała. Okazało się, że jej mama jest po operacji zmniejszenia piersi, całe życie ukrywała swój obfity biust, zamiast dekoltów nosiła luźne bluzki, a córka to widziała.

Praca terapeutyczna skupiła się na tym, aby dziewczyna określiła, czym jest dla niej kobiecość. Okazało się, że ona w ogóle nie istniała dla niej jako wartość. Ponieważ mama ukrywała swoje piersi, dziewczyna nabrała przekonania, że kobiecość to coś złego, że będzie jej przeszkadzać w karierze, w przyjaźniach, w miłości. – Czym jest kobiecość? To przyjemność czerpana z tego, że masz waginę i piersi. Trzeba akceptować i lubić własną płeć, jeśli mamy być szczęśliwi – mówi Maja Herman. – Ostatecznie ta dziewczyna nie zrobiła operacji piersi. Zaczęła akceptować siebie, nie odczuwa już lęku przed własnym ciałem.

Inny przykład, 17-latka z ogromnym znamieniem na twarzy. Przyprowadzili ją rodzice, martwili się, że nie ma żadnych przyjaciół, nawet znajomych. – Zaczęłam od pytania: Czemu państwo tego córce nie usnęliście? Jest jeszcze młoda i rośnie? No i co z tego? Znamię rośnie razem z nią. Powiedziałam im, że psychoterapia nie ma w tym wypadku tak dużego sensu jak operacja – mówi Maja Herman.

Usuniecie znamienia, które ją szpeciło i sprawiało, że czuła się naznaczona, spowodowało, że zaczęła wracać do społeczności. – Ode mnie potrzebowała tylko wsparcia w tym procesie. Teraz ma 20 lat, studiuje i jest w udanym związku. Nie każda operacja plastyczna jest synonimem zaburzenia – podkreśla ekspertka.

Zmiana boli

– Deklaratywnie wszyscy chcemy kochać siebie, ale kiedy zaczynamy pracę nad akceptacją swojej pupy czy nosa, to pojawia się ból, który wynika z tego, że musimy się skonfrontować z emocjami, które odepchnęliśmy od siebie, gdy byliśmy krytykowani przez bliskich – tłumaczy ekspertka. A ból to ogromny, bo dziecko myśli prosto: „jeśli moja mama mówi, że jestem gruba, to znaczy, że mnie nie kocha”. Dziecko nie myśli jak psycholog: „moja mama ma kłopoty z akceptacją własnego ciała i przerzuca to na mnie”, tylko właśnie: „mama mnie nie kocha” i aby nie zwariować z rozpaczy, dochodzi do wniosku: „jeśli będę piękna i mądra, to matka mnie pokocha”. Stara się więc z całych sił, ale trafia na ścianę. Bo matka jak była krytyczna i zimna, tak nadal jest. Dziecko nasila więc jeszcze bardziej kontrolę nad swoim ciałem i wpada w anoreksję, bigoreksję czy idzie na zabieg, który poprawi urodę. Ale nic to nie da, bo krytyczne matki często po prostu nie potrafią kochać. Pomóc może tylko poznanie prawdy. Zastanowienie się nad tym, dlaczego siebie nie akceptuję. Czasem nie obejdzie się bez psychoterapii.

– Trudność pracy nad sobą tkwi w tym, że ta boli – mówi Maja Herman. – Boli proces zmiany. Podobnie jak operacja chirurgiczna, która także prowadzi do zmiany.

Subiektywny mankament

Ciąg przyczynowo-skutkowy jest prosty: jeśli z dzieciństwa wynieśliśmy niewiarę w siebie i obniżoną samoocenę, obawiamy się porzucenia. Nie wierzymy, że jesteśmy warci miłości. Dlatego wyszukujemy w swoim ciele jakieś przesłanki, aby móc temu, czego tak się boimy, przeciwdziałać. Myślimy: „mam za małe piersi i on w końcu z tego powodu ode mnie odejdzie!”. Chcemy natychmiast operować się czy robić inne inwazyjne zabiegi. Możemy też bać się oceny i kpin, dlatego każda sytuacja, która wyda nam się ku temu pretekstem, popchnie nas do chirurga lub na salę fitnessu.

Ale to też znaczy, że przedkładamy wygląd nad głębsze relacje. Owszem, wygląd zwraca uwagę w pierwszej kolejności, kiedy kogoś poznajemy, bo uczuć nie widać. Ale potem liczy się to, czy umiemy kochać. Liczy się to, czego nie widać, czyli nasz charakter. No bo ile jest pięknych kobiet, które są same i nieszczęśliwe?

Maja Herman psychoterapeutka i psychiatra zajmująca się problematyką ciała

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>