fbpx

„Nie chcę wracać do normalności”

"Nie chcę wracać do normalności"
fot. iStock

Powroty są zawsze trudne, co dopiero po ponad dwóch miesiącach ograniczonych kontaktów z ludźmi i ze światem oraz z przekonaniem, że pandemia wcale się nie skończyła. Nic dziwnego, że nawet najbardziej odporni psychicznie czują mniejszy lub większy lęk. Jak go oswoić, radzi terapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Nie mam nic przeciwko lockdownowi, mogę już w ogóle nie wychodzić z domu. Czy to jest normalne? – to były pierwsze słowa, które powiedziała Marta, zapisując się na sesję. – Zostawmy na razie ocenę: normalne–nienormalne. Chciałabym, żebyś do naszego spotkania spróbowała poczuć, czy nie chcesz wychodzić z domu, czy raczej nie chcesz iść do jakiegoś konkretnego miejsca – zaproponowałam. – A to jakaś różnica? – Spróbuj to poczuć – powtórzyłam.

Krok 1. Okazuje się, że Marta nie jest jeszcze gotowa, by nazwać swój problem

Połączyła się ze mną na Skypie z łóżka. W pozycji półsiedzącej, wygodnie wsparta na kolorowych poduchach, przypominała małą dziewczynkę – chorą, leżącą w łóżku i czekającą na mamę, która właśnie przygotowuje dla niej w kuchni kisiel. Kiedy powiedziałam jej o swoich fantazjach, uśmiechnęła się: – Coś w tym jest, ostatnio spędzam dużo czasu w ten sposób.

Powiedziała mi, że mieszka na parterze w maleńkim mieszkanku z ogródkiem. Kiedy zaczął się lockdown i przeniosła pracę do domu, podzieliła swoją przestrzeń na trzy strefy: praca przy stole, rozmowy prywatne przez Skype’a lub telefon – najczęściej z ogródka, a pozostałe czynności, takie jak czytanie, oglądanie filmów, jedzenie – w łóżku. – Rozumiem, że sesja nie jest pracą ani rozmową towarzyską? – Chyba przy stole nie byłabym w stanie się rozluźnić.

Miałam zamiar zapytać, co tak bardzo spina ją w pracy, ale poczułam, że na razie nie chce poruszać tego tematu. – Sesja nie jest też rozmową towarzyską? – powtórzyłam pytanie. Marta zamyśliła się, posmutniała, koc, którym była przykryta, podciągnęła wyżej, zakrywając się aż po czubek nosa. Zupełnie jak dziecko, które szuka schronienia. – Wiesz, ostatnio czuję coraz mniejszą ochotę na rozmowy ze znajomymi. – Kiedy ostatnio widziałaś się z nimi „na żywo”. – No, przed lockdownem. – A kiedy ostatnio wyszłaś z domu?

W tym momencie coś (albo ktoś) przerwało połączenie. Marta odezwała się po dłuższej chwili, twierdząc, że miała problemy z Internetem. Była bardzo ożywiona, choć nadal siedziała w łóżku. Na kolanach trzymała poduszeczkę, którą w trakcie rozmowy dotykała, podrzucała albo zakrywała nią klatkę piersiową. Miałam wrażenie, że ta poduszka służy jej do dodania sobie odwagi, może też obrony przed atakiem z mojej strony. Dla mnie chyba była sygnałem, że pewnych pytań nie powinnam zadawać, przynajmniej na razie. Po raz pierwszy pomyślałam, że temat wyjścia z domu czy też stopniowego powrotu do normalnego funkcjonowania jest jakimś poważniejszym kłopotem. Nie miałam pomysłu, jak ją oswoić, żebyśmy mogły powoli zbliżyć się do problemu. Marta chyba sama czuła, że jej akceptacja niewychodzenia z domu nie do końca jest czymś „normalnym”, bo zwróciła się do mnie o pomoc, ale na razie uciekała, kiedy tylko sygnalizowałam temat.

Byłam przekonana, że to nagłe przerwanie połączenia nie wynikało z awarii na łączach, tylko stanowiło reakcję ucieczkową. Kobieta z jakiegoś powodu nie chciała wyjść z domu, albo nie chciała dokądś pójść. Kiedy zapytałam, czy udało jej się poczuć różnicę pomiędzy tymi obydwoma stanami, wyznała, że zupełnie zapomniała o mojej prośbie. Poczułam wyraźnie jej bezradność. Ciekawe, jak by to było, gdybyśmy spotkały się w realu? – pomyślałam. Czy z gabinetu również by uciekła?

Krok 2. Problem Marty pokazuje jej ciało

Lockdown, czyli przymusowe zamknięcie w mieszkaniach, które początkowo wzbudziło w nas wszystkich niepokój, bezsilność, lęk, rezygnację i ogrom innych emocji, po trzech czterech tygodniach stało się pewnego rodzaju normą. Kiedy zaczęły się pojawiać pogłoski, że powoli będziemy wracać do normalności, część ludzi bardzo się ucieszyła, ale była też grupa tych, którzy postanowili powalczyć o to, by wdrożyć pracę zdalną na kolejne tygodnie albo nawet na zawsze. O dziwo, do tej drugiej grupy należeli wcale nie introwertycy, ale dobrzy organizatorzy swojego czasu, ci, którzy lubią swoją przestrzeń, nie mają problemu z planowaniem zajęć, a godziny zaoszczędzone na dojazdach przeznaczyli na różne fajne aktywności, na które do tej pory nie mieli czasu. Ci, którzy ochoczo wrócili do biur, podczas lockdownu mieli kłopot głównie z oddzieleniem pracy od życia, tęsknili za innymi ludźmi albo nie bardzo posiadali warunki do pracy we własnym mieszkaniu.

Marta wyraźnie miała jakiś problem nie tylko z powrotem do pracy, ale też ze wszystkimi atrybutami z nią związanymi. Tę drugą hipotezę musiałam jeszcze sprawdzić. Poprosiłam, żeby wygodnie umościła się w łóżku.

– Ale jak? – spytała. – Tak, żeby nie chciało ci się z niego wychodzić. – Ale ja normalnie wychodzę z łóżka. Chyba nie ma niczego złego w tym, że spędzam tu dużo czasu, lubię moje łóżko – wyraźnie poczułam jej złość. – Doskonale cię rozumiem, masz prawo być tam, gdzie chcesz, i możesz nie mieć ochoty wracać do świata, w którym trzeba chodzić w masce i rękawiczkach czy zachowywać dystans społeczny. Chcę, żebyś opisała mi, jak to jest być sobie w takim wygodnym łóżku.

– Jest mi tu ciepło, miękko, pachnąco. Już nie pamiętam, kiedy miałam okazję spędzić cały dzień w łóżku. – To brzmi jak oaza bezpieczeństwa. – No. – Taka prywatna bezpieczna wyspa na rozszalałym morzu. – Podoba mi się to porównanie. – A stół i krzesło przy stole to bardziej… No właśnie, co? – kiedy zawiesiłam głos, Marta wyraźnie skuliła się, głowę schowała w ramiona, znieruchomiała. – Zacznijmy jeszcze raz. Wróć do tego stanu bezpiecznej wyspy i poczuj go całą sobą, wszystkimi zmysłami: dotyk, zapach, smak, ruch albo raczej bezruch – poprosiłam.

Widziałam, że bardzo trudno jest jej się rozluźnić. – Spróbuj położyć jedną dłoń na potylicy, a drugą na klatce piersiowej i spokojnie oddychaj – poradziłam. – O rany, ale mi serce wali, strasznie. – Spokojnie, pozwól, by ciało samo uciszyło lęk, zamknij oczy, nie dzieje się nic złego.

Marta zaczęła się powoli kołysać. Razem z kolejnym ruchem jej ciało wyraźnie się odprężało.

– A teraz spróbuj wyjść z łóżka, powoli, w takim tempie, żeby stan rozluźnienia nadal był w twoim ciele. – OK, wyjście z łóżka to żaden wielki wyczyn – Marta podniosła się zdecydowanym ruchem, stanęła obok łóżka: – Ale dokąd mam iść? – Idź w kierunku stołu – poprosiłam.

Zanim jeszcze skończyłam zdanie, Marta zachwiała się, jakby straciła pewność siebie, głowę odgięła lekko do tyłu, ramiona podciągnęła do góry, rękoma dotknęła ud. – Co się dzieje z twoimi nogami? – Czuję, jakbym miała zakwasy, ojej, jakoś mi słabo. – Dobrze, w takim razie wróć do łóżka.

Przez kolejne 10 minut Marta wchodziła do łóżka, próbowała przywołać doświadczenie bezpiecznej wyspy, a potem z niego wychodziła. Ale lęk pojawiający się na samą myśl o dojściu do stołu (symbolizującym pracę) ponownie spinał jej ciało.

Krok 3. Wspólnie odkrywamy, co się wydarzyło

Musiałyśmy wrócić do rozpracowywania problemu z poziomu głowy, bo z poziomu ciała było to dla Marty zbyt trudne. W dobie pandemii nasze ciała są w zasadzie cały czas w stanie pogotowia lękowego, co objawia się m.in. zwiększonym napięciem, większą sztywnością, niemożnością rozluźnienia, puszczenia, zaufania. Na sesjach pacjenci niechętnie koncentrują się na doznaniach cielesnych, a każdy „dziwny”, nieznany wcześniej symptom odbierają jako zagrożenie koronawirusem. Dodatkowym problemem jest praca online, która uniemożliwia fizyczny kontakt, chociaż… może nie jest to akurat takie złe, bo dopóki nie odbudujemy relacji ze swoim ciałem, na nowo mu nie zaufamy – kontakt fizyczny z drugim człowiekiem może być dodatkowo traumatyzujący.

Poprosiłam, żeby Marta przedstawiła, jak wyglądała jej praca przed wybuchem epidemii. Opowiedziała historię, którą często słyszę w moim gabinecie: trudny projekt, praca po godzinach, w domu ślęczenie przed komputerem do późna w nocy, brak czasu na zajmowanie się czymkolwiek innym.

– Przypomnij sobie, co czułaś, kiedy wreszcie kładłaś się do łóżka, tuż przed zaśnięciem. – Że muszę wytrzymać, że to się za chwilę skończy. – I nagle pewnego dnia to zostało przerwane i to w sposób nie do przewidzenia i bez dyskusji. – Dokładnie tak. Pamiętam, że tego ostatniego dnia jeszcze wszyscy byliśmy w firmie, a późno w nocy dostałam maila, że od jutra pracujemy z domu. – Co poczułaś? – Hm, najpierw ulgę, że wreszcie odpocznę…, a nie, przepraszam, następnego dnia rano po dostaniu tego maila obudziłam się z potwornym bólem mięśni i stanem podgorączkowym. – Co pomyślałaś?

– Że się zaraziłam koronawirusem. Umierałam ze strachu. – Co zrobiłaś? – Położyłam się do łóżka i przeleżałam cały dzień. – Napięcie odpuściło? – Skąd, bez przerwy dzwonili z pracy. – Powiedziałaś, że czujesz się chora? – Nie, nie chciałam wywołać paniki. Gdy tylko się trochę lepiej poczułam, zwlokłam się do stołu, żeby trochę popracować. – Jakie to szczęście że nie wpadłaś na pomysł, żeby pracować z łóżka. Rozumiesz dlaczego? – Chyba tak. – Co było dalej? – W zasadzie to samo co teraz. Kilka godzin pracuję, a kiedy tylko mogę, wskakuję do łóżka. – Bo tylko tu możesz naprawdę się odprężyć.

Większość z nas w momencie ogłoszenia lockdownu została zatrzymana nie tylko w realizacji obowiązków czy poumawianych spotkań, ale zatrzymana także ze wszystkimi emocjami. Marta miała ich na pewno sporo, w tym trudnym okresie jej układ nerwowy działał z poziomu przetrwania i zamrożenia, także emocjonalnego. Pierwszego dnia pobytu w domu, w bezpiecznym łóżku ciało „podgrzało” zalegające emocje, część z nich w ten sposób spalając. Jednak te, które nadal zostały w zamrożeniu, zaczęły uaktywniać się za każdym razem, kiedy wychodziła z łóżka i szła do stołu z komputerem.

Poprosiłam, żeby położyła się na wznak i spróbowała poczuć te najsilniejsze emocje. Jednak to było dla niej zbyt wymagające, natychmiast uciekła do głowy: zaczęła zadawać mnóstwo pytań, poprosiła, żebym powiedziała, co złego jest w pracy z domu i czy skoro wywiązuje się ze swoich obowiązków, to szef ma prawo zmusić ją do powrotu do firmy. – A jeśli tak się stanie, to co wtedy? – Nie dam rady. – To znaczy? – Jestem za słaba. – Za słaba na co? – Coś mi się dzieje z nogami, bolą mnie, są takie słabe, a jednocześnie napięte. – Wiesz, twoje nogi boją się, że nie będą w stanie uciec przed niebezpieczeństwem, a właściwie to nie nogi a twój mózg się tego boi. – Przecież widziałaś, że nie jestem w stanie dojść do stołu. Myślisz, że to coś poważnego? – To tylko lęk. – Jakoś trudno mi w to uwierzyć.

W tym momencie rozległ się dźwięk domofonu. – To kurier, zamówiłam sobie nowe książki – powiedziała i dosłownie wyskoczyła z łóżka. – No dobra, przyznaję ci rację, że to tylko lęk, ale on jest silniejszy ode mnie – dodała.

Krok 4. Planujemy powrót do normalności

Podczas pandemii nauczyliśmy się, że normalność jest nieprzewidywalna, planowanie, zwłaszcza długoterminowe, nie ma żadnego sensu, a każde wyjście na ulicę jest trochę jak przemieszczanie się w czasie wojny – nigdy nie wiesz, co zastaniesz na zewnątrz i czy w ogóle wrócisz. Nic dziwnego, że życie w takiej normalności może być dla nas trudne.

Powiedziałam Marcie, że jej powrót do pracy jest procesem, który wymaga czasu, ale który już się zaczął w chwili, kiedy do mnie zadzwoniła. Wspólnie ustaliłyśmy, że jej łóżko przez jakiś czas nadal będzie schronieniem, gdzie pomalutku, we własnym tempie będzie doświadczać i przeżywać te wszystkie emocje, które zamroziła w dniu rozpoczęcia lockdownu. Każde wyjście z łóżka do pracy (stołu) będzie poprzedzone odczuciem bezpieczeństwa w ciele, a każdy krok w kierunku stołu będzie dyktowany przez gotowość ciała, a nie rozkaz głowy.

Miałam świadomość, że ta sesja bardziej koncentrowała się na analizie, ustalaniu, planowaniu niż na czuciu, ale chyba nie dało się inaczej. – Kiedy moja głowa się uspokoiła, poczułam, że ciało też jest spokojniejsze – wyznała pod koniec rozmowy Marta. – W jednej z twoich książek przeczytałam, że to głowa straszy ciało i chyba dlatego do ciebie zadzwoniłam.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze