O tym, jak łatwo być trudnym dzieckiem i jak trudno być dobrym rodzicem – mówi Katarzyna Miller

O tym, jak łatwo być trudnym dzieckiem i jak trudno być dobrym rodzicem - mówi Katarzyna Miller
"Bardzo bym chciała, żeby ludzie, decydując się na dzieci, nie spieszyli się tak z rodzeniem, zanim nie pomysla, jakimi mogą być rodzicami, patrząc na własne dzieciństwo". K. Miller (fot. iStock)

Co to właściwie jest „trudne dzieciństwo”? Bardzo często psychologowie używają takiego pojęcia. Ty mówisz często „niedokochane dziecko”. Może my chętnie zbyt wiele kładziemy na karb trudnego dzieciństwa? Ewa Konarowska rozmawia z Katarzyną Miller.

Kasia: To oczywiście może służyć i bywa używane jako usprawiedliwienie, ale psychologia (a właściwie psychoanaliza) odkryła i udowodniła, że na całe nasze całe życie najmocniej wpływa właśnie dzieciństwo.

Ewa: Jednak to, co zostaje nam w pamięci po naszym dzieciństwie, jest niezwykle subiektywne. Niektórzy bardzo dobrze wspominają swoje dzieciństwo, a podczas terapii wychodzi na jaw, że byli niekochanymi dziećmi. Co to właściwie znaczy być niekochanym dzieckiem?

Kasia: W każdym domu i u każdego z nas mogło to mieć inne wymiary. Niekochane dziecko ma poczucie, że nie jest postrzegane i odbierane jako właśnie ono, tylko jest wpasowane w wyobrażenie rodzica o tym, jakie powinno być.

Ewa: Czyli, najprościej mówiąc, nie może być takie, jakie jest, tylko ma być jakieś inne?

Kasia: Tak. Druga ważna sprawa to komunikacja, która odbywa się między rodzicem a dzieckiem. To są rzeczy, które dzieją się bardzo wcześnie, i dziecko tego nie pamięta. Nie pamięta, czy jego matka pochylała się nad nim z czułością czy ze zdenerwowaniem, czy gdy płakało, podbiegała do niego z troską czy też ze złością albo lękiem. Kiedy zaczyna troszkę podrastać, ma około trzech lat, zauważa: moja mamusia i tatuś rzadko się do mnie uśmiechają, bardzo rzadko mówią mi miłe rzeczy, zdarza się, że wcale ich nie mówią.

Ewa: Albo przeszkadza im wszystko, co robię. Nie krzycz, nie biegaj, nie chodź, nie mów, nie płacz, zostaw, odłóż.

Kasia: To jest nie wprost informacja dla dziecka, że jego obecność, jego fizyczność, wszelka aktywność rodzicom przeszkadza. Sama mam takie wspomnienie – uwielbiałam chodzić na grzyby z nianią i cieszyłam się, że tym razem chce mnie zabrać mama. To było wielkie święto, tylko trzeba było wstać o czwartej rano. Nie spałam przez całą noc, miałam wtedy sześć lat, co jakiś czas patrzyłam na zegarek, czy to już, aż w końcu nadeszła czwarta i poszłam budzić mamę. Która najpierw mówiła: „Jeszcze chwilę pośpię”, a potem oświadczyła, że jej się nie chce wstawać, odwinęła się na drugi ok i w ogóle na te grzyby nie pojechałyśmy.

Miałam dominujące poczucie totalnej klęski, całkowitego zlekceważenia mnie – przecież ona wiedziała, jak ja się na to cieszę. Mogłam porównać to, co zrobiła moja mama, z tym, jak traktowała mnie niania. Mama się nie obudziła, a niania zawsze się budziła, kiedy chciałyśmy razem coś zrobić; przede wszystkim lubiła ze mną robić różne rzeczy. Ja przy niani gotowałam, bawiłyśmy się, zajmowałyśmy się kotami i psami. Było cudownie. A wieczorami, kiedy rodziców nie było w domu, to ja z daleka (bo daleko miałam mój pokój) krzyczałam bardzo głośno: „Encia (tak na nią mówiłam), jesteś tam?”. A ona krzyczała: „Jestem!”. „To poruszaj garnkami, żebym cię słyszała, że jesteś” – bo się bałam. Dzieci wielu rzeczy się boją. Bałam się ciemności, światełka na szafie, bałam się, że ktoś będzie pod łóżkiem. Nie było też za łatwo w moim domu między rodzicami…

Ewa: Bałaś się, że mogą już więcej nie wrócić? Ja się tego bardzo bałam.

Kasia: Pierwsze wspomnienie, które mam, to że siedzę na nocniku, mam dwa lata i jestem sama. Boję się, że nikt już nigdy nie przyjdzie. A ty masz takie?

Ewa: Ja mam takie, że budzę się ze snu w ciągu dnia – nie wiem, ile miałam lat, cztery, może pięć – budzę się, bo jest burza, krzyczę, ale nikogo nie ma w domu. Babcia poszła do sklepu. Pamiętam, że kiedy wróciła, tłumaczyła, że musiała pójść po jajka; chyba do końca życia nie zapomnę, po co poszła. Strasznie rozpaczałam. Myślałam, że ona ani nikt już nigdy nie wróci, że zostałam sama.

Kasia: Oczywiście nie można cały czas być tylko przy dziecku, ale dziecko, które jest spokojniejsze wewnętrznie, ponieważ ma więcej objawów czułości, troski i spostrzegania jego potrzeb, nie będzie się aż tak bardzo bało w momencie, kiedy dorosłych przy nim nie ma.

Ewa: Dziecko, które czuje się chciane i kochane, ma pewność, że za chwilę ktoś się przy nim zjawi. Mało tego, wydaje mi się, że takie dzieci nie są w ten sposób zostawiane. Rodzice czekają, aż się obudzi, i zabierają je do sklepu…

Kasia: Myślę, że mój lęk w ciemnym pokoju pochodził nie tylko z tego, że jest noc i dzieli mnie kawał pustego mieszkania od niani. Ale też cudowny był fakt, że ona zawsze odpowiadała. Nie śmiała się ze mnie. Podczas gdy wiem, że gdybym poprosiła o to samo mamę, powiedziałaby: „Nie wygłupiaj się!”. Oceniłaby mnie i odrzuciła moją potrzebę i prośbę. Wiele razy się tak zdarzało, że to, co ja chcę, jest śmieszne, nieważne, nie w porę i świadczy o tym, że jestem jakaś niefajna.

Ewa: A na tej podstawie budujemy sobie obraz siebie – że takimi, jakimi jesteśmy, nie można nas akceptować.

Kasia: Tych zdarzeń ułamkowych, powtarzających się dziecko zbiera bardzo, bardzo wiele. „Nie biegaj koło mnie, przeszkadzasz mi”. „Mamo, czy mogę?”. „Nie teraz”.

Ewa: „Nie jedz tego przed obiadem, nie trzaskaj drzwiami, może byś usiadła na chwilę i zajęła się książką, ale nie maluj w tej książce, przecież się w książkach nie rysuje…”. Właściwie dziecko można bez przerwy krytykować za to, co robi.

Kasia: Ostatnio widziałam w parku dwie starsze panie, jedna była z wnuczką, a druga z psami, które bawiły się ze sobą. Zabawnie to wyglądało, bo jeden pies był wielki, a drugi mały. Dziewczynka miała trzy, może cztery lata i bardzo chciała przyłączyć się do tego psiego dokazywania. Podeszła do nich bliziutko, a jej babcia wrzasnęła na to: „Odsuń się od tych psów, bo im przeszkadzasz!”. Patrzyłam na to ze zgrozą.

Ewa: Jak masz taką babcię albo mamę, dorastasz w przekonaniu, że przeszkadzasz każdemu, nawet psom, które się ze sobą bawią.

Kasia: Niektóre dzieci tak traktowane zaczynają rzeczywiście przeszkadzać. Nie mają wyjścia, żeby inaczej zaistnieć. Zresztą wszystko, co się robi, może być uznane za przeszkadzanie. Jeśli idę, biegnę, wyciągam rękę po coś, to przeszkadzam.

Ewa: Jeśli zaś ciągle „przeszkadzam”, to też się nie uczę.

Kasia: Tak, bo jeśli wszystko, co robię, jest krytykowane, to jest jakby przeciw czemuś. W związku z tym nie ma korzyści z aktywności. Rozejrzyjmy się – jest masa ludzi, którzy nie umieją wydobyć z siebie głosu, nie umieją krzyknąć, nie umieją dotknąć, nie umieją dać siebie dotknąć. Jakakolwiek nowa osoba się pojawia, to ich zamurowuje…

Ewa: Skądś oni się biorą…

Kasia: A jest też druga wersja – jeśli ktoś ma silny temperament, to zaczyna postępować na przekór. Opisujemy tylko kawałek, jakiś wycinek, bo nie da się tu opisać wszystkich możliwości. Ja w każdym razie miałam takie poczucie, że cokolwiek zrobię, to się mojej mamie nie podoba. To, jak wyglądam, też się jej nie podobało. Ciągle słyszałam: „Jak ty wyglądasz?” – zawsze z dezaprobatą. A to kołnierzyk nie taki, a to czapkę straszną włożyłam, a to skarpetek nie miałam. A przy ludziach było: „Jak ty się zachowujesz?”. Albo wstać, albo usiądź, albo przynieś, albo podaj…

Ewa: Albo się przywitaj, albo się nie odzywaj… Znam to, znam!

Kasia: Teraz, będąc dorosłymi kobietami, o wiele bardziej rozumiemy swoje matki, to, że było im trudno, że miały dziecko nie wtedy, kiedy trzeba, albo nie z tym, co trzeba, albo jedno i drugie, a może nie chciały w ogóle mieć dziecka. Rozumiemy je, ale rozumiemy też to dziecko, dlaczego i skąd w nas tyle bólu, który się odzywa w sytuacjach czasami dla nas nieoczekiwanych. Przyszła do mnie pacjentka i zaproponowałam jej, by popracowała nad takim zdaniem: „Jestem kochana, jestem naprawdę kochana”, i ona już przy czwartej powtórce zaczęła szlochać. Sama się zdziwiła: „Mówię zdanie, które powinno mnie cieszyć, więc czemu ja płaczę, dlaczego mnie to tak boli?”. Boli, bo nie słyszała tego zdania na tyle często, żeby się z nim oswoić i uważać za normalne, natomiast strasznie za nim tęskniła.

Ewa: Nie dość tego, mówiąc je, ma przed oczami wszystkie te sytuacje, które przeczą temu zdaniu, więc powtarzając je, uświadamia sobie, jak bardzo nie była kochana. Ja uważam, że byłam kochana naprawdę tylko przez jedną babcię, która się ze mną bawiła wtedy, kiedy chciałam, i tak często, jak chciałam, grała ze mną w karty, robiła mi takie kanapki, jakie lubiłam i gotowała dla mnie to, na co miałam ochotę. Uważam, że to była jedyna osoba, która pozwalała mi na to, żebym była taka, jaka jestem, a przy tym spełniała moje oczekiwania i odpowiadała na potrzeby. Z perspektywy widzę, jak ważne to było dla mnie, a wręcz bezcenne. Teraz widzę, jak takie rzeczy mogą nam w pewnym sensie uratować życie.

Kasia: W dosłownym sensie. Znam takie poglądy w psychologii wychowania, że lepiej, by oboje rodzice zachowywali się konsekwentnie. Zawsze wtedy myślę: „Boże, jak to dobrze, że mój tatuś był inny niż moja mamusia”. Gdybym miała przed sobą mur z rodziców, którzy nieustannie zwracają mi za coś uwagę, poprawiają i krytykują albo mnie zbywają, to by mnie chyba zabiło.

(…)

Więcej w:

Chcę być kochana tak jak chcę
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze