fbpx

Połącz emocje z rozumem – radzi psycholog Rafał Ohme

Połącz emocje z rozumem - radzi psycholog Rafał Ohme
Emocje są legalnymi narkotykami. (Ilustracja: Arobal)

Emocje są legalnymi narkotykami. Jeżeli je odcinam, pozbawiam się naturalnego wspomagania – mówi psycholog profesor Rafał Ohme, badacz emocji, autor bestsellera „Emo sapiens – harmonia emocji i rozumu”.

Kto to taki ten tytułowy emo sapiens?
To ktoś, kto w odróżnieniu od homo sapiens, czyli człowieka napędzanego przez jeden silnik – rozum, napędzany jest przez dwa silniki – rozum i emocje. Można obrazowo przedstawić go jako kogoś, kto ma w głowie dwa systemy operacyjne: iOS oraz Android, i nie musi wybierać między samsungiem a iPhone’em.

Czyli rozum i emocje nie muszą być w kontrze?
Nie muszą, ale często są, bo niektórym emocje przesłaniają rozum i wtedy ludzie zachowują się nieracjonalnie. Albo rozum tłumi emocje i wtedy życie przestaje smakować. Cała sztuka polega na tym, żeby oba silniki współpracowały. Emocje mogą wspaniale wspierać rozum, a rozum może świetnie kontrolować emocje.

Rozum mógłby obejść się bez emocji?
Nie, bo rozum nie ma dostępu do zasobów energetycznych w ciele, czyli do autonomicznego układu nerwowego i systemu hormonalnego, które regulowane są przez część w mózgu zwaną przysadką. Rozum ma siedzibę w części mózgu, która nazywa się płatami czołowymi, emocje z kolei siedzą w części mózgu zwanej układem limbicznym. Między układem limbicznym, czyli emocjami, a przysadką istnieje mnóstwo połączeń neuronalnych. A wie pani, ile jest połączeń między płatami czołowymi, czyli rozumem, a przysadką?

Zgaduję: mało.
Zero, nie ma ani jednego. To dlatego z noworocznych postanowień na ogół wychodzą nici. Mamy ambitne plany: chcemy schudnąć, spędzać z dziećmi więcej czasu, dbać o związek. I nawet w to wierzymy. Ale większość naszych postanowień kończy się około święta Trzech Króli.

Dlatego że nie są zasilane przez emocje?
Tak. A to emocje dają nam moc, energię, zapał do działania. Natomiast podstawowym zadaniem rozumu jest planowanie przyszłości, robienie schematu postępowania. Gdy stracę pracę, to powinienem odwołać się do rozumu, pomyśleć, co i jak zrobić. Zawsze gdy dzieje się coś nieoczekiwanego, niespotykanego – nieważne, dobrego czy złego – trzeba uruchomić rozum, czyli zaplanować, a potem monitorować, czy ten plan jest realizowany.

Ale wtedy na ogół włączają się emocje: złość, że dopadła nas trudność, lęk, czy damy radę. To źle?
Na początkowym etapie emocje nie pomagają. Sprawdzają się potem, gdy sytuacja się ustabilizuje. Także w rutynowych, wielokrotnie powtarzanych działaniach. Gdy kończą się wakacje, zaczyna się szkoła moich dzieci, to nie muszę podejmować wielkiego wysiłku rozumowego, żeby wiedzieć, co i jak robić. Emocje mają podstawowy cel: dają energię do działania. Jeżeli pracuję bez emocji, tylko dlatego, żeby zapewnić utrzymanie rodzinie, to pozbawiam się naturalnego wsparcia mojego ciała. Nazwałbym je legalnymi narkotykami, no bo przecież te wszystkie hormony, endorfiny działają jak narkotyk, mamy je w swoich zasobach, nie są zabronione jak inne narkotyki. Kora czołowa zawiadująca rozumem nie ma takich mocy ani takich struktur.

Dlaczego?
Dlatego że wykształciła się 200 tysięcy lat temu, a to za mało na uruchomienie takich połączeń, jakie ma układ limbiczny odpowiedzialny za emocje. On kształtuje się od dwóch milionów lat, czyli dziesięć razy dłużej. Słabszy może wygrać z silniejszym. Jak pani myśli, dzięki jakiej emocji?

Dzięki złości?
Też, bo złość ewolucyjnie jest po to, żeby słabszy nie bał się postawić mocniejszemu, żeby Lech Wałęsa był w stanie pogrozić pięścią systemowi komunistycznemu. Ale już nie po to, żeby okazywać ją wobec dziecka, pracownika. A ta najcenniejsza emocja, która pomaga przenosić góry, to nadzieja. Zaczyna się tam, gdzie kończy się rozum. Rozum mówi: „Już nic się nie da zrobić”, nadzieja na to: „Spróbuj jeszcze raz”. Rozum: „Ale nikomu to się nie udało”, nadzieja: „Może uda się mnie”. Jak stracimy nadzieję, to koniec, wegetujemy. Nadzieja ma siostrę bliźniaczkę – wiarę, na niej zbudowane są religie.

Każda emocja jest dobra?
Pod warunkiem że nie dominuje. Na przykład strach. Gdyby człowiek się nie bał, wpadłby pod samochód. Strach uskrzydla – nigdy tak szybko nie biegłem jak wtedy, gdy gonił mnie pies. Ale nie może być tak, że boję się wyjść z domu, zabrać głos, wydusić słowo do szefa. Strach jest dobry, gdy pojawia się w odpowiednim miejscu, czasie, w odpowiednich proporcjach. Podobnie jest ze wszystkimi emocjami.

Co dobrego ma smutek?
Żeby nie waliła pani głową w ścianę, gdy zostawi panią ukochany. Smutek dezaktywuje organizm, sprawia, że uchodzi z nas energia, że nie chce nam się nic robić, z nikim rozmawiać. To ratunek dla ciała. Dlatego gdy ktoś ma złamane serce, to nie wolno wyciągać go z domu, ma leżeć i się smucić, ma przeżywać żałobę. Ciało potrzebuje tego stanu, żeby odzyskać homeostazę, która została gwałtownie zniszczona poprzez to, że ona lub on powiedzieli: „Już cię nie kocham”. A tak na marginesie, wie pani, jakie emocje najbardziej kochamy?

Powie pan pewnie, że smutek.
Złość i smutek. Proszę spojrzeć na listę stu największych przebojów muzycznych wszech czasów, to połączenie smutku (że on ją rzucił albo odwrotnie) ze złością (chcę zmienić świat). Tak zwane emocje negatywne są bardziej atrakcyjne dla mózgu, na każdą z nich mózg ma mnóstwo struktur, a na taką radość niewiele.

Z radością można przesadzić?
Wszystko, co nadmiarowe, jest niebezpieczne. Jak ktoś przeżywa gigantyczną radość, to nie może zebrać myśli, serce pracuje mu jak oszalałe. Na dłuższą metę to nam nie służy. Proszę sobie wyobrazić, że orgazm trwa godzinę. Kto by to przeżył? Umiarkowanie we wszystkim to jest to. Emocje są wtedy zsynchronizowane i lepiej współpracują. Także z rozumem.

Mówił pan, że między rozumem a strukturą regulującą działanie emocji nie istnieją połączenia. To jak sprawić, żeby mądre słowa przełożyły się na czyny?
Trzeba „zahaczyć” płaty czołowe o układ limbiczny, czyli skomunikować rozum z emocjami. Jak to zrobić? Angażując się emocjonalnie w działanie, identyfikując się z czymś, odwołując się do wartości. To takie trzy pomosty łączące rozum i emocje. Chcę nakłonić syna do nauki. Mogę to osiągnąć poprzez system nagród albo kar. Obydwa sposoby mogą być skuteczne, tylko że działają na krótką metę.

Bo gdy przestaniemy je stosować, to dziecko nie będzie się uczyć.
Dokładnie tak. Muszę więc cały czas to wzmacniać. Natomiast gdy dziecko zaangażuje się emocjonalnie w naukę, to będzie samo się mobilizowało. Na tym polega wychowanie, żeby odejść od nagród i kar, a zbudować świadomość i samodyscyplinę dziecka. Wtedy uruchamiamy całą wielką trójcę: emocje z układu limbicznego, rozum z płatów czołowych i finansowanie energetyczne z przysadki.

Możemy stosować „zahaczanie” u dzieci, podwładnych. Ale jak „zahaczać” siebie?
Wierzyć, że to, co robimy, ma sens, wartość, że to dobre dla mnie, dla innych, dla świata. Pracować nie tylko po to, żeby dostawać pensję, ale także dlatego, że praca daje mi satysfakcję, służy innym. Oprócz emocji i rozumu mamy jeszcze emocje wyższe, takie jak lojalność, poświęcenie.

A co z ujawnianiem emocji w pracy? Uważa się, że to nieprofesjonalne.
Wszystko zależy od okoliczności, rodzaju pracy, sytuacji. Ktoś może odczuwać emocje, ale ich nie okazywać, bo tego wymaga specyfika jego profesji (pilot, prawnik). Gdy pracownik dobrze wypełnia obowiązki, ale nie skacze z radości, jak coś się udało, to pojawia się pytanie: Czy on w środku też nie „skacze”? To oznaczałoby, że albo jest wypalony, albo uznaje przeżywanie emocji za słabość, bo tak nakazuje kultura.

Emocje mają przyszłość w dobie sztucznej inteligencji?
Ekscytujemy się tym, że sztuczna inteligencja będzie pomagała nam w prowadzeniu samochodów, w operacjach medycznych itd. Trochę też jej się obawiamy – że zdehumanizuje relacje, pozbawi nas miejsc pracy, bo maszyny będą robiły wszystko szybciej i bezbłędnie. Ale ona nie zastąpi nas w jednym – w odczuwaniu i rozumieniu emocji, czyli w inteligencji emocjonalnej. A to dlatego, że kody programistyczne pisane są językiem binarnym: zero – jeden. A emocje są wielowymiarowe. Mogę w tym samym czasie kochać i nienawidzić, pożądać i mieć wyrzuty sumienia. To zasługa dwóch anatomicznych systemów w mózgu: górnego przewodzenia i dolnego przewodzenia. Pielęgnujmy inteligencję emocjonalną, to polisa zabezpieczająca nas przed sztuczną inteligencją.

Badacz inteligencji emocjonalnej Daniel Goleman twierdzi, że to domena kobiet. Dlaczego jesteśmy na tym polu mocniejsze?
Bo trenujecie inteligencję emocjonalną od dwóch milionów lat, a mężczyźni dopiero od 60 lat. Trening polega na wychowywaniu dzieci, w szczególności niemowlaków – na przytulaniu ich, używaniu systemu heurystycznego do porozumiewania się z nimi, czyli odczytywania ze sposobu, w jaki płaczą, patrzą. Mężczyźni mogą zajmować się wreszcie wychowywaniem niemowląt, bo nie ma wojen. Albo inaczej – wojen nie ma tam, gdzie mężczyźni wychowują małe dzieci. Natomiast tam, gdzie wojny nadal trwają – w krajach arabskich, Azji Środkowej – faceci zajmują się rządzeniem, a nie wychowywaniem.

Jak to tłumaczyć?
Dzięki neuronauce wiemy, że bliskość z małymi dziećmi powoduje wyostrzenie zmysłów: słuchu na subtelne różnice dźwięków, oczu na mikroekspresję wyrazu twarzy. I wyostrzenie emocji, na początku tylko na podstawie dwóch sposobów reagowania malca: płaczu i niepłaczu. Ten trening rozwija inteligencję emocjonalną, empatię, subtelne odczuwanie, uważność na drugiego człowieka. Czyli to, co wy, kobiety, ćwiczycie od milionów lat. Przyszłość świata musi mieć twarz kobiety. Albo świata nie będzie.

Rafał Ohme profesor, psycholog, wykładowca w szkole biznesu na Uniwersytecie w Stellenbosch w Kapsztadzie (RPA), ekspert w dziedzinie emocji, komunikacji i zarządzania, współtwórca neuronauki konsumenckiej, założyciel międzynarodowej firmy badawczej NeurOhm i szkoleniowej Inemo

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>