Komunikacja w pracy: na czym polega strategia zdziwienia?

Jak reagować na trudne sytuacje w pracy? Może warto wyjść poza utarte schematy? (fot. iStock)

Zdarza ci się na trudne sytuacje w pracy reagować złością, wstydem, strachem lub unikiem? No to spróbuj się zdziwić. Zachęcisz rozmówcę do szukania bardziej kreatywnego rozwiązania.

„To mnie zupełnie nie dziwi”. Jak często słyszysz ten tekst? Jak często go wypowiadasz? Zazwyczaj ma on zabarwienie sarkastyczne – mówimy tak, gdy po danej osobie lub sytuacji nie spodziewaliśmy się niczego dobrego i nasze przewidywania okazały się prawdą. Witaj w przewidywalnym świecie znajomych rozczarowań…

A gdyby tak się zdziwić? Czy to coś zmieni? Czasami może bardzo wiele. Podstawowa różnica polega na tym, że nie dziwiąc się niczemu, poruszamy się w zamkniętych granicach świata własnych stereotypów, a dziwiąc się – te granice przekraczamy. Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. Dlaczego? Dlatego, że wytrąca z utartych schematów i pozwala zareagować w nowy sposób, znaleźć bardziej kreatywne rozwiązanie, zrobić krok w kierunku przekroczenia własnej strefy komfortu. Nasze zdziwienie może wytrącić z utartego sposobu myślenia i działania również rozmówcę – a wtedy możliwość znalezienia lepszego rozwiązania wzrasta podwójnie.

Komunikacja: uważaj na toksyczne teksty

Jak to działa w praktyce? Załóżmy, że twój szef ma potrzebę ciągłego wzbudzania w innych podziwu. Kiedy ty oczekujesz docenienia za dobrze i samodzielnie wykonaną pracę, on może wygłosić uwagę w stylu: „Moja droga, czas już wrócić na ziemię i zająć się majową konferencją. Gdyby nie ja, to wy byście ciągle bujali w obłokach, a tu trzeba pracować”. Kiedy słyszysz taki tekst po dwóch tygodniach intensywnego ślęczenia nad projektem, dzięki któremu firma otrzyma duży grant finansowy, to co czujesz? Jest ci pewnie przykro. Kluczowe teraz, w jaką myśl i reakcję przerodzi się to uczucie.

Jeśli reagujesz złością – myślisz: „No tak, on zbiera wszystkie laury, chociaż nic nie robi, bufon jeden”. Pewnie tego otwarcie tak nie powiesz, ale nie jest wykluczone, że skomentujesz kulturalnie, acz zjadliwie: „No nie wiem, jak długo udałoby się nam pracować, gdybyśmy pozostali bez grantów, które ja zdobywam”. W ten sposób idziesz na wojnę, w której masz nikłe szanse na wygraną, bo szef to szef, układ jest taki, że on raczej szefem być nie przestanie, zarządzanie jest pionowe, więc i tak jego niezadowolenie może odbić się negatywnie na tobie. Szef ma też zestaw odpowiedzi gotowców, które w takich sytuacjach stosuje: „No, wiesz – nie ma ludzi niezastąpionych”, „Za to ci płacę”, „Ty piszesz projekty, ale to ja je firmuję” itp., itd. Rozmawiając w ten sposób, i tak nie doczekasz się docenienia swoich osiągnięć z jego strony. Masz natomiast otwartą drogę do stania się sfrustrowaną „męczennicą firmową” (zaczniesz poszukiwać zrozumienia u współpracowników). Podążając tą drogą, dość szybko dorobisz się wypalenia zawodowego, które może iść w tym przypadku w parze z wystąpieniem stanu przedzawałowego.

Jeśli reagujesz rezygnacją – myślisz: „Co jeszcze mogę zrobić, żeby mnie w końcu docenił? Ciągle za mało!”. Raczej też nie powiesz tego głośno. Głośno albo nie powiesz nic, albo spróbujesz się wytłumaczyć i ewentualnie przypodobać: „To nie chodzi o bujanie w obłokach, tylko po prostu cieszę się, że cała firma na tym skorzysta. Przecież dzięki temu ty też będziesz miał czym się pochwalić w wynikach rocznych. Chciałabym, żebyśmy dobrze wypadli”. Fatalny błąd! Właśnie zasugerowałaś szefowi, że odnosi sukcesy dzięki twojej pracy (a nie dzięki własnym zasługom). W takiej sytuacji możesz się spodziewać zestawu gotowych i niejednokrotnie przetestowanych odpowiedzi, które przywracają sytuacji właściwą z jego punktu widzenia równowagę: „No, może to cię zdziwi, ale jakoś radziłem sobie, zanim zaczęłaś u mnie pracę”, „A kto na tym korzysta najbardziej, jak nie ty
– w końcu masz pracę na jakiś czas”.

Widać, że idąc tą drogą, też nie doczekasz się docenienia, raczej w przyszłości możesz spodziewać się „dobarczenia” dodatkowymi zajęciami, no bo skoro tak ci leży na sercu dobro firmy, to może byś zrobiła jeszcze to i to, i to… Tak rozmawiając, wybierasz inną drogę do osiągnięcia stanu wypalenia zawodowego – raczej dotrzesz do niego przez stan depresji niż zawału, ale prawdopodobieństwo osiągnięcia tego niezbyt pożądanego celu cały czas jest duże.

Komunikacja w pracy jest dla wielu osób prawdziwym wyzwaniem. Dlatego lepiej poszukać nowych rozwiązań w sposobie komunikowania się. (fot. iStock)

Dlaczego w obu przypadkach stoisz na przegranej pozycji? Dlatego, że próbujesz po raz kolejny odtworzyć schemat reagowania, który miliony razy się nie sprawdził, ale dzięki częstym próbom powtórzeń – doskonale się utrwalił w powszechnej świadomości. W tzw. typowych sytuacjach wszystko jest wiadome: jaka jest obsada ról, kto wygłasza jakie kwestie i jakie będzie zakończenie. Żeby wyrwać się ze schematu, przynajmniej jeden aktor musi zachować się niestereotypowo. Takim niestandardowym zachowaniem może być to, że przestaniesz wygłaszać oklepane kwestie, złoszcząc się i popadając w bezradność na przemian. Co więc zrobić w zamian?

Jak reagować na trudne sytuacje w pracy? Zdziw się!

Za każdym razem, gdy twoje myśli generują złość lub rezygnację – zastosuj strategię zdziwienia:

Zamiast osądzać: „co za bufon” – pomyśl: „Jakie dziwne i zaskakujące dla mnie ujęcie tematu”. „Dziwię się, że ktoś uważa, że bujam w obłokach. Dziwię się, że ktoś uważa, że potrzebuję poganiania”. Z taką świadomością łatwiej wyrazić swoje obiekcje w sposób nienacechowany złością – można po prostu powiedzieć: „Och, naprawdę dziwią mnie twoje słowa. Czy w ten sposób chciałeś zasugerować, że tracę kontakt z rzeczywistością i potrzebuję wsparcia, żeby przywrócić mnie na tory normalnego działania? Czy może o to chodzić?”.

Zauważ, że w przypadku takiej odpowiedzi „gotowce” stosowane standardowo na odpowiedź wygenerowaną pod wpływem złości okażą się nieprzydatne, bo nie wskakują jak brakujący puzzel. Takie pytanie wymaga odpowiedzi „tak” lub „nie”.

Zamiast roztrząsać: „Co jeszcze mogę zrobić, żeby mnie w końcu docenił, ciągle za mało” – pomyśl: „Jakie dziwne i zaskakujące dla mnie ujęcie tematu”. „Dziwię się, że nie jestem doceniana. Dziwię się, że trzeba zrobić co innego, by być docenionym”. Z taką świadomością łatwiej wyrazić swoje obiekcje w sposób nienacechowany rezygnacją – można to zdziwienie wyartykułować na przykład tak: „Och, naprawdę dziwią mnie twoje słowa. Czy mówiąc tak, chcesz mi przekazać, że to, co zrobiłam, nie jest warte docenienia? Że cenisz sobie bardziej inne sprawy?”.

Przy takiej odpowiedzi gotowce serwowane osobom ze skłonnością do popadania w rezygnację również się nie sprawdzą. Nie będzie żadnego logicznego powiązania uzasadniającego ich użycie.

Daj dobry przykład

Dziwiąc się sytuacji, zapraszasz rozmówcę do zaprzestania odgrywania utartej roli. Przestajesz dostarczać „haczyków”, do których można doczepić standardowe, ograne odpowiedzi. Wprowadzając więcej jednoznaczności, zmniejszasz emocjonalne ciśnienie rozmowy i odchodzisz od pomysłu, że musisz coś komuś udowodnić. Zamiast forsować swoją rację czy zabiegać o jej uznanie, możesz sobie pomyśleć: „Dla mnie to dziwne, ale ten człowiek ma jakiś swój pogląd. Ja mogę spokojnie dalej robić swoje, jeśli tylko przestanę tak bardzo się przejmować tym, czy i jak jestem doceniana słownie”.

I to jest najważniejsza rada dotycząca kontaktów z łaknącym podziwu szefem: nie brać do siebie braku pochwał. Druga brzmi: jeżeli chodzi ci o gratyfikację finansową, to wtedy także rozmawiaj z poziomu faktów: „Zrobiłam to i to, poświęciłam tyle czasu, zdobyłam nowe umiejętności, czy uwzględnisz to przy naliczaniu premii?”. A kiedy już nie będziesz popadać w rozchwianie emocjonalne spowodowane złością czy bezradnością, możesz sobie pozwolić na wyrażenie uznania dla jakiegoś zachowania szefa. W ten sposób zaczniesz też wprowadzać dobrą praktykę do swojego zespołu. Może stanie się to zaraźliwe…