fbpx

Puść banana – uwolnij się od chęci posiadania. Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Puść banana. Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem
Niewygoda to zawsze wyzwanie, które sprzyja rozwojowi wewnętrznemu. (Fot. Getty Images)

Naszą naturalną potrzebą jest wygodne życie. Przedmioty i urządzenia, które je ułatwiają. Brak trosk, konfliktów i lęków. – Ale to dzięki niewygodom doświadczamy życia pełniej i intensywniej – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Pandemia zmusiła nas do wyrzeczeń, obawiamy się ich skutków. Tymczasem w książce „Wszystko jest łatwiejsze, niż nam się wydaje” hiszpańskiego psychoterapeuty Rafaela Santandreu przeczytałam coś zaskakującego. Właśnie wyrzeczenia mają nam dać poczucie obfitości i bezpieczeństwa!
Zgadzam się z tym, bo świadoma rezygnacja z nadmiaru wygód i dóbr jest jedną z dróg prowadzących do rozwoju duchowego. A więc do zmiany perspektywy na to, co jest prawdziwą wartością w życiu, a przede wszystkim – czym jest samo życie. Ilustrują to dobitnie historie wszystkich wielkich proroków i oświeconych, którzy albo – tak jak Jezus – doświadczali skrajnej biedy i wielkich zagrożeń, albo – tak jak Śakjamuni – dobrowolnie wyrzekali się posiadania czegokolwiek oprócz szaty, miski i kija.
Śakjamuni był księciem, synem przebogatego króla Kaszmiru. Kiedy się urodził, nadworny astrolog powiedział królowi, że jego syn ma potencjał wielkiego nauczyciela duchowego. Król, który inaczej widział cel życia swojego następcy, zrobił, co mógł, aby tak się nie stało. Zapewnił synowi superkomfortowe warunki, brak jakichkolwiek trosk. A więc egzystencję pozbawioną czegokolwiek, co skłaniałoby młodego księcia do refleksji nad kruchością i przemijalnością życia. Nawet kwiaty w pałacu Śakjamuniego wymieniano każdej nocy na świeże, aby nie dostrzegł, że więdną.

Komfort i brak trosk nas… ogłupia?
Oddziela od doświadczenia prawdziwego życia, od świadomości, że my, ludzie, na równi z kwiatami, zwierzętami, górami i gwiazdami jesteśmy jego ekspresją. Król stworzył dla syna superinkubator, by podtrzymywać i umacniać w nim poczucie oddzielenia od nieustannie zmieniającego się życia. Pewnego dnia popełnił jednak błąd, gdyż zezwolił na to, aby książę przyglądał się zawodom oraczy. Śakjamuni zobaczył więc ciągnięte przez woły, spulchniające ziemię pługi. Zobaczył lecące za nimi ptaki wyjadające dżdżownice wyrzucone lemieszem na powierzchnię. Doświadczył więc tego, co nazywa się kołem życia i śmierci: oranie ziemi po to, aby posiać ziarno, z którego będzie chleb. Niszczenie pługiem schronienia dżdżownic, umożliwiające ptakom zdobycie pożywienia. Późniejszy Budda zrozumiał, że nie żyje realnym życiem, i porzucił bogactwo i władzę. Uciekł z ojcowskiego inkubatora w Himalaje w poszukiwaniu mistrzów życia. Dzięki tym wyrzeczeniom poznał piękno i bogactwo świata, w którym kwiaty nie tylko kwitną, lecz także przekwitają, dając początek owocom i nasionom. Doświadczył obfitości i cudowności prawdziwego życia. I tego, że wszystkie jego formy wyłaniają się z jednego źródła, z którym są tożsame.

Puść banana. Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem
Ilustracja Paweł Jońca

Porzucić pałac?! Wielu z nas czuje lęk na myśl, że może nie mieć lodówki z zamrażarką, która kruszy lód!
Afrykańscy Pigmeje łapią małpy w taki sposób, że wkładają banana do klatki o bardzo wąskich przerwach między bambusowymi prętami. Małpa widzi smakowity owoc, wkłada łapę do klatki, chwyta go, ale nie może wyjąć. Nie jest jednak w stanie puścić banana, nawet gdy widzi zbliżających się myśliwych. No i traci nie tylko ten owoc, lecz także wolność, a nawet życie. My postępujemy podobnie, uważając, że tylko dzięki nowemu samochodowi czy wygranej na loterii będziemy szczęśliwi! Nie tylko ręka, ale i nogi utykają nam w klatce, kiedy wszystko poza tymi naszymi bananami uznajemy za bezwartościowe. Oddajemy wolność, nierzadko zdrowie, a także całe piękno świata i smak życia za złudzenie posiadania i bezpieczeństwo.

Wyrzeczenie się „banana” daje poczucie obfitości, bo kiedy o nim zapominamy, zaczynamy dostrzegać wszystko, co poza klatką może nam dać świat?
Właśnie! Komfort ani posiadanie nie są warunkiem szczęścia. Jest nim wyrzeczenie. Dzięki niewygodom żyjemy pełniej! Doświadczamy życia intensywniej, bo poza strefą komfortu wyostrzają się nasze zmysły: słuch, wzrok, węch, dotyk. A to dlatego, że nie możemy postępować rutynowo, automatycznie, schematycznie. Jesteśmy więc obecni w swoim życiu, jesteśmy tu i teraz. Kreatywni, otwarci.

To tylko nasze neurotyczne pragnienia, uzależnienia przeszkadzają nam cieszyć się obfitością życia. Co więcej, im bardziej dbamy o swoją wygodę, tym bardziej rośnie w nas lęk, że ją stracimy. Tym więcej energii wkładamy w to, aby te wygody pomnożyć. Ale to znów wzmacnia w nas lęk przed utratą tego, co wydaje się nam warunkiem szczęścia i bezpieczeństwa. I tak wpadamy w błędne koło, bo lęku możemy się pozbyć, tylko wyrzekając się konsumpcyjnych pragnień i ograniczając je. Jeśli nam się to uda, to jesteśmy jak małpa, która puściła banana: odzyskujemy wolność, ratujemy życie i rozwijamy swoją autonomię.

Niewygoda i wyrzeczenia stwarzają warunki do rozwoju naszej niezależności?
Poza strefą komfortu rozwijamy odporność psychiczną! Pokonując różne wewnętrzne i zewnętrzne przeszkody, przezwyciężając lenistwo, a także ucząc się panować nad impulsami i emocjami – kształtujemy swój charakter. Poza strefą komfortu wzmacniamy też odporność biologiczną. Poprzez częsty i urozmaicony kontakt z bakteriami i patogenami aktywizujemy system immunologiczny.

Wychodząc ze strefy komfortu, hartujemy więc psychikę i ciało?
Właśnie! Hartujemy! Zwróć uwagę, że tego słowa się dziś nie używa. Bo też nie mamy za wiele okazji, by nabierać krzepy i odporności w zetknięciu z niewygodami i zagrożeniami. Nie mamy więc jak zdobywać umiejętności, które pomagają nam realnie o siebie zadbać. Pandemia covid-19 pokazuje, że inkubator, stworzony w pocie czoła przez naszą konsumpcyjną cywilizację, daje nam tylko złudzenie bezpieczeństwa, a w istocie nas osłabia. Nie mamy bowiem okazji ćwiczyć odporności. Co więcej, dążąc do komfortu i bezpieczeństwa, tak zapaskudziliśmy naszą planetę, że stała się toksyczna. Stoimy więc teraz jako cywilizacja przed wyborem: Czy inwestować w doskonalenie inkubatora, nie zważając na powiększające się wokół niego śmietnisko? Czy raczej postawić na sprzątanie i na ludzką naturalną zdolność do radzenia sobie z patogenami?

W zamian za śmiecenie i trucie mamy autonomiczne samochody, myślące domy!
Czyli niepotrzebne wygody, które nas pozbawiają okazji do rozwoju naszych ukrytych potencjałów. Jeszcze 30 lat temu masa codziennych wyzwań – czyli niewygód – sprawiała, że byliśmy bliżej życia, bliżej natury. Znaliśmy zasady i reguły obowiązujące na statku kosmicznym, jakim jest nasza Ziemia. Tych zasad nie da się bezkarnie łamać ani lekceważyć, bo wtedy nic nas nie obroni przed kolejnymi pandemiami.

No, ale co proponujesz w miejsce komfortu i konsumpcji?
Świadomość naszych autentycznych, głębokich potrzeb. Pozwoli nam ona zrozumieć, że nieustanny wzrost gospodarczy nie jest najważniejszy. Podobnie jak wygody, posiadanie rzeczy i sztuczne, pozbawione patogenów środowisko. Ważna jest za to autonomia, obecność we własnym życiu. Związki z ludźmi i utożsamienie się z całym biologicznym światem. Świadomość naszych autentycznych, głębokich potrzeb pozwala nam zrozumieć, że o poczuciu obfitości decyduje miłość, czyli afirmujący i akceptujący stosunek do wszelkich przejawów życia. Z naszym własnym życiem włącznie.

Każdy, kto już to wie, jest przygotowany do życia w świecie postpandemicznym. Co do pozostałych można mieć nadzieję, że pandemia sprowokuje ich do wewnętrznej transformacji i zobaczą, iż obecność w realnym świecie, a także związki i miłość uwalniają nas od lęku przed wyrzeczeniami, niewygodą, stratą, zagrożeniem. Kiedy mamy świadomość naszych autentycznych, głębokich potrzeb, cokolwiek by się działo, nie stracimy poczucia bezpieczeństwa, obfitości i sensu.

No, ale tak na co dzień niewygody, jak sprężyna pod tapicerką fotela, sygnalizują nam konieczność zmiany mebla, a nie rozwoju duchowego przez siedzenie na sprężynie.
No właśnie, to kolejna korzyść z niewygody – zmusza nas do zmiany. A bywa, że to, co pozwolę sobie nazwać niewygodą, ma wymiar tragedii, gdyż przejawia się, na przykład, w postaci utraty najbliższej osoby. Wtedy mamy wybór: załamać się, zamknąć w poczuciu krzywdy i zgorzknieć, czyniąc ze swego życia ponurą izbę pamięci; albo potraktować tę sytuację jako impuls do rozwoju, zaangażowania w coś pożytecznego. Wtedy świat będzie nas nadal zachwycał na wiele nowych sposobów.

Wygląda na to, że nic nam tak nie szkodzi jak wygodny fotel i brak wyzwań.
Spójrzmy na seniorów. Wielu planuje, że na emeryturze będzie tylko wypoczywać i wypoczywać. Ale kiedy to się im uda, wpadają w depresję! Nadmiar wygody rodzi poczucie bycia niepotrzebnym i braku motywacji do czegokolwiek. Niezbędna jest wtedy jakaś pasja, działalność na rzecz innych, poznawanie nowych przestrzeni. Cokolwiek, co skłoni nas do przekraczania ograniczeń i bezruchu. Emeryt musi nieźle się nagimnastykować, aby wspiąć się nawet na niewielki górski szczyt. Ale gdy mu się to uda, eksploduje radością. Niewygoda to zawsze wyzwanie, a nie problem.

Największym wyrzeczeniem, zdaniem Rafaela Santandreu, jest wyrzeczenie się życia, czyli pogodzenie się z tym, że kiedyś umrzemy. Dopiero to daje nam całkowitą wolność od lęku.
Daje nam to całkowitą wolność od lęku szczególnie wtedy, gdy poczujemy i zrozumiemy, że sami jesteśmy życiem, które nieustannie się zmienia, zanika i odradza. I że w tym sensie jesteśmy nieśmiertelni. Możemy się do tej wolności przybliżyć, wyobrażając sobie, że tracimy wszystko, co posiadamy. Także bliskich. Co by z nas wtedy zostało? Kim byśmy byli? Co byłoby sensem naszego dalszego życia? Podobne ćwiczenie to wyobrażenie sobie, że został nam miesiąc życia, bo na przykład mamy jakąś terminalną chorobę. Jak sobie wtedy zorganizujemy ten czas? Czym go wypełnimy? Poważne potraktowanie takich ćwiczeń pomoże nam na nowo ustawić hierarchię wartości i nie zmarnować czasu, jaki nam pozostał.

Ale takie refleksje przerażają!
Jeśli tak, to trzeba przypomnieć sobie, że zaledwie 75 lat temu skończyła się straszna wojna, podczas której miliony ludzi utraciły wszystko. Tych ludzi trzeba pytać, jak to zrobili, w imię czego chciało im się jeszcze żyć. Już prawie wszyscy odeszli, ale na szczęście zostawili po sobie sporo książek…

A ty co byś powiedział?
Cały czas tylko o tym mówiłem.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze