Społeczeństwo dziś: Mieć czy nie mieć

123rf.com

Żeby zobaczyć w nich siebie

Przeprowadziłam jako dziennikarka dziesiątki rozmów z rodzicami, a także z ludźmi, którzy jak Dorota Kędzierzawska, reżyserka, i Artur Reinhardt, operator, z wyboru pracują z dziećmi. Dla większości z nich pytanie: po co dzieci?, jest pytaniem retorycznym.

Dorota Kędzierzawska (mama córki): – Jestem zakochana w naszych filmowych dzieciach, szczególnie tych z „Jutro będzie lepiej”. Najmłodsze z nich, Oleg Ryba, dzieciństwo spędziło w domu, bardzo rzadko gdzieś z niego wychodziło. Ma niesamowitą wrażliwość i wyobraźnię. Po pierwszym etapie zdjęć jest ognisko, a on, który pierwszy raz w życiu coś takiego widzi, stoi, wpatruje się z przejęciem w ogień i nagle zaczyna płakać. Pytam, co się dzieje, a on mówi, pochlipując: „przecież to drewno boli”. To coś niebywałego, żeby do palącego drewna poczuć tyle empatii!

I drugi obrazek: jesteśmy pierwszy raz na zdjęciach w lesie, starsi chłopcy już przeszli wyznaczoną ścieżkę, a Oleg idzie ostatni. Nagle zatrzymuje się w połowie drogi, odwraca się tyłem do kamery, podnosi coś z ziemi i krzyczy z takim przejęciem, jakby znalazł nie wiadomo co: „Mama, mama, ja szyszku naszoł!”. To niesamowite, że można cieszyć się z każdego drobiazgu. Taki zachwyt w odkrywaniu świata zawsze mnie dziko wzrusza. Myślę sobie wtedy: „szkoda, że to zatraciliśmy”.

Artur Reinhardt: – Uczę się od dzieci uczciwości, szczerości i otwartości. One nikogo nie udają, są sobą, mówią, co myślą, pokazują, co czują. Nie lubię czytać recenzji filmowych, a uwielbiam czytać te, które dostajemy od dzieci. Nie ma w nich zakłamania, a emocje są zupełnie czyste. Uczę się tego od nich, bo lubię szczere, uczciwe relacje.

Danuta Stenka (mama dwóch córek): – Złapałam się kiedyś na tym – i to wypisało mi się drukowanymi literami – że wszystkie cechy i zachowania, które mnie w nich drażnią, które usiłuję w nich wytępić, dostały ode mnie. Prawdopodobnie gdzieś na dnie głowy nie akceptuję ich w sobie i w ten sposób z nimi walczę. Dzieci to takie zwierciadełka. Można w nich zobaczyć siebie.

Podobnego zdania jest aktor Wiesław Komasa, tata czworga dzieci: – Człowiek opiekuje się dziećmi, chce je wychowywać, a potem okazuje się, że one od samego początku też nas wychowują. Pod ich wpływem musimy przestawiać swoje myślenie, powściągnąć egoizm, dojrzeć i dzieje się to w sposób naturalny. Zauważyłem, że to, co mnie najbardziej w nich denerwuje, to są moje cechy, które w nich widzę. Irytują mnie, ale tak sobie myślę, że to ja muszę z tym coś najpierw zrobić.

Dzieci bardzo mnie ukształtowały. Dopowiedziały wiele rzeczy, ponazywały, ale też jakoś ograniczały. Szybko jednak zrozumiałem, że to ograniczenie czyni człowieka dojrzałym inaczej. Tak mi się wydaje. Bo tak naprawdę ponazywać ten radosny obowiązek jest trudno. Ale cóż to znaczy wobec wigilijnego stołu?

Henryk Sawka (tata dwojga dorosłych dzieci): – Dzieci mnie bardzo inspirują. Kuba ma dużą świadomość językową. Mówię mu na przykład: „idziemy na uroczystość”, a on (miał wtedy pięć lat) stwierdza: „To znaczy, że będzie uroczo i czysto”. Innym razem proponuję: „zostaniesz sam w domu”. Protestuje. Pytam: „A pamiętasz Kevina samego w domu?”. On: „Kevin nie był sam, przecież tam były kamery”.

Marta Hryniak (córka Krzysztofa Kieślowskiego, mama trzech córek): – Dla mnie bycie mamą to walka ze sobą, ze swoimi egoistycznymi potrzebami, lękami. Dlatego gdy chcę coś zmienić w dzieciach, zaczynam od siebie.

Katarzyna Stoparczyk (mama dwóch synów): – Wierzę, że to dzieci wybierają sobie rodziców. One nie są naszą własnością, tylko naszym wielkim przywilejem. Mamy szczęście, że możemy je wychowywać. Życie nas kiedyś rozliczy, co z tym przywilejem zrobiliśmy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »