Społeczeństwo dziś: Mieć czy nie mieć

123rf.com

Żeby stać się bogatym

To, że dzieci wybierają sobie rodziców, a nie odwrotnie, głosi wiele duchowych teorii. Według nich dusze, zanim poczną się w łonie matki, dość perfekcyjnie wybierają sobie ojca i matkę. A wszystko po to, aby optymalnie, oczywiście z duchowego punktu widzenia, przejść lekcję życia tu, na ziemi.

Ksiądz profesor Janusz Tarnowski, pedagog, wychowawca kilku pokoleń uczniów, słynie z tego, że ma wyjątkowy kontakt z dziećmi. Wszędzie podkreśla, że to on uczy się od dzieci. Powiedział mi w jednym z wywiadów, że nie może zgodzić się z porównaniem wychowawcy do rzeźbiarza, który z bezkształtnej bryły marmuru powoli kształtuje rzeźbę. Według niego taka wizja wychowania jest nie do przyjęcia. Po pierwsze dlatego, że degraduje wychowanka do roli przedmiotu, a po drugie – rolę aktywną przeznacza jedynie dla wychowawcy. A według profesora Tarnowskiego wychowanie to spotkanie współdziałających stron, a każda z nich – choć w różnym stopniu odpowiedzialności – ma charakter podmiotowy.

W książce „Szczęśliwsze i prostsze życie z dziećmi” (Studio Emka) Wernera Tikiego Kustenmachera, ewangelickiego pastora, i jego żony Marion, czytam: „Ten, kto posiada dziecko, jest bogaty. To zdanie napiszcie dużymi literami nad drzwiami pokoju dziecinnego, na segregatorze, gdzie trzymacie wszystkie rachunki bankowe. Myślcie o tym stwierdzeniu nawet wtedy, gdy środki masowego przekazu będą was bombardować zdaniem: Nie stać nas na posiadanie dzieci. Śledząc losy ludzkości, dowiecie się, że już od zarania dziejów pieniądze i dobra materialne nie były dla ludzi najważniejszą zdobyczą. Dobre samopoczucie, sens życia, bogate życie wewnętrzne możemy na pewno osiągnąć, jeżeli będziemy posiadać potomstwo. Nieważne jest to, czy rodzice są małżeństwem, czy żyją bez ślubu, czy też mieszkają osobno”.

Jako mama dwóch synów – potwierdzam, choć muszę dopowiedzieć, że owo bogactwo okupione bywa potwornym zmęczeniem, trudami, wątpliwościami. Ale to dzięki dzieciom stajemy się prawdziwie dorośli, potrafimy lepiej się zorganizować, ustawić swoje priorytety, cieszyć się z małych spraw. Dzieci wyostrzają naszą wrażliwość, leczą z egoizmu, choć z drugiej strony – dopingują też do walki o siebie. Rozwijają nas i uczą. Ja na przykład dzięki starszemu synowi parę ładnych lat temu zgłębiłam tajniki komputera i Internetu, przekonałam się do sportu, muzyki w stylu grunge, dredów i martensów. Młodszy, pasjonat gotowania, pokazał mi kuchnię jako sztukę i cały czas uczy życia w tempie slow. Świat bez nich? Niewyobrażalny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »