fbpx

Toksyczna męskość – czym jest maczyzm i jak może wpłynąć na związek?

Toksyczna męskość - czym jest maczyzm i jak może wpłynąć na związek?
Kadr z filmu "365 dni" nakręconego na podstawie bestsellerowej książki autorstwa Blanki Lipińskiej. (Fot. materiały prasowe)

Macho, twardziel z papierosem, samiec – powoli odchodzimy od takiej definicji męskości, nazywamy ją nawet toksyczną. Czy słusznie? Jak wyznaje Michał Pozdał, seksuolog i terapeuta, z punktu widzenia jego gabinetu okazuje się, że bardzo potrzebny jest nam podział na płcie, nawet lekko graniczący ze stereotypem.

Co znaczy dzisiaj „męski”? Co się zmieniło, odkąd wyszła twoja i Agaty Jankowskiej książka „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”?
Dzisiaj mijają dokładnie cztery lata od wydania tej książki i widzę, że od tego czasu męskość zmieniła się diametralnie! Jeszcze mocniej odeszliśmy od stereotypowych wzorców męskości – faceta macho czy takiego z reklamy Marlboro. I wiesz, co myślę po tym czasie? Czuję, że my, mężczyźni oddaliśmy tamtą męskość walkowerem. Zaczęto nawet mówić o toksycznej męskości, co mnie osobiście oburza. Toksyczne są pewne zachowania, a nie męskość. Uważam, że w tym stereotypowym postrzeganiu męskości jest dużo prawdy o nas. Są oczywiście rzeczy wypaczone i do zmiany, ale odchodząc od tego wzorca, straciliśmy wiele z męskości naprawdę wartościowej…

Co na przykład?
Zanim ci odpowiem, zgadnij, do których bohaterów filmowych najczęściej nawiązują mężczyźni u mnie w terapii?… Otóż do nieziemsko przystojnego diabła z serialu „Lucyfer” i przemocowca Massima z „365 dni” w reżyserii Barbary Białowąs i Tomka Mandesa… Kiedy pytam mężczyzn, jacy chcieliby być, odpowiadają że właśnie tacy!

Czyli jacy? Chcesz mi powiedzieć, że współczesny mężczyzna tęskni skrycie za byciem „barbarzyńcą”?
Oni mówią o tym wprost! W dzisiejszym świecie nie jest to jednak akceptowane. Osobiście uważam, że wiele scen i wątków z filmu „365 dni” jest głupich i przemocowych. Ale prawda jest taka, że wydobywanie barbarzyńcy ze współczesnego faceta jest nam dzisiaj niebywale potrzebne! A Lucyfer i Massimo pokazują mężczyznom tego barbarzyńcę, za którym tak tęsknimy. Widzę to nawet na moim przykładzie. Kiedy zgłębiałem psychoterapię, w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że uczą mnie głównie kobiety. Gdy zacząłem spotykać nauczycieli psychoterapii, myślenie o mojej pracy mocno się zmieniło. Jako terapeutę uczono mnie, żeby być w terapii bardziej matką, a nie ojcem. Jednak gdy spotkałem swoich męskich mistrzów, zidentyfikowałem się z tą barbarzyńską częścią mnie. Z tym, że czasem mogę być mocniejszy w słowach, bo to jest ze mną spójne. Albo że mogę przeżywać wzruszenie w inny sposób niż kobiety. I oczywiście mogę używać swojego kobiecego pierwiastka, jednak trzon mojej tożsamości to męskość.

Toksyczna męskość - czym jest maczyzm i jak może wpłynąć na związek?
Lucyfer Morningstar, demoniczny, ale i sympatyczny bohater serialu Netflixa. (Fot. materiały prasowe)

Dam ci przykład z życia wzięty: mam w terapii parę młodych ludzi w partnerskiej relacji, dobrze zarabiających, którzy przygotowują się do przyjścia na świat ich pierwszego dziecka. Oboje wspierają siebie nawzajem w rozwoju. Kiedy okazało się, że w wyniku pandemii kobieta straciła pracę i stała się bardziej zależna od faceta, on w tym związku zaczął kwitnąć. Świetnie poczuł się z tym, że wreszcie to on może ją utrzymywać i być jej opiekunem. Nie wiedział nawet, że tego potrzebował.

W takim razie wróćmy na chwilę do badań sprzed kilku lat. Profesor Zimbardo mówił mi w jednym z wywiadów, że w związkach o odwróconych rolach zanika sfera seksualności. Mimo że świadomie para umawia się na taki układ i obojgu on pasuje, to podświadomie facet czuje się niemęski i kobieta również tak go postrzega. Czy to już się zmieniło?
W swojej praktyce nie widzę odzwierciedlenia tych badań. Bo jeśli facet ma własną przestrzeń w życiu i aktywność, w której może być połączony ze swoją zdrową agresją – czy to będzie sport, pasja, czy jakiś obszar zawodowy – spadku atrakcyjności i popędu seksualnego w związku nie ma. Jeden z moich pacjentów, który jest w związku z silną, feminizującą kobietą, co jakiś czas jedzie na ryby z kumplami do Norwegii, gdzie śpi w namiocie w warunkach survivalu. Inny uprawia crossfit. Myślę, że jeśli facet ma coś swojego, coś „męskiego” – dużo lepiej funkcjonuje w relacji z kobietą.

Podrążę jeszcze ten temat: czego mężczyźni szukają w tym barbarzyńcy? Co tak naprawdę stracili?
Mężczyźni potrzebują dzisiaj zdrowego połączenia ze swoją agresją. To może być na przykład siła fizyczna, poczucie sprawczości w relacji, dominacja w seksie. Bo facet może być silny i agresywny, a jednocześnie nie musi być przemocowy ani nadużywający. To, że mężczyzna może otwierać drzwi kobiecie, jest dla niego ważne i dobrze robi mu w głowę. I nie otwiera tych drzwi tylko dlatego, że chciałby ją zobaczyć od tyłu i ocenić jej tyłek.

A „męski facet w seksie” – co to znaczy?
Kobieca agresja jest dzisiaj promowana, a męska cenzurowana, co u wielu mężczyzn objawia się zaburzeniami erekcji i brakiem libido. Kobiety zaczynają eksperymentować ze swoją seksualnością. I na przykład ona zaczyna bluzgać w łóżku, podczas gdy on potrzebuje akurat czułej i łagodnej kochanki. Właśnie z tym borykają się dzisiaj faceci, ale też z całym zestawem żądań wobec nich, tego jaki ma być seks czy jaki ma być facet. No i mamy masowy brak erekcji.

Martyna Wojciechowska powiedziała kiedyś, że siła mężczyzn jest jak skała. Rzecz w tym, że mocnym naciskiem jesteś w stanie skruszyć każdą skałę. A siła kobiet jest jak ocean – niewyczerpana, ma umiejętność dostosowywania się do warunków.
Bardzo podoba mi się to porównanie, nawet skojarzyło mi się to mocno z seksualnością. U kobiet pożądanie przychodzi falami, jak ocean. A u mężczyzn po prostu jest. Twardość skały kojarzy mi się z mężczyznami, którzy najczęściej marzą o tym, żeby mieć święty spokój.

Czy męskość silnie zależy od płci? Mam wrażenie, że dzisiaj rzadziej stosuje się kategorie płci biologicznej, a częściej płci psychicznej „jestem mężczyzną, bo tak czuję”. Poza tym ujednolica się to, co męskie i kobiece, patrzymy przede wszystkim na człowieka. Jakie są tego plusy i minusy?
Dzisiaj staramy się patrzeć na każdego uniwersalnie. Jednak nie zgodzę się z tym, że nie jest nam potrzebny podział na to, co męskie i kobiece. Płeć jest naszą podstawową tożsamością. Potrzebuję czuć się mężczyzną, bo dzięki temu mam jakiś punkt odniesienia we wszechświecie. Właśnie to pomaga nam w budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Jak najbardziej rozumiem i wspieram współczesną tendencję do zacierania różnic w myśleniu o płci, ale jednak większość z nas potrzebuje czuć się mężczyzną i utożsamiać z tym, co męskie. Zauważ, że w psychologii rozwojowej mamy etap, w którym identyfikujemy się z płciowością, kiedy chłopcy mówią: „nie chcę bawić się z dziewczynami”. To jest moja świeża refleksja, wcześniej nie myślałem, że to pozbywanie się „męskości” czy „kobiecości” może stać się dla nas zagrażające. Dostrzegam to dopiero teraz w gabinecie i widzę, że to mężczyzn kompletnie destabilizuje. Zanika podstawowe pytanie o naszą tożsamość: kim my właściwie jesteśmy? Okazuje się, że powiedzenie: „jestem człowiekiem” nie wystarczy.

No i co teraz?
Nie jestem czarnowidzem i myślę, że to wszystko samo się wyreguluje. Nadal uważam, że mężczyźni i kobiety są równi. Ale jesteśmy także inni. Mężczyźni potrzebują to zobaczyć, dlatego coraz mocniej poszukają tego, co męskie.

Kiedy zastanawiam się, co oznacza męskość dla mnie, to jest to coś kompletnie odmiennego ode mnie. Męskość zawsze tworzy się w opozycji do kobiecości?
Świetnie pokazuje to obszar naszej seksualności. Ja jako facet, psychoterapeuta i seksuolog, pomimo tego wszystkiego, co wiem o wielokrotnym orgazmie, a nawet tego uczę – tak naprawdę nie mam o tym pojęcia. To dla mnie kompletnie niewyobrażalne. My, mężczyźni musimy wziąć odpowiedzialność za tę „męskość“, bo sami sobie na ten kryzys zapracowaliśmy, wykorzystując swoją przewagę. A teraz pacjenci w gabinecie mówią mi, że oglądają nowy serial „Westworld” i co ważniejsza osoba w nim to kobieta – oni mają tego dość.

Myślę też, że powinniśmy zaktualizować nasz język, którym określamy to, co męskie i kobiece. Facet, który traci pracę, na przykład w wyniku pandemii, mówi: „to teraz ja będę panią domu”…
To działa w dwie strony. Przepraszam, ale nie ma kobiety z jajami. Jest kobieta z waginą. Proszę, zapamiętajmy to. Facet zawsze będzie panem domu, a nie panią, i nie z samym określeniem musimy sobie poradzić, tylko konotacją, jaką niesie.

Jak z perspektywy gabinetu terapeuty postrzegasz to, co może nam pomóc w dokopaniu się do tej prawdziwej, fajnej męskości?
Według mnie dla mężczyzn najważniejsza jest umiejętność kontaktu ze swoimi emocjami. Bo dopiero wtedy mężczyzna może być sobą. Potrafi zaakceptować to, że czasem jest słabszy i może się bać, być smutny, zły, wkurzony, ale też odważny. To pomaga w lepszym komunikowaniu siebie oraz swoich potrzeb partnerce. Bo jeśli wiem, co mnie złości, to mogę mówić o tej złości. Nie muszę przed nią uciekać i nie boję się konfrontacji. To, niestety, nadal bardzo trudne dla wielu mężczyzn i tutaj kłania się gender, bo wyposażenie układu limbicznego mamy podobne, ale sposób wychowania kompletnie odcina chłopców od emocji. Młodszemu pokoleniu mężczyzn idzie to coraz lepiej.

Pamiętajmy też, że nie możemy stosować kobiecego wzorca emocjonalności do mężczyzn. Jako terapeuta sam musiałem nauczyć się tego, że jedno zdanie o emocjach w ustach mężczyzny czasami wystarczy. A my jesteśmy uczeni, nawet jeśli nie wprost, że kobieca emocjonalność jest normą. I do niej jako faceci powinniśmy równać. Na to nie ma we mnie zgody. Mówię o emocjach w kontekście męskości, dlatego że mężczyźni w terapii bardzo często zgłaszają mi problem: „nie potrafię być autentyczny”. A bycie sobą w relacjach oznacza, że mamy dostęp do swoich emocji, potrafimy je nazywać, rozpoznawać, ale i wyrażać.

A gdybyśmy chcieli zrobić egzamin z męskości – które umiejętności byłyby kluczowe?
Przeżywanie swoich emocji. Ten moment, kiedy siedzę z moim pacjentem, zatwardziałym macho, i obaj mamy w oczach łzy wzruszenia – jest niesamowity. Nazywam wówczas to, co się dzieje. Mówię, że poruszyło mnie, co właśnie powiedział, i dzięki temu jest mi teraz do niego bliżej. I to, co dzieje się wówczas między nami, jest emocjonalne i męskie. Bo to ja jako mężczyzna definiuję siebie i swoje zachowania. A jeśli czuję się mężczyzną, znam siebie i swoje potrzeby – to sposób, w jaki się zachowuję, jest męski, i już. Niezależnie od oczekiwań i ocen innych, od tego, że ktoś powie: „zachowujesz się jak baba”. Pokładam dużą nadzieję w nowych modelach męskości. Podejrzewam, że współcześni fajni mężczyźni wychowują fajnych facetów, którzy nie będą mieli takich problemów z męskością jak my teraz.

Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Założyciel Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach, współautor książki „Męskie sprawy: życie, seks i cała reszta”. Ekspert akcji Sexedpl.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze