Zbroja z dzieciństwa – co z nią zrobić w dorosłym życiu?

Zbroja to psychofizyczne dostosowanie do wyzwań, jakie stawiają przed nami dzieciństwo i dojrzewanie. (Ilustracja: Paweł Jońca.
Zbroja to psychofizyczne dostosowanie do wyzwań, jakie stawiają przed nami dzieciństwo i dojrzewanie. (Ilustracja: Paweł Jońca)

Istnieje wiele różnych pancerzy, które pracowicie sobie wyklepujemy w okresie dorastania. Psychoterapeuta Wojciech Eichelberger wyjaśnia, dlaczego zbroję trzeba przekuć, kiedy już nie pasuje do okoliczności.

 

Cym właściwie jest ten pancerz? I kto nam go nakłada?

Dzieciństwo nakłada nam „zbroję”. A dzieciństwo miał każdy z nas bardziej lub mniej trudne. Trudne bywa również takie, które jest za dobre, za bezpieczne. Posiadanie idealnych rodziców zobowiązuje nas do tego, abyśmy byli idealnymi dziećmi, a potem stali się idealnymi dorosłymi. Już to samo w sobie wymaga przystosowania się do tego, co niekoniecznie nam pasuje – a więc założenia zbroi. Zbroją można więc nazwać psychofizyczne dostosowanie do wyzwań, jakie stawiają przed nami dzieciństwo i dojrzewanie. A wbrew naszym powszechnym przekonaniom to czas pełen przemocy, która nazywa się socjalizacją. Ma ona dostosować do życia w społeczeństwie małego człowieka, który nosi w sobie pradawne potrzeby, choćby takie, jak chęć wędrówki po stepach, przekraczania gór, polowania i siedzenia w gromadzie przy ognisku…

Mówisz o mężczyznach.

A gdzie tam! Kobiety też mają takie potrzeby – może nawet silniej zachowane. W każdym razie niezależnie od płci socjalizacja służy temu, by niesforne, dzikie dziecko ogarnąć, zamykając je w mniej lub bardziej niewygodnej zbroi. Ale ponieważ każdy człowiek rodzi się i socjalizuje w sytuacji niepowtarzalnej, więc musi do niej dobrać swoją indywidualną zbroję, wykuć ją na swoją miarę. Wykuwamy te zbroje w pocie czoła, by cywilizowany świat dał nam żyć i nie wykluczył ze swojej społeczności. A potem chowamy się w nich i powoli zapominamy o ich istnieniu, uważając je za część siebie.

Czyli zapominamy o sobie?

Zapominamy o naszych ważnych, pierwotnych potrzebach i emocjach, i zaczynamy utożsamiać się ze swoją zbroją. W psychologii istnieje wiele typologii zbroi nazywanych typami temperamentów, charakterów czy osobowości. Ale kilkadziesiąt lat temu w psychoterapii pojawiło się nowe pojęcie „zbroi mięśniowej”, po angielsku bodyarmor. Jest ona fizyczną emanacją zbroi psychologicznej. Okazuje się bowiem, że zbroja mentalna wymusza napięcia związanych z nią mięśni. Kilkadziesiąt lat temu zajął się tym zjawiskiem Alexander Lowen, który badał to, jak nasze dostosowanie psychiczne przejawia się w ciele, w jego trwałych napięciach mięśniowych. I jak od strony ciała można próbować usunąć lub zmodyfikować zbroję mentalną. Stałe napięcia mięśni składające się na bodyarmor pojawiają się w ciele bardzo wcześnie – nawet w niemowlęctwie. A są tacy, którzy twierdzą, że wręcz w życiu płodowym. Kształtują one naszą sylwetkę, sposób poruszania się i język ciała. Poszukując integralnej formuły psychoterapii, przez wiele lat uczyłem się bioenergetyki Alexandra Lowena, praktykowałem ją i nadal wykorzystuję wiedzę o bodyarmor (zbroi ciała) w swojej pracy z ludźmi.

Czy jest coś takiego jak typowa zbroja męska?

Większość mężczyzn ma napięte barki, usztywnioną klatkę piersiową i spięte pośladki. Dlatego oddychają trybem przeponowo-brzusznym. Zbroję klatki piersiowej mężczyźni noszą dla ochrony serca, które jest energetycznie związane z tzw. wyższą uczuciowością – czyli z miłością, współczuciem, wdzięcznością, ale też z rozpaczą, tęsknotą i żalem. A tych uczuć męski etos nadal nie ceni, nie uwzględnia. Zgodnie z nim mężczyźni muszą potrafić zachowywać się tak, jakby byli „bez serca”. Powinni nie czuć bólu, być zdolni do nagłych rozstań z bliskimi, do walki i do zabijania. W tym etosie nie ma miejsca na płacz, czułość, żal – a szczególnie na użalanie się nad sobą. Zgodnie z tym etosem przebiega więc proces socjalizacji większości małych chłopców. I tak dzieciaki o wrażliwych, otwartych sercach muszą sobie z czasem nałożyć na pierś mięśniową zbroję.

Puklerz?

Chyba tak się to nazywa w zbroi rycerskiej. Oczywiście, istnieje mnóstwo subtelnych różnic w pancerzu każdego mężczyzny, wynikających ze specyfiki środowiska, w którym wzrastał, ale większość ten puklerz nosi.
Najczęstszym pancerzem, który noszą kobiety, jest tzw. pancerz gorsetowy osłaniający brzuch i macicę. Widać go w napięciu mięśni podbrzusza, płaskim brzuchu i zablokowanej przeponie. Dzięki zbroi gorsetowej kobieta może odciąć się mentalnie i emocjonalnie od wszystkiego, co poniżej pasa. Czyli dokonać cielesno-mentalnego wyparcia potrzeb, impulsów i ekspresji seksualnej.

Dlaczego kobieta nosi zbroję gorsetową?

Bo wymagał tego patriarchalny wzorzec kobiecości. Jeszcze 50 lat temu kobiety były wychowywane tak, by nie uświadamiały sobie swojej seksualności, nie dawały sobie prawa do seksualnych potrzeb, do seksualnej inicjatywy, a nawet do radości orgazmu. Jeszcze sto lat temu męskie autorytety medyczne i religijne wspólnie obrzydzały kobietom seks i orgazm, uznając je albo za niezgodne z naturą kobiety, albo za przejaw niecnych działań szatana. Kobieca zbroja to efekt patriarchalnej socjalizacji dziewczynek, które miały wyrastać na kobiety wykastrowane, bez reszty podporządkowane mężczyznom i klerowi. Szerzej piszę o tym w książce pod tytułem „Kobieta bez winy i wstydu”.

Krzywdzące to uzbrojenie…

Istnieje wiele różnych pancerzy, które wszyscy, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, pracowicie sobie wyklepujemy w okresie dorastania, by dostosować się przede wszystkim do środowiska rodzinnego, ale też do kulturowych i obyczajowych wymagań plemienia, w którym się urodziliśmy. Jeśli kultura naszego plemienia nie jest nadmiernie restrykcyjna, to zbroja nie jest wielką krzywdą, pozwala nam bowiem poruszać się w miarę bezkonfliktowo w naszym otoczeniu i dzięki temu unikać wykluczenia. Ale bardzo restrykcyjna i autorytarna kultura może nas zmuszać do kreowania pancerzy, które ograniczają nas nadmiernie, co nieuchronnie powoduje różnego rodzaju nerwice oraz psychosomatyczne i autoagresywne choroby.

Poproszę o przykład takiej kobiecej zbroi.

Wiąże się z tak zwaną edypalną sytuacją w rodzinie. W rozwoju dzieci jest taki czas – najpierw około czwartego, piątego roku życia, a potem w okresie dorastania – kiedy dzieci się zakochują, tak jak mityczny Edyp, w rodzicu płci przeciwnej. Doświadczają wtedy niejasnych impulsów seksualnych, fantazji i snów związanych z tym rodzicem, a w realu stają się tzw. przylepką – i wszystko to jest ich świętym dziecięcym prawem. Ale jeśli np. niedojrzały emocjonalnie lub sfrustrowany seksualnie ojciec będzie „seksualizować” relację z córką, to wpędzi ją w silne poczucie winy i zagrożenia związane z przerażającą dla niej perspektywą, stanie się rywalką matki i potencjalną kochanką ojca. I wtedy córka zaczyna budować specyficzną – mentalną i mięśniową – zbroję, której rolą jest obrona przed tym zagrożeniem. Polega ona na rozległej i złożonej konfiguracji napięć mięśniowych, których rolą ma być powstrzymanie dojrzewania.

Czy to znaczy, że ciało córki zachowuje się lojalnie wobec matki?

Można to tak ująć, choć w pierwszej kolejności to umysł córki jest lojalny wobec matki, bo to w umyśle powstaje nieuświadamiana konfiguracja tej zbroi. Z tych samych powodów organizm córki może zareagować np. anoreksją i związaną z nią bezpłodnością. Podobnie synowie matek „seksualizujących” relację z nimi wykują sobie zbroję, która będzie opóźniać, a czasami nawet wykluczać stawanie się pełnosprawnymi mężczyznami. Często zastygają oni na zawsze w pozie misia przylepki lub buntującego się nastolatka i zostają wiecznymi, uwikłanymi w relację z matką chłopcami.

Co jeszcze widzi terapeuta, patrząc na pancerz pacjenta?

Dziecko rozwija się według określonych faz psychoseksualnych i jeśli podczas którejś z nich jego rozwój zostanie (na skutek jakiejś dysfunkcji w opiece nad nim) zakłócony, powstaje określony rodzaj zbroi. Podam dwa przykłady takich często występujących współcześnie zbroi. Jeśli to zakłócenie nastąpiło na przykład w fazie oralnej, czyli między pierwszym a drugim rokiem życia, to widzimy silne napięcie mięśni wokół ust i fizyczną potrzebę ssania. Na poziomie psychiczno-emocjonalnym spowoduje to zbytnią zależność od innych, brak odporności na frustrację i roszczeniowość. Łatwo wpadamy wówczas w uzależnienia takie, jak palenie, picie czy nadmierne jedzenie.

Z kolei nieadekwatna, nadmiernie nastawiona na kontrolę fizjologii i emocji socjalizacja w fazie analnej, czyli w wieku dwóch, trzech lat, rodzi napięcie zwieraczy krocza, odbytu i zaciskanie pośladków, co zaburza funkcje seksualne i wydalnicze. W planie mentalnym ta zbroja przejawiać się będzie w tendencji do nadmiernej kontroli, pedanterii, czystości i skąpstwa – także emocjonalnego.

Po co nam te pancerze, kiedy już jesteśmy dorośli?

Czasami się przydają, bo pomagają nam w relacjach z naszym plemieniem. Ale częściej okazuje się, że zbroja wyklepana w dzieciństwie i dorastaniu okazuje się za ciasna i nieadekwatna do sytuacji dorosłego życia, które stawia zupełnie inne wymagania.

No to jak się z tej zbroi wydostać?

Zbroi nie trzeba całkowicie zdejmować. Prawie każda ma swoje dobre zastosowanie. Wystarczy ją dostosować do nowego, dorosłego, szybko zmieniającego się świata. Ale nawet rekonstrukcja zbroi uruchamia w nas silny lęk i opór. To ten sam lęk, który czuliśmy jako dzieci i z powodu którego sprawialiśmy sobie najszybciej jak się dało nasze zbroje. Trzeba więc zacząć od uświadomienia sobie, że zbroja jest tylko zbroją, i nauczyć się odróżniać ją od swojej wrażliwej skóry – innymi słowy, przestać się ze zbroją identyfikować. Reszta to już bardzo indywidualny proces. Ale gdy zbroja zagraża naszemu życiu, bo chroniczne napięcia w ciele zaczynają generować procesy chorobowe, gdy rujnuje nasze relacje z bliskimi, to warto szukać pomocy w psychoterapii lub u lekarzy, którzy też potrafią patrzeć na pacjentów w sposób integralny. Można nauczyć się nakładać zbroję tylko wtedy, kiedy będziemy tego naprawdę potrzebować. W ewolucji gatunków widać, że człowiek nie może rozwijać się w pełni – jak to czynią skorupiaki i niektóre gady – kiedy jego oparciem jest zbroja znajdująca się na zewnątrz organizmu. To dzięki temu, że zbroję zastąpił nam kręgosłup i staliśmy się kręgowcami, że możemy poruszać się swobodnie, nie ciągnąc niczego za sobą, rozwinęliśmy się w ludzką postać. Więc przez analogię zmieniajmy nasze zbroje na wewnętrzne kręgosłupy, stawiajmy na rozwój naszej autonomii, naszych wrodzonych dobrych cech i cnót charakteru i zaufajmy naszym otwartym sercom – bo one potrafią prawdziwie kochać. A – jak zauważył św. Augustyn – tylko wtedy, gdy prawdziwie kochamy, możemy robić, co chcemy, czyli jesteśmy wolni i wtedy nie potrzebujemy żadnej zbroi.