fbpx

Ja i moja matka

Ja i moja matka
Agata „Endo“ Nowicka

Czy relacje córki i syna z matką są takie same? Czy są oparte na przyjaźni i partnerstwie? O tym, jakie emocje towarzyszą macierzyństwu w Polsce Anna Maruszeczko przekonała się, podróżując po Polsce w ramach kampanii „Let it out. Uwolnij emocje”. O swoich życiowych doświadczeniach na kanapie opowiedzieli jej m.in.: młoda kobieta, która ma już dzieci, ale wciąż ciężko jej się uniezależnić od własnej matki; dwa małżeństwa – jedno z noworodkiem, drugie z siedmioletnim synkiem; dwie studentki, o których znacznie więcej niż ich matki wiedzą ich znajomi. Socjologiczny eksperyment pokazał przede wszystkim, że gdy rodzi się dziecko, radość mam nie ma granic. Ale gdy z biegiem czasu dziecko zaczyna być niezależne, mamy są coraz bardziej zagubione.

Relacje z matkami są kolejnym pretekstem do rozmowy Anny Maruszeczko z Lucyną Wieczorek – Tutak,trenerką umiejętności psychospołecznych i interpersonalnych, założycielką ośrodka „Dojrzewalnia Róż”. Co jest z tymi matkami?! Dlaczego tak nas obciążają tym swoim strachem o nas?–pyta Ania.

Strach to bardzo silna i trudna do przeżywania emocja, i jak każda silna i trudna emocja budzi pragnienie, żeby jej nie czuć, żeby już poszła, żeby się rozluźnić, uspokoić, więc szukamy sposobu, jak to zrobić. Jednym z tych sposobów jest „podzielenie się“ tym strachem z bliskimi, ponieważ wspólne przeżywanie daje odrobinę ulgi. To bardzo trudna sytuacja, gdy trzeba unieść swój własny strach, zbadać go, zatrzymać przy sobie i czuć go, nie przenosząc na innych, nie obciążając ich tym- komentuje Lucyna Wieczorek.

Obserwacje

(Lublin znowu)I znowu para. Programista i lektorka języka angielskiego. Tu jest na odwrót, nietypowo. Ona ma problem z uzewnętrznianiem uczuć. Ma otwartych rodziców, ale sama zawsze była raczej emocjonalnie zamknięta. Zawsze „chyłkiem, milczkiem“ przemykała przez dom. Emocje przelewała na papier. Od kiedy poznała Tomka, pisze mniej. On ją otworzył. On się uśmiechął, gdy to usłyszał.

– Ja: Lepiej ci z tym?
– Ona: Lepiej. Przegadujemy swoje problemy.
– Ja: Jakie?
– Ona: Najtrudniejsza była choroba mamy. Dwa lata temu. Z tym wiązały się bardzo silne emocje. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
– Ja: Jak sobie z tym radziłaś?
– Ona: Już miałam Tomka, więc miałam się z kim tym podzielić. Musieliśmy być silni ze względu na mamę.
– Ja: Jaką strategię przyjęłaś?
– Ona: Że będzie okay.|
– Ja: Pozwalałaś sobie na łzy przy niej?
– Ona: Tak. Ona nawet na to nalegała. Mówiła, że wtedy będzie jej lżej. Nie mogła już tego tłumić. Dusiła się wtedy. Więc rozmawiałyśmy o chorobie.
– Ja: Ale podobno nie powinno się pokazywać przy chorym swojego przygnębienia…
– Ona: Nie wolno, bo ta osoba też traci siły do walki o życie.
– Ja: Wypośrodkowanie tego to duża sztuka…
– Ona: Nie wiem. Mi tak wychodzi. Tomka mama też była chora na raka. On wiedział, że ja potrzebuję wsparcia i rozmowy, więc przytulał, wysłuchiwał. Jak potrzebowałam popłakać, to podał chusteczki.
– On: Moja mama nie przeżyła. Gdy zachorowała na raka płuc, najpierw była reakcja obronna: „Czuje się dobrze, bierze leki, wyjdzie z tego“. Jak się pojawiły przerzuty do mózgu, to puściły nerwy. Trzeba było być silnym, ale emocje wzięły górę. Kiedy pojechaliśmy do szpitala i okazało się, że straciła kontakt ze światem, nie poznawała ludzi, rozpłakałem się. Ale do końca starałem się nie pokazywać, że jest całkiem źle. A potem… no co? Wykorzystywaliśmy chwile, jakie nam zostały…
– Ja: Na co?
– On: Na rozmowy, na przytulanie, na opowieści o tym, co poza szpitalem. Wykorzystywaliśmy to, co jeszcze nam było dane. Mama była pielęgniarką, więc miała świadomość, co się będzie z nią działo. Najbardziej bała się bólu i podawania morfiny. Pamiętam dzień, kiedy zmarła. Dzień wcześniej poprzytulaliśmy się tak bardziej czule. To trochę dziwne, bo… dorosły chłopak i takie czułości. Pożegnaliśmy się słowami „do jutra“. Następnego dnia, parę minut po szóstej… dostaliśmy telefon ze szpitala. To był szok. Nie polecam. (śmiech)
– Ja: Długo się zbierałeś?
– On: Niedługo po tym zeszliśmy się z moją dziewczyną…
– Ja: Zeszliśmy się?
– Ona: Tak, ponieważ znaliśmy się dużo wcześniej. I to pomogło ukoić ból.

Konsultacje

– A.M.: Ludziom się wydaje, że ich chorzy rodzice nie chcą mówić o swojej chorobie. A jednak…?
– L.W.: Rozmowa o chorobie jest ważna i potrzebna. Wiemy, że rozmowa, dzielenie się przynoszą ulgę. Jak musi się czuć osoba chora, która nawet nie ma z kim o tej chorobie porozmawiać?

Można i trzeba pozwolić sobie na szczerość, wyrazić niepokój czy lęk, ale nie eskalować tych emocji przy osobie chorej. Owszem, osoby wspierające same też muszą szukać wsparcia, żeby się nie wypalić i mieć siłę dawać nadzieję, otuchę czy choćby towarzyszyć osobie chorej. Ważne jednak, by tego wsparcia szukały na zewnątrz.

– A.M.: Zobacz, jak to jest – odpowiedni ludzie spotykają się w odpowiednim momencie
– L.W.: Tak bywa, ale to już sprawa Siły Wyższej.

 

Obserwacje

W Gdańsku, w Lublinie i we Wrocławiu młodzi mężczyźni mówili mi o czymś, co było bardzo przykre – że w ogóle nie mają kontaktu ze swoimi matkami. „Ona jest tylko od gotowania obiadu“ „I dziesięć razy upomina, gdy coś jest brudne, czy nieuprasowane…“, „Z wiekiem jej troska staje się nie do zniesienia. No i w ogóle nie mam z nią o czym rozmawiać“ – usłyszałam.

Konsultacje

– A.M.: Niewdzięcznicy?
– L.W.: Wolałabym tak tego nie nazywać, choć  słowa te są istotnie bardzo przykre. To brzmi jakby światy tych dwóch bliskich sobie osób bardzo się od siebie oddaliły. Bez głębokiego spojrzenia w ich serca trudno odszukać przyczynę takiej sytuacji. Może każda zatrzymała się w swojej roli, w swoim świecie, nie robiąc kroku w stronę drugiej osoby? A nie wystarczy jakiś krok, bo jeśli ktoś jest zraniony, czy zawiedziony, nie wystarczy mała próba, potrzebna jest wielka determinacja, żeby kontakt odbudować, czy choćby podtrzymywać.
– A.M.: John Eldredge w swojej książce „Dzikość serca. Tęsknoty męskiej duszy” napisał, że nadopiekuńczość matek w stosunku do synów może skończyć się emocjonalną kastracją. Rzeczywiście chłopcom nie można okazywać za dużo troski?
– L.W.: Można, ale takiej, jakiej oni potrzebują, a nie takiej, jaka nam się wydaje dobra. To nie ma być troska, która nas uspokoi, tylko która syna wesprze.Jeśli syn jeździ motocyklem, to nie będzie troską mówienie “Nie jedź!”. Troską będzienatomiast pytanie, jakie kanapki woli na drogę albo jakie są teraz modne kaski.
– A.M.:  Zgoda, ale te szybkie motocykle… Pracuję nad tym, żeby się nie uprzedzać, jednak wciąż mam mieszane uczucia. Niełatwo być mamą chłopaków.

Obserwacje

(Gdańsk) Dwie studentki. Rozmawiamy o tym, że dopóki dzieci są małe, rodzice okazują im dużo czułości, i na odwrót – z czasem ten zwyczaj na trwałe zanika i nigdy już nie wyznają sobie miłości.

– Monika:Nie mam problemu z tym, by powiedzieć swojej mamie czy tacie: „kocham cię“, ale ja ich tego nauczyłam, już wtedy, gdy byłam dorosła.
– Ja:To dokonałaś niezwykłej rzeczy!
– Monika:(śmiech) To jest inne pokolenie. Moja babcia i dziadek też okazują uczucia najwyżej swoją gościnnością. Kocham, lubię, szanuję, to dam dobrze zjeść. (śmiech)
– Marta: Ja zaczęłam okazywać uczucia rodzicom dopiero, gdy wyjechałam z domu, gdy nie miałam ich na co dzień. Włos mi się jeży na głowie, gdy sobie przypomnę, jaka byłam dla nich przykra – co by nie powiedzieli, czego by nie zrobili, wszystko było na nie. Teraz próbuję im to wszystko wynagrodzić.

Konsultacje

– A.M.: Mamy czasem nie wyduszą słowa, ale wiele mówią, gotując…
– L.W.: Niestety, czasem to jedyny sposób okazywania uczuć. Bywa smaczny i słodki, a czasem aż od tego mdli… Ludzie posiadają różne kody nadawania i przyjmowania miłości. Dawanie czegoś to jeden z tych sposobów, ale pozostaje kwestia odbiorcy – jakim językiem on/ona odbiera miłość. Czy potrafi przetłumaczyć szarlotkę na „kocham cię“?
– A.M.: Bunt nastolatka zawsze musi być? W „najlepszych rodzinach“?
– L.W.: Nie wiem, czy zawsze musi być bunt, ale na pewno młody człowiek musi odnaleźć siebie i swoje miejsce w życiu. To jest wielkie wyzwanie i pomoc rodziców w tym procesie musi być bardzo wyważona, subtelna, niech będzie wsparciem, a nie przeszkodą w kształtowaniu się osobowości młodego człowieka. Nie narzucamy dziecku wszystkiego, co sami o życiu wiemy, ale wsłuchujemy się w to, co dziecko odkrywa i w tym jego świecie pomagamy mu dokonać najlepszych wyborów.