fbpx

Mistrzowie codzienności

fotochannels.com

Partner irytuje, dzieci wciąż sprawiają kłopoty, święty by z nimi nie wytrzymał – jak w takich warunkach myśleć o duchowym rozwoju?! A jednak… I dzieci, i partnerzy uczą nas miłości. Bycie z nimi wymaga znajdowania i wyrażania tego, co w nas kochające, wspierające i współczujące. Otwierając się na miłość, zaczynamy widzieć w bliskich ich wewnętrzne piękno i doskonałość. Mistrzowie na wyciągnięcie ręki? Właśnie tak!

Dziecko jak Gandhi

Wielu autorów zwraca uwagę na potencjał rozwojowy naszych związków. Marshall Rosenberg proponuje, aby wyobrazić sobie, że nasze dziecko to szczególny gość, któremu należy się szacunek i miłość, np. Gandhi. Albo Budda. A nasz partner to ktoś wyjątkowy, którego jesteśmy ciekawi wciąż na nowo.

– Rodzicielstwo jest zwierciadłem, w którym oglądamy nasze najlepsze i najgorsze cechy; chwile najcenniejsze i najbardziej przerażające – mówili Myla i Jon Kabat-Zinnowie na spotkaniu z rodzicami podczas wizyty w Polsce w ubiegłym roku. W pewnych okresach czujemy, że w naszej rodzinie wszystko jest w porządku. Dzieci wydają się szczęśliwe, silne i zrównoważone. Lecz już następnego dnia, a nawet w następnej chwili, możemy mieć trzęsienie ziemi. Pojawia się zamęt, rozpacz, złość i frustracja. Nasz dotychczasowy sposób myślenia i pojmowania rzeczy staje się bezużyteczny. Nie wiemy, co się dzieje i dlaczego.

Co wtedy? Kluczem jest świadomość. Szczególny rodzaj uwagi, która obejmuje wszystko, co się dzieje, z intencją zachowania równowagi i jasności umysłu. Wszystko – także to, co bolesne i nieprzyjemne. Wtedy usiłujemy – nie bez trudności – przyjąć aktualne wydarzenia i zrozumieć, jaka powinna być w nich nasza rola.

– Miłość do dzieci wyraża się poprzez jakość spędzonych z nimi chwil – mówią Myla i Jon. W sposobie podawania kromki chleba i w porannym przywitaniu, w codziennym okazywaniu dobroci i zrozumienia, w otwartości i akceptacji – także wtedy, gdy na progu świadomości czai się lęk i złość.

Myla mówi i pisze, że wszystkiego, co najcenniejsze, nauczyła się od trójki swoich dzieci, bo dzieci są ucieleśnieniem tego, co najlepsze w tym życiu. Przychodzą do nas po to, byśmy mogli uczyć się miłości. Sprawiają, że możemy uczestniczyć w misterium życia, kochają nas. Dzieci żyją w teraźniejszości. Są cudownym kwiatem, czystym potencjałem rodzących się możliwości, wcieleniem nowej energii życiowej, nadzieją. Dzięki dzieciom dokonują się poważne zmiany w naszej świadomości. Zaczynamy odczuwać intymną więź z nadzieją i bólem innych osób w sposób wcześniej nam nieznany. Poszerza się sfera współczucia. Przejęci troską o własne dzieci i ich pomyślność zaczynamy inaczej postrzegać nędzę, wojny i przyszłość naszej planety.

Pytania do siebie
Dzieci zachowują niezakłóconą obecność. Stale rozwijają się i zmieniają, co wymaga od nas wciąż nowych reakcji. W miarę jak rosną, rzucają wyzwania wszystkim naszym oczekiwaniom, ustalonym opiniom i pielęgnowanym przekonaniom. A co więcej – pozwalają nam rozpoznawać nasze stare, ograniczające i niszczące wzorce z dzieciństwa. Jako rodzice znamy cały repertuar destrukcyjnych zachowań, takich jak umniejszanie dziecka, bagatelizowanie jego uczuć, pogarda, upokarzanie słowami, tonem głosu, ośmieszanie. Zachowujemy się w sposób automatyczny, a czasem okrutny, bliski nam, gdyż sami wyrośliśmy w atmosferze takich zachowań. Gdy traktujemy dziecko jak naszego nauczyciela, najcenniejszą istotę, wtedy łatwiej się zatrzymać i zapytać siebie: Co ja teraz robię? Dlaczego reaguję tak gwałtownie na tę sytuację? Do czego doprowadzi mnie dalsze postępowanie w ten sposób? Co czuje moje dziecko? Jaki mam w tym momencie wybór? Potrzebujemy wtedy świadomie powrócić do chwili obecnej i spokojnie obserwować wewnętrzne impulsy.

Wstrzymanie działań odruchowych, obserwowanie bez osądzania, co się ze mną dzieje – to niełatwe, bo wymaga świadomego zaangażowania w życie. Jednak w chwilach, gdy potrafimy dostrzec własne aberracje i zmienić swój sposób reagowania, dokonują się w nas uzdrawiające przemiany, pisze Myla Kabat-Zinn.

Gdy decydujemy się szanować potrzeby dzieci, wtedy okazujemy szacunek własnym niezaspokojonym potrzebom z dzieciństwa. Wybierając dobroć, wsparcie i miłość zamiast okrucieństwa, otaczamy współczuciem także siebie. Jeśli ktoś nas bił, a my zatrzymujemy się przed uderzeniem dziecka, wtedy sami sobie dajemy ochronę i bezpieczeństwo. Każdy taki akt jest krokiem na drodze do pełni i wyzwolenia z przeszłości.

Wstępując na tę drogę, możemy cieszyć się z błędów, ponieważ one pokazują nam, gdzie jesteśmy. W znakomitej książce „Zen na co dzień. Miłość i praca” Charlotte Joko Beck poświęca „błędom” wiele miejsca. Ta chwila, kiedy nagle uświadamiamy sobie, że poszukiwanie czegoś poza nami nie przyniesie rozwiązania, to chwila magiczna. Nie istnieją idealni ludzie, idealna praca ani idealne miejsce do życia. Poszukiwanie kończy się zawsze w tym samym miejscu, w którym spotyka nas… rozczarowanie. I to jest dobre miejsce.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze