1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Mężczyzna uzależniony od seksu

Mężczyzna uzależniony od seksu

Wielu mężczyzn ma bardzo rozbudowane potrzeby seksualne. (Fot. Getty Images)
Wielu mężczyzn ma bardzo rozbudowane potrzeby seksualne. (Fot. Getty Images)
Seks fizjologiczny niepołączony z zachwytem, ekstazą, przepływem miłości może – i powinien – budzić niepokój – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Jest taki dowcip o kobiecie, która skarży się w liście seksuologowi, że mąż nieustannie chce od niej seksu: i wtedy, gdy ona gotuje, i wtedy, gdy sprząta, odkurza, podlewa kwiaty, zmywa naczynia, prasuje… I przeprasza pana doktora, że tak niewyraźnie pisze! Czy mężczyzna uzależniony od seksu rokuje na przyszłość?
Może bliżej emerytury… [śmiech]

Kiedy możemy mówić o tego typu uzależnieniu? Seksoholik zapewnia, że to nic groźnego; że on po prostu lubi seks.
Można to łatwo sprawdzić; niech zrobi sobie tydzień przerwy i zobaczy, czy jest w stanie normalnie funkcjonować. Wielu mężczyzn ma bardzo rozbudowane potrzeby seksualne, silny temperament. Na przykład potrzebują seksu co najmniej dwa razy dziennie, rano i wieczorem, a w weekendy jeszcze więcej. Gdy tego nie dostają, są napięci, nosi ich. Znam trenera, który „musi” kilka razy dziennie. Silny, witalny. Stosuje specjalne diety, ćwiczenia fizyczne, uprawia sztuki walki, czym ten temperament jeszcze wzmacnia. Jeździ po Polsce i prowadzi szkolenia. Jego partnerka zdecydowała się jeździć z nim. I twierdzi, że jest nawet zadowolona, bo ma okazję poznać nowe miejsca, przyjemnie spędza czas. Jak widać z ich przykładu, życie jest przebogate, niesie wiele możliwości i rozwiązań.

Na ogół jednak wygląda to tak, że kobieta naprawdę ma dość, bo ileż można.
Gdy przychodzą na świat dzieci, jest jeszcze trudniej. Miałem w psychoterapii parę, w której mężczyzna i kobieta mieli inne potrzeby, inne temperamenty. Kobieta była zmęczona pracą, dziećmi, obowiązkami, więc seksu odmawiała. Kryzys w całej mocy ujawnił się wtedy, gdy którejś nocy ona weszła do jego pokoju, zatroskana, że ciągle pracuje, i przyłapała go na oglądaniu filmów pornograficznych. Miał ich mnóstwo. W ten sposób sobie radził. Tłumaczył partnerce, że dzięki temu jej nie zdradza, że oglądanie pornosów chroni ich związek. Ona przyznała, że rzeczywiście nie jest w stanie wykrzesać w sobie ochoty na seks. Przystali więc na to, co jest, a jednocześnie zdecydowali, że poszukają pomocy u specjalisty. Znów – jak widać – życie oferuje wiele rozwiązań. Wydaje się, że otwartość wobec siebie tych ludzi uchroniła ich przed poważnymi komplikacjami. Gdy nie rozmawiamy ze sobą o swoich potrzebach, o tym, co czujemy, różnie może być. Wielu mężczyzn z mocnym seksualnym temperamentem szuka kochanek, korzysta z usług prostytutek, narażając zdrowie, także psychiczne i emocjonalne.

Niejedna z nas skończyła w ramionach seksoholika. Trudno się oprzeć jego spojrzeniu, w którym czytamy uwielbienie i podziw. „Gdy tylko spojrzał, był już cały mój” – powiedziała mi jedna z kobiet. Niestety, ci piękni, czarujący i uwodzący chłopcy w każdym wieku czynią niemało zamieszania w duszach kobiet, trzeba się potem leczyć.
A jednak są kobiety, które tak wybierają. Nawet wtedy, gdy mają świadomość ryzyka, że po niedługim czasie dla niego przeminą. Ta świadomość jest ważna. Raczej nie liczyłbym na to, że on się zmieni; jeśli dobrze czuje się z takim sobą, nikt go nie zmieni. To jest dosyć czytelne: jeśli kobieta spotyka mężczyznę atrakcyjnego, który ma tak zwane podejście do kobiet, jest aktywny seksualnie, z nikim na stałe niezwiązany, raczej mało prawdopodobne, żeby przez te wszystkie lata czekał na nią. Można się spodziewać, że był w wielu relacjach. Dlaczego w dalszym ciągu szuka? Z czego to wynika? Czy decyduję się na miłosną przygodę z nim? Czego mogę się spodziewać? Jakie ryzyko podejmuję? Jakie koszty być może trzeba będzie ponieść? Każda odpowiedź jest dobra, byle świadoma.

Gdy kończy się miesiąc miodowy, mężczyzna znika. Zaczyna romans z inną, kierowany – jak się wydaje – przymusem powtarzania. To chyba dosyć męczące, nużące. A może nie? To jest uzależnienie od przyjemności?
Od chemii miłości, zakochania. Ci mężczyźni ciągle chcą być w takim stanie. Przeżywać przygodę. Jeden z nich powiedział mi: „Ta zakochana dziewczyna, piękna, atrakcyjna, zaczyna nagle mówić o przyszłości, o rodzinie, jak sobie ułożymy życie, jak będziemy się utrzymywać. Po co mi to? Wszystko mi opada, zjeżdża w dół”. Lekarstwem okazuje się kolejny romans w pierwszej fazie pobudzenia, otwarcia i zachwytu. Niewchodzenie w niepotrzebne tematy. Życie ma być tylko przyjemne, bez wiązania się, obowiązków. Gdy pojawia się choćby cień takiego niebezpieczeństwa, trzeba uciekać. Ci mężczyźni opierają się na przekonaniu, że funkcjonowanie w stanie szczytowym jest możliwe jedynie wtedy, gdy nie ma odpowiedzialności i obowiązków. Przeczuwają, że długofalowy związek wiąże się z kryzysami, przykrościami, konfrontowaniem się z trudnymi emocjami – i unikają tego jak ognia. Wycofują się z obawy, że sobie nie poradzą. Myślą, że trzeba żyć przyjemnie. Właściwie dlaczego nie? Jednak w sytuacji, gdy kobieta zostaje z dzieckiem, być może chorym, wymagającym opieki, a on już ma inną, widać tu brak symetrii. Mężczyzna żyje przyjemnie, ale co z kobietą? Dlatego promowanie w naszej kulturze modelu, że ma być tylko fajnie, cool, jest wzmacnianiem niedojrzałości, nastoletniej fazy rozwoju. Życie ma być przyjemne – to jest słuszne podejście, gdy przyjmiemy dodatkowe warunki: warto zadbać, żeby było przyjemnie wszędzie tam, gdzie się da, a jednocześnie wiedzieć, że nie zawsze się da.

Ci mężczyźni konsumują, korzystają z wielu ofert, które są na rynku, bo dlaczego ograniczać się do jednej? Motorem napędowym jest poszukiwanie możliwości korzystania z życia, dopóki mogę, dopóki mam energię i zdrowie. Dobrze byłoby, gdyby mężczyźni uzależnieni od seksu, którzy nie chcą się wiązać na stałe, wybierali podobne kobiety. To minimalizuje ryzyko cierpienia.

W takich związkach też mogą się pojawić dzieci. I wiele komplikacji emocjonalnych i formalnych.
Tak, cena filozofii przyjemności jest wysoka. Starają się oczywiście, żeby nie było wpadki, ale wiadomo: mężczyzna strzela, a Pan Bóg plemniki nosi, więc nie ma gwarancji. Potem alimenty, sprawy w sądzie. Nieprzyjemności, przed którymi uciekali, i tak ich dopadają. Jest taki znany eksperyment ze szczurami, którym wszczepiono elektrody w rejony przyjemności w mózgu. Szczury miały możliwość stymulowania tych miejsc poprzez naciskanie dźwigienki; wtedy słaby prąd drażnił te rejony w mózgu i szczury czuły się wspaniale. Okazało się, że było to tak przyjemne, że cały czas trzymały dźwigienkę. Niestety, to je wyczerpywało do tego stopnia, że zapominały o jedzeniu i zdychały z głodu.

Niezwykła metafora: możemy tak pragnąć przyjemności, że umrzemy z głodu.
Z głodu różnych niezaspokojonych potrzeb. To jest uzależnienie od stanu pobudzenia seksualnego, które generuje zmiany fizjologiczne w organizmie. Ten stan organizmu staje się nawykiem. Gdy go nie ma, pojawiają się, jak w przypadku wszelkich uzależnień, bardzo przykre objawy abstynencyjne, lęk, bóle w mięśniach, w stawach. Mężczyzna uzależniony od seksu brnie w to, żeby zapomnieć, że jest uzależniony. Trzeba by poradzić sobie z napięciem, z lękiem, z różnymi pytaniami, tematami, które odbierane są jako nieprzyjemne, zagrażające. Trzeba byłoby zastanowić się nad sobą, nad swoim życiem. Być może zająć się niedokończonymi sprawami z przeszłości. Jeśli niepokojących tematów nie dotykamy, pozostają w cieniu. Ale pozostają. Cień ich nie eliminuje. Więc cały czas trzeba dbać o odpowiedni poziom seksualnego narkotyku, żeby cień nie wyłonił się z tła. Błędne koło, wyczerpujące, jak każde uzależnienie. Uzależnienie jest naroślą na naszym życiu, pielęgnowaną, podsycaną. Ta narośl dominuje nad resztą. Myśl o tym, że moglibyśmy ją utracić, jest czymś, co budzi niepokój, a nawet panikę. Z czasem coraz trudniej stawić jej czoła, skonfrontować się z innymi obszarami życia. Trudno pominąć tu aspekt kulturowy i cywilizacyjny. Seks jest wszechobecny, mocno wyeksponowany – w mediach, w reklamie. Tłumaczymy sobie, że to ważna sfera, o której należy mówić. Jednak w jakim kontekście? Rzadko mówi się o tym, że to intymna sfera, jeden z aspektów miłości partnerskiej, związków. Dowiadujemy się głównie, jak więcej, jak dłużej i jak mocniej. Czyli dokładnie tak, jak ze wszystkimi innymi towarami, które chce się sprzedać. Młodzi ludzie wyrastają w takim klimacie, co zawęża ich świadomość; z pola widzenia znikają inne aspekty życia. Łatwo się uzależnić. Wiele razy słyszałem mężczyzn, którzy mówili o kobietach jak o obiektach konsumpcji. Jakiś czas temu oglądałem na Planete film „Tyrania konsumpcji”. Poruszał wiele aspektów życia w naszej cywilizacji. Między innymi mówił o tworzeniu sztucznych potrzeb. Twórcy filmu pokazali fabrykę lalek erotycznych. Gdybym zobaczył taką lalkę w półmroku, z pewnością pomyślałbym, że to żywa kobieta.

Wyobraźmy sobie, że mężczyzna uzależniony od seksu przychodzi jednak po pomoc…
Wielu takich mężczyzn decyduje się, aby sobie pomóc. Pierwszy krok to przyznanie, że sobie nie radzę. „Po nocach oglądam pornole”. „Kupuję świerszczole. Gdy przechodzę koło kiosku, jakaś siła pcha mnie, aby kupić kolejne pisemko, mimo że mam ich setki. Oglądam je i onanizuję się. A przecież mam dziewczynę”. „Dziesięć romansów w ciągu trzech lat. Chyba coś ze mną nie tak?” „Zaliczam nieznajome panienki na jedną noc, w przypadkowych okolicznościach. Zacząłem się bać o własne zdrowie”.

A więc najpierw lęk: nie panuję nad tym.
Tak, przyznanie się. Potem zaczynamy szukać, rozpoznawać potrzeby: co mu to daje, o co chodzi. Odkrywamy ukrytą pozytywną intencję.

No tak, przecież jeśli coś robimy, zawsze jest ku temu dobry powód.
Często tym powodem jest uwolnienie się od nadmiaru stresu, zafundowanie sobie krótkich wakacji. Odkrywamy, że są na to lepsze sposoby niż narażanie zdrowia w seksualnych przygodach czy zarywanie nocy na oglądaniu pornoli. Szukamy ekologicznych dla mężczyzn sposobów osiągania odprężenia, spokoju, ulgi. Na przykład w Internecie można znaleźć wiele nagrań z instrukcjami do relaksacji. Można pomyśleć o jakiejś twórczej formie spędzania wolnego czasu, o ciekawym hobby. Takie sporty jak nurkowanie, paralotnia, narty dają przytomny dostęp do bycia; można poczuć, że się żyje. Jeśli wiemy, że chodzi tu o ten specjalny stan umysłu, możemy poszukać innych sposobów osiągania go. Odkryć, że takich chwil może być znacznie więcej. Wyćwiczyć system nerwowy w doznawaniu przyjemności, w delektowaniu się prostymi rzeczami. W starożytnych księgach tantry czytamy, że najlepiej kochać się z całym życiem, z ziemią, z niebem, z przyrodą, ze wszystkim, co nas otacza i co się wydarza.

Paradoksalnie ci uzależnieni mężczyźni twierdzą, że są wolni.
Są ograniczeni tym, że ciągle muszą zmieniać. Warto uświadomić sobie, że mamy tej wolności w życiu mnóstwo – możemy wybierać światopogląd, filozofię, wartości, ścieżkę zawodową, styl życia, dietę. Gdy wybieramy, jednocześnie rezygnujemy z setek innych możliwości – zawodów, diet, filozofii. Ale przecież nie tracimy wolności. Podobnie ze związkiem – mogę się zaangażować, a jednocześnie czuć się wolny w swoim wyborze. To jest błędne założenie, że związek to ograniczenie wolności, niewola.

Najwyraźniej Stwórca zadbał o to, byśmy się nie nudzili.
Gdybym miał się pokusić o wskazanie praprzyczyny, to powiedziałbym o braku dostępu do swoich wewnętrznych zasobów, o gorączkowym, roszczeniowym szukaniu źródła szczęścia na zewnątrz. To on powinien spełnić określone warunki. To ona powinna. Mamy oczy przesłonięte powinnościami, niedoskonałościami, brakami. Nie dostrzegamy tej istoty, z którą dzielimy życie. Gdy uprzemy się na szukanie ideału, może się okazać, że zostaną nam tylko lalki.

Benedykt Peczko, psycholog, trener, coach, psychoterapeuta, dyrektor Polskiego Instytutu NLP.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Niekoniecznie jak wszyscy i jak zawsze

To, co uważamy za normalne, nie musi nim być. Ważne jest to, czy żyjemy w zgodzie ze sobą. (Fot. iStock)
To, co uważamy za normalne, nie musi nim być. Ważne jest to, czy żyjemy w zgodzie ze sobą. (Fot. iStock)
Czy to, co w łóżku uważamy za normalne, takie jest, czy tylko takim się nam wydaje, bo do tego przywykliśmy? A co, jeśli to nie sprawia nam radości? O tym, jak rozumiemy w łóżku normalność, opowiada psychoterapeuta Piotr Sarnowski.

Co jest w łóżku normalne? I czy takie ma być, żeby było nam razem dobrze w stałym związku? Zapytała o to Chrisanna Northrup, współautorka książki „Czy to normalne? Seks, związki i statystyka”, kiedy po dziesięciu latach małżeństwa zaczęła się zastanawiać, czy nie mogłoby im być z mężem lepiej, kiedy się kochają.
Kluczowa dla szczęścia jest realizacja własnych potrzeb, odnalezienie harmonii wewnętrznej i harmonii w relacji. Czasem bywa to jednak możliwe dopiero wtedy, kiedy przekroczymy to, co uważaliśmy do tej pory za normalne. Jako przykład podam historię powstania związku: dwóch kobiet i mężczyzny. Powstał on, bo pragnęła tego młodsza z kobiet, a nie – jak moglibyśmy się spodziewać – mężczyzna. To ona zgłosiła się do mnie na terapię, bo choć była w udanej relacji z tym właśnie mężczyzną, a i w życiu zawodowym odniosła wiele sukcesów, to odczuwała głęboki psychiczny i tożsamościowy dyskomfort. Miała stany depresyjne, mówiła, że nie wie, kim jest. W taki sposób manifestowała się jej niezaspokojona głęboka potrzeba. Jaka? Czuła się już całkowicie zagubiona od czasu, kiedy zaczęła prowadzić podwójne życie, czyli spotykać się ze starszą kobietą. Kiedy się do tego przyznała, zadałem jej oczywiste w tej sytuacji pytanie, które dla niej jednak było jak uwalniająca z chaosu emocji eureka: „Może pani jest biseksualna?”. Po chwili z ulgą przyznała, że tak. Ponieważ relacja z kobietą i mężczyzną wydawała się zgodna z jej wewnętrzną prawdą, przygotowałem ją do rozmowy z partnerem o jej podwójnym związku.

Chciała od niego odejść czy przekonać go do życia w trójkącie?
Rozstawać się z nim nie chciała, ale nie wiedziała, jak on zareaguje. Partner okazał się jednak na tyle otwarty, że chciał poznać tę drugą kobietę. Tak też się stało i między nimi powstała nić sympatii, a wkrótce potem zamieszkali razem. Spotkałem ich już we trójkę kilka lat później, przypadkiem, na imprezie sylwestrowej. Wydawali się szczęśliwi, żyjący w zgodzie.

Czy to jest odpowiedź na pytanie, czy to, co uważamy za normalne, jest drogą do szczęścia w sypialni?
To, co uważamy za normalne, nie musi nim być. Ważne jest to, czy żyjemy w zgodzie ze sobą. A więc kiedy to, kim jesteśmy, co czujemy, myślimy i mówimy, pokrywa się z tym, jak żyjemy. Tracimy radość życia i seksu, kiedy czego innego potrzebujemy, a co innego robimy i mówimy. Normalność to nie jest to, co powszechne albo to, co się nam takim wydaje na skutek wychowania czy nawyków. Normalność to wewnętrzna harmonia i poszanowanie godności człowieka, z którym jesteśmy.

Twoja klientka dopiero w trójkącie uzyskała harmonię i godność. Brzmi niedorzecznie…
Bo tak w tym przypadku było, tych troje ludzi życie w ten sposób ukształtowało. Inicjatorka tego trójkąta wyniosła z rodzinnego domu lęk przed mężczyznami, ponieważ miała przemocowego ojca alkoholika. To matka dawała jej poczucie bezpieczeństwa. No i być może ten doświadczony w dzieciństwie trójkąt stał się w dorosłym życiu źródłem jej potrzeby, by do relacji z mężczyzną dołączyć kobietę. Dopiero ta druga kobieta dała jej poczucie bezpieczeństwa. No a jak bez niego mówić o harmonii w związku?

I to jest normalne?
Każdy z nas jest inny i ma prawo do niepowtarzalnej ekspresji seksualnej i emocjonalnej, o ile nikogo nie krzywdzi. Każdy z nas ma swój cień. Psychoterapia oczywiście może pomóc – na przykład kobiecie pokonać lęk przed mężczyzną (mimo złych doświadczeń z ojcem) czy mężczyźnie lęk przed kobietą (wyniesiony z relacji z matką). Ale nie zawsze człowiek jest do takiej pracy gotowy, nie zawsze byłby w stanie znieść bolesną retrospekcję i reperację. Dlatego wybór drogi i celu psychoterapii zawsze należy do pacjenta. A moje zadanie jako psychoterapeuty polega na tym, aby pomóc pacjentowi dotrzeć do jego prawdy o nim samym. Idę więc za jego potrzebami, a nie za moimi przekonaniami moralnymi.

Miałeś wielu pacjentów, którzy zrobili coś nienormalnego po to, aby osiągnąć normalność?
Tak, bo za nienormalne często uważamy to, co po prostu jest inne lub nietypowe. Jerzy, 44 lata, trafił do mnie ze stanami depresyjnymi, wyraźnie wycofany z życia. Ponieważ często zaczynam diagnozowanie od spraw seksualnych, i tym razem zapytałem o jego potrzeby. Okazało się, że ukrywa je w cieniu, nikomu o nich nie mówi. Tymczasem już Zygmunt Freud pisał, że niezaspokojone potrzeby seksualne powodują nie tylko w emocjach, lecz także w ciele, różnego rodzaju napięcia i prowadzą do emocjonalnych i fizycznych zaburzeń, a nawet chorób. I w tym przypadku ta teoria się potwierdzała, bo Jerzy miał stany depresyjne i coraz bardziej wycofywał się z życia. Ale kiedy w końcu ujawnił mi swoją fantazję, mogłem go uspokoić, że podobnie ma 80–90 proc. kobiet i mężczyzn i że dobrze by było, żeby o tym swoim pragnieniu porozmawiał z żoną. Przyznał wtedy, że właśnie tego najbardziej się obawia. Zacząłem więc przygotowywać go do tej rozmowy. Odgrywaliśmy scenki, podczas których mówił o nich do pustego krzesła, na którym w jego wyobraźni siedziała żona. Szło mu słabo, bo był pewien, że to nie ma sensu, przecież ona się nigdy na to, czego on pragnie, nie zgodzi. Ale kiedy wreszcie się na to zdobył, powiedziała: „dobrze”. Być może dlatego, że fantazją Jerzego był trójkąt, ale tym trzecim miał być mężczyzna.

Miał homoseksualne skłonności?
Bynajmniej, miał to, co nazywamy kompleksem rogacza, chciał, aby jego partnerka doświadczyła rozkoszy z innym, bo jemu największą rozkosz dawało patrzenie na to, jak jego żona ją przeżywa. Nie zależało mu za to na tym, by to on sam jej tej rozkoszy dostarczył. No i podczas pewnego wyjazdu za miasto, z dala od domu, ta jego fantazja została zrealizowana. I – jak się spodziewałem – ten jeden raz zupełnie wystarczył. Ustąpiły objawy somatyczne i emocjonalne, a także chęć, by seks w trójkącie powtarzać. To jednak nie znaczy, że wszystkie fantazje seksualne trzeba „dla zdrowia” zrealizować. W tym przypadku to było możliwe i dopuszczalne, bo zaakceptowane przez żonę. A tylko wtedy, kiedy oboje się na to zgadzamy, można się zastanowić nad przekroczeniem tego, co uważaliśmy do tej pory za normę.

I dlatego jako psychoterapeuta czasem pomagasz przy zdradzie?
Jeśli dwoje ludzi się na coś zgadza, a to, czego chcą, nie jest ekspresją przemocy czy braku szacunku i nie narusza ich prawdy o tym, kim są – to gdzie tu widzisz zdradę? Powiedziałbym, że przy tych zastrzeżeniach to właśnie realizacja pragnień jest wyrazem wierności sobie i swojej prawdzie. Oczywiście podczas psychoterapii trzeba uważnie przeanalizować każdy przypadek, aby wiedzieć, czy pomoc ma polegać na wsparciu w realizacji pragnień, czy właśnie na tym, o czym mówisz, czyli na zrozumieniu, skąd one się biorą, i dotarciu do tego, co pod nimi ukryte. Zwłaszcza dziś, kiedy seks, jaki uprawia pacjent, może zaskoczyć nawet doświadczonego terapeutę, nie wolno nam trzymać się jednego rozwiązania. No i powiem ci, że normę przekroczył w mojej ocenie inny pacjent, Robert. Ten mężczyzna przez cztery lata był w związku z kobietą, z którą uprawiał codziennie seks; jadł posiłki czy ćwiczył na siłowni, ale tylko dzięki kamerce w telefonie czy komputerze. Bo choć uważali się za parę, nie spotykali się face to face.

Zanim zapytam cię, dlaczego akurat jego uznałeś za nienormalsa, powiedz, proszę, jak się uprawia seks w kamerce przez cztery lata i wciąż ma się na to ochotę!
Para, o której mówię, była dobrze zaopatrzona w sprzęt, oboje mieli specjalne trójwymiarowe okulary, które podłącza się do komputera i które dają wrażenie, że ta druga osoba obejmuje, jest razem z nami. Mieli także seksualne gadżety, on między innymi masturbator w kształcie waginy, a ona wibratory, nie tylko w kształcie penisa. Kochali się więc tak, że każde masturbowało się, opowiadając drugiemu o tym, co odczuwa. Realizując jego polecenia i wydając własne.

A dlaczego uznałeś, że akurat cyberkochankowie są poza normą?
Nie dlatego, że kochali się przez Internet. Mieszkali w miastach oddalonych o 400 kilometrów. Poznali się na Tinderze i nie tylko chcieli seksu, ale też budowali relację. Super! Mój niepokój wzbudzało co innego, a mianowicie to, że nie spotykali się face to face. Podstawą ludzkich relacji jest właśnie takie spotkanie, które umożliwia bycie blisko za sprawą wszystkich zmysłów, nie tylko wzroku, ale też dotyku, możliwości poczucia swojego zapachu. No i Robert przyszedł do mnie po dwóch latach, bo chciał i jednocześnie nie chciał takiego spotkania. Bał się rozczarowania. Bał się, że ona go nie zaakceptuje, kiedy nadzy staną naprzeciw siebie. No i tego, że może sobie z seksem nie poradzić. Bo czy jej będzie tak świetnie z nim realnym, jak ze sobą samą doprowadzającą się do ekstazy? Ten lęk był tak duży, że pracowaliśmy prawie dwa lata, nim wreszcie odważył się na spotkanie. Aby nie zakończyło się ono klapą, wyznaczyłem mu zadania: miał zrobić im wspólne zdjęcia i przekonać ją, żeby zaczęli pisać do siebie listy. No i nie miał iść z nią do łóżka! Dzięki temu były kolejne randki w realu i po kilku miesiącach zamieszkali razem. A to nie było proste też dlatego, że Robert musiał wyprowadzić się od mamy.

Zabierasz synów matkom i dajesz kobietom z wibratorami?
Właśnie tak dążę do normalności. Bo w tym przypadku podstawowym problemem była relacja z matką, a nie kamerki i wibrator. Powiedziałbym nawet, że to dzięki mediom Robertowi udało się stworzyć związek z kobietą. Tak więc i tym razem coś, co mogło wydawać się poza normą, posłużyło zbudowaniu harmonii wewnętrznej tego mężczyzny, a miał wówczas już 38 lat, jak i zbudowaniu dobrej relacji z drugim człowiekiem.

W książce „Czy to normalne?” zaskoczyła mnie informacja, że palcami doprowadza do orgazmu partnerkę czy partnera ponad 70 proc. badanych. I to nie dlatego, że tak muszą, ale że chcą.
Każda para dopasowuje seks do swoich potrzeb, a orgazm „zrobiony” palcami może obojgu sprawiać przyjemność. Pogłębiać związek, dawać szczęście. To normalne. A dlaczego tak wiele ludzi kocha się palcami? Moim zdaniem powodem jest to, że jesteśmy wygodni. No i przyzwyczajeni do doświadczania świata dłońmi – bo klawiatura, bo dżojstik.

Pisząc o seksie i rozmawiając z ludźmi, mam wrażenie, że normalne, czytaj „typowe”, są w związku różnice w seksualnych temperamentach.
Mężczyzna, który ma inne potrzeby niż jego partnerka, to bardzo częsty klient psychoterapeuty. Inne i niezaspokojone potrzeby seksualne destabilizują relację. Ale nie jest to sytuacja beznadziejna, jak możemy myśleć, zakładając, że libido czy temperament to coś danego nam raz na zawsze i niezmiennego. Autorzy „Czy to normalne?” piszą o metodzie tak zwanej ewolucji potrzeb seksualnych, która pozwala na zgranie się dwojga ludzi mających inne potrzeby i temperament. Okazuje się, że dzięki pracy nad wzmocnieniem intymności, a także poczuciem wartości i pewności siebie u tego z partnerów, który wydaje się mieć słabsze libido, dochodzi często do wyrównania tych dysproporcji. Moim klientom zalecam podobną metodę. Mają, każde osobno, napisać listę swoich potrzeb seksualnych. Potem na terapii zamieniają się kartkami i zakreślają na liście partnera to, co jest do przyjęcia. I zaczynają powoli wcielać to w życie. Miałem niedawno klienta, który był wysoko funkcjonującym właścicielem firmy, ale w sypialni sobie nie radził. Mówił, że żona ma większe potrzeby. Kiedy zaczęliśmy pracę nad tym jego „nieradzeniem sobie”, szybko okazało się, że powodem jest tak naprawdę to, że mężczyzna nie radzi sobie ze stresem. W pracy jest tak zestresowany, że po powrocie do domu nie umie przełączyć się na tryb erotyczny.

Uczyłeś go metod relaksacji, bo miał mniejsze libido niż jego żona? A może trzeba było ją nauczyć, żeby powściągnęła swoje żądze?
Nauczyłem go odpoczywać, bo tego nie potrafił. Wiele osób po powrocie do domu nie umie wyłączyć emocji przyniesionych z pracy. W takiej sytuacji, zanim wejdziemy do łóżka, musimy się zrelaksować,a seks warto zaczynać od masażu. Z tym klientem pracowaliśmy także nad tym, jakim mężczyzną chciałby być. Pewnym siebie, z większym libido? Poradziłem mu też, żeby kupił bransoletkę i przez cały dzień nosił ją na prawej ręce, ale przed seksem przekładał na lewą. To miało być dla niego symboliczne przełączenie się z trybu pracy na tryb seksu. No i po kilku miesiącach pracy miał zdecydowanie więcej pewności siebie, a w rezultacie więcej ochoty na seks.

I ładną bransoletkę.
Właśnie. 

Piotr Sarnowski, psychoterapeuta, specjalista psychoterapii uzależnień, wykładowca na UKSW.

  1. Seks

Ochota na seks - co wpływa na nasze libido?

Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Apetyt na seks – choć ze wszech miar wskazany – nie jest wartością stałą. Ma na niego wpływ wiele czynników, jak zdrowie, odpowiednia ilość snu czy poczucie atrakcyjności. Ale gdy słabnie z miesiąca na miesiąc – trzeba podjąć szybką akcję reanimacyjną.

Marzenie wielu par: zachować temperaturę w sypialni równą tej z pierwszych miesięcy po poznaniu. Czy jest do spełnienia? W pewnym sensie tak. – Nie jesteśmy wprawdzie w stanie utrzymać niezmiennego poziomu pożądania, zresztą, gdyby to się udało, przebywanie na niekończącym się erotycznym haju byłoby nie do wytrzymania, ale jest możliwe i wskazane, by dbać o związek pod kątem podtrzymywania namiętności – mówi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski, autor badań „Seksualność Polaków 2011”. – Trzeba troszczyć się, by poziom pożądania nie spadał za nisko.

Seks służy nie tylko miłosnej relacji, ale też zdrowiu. Zdaniem prof. Izdebskiego sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. I są sposoby na to, by utrzymać jego poziom w normie.

Kwestia atrakcyjności i… snu

– Libido to biologiczna siła, która pcha ludzi do szukania dróg zaspokajania napięcia seksualnego, osiągnięcia satysfakcji seksualnej, doznania przyjemności i bliskości z drugą osobą – mówi Małgorzata Zaryczna, psycholog, seksuolog i terapeutka. – Popęd seksualny jest jednym z motorów ludzkiej aktywności i życiowej energii.

Jest to bardzo pierwotna i jednocześnie jedna z bardziej skomplikowanych funkcji życiowych, bo składają się na nią dwa komponenty: czysto biologiczny, pozostający poza naszą kontrolą, i psychiczny, zależny od stanu uczuć. Kobiece libido ma tendencję do falowania w rytm cyklu miesięcznego, męskie – jest często wyższe i ma związek z męskim hormonem płciowym, testosteronem, który jest jednym ze „sterowników” libido.

Jak twierdzi ginekolog, prof. Krzysztof Tomasz Niemiec, popęd płciowy jest też efektem uwarunkowań społecznych oraz stylu życia. – Zadbać o niego to zadbać o zdrowie, ale też o swoją seksualność i jakość życia w związku i na co dzień – mówi.

Ciekawe, że biologiczna energia, jaką jest libido, zależy m.in. od tak społecznej funkcji, jaką jest wykształcenie! Badania prof. Izdebskiego potwierdzają ten fenomen: problem niskiego libido częściej dotyczy kobiet z wykształceniem podstawowym i zawodowym niż tych z wyższym. Dlaczego? Bo kobiety bardziej świadome są zazwyczaj także bardziej otwarte na siebie i swoją seksualność. Libido jest zresztą wypadkową wielu zjawisk: dotychczasowych doświadczeń seksualnych, poczucia kompetencji w sferze seksu (i nie tylko), klimatu wokół seksu w domu rodzinnym, a także sposobu myślenia o erotyce. W przypadku kobiet libido w ogromnym stopniu zależy od tego, jak w ogóle postrzegają same siebie.

Cindy Meston, seksuolożka z bostońskiego uniwersytetu, przepytała kilkaset kobiet i stwierdziła, że te, które były mniej zadowolone ze swego wyglądu, gorzej oceniały swoje życie seksualne. I to niezależnie od spraw uważanych za kluczowe: atrakcyjności czy umiejętności kochanka oraz długości gry wstępnej!

Prof. Niemiec dodaje, że libido jest fizjologicznie mniejsze podczas ciąży, po porodzie oraz po menopauzie. Spada także, kiedy kobieta jest zwyczajnie zmęczona. Zgadza się z tym Małgorzata Zaryczna: – To zwykła biologia – kiedy lecimy z nóg, jedynym naszym pragnieniem jest sen, a nie seks, choćby nie wiadomo jak wspaniały. I radzi: – Wiele chronicznie przemęczonych osób może odkryć, że osiem godzin snu kilka nocy z rzędu zdziała cuda w kwestii pożądania.

Sposoby na spadek zainteresowania seksem

Co zrobić, gdy nagle bardziej atrakcyjny niż tête à tête w sypialni wydaje się wypoczynek na kanapie przed TV czy sycący posiłek w kuchni?

– Ponieważ zaburzenia libido są z reguły uwarunkowane wieloczynnikowo, niemożliwe jest wynalezienie jednego preparatu, który rozprawi się z problemem – uważa prof. Niemiec. – Najlepsze efekty przynosi stosowanie terapii interdyscyplinarnych, łączących farmakologię z medycyną naturalną, zażywaniem suplementów diety, terapią par czy terapią zaburzeń emocjonalnych. Zapytany o afrodyzjaki, odpowiada: – Wiele z tych środków ma za zadanie nie tyle wywrzeć określony efekt chemiczny, co skupić uwagę ludzi na sferze seksualnej, skierować na nią wiązkę świadomości. Często ich działanie polega na efekcie placebo: niby nic się nie dzieje, ale nasze myśli jednak krążą wokół seksu.

I dodaje: – Farmakologia lepiej sobie radzi z mężczyznami. Nie ma niestety odpowiednika viagry dla kobiet. Są jednak substancje, które – przyjmowane regularnie przez dłuższy czas – mogą wspomóc libido. Jedną z nich jest wyciąg z buzdyganka ziemnego. Ta znana już w medycynie ludowej roślina, zażywana regularnie, ma zdolność łagodnego podnoszenia poziomu testosteronu we krwi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. A testosteron pobudza pożądanie seksualne.

– Nasze libido ma sprawnie funkcjonować? Musimy być przede wszystkim zdrowi – podkreśla Małgorzata Zaryczna. – Jeśli cokolwiek szwankuje w organizmie, to libido ucierpi. Jego spadek towarzyszy wielu chorobom: zaburzeniom hormonalnym, nadciśnieniu, cukrzycy, miażdżycy. Zabójczy wpływ na libido mają wszelkie problemy z tarczycą, zwłaszcza niedoczynność. Dlatego, jeśli obserwujemy spadek zainteresowania seksem, powinniśmy odwiedzić lekarza (ginekologa, endokrynologa itp.), bo może zamiast szukać problemów w relacji i obwiniać się – trzeba po prostu zadbać o nadwątlone zdrowie.

Są jeszcze bodźce wewnętrzne. Te, które możemy sami wyprodukować. A dokładnie chodzi tu o fantazje erotyczne. Kobieca wyobraźnia jest pod tym względem niesłychanie bogata i produktywna, najczęściej o wiele bardziej rozbudowana od męskiej. I dobrze, bo nasze libido karmi się tymi wewnętrznymi obrazami, marzeniami i pragnieniami. Nimi oraz ich realizacją.

– Wyobrażamy sobie wiele rzeczy, ale jest ogromna rozbieżność pomiędzy myśleniem o jakiejś formie seksu, a jej wypróbowaniem – mówi Małgorzata Zaryczna. – Boimy się porozmawiać z partnerem, zasugerować, co sprawiłoby nam największą przyjemność, odkrywać siebie nawzajem. A przecież, jeśli nie będziemy robić w łóżku tego, co nas kręci, samo libido nie wystarczy...

Popęd seksualny według Polaków

Choć to brzmi jak doniesienia z czasów feudalnych, według badań prof. Izdebskiego, zamieszczonych w raporcie „Seksualność Polaków 2011”, aż 30 proc. Polek wciąż uważa, że zaspokojenie partnera to obowiązek kobiety – bez względu na to, czy same mają apetyt na seks, czy nie. Kolejne 34 proc. nie wie, czy nazwać seks obowiązkiem, czy nie.

6 proc. kobiet uważa, że ich libido jest za niskie, a 7 proc. – że jest za niskie w porównaniu z potrzebami partnera. Skargi słychać w każdej grupie wiekowej: małe, bardzo małe lub praktycznie nieistniejące potrzeby seksualne zgłasza 43 proc. kobiet po pięćdziesiątce, 18 proc. respondentek między 40. a 49. rokiem życia i aż 13 proc. tych, które nie dobiły jeszcze trzydziestki.

Z czasem, niestety, jest jeszcze gorzej: po pięćdziesiątce aż 43 proc. badanych uważa, że seks jest kompletnie nieistotną częścią ich życia, a 46 proc. kobiet po 41. roku życia stwierdza, że znacznie zmalało ich zainteresowanie erotyką.

Aż 87 proc. kobiet dotkniętych problemem obniżonego libido nie szuka i nie szukało nigdy pomocy. – Spory odsetek Polaków obu płci deklaruje, że są ze swojego życia seksualnego zadowoleni – mówi prof. Zbigniew Izdebski. – Jednak wypływa to z faktu, że nie mają względem niego żadnych oczekiwań. Podchodzą do niskiego libido z rezygnacją: „OK, jest to dolegliwość, ale skoro nie da się jej zniwelować, trzeba z nią żyć”. Pytani o zadowolenie, wypierają problem, odpowiadają: „tak, tak, jesteśmy zadowoleni”, żeby nie musieć się temu przyglądać.

Kobiety o małych lub bardzo małych potrzebach seksualnych czerpią mniejsze zadowolenie z życia seksualnego (deklaruje je tylko 32 proc., podczas gdy dla reszty odsetek ten wynosi 64 proc.). I nie tylko dlatego, że rzadziej mają orgazmy. Częściej wskazują na poczucie osamotnienia w związku (24 proc.) czy brak potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach partnera i własnych.

Kobiety o niskim libido rzadziej się przytulają i są przytulane, zaznają w związkach mniej czułości. Kiedy partner próbuje je objąć czy pocałować, one odtrącają go w obawie, że przyzwalając na czułość, zachęcają jednocześnie do gry wstępnej, która prowadzi do zbliżenia. W ten sposób bliskość fizyczna zanika także poza sypialnią, a kontakt staje się mniej ciepły i serdeczny. I choć związek nie musi się rozpaść, to daje mniej szczęścia.

Artykuł archiwalny. Prof. Krzysztof Tomasz Niemiec zmarł pod koniec 2012 r. (przyp. red.)

  1. Seks

Więźniarki przyjemności. O kobiecym seksoholizmie mówi Katarzyna Miller

Erotomania nie jest męską domeną. Kobiety na równi z mężczyznami nałogowo świntuszą w Internecie, wpadają w masturbacyjne ciągi, uprawiają seks z przypadkowymi partnerami. (Fot. iStock)
Erotomania nie jest męską domeną. Kobiety na równi z mężczyznami nałogowo świntuszą w Internecie, wpadają w masturbacyjne ciągi, uprawiają seks z przypadkowymi partnerami. (Fot. iStock)
Wbrew obiegowej opinii erotomania nie jest męską domeną. Kobiety na równi z mężczyznami nałogowo świntuszą w Internecie, wpadają w masturbacyjne ciągi, uprawiają seks z przypadkowymi partnerami. A jednak kobiecy seksoholizm to wciąż temat tabu – zwraca uwagę Katarzyna Miller.

Zacznijmy od podstaw: seksoholizm i nimfomania to to samo?
Nimfomania to ciągła, wyniszczająca konieczność uprawiania stosunków płciowych, przesłaniająca inne potrzeby kobiety. Natomiast seksoholizm, czyli uzależnienie od seksu, to coś szerszego. Tylko część osób uzależnionych od seksu dąży do stosunku albo orgazmu – bywa, że nawet kilka razy dziennie. Nałogowe zachowania seksualne mogą być bardzo różne. Można być uzależnionym od romansów, od tego dreszczyku związanego z polowaniem i uwodzeniem, bardziej niż od samego aktu. Seksoholiczką może być więc uwodzicielka, która musi zdobyć każdego mężczyznę, choć nie musi wcale iść z  nim do łóżka.

Można być seksoholiczką i nie uprawiać seksu?
Można. Nałogowe myślenie o seksie też należy do tej kategorii. Seks jest zupełnie normalną częścią życia. Dlatego trudno na pierwszy rzut oka określić, czy coś jest już uzależnieniem, czy nie. Tak samo jak z alkoholem: są ludzie, którzy piją sporo, a mimo to nie są uzależnieni, są też trzeźwi alkoholicy, którzy nie piją wcale, a mimo to są w niewoli nałogu... A więc ktoś uzależniony od seksu może uprawiać seks, może się masturbować, ale może tego w ogóle nie robić. Za to może być na przykład skłonny nadawać seksualne znaczenie sytuacjom, które dla innych takiego znaczenia nie mają. Może ciągle fantazjować o seksie. Każde zachowanie seksualne może być nałogowe, czyli kompulsywne.

Dlaczego uzależniamy się od seksu?
Uzależnienie dopada człowieka, który ma w sobie jakiś brak, wieczne poczucie niespełnienia, jest mu w życiu źle. A przy tym nie widzi drogi wyjścia, czuje się bezradny. Ma niskie poczucie wartości własnej, obwinia siebie o to, że tak, a nie inaczej wygląda jego los, cierpi i nie chce cierpieć. Więc zasłania oczy swojej duszy, zajmuje umysł czym innym. W wypadku seksoholizmu to jest seks. Nawet myślenie o nim potrafi nadać życiu sens na dobrą chwilę. Póki organizm się nie uzależni, za każdym razem dostaje to, o co mu chodzi, czyli oderwanie od cierpienia.

Po jakimś czasie chce się jednak więcej...
Bo następuje faza plateau, czyli jest OK, ale już nie ma tego haju co na początku. Właściwie normalny zdrowy człowiek by już przestał. Ale uzależniony nie może przestać, bo się nie nauczył innych sposobów poprawiania sobie nastroju. A zdążył się przyzwyczaić do tego, że mu się ten nastrój poprawia. Więc zwiększa dawkę. Uzależnienie to nic innego jak nałogowe zachowania regulujące emocje człowieka. To manipulowanie swoimi emocjami. Nie mam zamiaru pracować nad tym, by innymi sposobami, które są pracochłonne, czasochłonne i nie tak skuteczne, to „niebo” osiągać. „Holizmy” dotykają ludzi, którzy chcą mieć niebo na ziemi, i to ciągle.

I zaczyna się staczanie. Bo człowiek uzależnia się od substancji chemicznych wytwarzanych przez jego własny mózg – i realny seks, i tworzenie fantazji mają to do siebie, że w ich wyniku wydzielane są naturalne hormony szczęścia, czyli endorfiny. Człowiek przestaje się kontrolować. Nie baczy na to, czy inni to zauważają, bo ludzie i inne sprawy powoli przestają się w jego życiu liczyć. Zaczyna tracić zdrowie. Nie ogląda świata w całości, widzi tylko to, co go uzależnia. Seksoholizm to szczególnie podstępne uzależnienie, bo pozornie to zwykła fizjologia, a widziałam wielu zniszczonych nim ludzi. Czy to na skutek wielodniowych ciągów masturbacyjnych, czy seksualnych przygód, czy ucieczki od rzeczywistości w różowy świat erotyzmu. W tym ostatnim zwłaszcza przodują kobiety.

Są różne uzależnienia. Dlaczego jedni popadną akurat w alkoholizm, a inni uzależnią się od seksu?
Kiedy myślę o seksoholiczkach, pojawia mi się obraz maskotki rodzinnej. Dziewczynki, która grała rolę kogoś, kto rozładowuje napięcia przez swój urok. Najmłodsza albo przymilna, albo ładniutka. I ona prędzej czy później się orientuje, że ten rodzaj zachowania ściąga uwagę. Ona przez to istnieje. Dorośli często delegują dzieci do takich ról. I taka dziewczynka, dorastając, może kontynuować tę drogę wzbudzania w sobie i otoczeniu erotycznego napięcia. A więc nieustannie fantazjuje, romansuje, uwodzi. Może nawet nie być rozbudzona do dojrzałego seksu, ale być seksoholiczką. Jednak główną przyczyną jest molestowanie seksualne. Na seksoholizm narażone są osoby, które jako dzieci były nadużywane albo uwodzone.

Przeczytałam, że ponad 80 procent seksoholików to właśnie ofiary molestowania w dzieciństwie. To przerażające.
Skala tego zjawiska jest wbrew pozorom ogromna. Warto to podkreślić: wszyscy molestowani mają problem z seksem. Nie wszyscy zostaną seksoholikami, ale muszą ten temat przepracować. Molestowane dziecko czuje lęk, ma poczucie winy, bo wie, że dzieje się coś, co nie powinno się dziać. Obwinia zwykle o to siebie, a więc do siebie czuje obrzydzenie i nienawiść. Szczególnie gdy molestowanie sprawia mu na poziomie fizycznym jakąś przyjemność. Nie umie sobie poradzić z takim zestawem emocji. Więc często wypiera to, co się działo, a w dorosłym życiu ucieka od seksu w ogóle. Ale może też poczuć, że seksualne zachowania to jedyna droga, by poczuć się ważnym, by zdobyć zainteresowanie. I droga do seksoholizmu otwarta.

Myślałam, że molestowanie to konkretny czyn. Rozszerzasz tę definicję.
Molestowanie seksualne to patrzenie na dziecko jak na obiekt seksualny. Skala jest spora: od nieświadomego nastawienia, myślenia o tym, aż do współżycia. W domach, w których rodzic jest niespełniony seksualnie, atmosfera może być przesycona jego seksualnym pragnieniem. Choć wprost nic się nie mówi, nic się nie dzieje. Ale dzieci mogą to napięcie brać na siebie. Niespełniona matka może zawłaszczać tak synka. Gdy matka jest pozaseksualna, napalony tata zaczyna wysyłać sygnały zainteresowania w stronę córki.

To wystarczy, by została seksoholiczką? To jest tylko grunt. Tak wychowana dziewczynka musi mieć jeszcze ów brak w sobie. Jeśli była nadużywana, zaznała wielkiej ulgi i uczucia nagrody w związku z przeżyciem seksualnym – zwykle wystarczy. Może być też tak, że dziewczyna jest nie za bardzo świadoma albo zainteresowana sprawami umysłu. W pewnym momencie życia czuje: jestem seksualna. Znalazła coś, co ją spełnia. A więc będzie to powtarzać. Jak w słynnym doświadczeniu ze szczurami, które naciskały klapkę pobudzającą ich ośrodek rozkoszy w mózgu tak długo i często, aż zdychały. Uzależnienie to powolne wykańczanie siebie, do zatracenia. Człowiek czuje się bezradny wobec przedmiotu swoich potrzeb. Znałam kobietę, która była zarówno seksoholiczką, jak i alkoholiczką – to się świetnie ze sobą łączy. Została zamordowana w swojej własnej piwnicy. Jakiś menel zabójca ją tam ściągnął. Bo zatraciła instynkt samozachowawczy.

 
Dlaczego tak się dzieje?
Bo zostawia się siebie. Zostawia się tego nieszczęśliwego człowieka, którego mamy wewnątrz, zupełnie samego. Przecież owo nieszczęście, które każe uciekać, trwa, nie zniknęło. Dlatego powstało uzależnienie, że ciągle jest ten robak do zalewania, ten smutek wewnętrzny do zasłaniania innymi doznaniami. I człowiek jest coraz bardziej nieszczęśliwy. Ponieważ wybrał coś, co jest używką, ułudą, zamiast siebie samego. W seksoholizmie nie ma znaczenia, z kim się ciupciasz. Ważne, w umownym sensie, że się wykonuje te śmieszne ruchy. Można to robić ze sobą samym. Kiedy dziewczyna pisze, że wielokrotnie w ciągu dnia doprowadza się do orgazmu, to ja się zastanawiam, co ona w ogóle w życiu robi. Bo wygląda na to, że robienie sobie dobrze stało się dla niej najważniejsze. Czy to już seksoholizm? Być może. Trzeba by wiedzieć, czy ona ma kontakty z ludźmi, czy się czegoś uczy, czy coś ją interesuje. Czy tańczy, pływa, chodzi na spacery? To czasem niezauważalny moment, przekracza się niewidzialną linię. I już nie bardzo można przestać.

Ceną uzależnienia jest to, że przestaje się żyć?
Dokładnie. Dziewczyna zaczyna czuć, że jej ciało jest narzędziem, które potrafi zagwarantować jej przeżycia nie z tej ziemi. Albo to, że wokół niej będzie się coś działo, że będą ludzie. To się często zaczyna już w szkole. Są takie dziewczyny, o których wiadomo, że „dają”. Pozwalają się całować, obmacywać. Często nie są szczególnie ładne, zdolne, fajne. Więc jest to pierwsza rzecz, która sprawia, że się czują wyróżnione, ważne. Nagle chłopcy się za nimi uganiają. Taka dziewczyna jest tym owładnięta, podekscytowana. Jest jak w tunelu. Czasem z niego później nie wychodzi. Bo dysponuje swoim ciałem jak towarem, który inni chcą kupić.

I ma poczucie, że nad nimi panuje.
Ma poczucie mocy i władzy nad mężczyznami, bo każdego uwiedzie, doprowadzi do rozkoszy. I w ten sposób udowadnia swoją wartość. Ale może być też tak, że w seksoholizm popadnie kobieta, która nie ma z seksu satysfakcji fizycznej.

Tylko to, że jest chciana?
Płaci własnym ciałem za chwilę bliskości pozornej. Bo jaka to bliskość, skoro przedmiotowo traktuje i siebie, i swoich partnerów? Ale przez chwilę nie jest sama.

Z tego, co mówisz, jeden typ seksoholiczek to takie, którym chodzi o namiastkę relacji, o poczucie mocy albo władzy. Drugi to kobiety, które potrzebują endorfin, fizycznego rozładowania. Tutaj nie musi być kontaktu z drugim człowiekiem, możliwa jest masturbacja i fantazjowanie.
Tak czy siak jest to głód miłości. Erotomani szukają bliskości i miłości, ale nie potrafią nawiązać satysfakcjonujących związków. Chcą więc to osiągnąć niejako na skróty.

Wiemy, że jest sporo mężczyzn seksoholików. Natomiast seksoholizm kobiet to wciąż tabu. Bardziej pogardza się kobietami, które ulegają nałogom.
Jak długo istnieje patriarchat, tak długo będzie pogarda dla kobiet. Bo kobiety mają służyć facetom. Kobiety szybciej się degradują, ponieważ w ogóle są delikatniejsze w swej fizyczności. I społecznie są traktowane inaczej. Kobieta, która się zdegraduje, spotyka się z potępieniem, spotyka wielu mężczyzn, którzy to wykorzystają. I nie zostaną za to potępieni. Mężczyzna, który się degraduje, spotyka wiele kobiet, które go ratują. To jest wielka, niesprawiedliwa różnica, bardzo dla kobiet niebezpieczna. Dlatego kobietom tak potrzebne są kobiety przyjaciółki. Matki niestety częściej pomogą córce alkoholiczce niż seksoholiczce, bo ta ostatnia w ich mniemaniu „jest dziwką”.

Seksoholizm degraduje, bo człowiek uczy się traktować ludzi przedmiotowo...
Jest mądry film na ten temat – „Lulu”. Młodą dziewczynę wprowadza w świat seksu starszy przyjaciel jej brata. Ale nie zaczyna od tego, że ją całuje, powoli dotyka, by ją oswoić i rozbudzić. Każe jej usiąść na fotelu bez majtek i z podniesioną sukienką... Ogląda ją, a potem goli. Zaczyna ją traktować jak przedmiot seksualny. Ona się na to godzi z miłości, z ciekawości, zawstydzenia, nieświadomości. Oczywiście również w niej musi być jakiś brak, który nie pozwala jej powiedzieć: ja tak nie chcę. I przerwać to. Bo to, co się odbywa, jest molestowaniem. Ale ona o tym nie wie. To dla niej wartość, że on poświęca jej  uwagę, „tyle z nią robi”. Odkrywa więc dzięki niemu swoją seksualność, ale w sposób skrzywiony, perwersyjny. On jest w gruncie rzeczy seksoholikiem, który wyucza ją seksoholizmu. Film pokazuje też eskalację jej choroby prowadzącą do zagrożenia życia.

Można więc źle trafić – po ulicy chodzi wielu chorych ludzi. Chorzy ludzie są nauczycielami, dyrygentami, księżmi, psychoterapeutami, lekarzami... I potem się trzeba leczyć z seksoholizmu. Wcześniej należało się wyleczyć z braku wiary w siebie, braku poczucia wartości, braku miłości. Leczenie się z seksoholizmu jest trudniejsze, bo przez ileś lat człowiek nabiera nawyków. Żeby to naprostować, trzeba naprawdę dużo pracy.

  1. Seks

Podejście do seksualności – kobiecy i męski punkt widzenia

Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Akt seksualny jest pewnego rodzaju tańcem płci, dialogiem, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć istniejące w każdym z nas pierwiastki męskie i żeńskie. Często jednak, zamiast doświadczać wspólnie ekscytujących chwil to, czego doznajemy podczas erotycznych sytuacji, przypomina raczej przeciąganie liny czy walkę.

Mężczyźni chcą dostać seks od kobiet, a one stawiają zaciekły opór i robią wiele, aby mężczyźni ich nie posiedli. Mężczyźni wpadają we wściekłość, widząc, że kobiety dysponują seksem i umyślnie im go odmawiają. Kobiety natomiast złoszczą się, bo czują, że są traktowane jak narzędzia służące jedynie do zaspokajania samczych popędów. Stopniowo pogrążamy się w wyszukanych grach seksualnych, nieskrywanych i potajemnych. Erotyka zamiast jawić się jako miłosny i osobliwy taniec, staje się areną wzajemnej manipulacji. Zwracamy się przeciwko naszemu popędowi, jakby to on był wszystkiemu winien.

Przyczyny tego konfliktu w dużej części wynikają z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. Niemal od samych narodzin dorośli inaczej odnoszą się do ciała chłopców i ciała dziewczynek. Chłopców rzadziej się przytula czy obdarza pieszczotami, uczy się ich, że nie powinni okazywać uczuć, ponieważ uczuciowość jest domeną kobiet. Kiedy chłopcy nie proszą o przytulenie i pocieszenie, gdy odrzucają chęć bycia pogłaskanym, upewnia się ich, że postępują właściwie. W związku z tym typowym modelem postępowania staje się model, gdzie męską sprawą jest pragnienie seksu. Jedynie poprzez seks mężczyzna może zaspokoić tłumione pragnienia bycia dotykanym, pocieszanym, pieszczonym, tylko w tej dziedzinie może pozwolić sobie na intymność i łagodność.

Tymczasem dziewczynki uczy się, że seks jest ich wrogiem. Zawiera w sobie niebezpieczeństwo zajścia w ciążę oraz zagrożenie zniszczenia własnej pozycji w społeczeństwie porządnych dziewczynek. Czerpanie rozkoszy z seksu jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy wiąże się on z wyrażaniem miłości, natomiast seks motywowany czystym pożądaniem nie przystoi przyzwoitej kobiecie.

Różnice w podejściu do seksualności maja też podłoże biologiczne. Dziewczynki w okresie dojrzewania, rozwijającą się seksualność najczęściej doświadczają jako pragnienie więzi uczuciowej, która objawia się dążeniem do bliskości emocjonalnej. Dorastająca dziewczyna poszukuje osoby, którą mogłaby obdarzyć czułością i zaufaniem i która mogłaby te uczucia odwzajemnić. Jednocześnie uczucia te najczęściej pozbawione są pożądania seksualnego. Dezintegracja seksualna początkowej fazy okresu dorastania wyraża się jako demonstracyjne zaprzeczanie i eliminowanie seksualności. Z czasem dziewczynka poznaje swoje ciało, poszerza wiedzę o zmianach. Zaczynają się pierwsze związki z chłopcami, gdzie pojawia się coraz więcej zachowań seksualnych. Zamiast zaprzeczania seksualności pojawia się świadomość stanów podniecenia i ich akceptacja. Zamiast idealizowania zachowań aseksualnych następuje stopniowa akceptacja złożonej natury potrzeb seksualnych.

U chłopców jest odwrotnie. Początkowa faza okresu dojrzewania jest zdominowana przez różnego rodzaju zachowania seksualne: masturbacja, oglądanie i porównywanie między sobą narządów płciowych, podglądanie innych, oglądanie filmów czy gazet o treści erotycznej, zaczepianie dziewcząt w celu kontaktu fizycznego, zrywanie z nich ubrań czy nawet kradzież ich bielizny. Można powiedzieć, że postępują tak, jakby cały świat miał dla nich znaczenie seksualne. Wchodząc w relacje z dziewczętami najczęściej poszukują takich partnerek, które również pragną kontaktów seksualnych lub godzą się na nie i jedynie to kryterium decyduje o stworzeniu związku w tym okresie. Jednocześnie rodzące się pragnienie czułości i miłości powoduje poszukiwanie obiektów, które na te uczucia zasługują. Dla niektórych chłopców objawia się to funkcjonowaniem w dwóch związkach jednocześnie: w związku, w którym dochodzi do kontaktu seksualnego i który z tego powodu jest przez niego dewaluowany, i w związku, w którym o takich kontaktach nie ma mowy, a aseksualna partnerka ulega idealizacji.

Integracja tych dwóch aspektów seksualności, czyli kontaktów fizycznych i uczuciowości, w miarę rozwoju i zdobywania doświadczeń będzie przejawiać się jako zwiększająca się świadomość własnych pragnień seksualnych, jako ich akceptacja oraz jako zdolność do podejmowania dojrzałej decyzji, z kim i kiedy nastąpi ich realizacja. Integracja dokonująca się u progu dorosłości polega na traktowaniu bliskości fizycznej i emocjonalnej jako całości zbudowanej z różnych jakościowo i równoważnych elementów.

I tak chłopcy, a potem mężczyźni, próbują wydobyć od dziewcząt i kobiet wszystko, co wtłoczyli w ramy seksu, podczas gdy większość kobiet zredukowała seksualne pożądania do romantycznych pieszczot. Konsekwencją tego jest odczuwane przez mężczyzn wrażenie odtrącenia, co wywołuje u nich wściekłość, u kobiet natomiast charakterystyczne jest poczucie bycia ofiarą, co wyrażają w złości. Wtedy wszyscy czują się pokrzywdzeni, bo gdzieś po drodze gubimy to, co najprzyjemniejsze w zbliżeniu fizycznym, czyli rozkosz, relaks, poczucie intymności i spełnienie.

  1. Zdrowie

Naturalne sposoby na podwyższenie sprawności seksualnej

Dawanie siebie i przyjmowanie drugiej osoby w akcie miłosnym ma wymiar duchowy i energetyczny. Aby się do niego przygotować, a potem nie roztrwonić pozytywnej energii, potrzebujemy równowagi. (Fot. iStock)
Dawanie siebie i przyjmowanie drugiej osoby w akcie miłosnym ma wymiar duchowy i energetyczny. Aby się do niego przygotować, a potem nie roztrwonić pozytywnej energii, potrzebujemy równowagi. (Fot. iStock)
Obniżenie sprawności seksualnej i libido bardzo często jest skutkiem nie problemów zdrowotnych, lecz stresu i braku wypoczynku. Jak wrócić do formy i mile zaskoczyć ukochaną osobę – radzą eksperci medycyny naturalnej. 

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Człowiek, który kocha i jest kochany, a jego życie intymne należy do udanych, ma na ogół lepsze samopoczucie, rzadziej choruje i dożywa późnej starości. Dawanie siebie i przyjmowanie drugiej osoby w akcie miłosnym ma wymiar duchowy i energetyczny. Aby się do niego przygotować, a potem nie roztrwonić pozytywnej energii, potrzebujemy równowagi.

W osiągnięciu jej pomoże nam codzienna chwila medytacji. Zastanówmy się nad tym, kim jesteśmy, czego oczekujemy, co robimy, by zrealizować swoje cele. Pomyślmy, czy postępujemy godnie i nie ranimy innych. Jeśli tak – czas to zmienić. Pracujmy nad sobą i relacjami z partnerem, by miał poczucie, że jest kochany i rozumiany. W ten sposób będziemy wzmagać Wiatr (jeden z trzech elementów chi-shara-bagdana), który jest bardzo ważny w sferze intymnej, m.in. odpowiada za ruch substancji ingerujących (spermy, wydzielin) w organizmie oraz za orgazm.

Warto wiedzieć, że im mniej będziemy mówić o seksie, oglądać go (np. na filmach) i prowokować poprzez odkrywanie ciała, tym więcej będziemy o nim myśleć i zauważymy wzrost libido. Podobnie zadziała regularne jadanie produktów zawierających mangan, jod, magnez, żelazo, wapń i cynk. Swoim pacjentom  zalecam zabiegi akupunktury i moksoterapię, bo wzmacniają cały organizm i odblokowują meridiany. Polecam również stosowanie aromaterapii. Zapachy lawendy, róży, piżma rozpylone w powietrzu mają działanie stymulujące.

Masaż dla kobiet

Codziennie wieczorem przez siedem dni delikatnie wcieraj ciepły olej sezamowy w podbrzusze, krocze i pachwiny. Zabieg wykonuj po dziesięciominutowej ciepłej kąpieli z dodatkiem olejków zapachowych lawendy, róży i piżma. Masaż poprawi krążenie krwi w tych partiach ciała, doda energii i zrelaksuje.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Za pomocą leków homeopatycznych można odmłodzić układ hormonalny, co przełoży się na większe zainteresowanie seksem, a także powstrzyma przedwczesne starzenie się całego organizmu. Ważne są także działania profilaktyczne zmniejszające ryzyko rozwoju schorzeń narządów rodnych, m.in. torbieli jajników i przerostu prostaty.

Afrodyzjak w koktajlu

Zwiększą ochotę na seks i poprawią funkcjonowanie narządów rozrodczych. Pijemy je regularnie. Eliksir dla pań: 200 ml mleka sojowego, 100 g malin, figi, po łyżeczce siemienia lnianego, zarodków pszennych, po pół łyżeczki syropu z lukrecji, melasy trzcinowej lub miodu. Eliksir dla panów: 20 ml mleka ryżowego lub owsianego, 100 g czarnych jagód lub borówek, łyżeczka melasy trzcinowej, po pół łyżeczki sproszkowanego skrzypu i toniku z żeń-szenia, pół łyżki pestek dyni.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Ajurweda wiąże sprawność seksualną i poziom libido z tkankami reprodukcyjnymi, które nazywa shukra dhatu u mężczyzn i artava dhatu u kobiet. Jeśli niedomagają, tracimy zainteresowanie seksem. Najczęstszą tego przyczyną jest wysoki poziom stresu i niehigieniczny tryb życia. Terapię należy więc zacząć od nauki relaksu i zmiany codziennych nawyków.

Ajurweda zaleca ponadto ziołowe medykamenty i programy wzmacniające układ rozrodczy. Na przykład kurację migdałową: codziennie rano zjada się dziesięć migdałów bez skórki (trzeba je na noc namoczyć) lub wypija napój ze zmiksowanych dziesięciu migdałów bez skórki, filiżanki ciepłego mleka, łyżeczki ghee, łyżeczki naturalnego cukru i szczypty szafranu. Tym, którzy od migdałów wolą daktyle, proponujemy dziesięciodniową kurację daktylową: 10 daktyli zanurzyć w ghee, dodać łyżeczkę mielonego imbiru, 1/8 łyżeczki kardamonu, szczyptę szafranu. Składniki nakryć i trzymać w cieple dwa tygodnie. Zjadamy jednego daktyla zaraz po przebudzeniu.

Na deser przygotowujmy mus z pięciu startych jabłek doprawionych miodem, 1/8 łyżeczki kardamonu, szczyptą szafranu i kroplą wody różanej. (Uwaga! Sięgajmy po niego pół godziny po posiłku).

Dwa razy dziennie zażywajmy łyżeczkę mikstury ze startego świeżego imbiru i soku z cebuli (proporcje 1:1), a do potraw dodawajmy cebulę i czosnek. Warto także od czasu do czasu wypijać przed snem mleko czosnkowe (zmiksować filiżankę mleka, 1/4 filiżanki wody i ząbek czosnku, gotować na małym ogniu, aż zostanie filiżanka napoju).

Zalecam także regularne ćwiczenie jogi, która pomoże rozładować stres i pobudzić krążenie w narządach rozrodczych.

Naoliwione libido

Porady dla panów - przynajmniej raz dziennie masuj główkę penisa odrobiną oleju rycynowego i naciskaj przez 1–2 minuty punkt marma, który znajduje się w połowie żołędzi. Zażywaj trzy razy dziennie tabletkę Ashwagandhy, popijając dużą ilością wody. Kuracja powinna trwać 3–6 miesięcy.

Porady dla pań - raz dziennie masuj kość łonową olejem rycynowym i zażywaj ajurwedyjski suplement Elevation.