1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Pocałunki w pracy

Pocałunki w pracy

123rf.com
123rf.com
Całowanie ma wiele zalet: pomaga uwolnić się od stresu, wyzwala produkcję oksytocyny, a nawet jest formą fitnessu twarzy - przy najzwyklejszym całusie pracuje 12 mięśni, a przy bardziej namiętnym aż 29. Nic więc dziwnego, że nie brakuje chętnych do korzystania z dobrodziejstw pocałunków, także w pracy. 

Serwis rekrutacyjny MonsterPolska.pl przeprowadził ankietę na temat całowania się  z kolegą lub koleżanką z pracy w polskich firmach. Co z niej wynika?

Okazało się, że prawie co trzeci ankietowany przyznaje się do pocałunku z kolegą bądź koleżanką z pracy. 22% respondentów zdradziło, że doświadczyło tego więcej niż raz, 8% zrobiło to jednorazowo. Jednak nawet ci którzy nie całowali się w pracy, czasami o tym myślą - z badania wynika, że co szósty z nas od czasu do czasu odrywa się od codziennych obowiązków i główkuje, jak uwieść kolegę lub koleżankę z pracy. 45 % uczestników badania zadeklarowało stanowczo, że„nigdy” nie zdecydowało się na pocałunek ze współpracownikiem, a 10 % uznało pytanie  o całowanie w pracy jest nieodpowiednie, co - szczerze mówiąc - wcale nie oznacza, że za nieodpowiednie uznaje także samo całowanie...

Podobne pytanie również zadały swoim czytelnikom portale z rodziny Monstera w Czechach, Finlandii i na Węgrzech. Okazało się, że Polacy w porównaniu z innymi narodami są najmniej całuśni. O kilka procent całujących się w pracy wyprzedzają nas Finowie, przepaść powiększają Węgrzy, gdzie pocałunku ze współpracownikiem doświadczyło 50% badanych i na samym szczycie plasują się Czesi (57%). Może więc na gorące wakacje wcale nie trzeba będzie jechać na południe Włoch czy Hiszpanii – wystarczy czeska Praga? W pocałunkach w wyobraźni przodują z kolei Finowie - aż 60 % myślało o tym, żeby pocałować kolegę lub koleżankę z pracy, ale nie odważyło się tego zrobić. Nie bez powodu uważani są za ekstremalnych introwertyków! 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak mądrze krytykować? Informacja zwrotna zamiast krytyki

- W kontekście środowiska pracy lepiej jest mówić o informacji zwrotnej niż o konstruktywnej krytyce, bo samo słowo „krytyka” jest nacechowane mocno negatywnie - mówi Joanna Heidtman. (Fot. iStock)
- W kontekście środowiska pracy lepiej jest mówić o informacji zwrotnej niż o konstruktywnej krytyce, bo samo słowo „krytyka” jest nacechowane mocno negatywnie - mówi Joanna Heidtman. (Fot. iStock)
Czy krytyka w pracy jest w ogóle potrzebna? Nie, jeśli jest podana w nieodpowiedni sposób i w niewłaściwym momencie. Psycholog Joanna Heidtman radzi, jak ją przekazywać i przyjmować bez zbędnych emocji. 

Czy krytyka w pracy może być budująca? Nie, jeśli jest podana w nieodpowiedni sposób i w niewłaściwym momencie. Psycholog Joanna Heidtman radzi, jak ją przekazywać i przyjmować bez zbędnych emocji. 

Zazwyczaj mamy problem z tym, jak komuś powiedzieć, że zrobił coś źle albo zachował się nie tak. Nie mniejszy kłopot mamy z przyjmowaniem krytyki – często utożsamiamy ją z oceną siebie, a nie naszej pracy czy konkretnego zachowania. Szefowie używają zwrotu „konstruktywna krytyka”…
W kontekście środowiska pracy lepiej jest mówić o informacji zwrotnej niż o konstruktywnej krytyce, bo samo słowo „krytyka” jest nacechowane mocno negatywnie, nawet kiedy mówimy, że jest konstruktywna. Często obawiamy się informacji zwrotnej, ale jest ona jednak niezbędna: po pierwsze do dobrej współpracy ze sobą – tak z szefem, jak i współpracownikami – po drugie do rozwoju. Aby się jej nie obawiać, musimy się nauczyć ją dawać i przyjmować. A przede wszystkim nie wiązać całego procesu z silnymi emocjami.

Dlaczego tak często czujemy się dotknięci?
Posłużmy się metaforą ze świata techniki – jeśli jakiś system pracuje, to musi pobierać informacje z zewnątrz, jak mu idzie. Jeśli chcemy ustawić temperaturę w pokoju do danej wysokości, urządzenie będzie pobierać informacje z otoczenia, czy jest ona w danym momencie powyżej czy poniżej pożądanego poziomu, i dostosuje do tego swoją pracę. Analogicznie – informacje zwrotne potrzebne są nam, byśmy osiągali pożądany rezultat. Brzmi to dość prosto, jednak w praktyce obie strony angażują w tę komunikację zbyt wiele emocji – w końcu nie jesteśmy termostatami, tylko ludźmi!

Czego zatem potrzebujemy?
Zacznijmy od strony, która daje informację zwrotną – załóżmy, że w twoim zespole jest osoba, która często się spóźnia lub przynosi prezentacje z błędami, zaburzając pracę innych. Nie można tego tak zostawić, choć kusi, by nie psuć atmosfery w pracy zwracaniem uwagi. Unikanie tematu jednak źle wpłynie na efektywność i współpracę ludzi w zespole. Dlatego po pierwsze, musisz zbadać swoją intencję: Co mną kieruje? Co chcę powiedzieć? Po to, by nie „upuścić” negatywnej pary, nie karać nikogo. Jeśli czujesz, że towarzyszą ci silne emocje, odłóż tę rozmowę. Po drugie, gdy coś nie działa, mów o tym od razu. Jeśli ktoś nie otrzymuje przez długi czas żadnej informacji zwrotnej, to może uważać, że wszystko jest w porządku. Zwracając uwagę, dajesz mu szansę na zmianę, inaczej nie możesz mieć pretensji, że nic się nie zmienia. I jeszcze jedno – nie oczekuj od razu rewolucji. Zmiana może nie nastąpić szybko, co więcej, może nawet nie nastąpić wcale. Przyjęcie komunikatu nie jest równoznaczne ze zmianą zachowania.

Dlaczego?
Często powtarzam: przyjmuj każdą informację zwrotną tak, jakbyś dostawała prezent. Co z nim zrobisz – czy odstawisz na półkę, czy włożysz do szuflady, czy zaczniesz go używać – zależy już od ciebie. Dlaczego informacja zwrotna to prezent? Bo dowiadujesz się, jak cię widzą inni. To jedno ze źródeł wiedzy o samej sobie. Pamiętam, że kiedyś wypełniałam kwestionariusz, w którym miałam ocenić swoje zachowanie. Potem ten sam kwestionariusz wypełniała dla mnie grupa. Okazało się, że nasze oceny nie do końca się pokrywają. Do dziś uważam, że było to dla mnie cenne źródło informacji. Nie wszystkie informacje wzięłam pod uwagę, ale wiele z nich umożliwiło mi zmianę zachowania i polepszenia relacji z innymi. Poza tym ciekawie było spojrzeć na siebie z perspektywy innych. To wzbogaca.

Niezwykle istotna jest jednak forma podania informacji zwrotnej i intencja, z jaką to robisz. Jeśli przekażesz ją nieprawidłowo, zbyt emocjonalnie, uwalniając swój gniew, irytację lub agresję, to ktoś, kto ją otrzyma, nie tylko nie zmieni zachowania, ale nawet tej informacji nie przyjmie. Potraktuje ją zbyt osobiście (jako krytykę osoby, nie zachowania) i odrzuci na starcie.

Będzie słuchał, ale nie usłyszy?
Nie usłyszy, odrzuci, wyprze, a do tego wzbudzi złe emocje i nastawi się do ciebie negatywnie. Ralph Waldo Emerson mawiał: „To, jak do mnie mówisz, woła do mnie tak głośno, że nie słyszę, co do mnie mówisz”.

Ale w Polsce wciąż, choć pewnie to już się zmienia, wielu szefów wyłącznie krytykuje, pomijając zupełnie fakt, że pracownik robi coś dobrze, bo to oczywiste albo jest w zakresie jego obowiązków.
Niestety, zbyt często informacja zwrotna przekazywana jest nieprawidłowo lub też szef preferuje „zarządzanie przez telepatię”, tak jakby zakładał, że pracownik ma się domyślić, że robi coś nieprawidłowo. Nie przekazuje żadnej informacji zwrotnej, a potem karze pracownika, np. złą oceną pracy. To fatalny model, mam nadzieję, że coraz szersza edukacja menedżerska wyeliminuje go zupełnie. W wielu firmach pojawia się inna kultura organizacyjna – to moja obserwacja z ostatnich 10 lat pracy z menedżerami i zespołami pracowników. Coraz powszechniej uważa się, że informacja zwrotna udzielana na bieżąco jest konieczna, żeby iść do przodu i nie tworzyć dodatkowych problemów.

Dlaczego dopiero się tego uczymy? Co powoduje, że nie tylko nie umiemy przyjmować informacji zwrotnych, ale także ich dawać?
Proces wychowania? Często tak zachowują się w swoich relacjach rodzice. To znaczy nie informują się wzajemnie na bieżąco o tym, co ich boli i co im nie odpowiada w zachowaniu drugiej osoby (np. „To mi przeszkadza”, „Nie lubię kiedy…”, „Jest mi z tym źle, niekomfortowo, proszę, byś to zmienił…”), a potem pretensje gromadzą się i skutkują wybuchem uogólniającego: „Bo ty nigdy…, bo ty zawsze…, z tobą to się nie da wytrzymać”. Dziecko, które jest świadkiem takich sytuacji, potem może podobnie zachowywać się w swoim domu i w pracy. Tyle tylko, że informacja zwrotna nie może być podana tak, że zniszczy czyjąś samoocenę i wiarę w siebie. Kiedy słyszysz, że jesteś całkowicie do bani, to nie możesz niczego zmienić, co innego, gdy złe jest konkretne zachowanie, bo można je korygować, ku obopólnemu zadowoleniu.

To, o czym musimy jeszcze pamiętać przy informacjach zwrotnych – to miejsce i czas. Nie można ich przekazywać w biegu, przy okazji, na korytarzu czy w windzie. Nawet dobra informacja może być źle odebrana, jeśli zostanie podana w taki sposób.

O ile dla wielu z nas do przyjęcia jest, że szef może zwrócić uwagę pracownikowi, to w drugą stronę wydaje się to już niemożliwe. A przecież trzeba umieć powiedzieć przełożonemu, że przekracza granice, łamie zasady współpracy…
Informacja zwrotna ma działać w obie strony, jeśli współpraca ma się układać. Ale znowu wchodzi tu nasza kultura i założenie, że owszem, na szefa można narzekać we własnym gronie i znosić różne trudności, ale nikt nie decyduje się, żeby pójść i dać mu informację zwrotną, stworzyć szansę, by to zmienił. Zdarza mi się, że rozmawiam z grupą pracowników, którzy identyfikują jakiś problem związany ze stylem zarządzania, komunikowania czy oceniania przez szefa. Na moje pytanie: „Czy rozmawialiście z nim na ten temat?”, odpowiadają, że nawet nie przyszło im to do głowy. Często nam się tylko wydaje, że szef nie przyjmie informacji zwrotnej albo że zareaguje źle, negatywnie, wrogo. Nieprawda – jeśli tylko będzie opierała się na faktach i zostanie podana nie w tonie pretensji, to nawet jeżeli to trudna dla szefa sytuacja, a jego pierwsza reakcja będzie nerwowa – weźmie pod uwagę to, co mu powiemy. Co więcej, doceni fakt, że pracownicy przychodzą do niego, mówiąc otwarcie, z czym mają problem, a nie rozmawiają jedynie między sobą lub skarżą się na jego styl zarządzania do jego własnego przełożonego.

Jak w takim razie powiedzieć szefowi, że wiecznie nas krytykuje i zupełnie nie wiemy, co robimy dobrze, skoro wszystko robimy źle?
Warto wejść na wyższy poziom zaawansowania w dawaniu informacji zwrotnej, czyli dostosować ją do charakteru osoby, której ją dajemy. Szefami zostają zwykle ludzie nastawieni zadaniowo. Często mniej sprawni w budowaniu relacji i komunikacji. Podejmują decyzje, kierując się logiką, a mniej inteligencją emocjonalną. A informacja zwrotna jest związana i z umiejętnościami komunikacyjnymi, i z relacjami, w związku z tym dawana szefowi powinna być po pierwsze, krótka (nie może obfitować we wstępy i sięgać historią „do paleolitu”), i po drugie, dotyczyć jednego zachowania lub jednej grupy zachowań (nie może to być niekończąca się lista spraw i zachowań). Ma dotyczyć konkretnej sytuacji, która jest dla nas trudna (np. „Kiedy oceniasz naszą pracę, nie podając kryteriów tej oceny, to…”) i pokazywać konsekwencje tego zachowania, logikę przyczynowo-skutkową („…to gubimy się, próbując odgadnąć twoje oczekiwania”). Ostatnim elementem tak podanej informacji zwrotnej jest powiedzenie, czego byśmy chcieli, jakie są nasze oczekiwania (np. „chcielibyśmy, aby te kryteria były nam znane od początku, żebyśmy mieli szansę sami siebie poddać ocenie według tych kryteriów”). Podsumowując, w takiej informacji zwrotnej muszą zaistnieć trzy elementy – konkretne zachowanie, konsekwencje i oczekiwane, bardziej konstruktywne zachowanie.

Czy to uproszczenie, że z osobistym braniem do siebie informacji zwrotnych kłopot mają głównie kobiety? Czy rzeczywiście od płci zależy, jak do tych informacji podejdziemy?
Większe różnice wynikają z typu osobowości niż z płci. Typy mocno relacyjne, empatyczne, dla których relacje i ich temperatura, a także atmosfera w pracy są często ważniejsze niż sam efekt pracy, informację zwrotną potrafią przyjąć bardzo osobiście. W takich wypadkach lepiej sprawdzi się inny model podawania informacji zwrotnej, niż ten, który właśnie omawiałyśmy. Określa się go mianem „kanapki” lub „hamburgera”. Najpierw dajemy to, co pozytywne („Bardzo mi się podoba sposób, w jaki pracujesz z ludźmi nad tym projektem”, „Bardzo cenię sobie naszą współpracę ze względu na…”), następnie komunikujemy to, co jest do zmiany czy korekty („…to, o co prosiłabym cię, żebyś zmienił, to…”) i zamykamy kanapkę znowu czymś pozytywnym, ale autentycznym, nieudawanym (np. „Bardzo ci dziękuję za tę pracę. Jeżeli będziesz miał z tym jakikolwiek kłopot, to moje drzwi są zawsze otwarte, przyjdź, pomogę ci”). Zakończenie jest też elementem relacyjnym, motywacyjnym. To trudniejsze dla niektórych osób oraz trwa nieco dłużej. I działa tylko w wypadku ludzi nastawionych relacyjnie – jeśli taką „kanapkę” będziemy chcieli zaserwować zadaniowcom, usłyszymy zapewne: „Dobrze, już dobrze, skończ te wstępy i powiedz, o co chodzi”. Czyli: schowaj bułkę i daj mi mięsko (śmiech). Natomiast podanie osobom zorientowanym bardziej relacyjnie informacji w sposób zwięzły, krótki i niemal wojskowy skutkuje tym, że będą się niepokoić o to, co stało się z relacją – „OK, rozumiem tę logikę, ale co to za forma?! Coś się stało? Czy nie jestem już tu akceptowany?”.

Dlaczego tak istotne jest przekazywanie pozytywnych informacji zwrotnych?
Niektóre osoby nie czują potrzeby, by szef je chwalił, ponieważ same mają głębokie wewnętrzne przekonanie, że są w czymś dobre. Inni mogą jak najbardziej chcieć pozytywnej informacji zwrotnej. Nie pracujemy jedynie dla pieniędzy, ale dla poczucia satysfakcji, uznania, bycia potrzebnym. Naszym „paliwem” do pracy jest wewnętrzna motywacja, która może być podtrzymana przez pozytywną informację zwrotną. Kiedy czujemy się docenieni, jesteśmy gotowi do dodatkowego wysiłku. Dlatego apeluję do szefów, przyłapujcie ludzi także na robieniu rzeczy dobrze!

Dr Joanna Heidtman pycholog i socjolog, trener biznesu i coach. 

  1. Psychologia

Co oznacza pocałunek w usta, a co w czoło? Na czym polega ta subtelna sztuka wymiany czułości?

Pielęgnowanie sztuki pocałunku jest  ogromnie istotne dla relacji. (Fot. iStock)
Pielęgnowanie sztuki pocałunku jest ogromnie istotne dla relacji. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sposób, w jaki całujesz się z partnerem, wiele mówi o waszej relacji. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie tej subtelnej sztuki wymiany czułości. Czy technika ma znaczenie? Jak to robić, żeby najbardziej rozbudzić namiętność? W Światowy Dzień Pocałunku seksuolog Andrzej Depko opowiada o mocy zaklętej w ustach.

Sposób, w jaki całujesz się z partnerem, wiele mówi o waszej relacji. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie tej subtelnej sztuki wymiany czułości. Czy technika ma znaczenie? Co oznacza każdy pocałunek? Jak to robić, żeby najbardziej rozbudzić namiętność? W Światowy Dzień Pocałunku seksuolog Andrzej Depko opowiada o mocy zaklętej w ustach i o tym, co pocałunek mówi o mężczyźnie.

Co oznacza pocałunek w usta i dlaczego różne pocałunki są tak istotne dla relacji? Bo za ich sprawą do mózgu dociera szereg pozytywnych bodźców, które powodują uwolnienie oksytocyny odpowiedzialnej za budowanie przywiązania. Zatem od momentu, kiedy nasze usta się spotkają, bardziej się do siebie przywiązujemy. I odwrotnie – gdy w związku przestaje być miejsce czy czas na buziaki w usta, jest to wyraz tego, że odsuwamy się od siebie. Nasze życie intymne może trwać dalej, możemy pozwalać sobie na kontakt narządów płciowych, ale nie pozwalać sobie na bliskość ust.

Co oznacza pocałunek w usta i dlaczego różne pocałunki ewoluują wraz z relacją – od skradnięcia całusa, czyli muśnięcia się ustami, poprzez dłuższe pieszczoty wilgotnymi wargami, pocałunki z języczkiem, aż po długie, namiętne, głębokie wymiany czułości. Niektóre badania wykazują, że 90 proc. osób pamięta pierwszy pocałunek. Inne mówią, że kobiety lepiej pamiętają pierwszą parę butów. Wyniki są różne, bo zależą od doboru populacji. Doświadczenie pokazuje, że kobiety tak samo dobrze pamiętają pierwszy stosunek, jak pierwszy pocałunek. I w pozytywny sposób wspominają tego, z którym się pierwszy raz całowały, a gorzej tego, z którym przeszły inicjację seksualną. Pierwszy pocałunek pozostawia pozytywny ślad w pamięci, a z pierwszym stosunkiem bywa różnie.

Odwrócony i naciskowy

Każda kultura, która afirmowała bliskość erotyczną, wytworzyła typową dla siebie sztukę pocałunków, która sięga dużo dalej niż zwykły buziak w usta. Pierwszym pisemnym materiałem na ten temat jest Kamasutra, która wymienia ich osiem rodzajów, zależnych od kąta nachylenia głowy, ustawienia ciała oraz sposobów używania warg i języka. Co oznacza każdy pocałunek i czym może być całowanie? To nie tylko pieszczenie ust – ale również twarzy, uszów, szyi, okolic erogennych. I przy tym muskać można tylko wargami, z językiem, a także kąsać zębami. Można przygryzać dolną lub górną wargę, omiatać językiem przedsionek jamy ustnej albo penetrować gardło. Można też w różnym tempie i na różne sposoby językiem obracać. Kamasutra rozróżnia trzy podstawowe rodzaje pocałunków: prosty – gdy wargi kochanków znajdują się w bezpośrednim kontakcie, pochylony – gdy głowy skłaniają się ku sobie, i odwrócony – podczas którego partner odwraca głowę partnerki, trzymając ją za podbródek. Jeżeli w trakcie tych trzech wymienionych rodzajów pieszczot jedna osoba przyciśnie mocno dolną wargę, wówczas będzie to pocałunek naciskowy. Możliwe modyfikacje to mocny pocałunek naciskowy, czyli taki, gdy ujmujemy dolną wargę partnera w dwa palce, dotykamy językiem i naciskamy ustami, oraz spleciony – gdy jedno z partnerów chwyta wargami całe usta partnera. Jeżeli w jego trakcie zostaną dotknięte zęby, język lub podniebienie – to będzie to już tzw. walka języków. Z kolei gdy kobieta koncentruje się na dolnej wardze mężczyzny, a on na jej górnej, to jest to pocałunek górnej wargi.

Kamasutra podkreśla, że osoba unikająca pocałunków i niepoddająca się im, nie jest jeszcze gotowa do odbycia stosunku seksualnego, ponieważ pieszczoty ust i przytulenie budują świadome i pełne bycie razem oraz wzajemne przekazywanie ciepła i miłości. Biblia, podobnie jak Kamasutra, również wymienia osiem rodzajów pocałunków, tu są to: powitalny, pożegnalny, ojcowski, pojednawczy, powściągliwy, miłosny, ladacznicy i Judasza.

Co oznacza pocałunek w usta zależnie od kraju pochodzenia? Różne kultury w specyficzny dla siebie sposób kształtują społeczną ocenę całowania. U nas wymieniająca się publicznie czułościami para oburza już tylko niektórych, na Zachodzie raczej nie zwraca niczyjej uwagi, w Japonii takie zachowanie jest piętnowane jako brak dobrego smaku, a w państwach islamskich – jest surowo karanym występkiem. Z kolei w USA organizowane są maratony (obecny rekord Guinnessa wynosi 58 godzin i prawie 36 minut całowania się non stop).

Styl indywidualny

Czy można wypracować swój sposób całowania się? Nie tylko można, a nawet trzeba. Bo podczas zbliżenia ust spotykają się dwie osobowości i ujawniają się dwie różne ekspresje, które inaczej rozumieją to, co oznacza każdy pocałunek. I może okazać się, że ktoś, chcąc wyrazić swoje pragnienie, wpije się w partnerkę wargami, a ona, oczekując delikatnego muskania po twarzy, odbierze to jako zbyt napastliwe. On będzie szczęśliwy, że w końcu posmakował jej ust, i nie zwróci uwagi na to, że wywołuje w niej popłoch i chęć wycofania się. Ponieważ pierwszemu pocałunkowi wszyscy przypisujemy dużą wagę (jest on pierwszym przekroczeniem granic naszych ciał), u obydwojga zakochanych może pojawić się też duża doza nieśmiałości i z różnych powodów może być on nieudany.

Trzeba próbować różnych technik (z zaangażowaniem warg, języka, zębów) i rozwijać te, które nam przypadną do gustu. Ale przede wszystkim ważne jest, żeby określić, jaka długość i intensywność najbardziej nam odpowiada (zbyt przeciągnięty czy monotonny pocałunek przestaje być bodźcem pobudzającym). Pamiętajmy też o wzajemności – jeśli tylko podajesz swoje usta do całowania, partner może odczytać to jako brak zaangażowania. I o najważniejszym – o emocjach. Co oznacza każdy pocałunek na poszczególnych etapach relacji? Pamiętajmy o tym, że inaczej całujemy się na początku związku, inaczej po kilku latach trwania małżeństwa. W dłuższej perspektywie dużo ważniejsze od techniki jest pielęgnowanie relacji. Jeśli obciążenie pracą, przemęczenie i monotonia powodują, że emocje stygną, nasze całusy powszednieją i zaczynamy się mechanicznie cmokać, decydując się jedynie na szybki buziak w usta. A wtedy pojawia się ryzyko, że z powodu oddalenia z partnerem pocałunek z kimś innym obudzi uśpione pragnienia. Taki bodziec może stać się początkiem romansu i końcem naszego związku. Dlatego dbajmy o siebie, przytulajmy się i całujmy, żeby podtrzymywać poziom oksytocyny i tym samym przywiązania.

Ćwiczenie uważności

Zasada obustronności działa i tu – przyjemność czerpie zarówno ten, kto jest całowany, jak i ten, kto całuje. Bo ma on kontakt z upragnionymi częściami ciała drugiej osoby i w ten sposób daje wyraz swojej fascynacji. Najlepiej jest, gdy usta zawędrują w okolice erogenne. Kobieta (w przeciwieństwie do mężczyzny) ma te obszary rozmieszczone po całym ciele i wielu może nie być świadoma. Dopiero pobudzona przez partnera odczuje pierwszy prąd przyjemności w tym miejscu. Dlatego dobrze jest śledzić sygnały, jakie wysyła nam ciało drugiej osoby. Wtedy możemy zinterpretować, co pocałunek mówi o mężczyźnie bądź kobiecie, a następnie odpowiednio i skutecznie zadziałać – polizać, possać gdzie i kiedy trzeba. Żebyśmy oboje byli szczęśliwi i spełnieni.

  1. Styl Życia

Namiętnie, żarłocznie czy zdawkowo - jak i gdzie całować?


Całowanie to jedna z najważniejszych i najprzyjemniejszych czynności w życiu. (Fot. iStock)
Całowanie to jedna z najważniejszych i najprzyjemniejszych czynności w życiu. (Fot. iStock)
Bardzo namiętny pocałunek może dać więcej przyjemności niż niejeden „szybki numerek”. Dziś Światowy Dzień Pocałunku - to dobra okazja do uważnego celebrowania tej uskrzydlającej czynności. 

Częste pocałunki potrafią zdziałać cuda. Korzyści? Jest ich wiele: spalanie kalorii, wzmacnianie mięśni twarzy, zwiększenie odporności…  Również dzięki pocałunkom możemy wybrać odpowiedniego partnera. Co więcej, regularne całusy powodują, że kobiety często czują się bardziej atrakcyjne i pożądane, a ich partnerzy/partnerki wydają się znacznie bliżsi i wzbudzają większe zaufanie. Mimo wszystko są wśród nasi tacy, którzy nie przepadają, a wręcz nie lubią się całować. Błąd! Bardzo namiętny pocałunek może dać więcej przyjemności niż niejeden „szybki numerek”.

Całować można: łagodnie - rozpoczynając nowy dzień, zdawkowo - przed wyjściem do pracy, żarłocznie - przed pójściem spać czy romantycznie - podczas spokojnej kolacji we dwoje. Istnieje wiele rodzajów pocałunków, które sprawiają rozkosz, niezależnie od tego, czy całujemy się z wieloletnim partnerem, czy też z nowo poznanym kochankiem.

 Możemy wyróżnić kilka metod całowania. Wybrałam kilka:

  • à la lizus - podczas całowania liżemy język, podniebienie partnera. Ważne, by unikać niechlujnego wpychania języka byle gdzie;
  • à la motyl – delikatne muskanie ustami i rzęsami;
  • à la przyssawka – czule przylegamy całą powierzchnią naszych ust
  •  à la gryzoń – subtelne przygryzanie języka zębami vs. mocne gryzie – w zależności od upodobań partnerów;
  • à la cmokas – suchy, szybki, niezobowiązujący, pełen sympatii buziak;
  • à la zwilżacz – precyzyjne przesuwanie się językiem po konturach ciała.
Tradycyjne całowanie to głównie muskanie ust partnera. Jednak przyjemniejszymi i bardziej zaawansowanymi lekcjami są pocałunki okolic ucha, zwłaszcza jego koniuszka ( pieszczota lubiana zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn), i całowanie szyi, pleców, brzucha (przebój większości pań) lub okolic intymnych (bezwarunkowo pierwsze miejsce wśród panów).

Po ciemku, eksperymentalnie, przy świadkach, łapczywie – form całowania jest nieskończenie wiele. Najważniejsze są: kreatywność, aktywne ćwiczenia i.. chemia, która powstaje między dwojgiem ludzi. To ona powoduje, że czasami wystarczy jeden długi, ponętny pocałunek, by dana osoba pozostała w naszej pamięci na zawsze!

  1. Seks

Poplotkujmy o seksie

Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
W babskim gronie plotkuje się cudownie. O znajomych, dzieciach, pracy, modzie… O seksie? A jakże! Aby czerpać z tych zwierzeń jak najwięcej radości, dobrze jednak nie mówić za dużo.

Psychologowie nie mogą się nachwalić kobiecego upodobania do zwierzeń. Podkreślają, że dzięki intymnym rozmowom z przyjaciółkami kobiety rzadziej lądują na kozetce u terapeuty. Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość.

– Przegadując różne problemy, przekonujemy się, że na wszystko można spojrzeć z odmiennej perspektywy – potwierdza Anna Gawkowska, psycholog i terapeutka. – A to wzbogaca nas, nasz świat i poszerza spektrum jego przeżywania.

A jeśli tematem pogaduszek staje się rzecz tak intymna jak seks? Koleżanka płynnie przechodzi od problemów w pracy do narzekania na oziębłość partnera albo opowiada z detalami o wczorajszej szalonej nocy… Jak zareagować? Odwzajemnić jej otwartość? A może skierować rozmowę na inne tory?

Pięć razy „tak”

– Na pytanie, czy rozmawiać o seksie w gronie przyjaciółek, odpowiadam: oczywiście, że tak! – mówi psycholog. – Ale radzę, by opowiadać tylko o sobie. Co lubisz, czego nie lubisz; jakie masz fantazje, jakie doświadczenia; czego się boisz, co cię pociąga, a co niepokoi. Wtedy pozostaniesz lojalna wobec swojego partnera, a jednocześnie będziesz mogła skorzystać z wszystkich profitów, jakie płyną z takich pogaduszek.

A jest ich sporo…

1. Przełamują tabu

Większość z nas pochodzi z rodzin, w których się o seksie nie rozmawiało. W niektórych nawet rodzice się nie przytulali na oczach dzieci. Jeśli zostałaś wychowana w atmosferze seksualnego tabu, prawdopodobnie masz ogromne problemy z odkrywaniem, nazywaniem i ujawnianiem swoich cielesnych potrzeb. Rozmawiając z przyjaciółkami o seksie, oswajasz ten temat, uczysz się otwartości, przełamujesz opór przed rozmowami na łóżkowe tematy.

– Plotkując o seksie, nabierasz swobody w tym temacie oraz ćwiczysz słownictwo. Pozwoli ci to później lepiej komunikować się z partnerem – uważa Anna Gawkowska. – Wiele kobiet zwykle nie wie, jak ubrać w słowa swoje sugestie czy uwagi, tym bardziej że właśnie z partnerem rozmawiać jest najtrudniej – boisz się odrzucenia albo tego, że on poczuje się zraniony. Im większy ładunek emocjonalny, tym gorzej dla takich rozmów. Z przyjaciółką jest prościej: ona wysłucha, zrozumie, przytuli. I – co chyba najważniejsze – pomoże nazwać problem.

2. Dostarczają wiedzy

Opowieści przyjaciółek są nieocenionym źródłem wiedzy o seksie. Bo skąd masz ją czerpać? Filmy? Literatura? Przedstawiają zbyt wyidealizowany obraz erotyki. Pornografia? Jednowymiarowa, bo nakierowana głównie na mężczyzn. W dodatku pokazuje fizjologiczną i psychologiczną nieprawdę. Poradniki? Czemu nie, tyle że to nadal martwy przekaz, nie możesz o nic dopytać. – Poza tym poradniki opowiadają o anonimowych osobach, a przyjaciółki o sobie, czyli o kimś realnym, kogo znasz i do kogo możesz odnieść swoje zachowania czy uczucia – dodaje Gawkowska. Relacja innej kobiety bywa na wagę złota.

3. Oswajają lęki

Twój partner ma wybujałe libido. Zaczynasz się więc obawiać, czy nie jesteś oziębła. Ale kiedy usłyszysz od przyjaciółek, że w ich związkach jest podobnie – poczujesz ulgę, pomyślisz: „nie jestem sama”.

– Nie ma nic gorszego, niż żywić jakąś obawę czy lęk i dźwigać je w samotności – mówi psycholog. – Tym bardziej że seks to dziedzina, która w dużym stopniu wpływa na naszą samoocenę. Gdy przeżywasz wątpliwości tylko wewnątrz siebie, one ogromnieją. Skonfrontowane z życiem innych, nabierają właściwych proporcji.

4. Podsuwają rozwiązania

Przyjaciółki mogą podpowiedzieć, jak one sobie z czymś radzą, na przykład jak tłumaczą partnerowi, co je najbardziej kręci, a co nie, nie raniąc przy tym jego dumy i nie zrywając bliskości. Albo co dodają do sypialnianego repertuaru, żeby znów się zrobiło ciekawie. I często podrzucają rozwiązania, na które sama byś nie wpadła.

5. Otwierają na nowe

Rozmowy to także krok w kierunku większej swobody w łóżku: pomagają przesuwać granice. Na przykład mąż namawia na seks oralny, a żona uważa, że to nie mieści się w pojęciu „normalny seks”. Jeśli podzieli się swoim oporem z koleżanką, może od niej usłyszeć: „Ja to uwielbiam, ale musiałam się przekonać”. I jeśli nawet nasza bohaterka nie zgodzi się od razu ochoczo na propozycję męża, to na pewno zacznie myśleć: „A więc to nie jest zboczenie, ludzie się tym cieszą”.

– Pod wpływem zwierzeń innych kobiet zaczynasz patrzeć na nowe pełna ciekawości, a nie obaw. Zastanawiać się nad nowymi sposobami dostarczania sobie nawzajem rozkoszy – tłumaczy Anna Gawkowska. – W sytuacjach, w których kiedyś automatycznie mówiłaś „nie!”, myślisz: „a może?”. Zaczynasz inny etap: najpierw próbujesz. Nie odmawiasz już dla zasady, ale wtedy, gdy coś ci się rzeczywiście nie spodoba.

Ostrożnie z radami

W intymnych zwierzeniach kryją się jednak i pułapki. Pierwszą z nich jest groźba, że seks z partnerem – w zestawieniu z opowieściami koleżanek – niesłusznie zacznie ci się wydawać nudny.

– Powszechnie wiadomo, że jednym z powodów niezadowolenia z życia jest skłonność do porównywania się z innymi – ostrzega psycholog. – Mam coś, co wydaje mi się fajne. Ale cóż to? Koleżanka ma fajniejsze! I już moje wydaje mi się mniej atrakcyjne, przestaje cieszyć. To dotyczy także seksu. Nie dość, że media kreują nierealne wzorce idealnego kochanka i kochanki, to presja dorównania lub nawet przebicia doświadczeń przyjaciółek może popsuć całą przyjemność uprawiania seksu.

Uważaj też, kogo obsadzasz w roli punktu odniesienia. Bo jeśli swoje obawy powierzasz dość pruderyjnej koleżance, prędzej dodatkowo cię w nich utwierdzi, niż je rozwieje, a nawet wepchnie w irracjonalne poczucie winy czy wstydu. Z drugiej strony zbyt wyzwolona powierniczka może zacząć cię przekonywać do eksperymentu, na który w ogóle nie będziesz miała ochoty, no ale jak tu dyskutować z „ekspertem”?! Zresztą, z radami bywa tak, że najtrafniejsze są w stosunku do osoby, która ich udziela. – To, co sprawdziło się w innych związkach, nie musi zadziałać w twoim – ostrzega Gawkowska. – Każdą radę warto przefiltrować przez to, jaka jesteś, jaki jest twój związek, twój partner oraz czego chcesz w łóżku.

Wszyscy mamy swoje upodobania i wszystkie są jednakowo dobre, musisz tylko zastanowić się, które są odpowiednie dla ciebie.

Bohater drugoplanowy

Nie przesadzaj z uskarżaniem się na partnera w gronie koleżanek. Zwłaszcza takich, które go znają! Może się bowiem okazać, że twoje opowieści wpłyną na sposób, w jaki będą go postrzegać.

– Jeśli zbyt często opowiadasz, że jest kiepski w łóżku, za mało czuły, nieudolny lub, co gorsza, relacjonujesz ze szczegółami jego niepowodzenia – znajome zaczną widzieć twojego męża czy chłopaka jako skończonego fajtłapę i darzyć mniejszym szacunkiem także w innych dziedzinach życia – mówi Anna Gawkowska.

„Może zamiast negatywów skupić się na pozytywach” – myślisz. – „Cóż złego w tym, że pochwalę się wirtuozerią mojego kochanka w gronie wspólnych przyjaciółek?”. Bądź ostrożna, bo zbyt częste opowiadanie o waszych łóżkowych wyczynach niepotrzebnie zbuduje wokół twojego ukochanego erotyczną atmosferę. W konsekwencji niejedna przyjaciółka może spojrzeć na niego innym, łaskawszym okiem.

I nie ufaj bezgranicznie kobiecej dyskrecji. Zwłaszcza jeśli twoje przyjaciółki to jednocześnie żony kumpli twojego partnera! Nawet proszone o dyskrecję, mogą nie oprzeć się pokusie powtórzenia twoich rewelacji swoim mężom albo nawet palnąć jakieś głupstwo w obecności twojego ukochanego. Jak pewna kobieta, która po kilku drinkach żartem powiedziała do męża znajomej „o, samochód też masz malutki…”. Towarzystwo wybuchło śmiechem, a mąż obraził się śmiertelnie. Na żonę na długo, na jej przyjaciółkę na zawsze.

– Ujawnianie intymnych szczegółów na temat twojego związku i partnera bywa ryzykowne – mówi Anna Gawkowska. – W końcu jest to coś, co powinno być waszą prywatną sprawą i nie wykraczać poza próg sypialni. Zwłaszcza zdradzanie łóżkowych wpadek kochanka świadczy o nielojalności wobec niego. Dlatego zawsze z dużym wyczuciem opowiadaj o problemach, które nie dotyczą tylko ciebie samej.

W męskiej szatni

Kobiety, rozmawiając o seksie, zwykle mówią prawdę, bo w takich rozmowach poszukują bliskości. Są też przeważnie na tyle wstydliwe, że poruszają temat, kiedy naprawdę potrzebują pogadać. Mężczyźni odwrotnie: o seksie rozmawiają z łatwością. I jest to ich ulubione pole do głoszenia własnej chwały. Szczycą się ilością, różnorodnością i częstotliwością kontaktów seksualnych. Lubią być podziwiani i by im zazdroszczono. Często, by nie stracić w oczach kolegów, chcą się wykazywać osiągnięciami, nawet jeśli nie są prawdziwe. Trudniej też przychodzi im rozmawianie o problemach w łóżku. Mężczyzna prędzej pójdzie po leki do specjalisty, niż przyzna się kumplowi do swojej niemocy.

  1. Seks

Pierwszy seks po traumie. Rozmowa z psychoterapeutką Agnieszką Czapczyńską

Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Rana po doświadczeniu przemocy seksualnej boli długo. Gdy uda się ją względnie opatrzyć, pojawia się potrzeba zbudowania bezpiecznego związku. O tym, jak (i czy w ogóle) rozmawiać o dawnej traumie z nowym partnerem, mówi psychoterapeutka Agnieszka Czapczyńska.

Gwałt potrafi na bardzo długo zamknąć nas na jakąkolwiek bliskość z drugim człowiekiem. Po czym poznać, że jest się już gotową?
U osób, które przeżyły traumę gwałtu, pojawia się pewien rodzaj ambiwalencji: z jednej strony jest potrzeba bliskości, chęć posiadania związku, z drugiej strony występuje lęk. Jeśli reakcja awersyjna jest bardzo silna, to poziom lęku związany ze zbudowaniem nowej relacji jest bardzo wysoki.

Od wielu lat pracuję w grupie wsparcia kobiet doświadczających różnych form przemocy, nie tylko seksualnej, ale to właśnie w tej grupie jest najwięcej singielek. Kiedy lęk wygrywa, wybieramy bycie samą.

Samotność wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem, bo daje poczucie bezpieczeństwa. Jakie sygnały oprócz lęku i awersji mogą świadczyć o tym, że to wciąż otwarta rana?
Jeżeli po doświadczeniu przemocy seksualnej rozwinął się zespół stresu pourazowego, to rana zawsze jest otwarta i sama się nie zagoi. O PTSD możemy mówić jako o stałym rozregulowaniu układu nerwowego. Symptomami są: wspomniana reakcja awersyjna, stała reakcja czujności, autoagresywne myśli, których nie można zatrzymać, flashbacki, czyli wracające obrazy traumy, którym towarzyszą odczucia w ciele, jakby działo się to tu i teraz. Poza tym pojawia się dysregulacja cyklu snu, dysregulacja emocji – albo odcięcie od nich, albo zalewanie się nimi, oraz silnie obniżone poczucie własnej wartości. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, często nawet nie wiedzą, że mają PTSD. Ich stan jest diagnozowany jako depresja czy zaburzenia osobowości. Tymczasem źródłem wszystkiego jest trauma i właśnie zespół stresu pourazowego.

Statystyki mówią, że przy przemocy fizycznej, zwłaszcza tak drastycznej jak gwałt, PTSD rozwija się u 70–90 proc. kobiet. Dla porównania, w wyniku wypadków samochodowych – u 30 proc.

Rozumiem, że przy odpowiednim wsparciu rana może się zagoić?
Wierzę, że można się wyleczyć. Po doświadczeniu traumatycznym przez kilka tygodni występuje reakcja adaptacyjna. Układ nerwowy usiłuje dojść do równowagi po drastycznym przeciążeniu. To jest normalne i należy dać mu szansę. U części osób te symptomy z każdym tygodniem zaczynają słabnąć i w miarę upływu czasu powraca równowaga psychiczna. Natomiast jeśli symptomy utrzymują się dłużej, to oznacza, że układ autoregulacji nie dał rady i potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Nowoczesne metody terapii, takie jak EMDR, Somatic Experiencing, Brainspotting czy TRE rozładowują napięcie na poziomie układu nerwowego, czyli tam, gdzie nastąpiło główne zaburzenie. Stosuje się też pracę w nurcie behawioralno-poznawczym dopasowanym do pracy z traumą. Wszystkie te podejścia są skuteczne. To znaczy doprowadzają osobę do momentu, w którym zostaje pamięć doświadczenia, ale nie towarzyszy jej pobudzenie ani dyskomfort. Pozostaje wspomnienie, które nie wyrzuca z „tu i teraz”, nie powoduje silnych emocji i nie wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości.

Warto pamiętać, że przy traumie na poziomie poznawczym budują się przekonania, które są bardzo negatywne i destrukcyjne, typu: „To moja wina”, „Mogłam się obronić”, „Jestem słaba”, „Świat nie jest bezpieczny”. Te przekonania były sposobem rozumienia sytuacji w momencie gwałtu, ale są w większości irracjonalne. Przez skuteczną terapię traumy rozumiem taką, która sprawia, że doświadczenie przestaje niszczyć i buduje potraumatyczną siłę. Kobieta wychodzi z poczuciem mocy i przekonaniem: „Przetrwałam, dałam radę”, „Zrobiłam wszystko, co mogłam, „Jestem OK taka, jaka jestem”.

Droga od „Mogłam się obronić” do „Zrobiłam wszystko, co mogłam” jest długa. Sam czas nigdy nie uleczy rany?
W przypadku traumy powiedzenie, że czas goi rany, jest mitem. Możemy się od niej odciąć, omijać szerokim łukiem, włączać różnego rodzaju mechanizmy obronne, które nas dysocjują, dzięki którym nie będziemy czuły jakiejś części siebie, ale prędzej czy później to się ujawni. Życie w zamrożeniu, odcięciu od swojego ciała jest dewastujące, ponieważ żyjemy kawałkiem siebie. Reszta jest odcięta. Nie mamy dostępu do emocji, czucia na głębokim poziomie, żyjemy jakby za szybą.

Czy w budowaniu nowej relacji ma znaczenie, kim dla ofiary był sprawca i kiedy doszło do przemocy seksualnej?
W mojej wieloletniej pracy tylko raz spotkałam się z przypadkiem gwałtu na ulicy. 99,9 procent przypadków przemocy seksualnej odbywa się w relacjach pozornie bezpiecznych. Sprawcami są znane ofiarom osoby, zaprzyjaźnione z nimi, które nawet jeśli znały je tylko kilka godzin, to zdążyły wzbudzić sympatię i zaufanie. Traumy seksualne, do których doszło w dzieciństwie, kiedy kształtowała się nasza tożsamość, mocniej wkraczają w całą strukturę osobowości, stają się bardziej wrośniętą, integralną częścią poczucia, kim jesteśmy. Jeżeli doświadczyłyśmy traumy w szóstym roku życia i od tego czasu lęk towarzyszy nam codziennie, to mając 35 lat, myślimy o sobie: „Jestem lękowa, taka się urodziłam”. Mamy taki obraz siebie, choć on nie jest prawdą.

Jak fałszywy obraz siebie wpływa na późniejsze budowanie relacji?
Jeśli dziewczynka wyrasta na kobietę, która ma poczucie bycia niewartościową, bo trauma zaniża poczucie własnej wartości – ma wysoki poziom lęku, silną reakcję unikania, nie jest w stanie być niezależna i samodzielna w różnych obszarach życia. Kobieta niewierząca w swoje siły łatwo znajdzie sobie opiekę partnera dominującego. Czasem to dobry wybór, czasem zwiększa ryzyko, że odtworzy sytuację przemocy w kolejnym związku. Może budować różne relacje zależnościowe i trudniej jej będzie się bronić.

Traumy różnią się nie tylko czasem powstania, ale też częstotliwością – czy były jednorazowe, czy wielorazowe. Z jednorazowym doświadczeniem traumatycznym, czyli na przykład gwałtem na randce, można uporać się szybciej. Terapie metodami, o których wspomniałam, polegają na rozładowaniu energetycznym w ciele trudnego doświadczenia i przynoszą bardzo szybko pożądane efekty na poziomie fizycznym i w sferze poznawczej, czyli w budowaniu pozytywnych przekonań na swój temat. Transformacja przez ciało jest dużo szybsza niż przez umysł i terapię narracyjną, może zamknąć się w 10–15 sesjach. Natomiast gwałt w małżeństwie nigdy nie jest jednorazowym doświadczeniem. To jest trauma złożona, proces leczenia jest długi, ponieważ doświadczenie miało czas wrosnąć w strukturę osobowości, myślenie o sobie, sposób funkcjonowania. Wzorzec utrwalał się przez lata.

Załóżmy, że kobieta po traumatycznych doświadczeniach jest gotowa na nowy związek. Czy powinna poinformować o nich nowego partnera?
Na pewno do niczego nie należy się zmuszać. Warto wyznać partnerowi prawdę z jednego powodu: jeśli nie będzie rozumiał pewnych naszych reakcji, może pomyśleć, że są one skierowane przeciwko niemu, co nie będzie służyło budowaniu więzi. Przypuśćmy, że w trakcie intymnego zbliżenia nagle wróci mi pamięć trudnego doświadczenia i zacznę płakać, stanę się agresywna albo cała zesztywnieję – dobrze by było, by partner, z którym jestem, rozumiał, co się ze mną dzieje. W przeciwnym razie może się przestraszyć i zachowywać obronnie. Z drugiej strony dzielenie się tak intymną i bardzo delikatną częścią siebie wymaga zaufania. Powinnyśmy mieć poczucie, że osoba, której to mówimy, nie wyśmieje nas, nie odwróci się na pięcie, nie przestraszy się, nie zminimalizuje problemu. W relacji potrzebujemy czuć się bezpiecznie, musimy wiedzieć, czy ta osoba jest godna zaufania i czy to jest właściwy moment. Uważam, że warto mówić o trudnej przeszłości, tylko trzeba to robić w bezpieczny dla siebie sposób.

Bezpieczny, czyli jaki? Jakich użyć słów? Jak rozpocząć rozmowę?
Każdy trudny temat w relacji warto jest poruszać w spokojnej atmosferze. Gdy jesteśmy w silnych emocjach, nie panujemy nad słowami, więc łatwo o zranienie. Poważne rozmowy wymagają maksymalnie bezpiecznej przestrzeni, warunków i czasu. Nie oczekiwałabym, że w trakcie jednej rozmowy powie się wszystko. Można dać znać, że miało się trudne doświadczenie i ono wpływa teraz na relację z partnerem. Można zacząć od ogólników. Jeśli poczujemy się bezpiecznie, zobaczymy, że to jest przyjęte we właściwy sposób, to możemy otworzyć się bardziej.

Co znaczy właściwy? Jakiej reakcji można się spodziewać?
Właściwa reakcja partnera to reakcja empatyczna. Może on doświadczyć mnóstwa emocji: smutku, żalu, poczucia winy, chociażby dlatego, że przynależy do gatunku sprawców. Może pojawić się poczucie wściekłości na sprawcę. Te reakcje są bardzo OK.

Niepokojącym sygnałem są oskarżenia typu: „To była twoja wina, po co tam szłaś”, deprecjonowanie: „Daj spokój, co tam będziesz wspominać, skoro to było lata temu”, wyśmiewanie: „Jesteś histeryczna, chodź, przytulimy się, to wszystko minie, ja cię uleczę”. Te reakcje nie są empatyczne. Ale nie oznaczają, że mężczyzna jest złym człowiekiem, możliwe, że nie ma pojęcia, jak wspierać partnerkę. Uważam, że partnerzy, którzy tworzą lub chcą stworzyć związek z kobietą, która przeżyła przemoc seksualną, mogliby o tym trochę poczytać. Polecam zwłaszcza książki „Obudźcie tygrysa” Petera Levine'a oraz „Strach ucieleśniony” Bessela van der Kolka. Albo jednorazową konsultację, żeby dowiedzieć się, jak mają wspierać swoją partnerkę.

Może pani w kilku zdaniach wypunktować, jak wspierać kogoś po takim wyznaniu?
Po pierwsze, empatycznie słuchać, nie komentować, nie podważać. Po drugie, spytać, w jaki sposób można jej towarzyszyć, czego od nas potrzebuje, zapewnić ją, że jesteśmy po jej stronie, mówiąc na przykład: „To nie była twoja wina”. Po trzecie, motywować ją do terapii.

Ile czasu partner może potrzebować na oswojenie się z informacją o takim kalibrze?
Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest w stanie pogodzić się do końca z tym doświadczeniem. Nie spodziewam się, że partnerowi będzie łatwo z tym żyć. Nieuleczona trauma ma taką właściwość, że przypomina nierozbrojoną bombę. Jest w nas, ciągle tyka i co jakiś czas wybucha w postaci intruzywnych myśli, przerażających wspomnień, zalewających uczuć lęku, smutku, złości. Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Więc nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, przyjmie do wiadomości i zrozumie, nie sądzę, by był w stanie stać się neutralny, ponieważ te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać.

A jeśli ucieknie po samym wyznaniu – warto walczyć o taki związek?
Zarówno zamrożenie i brak emocji, jak i silna reakcja emocjonalna na taką wiadomość są całkowicie normalne. Może zdarzyć się, że partner nie potrafi tego udźwignąć, pomieścić w sobie tej ilości bólu. Jeśli obie strony widzą, co się z nimi dzieje, i mają wolę rozmowy, walki o związek, to zawsze jest szansa na przetrwanie tego kryzysu. Gwałt to doświadczenie, w którym mężczyzna niszczy życie kobiety, ale też życie innych mężczyzn – brata, ojca, partnera, syna. Przechodzimy przez to razem, niezależnie od płci.

Jednak lęk przed tym, że on odejdzie, zwłaszcza na początku relacji, może być większy niż chęć wyznania…
Ale on może odejść także dlatego, że mu nie powiesz. Trudno jest wytrzymać z osobą, która przeszła traumę i utrzymuje to w tajemnicy. To doświadczenie niszczy relację. Gdy rozumiemy to, co się z nami dzieje, i zostaje to nazwane, przynajmniej jesteśmy świadomi przyczyny takiego zachowania i wiemy, co z tym możemy zrobić.

Pierwszy seks po takim wyznaniu może być pełen obaw z obu stron.
Terapia służy odklejeniu doświadczenia seksu od poczucia zagrożenia i ponownemu połączeniu go w naszym umyśle z przyjemnością, bliskością i radością. Na pewno kolejne zbliżenie będzie wymagać uważności, delikatności i uczenia się siebie na nowo. W miejscu, w jakim byłyśmy zranione, zawsze będziemy bardziej delikatne, ostrożne.

Po traumie mamy skłonność do dysocjacji, więc wszystkie praktyki, które ściągają uwagę do bycia w teraźniejszości i czucia w ciele, są dobre. Zachęcam do terapii i różnego rodzaju praktyk budujących obecność w ciele, połączenia body-mind, czyli medytacji mindfulness, dowolnych technik medytacyjnych, jogi czy tai-chi.

Może zdarzyć się tak, że opowiedzenie o traumie nie chce przejść przez gardło. Czy ktoś może nas w tym wyręczyć?
Jeśli trudno jest powiedzieć to wprost, szukajmy sposobów, żeby to stało się możliwe. Miałam takie przypadki, że partnerzy albo członkowie rodziny przychodzili na sesję wspólnie z moją pacjentką, żeby w obecności osoby neutralnej porozmawiać o doświadczeniu gwałtu. W moim odczuciu przynosiło to dobre efekty. Sama terapia traumy jest terapią indywidualną, nie zabieramy na nią towarzysza.

A czy mówić o gwałcie innym? Matka – córce, córka – matce?
Nie mówiłabym nastoletniej córce, ale dorosłej – być może tak. Po to, by zrozumiała, co się ze mną dzieje, albo żeby sama lepiej rozumiała swoje odczucia, bo czasem trauma jest raną transgeneracyjną, poczucie zagrożenia może się przenosić z pokolenia na pokolenie. Jeśli trauma dotyczy dziecka, zawsze trzeba powiedzieć bezpiecznemu dla siebie dorosłemu, na przykład mamie. Bo ktoś musi udzielić pomocy. U moich pacjentek, które były ofiarami gwałtu, a po stronie których stawała matka czy ojciec, często następowała spektakularna poprawa.

Czy taka rozmowa może być formą terapii dla kobiety? Czy przeciwnie, niechcący otworzy drzwi do nieprzepracowanych emocji?
Ujawnienie tajemnicy, o ile zostanie właściwie przyjęte przez otoczenie, zwykle daje dużo ulgi. Oczywiście może otworzyć pamięć starych doświadczeń i być równocześnie bolesne. Z drugiej strony potrzebujemy uwolnić swój ból, może nawet szczególnie ten, który nosimy latami. Stara rana otwiera się, płyną łzy - jest to nieprzyjemne, ale tak działają mechanizmy samoregulacji. Ciało jest mądre i próbuje pozbyć się wewnętrznego napięcia. Warto pamiętać, że emocje wracają nie dlatego, że jesteśmy „uszkodzone”, ale dlatego, że ciało chce uzdrowić się z traumy. Ona jest stałą częścią ludzkiego życia, była obecna zawsze i nasze ciało jest w pełni wyposażone w mechanizmy powrotu do zdrowia.

Agnieszka Czapczyńska, psychoterapeutka, superwizorka w obszarze przeciwdziałania przemocy IPZ PTP, prowadzi Ośrodek Rozwoju Osobistego i Psychoterapii „Radość Bycia”, www.radoscbycia.com.