1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Molestowanie: Bez winy i wstydu

Molestowanie: Bez winy i wstydu

fot. iStock
fot. iStock
Producent z Hollywood, dziennikarz z Polski i… możemy tu dopisać szefa czy kolegę. 80 procent z nas doświadczyło molestowania: od niewybrednych żartów po gwałt. Jak z tym walczyć – zastanawia się psycholożka doktor Agnieszka Mościcka-Teske.

Na imprezie znajomy zaczął mnie dotykać, obejmować, komplementować. Zesztywniałam zaskoczona, a mój partner zapytał go, czy będzie mnie rzeźbił. Ten zawstydził się i przeprosił za to, że „dotykał jego kobietę”. Partner zastanawiał się potem, czy dobrze zareagował. Co właściwie powinien zrobić?

Nie wiem, co powinien zrobić pani partner. Wiem, co ja zrobiłam w podobnej sytuacji. Mój kuzyn troszkę za bardzo lubi się przytulać, obejmować, dotykać. Powiedziałam mu, że mi to nie odpowiada. Pomogło. Mężczyzn do takich zachowań popychają natura, instynkt, chęć zdobywania kolejnych partnerek. Żyjemy między instynktem a kulturą. A teraz mężczyźni uczą się, jak realizować swoje potrzeby w nowy, szanujący kobiece granice sposób. W nowy, bo mimo zmian społecznych, nawet gwarancji równości wobec prawa, świat nadal jest patriarchalny. Widać to choćby w tym, że przeprasza się mężczyznę za to, co zrobiło się „jego kobiecie”. Powiedzmy sobie jasno: nadal dominuje model gloryfikujący mężczyznę i zezwalający mu na prawie wszystko.

Ale nie musimy się na to godzić. Ja dziwię się sobie, dlaczego nie zaprotestowałam. Może powodem jest nietrwałość związków? Nie stawiam się mężczyźnie, któremu się podobam, bo może kiedyś będziemy razem? To nowy powód naszej bierności?

Nowy? To instynkt podpowiada kobiecie, że jak będzie cicha i potulna, to mężczyzna się nią zaopiekuje. Obroni, da jedzenie i picie oraz dach nad głową. Kiedyś byłyśmy zależne od mężczyzn i choć dziś już same zarabiamy, nadal ten atawizm jest silny. Kultura równości szepcze nam jednak do ucha, że już nie musimy być uległe, że nawet nie powinnyśmy, zwłaszcza gdy tego nie chcemy. Jesteśmy więc rozdarte, podobnie jak mężczyźni, między naturą a kulturą. Dlatego jeśli nie znamy siebie, swojej seksualności, nie czujemy się pewnie w związku, a jeszcze mamy za sobą trudne doświadczenia, to takie sytuacje mogą w nas budzić lęk, gniew, wstyd, niepewność. Dlatego trzeba uczyć się siebie – dowiedzieć się, czego chcę w relacji z mężczyznami, a czego nie chcę. A z psychiką jest jak z ciałem – żeby sobie radzić w trudnych sytuacjach, trzeba ćwiczyć reakcje. Nie da się raz na zawsze ukształtować dobrej sylwetki ani wyrobić sposobu reagowania na molestowanie.

Pani to umie?

Teraz już widzę swoje granice, ale też długo się ich uczyłam. Pracowałam wiele lat w służbie zdrowia i poznałam świat, w którym mężczyźni dominują. Musiałam nauczyć się mówić: „Proszę, nie opowiadaj przy mnie takich kawałów”, widzieć te zniesmaczone i skonsternowane miny. Słuchać komentarzy, że jestem „nieżyciowa i nie mam poczucia humoru”. Ale wytrzymałam i teraz jestem z wieloma z tych mężczyzn w dobrych relacjach. Z mojego doświadczenia i wiedzy wynika, że kobiety nie protestują, bo funkcjonują w środowisku, które zezwala na molestowanie. Uważa za normalne może nieoficjalnie, może tylko w prywatnych rozmowach i w niepotępianiu, ale to wystarczy. Takie środowisko gasi lekceważeniem chęć buntu, ośmiesza próby nazwania tego czymś złym.

Dlaczego opinia ludzi ma takie znaczenie?

Potrzebujemy ich wsparcia, by w sytuacji, gdy normy dopiero się kształtują, mieć siłę bronić siebie. I dlatego, że każdy, kto doświadcza nadużycia seksualnego, odczuwa wstyd. Wstydowi towarzyszy poczucie winy, bo jako osoby dorosłe czujemy się odpowiedzialne za siebie, za to, co nas spotyka. Do tego, gdy jesteśmy molestowane, nasze poczucie wartości kruszy się jak uderzona pięścią szyba: ktoś potraktował nas jak przedmiot. Powstaje więc splot trudnych emocji, który uniemożliwia działanie. Wejdźmy na chwilę w buty kobiety, która została obmacana, nazwana wulgarnie. Jak ma oskarżyć sprawcę, skoro usłyszała, że jej spodenki były za obcisłe? Pomyśli raczej: „Mogłam inaczej się ubrać”. Ale jeśli koleżanka powie: „No weź! To nie ty masz się wstydzić, ale facet, który ci to zrobił”, to znajdzie siłę do obrony. Wsparcie to podstawa, żeby wyjść z poczucia winy i wstydu.

Czym tak naprawdę jest molestowanie?

Każde niechciane i nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym, które powoduje, że druga osoba czuje się poniżona, ośmieszona. Ponieważ tak ważne jest to, co mówi środowisko, warto na przykład w regulaminie wewnętrznym firmy umieścić zapis precyzujący, jak, gdzie i komu zgłosić takie przekroczenie. Już samo to minimalizuje możliwość nadużyć, bo nazywa takie zachowanie złym. Dobrze też, gdy kobiety są przeszkolone, jak reagować na każdy wątpliwy i zawstydzający komplement. Wiedzą, że proste i jasne „nie” może zatrzymać eskalację molestowania. Sytuacja więc nie rozwinie się do takiej, w której konieczne będzie składanie oficjalnej skargi.

Jak reagować na obmacywanie czy wątpliwe komplementy?

Pamiętać o spójności reakcji, czyli i w tonie głosu, i w spojrzeniu, i w gestykulacji pokazać niechęć do takiego zachowania. Nie pochylać się w kierunku molestującego, ale zrobić dwa kroki w tył. Podeprzeć się pod bok, bo taka pozycja nas wzmacnia. To pokaże, gdzie są moje granice. Jeśli dajemy niespójne komunikaty – mówimy, że nam się to nie podoba, ale chichoczemy czy poprawiamy włosy, nasze gesty nie zgadzają się ze słowami.

Wtedy zaczynamy brać udział w erotycznej grze? 

Tak, a przez molestowanie na poziomie werbalnym mężczyzna sprawdza, jak daleko może się posunąć w stosunku do tej kobiety. Czy aż do seksu? Jeśli ona nie reaguje, kolejne próby mogą bardziej naruszać jej granice. Mężczyzna może być zdziwiony, bo wydawało mu się, że jej się jego „adorowanie” podoba. Pamiętajmy, że i kobiety, i mężczyźni uczą się, czym jest molestowanie, dlatego najlepiej od razu stanowczo, ale spokojnie powiedzieć: „Proszę tak do mnie nie mówić”. Za drugim razem ostrzej: „Nie życzę sobie takich słów”, a za trzecim zapowiedzieć sankcje: „Jeśli to się powtórzy, złożę na ciebie/pana skargę”. I po kolejnym razie złożyć.

Wszędzie dostępna pornografia oswaja z tym, co było tabu. Facebook i inne portale naruszają naszą intymność. Kamery patrzą na nas ze wszystkich stron. Może przesadziliśmy z akceptacją wolności obyczajowej i seksualnej, zacierając granice tego, co uchodzi, i dlatego molestowanie kwitnie?

Nie zgadzam się, że winna jest wolność seksualna. Prawdą jednak jest, że rewolucja cyfrowa wyprzedziła ewolucję zasad. Sprawiła, że wszystko staje się informacją, a my nie mamy jeszcze wyrobionej normy, która informacja może być udostępniana, a która jest tylko dla mnie. Uczymy się, jak mówić o seksie i ciele w sposób otwarty, bez tabu, ale nie naruszając granic. Akcje takie jak #MeToo pomagają wytyczyć nowe granice intymności. To jednak wymaga czasu.

Nie zgadzam się więc z tym, że wyzwolenie seksualne kobiet ma minusy. Także dlatego, że możemy głosować dopiero od stu lat, czyli dopiero od tego czasu funkcjonujemy w przestrzeni publicznej, zawodowej. Dopiero się tego uczymy. Dobrze, że zaczynamy otwarcie mówić o kobiecej seksualności, o ciele, dobrze, że odrzucamy związane z tym tabu. Ale bywa, że robimy to jak słonie w składzie porcelany i czasem sami naruszamy swoje granice. Dzieje się tak, gdy na przykład kobieta zamieszcza na portalach społecznościowych swoje nagie zdjęcia po to, by zdobyć czyjeś uczucie czy uwagę.

Normy obyczajowe stały się elastyczne, a może wręcz zanikły. I dlatego nie wiemy, jakie zachowanie jest dopuszczalne?

Świadomość społeczna dopiero się kształtuje, ale specjaliści dobrze wiedzą, co jest normą. Bezsporne jest dla nas to, że wszystkie epitety czy zwroty, które mają deprecjonować drugą osobę, są molestowaniem. Pielęgniarka, która słyszy: „Cipeńko, podaj mi kartę pacjenta spod okna”, jest molestowana. Wszystkie określenia, które uprzedmiotawiają, sprowadzają człowieka do jakiejś części ciała, porównują do przedmiotu albo do zwierzęcia, także zdrobnienia – są przekroczeniem granic. W pracy nie powinniśmy do siebie mówić zdrobnieniami, bo dorośli używają pełnej formy imion. To możne niuans, ale bywa wstępem i narzędziem obniżenia czyjejś pozycji.

Czy wyzwalamy się z uprzedmiotawiania, traktując na przykład taniec na rurze jako rodzaj fitnessu?

Skrajnie instrumentalne podejście do ciała nie jest kobiece. Jeśli nie wiemy, czy mamy pozwalać łapać się za pupę, to sygnał, że musimy się nauczyć siebie. Dowiedzieć się, co ja jako kobieta lubię, a czego nie. Pierwszy krok to mówienie o tym, co czuję. Nawet jeśli na początku będzie nieporadne. Warto też pamiętać, że w każdej grupie, a więc i kobiet molestowanych, zdecydowana większość doświadczyła tego, o czym mówi. Kilka procent zapewne nadużyło tego pojęcia. Czasem z niewiedzy, czasem z chęci odniesienia korzyści materialnej. Będą też takie, które doświadczyły szczególnie traumatycznych form molestowania. Może się też okazać, że ktoś kłamie czy się pomyli, ale to nie znaczy, że pozostali również.

Kobiety zaczynają mówić o tym, co je spotyka. Na jednym ze spotkań tematem było to, że córka gospodarza od jednego z gości usłyszała: „Ale z ciebie dupa”. Ojciec dziewczyny zapowiedział, że da koledze w mordę. Matka – że trzeba córkę uczyć samoobrony…

Dobrze, że taka sprawa została omówiona. Wyciągnięto na światło dzienne to, co było zamiatane pod dywan. A to pierwszy krok, by takim zachowaniom się przeciwstawić. Tak uczymy siebie i innych, czym jest molestowanie, pokazujemy, że go nie akceptujemy. Jednak reakcja ojca tylko eskaluje przemoc. Lepsza byłaby próba wyjaśnienia, czyli bezpośrednia rozmowa ze sprawcą. Bo, paradoksalnie, molestujący często nie zdają sobie sprawy z tego, co robią.

Ojciec ma opanować złość i uświadomić molestatora?

Nie powiedziałam tego. Nie da się ocenić instynktownej reakcji obrony bliskiej osoby. Często jest ona dobra. Ale „danie w mordę” przekracza zasady. Molestowanie najlepiej stopować profilaktyką, czyli właśnie budowaniem środowiska, które nie popiera łamania zasad, poprzez szkolenie, czym jest molestowanie i jak się należy zachować, gdy jest się molestowanym. Bo, jak już mówiłam, do molestowania dochodzi w systemach, gdzie jest ku temu przyzwolenie.

Ale argumentem bywa: „Sama tego chciałaś!”. Sto znanych Francuzek, w tym Catherine Deneuve, podpisało list, w którym uznają szukanie winnych molestowania za polowanie na czarownice…

Catherine Deneuve mogła nie doświadczyć molestowania i dlatego trudno jej sobie wyobrazić, co czuje ofiara. Co się dzieje z emocjami, z ciałem. Zakłócona zostaje zdolność do logicznego myślenia, pamięć płata figle. Są kłopoty z oddychaniem, a więc i z mówieniem. Porównanie do polowania na czarownice pokazuje, że nie rozumiemy, czym właściwie jest molestowanie. Co wolno, a czego nie wolno. I dlatego jeśli dziś zapytamy mężczyzn, czemu kobiety są molestowane, to często usłyszymy, że same tego chciały. Są nawet seksuolodzy, którzy publicznie mówią, że kobietom najpierw się podoba zachowanie seksualne, a potem – po latach – się wycofują. Takie opinie to efekt niezrozumienia tego, jak funkcjonuje ofiara. Bo ona jest poddana dominacji. W relacjach zawodowych, jak między reżyserem czy producentem a aktorką, między trenerem a sportowcem, między szefem a podwładną – tak jak i między rodzicem a dzieckiem – zawsze jest sytuacja nierówności sił. A wówczas odpowiedzialność spoczywa na osobie dominującej.

 

Agnieszka Mościcka-Teske psycholożka, psychoterapeutka, ekspertka w sprawach o mobbing i molestowanie seksualne w pracy, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS w Poznaniu.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak chronić dziecko przed przemocą? Z pomocą mogą przyjść bajki terapeutyczne

Dzieci obarczone strachem przed przemocą przybierają postawy wycofujące i tym samym przyciągają agresora. (Fot. iStock)
Dzieci obarczone strachem przed przemocą przybierają postawy wycofujące i tym samym przyciągają agresora. (Fot. iStock)
Gdy dziecko doświadcza przemocy od dorosłych, jest to całkowicie inne doświadczenie niż gdy agresorem jest ktoś mu równy - kolega z klasy, znajomy z podwórka. Nie demonizujmy skutków jednorazowego bycia ofiarą przemocy, bo nasze rodzicielskie emocje mogą wyrządzić więcej szkody niż samo zajście.

W przedszkolach bardzo rzadko, ale już w szkołach aż 2% dzieci jest ofiarami przemocy. Dotyczy to uczniów w wieku 7-12 lat, zwłaszcza drobnych, niewysportowanych, o nietypowej karnacji, budowie ciała lub obarczonych wadami wymowy. Gdy dziecko w szkole doświadcza przemocy, odbiera mu to całą radość przebywania wśród rówieśników i uczy zamykania się przed ludźmi. Uchroń je przed tym, ale nie wyolbrzymiaj traumatycznej siły jednorazowej przemocy wśród dzieci.

Świat…

… jest przepełniony przemocą. Dzieci doświadczają jej bardzo często, ale jednostkowe doświadczenia— uderzenie przez kolegę, wyrwanie czegoś, wyzwiska — są jednym z elementów życia w społeczeństwie i trudno oczekiwać od świata, że właśnie nasze dziecko potraktuje ze szczególną troskliwością. Dla nas, rodziców, taki incydent bywa znacznie silniejszym przeżyciem niż dla dziecka. Dzieci grają w gry pełne wirtualnej przemocy, odzywają się do siebie jak postacie z filmów, czyli bardzo szorstko, bez szacunku— i to je uodparnia na odbiór przemocy. Jako wykształcone, świadome społeczeństwo, cierpimy obecnie na nadwrażliwość i przerysowujemy skutki, jakie wywiera na psychice dziecka przemoc.

My, dorośli, panicznie boimy się przemocy. Jeszcze zanim dziecko pójdzie do przedszkola czy szkoły, już im ten strach wdrukowujemy. „Pamiętaj, jeśli ktoś cię popchnie, natychmiast powiedz pani. Jeśli ktoś cię zaczepi, zabierze ci coś…”. Wiele dzieci z góry wie, że NA PEWNO staną się ofiarami przemocy, bo przecież z jakiego innego powodu rodzice tyle razy by ich o tym uprzedzali? Dzieci obarczone strachem przed przemocą przybierają postawy wycofujące i tym samym przyciągają agresora.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Każdy rodzic musi zmierzyć się z prawdą: nie da się dziecka całkowicie ochronić przed przemocą. Nie da się w stu procentach jej zapobiec, ale trzeba dołożyć wszelkich starań, żeby jej nie prowokować, a gdy już się stanie, możliwie zniwelować jej skutki.

Zapobiegaj:

  • Rozwijaj optymizm dziecka —wtedy, nawet jeśli przytrafi mu się przemoc, poradzi sobie bardzo szybko.
  • Pozwalaj na samodzielne kontakty z innymi dziećmi; nie wkraczaj od razu gdy tylko uważasz, że dziecko ma jakieś problemy. Pozwól mu rozwiązywać je o własnych siłach, żeby nie nabrało utrwalonego przekonania, że bez ciebie z niczym sobie nie poradzi.
  • Nigdy nie stosuj sam przemocy; nie bij, nie krzycz, nie ubliżaj, nie szarp. W ten sposób absolutnie nie uodparniasz dziecka na przemoc, a wręcz przeciwnie — przyzwyczajasz je, że skoro ty (osoba, która ma je kochać najbardziej na świecie) możesz je bić, to już każdy może. I będzie to po twoim dziecku widać.
  • Pilnuj, żeby twoje dziecko miało kolegów. Znacznie łatwiej je zaatakować, kiedy jest samotne i odtrącone. Wychowuj człowieka uśmiechniętego, pogodnego, miłego, koleżeńskiego, tolerancyjnego — takie dzieci są lubiane i bywa, że nawet w agresorach wzbudzają pozytywne emocje.
  • Nie staraj się za wszelką cenę wychować swojego dziecka na indywidualistę. Ty będziesz mieć satysfakcję, że wasze dziecko jest inne niż jego koledzy (że syn nie ma modnych klocków, gier, gadżetów lub córka nie ma ani jednej lalki ), ale inne dzieci obiorą to jako obcość, a obcego łatwiej zaatakować niż kogoś podobnego do siebie.
  • Dawaj przykład. Gdy jedziesz samochodem, nie klnij na innych kierowców, tylko zacznij wymyślać „dlaczego ten pan tak agresywnie się zachował”. Może mu się śpieszy, może czegoś zapomniał, może chce mu się siusiu. Takie zabawy rozładowują napięcie.
  • Gdy oglądacie razem film, czytacie książki, jesteście świadkami jakiejś sytuacji, zawsze prowokuj temat przemocy - tego, że czasem doświadcza jej każdy i nie znaczy to, że jesteś kimś gorszym lub słabszym.
  • Czytaj dziecku bajki terapeutyczne, w których bohaterowie samodzielnie poradzili sobie z przemocą w swoim otoczeniu.

Bajki terapeutyczne

To specyficzny rodzaj literatury - wymyślony przez pedagogów tekst literacki, który dyskretnie, ale z mocą oddziaływania sztuki, ma pokazywać dziecku, że rozwiązanie jego problemu nie zawsze jest niemożliwe. Specyfika rozwiązywaniu problemów polega na braku jakiejkolwiek ingerencji sił magicznych, przypadku czy szczęścia. W tych bajkach nigdy nie występują wróżki, czary, magiczne przedmioty. Bohater ma do dyspozycji tylko siły ukryte w realnym świecie, zwłaszcza w sobie samym. Podejmuje jakieś działanie i ono przynosi skutek.

Bohaterowie bajek terapeutycznych często są ofiarami przemocy, bo bajki wspaniale sprawdzają się przy tym właśnie dziecięcym problemie. Przykłady tej przemocy są identyczne z tymi, na które narażone są dzieci w naszych szkołach, więc proces identyfikacji z bohaterem jest bardzo łatwy. Fabuła pokazuje jak dręczony bohater mimo utrwalonego lęku, zastraszenia i braku pomysłów, co robić, rozwiązuje problem.

Bajkę można zamówić przez Internet i zostanie ona napisana specjalnie na potrzeby twojego dziecka; realia życia bohatera będą zbieżne z tymi, w których żyje twoje dziecko (podobne miejsce zamieszkania, struktura rodziny, nawet imiona). Możesz też sam wymyślić i opowiedzieć dziecku bajkę terapeutyczną. Należy tylko pamiętać, że o ile maluchy do siódmego roku życia wysłuchają każdej opowieści, bez dociekania celu opowiadania, to już dzieci starsze mogą od razu zdemaskować twoje intencje i zapytać: „Po co mi to opowiadasz?”. Dlatego dla starszych dzieci bajka terapeutyczna powinna przyjąć formę mocno nasyconą realizmem. „Coś sobie przypomniałem”- mówi tata w formie zwykłej domowej rozmowy. „Kiedyś, chyba w trzeciej klasie, miałem w szkole koleżankę, której nikt nie lubił, dzieci okropnie ją traktowały, i wiesz, jak ona sobie poradziła?”.

Bajki terapeutyczne mają jeszcze i taki walor, że w bardzo łagodny sposób, bez straszenia dziecka, pokazują, że absolutnie każdy problem można rozwiązać. Można je też bez strachu stosować zanim problem się pojawi.

Ewa Nowak, pedagożka, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży.

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o żalu – karty emocji Katarzyny Miller

Żal pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. (Fot. iStock)
Żal pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. (Fot. iStock)
To uczucie zwykle ściąga nas w dół i każe ciągle spoglądać w przeszłość, ale można też podejść do niego konstruktywnie. Kiedy żałujemy, wiemy przynajmniej, co było dla nas ważne. Oto kolejna karta emocji Katarzyny Miller i Joanny Olekszyk. 

Żal...

...pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. Zwykle żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy albo wprost przeciwnie - że właśnie zrobiliśmy. Bliskim bratem żalu jest poczucie winy, dlatego często lubią chodzić razem. Taka para zwykle działa podwójnie dołująco, bo im bardziej zapętlamy się w krytykowaniu siebie, tym bardziej żałujemy. Zwykle tuż po jakimś zdarzeniu najbardziej żałujemy tego, co zrobiliśmy, z perspektywy czasu - bardziej boli nas coś, czego zaniechaliśmy: nie pojechaliśmy w tamtą podróż, nie zagadaliśmy do tamtego chłopaka czy nie spróbowaliśmy jeszcze raz podejść do egzaminu. Paradoksalnie, im mamy większy wachlarz możliwości, tym większe pole do popisu dla żalu. Kiedy niewiele rzeczy zależy od nas, nie mamy do siebie pretensji i nie wyrzucamy sobie po latach własnej opieszałości czy złego wyboru. Można też powiedzieć, że im większa wyobraźnia i skłonność do idealizacji, tym odczuwany żal może być intensywniejszy. Bo przecież nie mamy dowodów na to, jak inaczej potoczyłoby się nasze życie, my tylko projektujemy je we własnej głowie. Odczuwanie żalu zależy więc jedynie od nas. Możemy też czuć żal do kogoś (np. do rodziców), że nie odnosił się do nas tak, jak tego potrzebowaliśmy, za porzucenie, za krzywdzące potraktowanie.

Po co nam to uczucie?

Żal nie musi nas skłaniać do podcinania własnych skrzydeł, a do ich rozwijania. Jest bowiem informacją - otrzymaną od samego siebie - że stać nas na więcej, że mamy w sobie niewykorzystany potencjał. Żal może być konstruktywny, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, o jakiej niespełnionej potrzebie nas informuje. Wtedy łatwiej zmotywować się do tego, by naprawić błędy z przeszłości (oraz unikać ich w przyszłości), a także by zmienić kierunek swojego życia.

Zadania:

  • Czego w życiu najbardziej żałujesz? Poświęć chwilę na zastanowienie się nad tym, a nawet zrobienie listy. To bardzo ważne zadanie, które wcale nie ma na celu zdołowania cię. Kiedy ujrzysz czarno na białym, czego ci żal, dowiesz się, co ma dla ciebie największą wartość. Jeśli najbardziej żałujesz porzucenia studiów artystycznych - to już wiesz, że czujesz się źle, bo nie realizujesz się twórczo w swoim życiu. Dobra wiadomość jest taka, że nawet teraz możesz to zmienić.
  • Jeśli żal jest uczuciem, które nierzadko ci towarzyszy, prawdopodobnie zbyt często wybiegasz myślami w przyszłość albo sięgasz do przyszłości. Za mało jest cię w twojej teraźniejszości, która jest przecież piękna i ważna, głównie dlatego, że dzieje się teraz i nigdy już się nie powtórzy. Pomyśl o wszystkich rzeczach, które obecnie możesz zrobić - od najbardziej prostych, jak zjeść coś dobrego czy pójść na spacer, po te bardziej wymagające, ale przecież też możliwe: powiedzieć komuś, że go kochasz; przeprosić za coś, co kiedyś zrobiłeś. Ćwicz się we wzbudzaniu w sobie uczucia wdzięczności - to skuteczny sposób na przywołanie dobrego samopoczucia.
  • Jedna sprawa, kiedy ogarnia nas żal na myśl o czymś, co nam się nie udało; inna - gdy żałujemy utraty czegoś lub kogoś, na który to fakt nie mieliśmy żadnego wpływu. Jeśli nadal cierpisz z powodu czyjegoś odejścia, śmierci czy wyjazdu; jeśli opłakujesz utracone dzieciństwo czy młodość - jedyną wskazówką będzie praktyka akceptacji i zgody na to, co jest, bo jest.

Więcej w zestawie z książeczką: "Poznaj siebie. Karty emocji", Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło, do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

  1. Seks

Seks wbrew własnym chęciom to gwałt. Także w małżeństwie

Dopóki sama sobie nie przyznasz prawa do szanowania własnego ciała, odmowy na coś, na co nie masz ochoty, oddzielenia własnych potrzeb i pragnień od oczekiwań partnera – przemoc w seksie może dotknąć także ciebie. (Fot. iStock)
Dopóki sama sobie nie przyznasz prawa do szanowania własnego ciała, odmowy na coś, na co nie masz ochoty, oddzielenia własnych potrzeb i pragnień od oczekiwań partnera – przemoc w seksie może dotknąć także ciebie. (Fot. iStock)
Z lęku, dla świętego spokoju, by zapobiec zdradzie...  Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 80 proc. zgwałconych kobiet zna sprawcę. To sąsiad, kolega, a często partner. Bo gwałt to nie tylko akt przemocy, ale także seks, na który godzisz się wbrew sobie.

Masz prawo mówić „nie”

,,Byłam z nim cztery lata, bardzo się kochaliśmy i pewnego wieczora, kiedy siedzieliśmy na kanapie, zaczął się do mnie dobierać. Lubiliśmy się ze sobą kochać, ale tego dnia byłam zmęczona i marzyłam tylko o śnie. Najpierw delikatnie dałam mu do zrozumienia, że tego nie chcę. Nie zareagował. Zaczęłam się z nim szarpać, on rzucił mnie na łóżko i zaczął ściągać mi spodnie. Wystraszyłam się, zaczęłam krzyczeć, walnęłam go w głowę książką. Jakoś się wyrwałam i uciekłam do łazienki. Choć nic mi nie zrobił, psychicznie czułam się fatalnie. Straciłam zaufanie i miłość do niego. Chciał mnie zgwałcić – tak to odebrałam. Wbrew mojej woli chciał się ze mną kochać. Potem przepraszał, mówił że stracił panowanie nad sobą. Nie umiałam mu wybaczyć. Rozstaliśmy się. Czy przesadziłam? Tak bardzo się wtedy przestraszyłam. On dzwoni i prosi, żebym dała mu szansę. Ale ja chyba już go nie kocham... ”.

To jedna z mniej drastycznych historii, zaczerpnięta z internetowego forum. Dopóki sama sobie nie przyznasz prawa do szanowania własnego ciała, odmowy na coś, na co nie masz ochoty, oddzielenia własnych potrzeb i pragnień od oczekiwań partnera – przemoc w seksie może dotknąć także ciebie.

On zawsze może, a ona zawsze chce

„Zmuszanie do seksu w małżeństwie to nie gwałt, seks małżeński jest powinnością” – takie przekonanie, zdaniem Renaty Kałuckiej – psychologa, psychoterapeuty, wciąż pojawia się w głowach wielu mężczyzn i kobiet.

– Kobiety często nie czują się nadużywane w sferze seksualnej, nie uświadamiają sobie, że mają prawo odmówić zbliżenia – tłumaczy psycholog. – Zgoda na seks wbrew sobie to także rodzaj gwałtu, to gwałcenie samej siebie – z lęku, dla świętego spokoju, żeby pohamować agresję męża czy... zapobiec zdradzie.

Seksuolodzy dodają, że jeden z częstych problemów, z jakim zwracają się do nich pacjenci, to zgoda na seks z partnerem, który jest pod wpływem alkoholu. Kobiety mówią: ,,Jak powiem: nie, to pójdzie się napić, zrobi awanturę albo znajdzie sobie inną”. Pół biedy, jeśli kobieta ma świadomość tego, co robi i dlaczego to robi, potrafi z kimś o tym porozmawiać, poprosić o pomoc i uwierzy, że można inaczej. Jednak wiele ofiar odwiedza psychoterapeutę dopiero, kiedy dzieje się coś złego, np. przemoc przybiera inną formę niż ta seksualna i partner zaczyna krzywdzić dziecko. Innym powodem bywa kolejna niechciana ciąża albo sytuacja, gdy kobieta trafia do szpitala po dramacie w sypialni.

– Niedawno przyszła do mnie pacjentka, która od wielu miesięcy szukała pomocy psychologicznej dla swojej otyłej córki – opowiada Renata Kałucka. – Po kilku spotkaniach, zupełnie przypadkiem, wyszła na jaw sprawa przemocy w jej małżeństwie. Kiedy zapytałam o relacje intymne, pacjentka z uśmiechem na ustach, jakby temat jej nie dotyczył, powiedziała, że zamyka się przed mężem w sypialni. Ale on czasami, chcąc ją zwabić, bije psa, wtedy ona wychodzi i ,,mają seks”. Po tym wyznaniu więcej się jednak u mnie nie pojawiła.

Zgoda na seks wbrew sobie to postawa, z którą wiele kobiet wchodzi w związek. Bo patriarchalne wychowanie nakazuje, by kobieta była wierna, uległa, zawsze chętna na zbliżenie, a mężczyzna, kiedy pragnie seksu, musi go dostać, zwłaszcza od żony.

Już zakochane nastolatki zgadzają się na danie ,,dowodu miłości”, choć emocjonalnie nie są na to gotowe. Doświadczenie starszych koleżanek uczy je, że seks jest dobrym towarem przetargowym. Dzięki niemu można zyskać popularność lub zdobyć kontrolę nad kochanym mężczyzną.

Trwająca latami nieumiejętność chronienia własnej intymności skutkuje brakiem satysfakcji ze zbliżenia, chorobami kobiecymi, utratą szacunku do siebie i w efekcie – wejściem w rolę ofiary.

Co nas kręci i podnieca

Gwałt to nie tylko sytuacja, w której ktoś wymusza seks, uciekając się do przemocy i agresji, ale także współżycie z partnerem wbrew wewnętrznym barierom, własnej moralności czy pomimo bólu.

– Kiedyś zgłosiła się do mnie para będąca w związku opartym na wzajemnej fascynacji seksualnej – opowiada Kałucka. – Przez lata eksperymentowali w sypialni – ku obopólnej radości. Mąż był dumny, że ona taka wyzwolona, proponował coraz bardziej śmiałe i wyrafinowane zabawy. Potem żona zachorowała, miała poważną operację ginekologiczną, co już jest symptomatyczne. Nie miała ochoty często się kochać. Prosiła partnera, by był bardziej delikatny. Wtedy on, rozczarowany, zaczął ją zmuszać do seksu.

Media zachęcają do przekraczania barier w sypialni. Na początku to może być rzeczywiście wspaniała zabawa, ale eskalacja eksperymentów prowadzi czasem do sytuacji, kiedy trudno się zatrzymać. Partner chce więcej, tak, jak jeszcze nigdy dotąd, a kobieta nie potrafi zagłuszyć lęku, wstydu, obrzydzenia. Nie chce się kochać na przykład w czasie miesiączki, ale partnera to kręci. Brzydzi ją seks oralny, boli stosunek analny, ale on grozi, że pójdzie do prostytutki. Zdaniem seksuologów, w seksie dozwolone jest wszystko, na co obydwoje partnerzy mają ochotę, z wyraźnym podkreśleniem: obydwoje.

Jedna z pacjentek, której mąż jest stałym bywalcem portali randkowych, podszyła się pod bezpruderyjną dwudziestolatkę i wysłała do niego mejla z odważną propozycją. Uprawiali coraz odważniejszą korespondencję, mąż zdradził jej swoje najbardziej wyrafinowane fantazje seksualne. Przyszła do gabinetu z pytaniem, czy jeśli spełni je w realu, to będzie miała gwarancję, że mąż jej nie zdradzi…

Do gabinetu Renaty Kałuckiej trafia więcej zdesperowanych kobiet, które dla dobra małżeństwa są w stanie zaakceptować nawet zdradę partnera. Przyszła kiedyś osoba, której mąż okazał się homoseksualistą, a ona, chcąc utrzymać małżeństwo, weszła w trójkąt z mężem i jego partnerem.

„Nie chcę tego wiedzieć!”

Pomoc osobie gwałconej w małżeństwie nie jest łatwa, ponieważ często ona sama nie dostrzega wagi swojego problemu.

– Czasami proponuję pacjentce dokonanie bilansu potrzeb, które zaspokaja jej związek – tłumaczy Kałucka. – Proszę, żeby wypisała zyski i straty. Bywa, że choć z mojego punktu widzenia starty są przerażające, to jeszcze wiele spraw musi się wydarzyć, by ona sama zrozumiała, że płaci zbyt wysoką cenę. Wskazówka: ,,Zobacz, jak naprawdę wygląda twoje życie” – to nie wszystko. Niekiedy pacjentka daje mi komunikat: ,,Nie chcę tego widzieć”, i ja, jako psychoterapeuta, muszę to uszanować. To smutne, ale czasami naprawdę musi się wydarzyć jakiś dramat, by człowiek obudził się i popatrzył na swoje życie tak, by dostrzec wszystkie jego strony – i te dobre, i te złe.

W sprawach przemocy bardzo pomocne są grupy wsparcia. Wysłuchanie historii innych kobiet, które przeszły podobną drogę, pokazały, że można wyjść ze związku, w którym jest przemoc, stanąć po swojej stronie – bywa dla wielu motorem do działania.

Każda kobieta ma swój pomysł na życie i nikt nie ma prawa w nie ingerować. Nikt nie może ci mówić, jak masz żyć. Jeśli uważasz, że granice twojej intymności bywają naruszane, a wstydzisz się o tym rozmawiać – zrób autodiagnozę. Na czym polega? Po intymnym zbliżeniu stań przed lustrem i zapytaj samą siebie: ,,Czy było mi dobrze? Czy jestem piękną kobietą, która zasługuje na szacunek?”.

Odpowiedz też sobie na kilka podstawowych pytań:

  1. Czy ,,po” miałam ochotę przytulić się do partnera, czy też zawstydzona uciekłam do łazienki?
  2. Kiedy zbliża się noc, stosuję uniki, zwlekam z pójściem do sypialni, nasłuchuję, czy partner zasnął, wykręcam się bólem głowy?
  3. Czy często zgadzam się na coś wyłącznie dla przyjemności partnera, a po fakcie czuję do siebie obrzydzenie?
Jeśli po zbliżeniu jest ci smutno, czujesz się winna, wstydzisz się, czujesz ból, to znak, że robisz coś, na co nie masz wewnętrznej zgody. Uświadomienie sobie tego faktu, to pierwszy ważny krok do uszanowania siebie i swoich potrzeb.

  1. Psychologia

Gaslighting - nie daj się zgasić

Udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. (Fot. iStock)
Udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. (Fot. iStock)
„Przesadzasz”, „histeryzujesz”, „wydaje ci się”... Czy ktoś robił z ciebie kiedyś wariata? Wmawiał, że mylisz się co do swoich wrażeń i emocji? Że nie możesz czuć tego, co czujesz? Jeśli tak, możliwe, że stałeś się ofiarą gaslightingu. Czym on jest i jak go pokonać? – pytamy terapeutę Pawła Przybysza.

Jako dziecko często słyszałam, że jestem przewrażliwiona, że coś mi się wydaje, więc kiedy partner powiedział coś takiego, zrobiło mi się bardzo przykro. Potem dowiedziałam się, że jeśli podobne komentarze się powtarzają, to możemy mówić o tzw. gaslightingu. Jak reagować na takie słowa?
Zacznę od tego, że gaslighting, co możemy przetłumaczyć jak „przygaszanie światła”, to rodzaj psychicznej manipulacji. Intencjonalnej, adresowanej do konkretnej osoby. Jeśli trwa dość długo, to manipulator przejmuje kontrolę nad tym, jak jego ofiara postrzega rzeczywistość. Ona już nie wie, w co ma wierzyć; ma poczucie, że traci rozum.

Ofiarą gaslightingu pada zazwyczaj ktoś, kto przyjmuje postawę uległą, ale także manipulującą, do czego jeszcze wrócimy. Ktoś taki da sobie wmówić wszystko, bo nie ma jasnego i mocnego systemu przekonań i wartości. Nie ma więc oparcia w sobie, które pomogłoby mu rozeznać, co jest prawdą, a co fikcją – zwłaszcza gdy ktoś ważny zaprzecza jego ocenom i odczuciom. Dlatego zdanie i postawy innych ludzi przyjmuje za własne. Staje się jednak tą ofiarą niejako na własne życzenie, a to dlatego, że w głowie ma wciąż wątpliwości: „czy dobrze zapamiętałam, to co mówił partner?”, „czy dobrze widziałem, co się właściwie stało?”.

Jak to „stajemy się ofiarą na własne życzenie”? Mam w tym swój udział, że znów to słyszę?!
Możesz mieć. Choćby dlatego, że człowiek uległy często dopytuje się innych: „Jak to było? Co myślisz?”. Zatem niejako się podkłada! No a wtedy albo słyszy potwierdzenie, albo zaprzeczenie. Jeśli kolejny i kolejny raz jest to zaprzeczenie, to w pewnym momencie doświadcza dużego dysonansu, czyli poczucia, że myśli i osądy nie zgadzają się z jego wartościami. Na przykład partner kobiety mówi, że nie jest chamem, że się jej wydaje! A ona źle się czuje czy nawet boi, słysząc, jak on klnie. Trudno jej jednak powiedzieć: „przestań zaprzeczać faktom”, bo usłyszała kiedyś, że ludzie po studiach nie mogą być chamami, a on ma dwa fakultety! Czuje się zagubiona, bo nie wierzy sobie i stara się siebie przekonać, że zachowanie partnera nie powinno jej przeszkadzać. Ale tak naprawdę ją męczy. No i tu dotykamy delikatnej struny, dasz radę?

Postaram się!
Zatem udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Nie wierząc w siebie, manipuluje sama sobą, ale także partnerem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. Zapewne wyniosła ten sposób działania z dzieciństwa. Bo jeśli rodzice szanują się, mówią sobie prawdę, nie przeklinają, nie upijają się – to ich dzieci będą mieć w swoich zasobach ważne wartości: szczerość, empatię i chęć pomagania innym. A to przełoży się na pewność własnych ocen i emocji. Kiedy więc zakochają się w manipulatorze, to szybko się orientują, z kim mają do czynienia.

Kłopot z rozpoznaniem rzeczywistości będą mieć natomiast ci, którzy wychowali się w domach, gdzie się kłamało. Matka manipulowała ojcem: „Ta sukienka jest z ubiegłego roku!”, a ojciec manipulował matką: „Po prostu musiałem zostać dłużej w pracy”. Słysząc to, dziecko wie, że któreś z rodziców coś ukrywa. Nie wie jednak które. Może nawet nie chcieć wiedzieć, bo kocha i mamę, i tatę, i nie chce wybierać.

Nie chce poznać prawdy...
Tak, i dlatego staje się podatne na wpływy i niepewne siebie. Dlatego wciąż się o wszystko dopytuje. Kiedy wejdzie z tą swoją niepewnością w dorosłą relację, będzie prowokować partnera do tego, żeby podpowiadał, prowadził za rękę, przekazywał swój system wartości. Jeśli uległą osobą jest dziewczyna, która ma wrażenie, że cudem udało się jej poderwać chłopaka, bo on taki piękny i chodzi na siłownię, to uzna każde jego słowo za prawdę. Nawet jeśli będzie jej kłamał w żywe oczy.

Jeśli dziewczyna z domu, gdzie nie ceniło się szczerości, trafi na manipulatora, będzie miała o wiele większy kłopot. Bo gaslighting oznacza wieczne zdenerwowanie, trudności w podejmowaniu najprostszych decyzji czy obniżone poczucie wartości.
Co więcej, ona prawdopodobnie już je w sobie wykształciła. Dlatego podatne są Dorosłe Dzieci z Dysfunkcyjnych rodzin, bo one nie wiedzą, co czują, czego chcą i co im wolno chcieć... Skupione są za to na odczytywaniu potrzeb bliskich i dbaniu o ich dobrostan kosztem swojego. Co więcej, kiedy słyszą od partnera: „ja tego nie powiedziałem”, „tobie się wydaje”, „o co ci, do cholery, znowu chodzi?” – mają wrażenie, jakby słyszały rodziców. A to sprawia, że wracają mentalnie do dzieciństwa i zgadzają się z partnerem, który mówi: „wiem lepiej, jak masz przeżywać orgazmy”, „przecież lubisz do nich chodzić”. Jeśli wciąż się tej manipulacji ulega, to cena jest wysoka: dysonans i zagubienie, frustracje i niezaspokojone potrzeby. Dlatego takie osoby potrzebują głębokiej refleksji nad tym, czego doświadczyły jako dzieci, aby wreszcie przestało się im mylić, co jest prawdą. A myli im się od lat...

I mogą nie wiedzieć, że nie można zaprzeczać ich emocjom i osądom?
Dokładnie tak. Dlatego trzeba jasno powiedzieć, że mężczyzna, który mówi partnerce „przesadzasz”, „wydawało ci się” – stosuje przemoc, zaprzecza temu, co ona przeżywa swoim sercem, umysłem i ciałem! Mówi na przykład: „Przecież skok ze spadochronem jest bezpieczny. Masz tam sznurki. Czego się boisz?!”. To jej sprawa, czego się boi. Ma prawo się bać i nikt nie może wypychać jej z samolotu, nawet wyposażonej w najlepszy spadochron. Szacunek wymaga, aby liczyć się ze zdaniem, odczuciami i decyzjami drugiego człowieka. A więc każda uwaga, która podważa to, co mówi o sobie drugi człowiek, jest manipulacją i przemocą.

Trzeba też wiedzieć, że podstawą gaslightingu jest kłamstwo. A kłamstwo to każde mówienie nieprawdy, ale też przemilczanie, przeinaczenie, zaprzeczanie, np. „nie mogę być pijany, wypiłem tylko kieliszek wina!”, podczas gdy partnerka widzi, że mężczyzna ledwo stoi. Manipulacją jest każde umyślne wprowadzanie w błąd drugiego człowieka dla własnej wygody czy wygranej.

Jak się wydostać z tego pokoju krzywych luster, jakim staje się świat wewnętrzny kogoś, kto nie wie, co się dzieje i co czuje?
Pracować nad zasobami, czyli nad systemem wartości. Jeśli nie wynieśliśmy go z domu, warto znaleźć jakiś autorytet – może nim być wykładowca, a może też przyjaciel, lekarz czy osoba duchowna. Albo ktoś z dalszej rodziny, stryj czy ciocia? Ważne, aby system wartość tej osoby był jasny i oparty na odróżnianiu prawdy od kłamstwa, na uczciwości, empatii, szlachetności. To będzie fundament, na którym zbudujemy solidne poczucie własnej wartości i własny system ocen i osądów, czyli wewnętrzne zasoby.

Dlaczego prawda jest tu tak ważna?
Bo tylko ona ochroni nas przed manipulacjami innych, mocno postawi nas na ziemi. Może jesteśmy grubi, ale za to gościnni i pomagamy przyjaciołom, którym się nie przelewa. Nie mamy studiów, ale umiemy naprawić każde urządzenie. To prawda o nas, o naszej wartości, której nie zaprzeczamy. Jeśli to wiemy, to nie pozwolimy nikomu innemu, by wmówił nam, że nie możemy bać się skoku ze spadochronem czy…

...że to nie ślad szminki na kołnierzu!
Właśnie. Jeśli wiem, kim jestem, to nikt mi nie wmówi – ani mąż, ani kochanek, ani przyjaciółka czy nawet matka – że czarne jest białe. Ale jeśli nie wiem, kim jestem i co jest w życiu ważne, to każdy może wmówić mi, co tylko zechce. Zwłaszcza gdy mam do tego predyspozycje, czyli np. jestem Dorosłym Dzieckiem z rodziny Dysfunkcyjnej, czyli takiej, gdzie panowała jakaś forma przemocy czy zaniedbania, gdzie baliśmy się opiekunów, zamiast im ufać.

Możemy zrobić jakiś test, aby rozpoznać, czy ktoś nami manipuluje?
Wystarczy zadać sobie proste pytanie: „Czy chcę wiedzieć, jaka jest prawda? A może lubię być oszukiwany czy oszukiwana?”. Z kłamstwem jest tak jak z nadmiernym piciem alkoholu. Jeśli nie chcesz już pić, to popatrz na straty, jakie to przynosi, nie pij więcej! A kiedy nie dajesz rady, idź do specjalisty. Jeżeli więc nie chcesz być oszukiwana, to stań w prawdzie. Popatrz na koszty – jeśli zobaczysz, że są one większe niż zyski, to będziesz starała się to zmienić. Ale wiele kobiet nie chce prawdy, bo konfrontacja z nią wydaje się im zbyt bolesna. Odkrywają, że są nieszanowane, niekochane, oszukiwane i wtedy muszą coś z tym zrobić. W tym sensie prawda zmusza nas do zmiany, do dokonania trudnych wyborów.

Wiele kobiet zna takie sytuacje, kiedy partner mówi, że przesadzają, bo on nie ma żadnego romansu. Gdy tymczasem ciągnie go od lat. Aby poznać prawdę, trzeba często zajrzeć do jego telefonu, do bankowych wyciągów. A przecież tak się nie robi, to przekraczanie prywatności...
W związku granice prywatności są inaczej ustawione niż w przyjaźni czy nawet w rodzinie. Telefon może być użyty przez wszystkich domowników. Jeśli nie może, to coś mi tu śmierdzi. Komputer też jest wspólny, jeśli nie, bo ktoś zakodował wejścia, to coś jest niejasne. Owszem, grzebanie w czyjejś korespondencji jest przekroczeniem granic, ale szukasz prawdy, masz prawo wiedzieć, i jeśli coś znajdziesz, to należy to ujawnić: „Oszukujesz mnie, mówisz, że nie wydajesz pieniędzy odłożonych na dom, a już ich nie ma na koncie! Masz długi z hazardu? Robisz ze mnie wariatkę, a ja znalazłam to i to! Wyjaśnij mi to!”. Do tego jednak potrzeba bardzo dużo siły woli, odwagi, samozaparcia. Najpierw trzeba wyjść z postawy uległej ofiary, by skonfrontować siebie i partnera z prawdą.

Skąd tę siłę i odwagę wziąć?
Nie bać się prawdy, uwierzyć, że to jedyna broń na manipulację. I tu wracamy do tego, że warto mieć w sobie zasoby, pracować nad nimi. Można też iść do specjalisty i powiedzieć: „Coś ze mną nie tak, bo wydaje mi się, że mój mąż gasi światło, a nie zapala. Ale on twierdzi coś odwrotnego. Chciałabym dowiedzieć się, jaka jest prawda. Czuję, że mam już tego dość, że on mówi coś innego niż ja czuję”.

Można też iść do przyjaciółki, do autorytetu, do kogoś, komu naprawdę ufamy i wiemy, że jest po naszej stronie. I powiedzieć: „Marysiu, znasz mnie tyle czasu, wydaje mi się Franek mnie oszukuje, że tworzy mi jakąś alternatywną rzeczywistość. Głupia nie jestem, kocham go, ale czuję niepokój”. Konfrontując się z prawdą, skorzystać ze wsparcia przyjaciół.

A jak Franek zareaguje na żądanie wyjaśnień?
Zapewne będzie zaprzeczał, bo odkryliśmy jego tajemnicę. Może to być facet, który lubi mieć władzę, bo sam ma problem z poczuciem własnej wartości i dlatego podporządkował sobie partnerkę, a jej uległość bardzo mu odpowiada. W takim związku nie ma partnerstwa, ale jest symbioza, bo jak już mówiłem, osoby podatne na te manipulacje wręcz proszą się o to, żeby im podpowiedzieć, jaka jest rzeczywistość.

Czyli taki partner dowartościowuje się uległością…
Dlatego kiedy kobieta postawi go w prawdzie, on zaprzeczy i powie, że jest przewrażliwiona. Decydujące jest to, co wtedy ona zrobi. Może przyjąć te wykręty, bo okażą się dla niej wygodne, bo zda sobie sprawę, że prawda będzie zbyt kosztowna i doprowadzi do rozstania. Zwłaszcza jeśli wyniosła z domu zamiatanie rzeczy pod dywan, bo jej matka też udawała, że nie wie o zdradach ojca. Może się też bać! Jej partner był panem i władcą, a tu nagle stoi przed nią zdemaskowany. Jeśli więc poczuje się poniżany, może z „łagodnej” formy przemocy psychicznej przejść do karania kobiety bardziej wprost: „nie dam ci pieniędzy”, wyzywania jej: „całe życie ci mówiłem, że jesteś głupia i do cholery, jesteś” czy nawet bicia. Mimo wszystko do zdrowia psychicznego i poczucia dobrostanu prowadzi tylko jedna droga: prawda. Jakkolwiek byłaby trudna... Z takich związków trzeba uciekać jak najszybciej.

Paweł Przybysz, terapeuta uzależnień, współuzależnień i przemocy. Prowadzi terapię indywidualną i grupową, pracuje w nurcie poznawczo-behawioralnym.

  1. Psychologia

Gwałty w Polsce - statystyki, które szokują. Czym jest gwałt w małżeństwie? [RAPORT]

Od dłuższego czasu organizacja Amnesty International domaga się zredefiniowania gwałtu w polskim prawie. (Ilustracja Getty Images)
Od dłuższego czasu organizacja Amnesty International domaga się zredefiniowania gwałtu w polskim prawie. (Ilustracja Getty Images)
Kiedy Anna, której mąż gwałciciel czytał Biblię w łóżku, zgłosiła się na policję, usłyszała, że przecież ma trójkę dzieci. Naprawdę chce z nimi zostać sama? Po co jej jeszcze większe kłopoty?

Trzydziestoletnią dziś Agatę zgwałcił pan Darek, wychowawca z domu dziecka, miała wtedy 14 lat. Sprawę zamieciono pod dywan, wychowawcę przeniesiono do innej grupy, do dziś widzi go czasem na ulicy, bo żyją w tym samym niewielkim mieście. – Na jego widok dzieją się ze mną rzeczy straszne, nogi mam jak z waty, zastygam w bezruchu, kiedyś nawet posikałam się ze strachu – wspomina. Przez pana Darka Agata nigdy nie wyjdzie za mąż, nie będzie mieć dzieci, bo od tamtej pory nie jest w stanie współżyć z mężczyzną. W ogóle unika mężczyzn, z pełną świadomością została urzędniczką na poczcie, bo tam pracują głównie kobiety. Choć przeszła kilka terapii, nie jest w stanie do dziś opanować nagłych napadów płaczu lub złości. – Ostatnio wpadłam w dziki szał, gdy dowiedziałam się o tym, co słynny już w całym kraju amerykański kandydat na polskiego Top Modela zrobił kiedyś nastoletniej dziewczynce. W jeszcze dzikszy, gdy usłyszałam głosy obrońców młodzieńca, że szkoda marnować mu życia, że to było dawno, że już odpokutował. Wszystkie obrazy z przeszłości do mnie wróciły. Bolało mnie jak wtedy, gdy miałam 14 lat. Co zrobiłam? Kupiłam butelkę wódki, upiłam się do nieprzytomności, obudziłam się rano w łazience, nie pamiętam, kiedy weszłam pod prysznic. Ciągle wchodzę pod prysznic, ciągle chcę z siebie zmyć ten brud sprzed wielu lat. A nie potrafię.

Pewnie nikt

Do Aleksandry, tłumaczki i nauczycielki języka rosyjskiego, kobiety takie jak Agata piszą często listy z prośbami o radę. Albo tylko po to, by się przed kimś wygadać. Taka Ewa na przykład od lat milczy, że mąż zmusza ją do seksu analnego, szantażując, że jeśli piśnie słowo, zacznie wyżywać się na ich dzieciach.

Inna kobieta skarży się, że szef ciągle zamyka się z nią w pokoju na klucz. Najpierw każe jej przed sobą klękać, potem rozpina rozporek. A ona jest tak zamrożona, sparaliżowana, że myśli tylko o tym, by to się wreszcie skończyło. Piszą młode dziewczyny, które regularnie są gwałcone przez swoich chłopaków. Wstydzą się o tym komukolwiek powiedzieć. Bo kto by im uwierzył? – Pewnie nikt – wzdycha Aleksandra, którą na wyjeździe służbowym w Kaliningradzie zgwałcił, dwukrotnie, ratownik medyczny. Po powrocie do Polski od razu poszła na komisariat. Była względnie spokojna, nie umyła się po gwałcie, wiedziała, że dowodem, który powinien obciążyć sprawcę, są ślady biologiczne i poranienia, jakich doznała. Rozmowa z funkcjonariuszką była długa i, z perspektywy Aleksandry, poniżająca. – Policjantka ciągle dopytywała, czy nie zmyślam, w pewnym momencie zapytała, dlaczego nie krzyczałam w czasie gwałtu. Pytała, dlaczego nie pobiłam gwałciciela. Próbowałam ją przekonać, że byłam przerażona, sparaliżowana strachem, że miałam do czynienia z wielkim, silnym facetem, że w końcu dostałam ataku padaczki. Jestem epileptyczką, mam na to papiery. I co? Policjantka, takie miałam odczucie, w ogóle mi nie wierzyła. W sądzie nie było lepiej. – Dopytywano mnie na przykład, w jakiej pozycji sprawca mnie zgwałcił. Jak wyglądał jego członek i w jakim kolorze miał majtki. Musiałam opisywać też, w co sama byłam ubrana, pech, miałam krótką spódniczkę. Padło też pytanie, czy piłam alkohol.

O swojej historii opowiedziała mediom. Na skrzynce pocztowej odnajdywała i wciąż odnajduje wulgarne mejle, z których dowiaduje się, że zmarnowała życie porządnemu mężowi i ojcu.

Ból niewinnego dziecka

Niedawno Aleksandra przeczytała w jakiejś gazecie na temat wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Sąd za gwałt na dziewczynce skazał jej kuzyna na rok więzienia w zawieszeniu. „Czternastolatka nie została zgwałcona, bo nie krzyczała, kiedy 26-letni mężczyzna się do niej dobierał” – wyjaśnił dziennikarzom wrocławski wymiar sprawiedliwości.

Było tak: nastolatka przyjechała do rodziny na święta Bożego Narodzenia. Z braku miejsca goście kładli się po kilka osób na jednym łóżku. Obok dziewczynki położył się pijany krewny. Najpierw zaczął ją tylko całować. Potem rozbierać. Dziewczynka go odpychała, płakała. Prosiła, by przestał, że tego nie chce. Przez kolejne dni była w tak wielkim szoku, że dopiero po kilku tygodniach zwierzyła się ze wszystkiego matce. To był drugi z powodów, dla których kara za gwałt dla sprawcy była niewiarygodnie niska: nastolatka nie zgłosiła gwałtu od razu. Ten pierwszy, przypomnijmy: dziewczynka zamiast płakać, powinna krzyczeć.

– Kiedy czytam o takich historiach, mam ochotę wyć z rozpaczy, doskonale czuję ból tego niewinnego dziecka. Ta dziewczynka już pewnie nigdy nie wróci do siebie – uważa Aleksandra.

Albo ten wyrok dla synów notabli z małego miasteczka. Brutalny, zbiorowy gwałt na nastolatce zakończył się dla sprawców wyrokami w zawiasach. Powód? Dziewczyna była pijana, nie mogła więc podjąć racjonalnej decyzji. Nie krzyczała? No skąd!

I jeszcze ta biegaczka, którą wieczorem zgwałcił nieznany dotąd sprawca, wcześniej przykładając jej pistolet do skroni. Policja nie chciała uwierzyć ofierze, bo ta nie stawiała oporu! A potem szybko uciekła. I obrażenia nie były zbyt wielkie. I znów te pytania: dlaczego się pani nie broniła, nie krzyczała?

W Internecie ludzie nazwali biegaczkę oszustką. Porównywali do „matki Madzi”. Politycy bulwersowali się, że kobieta (w domyśle nierozsądna) biegała po lesie po ciemku.

Kultura gwałtu

– Na tym właśnie polega tak mocno zakorzeniona kultura gwałtu w Polsce, że o zgwałcenie i wszelakie przestępstwa seksualne obwinia się wciąż ofiarę, nie sprawcę – zauważa Mariola Wołoszyn, psycholog, emerytowana oficer policji. – Od wielu dziesięcioleci policjanci są szkoleni, że powinni traktować ofiarę z godnością i empatią, tyle razy zmieniano już przepisy i procedury, a my wciąż stoimy w tym samym miejscu. Ofiara zgwałcenia wciąż musi się gęsto tłumaczyć, dlaczego włożyła krótką spódniczkę, zamówiła sobie drinka i weszła w ciemną uliczkę. Myślę, że procedury niewiele zmienią, dopóki nie zmienimy mentalności Polaków, także policjantów, sędziów i prokuratorów, dopóki nie przekonamy ich, że okoliczności, w jakich doszło do zgwałcenia, nie mają znaczenia. Gwałt jest gwałtem, aktem brutalnej przemocy, niezależnie od tego, czy sprawcą jest psychopata, wypadający z krzaków, czy szanowany profesor. Czy ofiara krzyczała, broniła się, czy nie.

Przez wiele dziesięcioleci panowało w Polsce przekonanie, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, szczególnie Ameryki, gwałt w naszym kraju jest problemem marginalnym. Tymczasem z badań Beaty Gruszczyńskiej przedstawionych jeszcze w ubiegłej dekadzie w książce „Przemoc wobec kobiet w Polsce” wynika: 11,5 proc. kobiet doświadczyło w życiu gwałtu lub usiłowania gwałtu. Co roku w Polsce przemoc fizyczna lub seksualna dotyka 800 tysięcy kobiet, 100 tysięcy kobiet doświadcza przemocy seksualnej. Dane nie zmieniają się od lat: oficjalnie co roku 30 tysięcy Polek zostaje zgwałconych. Rzeczywista liczba gwałtów może być drastycznie większa, bo zazwyczaj aktów przemocy seksualnej Polki nie zgłaszają nigdzie. Ze strachu przed ostracyzmem, zemstą sprawcy, problemami w pracy i w domu zachowują je w tajemnicy. Potwierdzają to analizy Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji „STER” zebrane w raporcie „Przełamać tabu”, z których wynika, że 53 proc. badanych nie powiedziało o tym bliskim, a aż 91,8 proc. nie zawiadomiło organów ścigania. Ponad połowa kobiet nie zdecydowała się na zgłoszenie, ponieważ była przekonana, że policja nic w tej sprawie nie zrobi. Prawie co piąta zgwałcona Polka uznała, że nie ma sensu zgłaszać gwałtu, bo... nikt jej nie uwierzy.

Przez wiele dziesięcioleci panowało w Polsce przekonanie, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, szczególnie Ameryki, gwałt w naszym kraju jest problemem marginalnym. (Ilustracja Getty Images) Przez wiele dziesięcioleci panowało w Polsce przekonanie, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, szczególnie Ameryki, gwałt w naszym kraju jest problemem marginalnym. (Ilustracja Getty Images)

Latawice i mściwe suki

– Wiem, z czego to wynika. Opinia publiczna bardzo często usprawiedliwia sprawców gwałtów – mówi Kamila Ferenc, prawniczka związana z Fundacją przeciw Kulturze Gwałtu. – Otoczenie broni oprawców szczególnie wtedy, gdy są to osoby znane, na wysokich stanowiskach, z tak zwaną nieposzlakowaną opinią. Ofiarom przypisuje się wówczas najgorsze z możliwych cech, albo to latawice, albo „mściwe suki”, a do tego na pewno chcą wyciągnąć jakieś pieniądze.

Dla Kamili Ferenc bulwersująca jest nie tylko mentalność otoczenia, ale też postawa organów ścigania, efektem czego są częste, zbyt częste umorzenia spraw lub skandalicznie niskie wyroki. Tę mentalność doskonale pokazują statystyki. Z badania Centrum Praw Kobiet nad wiedzą i postawami policjantów i prokuratorów wobec gwałtu wynika, że 30 proc. prokuratorów i 39 proc. policjantów nie ocenia jako gwałtu sytuacji, w której sprawca doprowadza do stosunku pod wpływem środków farmakologicznych, na przykład pigułki gwałtu. Co więcej, prawie 20 proc. prokuratorów i ponad 30 proc. policjantów i policjantek nie uznaje za gwałt wymuszenia stosunku przy użyciu przemocy. Prawie połowa funkcjonariuszy policji uważa, że niechciany kontakt seksualny nie jest gwałtem!

Od dłuższego czasu organizacja Amnesty International domaga się zredefiniowania gwałtu w polskim prawie. Przepisy mówią jasno, że karze podlega osoba, która przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego. Tyle Kodeks karny. Jednak jest jeszcze dotychczasowe orzecznictwo, którym kierują się sędziowie i prokuratorzy. Ofiara powinna „stawiać czynny i nieprzerwany opór”, „manifestować swój brak zgody przez głośne protesty, prośbę lub krzyk”. Ma stawiać opór. „Rzeczywisty, a nie pozorny”.

To zupełnie nie odpowiada wymogom, które stawia konwencja stambulska. Polska ją ratyfikowała, zatem wzięła na siebie odpowiedzialność, że wdroży te wytyczne. – Nie wdrożyła i wszystko wskazuje na to, że długo jeszcze tego nie zrobi – zauważa Kamila Ferenc. Wyjaśnia, że konwencja kładzie nacisk na to, że za gwałt uznaje się każdą czynność seksualną sprawcy bez wyrażonej świadomie zgody drugiej strony.

Znany artysta z wpływami

Według prawniczki dopóki europejskie wytyczne nie zostaną wprowadzone do polskiego prawodawstwa, znaczna część ofiar będzie bez szans na uzyskanie sprawiedliwości czy zadośćuczynienia. – Szczególnie dotyczy to ofiar gwałtów małżeńskich i młodych kobiet, zgwałconych na imprezie, na przykład przez byłego chłopaka. Albo sytuacji zawodowych, gdy oprawcą jest szef czy syn miejscowego komendanta policji lub znany artysta, z ogromnymi wpływami w swoim środowisku. Te ofiary nie krzyczą, nie wyrywają się, bo albo są zaskoczone całą akcją, albo zastraszone. Nie mają zasinień, zadrapań, bo często są w szoku, zamrożone, sparaliżowane sytuacją.

Ferenc prowadzi sprawę kobiety, która od dziesięciu lat walczy o wyrok dla swojego męża, który regularnie ją gwałcił, zmuszał do seksu biciem, szturchaniem, szantażem emocjonalnym: jeśli się postawisz, będziesz miała w domu piekło.

– Gdy mu odmawiała współżycia, potrafił budzić ją w nocy, wyzywać od najgorszych, w ciągu dnia wywoływał nieustanne awantury. Ktoś spyta, dlaczego od niego nie uciekła. Bo takie ucieczki nie są wcale proste. Często w grę wchodzi przemoc ekonomiczna, brak środków do życia. Moja klientka zdecydowała się sprawę ujawnić dopiero wtedy, gdy mąż wyjął pistolet i zagroził, że ją zastrzeli. Końca sprawy w sądzie nie widać, kobieta cały czas żyje w traumie, nieustannym stresie. I, jak zwykle bywa u ofiar, obwinia się. Moja inna klientka akurat przez to, że długo walczyła o sprawiedliwość, zaniedbała wychowanie dzieci.

Pełnia władzy

Tymczasem gros kobiet o gwałtach, które przeżywają w małżeństwie, w ogóle nie mówi, więcej – część z nich w ogóle nie wie, że wymuszanie na nich seksu to gwałt, a nie święty małżeński obowiązek, jak próbuje im wmówić otoczenie.

W niedawno wydanej książce „Gwałt polski” Maja Staśko i Patrycja Wieczorkiewicz opisały sytuację, w której mąż, gwałcący regularnie żonę, cytował jej fragmenty Biblii, które miały świadczyć o tym, że ma nad nią pełnię władzy. Autorki oddały głos 19 kobietom (i jednemu mężczyźnie), książka jest wstrząsającym świadectwem kultury gwałtu panującej w Polsce.

– Poraziły nas nie tylko historie kobiet, ale też postawa otoczenia, szczególnie wymiaru sprawiedliwości. Jedna z naszych bohaterek, Katarzyna, przedstawiła nagrania w sądzie z gwałtu. Sprawca był dla sądu wręcz na talerzu, tymczasem sąd, zupełnie ignorując dowody, wytoczył Katarzynie proces o składanie fałszywych zeznań. Bo nie powiedziała o swoim wcześniejszym domniemanym romansie ze sprawcą. To było tak kuriozalne, że nie mogłyśmy uwierzyć. Takie rzeczy dzieją się w Polsce tu i teraz – mówi Maja Staśko.

Z zawartych w książce opowieści kobiet wynika, że do większości gwałtów dochodzi w domach, a sprawcami są albo bliscy, albo znajomi ofiary. Potwierdzają to zresztą i polskie, i zachodnie statystyki.

Maja Staśko: – Mit, że gwałcicielem jest nożownik z parku, już dawno poszedł do lamusa. Sytuacja, w której gwałcicielem jest krewny, partner, przyjaciel, ktoś, komu ufamy, sprawia, że kobiety doznają trwałego szoku. Są przekonane, że cały świat wokół nich jest niebezpieczny. Na dodatek wszyscy wokół wmawiają im, że to one są wszystkiemu winne. A oni? Byli pijani, chcieli się wyszumieć, faceci tak mają. Wszystko to, rzecz jasna, wynika z kultury, w której wciąż rządzi patriarchat, z braku edukacji seksualnej i antydyskryminacyjnej w szkołach, ignorancji organów ścigania. Ale też z braku empatii, wrażliwości na cierpienie ofiary. Kiedy Anna, której mąż gwałciciel czytał Biblię, zgłosiła się w końcu na policję, usłyszała, że przecież ma trójkę dzieci. Naprawdę chce z nimi zostać sama? Po co jej jeszcze większe kłopoty?

Większość bohaterek książki Staśko i Wieczorkiewicz nie radzi sobie z traumą po gwałcie, niektórych nie stać na terapię, a ich oprawcy często mieszkają po sąsiedzku. Katarzyna widywała swojego gwałciciela w Lidlu.

Tłumaczka Aleksandra spotykała swojego oprawcę w szpitalu, mimo procesu placówka nie zdecydowała się zawiesić ratownika w wykonywaniu pracy. Aleksandrze zdarzały się wtedy omdlenia i napady padaczki.

Pola minowe

– Ciało i umysł kobiety po gwałcie są jak pola minowe – zauważa Agnieszka Czapczyńska, psycholożka pracująca z osobami po traumie. – Nigdy nie wiadomo, w którym momencie nastąpi wybuch.

Psycholożka zauważa, że w sytuacji traumatycznej, a taką jest gwałt, nasz umysł zaczyna działać instynktownie. Ma do wyboru trzy opcje: walkę, ucieczkę lub zmrożenie, bezruch. – Wszystkie te opcje są nastawione na jedno. Na przeżycie – wyjaśnia specjalistka. – Tylko od naszych osobniczych cech zależy, który instynkt przeważy. Zmrożenie, całkowity paraliż, brak możliwości wydobycia z siebie krzyku, nawet słowa, to bardzo częsta reakcja. Gwałconą kobietę, która bije, awanturuje się i krzyczy, częściej niż w rzeczywistości zobaczymy w amerykańskich filmach.

Co dzieje się później? Bardzo często efektem gwałtu jest stres pourazowy, a to już choroba, którą trzeba leczyć. Wiele kobiet po doświadczeniu gwałtu pozostaje długo, czasem do końca życia, w stanie nieustannego napięcia, pobudzenia, nadmiernej czujności, lęków. Do tego dochodzi depresja. I flashbacki, powracające obrazy traumy, którym towarzyszą doznania w ciele tak, jakby działo się to w tej chwili. To dla kobiety prawdziwy koszmar. Aleksandra miewa flashbacki, gdy słyszy o kolejnym brutalnym gwałcie. O umorzeniu kolejnej bulwersującej sprawy z przemocą seksualną w tle. Ale także gdy czyta, że pisarka Blanka Lipińska, w której książce bohater gwałci stewardesę, mówi, że co dla jednych kobiet jest gwałtem, dla innych jest fajnym seksem.

Aleksandra: – To straszne, gdy gwałt, nawet w książce czy filmie, zostaje potraktowany jako zabawa erotyczna, jest w tym coś okrutnego, zwłaszcza dla kogoś, kto wie, jak naprawdę wygląda zgwałcenie.

Najczęściej obrazy z przeszłości wracają do niej, gdy słyszy odgłos nadjeżdżającej karetki. Nawet widok nieznanego jej mężczyzny w stroju ratownika potrafi wywołać u niej drgawki na całym ciele. Nie ma znaczenia, że od czasu gwałtu minęło już osiem lat. Jej oprawca, który po wielu latach batalii sądowych został w 2019 roku skazany prawomocnym wyrokiem na dwa lata bezwzględnego więzienia, nadal, z niewiadomych dla ofiary powodów, przebywa na wolności.

Z drugiej strony, jak zauważa Aleksandra, powrót do traumatycznych przeżyć zdarza jej się coraz rzadziej, wieloletnia terapia jednak przynosi eekty. – Pomagają grupy wsparcia, które można znaleźć w Internecie. Dają poczucie, że nie jest się ze swoim problemem całkiem samą.

Zgwałconym kobietom radzi szybki kontakt z organizacjami wspierającymi osoby dotknięte przemocą. Aleksandrze bardzo pomogły Feminoteka i jej Fundusz Przeciwprzemocowy dla kobiet z doświadczeniem przemocy seksualnej. – Dziewczyny z Feminoteki dały mi mnóstwo psychicznego, czułego wsparcia. Dzięki zorganizowanej zbiórce postawiły mnie ma nogi, mogłam spłacić część długów zaciągniętych w związku z procesem. I w związku z tym, że po gwałcie, po jego nagłośnieniu, spora część klientów ode mnie odeszła – wspomina tłumaczka. – Gdyby nie pomoc od innych kobiet, mieszkałabym najpewniej dzisiaj pod mostem.