1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Fantazje erotyczne kobiet

Fantazje erotyczne kobiet

Kobiety w wyobraźni, podobnie jak w życiu, powoli budują napięcie, ale świat ich wyobrażeń jest niezwykle bogaty. Nawet jeśli nie chcą o seksie rozmawiać, w myślach zapominają o zahamowaniach i oddają się czystej żądzy. (Fot. iStock)
Kobiety w wyobraźni, podobnie jak w życiu, powoli budują napięcie, ale świat ich wyobrażeń jest niezwykle bogaty. Nawet jeśli nie chcą o seksie rozmawiać, w myślach zapominają o zahamowaniach i oddają się czystej żądzy. (Fot. iStock)
Fantazje erotyczne kobiet są barwniejsze od męskich. Niejeden kochanek byłby zszokowany. Każdy chciałby wprowadzić je w czyn. Ale prawie żaden się o nich nie dowie.

Przez wiele lat kobiety nie miały fantazji seksualnych – to znaczy nie miały ich oficjalnie. Ta, która się przyznawała, była traktowana jak uzależniona od seksu lub emocjonalnie zaburzona, albo przypinano jej obie łatki jednocześnie.

– „Mężczyźni fantazjują i to jest normalne, a kobiety nie – i tak właśnie ma być”. To jeden z największych i najmniej prawdziwych mitów na temat seksu – mówi Małgorzata Zaryczna, psycholożka, terapeutka i seksuolożka.

Badania Kinseya z 1953 r. były czymś w rodzaju kulturowego szoku, gdyż pokazały, że kobiety nie tylko mają śmiałość fantazjować, ale robi to prawie jedna trzecia żeńskiej populacji! Co się stało w ciągu tych lat? Nagle zaczęłyśmy miewać marzenia erotyczne? Nie, po prostu zaczęłyśmy się do tego przyznawać.

Erotyczne show

W porównaniu z kobiecymi fantazjami, męskie są dosadne, rzeczowe i dość ubogie. Ich scenariusz sprowadza się do konkretów: z kim, jak i gdzie.

– Facet wyobrazi sobie jakiś fragment ciała, zbliżenie narządów, sam akt i… to wystarczy – mówi seksuolożka. – W książce o życiu seksualnym człowieka rozdział poświęcony męskim marzeniom erotycznym, byłby najkrótszy.

Damskie wizje to strefa soczystej imaginacji: są pełne szczegółów opisujących zachowanie obojga kochanków, miejsce i sposób, w jaki się kochają, oraz całą drogę, która doprowadziła ich do zbliżenia. Kobiety w wyobraźni, podobnie jak w życiu, powoli budują napięcie, ale świat ich wyobrażeń jest niezwykle bogaty. Nawet jeśli nie chcą o seksie rozmawiać, w myślach zapominają o zahamowaniach i oddają się czystej żądzy. Wbrew powszechnemu mniemaniu panie fantazjują o podobnych co panowie rzeczach: orgiach, seksie z nieznajomymi z użyciem form przemocy, które uprzedmiotawiają kobietę, z wykorzystaniem najróżniejszych akcesoriów, w miejscach publicznych, przy udziale widowni… Na pozór niezbyt rozbudzona seksualnie kobieta zamienia się w pomiatającą mężczyznami dominę, wyuzdaną kokotę lub ladacznicę, która oddaje się każdemu napotkanemu mężczyźnie.

– Fantazje zabierają nas w cudowną podróż, która wzbogaca rzeczywistość, choć często też ją przerysowywuje – mówi Zaryczna. – Pomagają spętanej wychowaniem i konwenansami świadomości dotrzeć dalej, głębiej i szybciej tam, dokąd chce niepohamowana i bezwstydna podświadomość.

Marzenia erotyczne są częścią naszej seksualności. I mamy z nich całe mnóstwo pożytku, m.in. podczas masturbacji: mało która kobieta jest w stanie doprowadzić się do orgazmu wyłącznie poprzez mechaniczne drażnienie narządów płciowych. Dzięki wyobraźni orgazm jest nie tylko możliwy, alei bardziej intensywny.

– Fantazje są po to, by było nam lepiej – przekonuje Zaryczna. – Pełnią wiele ról: wpływają na nasze obcowanie ze sferą erotyki, niezależnie od tego, czy mamy partnera, czy nie. Pozwalają zmniejszyć lęk, wykazać większą tolerancję dla różnych zachowań seksualnych, wzmóc popęd i apetyt na seks. Także lepiej poznać samego siebie i oswoić ukryte pragnienia. Są też doskonałym afrodyzjakiem. Nierzadko zastępują… zdradę, bo bywają katalizatorem pragnień, których związek monogamiczny nie akceptuje (flirtu, uprawiania seksu z kimś innym). Sprawiają też, że możemy poczuć się wspaniałym kochankiem lub kochanką. To bezpieczne urozmaicenie, dzięki któremu nie umieramy z nudów w małżeńskim łożu, co po latach sypiania z jedną osobą mogłoby się zdarzyć.

– Są tacy, którzy każdą kobiecą fantazję seksualną odczytują jako objaw frustracji, wygłodzenia czy niezaspokojonych potrzeb – mówi seksuolożka. – Jednak duże grono kobiet, prowadzących udane życie seksualne, właśnie dzięki nim szybciej wprowadza się w nastrój i ma więcej satysfakcji z seksu.

Męski lęk

Dlaczego ta kwestia była do tej pory owiana tajemnicą? To proste: na otwartość nie były gotowe ani kobiety, ani społeczeństwo. Fantazje były uważane za domenę mężczyzn – podobnie jak pożądanie i czerpanie przyjemności z seksu. Kobieta w tej materii była mężczyźnie podporządkowana. I nagle panowie dowiadują się, że w głowach ich kobiet, żon i kochanek pojawia się coś, czego nie można zobaczyć, dotknąć czy choćby… oprotestować. Na dodatek może stanowić nie lada zagrożenie, stać się czymś w rodzaju rywala. Ich myśli zaczęły biec według podobnego schematu: „Jak to możliwe, że jakieś marzenie może być dla mojej kochanki źródłem większego podniecenia niż ja sam? Po co jej te fantazje? Rozumiem, że robi to jakaś stara panna, której nikt nie chce, ale moja kobieta?! Czy nie ma ze mną udanego seksu?”. Żaden facet tak łatwo nie zaakceptuje utraty dominującej pozycji.

– Mężczyźni często czują się zagrożeni przez kobiece fantazje – mówi Zaryczna. – Podczas gdy powinni się cieszyć ze wszystkiego, co sprawia, że mamy większą ochotę na seks. Dla niego sama myśl o tym, że jego żona, dziewczyna czy narzeczona mogłaby podczas seksu myśleć o kimś innym, jest niewyobrażalna.

Nancy Friday, autorka kilku książek na ten temat, przyznaje, że badając kobiece marzenia erotyczne, szybko zrozumiała jedno: rozmowa o nich nie ma sensu w mieszanym, damsko-męskim towarzystwie. Większość mężczyzna nie była zainteresowana odnalezieniem czegoś nowego w zwyczajach seksualnych swojej partnerki. Kobiety zamiast czuć się przy nich swobodniej, milkły lub wręcz zaprzeczały, jakoby fantazjują czy to podczas masturbacji, czy też – co gorsza – podczas stosunku.

– O wiele łatwiej jest iść z kimś do łóżka, niż odsłonić to, co prawdziwe, głębokie i bardzo intymne – potwierdza Zaryczna. Aby się przyznać do naszych erotycznych marzeń, trzeba pozbyć się lęku przed odrzuceniem.

Najzabawniejsze i jednocześnie najbardziej zadziwiające jest to, że nikt nie kwestionuje pożytku z korzystania z „rekwizytów”, które mają podnieść apetyt na seks: kolacja przy świecach, wino, rozsypane na łóżku płatki róż, erotyczna bielizna, kajdanki... – to wszystko pomaga obojgu kochankom „złapać nastrój”. Czasem też wspólnie oglądamy erotyczne zdjęcia lub film – i w tym nie widzimy niczego złego. Dlaczego więc nie puścić sobie takiego filmu w naszej głowie, przed wewnętrznym okiem?

Kobiety nie chcą ujawniać swoich fantazji również dlatego, by nie rozbudzić oczekiwań partnerów. Lękają się, że potem oni będą oczekiwać, by realizowały je na okrągło!

Kwestia zaufania

Większości fantazji nie należy traktować dosłownie: jeśli śnię o seksie, w którym jestem zmuszana do współżycia, nie oznacza, że marzy mi się gwałt. Wręcz przeciwnie – żadna kobieta nie chciałaby naprawdę przeżyć tego bólu, strachu. Ta fantazja mówi: „Mam ochotę na seks bez zahamowań, ale jestem w stanie poddać się mu tylko wtedy, kiedy ktoś zdejmie ze mnie odpowiedzialność”. Wiedząc o tym, możemy w pełni wykorzystać umiejętność fantazjowania.

– Wprowadźmy pewne elementy z erotycznych marzeń do wspólnego pożycia – radzi Zaryczna. – Nasz partner może nas na przykład związać i w ten sposób symbolicznie ubezwłasnowolnić. Czasem wystarczy zawiązanie oczu, by seks nabrał zupełnie innego wymiaru.

Fantazja jest kobietą!

W 1993 r. dr Spencer A. Rathus z New York University stwierdził, że 72 proc. kobiet fantazjuje podczas stosunku. I to im młodsze, tym chętniej. Najczęściej wyobrażają sobie romantyczne sceny, seks z kimś innym niż stały partner, w odmiennej niż zwykle scenerii. Z kolei badanie przeprowadzone w latach 90. przez Janet Wolfe, psycholożkę z Nowego Jorku, pokazało, że z grupy 15 tysięcy kobiet nie fantazjuje jedynie 2,5 proc., a 97,5 proc. ma liczne, bardzo zmysłowe i rozbudowane fantazje.

Mówić czy nie mówić?

Czy warto zdradzić ukochanemu, co się dzieje w naszych fantazjach? Niekoniecznie. Zdaniem Małgorzaty Zarycznej, w tej kwestii powinniśmy się kierować zasadą: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” – nikt nie będzie zadowolony, kiedy usłyszy, że kochając się z nim, wyobrażamy sobie na jego miejscu kogoś innego. Takie informacje lepiej zostawić dla siebie. Jeśli jesteśmy w związku na tyle dojrzałym i bliskim, że możemy sobie pozwolić na mówienie o najskrytszych pragnieniach, przyznać się do fantazji, bez lęku, że zostaną ocenione i odrzucone – to wspaniale. Oznacza to bowiem, że zagościło w nim prawdziwe zaufanie i bezpieczeństwo.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Fantazje erotyczne - jakie skrywają o nas informacje?

To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W fantazjach nie chodzi tylko o podniecenie i rozładowanie jak w pornografii. To tajemniczy język, który kryje ważne treści. Warto go odszyfrować, bo pozwala poznać przyczyny niezadowolenia z życia, nie tylko erotycznego – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka zaburzeń seksualnych.

W swoich fantazjach był… maskotką: białym puszystym króliczkiem z niebieską kokardką. Jakiś nieudacznik? Gdzie tam! Miał wiele kochanek i partnerek. Ale żadna kobieta nie była dla niego dość dobra. Przyszedł do seksuolożki, bo był już tym zmęczony. No i poznał Elizę. Smukłą, wysoką blondynkę w typie sportowym. Ideał. Po kilku miesiącach, najwyżej roku, zawsze dochodziło do rozstania. Bał się więc, że i tym razem tak będzie. I że to Eliza odejdzie. Dlaczego? Adrian nie lubił inicjować seksu, chciał, żeby kobieta pierwsza go całowała, dotykała. Żeby potwierdzała jego atrakcyjność. Podziwiała. Pieściła jak króliczka…

Fantazja pomogła nam poznać przyczynę jego problemów ze zbudowaniem trwałego i dobrego związku, a także tych seksualnych schematów – mówi Karolina Strojecka, terapeutka zaburzeń seksualnych. – Spoczywała ona ukryta głęboko pod stertą wspomnień, a zwłaszcza trudnych uczuć z czasu, gdy Adrian miał kilka, a potem kilkanaście lat.

Żadna partnerka nie mogła mu dogodzić, bo nie pragnął niczego, co którakolwiek kobieta mogłaby mu dać. Którakolwiek poza jego matką. Adrian chciał tego, czego nie dostał w dzieciństwie. Bezskutecznie zabiegał wtedy o uwagę matki, zakochanej i zapatrzonej w romansującego na lewo i prawo męża. Zwracała się ku synowi tylko wtedy, kiedy odnosił jakieś dziecięce sukcesy, np. pięknie zaśpiewał na akademii w przedszkolu, wygrał konkurs na wypracowanie o babim lecie w szkole. Ładnie ubrany, z aksamitką na białej koszuli, miał rumieńce radości, mogąc przejrzeć się w oczach mamy. Cieszyła się, klaskała, a potem opowiadała jego ojcu, jakiego to mają wspaniałego synka. Reflektor jej uwagi gasł, pogrążając chłopca w mroku smutku, kiedy był zwyczajnym dzieciakiem: bawił się samochodzikami na podłodze w pokoju czy wracał z katarem ze szkoły. Adrianowi brakowało codziennej, zwyczajnej uwagi i czułości matki przez całe dzieciństwo. Ten głód wyraził symbolicznie w swojej pluszowej fantazji.

Dziura w koszyku

Brak miłości w dzieciństwie, kiedy dorośniemy, staje się jak dziura w koszyku, do którego zbieramy radość życia, poczucie bycia wartym miłości i kochanym. Cokolwiek tam wrzucimy, wyleci i koszyk pozostaje pusty, a my emocjonalnie głodni i niepewni siebie. Żadna kobieta, choćby nie wiadomo ile głasków ofiarowała Adrianowi, nie była w stanie zaspokoić jego pragnienia bycia widzianym i kochanym. Pomóc mogło tylko załatanie dziury w jego sercu. Łatą było zobaczenie tego, co odczuwał jako chłopiec. Odreagowanie trudnych emocji z dziecięcego pokoju: złości na matkę, smutku. A potem pogodzenie się z tym, że tamten czas już nie wróci i Adrian nie dostanie miłości mamy. To powinno wystarczyć, by mógł przyjąć miłość erotyczną kobiety.

Fantazje to poważna sprawa – mówi Karolina Strojecka. – Wydaje się, że mówiąc o nich, możemy tylko zawstydzić siebie i innych swoją perwersją. Otóż nie. Ujawnienie i analiza obrazów z naszej wyobraźni pomaga odkryć przyczyny braku zadowolenia z życia, nie tylko seksualnego.

Macho proszony na salony

Fantazja o dominującym kochanku, który łapie kobietę w pół, rzuca na łóżko i trzymając za włosy, bierze nawet wbrew jej woli, nie mówi wcale, że Zuza chce takiego kochanka. Że chce go mieć na co dzień. Ustalać z nim, kto rano idzie pierwszy do łazienki! Albo czy kupić auto w kolorze jej oczu, czy takie, które jest dobrze widoczne na drodze. No nie. Zuza kocha męża – ciepłego misia. Macho to tylko fantazja. Czyli co? – Zazwyczaj odpowiedź na konflikt wewnętrzny i trudności, z jakimi psychika się mierzy – stwierdza Karolina Stojecka. – Warto się zastanowić, dlaczego w lnianej pościeli w błękitne drobne kwiatki obok Zuzy i jej męża pojawia się macho?

Nie wystarczy opowiedzieć misiowi o tej fantazji? A potem wspólnie odegrać takie oto przedstawienie: misio – wciśnięty w drogi garnitur (bo to konieczny kostium macho mana z korporacji) – po przyjściu do domu bierze Zuzę. Trochę siłą, ale zgodnie z jej wolą. Na stole w kuchni albo na podłodze w salonie, byle nie w pościeli w kwiatki.

Karolina Stojecka: – Powiedzieć o swoich fantazjach partnerowi i je zrealizować? Jasne! Tylko że nie umiemy rozmawiać o seksie. Żartować z koleżankami o tym, czego byśmy posmakowały w seksie – tak. Ale odsłonić się przed partnerem? Czemu to takie trudne?

Kochanie, marzę, żebyś...

Ewa chce być jak kwiat. Związana sznurkiem, unieruchomiona. Zatrzymana w pięknie i zmysłowości. Naga. Bondage – zabawa seksualna polegająca na tym, że jeden z partnerów krępuje drugiego sznurem. Jego zwolennicy mówią, że związana tak kobieta wygląda jak bukiet. Takie fantazje ma Ewa, odkąd zobaczyła album japońskiego fotografa Arakiego. A w nim zdjęcia kobiet: jak pudełka prezenty z ciała i seksu. Poczułaby się wtedy bezpieczna. Poddana całkiem woli mężczyzny. Sama myśl ją podnieca, ale czy powie o tym Robertowi?

Kobieta mówi o fantazjach tylko wtedy, gdy ma poczucie bezpieczeństwa i bliskości w związku. Jest pewna, że partner akceptuje ją taką, jaka jest – mówi Karolina Stojecka. – Nie zaatakuje: „No co ty? Jak możesz?” albo „Takie świństwa mnie nie interesują”. Pacjentki obawiają się takiej reakcji partnera i pytają mnie często, jak sobie z tymi obawami radzić. „A jak popłaczę się i ucieknę?!” – mówią, kiedy radzę im mimo lęku opowiedzieć partnerowi o fantazjach. Odpowiadam: „Łzy to nie jest zła rekcja na »nie«”. Niech mężczyzna zobaczy, że jego partnerka ma miękki brzuszek, że jest jej przykro, a więc to dla niej ważne. Byleby odpowiedzią na jego „nie” nie była agresja: „I tak byś nie dał rady!”. Jeśli nawet partner ostro utnie propozycję sekszabawy, to wcale nie znaczy, że źle myśli o swojej kobiecie. Może naprawdę się obawiać, czy sprosta jej oczekiwaniom, czy da radę. A jak dwie osoby się przestraszą, to konflikt może pójść na noże.

Ewa powiedziała o swojej fantazji Robertowi i choć za pierwszym razem ją zbył, nie poddała się. Za radą terapeutki ponowiła prośbę po tygodniu. Robert w tym czasie zaciekawił się tym, czego pragnęła, bo też taka propozycja może rozpalić wyobraźnię mężczyzny. Trzeba mu tylko dać czas, by się z nią oswoił. By przejął kontrolę nad tym, czego chce jego kochanka, zaplanował i umiał zrealizować to, czego ona chce. Tak też się stało, bo Robert powiedział: „Dobrze, w weekend”. A jeśli mówienie o fantazji jest niemożliwe lub zbyt trudne? Albo partner naprawdę nie chce jej spełnić, ale jest otwarty na zmiany w relacji? Są inne sposoby na skorzystanie z mądrości, jaką niesie erotyczna wyobraźnia.

Zobaczyć w Misiu Rozpustnika

Dlaczego, kiedy Zuza zamknie oczy, jak diabeł z pudełka wyskakuje z jej wyobraźni macho? Łapie ją w pół i ciągnie ku całkowitemu zatraceniu zmysłów. Zuza chciała zrozumieć siebie, dlatego znalazła się w gabinecie specjalisty. Ojciec? O to zapytał ją seksuolog. Zuza miała dominującego i wybuchowego ojca. A i z mamą nie było jej lekko. Bała się ojca i czuła dystans do zimnej i wycofanej matki. Wybrała więc na partnera ich przeciwieństwo. Mimo jednak niechęci do powtórki emocjonalnej z dzieciństwa dla Zuzy, tak jak dla każdej kobiety, nieświadomym symbolem męskości pozostał ojciec. Wybuchowość i impulsywność podnieca więc Zuzę, a zarazem ją odrzuca. Odkrycie, kto tak naprawdę ukrywa się w postaci macho, to pierwszy krok. Drugi, dopełnienie jej związku o brakujący męski aspekt. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale nie ma w sobie nic z macho – nie ma nawet grama spontaniczności. Nie wykazuje też w świecie zmysłów żadnej inicjatywy. Jeśli Zuza chce być z nim szczęśliwa, musi w misiu odnaleźć rozpustnika. Czy to możliwe? Z odkurzaczem w ręku na co dzień nie prezentuje tego męskiego aspektu. Co nie znaczy, że go nie ma. Ona męski aspekt męża może też zobaczyć, kiedy pójdzie do jego firmy. Wyjęty z pościeli w drobne kwiatki misio okazuje się czasem szefem, który potrafi zdominować wielu mężczyzn. Dostrzec w mężu aspekt, którego w domu nie realizuje, to najprostsze rozwiązanie. Udało się: misio jest szefem firmy logistycznej, ma pod sobą kilkunastu kierowców. Uzupełniony o aspekt męskiej dominacji partner otworzył Zuzie drzwi do szczęścia we dwoje.

Dlaczego rozpustnik?

Mężczyźni rozdzielają często miłość i seks, żonę i kochankę. Kobiety czasem nie dostrzegają w mężu namiętnego kochanka. Takie rozszczepienie to efekt podwójnej moralności, odrzucania seksu jako czegoś złego i brudnego. To rozszczepienie (nazywane w seksuologii zespołem rycerza i rozpustnika albo madonny i ladacznicy) staje się powodem, dla którego mężczyźni szukają kochanki. Kobiety zazwyczaj tylko fantazjują, bo kultura nadal uczy je, że seks nie powinien być dla nich tak ważny jak macierzyństwo czy pomoc rodzicom. Dlatego wyobraźnia kobietom zazwyczaj wystarcza. Jednak i kobiety, i mężczyźni powinni starać się połączyć dwie postaci, na które rozpada się w ich doświadczeniu partner, aby być szczęśliwym, mieć poczucie wewnętrznej spójności. Jak połączyć rycerza i rozpustnika? Zuza przyjrzała się swoim wspomnieniom o tacie i zrozumiała, że wybuchowy ojciec był jej o wiele bliższy niż zimna matka. Bywał czuły i ciepły. Przypomniała sobie, jak jeździła z nim na żużlowe zmagania i jak się bawili, kibicując. Dopiero kiedy zaczęła dorastać, ojciec przestał mieć dla niej czas, zajęty pracą, alkoholem i konfliktem z matką. Zobaczenie ojca jako człowieka, który był i dobry, i zły, zintegrowało w wyobraźni Zuzy obraz mężczyzny. Celem jej fantazji nie był seks z macho, ale właśnie to wewnętrzne połączenie dwóch męskich aspektów.

Kiedy to on chce

Czerwone pończochy... Strój stewardesy! Mogę ci kupić! – jeśli mężczyzna przyzna się przed żoną do swoich fantazji, to, co wtedy nastąpi, zależy od tego, czy kobieta ceni siebie, czy nie. Jeśli jest pewna swojej wartości, uważa się za atrakcyjną, założy czerwone pończochy. Jeśli ma kompleksy, zrobi awanturę, że czerwone pończochy nosi żona jego brata! A w samolocie, którym lecieli do Egiptu, widziała, jak ślinił się na widok rudej stewardesy! A następnie wyciągnie z tego krzywdzące wnioski, dopasuje fantazje partnera do swoich kompleksów. Lepiej kupić pończochy i bawić się życiem we dwoje. – Wielu mężczyzn fantazjuje o kobiecych kostiumach. Takie przebieranki mogą im dać poczucie posiadania wielu kochanek, choć tak naprawdę pozostaną wierni jednej – mówi Karolina Strojecka. – Warto iść za ich wyobraźnią. Nawet jeśli żona brata nosi czerwone pończochy, a spotkana podczas lotu stewardesa była piękna, nie ma sensu tego wypominać. Wyobraźnia mężczyzny użyła tych obrazów, by pomóc mu dowiedzieć się, czego mu potrzeba.

Mężczyźni i kobiety miewają dziś często fantazje o męskiej dominacji. Czy to znak czasu? Czy mówi o jakimś wewnętrznym konflikcie toczącym się w kulturze? Mężczyźni czują się dziś niemęscy. Nie mają poczucia wpływu na rzeczywistość. Dowodem na to jest ich gremialna ucieczka w rzeczywistość wirtualną, w Internet, w gry i w pornografię – pisze prof. Philip Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni?”. Fantazje o macho są też odpowiedzią na męski kryzys. Kobiety stały się silne, decyzyjne. Kierują ludźmi w pracy i planują życie domu. Chcą więc chociaż w sypialni poczuć się małe, bezbronne i pożądane. Jak Ewa fantazjują więc o byciu bukietem kwiatów, a nie panią wiceprezes. – Kocham Roberta jeszcze bardziej, od kiedy zupełnie mu się oddałam, realizując fantazję w klimacie bondage – mówi Ewa.

Ukrywane pocałunki

Dorota fantazjuje często. Lubi to. Ale dziś jej marzenia wymknęły się spod kontroli. Dorocie „wyobraził się” pocałunek z... Kamą!? Przestraszyła się: „Czyżbym była lesbijką?”. Niekoniecznie. Może to być sygnał, że przeciwna płeć stała się dla Doroty zagrażająca. Dorota pokłóciła się z Tomkiem i od miesiąca nie śpią razem, nawet ze sobą nie gadają, poza technicznymi ustaleniami. Tomek pchnął ją tak, że kobieta ma siniaki na plecach. Jej mózg idzie więc na skróty i daje Dorocie czułość bezpieczną, bo płynącą od kobiety.

Fantazja o pocałunku z kobietą to wyraz złości i lęku, jakie budzi w niej mąż. Dorota potrzebuje namiętności i seksu, ale nie chce jej teraz od mężczyzny. Ta kobieta z jej fantazji, to… sama Dorota w masce Kamy. Bywa, że kiedy kobieta spotka swój ideał kobiecości, gdy marzy, by być tak piękną, atrakcyjną, niezależną i kobiecą jak tamta, to śni, że uprawia z nią seks, staje się więc nią.

Odkrywając fantazje, odkrywamy prawdę o człowieku – mówi Karolina Stojecka. – Jeśli tylko odważymy się im przyjrzeć. Zechcemy zrozumieć. Dorota powinna porozmawiać z Tomkiem i postawić granicę w ich relacji, by nie dochodziło do przemocy. Ale nie jest to proste, bo ojciec Doroty był „smutnym pijakiem”. Nie radził sobie ze sobą, a co dopiero z pracą, karierą. Dorota chce sobie skompensować ten brak męskiego wzorca właśnie eleganckim, ale za to agresywnym mężem. Tomek jest zadbany i silny. Agresja? To znak, że nie jest taki jak jej tato…

Internet niszczy fantazje

Pornografia podnieca. Owszem. Pokazuje kobiety zdominowane, jakimi bywają w fantazjach. Owszem. Ale tu podobieństwa się kończą. Porno to droga do szybkiego podniecenia i zaspokojenia. W fantazjach nie o to chodzi. Niosą także istotne nieświadome treści. – Fantazja pozwala poznać i rozwinąć swoją seksualność – mówi Karolina Strojecka. – Wzmocnić relację z partnerem. Podpowiada, co w niej uzdrowić. Pomaga się rozerotyzować. Otwiera na prawdziwą seksualną naturę.

Karolina Strojecka: psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej. Współpracowała z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem w Instytucie Seksuologii PTS.

  1. Seks

Erotyzm w pojedynkę - sposób na poznanie swoich potrzeb

Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy kobieta lubi sama dostarczać sobie rozkoszy, może okazać się to bardzo korzystne dla jej związku. Choć nie zawsze.

Podejście do autoerotyki zmieniło się diametralnie od czasów prababek. Dawne bzdury o grzechu, wyrastaniu włosów na rękach albo zezie zastąpiła zupełnie inna teoria. Dziś, gdy poskarżysz się seksuologowi, że seks nie daje ci rozkoszy, usłyszysz: „masturbuj się!”. Nieważne, czy jesteś w związku, czy śpisz sama. Tylko tak masz szansę nauczyć się, co to jest orgazm i gdzie go szukać. Co my na to?

Wzorem starożytnych mędrców pochwalamy umiar. Masturbacja nie jest groźna w skutkach, na pewno dzięki niej wzrasta znajomość własnego ciała. Dziś świat już nie oczekuje od wchodzącej w relację kobiety całkowitej niewinności i absolutnej czystości. Przeciwnie: lepiej, jeśli dziewczyna lubi seks i chętnie mu się oddaje. – I tak będzie, jeśli odkryje siebie, oswoi się ze sobą i samodzielnie zintegruje swoją seksualność – mówi psycholog i seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. – Dlatego seksuologowie zalecają treningi masturbacyjne także kobietom w związkach, jeśli mają problemy z osiągnięciem orgazmu podczas stosunku. Warunkiem przyjemności w łóżku jest odpowiednia synchronizacja, pełna akceptacja, zgoda na to, co się dzieje, i całkowity relaks – a to niekiedy łatwiej uzyskać w samotności niż we dwoje.

Kiedy kochanek zbyt młody…

Szczęściarą może się nazwać 20-latka spotykająca rówieśnika, który rozumie kobiece ciało na tyle, że jest w stanie dać jej przyjemność. Większość młodych kochanków nie potrafi jeszcze „postępować” z kobietą. Brak im wprawy, znajomości tajników kobiecego ciała; w dodatku z reguły wszystko dzieje się zbyt szybko. – Masturbacja w takiej sytuacji to często jedyny sprzymierzeniec młodej kobiety związanej z niedoświadczonym partnerem – mówi Twardo-Kamińska. Przekonała się o tym Weronika: – W świat seksu wprowadzali mnie kolejni mężczyźni. Ale trudno ich było nazwać mistrzami ars amandi, nie umieli pieścić kobiety i w ogóle myśleli raczej głównie o sobie. I pewnie nie odkryłabym orgazmu, gdyby nie przypadek: w poradniku przeczytałam, że kobieta orgazmu najlepiej może nauczyć się sama. Zaczęłam więc i… uczyłam się z przyjemnością – opowiada. Weronika próbowała różnych sposobów dochodzenia do rozkoszy – pieściła swoje ciało, sutki, łechtaczkę; trenowała różne siły nacisku i różne rodzaje dotyku. Tymi, które „działały”, dzieliła się ze swoim partnerem. I cóż? I bardzo dobrze!

– Dzięki moim wskazówkom partner wie, jak mnie dotykać i co sprawia mi największą przyjemność. We dwoje korzystamy z wiedzy na temat mojego ciała – mówi Weronika. Czy jej partner wiedział o tych „ćwiczeniach”? Nie, Weronika uznała, że to zbyt intymne doświadczenie.

Brak orgazmu

Ewa ma 30 lat. Jest z Albertem od półtora roku. Kocha go, ale… przez te półtora roku nie miała orgazmu. Zapytana, czy sama też nie osiąga przyjemności, unosi brwi. Przecież ma partnera, a te potrzeby powinien zaspokajać mężczyzna, masturbacja w związku jest czymś nienaturalnym. Owszem, wcześniej się masturbowała. Ale teraz już tego robić nie będzie, bo to niezgodne z jej poglądami.

To częste zjawisko: kobiety, które kiedyś chętnie oddawały się autoerotycznym praktykom, zarzucają je, gdy znajdują partnera. Wciąż wiele osób hołduje stereotypowi, że singielki mogą się masturbować, ale kiedy wchodzą w związki, powinny o autoerotyce całkowicie zapomnieć – chyba że partner wyjechał daleko i na długie miesiące. – Tymczasem masturbacja w związku może być dobra, pod warunkiem że nie zastępuje współżycia z partnerem – komentuje seksuolog. – Ale jako dodatek może stanowić miłe urozmaicenie.

Co to znaczy: dodatek? O takiej sytuacji mówimy wtedy, kiedy para normalnie współżyje i ma z tego odpowiednią dawkę przyjemności, ale kobieta raz na jakiś czas chce zostać ze swoją rozkoszą sama. Zwłaszcza jeśli ma większe potrzeby niż partner. Wiele kobiet lubi takie sam na sam ze sobą, niezależnie od udanego współżycia z partnerem.

– Czasem gdy leżę w wannie, w pachnącej pianie, dookoła palą się świece, a woda i zapachy pieszczą moje zmysły, nachodzi mnie nieodparta ochota, by się podotykać i dać sobie chwilę przyjemności – wyznaje Alicja. – Mam nadzieję, że nie ma w tym nic złego.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej – nie ma, pod warunkiem że nie jest to jedyny sposób dochodzenia do przyjemności. Masturbacja może być jednym z elementów życia erotycznego i wcale nie musi konkurować ze stosunkiem czy go zastępować. Zdarza się też, że masturbacja jest alternatywą dla pozamałżeńskich romansów. Chwila autoerotyki od czasu do czasu jest w porządku, pod warunkiem jednak, że w sypialni nie czeka spragniony naszego ciała i bliskości partner.

– Bo jeśli czeka – lepiej byłoby go do pieszczot zaprosić – mówi seksuolog. – Jeśli sprawiamy sobie rozkosz za zamkniętymi drzwiami, a potem odtrącamy partnera, to nie jest w porządku. Lepiej przyjąć scenariusz Renaty.

– Mój mąż bardzo się starał, ale coś było nie tak, nie mogłam osiągnąć szczytu – opowiada. – Po kilku miesiącach zebrałam się na odwagę i kochając się z mężem, zaczęłam sama się pieścić. Niepotrzebnie bałam się jego reakcji: był zachwycony! Obydwoje szybko osiągnęliśmy rozkosz.

Jak zapewnia seksuolożka: – Widok pieszczącej się partnerki jest dla mężczyzny bardzo atrakcyjny. Warto wciągnąć autoerotykę na listę zabaw, którym oddajemy się wspólnie z partnerem. Większość mężczyzn będzie zachwycona, obserwując pokaz kobiecej rozkoszy.

Erotyczne fantazje

Podczas seansu masturbacyjnego – czy jest on udziałem nastolatki, czy młodej mężatki – ważną rolę spełniają fantazje seksualne. – Kobieta, pieszcząc się, snuje różne wizje, które służą wzbudzeniu i spotęgowaniu podniecenia. Dobrze jest przyjrzeć się tym wizjom i elementom, które nas w nich podniecają, ponieważ to skrócona instrukcja obsługi własnej seksualności – mówi Joanna Twardo-Kamińska.

Bo jeśli znamy swoje fantazje, znamy też swoje upodobania. Te najskrytsze pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, ale są wśród nich i takie, które kiedyś z przyjemnością zrealizujemy w ramionach partnerów. Zdaniem wielu seksuologów seks w rytm fantazji erotycznych jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących.

Jak podkreśla Joanna Twardo-Kamińska: – Często zachęcam moje pacjentki do poszukiwania materiału, który mógłby stanowić wątek ich erotycznych fantazji snutych podczas autoerotyki. Fantazje są zlepkiem naszych doświadczeń, obserwacji, przechwyconych obrazów. Dlatego zajrzyjmy do sex shopu i zapytajmy o film erotyczny. Czytajmy erotyczną literaturę. Nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy ziarno podniecenia, które zakiełkuje kiedyś cudownym doświadczeniem. Poszerzajmy swój sypialniany repertuar, najpierw w teorii, by potem móc to zrobić w praktyce.

Erotyczne spotkanie ze sobą

Kulturowy zakaz masturbacji przynosi tak naprawdę całkiem sporo szkody. Zabrania czegoś, co jest dla człowieka naturalne, i odcina go od najlepszego źródła doświadczeń pozwalających nauczyć się własnego ciała. – Gdybyśmy żyli wolni od zahamowań narzuconych przez kulturę i normy społeczne, pewnie wszyscy młodzi ludzie masturbowaliby się regularnie i z ochotą. Niezależnie od płci – twierdzi Joanna Twardo-Kamińska. Nie byłoby to złe, bo masturbacja jest niezastąpionym narzędziem erotycznego samopoznania. Bo choć kobiety rodzą się ze zdolnością, której zazdroszczą im mężczyźni: mogą mieć wielokrotne orgazmy – to zanim doświadczą chociaż jednego, muszą poćwiczyć.

– Autoerotyzm pozwala kobiecie poznawać własne ciało, uczyć się ścieżek dochodzenia do rozkoszy, wypracowywać mapę rozkoszy, poznawać własne czułe punkty. Badania potwierdzają, że masturbujące się kobiety mają bardziej udane życie seksualne, a to często przekłada się na budowanie trwalszych więzi – wyjaśnia seksuolożka. I dodaje, że erotyczne ćwiczenia, okraszone fantazjami seksualnymi i zwieńczone orgazmem, mogą przynieść więcej pożytku niż przeczytanie poradnika na temat erotyki.

Ekspert: Joanna Twardo-Kamińska: psycholożka, seksuolożka, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO.

  1. Seks

Kocham, kiedy boli. Katarzyna Miller o tym, jak rodzi się w nas postawa sadystyczna i masochistyczna

Sadyzm i masochizm kojarzą się z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. (Fot. Getty Images)
Sadyzm i masochizm kojarzą się z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. (Fot. Getty Images)
Masowa wyobraźnia seksualna jest zapełniona przez przeróżne ekscesy, których atrybutem bywają pejcze i czarne skóry. Zamiast z wynaturzeniem sadyzm i masochizm kojarzą się nam dziś z wyżynami ars amandi, uważamy je za kontrapunkt dla nudnego małżeńskiego seksu. Dlaczego tak się dzieje? Jak rodzi się w człowieku postawa masochistyczna i sadystyczna? – zastanawia się psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Oto kolejny temat, któremu towarzyszy zwykle fascynacja...
...której nie wahajmy się nazwać niezdrową. Właśnie dlatego nie lubię tego tematu. Kojarzy mi się z podekscytowaniem licznej publiczności przekonanej, że sadomaso to rodzaj rewelacyjnego dekadentyzmu, rozkwitu cywilizacji zachodniej w libertyńskim wydaniu i najlepszym opakowaniu. Błyszczącym, czarnym i lateksowym. O szczególnym traktowaniu tematu świadczy już sam ten skrót i to, że wywołuje niezmiennie porozumiewawcze uśmieszki i spojrzenia, które niby mają sugerować, że my też lubimy się bawić „w te rzeczy”. Co, my jacyś gorsi jesteśmy?! A przecież tak naprawdę mało kto to lubi. Puchate kajdanki, skóry, nawet pejcze dajemy sobie w prezencie jako sugestię czy zaproszenie do udanego seksu. Cóż za nieporozumienie! Dla mnie jako terapeutki masochistyczno-sadystyczny seks to jest upadek. I to nie moralności bynajmniej, tylko ludzkiej nadziei na szczęście i spełnienie życia. Dotykamy tu bezpośrednio nagiej ludzkiej nędzy i poniżenia.

Nie spodziewałam się, że zaczniesz tak ostro. Bo przecież sadomasochizm jak każde zjawisko ma wiele odcieni. Leciutka doza pikanterii od czasu do czasu to chyba nie jest problem, zwłaszcza jeśli to gra?
Oczywiście. Bawić się można we wszystko, jestem jak najbardziej za urozmaicaniem sobie seksu. Pod warunkiem że jest to tylko i wyłącznie zabawa dla obu stron, i jest to dla obojga partnerów jasne. Wtedy niech sobie i będzie ten dreszczyk związany z tym, że nagle ja tu leżę związana, niby to na twojej łasce, i możesz ze mną robić, co chcesz. I sam ten fakt podnieca obie strony. Trochę w tym teatru, trochę gry wyobraźni – szczególnie gdy używamy przy tym jakichś tam fikuśnych rekwizytów. Ale przecież nie zakładam wtedy, że będziesz miał ochotę zadawać mi ból, prawda? Problem pojawia się wtedy, gdy żadna inna forma bliskości seksualnej nie jest w stanie człowieka pobudzić albo gdy bez pewnych tego typu elementów nie jest on w stanie osiągnąć orgazmu. Niestety, w prawdziwym sadyzmie podnieca tylko prawdziwy, nieodgrywany lęk ofiary, a masochista musi poczuć prawdziwy ból, by się spełnić. A więc ludzie dotknięci tą przypadłością, sadyści, masochiści albo sadomasochiści, są po prostu chorzy i powinni się leczyć.

Jednak dość często nasze fantazje erotyczne zawierają elementy przemocy. Przysłużył się temu choćby markiz de Sade, który wprowadził ten temat do masowej wyobraźni.
Był niezłym literatem, dzięki czemu udatnie określił w swoim zapisie normę pewnej choroby. Ale to jest tylko norma choroby i musimy sobie zdawać z tego sprawę. Coś, co ma człowieka pełnego lęku i braku miłości przekonać, że jest władcą życia, własnych i cudzych przeżyć. Czyli że to on rządzi. Podczas gdy w rzeczywistości jest sam we władzy ciężkiego nałogu. Szczególnego seksoholizmu, który człowieka uprzedmiotawia, maltretuje, może nawet zabić. Są słynne śmierci związane z duszeniem. Wyobrażasz sobie, że można żądać, by cię bito albo duszono podczas stosunku? Albo chcieć to robić komuś, żeby zaznać orgazmu? To oznacza, że ów ktoś doznawał w życiu tak silnych przeżyć, że żadne tam zbliżenie się do czyjegoś ciała czy dotyk nie wystarczają. Doznał cierpienia, które przerosło jego zdolność do asymilacji, więc się zamknął, znieczulił, zamroził.

Czyli nie rodzimy się tacy?
Nie. Dzieci są blisko seksualności. Podglądają się, pokazują sobie genitalia, bawią się w doktora. Dziewczynki wkładają sobie do cipki różne przedmioty. Ale jeśli tam włożą agrafkę, to dlatego, że jest mała, a dziewczynce brak jeszcze wyobraźni. Nie włożą otwartej agrafki czy igły, bo to boli, kłuje. Małe dziecko nie chce bólu. Żadne. Ale zdarzają się sytuacje, które uczą dziecko, że ból jest dobry. Dam przykład z mojej praktyki, który pokazuje, jak się rodzi postawa masochistyczna. Pewna kobieta, kiedy miała mniej więcej cztery latka, jadła zupę przy stole, a jej mama była w kuchni. Dziewczynka nieostrożnie machnęła rączką i zrzuciła ze stołu talerz. Zupa się wylała, a talerz stłukł. I ona wpadła w panikę, że mama ją skrzyczy i zbije – była o tym przekonana. Szybko wzięła do ręki ostry odłamek porcelany i przejechała nim sobie po nóżce. Zaczęła lecieć krew. I poczuła ulgę. Ponieważ dla matki tej dziewczynki zbicie talerza to była katastrofa, ona wiedziała, że musi zamienić tę katastrofę w jeszcze większą katastrofę, żeby się ochronić. Ta kobieta, pracując z tym zdarzeniem, odkryła, że wybrała ból, by zyskać ulgę, opiekę i zapobiec gorszemu bólowi. I od tej pory tak zaczęła działać. W związkach pozwalała się źle traktować. Bo masochizm ani sadyzm nie ograniczają się do sypialni. Ludzie pozwalają na siebie krzyczeć, nie szanować się, ranić nie tylko fizycznie. Ta kobieta najpierw sama przekroczyła swoje granice, skaleczyła się specjalnie. I za to spotkała ją nagroda: ulga i radość, że znalazła sposób, żeby się chronić i przyciągnąć uwagę matki. Strach i ból skleiły się w niej z ulgą, bezpieczeństwem i bliskością.

A jak się to ma do seksu?
Celowo mówię o sytuacjach nieseksualnych, żeby pokazać, że seks nie jest niczym innym niż pozostałe części życia. Inny przykład – doświadczenie pewnego chłopca, syna alkoholika, który sam się później stał alkoholikiem: szedł z tatą na spacer po raz pierwszy i jedyny. Miał parę lat. Podskakiwał i nagle jego nóżka ześliznęła się z chodnika. W tym momencie ojciec zareagował tak, jak reaguje alkoholik, czyli w sposób nawet dla siebie samego niezrozumiały. Zawrzał z wściekłości, że się dzieciak źle zachowuje na ulicy. I tak go skatował, że chłopiec nie mógł iść. I co zrobił wtedy tatuś? Posadził go sobie na ramionach i zaniósł do domu. I to jest najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa tego chłopca.

Znowu wzór: ból sklejony z ulgą i szczęściem. A jak się rodzi postawa sadystyczna?
Podobnie. Tyle że ulga nie pochodzi z doznanego bólu, tylko z odwetu. Ktoś doznał bólu, upokorzenia i bezradności, więc żeby sobie z tym poradzić, oddał komuś słabszemu. I doznał ulgi, napawając się lękiem swojej ofiary, jej słabością i tym, że w tym momencie to on ma władzę. Już nie jest osobą, która doznaje lęku, bólu i bezradności, tylko tę swoją bezradność przekuwa w siłę.

Nie wszyscy ludzie, którzy są sadystami, są sadystami seksualnymi. Nie wszyscy masochiści są masochistami seksualnymi. Skąd ten szczególny związek?
Żeby w ogóle coś wyszło z seksu, człowiek musi się rozluźnić. A masochista i sadysta żyją w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na karę, cios. To napięcie jest nieznośne, paraliżuje, znieczula, więc paradoksalnie jedyny sposób, w jaki taki człowiek może się rozluźnić, to wreszcie poczuć ten ból albo satysfakcję z zadawania go. Jest jeszcze jeden typowy przypadek, który może doprowadzić do wykształcenia się sadomasochistycznej postawy w seksie, a mianowicie dzieci molestowane seksualnie. Z jednej strony, gdy to się dzieje, boją się, nie chcą tego. Nie mogą się obronić, uciec, czują się bezradne. Jednak dość często zdarza się, że odczuwają przy tym przyjemność, a nawet podniecenie, czują się ważne, bo ktoś dorosły – na przykład ojciec – się nimi zajmuje. Te dzieci mają wdrukowany wzór uprzedmiotowienia, podniecenia, poczucia winy i jednocześnie potrzeby bycia za to jakoś ukaranym, a więc kompletnego zagubienia.

Mam w głowie jeszcze jedno skojarzenie: mężczyzna, w domu i biznesie absolutnie macho, a cichaczem chadza do prostytutki, której każe się bić i nazywać niegrzecznym chłopczykiem... to prawda czy wymysł?
Dobrze, że o tym mówisz. Tacy mężczyźni istnieją. I to ilu. Nie wszyscy naprawdę chodzą do tej zastępczej mamusi, żeby ukarała niegrzecznego synka, część tylko o tym fantazjuje. Coś takiego dzieje się, gdy w jakimś sensie dzielisz się na pół i w swoim codziennym życiu pokazujesz i wyrażasz tylko jedną stronę. Wówczas ta druga część ciebie, ukryta, wyparta, jakoś chce dojść do głosu. To bywa doprowadzone do ekstremum - i to jest właśnie ten przypadek, który opisujesz. Taki mężczyzna jako dziecko był zwykle tym bitym, karanym za błędy, za to, że nie spełnia wizji rodziców. I obiecał sobie, że już nikt nigdy go nie upokorzy, że to on będzie panem, będzie zdobywał, karał, zwalniał. I często udaje się mu wejść na sam szczyt, bo jest bardzo zdeterminowany, całą swoją siłę i motywację wkłada w to, żeby obronić tego bitego chłopca przed kolejnymi upokorzeniami. Życie, którym wiecznie się coś komuś udowadnia, jest pełne napięcia. I znowu potrzebne jest tego odreagowanie. Poza tym w głębi duszy taki człowiek nie czuje się wartościowy, uważa, że zasługuje na karę, bo to ciągle słyszał od matki. Więc chce, by go bito. Najchętniej owa zastępcza mamusia, bo od tej prawdziwej jest nadal uzależniony...

To wszystko, co opisujesz, to rzeczywiście wielka krzywda, cierpienie i prawdziwa ludzka nędza. Dlaczego więc zajmuje takie miejsce w kulturze? I dlaczego tak pokrętnie to zjawisko interpretujemy?
Łatwo jest skrzywdzić dziecko, trudno je naprawić. By człowieka tak skrzywionego wyprostować, trzeba naprawdę dużo pracy, odpowiednich warunków i dobrej woli. I kto to ma niby robić? Dlatego nauczyliśmy się to racjonalizować. Udowadniać, że to nieszczęście jest wielką zabawą, która niby świadczy o naszym wyzwoleniu. Dodajemy nieco szminki, lateksu, czerni i już nie wygląda to nędznie. I już możemy udawać, że mamy takie doznania, o których wy, szaraczki, pojęcia nie macie. Co tam ten wasz nudny seks w pozycji misjonarskiej, przy zgaszonym świetle, pod kołdrą. My jesteśmy panami doznań, świata, kontrolujemy, nie nudzimy się. A przecież się strasznie nudzą, nużą, niewiele czują, są uzależnieni. Czy naprawdę mamy im czego zazdrościć?

  1. Seks

Erotyka w snach. Co ci się dziś śniło?

Marzenia senne mogą dać istotne przesłanki co do faktycznego stanu zarówno twego umysłu, jak i potencjału erotycznego. (Fot. Getty Images)
Marzenia senne mogą dać istotne przesłanki co do faktycznego stanu zarówno twego umysłu, jak i potencjału erotycznego. (Fot. Getty Images)
Niektóre marzenia senne, zwłaszcza te erotyczne, budzą nieuzasadniony lęk, obawę, a czasem wstyd. Czy są wskazówką na temat tłumionych pragnień? A może – starą zasadą – należy je odczytywać „na odwrót”?

Galopujący koń? Wypadające zęby? Sylwester w Nowym Jorku? Cokolwiek to było, na pewno chodziło o seks. Tak powiedziałby Zygmunt Freud, który uważał, że sny to sposób, w jaki manifestują się nasze ukryte pragnienia, a te na ogół dotyczą seksu. Tylko że od czasów Freuda wiele się zmieniło. Coraz mniej fantazji seksualnych pozostaje w sferze marzeń. Coraz więcej z nich wolno nam zrealizować. Więc skoro nie mamy już specjalnych sekretów, sny chyba nie są w stanie wnieść niczego nowego do naszego życia? Są czasem miłe, zabawne lub szokujące, ale kompletnie bezużyteczne… Tak myślałam, kiedy zaczęłam pisać ten artykuł. W trakcie zmieniłam zdanie.

Tajemniczy nieznajomy

Zacznijmy od tego, że wcale nie czujemy się tak komfortowo w łóżku, jak mi się wydawało. Tak przynajmniej twierdzą eksperci. – Żyjemy w społeczeństwie powściągliwym w sferze seksu – uważa Graham Masterton, autor poradnika „Erotyczne sny i ich interpretacje”.

Jego zdaniem mamy wiele tajemnic – sami przed sobą, przed partnerem albo przed tzw. społeczeństwem. Ukrywamy skłonności homoseksualne, fantazje, które wydają nam się niestosowne, zbyt wybujały – naszym zdaniem – temperament. Czasami też po prostu nie dajemy sobie pozwolenia na przeżywanie przyjemności. Albo boimy się powiedzieć „nie” pomysłom partnera, w obawie, że wtedy przestanie nas kochać.

Psycholog dr Gayle Delaney, autorka „Snów erotycznych”, podziela jego zdanie i dodaje, że powściągliwość to jedna z podstawowych przyczyn braku satysfakcji seksualnej: – Żony mają zbyt wielkie opory, żeby poszaleć, mężowie są zbyt nieśmiali, żeby okazać inicjatywę – uważa Delaney. Jest też właścicielką „Dream Center” w San Francisco, gdzie próbuje, z tą rezerwą mężów i żon na bieżąco się rozprawiać.

– Sny erotyczne są właściwie jedyną sytuacją w codziennym życiu, kiedy myślimy o seksie niemal bez zahamowań – dochodzi do wniosku Masterton. Wysnuwa trudną do obalenia tezę: skoro natura wymyśliła sny (także erotyczne), muszą one czemuś służyć: – Twój umysł i cały organizm wkładają sporo energii w marzenia senne, musi być jakiś powód po temu. Tylko jaki to powód?

Skrzynka odbiorcza

– Istnieją dwa typy snu: sen wolnofalowy, składający się z czterech faz non-REM, oraz sen paradoksalny, znany jako faza REM (rapid eye movement) – tłumaczy psychoterapeutka i seksuolog Ariadna Rokujżo z Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju w Piasecznie. – W trakcie snu zachodzą przeróżne procesy na poziomie fizjologicznym oraz biochemicznym, o których można by wiele mówić. Szczególnie interesujący jest sen paradoksalny, służący do „regeneracji” psychiki, również podczas tej fazy pojawiają się marzenia senne, nazywane przez nas snami.

W głowie wyświetla się wtedy film. Czasem jest to horror, czasem romans, a czasem porno. Czy poza tym, że w nocy udaje nam się załapać na bezpłatny seans, są jeszcze jakieś zalety tej sytuacji?

Dr Delaney podpowiada, że sny mogą być inspiracją dla życia erotycznego. Jeśli pojawią się w nich obrazy, które nas kręcą – możemy wprowadzić je w życie. Wykorzystać podczas seksu z partnerem lub solo. Albo przypominać je sobie, kiedy potrzebujemy dodatkowego impulsu do osiągnięcia orgazmu. Ale to nie wszystko. – Sen jest swoistego rodzaju wiadomością wysyłaną z nieświadomości – tłumaczy Ariadna Rokujżo.

– Potrafi wznieść cię na nowy poziom odczuwania przyjemności seksualnej i pomóc uwolnić się od niepotrzebnych zahamowań – to z kolei dr Delaney. – Potrafi sprawić, że przypomnisz sobie swoją własną żywiołowość seksualną, której pozwoliłaś zgasnąć. Występujące w nim metafory wibrujące czystym, nieskażonym seksem potrafią zapoczątkować nowy etap rozwoju emocjonalnego czy twórczego lub zasygnalizować jego nadejście.

I jeszcze coś z Grahama Mastertona: – Marzenia senne mogą dać istotne przesłanki co do faktycznego stanu zarówno twego umysłu, jak i potencjału erotycznego oraz pomóc ci podjąć decyzje i działania przydatne w twoim związku seksualnym. Przekonali mnie.

Zero logiki

Jest tylko jeden problem: skąd mamy wiedzieć, co konkretny sen chce nam powiedzieć? Zwykle jest zaskakujący, nielogiczny, czasem kompletnie zwariowany i trudno go odnieść do rzeczywistości. Czy mamy zaglądać do senników, żeby go rozgryźć? Psychologowie nie są „za”. Ale nie są też „przeciw”. Z jednej strony – ten sam symbol może dla różnych osób oznaczać coś innego. Weźmy na przykład… seks z policjantem... Inaczej zinterpretuje go księgowa, a inaczej policjantka, o osobie, która jest na bakier z prawem, nie wspominając.

Ariadna Rokujżo twierdzi, że sprawdzanie dosłownego znaczenia snu jest niewystarczające, może wręcz ograniczyć wyjątkowość i niepowtarzalność naszego snu. – Nie sposób zinterpretować sen bez powiązania go z osobą, jej światem wewnętrznym, doświadczeniami, emocjami – mówi.

Ale choć bezrefleksyjne zaglądanie do senników niewiele da, czasem dobrze jest przeczytać kilka haseł. Nie po to, by przywiązywać się do tłumaczeń w stylu „Śni ci się ciąża – czeka cię wielkie szczęście”, ale by zastanowić się, czy rzeczywiście ciąża kojarzy ci się ze szczęściem. A może z utratą smukłej sylwetki i sprawności fizycznej? Czy boisz się jej, czekasz na nią, czy traktujesz jak małżeński obowiązek? No i czy ta ciąża śni ci się po raz pierwszy?

– Czasami pojawiają się sny, które wracają do nas potem w prawie niezmienionej formie – zauważa Ariadna Rokujżo. – Przypominają o czymś, czego nie chcemy pamiętać lub zwyczajnie powtarzają to, czego jeszcze nie zrozumieliśmy. Być może jest coś, czemu powinniśmy się bliżej przyjrzeć.

Kod dostępu

– Sny erotyczne są tak dalece osobiste i intymne, że nie można rozwikłać ich sensu bez aktywnego udziału samego śniącego – zachęca do refleksji Masterton. Uważa, że warto się pochylić nad każdym snem. Wiedząc, że nasza pamięć jest zwodnicza, lepiej zapisać wszystkie detale, a nawet narysować występujące w snach przedmioty czy scenerie. I zastanowić się nad symboliką, biorąc pod uwagę wszystkie skojarzenia i uczucia, które się w nas budzą.

– Zachęcam do tego, by sen potraktować jako wiadomość, by eksplorować jego znaczenie, nie oceniać, tylko przypatrywać się, z czym może być związany, co się dzieje we mnie i w moim otoczeniu, czy czegoś potrzebuję, a może jest tak, że czuję nadmiar i obciążenie – radzi Ariadna Rokujżo. – Dotyczy to również snów erotycznych. Sen może zainspirować do większego rozumienia siebie oraz relacji z innymi.

Psychologowie zachęcają też do prowadzenia dzienników snów, by zobaczyć, czy jakieś elementy się powtarzają. Radzą, by – notując kolejny sen – przeczytać zapiski z poprzednich, by dostrzec różnice i podobieństwa. Nie można pomijać żadnego szczegółu.

„Wiele osób, budząc się, nie posiada się ze zdumienia, że podczas snu tak serio traktowali trywialne i dziwne zdarzenia zachodzące wokół nich” – czytamy w „Erotycznych snach i ich interpretacjach”. „Nie powinni oni jednakże zbyt lekko odrzucać swoich odczuć. W snach działa szósty zmysł co do sensu i znaczenia rzeczy – intuicyjne poczucie, które nader rzadko występuje w nas za dnia – a przywołując te intuicje na pamięć, możemy się bardzo wiele nauczyć o sobie”.

Masterton radzi też, by unikać oczywistych skojarzeń. Zastanawiając się nad snem, nie poprzestawajmy na jednej interpretacji – a już na pewno nie na tej, która nasuwa nam się jako pierwsza. – Gdy wierna żona coraz częściej śni o seksie z innymi mężczyznami, wcale nie musi to oznaczać, że rozważa zdradę małżeńską, ale że chciałaby, aby jej mąż był seksualnie aktywniejszy – podpowiada.

Sen o homoseksualizmie nie zawsze wskazuje na ukryte pragnienia homoseksualne. Czasem to seks z samym sobą – z jakąś częścią naszej osobowości, którą chcielibyśmy zaakceptować. Sen, który zawstydza albo szokuje – na przykład stosunek z papieżem, szefem, własnym ojcem… może być metaforą jakichś konfliktów z tą osobą. Może też sygnalizować strach przed tak zwaną opinią publiczną. Albo niebezpieczne uwikłanie w stereotypy. Ale możliwych interpretacji jest nieskończona ilość…

I tak jak sen o seksie nie musi mówić o nierozwiązanych problemach łóżkowych, tak też sen, w którym się nie kochamy, może być naładowany erotyką. Przejażdżka na koniu albo wycieczka do jaskini to klasyczne Freudowskie symbole seksualne, ale każdy umysł tworzy swoje własne, prywatne skojarzenia i metafory.

Skok w dal  

Czy we śnie możemy podejrzeć, co nas spotka w życiu? Obiecują to niektóre senniki... Psychologowie twierdzą, że tak, w pewnym sensie sny bywają prorocze. „Ukazują one emocje nurtujące nas w podświadomości, na długo zanim jesteśmy gotowi przyznać się do nich przed samymi sobą na jawie” – czytamy u Mastertona.

Dr Delaney twierdzi, że mogą nam dawać pewne wskazówki, inspirować do refleksji. Jej pacjentom zdarzało się ponoć, że po tym, co im się przyśniło, odwoływali ślub lub się rozwodzili. Ale też przeciwnie – dostrzegali w partnerze zalety, których do tej pory nie doceniali. Zdaniem psycholog sny pomagają też odpowiadać na nurtujące nas kwestie i tym samym mogą wpływać na naszą przyszłość.

Wystarczy, że zadasz sobie pytanie, na które chcesz znać odpowiedź, zapiszesz je wieczorem na kartce, a potem będziesz powtarzać je przed snem  – tak długo, dopóki nie zaśniesz. Czy to działa? Sprawdźna sobie! Jeśli jednak nie przekonuje cię ten sposób – Ariadna Rokujżo podpowiada inny. Kartka i długopis nie będą potrzebne. – Warto porozmawiać z partnerem o swoich potrzebach seksualnych – radzi psychoterapeutka. – A wtedy zarówno sen, jak i życie dadzą wiele satysfakcji.

  1. Psychologia

Fantazjowanie pomaga nam w życiu - przekonują twórcy psychologii zorientowanej na proces

Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Zdarza ci się odpływać myślami podczas zebrania? Nie karć się za dziecięce roztargnienie. Według Amy i Arnolda Mindellów, propagatorów psychologii procesu, śnienie na jawie sprawia, że stajemy się bardziej kreatywni i lepiej rozwiązujemy konflikty.

Według badań naukowców z Izraela ludzie, którzy dużo fantazjują, są bardziej empatyczni. Arnold: Ja bym ujął to tak: ludzie, którzy dużo śnią na jawie i cieszą się z tego, mają wysoki poziom empatii. Generalnie wszyscy śnimy na jawie, chociaż większość z nas ten fakt wypiera. Amy: Nie wszyscy też zauważają swoje śnienia albo dochodzą do wniosku, że nie mają one żadnego znaczenia. Arnold:
Powiem więcej, im mniej fantazjujemy, tym bardziej jesteśmy podatni na różne uzależnienia. Narkotyki czy alkohol pomagają oderwać się od rzeczywistości tym, którzy nie potrafią tego zrobić w inny sposób.

Czy sytuacja, w której zawieszam się, gapiąc się bezmyślnie w jakiś punkt, to także śnienie na jawie? Arnold:
Tak. Twój mózg wyłącza się i zaczynasz fantazjować.

Jak często to robimy? Arnold:
Wielokrotnie w ciągu dnia. Prawdopodobnie przynajmniej raz na dwie godziny.

A czy nie jest tak, że śnimy na jawie wtedy, gdy się nudzimy? Arnold:
To prawda. Śnienie może przegonić nudę. Dodałbym też, że każdy śni na jawie, bez względu na to, czy lubi swoją pracę, czy też nie. Fantazjowanie jest spontaniczne. Ktoś może być bardzo zainteresowany pisaniem artykułu na komputerze i nagle, nie zdając sobie z tego w pełni sprawy, zacząć bujać w obłokach. W efekcie tego np. sprawdza coś na Facebooku.

Dlaczego to robimy? Arnold:
Ponieważ jesteśmy świadomymi istotami ludzkimi. Część z nas robi to notorycznie, cały długi dzień.

Jak to cały!? Arnold:
Jeśli żołądek boli cię od rana i myślisz, że to tylko ból i nic więcej, to jesteś w błędzie. To może być związane z kwasem żołądkowym, zaś ten może wydzielić się w wyniku śnienia w nocy o czymś ostrym, spiczastym, wręcz bolesnym. Czujesz ten sen w swoim żołądku, więc śnisz na jawie cały ten czas. Jeśli nie spoglądasz w swoje sny, nie analizujesz ich, to szybko przekształcają się one w sygnały płynące z ciała.

Czy to sny wywołują dolegliwości w organizmie, czy też problemy zdrowotne wywołują sny? Arnold:
I tak, i tak. Czasami trudno stwierdzić, co było pierwsze.

O czym ludzie fantazjują? Amy:
Jest wiele odpowiedzi na to pytanie. Postrzegamy siebie jako osobę, która np. w danej chwili jest bardzo zajęta albo zmęczona. Proces śnienia wywołuje w głowie stany lub rzeczy, których w danej chwili potrzebujemy. Przykładowo po naszym wywiadzie pan może zacząć fantazjować o obiedzie albo o pięknych kwiatach, które przypadkowo zwróciły pana uwagę.

Czyli fantazjujemy o zwykłych, codziennych rzeczach? Amy:
Tak. Tych, których w danej chwili potrzebujemy. Część naszego ja może być zmęczona albo głodna – stąd ten obiad czy coś wesołego, relaksującego. A część, której nie jesteśmy świadomi, może mieć potrzebę piękna – stąd te kwiaty. Tego, czego nam brakuje, próbujemy doświadczyć właśnie poprzez śnienie na jawie.

Jestem zaskoczony, bo myślałem, że śnimy na jawie o rzeczach, które są dla nas nieosiągalne. Że śnienie na jawie to także forma wyrzucania z siebie jakichś złych emocji – jako dziecko kiedyś fantazjowałem o sprawiedliwości wymierzonej starszym chłopakom, którzy krzywdzili słabszych. Arnold:
Niektórzy fantazjują o rozwiązaniu problemów, np. ktoś został okradziony i fantazjuje o tym, że odzyskuje te rzeczy w zdecydowany sposób. Ale śnienie na jawie wychodzi daleko poza to myślenie życzeniowe. Jest ono kształtowane przez pierwsze sny z dzieciństwa. Najwcześniejszy sen, jaki pamiętasz, organizuje – jak jakiś system w mózgu – wiele snów i śnień na jawie. Aż po ostatnie pięć minut twojego życia. I w ten sposób na nie wpływa.

Naprawdę? Skąd pan to wie? Arnold:
Bo pracujemy z ludźmi, którzy są bardzo bliscy śmierci. Oni wspominają wówczas te pierwsze sny z dzieciństwa. Przykład: pewien mężczyzna pamiętał, że w jego pierwszym śnie dwie siostry podeszły do jego łóżka, a on się wtedy obudził. Jak pan sądzi, co wydarzyło się tuż przed śmiercią tego mężczyzny?

Pewnie coś, co ma związek z tymi siostrami. Arnold:
Tylko on nie miał sióstr. Sprowadził więc dwie kobiety do swojego łóżka tylko po to, by potrzymać je za ręce. I krótko potem zmarł. Byliśmy przy tym z Amy. Podobnych sytuacji widzieliśmy wiele. Stąd wniosek – pierwszy sen, który pamiętasz, organizuje wiele z twoich fantazji, śnień. Jest jak mityczny wzorzec.

Byłem kiedyś na warsztatach Instytutu Eriksonowskiego, organizowanych dla menedżerów, biznesmenów. Tam powiedziano mi, że sytuacje, w których nagle zapatrujemy się ślepo w przestrzeń, odpływamy od rzeczywistości, można wykorzystać do zwiększania swojego potencjału, np. w pracy. Czy psychologia zorientowana na proces także potrafi spożytkować takie chwile do zwiększania naszych możliwości? Amy: Oczywiście. Pracujemy często z terapeutami. Jeśli są mocno zablokowani, to wprawdzie starają się dobrze wykonywać swoją pracę, ale im się to nie udaje. Muszą coś zmienić w sobie. W takiej sytuacji prosimy ich, by na chwilę dali odpocząć swojemu mózgowi, poczuli Ziemię, Wszechświat, to, co krąży wokół ich umysłów. By wyłapywali te myśli, marzenia, fantazje, które się pojawią, wszelkie nowe pomysły, idee, które do nich napłyną. Takie ćwiczenie jest dobrym źródłem kreatywności. Arnold:
Podam przykład ćwiczenia, które zastosowałem, pracując z wysokiej rangi urzędnikami. Chcieli mojej pomocy, bo narastał pomiędzy nimi konflikt. Poprosiłem, by co najmniej przez minutę rozluźniali mięśnie szyi i ramion, zrelaksowali się. Takie warunki sprzyjają śnieniu na jawie. Powiedziałem im, by zwrócili uwagę na myśli, jakie pojawiają się w ich głowach podczas tej chwili relaksu. Jeden z nich stwierdził, że faktycznie rozmarzył się i zobaczył siebie siedzącego nad rzeką. Wtedy poprosiłem wszystkich, by zaczęli udawać, że są nad rzeką i łowią ryby. Podczas tego ćwiczenia z przyjemnością udawali wędkarzy i zapomnieli na pewien czas o konflikcie. Dopiero wówczas wróciliśmy do tematu i w dyskusji znaleźliśmy rozwiązanie problemu.

Jeśli dobrze rozumiem, opowiadając innym o swoich snach na jawie, otwieramy się na nich i zacieśniamy relację, bo mówimy o rzeczach bardzo prywatnych? Arnold:
Śnienie jest dla ciebie, ale jeśli używasz go w biznesie albo innych relacjach, to wtedy otwierasz przestrzeń między sobą a innymi.

Dzieci fantazjują znacznie częściej niż dorośli. Dlaczego? Amy: Gdy dorastamy, zakładamy, że będziemy taką a taką osobą. Dzieci jeszcze tego w sobie nie zbudowały, więc mają łatwiejszy dostęp do snów, dość swobodnie płyną od jednego śnienia do drugiego. Robią to szybko i bardziej świadomie niż dorośli. Arnold:
Dlatego też odmianą rodzicielskiego napomnienia „dorośnij wreszcie” jest: „przestań marzyć”. Czyli: bądź realistą, stań twardo na ziemi! W Australii nauczyciele zwykli karać aborygeńskie dzieci za to, że te śniły na jawie. Bo, w przeciwieństwie do Aborygenów, kultura europejska nie rozumie potrzeby fantazjowania.

Czyli rodzice powinni pozwalać dzieciom na bujanie w obłokach, bo to im pomaga? Arnold:
Nie tylko im. Także rodzicom. Oni również potrzebują takich fantazji. Śniąc na jawie, dzieci otwierają przestrzeń między sobą a rodzicami. Dzieci mogą też pokazać dorosłym, jak to robić – to także może poprawić ich relacje.

W latach 50. w USA mówiono rodzicom, by nie pozwalali dzieciom na fantazjowanie, bo to może doprowadzić je do psychozy lub neurozy. Amy:
Pamiętam przypadek małego dziecka, które leczyliśmy w naszej klinice na wybrzeżu w stanie Oregon. Kilkulatek miał tak ciężką astmę, że gdy dostawał ataku, od razu musiał jechać do szpitala. Posadziliśmy go w środku koła dużej grupy i poprosiliśmy, by bawił się zebranymi tam zabawkami. Wybrał pacynkę Dartha Vadera (negatywny bohater „Gwiezdnych wojen”, usosobienie zła i siły – przyp. red.). Z początku trochę się bał. Zachęcaliśmy go do fantazjowania, że jest Darthem Vaderem, że ma w sobie dużo siły. I tak się stało – podczas śnienia na jawie poczuł tę siłę. Po tym ćwiczeniu jego napady astmy osłabły. Doświadczał tej choroby jako siły, która naciskała na jego klatkę piersiową, utrudniała mu oddychanie. Dzięki śnieniu na jawie w trakcie zabawy odzyskał swoją siłę i uwolnił się od tego nacisku.

Czytałem, że śnienie na jawie może także pomóc w utrwalaniu nauki. Arnold:
Stan zrelaksowania na pewno pomaga w nauce. Zanim stworzyłem POP, moim terapeutą był siostrzeniec Junga. Nim został lekarzem, strasznie obawiał się egzaminów na studiach. Zapytał więc wuja, co zrobić, by się nie denerwować. „Weź apteczkę i połóż ją pod poduszką”. Zrobił tak i zdał wszystkie egzaminy z doskonałymi notami. Ale nie zapewniam, że ten sposób daje 100 proc. gwarancji sukcesu (śmiech).

Dr Arnold Mindell: amerykański fizyk i psychoterapeuta, w latach 70. stworzył psychologię zorientowaną na proces (POP), obecnie popularną metodę psychoterapeutyczną. O POP, snach i pracy z ludźmi napisał 21 książek, które przetłumaczono na 27 języków.

Dr Amy Mindell: psychoterapeutka, propagatorka POP, znana z pracy z ludźmi w stanie śpiączki oraz wykorzystywania sztuki w terapii. Poświęciła temu kilka książek. Prywatnie żona Arnolda Mindella. Razem prowadzą warsztaty i szkolenia na całym świecie.