Czy seks może pomóc w leczeniu depresji?

fot. iStock

Seks to najzdrowszy i najtańszy antydepresant, pod warunkiem że uprawiamy go z miłości. Puszczanie się w wir polepszania nastroju za pomocą aktów fizycznych grozi popadnięciem w takie same tarapaty jak podczas przesadzania z alkoholem – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Depresja i seks mają ze sobą skomplikowane stosunki.

Depresja bardzo nie lubi seksu i ma wpływ na zmniejszenie satysfakcji seksualnej. Na dodatek większość leków przeciw depresji, szczególnie starszej generacji, może prowadzić do poważnych zakłóceń życia seksualnego. Leki wpływają na chemię mózgu. Większość z nich, niestety, blokuje seks, niektóre działają niemal kastrująco. Szczególnie u mężczyzn. Ale i u kobiet gwałtownie zmniejsza się gotowość do seksu. Przy ciężkiej depresji wszystko jednak wydaje się lepsze od niej samej, więc problemy z seksem schodzą na dalszy plan.

Mężczyzna może być dobrym kochankiem nawet z depresją, jeżeli uprawia seks miłosny. Hydraulika ma przecież z nim niewiele wspólnego. Depresja to wołanie o miłość. Więc kiedy kobieta dotyka miękkiego penisa nie dlatego, że chce stosunku, ale dlatego że kocha i każdy kawałek ciała mężczyzny jest dla niej ważny, to brak pełnej erekcji nie jest żadnym problemem. Ale o tym trzeba też umieć rozmawiać. Łagodne formy depresji szybko ustępują pod dotknięciem czułości, miłości, ciepła i troski mądrej kochającej osoby.Ale to fakt, że biorąc antydepresanty, musimy liczyć się ze zmniejszeniem pożądania i doznań w sferze genitaliów, mogą pojawić się zaburzenia erekcji i ejakulacji, zaburzenia w nawilżeniu pochwy. Orgazm może być spłaszczony i spóźniony. Zdarza się, że pacjenci przez pewien czas w ogóle go nie mają. Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakim natężeniu te objawy wystąpią. Rano jest nieźle, w południe nagle zupełna klapa. Warto jednak pamiętać, że paradoksalnie leki przeciwdepresyjne mogą mieć korzystne działanie na seks mężczyzny i śmieszne działanie na seks kobiety. W przypadku mężczyzn przyjmujących antydepresanty może zdecydowanie ulec wydłużeniu czas trwania stosunku. To korzystne dla mężczyzn borykających się z problemem przedwczesnego wytrysku.

A jak rozumieć sformułowanie, że leki mogą mieć „śmieszne działanie” na seks kobiety?

Są badania potwierdzające pojawianie się spontanicznie przeżywanych orgazmów u kobiet np. podczas ziewania…

Ale tak w ogóle to nie jest śmiesznie. Negatywny wpływ leczenia na aktywność seksualną jest za często bagatelizowany przez lekarzy, gdyż wydaje się im mało istotny w porównaniu z depresją. Faceci mają tu gorzej od kobiet. Męska hydraulika jest czuła na zmiany nastroju, a leki antydepresyjne potrafią być brutalne. Część męskiej tożsamości oparta jest na seksualnej mocy i jej przejawach. Większość mężczyzn z różnych powodów cierpiących na impotencję ma już tylko z tego powodu depresję. U kobiet to chyba wygląda trochę inaczej?

Zmniejszenie sprawności seksualnej kobiet nie działa aż tak destrukcyjnie. To też efekt przyzwyczajenia mężczyzn do tego, że kobietę ma prawo „boleć głowa”. Ale też odbycie stosunku przez kobietę, która ma mniejsze potrzeby seksualne, nie stanowi technicznego problemu.

Ale psychiczny „pas startowy” u kobiety wedle powszechnej opinii powinien być długi; by się oderwać od ziemi, powinna mieć dobre „warunki atmosferyczne”. A depresja jest jak czarna mgła…

Depresja na pewno wydłuża start, jednak są kobiety, które podrywają się do lotu w trzy sekundy. Mężczyzna w trudnych warunkach nigdzie nie poleci, chyba że mu pomoże partnerka. Mówiąc o pomocy, mam tu na myśli również zrozumienie, dobre słowo, czułość. Pamiętajmy, że w depresji seks bywa też formą leczenia. Pod warunkiem że nie jest traktowany jako wyczyn. O leczeniu seksem depresji pisze w swoich naukowych publikacjach seksuolog Barbara Keesling. W Polsce ukazała się jej książka pt. „Leczenie seksem”.

Czytałem wyniki badań, z których można wywnioskować, że najczęstszym powodem odstawiania leków (nawet gdy jest to groźne dla zdrowia, gdyż depresja może wrócić) jest właśnie seks.

Nie jestem psychiatrą, ale wiem, że są takie antydepresanty nowej generacji, które seks mogą nawet wzmagać. Te leki nie zawsze jednak biorą depresję na rogi, co czasami udaje się brutalnym środkom starszej generacji, które w seks walą toporem. Ale seks to przecież nie tylko orgazm i erekcja, to też czułość, petting. I to właśnie próbuję przekazać pacjentom.

Warto też im mówić, że nawet jeśli leki ograniczają czy blokują seks, to nie robią tego na zawsze.

Można odstawić leki na dzień, dwa, ale to już wymaga wyczucia i wiedzy, jak na to zareaguje nasz organizm. Każda taka decyzja powinna być uzgadniana z psychiatrą. Z nim trzeba też porozmawiać, czy nie ma niebezpieczeństwa w równoległym przyjmowaniu środków na erekcję działających jak klin wobec antydepresantów. A są głosy, że można tak robić.

Pacjenci z umiarkowaną depresją traktują seks jako pociechę. Miłość fizyczna redukuje napięcie, daje radość, więc może seks powinniśmy traktować jako antydepresant?

Na temat antydepresyjnego działania seksu sporo mówi się w publikacjach seksuologicznych, pamiętajmy jednak, że seks to nie tylko orgazm. Wiele badań wskazuje na to, że pacjenci, którzy są leczeni z powodu różnych chorób, nie tylko depresji, jeżeli są obdarzani ciepłymi gestami ze strony opiekunów, lepiej znoszą ból itd. Część terapeutów diagnozuje prawdziwą depresję u pacjenta poprzez analizę jego emocji. Pacjent, który wzbudza chęć pocieszenia, przytulenia, zaopiekowania się, łatwo płacze, to najczęściej osoba dotknięta depresją. Nic więc dziwnego, że depresja szybciej mija tam, gdzie jest pociecha, a pociechą jest także bliskość.

Ale sama czułość, bliskość, nawet największa, nie przegoni depresji jako choroby.

Dlatego nowe leki, choć są cudem, czasami jednak nie działają. Wtedy trzeba szukać innych, zmieniać je i na ogół po jakimś czasie chemia zaskakuje. Psychoterapia jest drugim skrzydłem leczenia, a czułość, bliskość, seks to jakby ścieżka trzecia. Ale depresyjność może nie być chorobą, lecz tendencją, stanem duszy, stałym cieniem.

Norwid nazwał to „czarną nicią”.

Bywają ludzie, których ta czarna nić oplata zawsze, są jakby smutni z natury, takie było ich dzieciństwo, wychowanie, w końcu – taka jest ich biologia, geny. Są też ludzie, których osobowość od dzieciństwa rozwijała się w pełni światła. Smutni, kiedy dopada ich depresja, popadają w czarną rozpacz. Weseli z natury załamanie depresyjne przezwyciężają, korzystając między innymi z energii, jaką daje intymna bliskość.

Gdy nie było antydepresantów, ludzie instynktownie szukali pomocy w alkoholu. Myślę, że 90 procent alkoholików to ludzie z problemami z depresją, alkohol redukuje napięcia, polepsza nastrój, ale jego wady znamy.

Seks to najzdrowszy i najtańszy antydepresant, pod warunkiem że to seks miłosny. Puszczanie się w wir polepszania nastroju za pomocą seksu grozi popadnięciem w takie same tarapaty jak z alkoholem. W skrajnych przypadkach przeradza się to w seksoholizm.

 

Krzysztof Korona psycholog, psychoterapeuta, seksuolog.

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »