Kochanka kontra żona

fot. iStock

Kochanki mówią, że to miłość. Żony, że tylko seks! A co myślą mężczyźni i dlaczego mają kochanki? Wyjaśnia seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

W książce „Sztuka obsługi penisa” mówisz, że mężczyznom zdarza się umrzeć podczas seksu z kochankami i prostytutkami, ale nie ma doniesień, że także podczas seksu z żoną. Na czym polega różnica?

Gdyby tak mężczyźnie podczas seksu z żoną nałożyć opaskę z pulsomierzem, to często okazałoby się, że ma niższy puls niż wtedy, kiedy czyta książkę, której akcja go wciągnęła. Zresztą podobnie zareagowałyby pulsomierze na nadgarstkach wielu żon. Często, gdy pary przychodzą do mnie na terapię małżeńską, kobieta mówi: „Wie pan, jestem bardziej rozemocjonowana, oglądając serial, niż wtedy, kiedy on zaczyna mnie dotykać”. Bo ten ich seks jest rutynowy, skrajnie przewidywalny, a taki nie ekscytuje. Zawsze w bezpiecznych warunkach: w zamkniętej sypialni, o bezpiecznej porze, kiedy nikt ich nie nakryje, czyli piąta rano albo 22. Nic nie podnosi pulsu…

A seks z kochanką?

Właśnie, ten jest zupełnie inny! Opaska pulsomierza zaczyna migać, bo często już sama sytuacja jest ekscytująca. To prawdziwa partyzantka, kiedy z kochanką mężczyzna spotyka się w biurze w schowku na szczotki albo kiedy widuje się z nią tylko podczas szkoleń. On prowadzi panel ekspercki od 10 do 14, a ona od 15 do 20. Mają na przerwie kawowej jakieś 30 minut, żeby coś się między nimi wydarzyło. Biegną więc do pustego pokoju… Niezwykle ciekawe jest to, że nawet jak kochankowie wynajmują apartament, to rzadko kiedy kochają się w łóżku. Zazwyczaj robią to na blacie w kuchni, w łazience, na pralce, na fotelu. Zawsze poza łóżkiem…W takich warunkach można paść na zawał serca.

Dlaczego kochankowie nie chcą seksu w łóżku?

Bo to właśnie jest rutyna, symbol seksu małżeńskiego. A ci mężczyźni, którzy mają syndrom Madonny i ladacznicy, dzielą kobiety na żony i na kochanki. I oni nie chcą profanować swojego romansu. Bo żony to te, które są przewidywalne, w seksie niewymagające, wystarczy im właśnie to, co rozgrywa się w kwadracie łóżka. Żona jest od tego, żeby jej przynieść kwiaty i z nią porozmawiać. A nie po to, żeby ją adorować, klepać po pupie, pisać gorące SMS-y. Od tego są kochanki, także od erotycznych zabaw z gadżetami, od gorących SMS-ów, od pożądania, seksu, który jest nieprzewidywalny i ekscytujący.

Może kiedy żona staje się kochanką innego mężczyzny, to też przestaje być nudziarą w świecie zmysłów!?

Oczywiście! Żona jest nudna, bo mąż ma takie wyobrażenie na jej temat, ale kiedy ktoś ją zacznie adorować, może wyzwolić w niej namiętną kochankę. I to właśnie problem wielu mężczyzn, że oni mają takie przekonanie, taką obsesję: żona musi być nudna. Dlaczego? Bo oni takiej potrzebują! Chcą mieć w domu bazę wypadową. Przecież gdyby żona nie była nudna, to oni by musieli walczyć na kilku frontach, czyli kochać się z żoną, a potem poza domem uwodzić te inne kobiety. No jak? W domu ci mężczyźni chcą mieć szpital polowy, tu mają się regenerować, żeby móc ruszyć w tango, dalej eksplorować rzeczywistość.

Mężczyźni, którzy chcą mieć w domu Madonnę, a poza domem ladacznicę, nie mogą mieć w domu jednego i drugiego?

Nie chcą zrezygnować z kochanek, bo wtedy brakuje im różnorodności. A brak im jej, bo nie są kreatywni w seksie. Żeby się kochać namiętnie z żoną, mężczyzna musi mieć nowe pomysły na seks, szukać różnorodności w technice, w zmysłowości. A to trudne. Łatwiej mu wejść w taki atawizm ewolucyjny i skupić się na relacjach z wieloma kobietami. Wtedy podsyca jego energię i kreatywność efekt Coolidge’a…

Co to jest efekt Coolidge’a?

Odpowiem anegdotą o wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych z żoną na fermie kur. Na wieść, że kogut – duma farmera – może odbywać dziesiątki stosunków dziennie, pani prezydentowa powiedziała: „Proszę powtórzyć to panu Coolidge’owi!”. Gdy to zrobiono, prezydent spytał: „A czy za każdym razem z tą samą kurą?”. „Nie, za każdym razem z inną!” – wykrzyknął farmer. „To proszę powtórzyć to mojej żonie” – powiedział Coo­lidge. Jeśli mężczyzna kocha się z żoną, to często potrzebuje przynajmniej pół godziny, żeby mieć z nią kolejny stosunek. Ale jeśli do sypialni wejdzie inna kobieta, to może się z nią kochać po kilku minutach. Tak to matka natura wymyśliła, daje nam pobudzenie nowością.

A więc w starciu z żoną kochanka wygrywa walorem nowości. Może jest jak setna kura?! Choć myśli, że ten mężczyzna ją kocha i czeka latami, aż kogut odejdzie z kurnika?

Właśnie, miłość. Mam klientkę pracującą w korporacji, która przez kilka miesięcy była uwodzona przez szefa. W końcu na wyjeździe integracyjnym uległa mu, a wtedy on przed nią odsłonił seks ekscytujący, zaskakujący, choć mocny. Ponieważ z mężem miała rutynowe stosunki, jak z zegarkiem w ręku, zaczęła się spotykać z szefem, choć za każdym razem seks z nim był ostrzejszy. Kochanek ją wiązał, podduszał… Zwiększało to przeżycia, bo z braku tlenu wpada się w stany halucynogenne, ale stało się też niebezpieczne. Ale ona się na to godziła, bo myślała, że on to robi z miłości.

Z miłości ją poddusza? Można wpaść na taki pomysł?

Można, tu chodzi o projekcje. Kobieta projektuje swoje uczucia na partnera, a ponieważ go kocha, to gdy on ją wiąże i poddusza – a więc uprawia seks w przekraczający jej granice sposób – ona myśli, że robi to z miłości. Wie, że nie kocha się tak z żoną, tylko z nią, więc jest przekonana, że jest dla niego kimś wyjątkowym. A to dla kobiety wielki walor. A tymczasem on robi to z nią, bo akurat ma ochotę być brutalny. I to nie tylko w stosunku do niej. Do różnych kobiet. Poza żoną, bo żonę szanuje. To jego Madonna, więc jeśli żona go skrytykuje, to on się jej nawet nie odgryzie. Wyładuje złość na kochance.

A kochanka to uzna za wyraz miłości…

Wspomniana klientka przyszła do mojego gabinetu, żeby mnie zapytać, kiedy kochanek się z nią ożeni. Pewnie nigdy. Nawet jeśli nie sypia żoną, to nie ma znaczenia, bo żona nie jest od seksu.

Taki mężczyzna ma dwie twarze, skoro aż tak inaczej traktuje kobiety: tu Madonna, a tu ladacznica! Trudno to zrozumieć.

Kiedy mężczyzna jest w fazie pobudzenia nowością, pisze wiersze, zamawia koncert zespołu rockowego pod oknem wybranki itp. Ale kiedy wreszcie zostaje z nią sam na sam, odczuwa zwierzęce pożądanie. I trudno mu te dwa odczucia połączyć w jeden obraz kobiety. Wielu mężczyzn nie umie tych uczuć zintegrować, więc obdarza nimi dwie kobiety. Rozdziela: tu miłość, a tu chuć.

Seks na granicy perwersji wyklucza miłość?

Chodzi o to, żeby nie łączyć tego, że jeśli mężczyzna robi z kobietą lub dla kobiety coś wyjątkowego, to znaczy, że ją kocha. Nie musi. Mężczyźni po prostu robią różne rzeczy dla różnych kobiet, bo lubią poczuć się potrzebni. Jutro nie muszą już tego chcieć.

Znam kochanki, które właśnie z powodu opiekuńczości swoich kochanków prezesów zakochały się w nich, choć początkowo myślały tylko o karierze…

To tylko dowód na to, że kobiety mają inne podejście do seksu niż mężczyźni – nie przez instynkt, ale przez emocje, przez mózg. I to się na razie nie zmienia, choć są badania mówiące, że ułamek procenta kobiet, te bardzo majętne, zaczyna zmieniać styl seksualnego funkcjonowania. Patrzą na mężczyznę pod względem jego atrakcyjności fizycznej. Jednak zdecydowana większość zakochuje się w wyobrażeniu, jakie ma w głowie na temat tego mężczyzny. Wszystkie jego zachowania interpretuje tak, by dostrzec w nich miłość. A motywacją może być przecież kaprys albo pożądanie. Szansa, że mężczyzna zakocha się w kochance, jest nikła. Nie warto żyć złudzeniami.

Ale zakochana kochanka czeka, aż on odejdzie od żony. A on znika bez słowa. Kochanka nie rozumie dlaczego. Opowiada: „Dopiero po kilku miesiącach poszliśmy do łóżka. Rozmawialiśmy, patrzyliśmy w gwiazdy… Uwierzyłam, że mnie kocha i się rozwiedzie!”.

A jak wygląda ta historia z jego strony? Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że nie może wyglądać na seksualnego drapieżnika, że zdecydowanie szybciej osiągnie swój cel w tej grze, opowiadając o sobie, słuchając zwierzeń. Dlatego rozmawia o uczuciach, o złych żonach itd. Wie, że prąc do seksu od początku, nic nie wskóra, a więc opowiada o sobie i swoich pasjach.

Czy mężczyźni lekceważą uczucia kobiet?

Jeśli mężczyzna nie potrafi widzieć w jednej kobiecie cudownej towarzyszki życia i jednocześnie tej, z którą można poszaleć w nocy, brak mu empatii wobec kobiety, z którą dąży tylko do zaspokojenia swojego popędu. Empatię zresztą trzeba w sobie wyćwiczyć. Mężczyźni, którzy potrafią połączyć w jednej kobiecie te dwa aspekty, nie potrzebują pomocy seksuologa i rzadko wdają się w romanse.

Z jakiego powodu kobiety godzą się na to, by być kochankami?

Zazwyczaj dlatego, że mają zaniżone poczucie własnej wartości, nie wierzą, że im się należy stuprocentowy związek, że zasługują na pełną miłość. A więc po obu stronach są deficyty. Kobieta ze zdrową samooceną nie skorzysta z opcji, w której będzie tą trzecią. Nawet gdyby facet był półbogiem. Bywa jednak, że jej problemu na pierwszy rzut oka nie widać. Kobieta może być narcyzką, która brak pewności siebie tuszuje atrybutami sukcesu, np. drogą torebką czy luksusowym autem. Zazwyczaj jednak kochankami zostają te osoby, które były w dzieciństwie odrzucone przez ojca albo matkę. Podobnie jest z żonami, które akceptują zdrady albo udają, że ich nie widzą. Kiedy obie, żona i kochanka, podniosą swoją samoocenę, mężczyzna usłyszy od nich „basta!”.

Dlaczego tak rzadko kochanka zostaje pokochana?

W pracy, zwłaszcza w open space, ludzie się uwodzą spojrzeniami, przelotnym dotykiem, śmiechem. Kiedy więc mężczyzna patrzy na koleżankę, która jest wyszykowana, uśmiechnięta, a do tego ma piękny biust, to nie myśli: „O, wreszcie są widoki na wielką miłość!”. Myśli o seksie! Miłość to on ma z żoną. Żona mu się z seksem nie kojarzy, bo rano widzi ją rozmemłaną po nocy, a wieczorem w wygodnym dresie, ale za to bawiącą się z ich dziećmi. Ale kojarzy ją z uczuciem. Dlatego on miłości nie szuka na zewnątrz. Ma ją ze swoją domową Madonną. U kochanki nie szuka porozumienia dusz, szuka pożądania, ekscytacji. Wie też, że do kobiety można się dostać przez ucho. Nawija jej więc makaron na uszy, że jest wyjątkowa, że on się z żoną nie rozumie, że z nią nie sypia. No i po miesiącach zabiegów nawet kobieta ceniąca moralność ulega. Wielu mężczyzn powie: „I o co chodzi? Rozłożyła nogi, no i co?”. A to nieprawda! Kobieta często rozkłada serce. I kiedy on wraca do żony, ona traci zaufanie do ludzi i wiarę w siebie. Są mężczyźni brutalnie wykorzystujący kobiety. Podnoszą sobie adrenalinę flirtowaniem i uwodzeniem. Jeśli wiedzą, że trafili na monogamistkę, to dla nich tyle, co gra o wysoką stawkę.

To którzy mężczyźni mówią prawdę kochankom?

Ci, którzy mają syndrom Madonny i ladacznicy, się nie rozwodzą. Dają prezenty, ale nie dadzą obrączki. Pokochać i rozwieść się dla kochanki może mężczyzna, który jest nieszczęśliwy z żoną i potrafi połączyć w jednej kobiecie Madonnę i ladacznicę, czyli mężczyzna dojrzały. Ale on musi naprawdę źle się czuć w małżeństwie, żeby w ogóle wdać się w romans. Wtedy też szuka miłości.

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link