fbpx

Czego pragną mężczyźni

Czego pragną mężczyźni
123rf.com

Gdyby tak na chwilę, niczym bohater filmu „Czego pragną kobiety?”, posiąść moc słyszenia myśli płci przeciwnej… czego byśmy się dowiedziały? coacha Miłosza Brzezińskiego pyta Joanna Olekszyk.
Po czym można poznać, że facet jest zakochany?

Najczęściej po tym, że jest w stanie podzielić się dobrem zdobywanym z trudem. Nie bez kozery jest to też cecha bardzo pożądana przez kobiety. Zakochany facet jest bardzo zaangażowany w robienie (robienie, a nie mówienie o robieniu) czegoś wokół kobiety. Chętnie też robi rzeczy spektakularne. Powiada się, że „Mężczyźni nie biją się i nie zakochują, jeśli nikt tego nie widzi”.

Ale jest i drugie dno w tym pytaniu. Po czym poznać, że zakochał się w nas facet, a nie chłopiec? Odróżnianie chłopców od mężczyzn może się stać ważną kobiecą umiejętnością w naszych czasach. Chłopiec w dużej mierze składa się z testosteronu, czyli jest agresywny bez kontroli, egocentryczny, na pokaz siłujący się ze wszystkim, łącznie z siłą grawitacji, losem i własną wątrobą. Niczym najemnik żyje dla siebie, walczy dla pieniędzy, zbuntowany żyje chwilą, swobodnie roznosząc choroby weneryczne. Mężczyzna jest raczej wojownikiem. Walczy dla kogoś, jego życie nie jest tylko jego i nie próbuje za wszelką cenę przejmować kontroli nad końcowym efektem. Energię pożytkuje rozważnie, a w dużej mierze wartość jego życiu nadaje zaangażowanie w poprawę jakości życia innych.

Kiedyś zostać mężczyzną to był obowiązek. Nikt nie pytał młodzieńca, czy ma ochotę być dorosły, bo żadnej społeczności nie było stać na utrzymywanie darmozjadów. Niegdyś, przy średniej czasu życia wynoszącej 49 lat, chłopcy stawali się mężczyznami w wieku 14–20 lat. Teraz ocenia się, że chłopcy stają się mężczyznami (o ile w ogóle to następuje w przypadku konkretnych osób) w wieku około 35 lat, przy średniej czasu życia 82 lat. Dla urodzonych w roku 2007 średnia długość życia szacowana jest już na 103 lata, więc prawdopodobnie moment przekraczania przez chłopców progu ogrodu męskości jeszcze się będzie przesuwał.

Czego mężczyzna oczekuje od związku? I od partnerki?

Że będzie jego żoną i partnerką. Kłopot w tym, że każdy z nas ma w głowie swój słownik, gdzie wprawdzie hasła są te same, ale wytłumaczenie nieco inne. I teraz trzeba znaleźć takiego faceta, który ma jak najwięcej zbieżnych opisów z naszymi. I stąd te randkowe rozmowy: „A jaki kolor lubisz?”, „A jakich ludzi?”, „A jakie mieszkania?”, „A dzieci chcesz?”. Z tym że psychologia dość ostrożnie podchodzi do tego, co ludzie deklarują, bo często albo deklarują to, co trzeba, albo co im się akurat przypomni, albo co fajne i krotochwilne. Kontakt ze światem emocji ma facet tak głęboki, że plasuje go to… w pobliżu zydla. Stąd też fajnie z nim pogadać, a właściwie wysłuchać, co ma do powiedzenia, bo nic tak w kobietach nie uwodzi, jak te wszystkie informacje, które się im o sobie przekazało. Faceta poznaje się jednak po tym, co robi, a nie, co mówi. Nie na darmo babcie mówiły wnuczkom: „Na chłopa musisz być głucha jak pień, ale oczy mieć sokoła”.

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach?

Na przykład tego, czego nie potrafią sobie wytłumaczyć. Żeby daleko nie szukać – nie lubią nie swoich wad. Swoich też nie lubią, ale te przynajmniej potrafią sobie wytłumaczyć, bo potrafią wytłumaczyć siebie.

Czym mężczyźni nudzą się w relacji?

Nudzenie się ma tysiące korzeni. Facet, wychowywany w poczuciu, że nuda to nie stan umysłu, tylko otoczenia, i przekonany, że to otoczenie ma obowiązek coś z tym zrobić, nudzi się w związku, bo on się zawsze nudzi, żeby wymusić jakieś działanie na innych. Babka podobnie. Podczas wersji demonstracyjnej związku, czyli często do ślubu, on jej kupuje, zawozi ją, wywozi na wywczasy, w lodach pierścionki chowa, na śniegu napisy kreśli, billboardy z wyznaniami miłości wynajmuje – dzieje się. A potem zaczyna się normalne życie. I facet nie jest taki, jak obiecywał. I ona też się może zacząć nudzić.

Facet może się nudzić też dlatego, że genetycznie ma potrzebę, żeby wiatr mu za uszami gwizdał. No to jedzie na weekend polatać, pospadochronować, polongboardować, poskałkować i poparalotnić, ale ta adrenalina działa najlepiej na mężczyzn, którzy mają do kogo wracać. W ogóle facetowi dobrze się kocha wyobrażenie o domu i o żonie. Nie ma większych miłości niż te na dystans. On na wojnie, ona: „wróć, Jasieńku”. On jej zdjęcie za bluzką, na sercu. Ona co wieczór modli się pod krzyżem, „we łzach go czeka”. I potem on wraca z tej wojny, powitają się, do łóżka pójdą, kwartał minie, nacieszą się sobą i… jakoś głowy nie urywa ta codzienność. W tej sytuacji, oprócz wielu jej kuriozów, ważne jest, że facet, nawet taki uzależniony od adrenaliny, cieszy się bardziej, jeśli ma kobietę, którą kocha. Bez partnerki nie cieszy się do końca, bo chociaż wiatr świszczy, a śnieg się rozbryzguje, to z tyłu głowy kołacze się myśl, że coś ważnego w życiu zaniedbał.

Miłość i przyjaźń – czy to da się połączyć?

Życie w związku ma wiele wspólnego z pracą zespołową. Dobry związek się wypracowuje. Dlatego też zakładamy, że da się to połączyć. Ba, niektórzy nawet wierzą, że każdy się może dogadać i wszystko da się zgrać. Kłopot polega na tym, że czasem wysiłek, który trzeba włożyć w owo połączenie, oznacza marnowanie połowy życia (i to często tej lepszej), przy czym nie mamy żadnych gwarancji, że zakończy się sukcesem, ponieważ budowanie czegoś wspólnie polega na… budowaniu czegoś wspólnie. Jeśli jedno próbuje się zmieniać, a drugie udaje, że próbuje się zmieniać, to naprawdę szkoda czasu.

Ale, ale! Małżeństwa wcale nie powstały po to, by się jakoś specjalnie kochać. Powstały, żeby pomnażać pieniądze teściów i zwielokrotniać skład osobowy rodów. Nasza wersja małżeństwa z miłości, pigułki antykoncepcyjne, kobieca wolność w podejmowaniu pracy – dają szansę wypracowania zupełnie nowych związków, w których nie musisz z kimś być, ale chcesz.

I z tego wynika trzeci aspekt sprawy, który trzeba brać pod uwagę, czyli pewne niebezpieczeństwo. Jeszcze przed 1900 rokiem w żadnej kulturze na świecie nie było modelu rodziny 2+1 czy 2+2. Mężczyźni wychodzili do pracy i przebywali z mężczyznami, a potem bawili się po pracy również w męskim otoczeniu. Kobiety zostawały w domu i zajmowały się obejściem – w kobiecym towarzystwie. Każdy w swoim gronie: mężczyźni sprośni i siermiężni, kobiety, jakie tam sobie chciały. I potem się widywali w domu, żeby kultywować związek.

W obecnym modelu wymagamy od siebie często zachowania, które w ogóle nie pasuje do płci i preferencji. Facet ma być koleżanką, powierniczką, przyjaciółką: „ładnie mi w tym?”, „opowiem ci, co mi Jadzia dziś powiedziała”, „co tak siedzisz, pogadajmy sobie”. A i odwrotnie też tak to działa: „walniemy browara, stara?”, „chodź, mecz obejrzymy”, „a teraz nasza rodzina wejdzie na ten szczyt”. Umówmy się – mąż nie będzie koleżanką ani żona – kolegą. Tak jak rower nie będzie wiosłem. Znaczy będzie, ale wiadomo jakim. Jak ktoś potrzebuje kolegów, to niech ma kolegów. A przyjaźń w domu to przyjaźń w domu. I nie oczekujmy, że jak przy żonie pomarudzimy na żonę, to ona zareaguje tak jak koledzy. Bo koledzy czasem potrafią powiedzieć: „ale wiesz co, świnia jednak z ciebie” i zupełnie inaczej się na to patrzy, niż jak powie to samo żona.

Jest taki mit, że kiedy mężczyzna nagle robi się bardzo miły dla partnerki, ona powinna wzmóc czujność. Czy to prawda?

Oczywiście! Dodajmy kolejną bzdurną, użyteczną życiowo myśl: „Jeśli cię leje i ciągnie za warkocz, to znaczy, że mu się podobasz i cię kocha”. Koncepcji na wykrzywienie komuś obrazu świata mamy aż nadto. Jak ktoś się staje miły, to bycie podejrzliwym skutecznie go tego oduczy. Pomocne to tak jak wiara, że agresja jest przejawem męskiego zainteresowania.

Czy należy być zazdrosną o przyjaciółkę swojego faceta?

Dobre pytanie, które otwiera kolejne drzwi. Po pierwsze: Czy należy? Czy wypada? Czy trzeba? Czy muszę? Czy mogłabym ewentualnie być zazdrosna? Nie należy. Nikt tego nie ustanowił i nie ma takiego imperatywu. Po drugie: Czy facet może mieć przyjaciółki? Cóż – mężczyzna może, ponieważ ma wystarczająco dużo krwi, żeby zasilić dwa kluczowe organy jednocześnie. W odróżnieniu od chłopca, który zasila zwykle tylko jeden organ. Dorosły mężczyzna ma erotyczne strzały myśli w głowie, ale potrafi sobie z nimi radzić. Wie, że nie ma kontroli nad tym, co mu do głowy przychodzi, ale ma kontrolę nad tym, co mu w głowie zostaje. Z chłopcem ciężej. Po trzecie: czy da się być „wszystkimi kobietami” w głowie faceta? Może i się da, ale facet nie szuka na świecie wyłącznie innych kobiet. Szuka osób do porozmawiania, kolegowania się, z którymi lubi być. Mężczyzna może oddać kobiecie całe swoje ciało, ale umysłu nie odda. I tak wyjdzie gdzieś z domu, nawet jak się go w nim fizycznie zamknie.

Czy dla mężczyzny jest ujmą, że jest w czymś gorszy od kobiety? Na przykład mniej od niej zarabia?

Mężczyzna zawsze jest w czymś gorszy od kobiety. A kobieta od mężczyzny. Jeden człowiek zawsze jest w czymś gorszy od drugiego. Czy facet ma więcej zarabiać? Cóż – statystycznie łatwiej mu więcej zarabiać. To pewne. Nie doszukując się przyczyn, bo to nie o tym rozmowa – facetom statystycznie łatwiej. Ale… w codziennym życiu statystyka ma niewielkie znaczenie. Bo nas, w odróżnieniu od na przykład marketingowców, mało interesują statystyki, tylko nasze konkretne życie i nasz konkretny partner. I jeśli on mniej zarabia, to nie jest rozsądnym mu to wypominać. Bo ujmą to może być wtedy ewentualnie wypominanie. W ogóle to dla mężczyzny ujmą są inne rzeczy, o których wiedzą sami zainteresowani. A chcieć zarabiać więcej tylko dlatego, że ktoś inny więcej zarabia, to nie męski obowiązek, tylko zwykła zazdrość i chciwość.

Jak mężczyźni znoszą zamianę ról: on w domu, ona w pracy?

Mężczyzna nie jest zwierzęciem domowym. On jest znacznie dzikszy, nosi go, jest agresywniejszy. Mężczyzna nie zamienia się z kobietą rolami, bo tego się nie da zrobić. Nie da się z mężczyzny zrobić kobiety, a z kobiety – mężczyzny. Mężczyzna chce być uważany za niebezpiecznego faceta, często uprowadzanego przez własne namiętności. Kobieta w biznesie nie funkcjonuje jak mężczyzna (jeśli już grzebać tak głęboko), a mężczyzna w domu nie będzie kobietą. Sądzę, że w przypadku tego pytania zamianę ról każdy znosi źle, bo nikt nie lubi być wtłaczany w nie swoją rolę. Mężczyźni i kobiety dobrze znoszą dom i biznes, jeśli mogą je uprawiać po swojemu. Stąd też teraz definiujemy te role na nowo, bo nie ma kogo spytać, gdyż nikt tak wcześniej nie miał jak my.

Pracuję z kobietami w biznesie oraz z mężczyznami w domach i widzę, że obie te strategie wciąż są na etapie powstawania. Ani kobiety nie chcą biznesu uprawiać barbarzyńsko i do upadłego, ani facet nie chce być w domu kluchem.

Jaka jest podstawowa różnica, która najbardziej utrudnia porozumienie między mężczyzną a kobietą?

Podejrzewam, że ta sama, która uniemożliwia porozumienie się dwóch osób w ogóle, bez względu na płeć. Pomimo najszczerszych chęci feministek i naszego leniwego poznawczo mózgu, kobiety i mężczyźni mają bardzo podobne mechanizmy myślenia. Ciężko by było przetrwać gatunkowi, którego płcie mają przesadny kłopot z dogadaniem się. I to trzeba zapamiętać: zwykle da się dogadać. Nie zmienia to faktu, że każde badanie wbijające chociaż mały klin między kobiety a mężczyzn rozdmuchiwane jest z nieskrępowaną radością przedszkolaka. Z tego też powodu nie będę wymyślał jakichś statystycznych cudów, tylko powiem, że trudności w dogadywaniu się w parach (hetero- czy homoseksualnych) wynikają najczęściej z tego, jak się obu osobom wydaje, że na świecie powinno być, a są to modele różne. Najczęściej po prostu wyniesione z domu, bo kiedy zaczynam zdanie od: „Bo w normalnej rodzinie…”, to i tak najczęściej po prostu opowiadam, jak było w mojej. Im bardziej człowiek chce wyjść z rodzinnego domu, tym bardziej go za sobą całe życie wlecze.

I tu jest problem, bo zdanie sobie sprawy z tego, co mój mózg myśli i z tego, że on myśli o jednej jedynej dobrej opcji po prostu z lenistwa, bo inne dobre musiałby wymyślić, przetestować i wyćwiczyć – to jest potwornie ciężka praca. A mózgowi się nie chce, więc próbuje przeforsować modele i strategie, które już zna i umie sobie w nich znaleźć miejsce. Najtaniej dla mózgu jest przyjąć moją wersję. Wersja partnera jest znacznie cięższa do przyjęcia. Najtrudniej jest ustalić jakąś trzecią opcję, której oboje partnerzy za dobrze nie znają, którą będą musieli ćwiczyć, może i modyfikować, doczytać coś. To jest cholernie dużo roboty. I wiele osób się na to nie decyduje, próbując doprowadzić do swojej wersji. A jak przepchnąć swoje? Na przykład powiedzieć: „fabrycznie taki jestem, bo jestem facetem, i tego nie zmienię”. Dlatego nie będę się tu rozwodził o różnicach między kobietami a mężczyznami, bo zaraz zostanie to użyte jako fikcyjny argument do: „ty musisz się zmienić, bo tu dotarliśmy do tego, kim jestem fabrycznie jako kobieta i mam na to papier w postaci ostatniego numeru SENSu”. Po moim trupie!

SENS04_450x130 pod artykuly sens

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze