Porozmawiajmy o pokusie w związku

123rf.com

Sądzę, że jednak pytasz o takie sytuacje, kiedy rozmyślamy nad tym, czy nie zamienić starego modelu na nowy, ale przedtem chciałybyśmy go sprawdzić, wypróbować.

To chyba taka ludzka właściwość – chcielibyśmy mieć gwarancję, że ryzyko się opłaci.

No właśnie. Ale czy ktokolwiek może cokolwiek nam zagwarantować? Własny mąż też nie może zagwarantować, że będzie z nami do końca życia, nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie wiemy, jak będzie wyglądała przyszłość. Oczywiście, jeśli bardziej się znamy, niż nie znamy, to mamy pewną wiedzę o sobie, na przykład o tym, czy nasz partner jest cudzołożnikiem czy nie. Jeśli nie jest, to prawdopodobnie nadal taki będzie, choć niekoniecznie. I powiedzmy, że masz takiego męża i ryzykujesz. Dla niektórych mężczyzn to już jest koniec związku: obcy kocur wlazł na moje podwórko, a ona go wpuściła. Rodzi się więc pytanie: kiedy próbowanie jest jeszcze dopuszczalne, a kiedy robi się niebezpieczne? Niektórzy krok po kroku przesuwają tę granicę. Dopóki z nim rozmawiam i patrzę na jego włosy z zachwytem, to jeszcze nikogo nie zdradzam, prawda? Dopóki umawiam się na kawę czy spacer, to przecież też jeszcze nie zdradzam. I nawet gdy się już zaczynam z nim całować w parku…

To odwieczne pytanie o to, gdzie się zaczyna zdrada. Przypomina mi to film z Keirą Knightley „Zeszłej nocy” – mąż udaje się w podróż służbową z atrakcyjną koleżanką, a żona spotyka dawną miłość. Nie chcę opowiadać, co się stało dalej, powiem tylko, że film stawia pytanie o różnicę między zdradą fizyczną a emocjonalną i o to, która bardziej nadużywa zaufanie.

Na pytanie, co jest zdradą, a co nie jest, nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Dla jednej kobiety zdradą będzie już to, że on ma znajomą, z którą lubi rozmawiać bardziej niż z nią. A facet powie: „Jeśli mu nie dała, to jeszcze nie zdradził”. Choć też nie każdy, niektórzy mężczyźni są zazdrośni o sam kontakt czy nawet myśl, co jest już absurdem! No bo czy my musimy bez przerwy myśleć o naszym partnerze? Przecież mamy jakieś wspomnienia i inne osoby w naszym życiu, ktoś może nam zaimponować, ktoś zaciekawić, a ktoś może wręcz porazić sobą. Nawet ktoś, kogo znamy od lat albo kto kompletnie nie jest w naszym typie – i wtedy sami siebie pytamy: „Czemu to teraz we mnie trafiło?”, „Czemu myśmy się nie poznali wcześniej?”.

Czasem fascynacja jest jednostronna. Co wtedy?

Może się tak zdarzyć. Tobie wydaje się, że oboje czujecie tak samo wielkie przyciąganie, a okazuje się, że on po prostu był urzeczony tym, że ty byłaś nim urzeczona. Generalnie jeśli czujesz, że on nie odpowiada tym samym, to powinnaś sobie go przenieść mentalnie wewnętrznym kursorem do katalogu „moje marzenia”. Może nawet od czasu do czasu tam zaglądać i o nim myśleć, czasem nawet na niego popatrzeć, jeśli jest w kręgu znajomych, ale zdecydowanie dać sobie siana. Oczywiście jeśli zależy ci na spokoju serca i umysłu, bo może wolisz cierpieć z miłości. Dla wielu to ma urok.

Mam koleżankę, która jest w szczęśliwym związku, ale co chwilę przeżywa fascynację różnymi osobami, także aktorami. Po jakimś czasie jej to mija.

Znam takie kobiety. Nastolatki w dorosłym ciele. One potrzebują mieć poczucie, że świat jest pełen bardzo atrakcyjnych mężczyzn.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »