Co to jest seks tantryczny? I jak regularne przeżywanie ekstazy czyni nas lepszymi?

Tantra przypomina, że wieczorny seks zaczyna się od pocałunków i czułych słówek rano. Mężczyzna, który potrafi przeżywać ekstazę miłosną, odkrywa, że życie w ogóle może być radosne – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

 

Tantra to starożytna sztuka miłości. To przekonanie, że ważne jest ciągłe utrzymywanie afirmacji miłości, że ekstatyczny stan istnienia jest naszym przeznaczeniem. Czy mężczyzna coś o tym wie?
Staje mi przed oczami scena, którą często można zobaczyć w filmach i serialach: mąż wybiega do pracy, w pośpiechu daje buziaka żonie i dzieciom. Nie ma czasu i klimatu na czułe pogłaskanie, przytulenie, uważne spojrzenie w oczy, uśmiech. Mówią o tym pary, które się kochają, wychowują dzieci, starają się, wspólnie pokonują życiowe trudności. A jednak nie zatrzymują się choćby na chwilę, aby dać wyraz swojej miłości. Być może więc seks wieczorem mógłby się zaczynać od zatrzymania się, aby się do siebie uśmiechnąć.
Tantra to tradycja wywodząca się z innej kultury. Mówi się w niej o świętości zjednoczenia seksualnego. W tradycyjnych Indiach i w hinduizmie sacrum przenika wszystko. Systemy filozoficzne, które się u nas rozwinęły, i oparte na nich ideologie wyprały naszą rzeczywistość ze świętości. Tantra mówi, że seksualność jest święta.

Od lat przyjeżdżają do Polski nauczyciele tantry. Mamy coraz więcej książek na ten temat. Mężczyźni i kobiety jeżdżą na wielodniowe warsztaty. Rozmawiałam z takimi parami.
Jeśli zwracamy się w tę stronę, to znaczy, że tego potrzebujemy. A dlaczego potrzebujemy? Ponieważ świętość jest głęboko zapisana w naszym wnętrzu.

Z seksualnego zespolenia elementu kobiecego i męskiego rodzi się boska kreacja, powstaje wszechświat. A my dostępujemy tego cudu. Poprzez miłosną ekstazę doświadczamy błogości teraźniejszości. Kochankowie stapiają się w jedną niepodzielną całość.
W momencie ekstazy znika „ja”, ego ze swoimi uprzedzeniami, ograniczającymi poglądami, nawykami, z poczuciem zamknięcia w ciasnej przestrzeni. To jest intymne doświadczenie, podczas którego odkrywamy to, co jest poza „ja”, poza ego. Miłosna ekstaza to jedno z najważniejszych ludzkich doświadczeń i przeżyć. Otwarcie w tej sferze otwiera na inne wymiary życia, ponieważ odblokowuje napięcia, poszerza świadomość. Potem już nic nie wygląda tak samo. Gdy przeżywamy ekstazę, trudno potem czuć nienawiść do ludzi czy gniew w stosunku do świata.

Nie zaczynajcie bez miłości, troski i wdzięczności – radzi tantra.
Jeżeli oboje przyjmujemy to tantryczne zalecenie, wtedy być może uznamy, że rzeczywiście teraz nie jesteśmy w nastroju do miłości. Możemy więc zaplanować święto miłości na weekend, gdy jest więcej czasu. Dbamy wówczas, aby seks był tym, o czym mówią mistrzowie tantry, a nie pospieszną konsumpcją.

We wspólnym kalendarzu zaznaczamy Święto Tantry?
Możemy zacząć właśnie od wakacji. Mamy więcej czasu na powolność, uważność, pielęgnowanie uczuć, więzi, bliskość, czułości. Możemy wspólnie przez chwilę pomedytować, pooddychać, posłuchać ulubionej muzyki, popatrzeć sobie w oczy, trzymając się za ręce. Chodzi o rozwinięcie w sobie stanu kontemplacyjnego, który wspólnie tworzymy i w którym wspólnie uczestniczymy. Łatwo wyczujemy moment, kiedy zapragniemy jeszcze więcej bliskości. Gdy te proste rytuały stają się dla nas czymś powszechnym, w sposób naturalny kierują nas ku świętości życia, świętości bycia razem. Świece, kadzidła, piękna pościel – ta oprawa jest ważna, ale wtórna.

Zapomnieliśmy o dotyku. Tymczasem tantra wskazuje na to, że rozwijanie świadomości i wrażliwości ciała jest podstawowym warunkiem rozprzestrzeniania się miłości i ekstazy w życiu. Uzdrawiający, karmiący dotyk, który wyraża miłość, czułość i troskę, zwraca nas ku sobie, ku życiu. Jak uwrażliwić się na dotyk?
Praktykować go w codziennym życiu. Na przykład na spacerze świadomie i uważnie dotykać drzew, roślin, liści, trawy, korzeni, kamieni. Otworzyć się na doznania, poczuć temperaturę, gęstość, fakturę, kształt, kolor dotykanego obiektu. Kontaktujemy się wtedy ze światem w inny sposób niż na co dzień, przełączamy się z myślenia na odczuwanie, doświadczanie. Dajemy odpocząć głowie. Dajemy sobie przyjemność. Możemy mieć intymny, uważny kontakt ze wszystkim, nawet ze sprzętami w domu. Dotykanie owoców, obieranie warzyw może być bardzo zmysłowe. Otwierając się na dotyk, powracamy do zmysłów. Okazuje się, co potwierdzają badania, że otwarcie się na doznania zmysłowe wspiera nasz system nerwowy, odmładza ciało, ponieważ dostarczamy sobie wówczas różnorodnych bodźców i wrażeń. Jeśli chodzi o wrażliwość sensoryczną, my, ludzie Zachodu, jesteśmy wtórnymi analfabetami; ta wrażliwość jest uśpiona. Jako dzieci mamy taką wrażliwość, ale później ją tracimy, na szczęście nie bezpowrotnie. Możemy powrócić do zmysłów. Możemy praktykować dotyk serdeczny, przyjacielski w stosunku do bliskich nam ludzi. Dotyk erotyczny, seksualny rezerwujemy dla ukochanej osoby na okres celebracji miłości. Przygotowaniem, wprowadzeniem do takiego dotyku może być dotyk codzienny, który jest wymianą bliskości, komunikatem: widzę cię, czuję cię, jestem obok.

Tantra wskazuje, że rozwijanie świadomości i wrażliwości ciała oraz czułość są podstawowym warunkiem rozprzestrzeniania się miłości. (Fot. iStock)

Mistrzowie tantry mówią: kochajcie się z całym życiem, nie tylko z partnerem. Kochajcie kwiaty, zwierzęta, dzieci, ziemię i niebo, wszystko. A gdy doświadczacie miłosnego zespolenia, rozkoszujcie się każdą chwilą. Zachwycajcie się cudem miłości. Aby doświadczać, rozkoszować się i zachwycać, potrzebna jest świadomość, bycie obecnym.
Chodzi o otwartość; jesteśmy obecni w każdej cząsteczce ciała, w każdym geście, dotyku. Obecność i uwaga wzmacniają doznania, stwarzają jakość, której nawet nie można sobie wyobrazić podczas tak zwanego szybkiego numerka. Realizowanie miłosnego potencjału w naszej kulturze nie jest wartością. Radość życia, ekstaza, nawet przyjemność bywają czymś podejrzanym. Dominuje pośpiech, powierzchowność, niechlujstwo emocjonalne, przytępione zmysły, niedocenianie sacrum. Tymczasem mężczyzna, który potrafi przeżywać ekstazę miłosną, odkrywa, że życie w ogóle może być radosne i ekstatyczne. Może z dużo większą wrażliwością odczuwać głębię każdej chwili, na przykład prawdziwie ucieszyć się z awansu czy ze zrealizowanego projektu; poczuć smak życia. Wszystko może być źródłem przyjemności, nawet to, co konieczne, obowiązki i zadania.

Seks jest tym łatwiejszy, im więcej miłości i akceptacji będzie między partnerami. Tantra to podkreśla: przyjmujemy ukochaną osobę taką, jaka jest. Obdarzamy się nawzajem przyjmującym, akceptującym spojrzeniem, wówczas serce otwiera się na miłość, wielką uzdrowicielkę, która budzi zrozumienie, współodczuwanie i spełnienie.
Jeśli czujemy miłość i akceptację, oczy same to przekażą: miłość, serdeczność płyną naturalnie. Wystarczy, że jesteśmy skoncentrowani na sercu; serce jest niejako wysunięte do przodu, jest na pierwszym planie. Są słowa, które wywołują określone stany, ponieważ jednoznacznie pozytywnie się kojarzą: „piękno”, „radość”, „błogość”, „spokój”, „harmonia”, „odprężenie”, „bezpieczeństwo”, „zaufanie”, „otwartość”. Dobrze jest używać tych słów, aby wyrazić stan, w którym właśnie się znajdujemy. Wypowiadając je, wzmacniamy te odczucia, co ma dobroczynny wpływ na miłosną relację.

Jeszcze mamy pamiętać, że miłość nie jest zależna od osoby, która jest w danej chwili kanałem miłości. Miłość jest wszechobecna, a poprzez ukochaną, ukochanego mamy okazję połączyć się z nią, zjednoczyć z rytmem serca wszechświata. Gdy on, ona znika z naszego życia, nie znaczy, że miłość zniknęła. Droga, którą już przeszliśmy, by znaleźć się w objęciach miłości, pozostanie na zawsze nasza. Kochane osoby przychodzą i odchodzą, miłość pozostaje. My sami jesteśmy źródłem miłości.
Wtedy dzielimy się miłością, dajemy i przyjmujemy, będąc w stanie obfitości. Mamy dużo większe poczucie sprawczości tego, co się dzieje, poczucie mocy. Jeśli źródło jest we mnie, to ode mnie zależy, ile z niego zaczerpnę. Nie muszę zdawać się na partnerkę, która być może jest akurat w gorszej kondycji. Gdy mamy świadomość, że źródło jest w nas, słabszy nastrój nie stanowi problemu. Partnerka rezonuje na to, że jestem zanurzony w źródle, bo trudno się temu oprzeć. To właśnie cała tajemnica: wyczuć nurt miłości i dać mu się ponieść. Najważniejsze to podążać za swoim budzącym się sercem.

Wymagające zalecenie.
Potrzeba tu męstwa i odwagi, ponieważ otwieramy się i wchodzimy na nowe terytoria, przekraczamy granice w sobie. Pragniemy ekstazy i ekstatycznego życia, jednak budzą się obawy, kim się staniemy, z czym będziemy musieli się zmierzyć. Być może z niczym, po prostu zaczniemy odkrywać swoje wewnętrzne bogactwo, ekstatyczną relację z życiem.

Co w tym niebezpiecznego?
Ego boi się unicestwienia, przekraczania granic. Może pojawić się obawa, że stracę kontakt z ludźmi, że nie będą mnie rozumieli. Może budzić się wiele kwestii związanych z celem i sensem życia. Przekonanie, że przyjemność nie jest w porządku, że należy ją powściągać, ograniczać, mocno powstrzymuje wielu mężczyzn przed otwieraniem się na erotyczny, a więc i mistyczny wymiar życia.
Tantra, starożytna ścieżka rozwoju duchowego, jest wspaniałą propozycją dla współczesnych. Warto na nią wejść. Mamy wówczas szansę wykroczyć poza wewnętrzny smutek, który tak często wyczuwam u mężczyzn: „Po co to wszystko? Gdzie radość życia?” Trudno czuć smak życia, gdy mamy przytępione zmysły. Praktyka tantry to powrót do naturalnego, radosnego strumienia życia, którym jesteśmy.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP. Niedawno ukazała się książka „Zrozumieć mężczyznę”, którą napisał z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.