1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Krystyna Janda: Moje życie Fast Slow

Krystyna Janda: Moje życie Fast Slow

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Mam jeden z pierwszych numerów komórkowych w Środowisku. Znają go wszyscy albo prawie wszyscy. Odbieram i oddzwaniam – mówi Krystyna Janda. Chyba że wyświetli się: „fałszywy hrabia” albo „ten, co dzwoni w nocy”.

(Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 08/2016)

Chciałabyś się zaprzyjaźnić z Krystyną Jandą?

Nie, bo ona nie ma czasu [śmiech]. Co to za przyjaciółka, która nie ma czasu? Ale z drugiej strony – kiedy trzeba komuś pomóc, porozmawiać, coś naprawdę ważnego załatwić, na chwilę odkładam wszystko i działam w tej sprawie. Wielu ludzi przychodzi do mnie po pomoc, radę, zdanie na jakiś temat, opinię. Nie zbywam, nie lekceważę.

Gdybyś mimo wszystko chciała się do siebie zbliżyć, co byś poradziła?

Nie znoszę fałszu i jak ktoś mówi o mnie zbyt dobrze. Nienawidzę pustych komplementów. Pochlebstw, żadnego „uprzejmego” naddatku. To okropne. I od razu to wyczuwam. Kiedyś w czasie wizyty w Związku Radzieckim było mi aż niedobrze z powodu zbyt wielkich peanów na moją cześć. Myślałam, że jeśli usłyszę jeszcze jeden komplement, kogoś pogryzę. U nich to przekracza wszelką miarę. Taki zwyczaj, taki styl.

Ale jak byłaś małą dziewczynką, mówili ci, że jesteś piękna, mądra?

Dziadkowie. Totalnie zaślepieni. Byłam zadziwiona tym, co o mnie mówili. Na szczęście ja sama nie myślałam o sobie tak dobrze. Uważałam, że jestem głupia, brzydka i generalnie gorsza. I to mnie uratowało, krytyczne spojrzenie na siebie pomogło mi siebie zbudować. Myśleć, że jest się kimś wyjątkowym, najlepszym? To koniec. Zresztą to się nie zdarza inteligentnym [śmiech], ale to miłe być otoczonym ludźmi, którzy w ciebie wierzą, bez akceptacji jest bardzo trudno.

Drugi raz w życiu taką akceptację poczułaś, kiedy spotkałaś swojego drugiego męża Edwarda Kłosińskiego, prawda?

W czasie kręcenia „Człowieka z marmuru” zorientowałam się, że w moim otoczeniu pojawił się ktoś, kto uważa, że wszystko, co robię, jest dobre, ważne i wspaniałe, mówię o aktorstwie, oczywiście. To zdecydowało o wszystkim. Od czasu dziadków do momentu spotkania z Nim nie doświadczyłam takiej akceptacji. To było miłe, no a potem okazało się, że potrafi także oceniać mnie zupełnie na zimno. Bardzo mi pomógł wiele razy trzeźwym spojrzeniem, rozsądną oceną tego, co robię. Nie kochał mnie bałwochwalczo na szczęście. No i mnie lubił, a to podstawa. Można kochać i nienawidzić.

Akceptacja to przepis na miłość?

Wielkość kochania zależy od wielkości człowieka. Jeden jest głębokim człowiekiem i umie pięknie kochać. Drugi jest mały i myśli, że kocha najbardziej na świecie, a naprawdę obdarza płytkim, marnym uczuciem, co weryfikuje czas. Szacunek do kogoś i miłość zależą od formatu człowieka. Kiedyś pewna kobieta powiedziała mi, że jej mąż nie odczuwa uczuć wyższych, ale leczy się z tego. Najpierw mnie to rozśmieszyło, a potem przeraziło. Są też ludzie, którzy nie mają wyobraźni. To mnie zawsze zaskakuje. Tak jak egoizm lub – co mniej groźne – egzaltacja i u kobiet, i u mężczyzn. Wtedy uciekam. Uczucia to wielki temat. Konflikt natury z kulturą także. Ale trudno jest mówić o tym kobiecie, którą nie rządzi już biologia. Ja już myślę spokojnie, rzeczowo, logicznie. Wcześniej, kiedy decydowała biologia, kilka razy w życiu nie byłam ani panią swoich myśli, ani postępków. Pamiętam to bardzo dotkliwie, wiele razy powinnam była powiedzieć „nie”, odwrócić się, ale biologia mówiła mi: „A może jeszcze się uda”. Już zresztą nie nadaję się do związków. Taki prawdziwy związek mam teraz z mamą, dziećmi. Jest w tym już i cierpliwość, i ustępstwa, przede wszystkim zrozumienie, akceptacja i tolerancja. Takie związki mam też choćby z naszymi domowymi zwierzętami. Wybaczam im wiele rzeczy, ale i one mnie. Układam się jakoś z nimi wszystkimi i z tym światem. Nie znoszę awantur, histerii, złości. Na to już nie mam sił.

Przed chwilą pokazałaś w jednym z ujęć takie ciało! Straciłam oddech, kiedy wyszłaś z garderoby.

Dajże spokój!

Jesteś ikoną kobiecości dla wielu kobiet i mężczyzn. Dla ciebie ideał kobiety to…

...nie wiem. Oriana Fallaci, Susan Sontag, Pina Bausch – z naszego podwórka, ale i wiele innych kobiet. Bo kobieca kobieta to dla mnie przede wszystkim mózg. Wiele jest w Polsce i na świecie wspaniałych kobiet, kobiet polityków, przedsiębiorczyń, naukowczyń, artystek także – z wizją, sprawą, ideą, pomysłami, które realizują. Dziś w trakcie tej sesji zdjęciowej przypomniała mi się pani Zofia Nasierowska. Ona zawsze wiedziała, co chce zrobić. Kogo fotografuje i jak chce go pokazać. Była niezwykle kobieca, ale przede wszystkim skuteczna. Fotografowała głównie kobiety. Rozmawiała tak długo, aż wydobyła z tego kogoś to coś, a kiedy TO się zjawiało, robiła zdjęcia.

Czyli kobiecość to inteligencja, talent i skuteczność.

Uwielbiam piękne kobiety, ale osobowość jest wszystkim. Także umiejętność życia. Te małe codzienne sprawy. Kiedy niby wszystko dzieje się przy okazji. Przychodzisz niespodziewanie, a ona od ręki organizuje przyjęcie. Proste, ale na najwyższym poziomie, i zawiera niewymuszenie, harmonia, umiejętność ułożenia wszystkiego. Wiele jest takich kobiet. Nic nie bywa dla nich trudne. Przygotować ślub, napisać książkę, urodzić dziecko – one się nie zastanawiają, działają, zajmują się wszystkim dokłądnie w tym w momencie, w którym potrzeba Robią to z klasą, są pewne i zawsze to jest takie, jakie powinno być. No i wdzięk. „Ach, ta Justysia ma coś tak razem” – tak mówi o tym Aleksander Fredro w „Mężu i żonie”. Wszystkie elementy się składają. I słabość, kiedy trzeba, i kiedy trzeba, siła, wrażliwość, i ukrywanie jej, kiedy sytuacja tego wymaga. Delikatność i niezauważalne wymuszenie. Spryt i bezradność. Kobiecość.

I ty tego nie masz?

Ja? Nie wiem, ale  czuję w sobie porządek i chaos jednocześnie. Podziwiam kobiety, które potrafią opanować sytuację i wszystko staje się jasne. Czasem to potrafię. Jestem skuteczna, ale często zbyt szybka. Bywa, że przez to kogoś urażę, przy mojej otwartości i prawdomówności coś za mocno powiem dla dobra sprawy, dla czyjegoś dobra, często zanim pomyślę. Ludzie są wrażliwi na swoim punkcie, chcą prawdy, a potem trudno to znoszą. Ja lubię krytyczną prawdę o sobie, ale sama też ją oceniam. Przyjmuję ją lub nie, ale cenna jest konieczność samooceny.

Wydaje ci się czy jesteś pewna, że podoba ci się krytyka z cudzych ust?

Lubię, kiedy ktoś zauważy coś, co przeoczyłam lub źle robię. Człowiek nie obserwuje siebie. Niewielu potrafi się ocenić bezstronnie. Wiele razy zdarzyło mi się naprawiać coś, na co zwrócili mi uwagę inni. Na szczęście moimi znajomymi są ludzie, którzy mówią, co myślą. Nie obrażając. Ja też taka jestem. Tak mi się wydaje, taką mam nadzieję. To trudne, łatwiej przemilczeć lub chwalić.

Na co chciałabyś, żeby ci zwrócono uwagę?

Na wszystko. Znam te początki zdań: „Nie wydaje ci się, że…”. Często załatwiam sprawy w pośpiechu, nie zastanowię się i potem… za uwagi jestem wdzięczna. Nie mam wtedy poczucia, że jestem sama. Ale też bez przesady, błędy nie zdarzają mi się aż tak często…

A rozpamiętujesz, jeśli tobie ktoś zrobił coś przykrego?

Tak, ale wtedy też to mówię tej osobie. Od razu i wprost. Trzeba mówić. Wyjaśniać. Bardzo często te nieporozumienia kończą się miłą znajomością, a nawet przyjaźnią.

Wiele osób z twojego otoczenia mówi, że czują się z tobą związane, ale zastrzegają, że nigdy nie przekroczą granicy, nie odważą się zbliżyć. Niektórzy nie umieją mówić do ciebie inaczej niż na „pani”.

Taak? Dziwi mnie to. A ja przecież jestem taka „łatwa w obsłudze”, z tyloma ludźmi jestem na ty, ze wszystkimi w teatrze… Wiesz, nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić, że ktoś może o mnie tak myśleć, nie wiem tak naprawdę, co ludzie o mnie myślą. Wczoraj Ignacy Gogolewski zobaczył tytuł książki „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” i powiedział, że to bardzo odważne. „Dlaczego?” – spytałam. „A jak się nie sprawdzi?” „To przeczytaj” – odpowiedziałam. Śmialiśmy się oboje.

Ty zawsze pomożesz, a twój przyjaciel musi być zawsze dla ciebie?

Bez przesady, jednak nie wyobrażam sobie, że nie mogłabym zadzwonić z ważną sprawą, kiedy tego potrzebuję. Ale też do mnie można zadzwonić zawsze. Te konwencjonalne zasady grzecznościowe – od 9 do 22 – ze mną w ogóle nie obowiązują. Dla przyjaciół, oczywiście.

Ale masz swoją czarną listę.

Tak, kilka [śmiech]. Jedna to ta telefoniczna, mam jeden z pierwszych wydanych numerów komórkowych w środowisku i nigdy go nie zmieniłam. Nie wiem, ile to już lat. Mają go wszyscy albo prawie wszyscy. To dopiero świadczy o mojej otwartości! A ja odbieram i oddzwaniam, bo mnie nauczono, że tak jest uprzejmie. Ale też mam „zaszłości”, przy niektórych numerach odpowiednie opisy: „Ten, co dzwoni w nocy” albo „Fałszywy Hrabia”, albo „Głuche telefony, które mnie budzą” – wtedy nie odbieram. Kogo ja nie mam w tym telefonie! Moja książka telefoniczna to setki numerów, ważnych i mniej ważnych. Co więcej, nie usuwam tych, co umarli, czasem do nich dzwonię. Ot, tak sobie. Albo wysyłam mejle na adresy tych, których już nie ma, i wtedy mam zwrotnie różne dziwne informacje systemowe. No i, oczywiście, mam oznaczone numery telefonów należących do redakcji pism kolorowych. Kiedy dzwonią, nie odbieram.

„Fałszywy Hrabia” mnie zaintrygował.

Niesłusznie. Chciał się ze mną ożenić, oszołom, jako główny argument podawał, że jest hrabią. Żałosne.

Ta druga czarna lista…

Moja osobista, nikt jej nie zna, a ja tych ludzi omijam z daleka.

Są tacy, którym nie podasz ręki?

Bo uważam, że niektórzy ludzie zasługują na ostracyzm. Nie ukrywam tego. Udaję, że ich nie widzę.

W czasach wszelkiej poprawności.

Wiem, trzeba się na to zdobyć, jeśli ktoś skandalicznie przekroczył granice, to nie zasługuje na to, żeby mu podawać rękę.

Co może cię aż tak zrazić?

Jeśli ktoś w życiu robi świństwo, a ja to widzę albo wiem, że doszło do podłości, że ktoś skrzywdził choćby innego człowieka. I, co gorsza, nikt się za tym człowiekiem nie ujmuje. Uważam, że należy się za tym pokrzywdzonym opowiedzieć i okazać temu drugiemu niechęć, nawet jeśli ten nie wie, czego to dotyczy. Niech się domyśli. Tymczasem ludzie dla świętego spokoju czy fałszywie pojętej poprawności udają, że wszystko jest w porządku, że nic się nie stało.

Z drugiej strony – wiele wybaczasz innym.

I mam nadzieję, że inni wybaczą mnie. Bo człowiek jest tylko człowiekiem, ułomną, słabą, podatną na wpływy istotą. Krążą pomówienia, plotki, często bardzo krzywdzące, bezzasadne. Wiele razy przekonałam się też, że ludzie się zmieniają, żałują tego, co nawywijali. Okazuje się, że to nie była świadoma chęć szkodzenia, cynizm, tylko niezręczność, nieumyślność. Ale często się mylę, i w jedną, i w drugą stronę.

Gdybyś mniej okazywała swoje niechęci i poglądy, byłoby ci łatwiej.

Mówisz o moich ostatnich wypowiedziach publicznych na aktualne tematy? Popatrz, a niektórzy zarzucają mi, że jestem koniunkturalistką! Ja, która mówię, co myślę, niezależnie od tego, czy to korzystne, czy nie! Nie umiem się powstrzymać.

Mogłabyś o parę zdań mniej napisać na FB, ugryźć się w język.

Wiem, pokorne ciele dwie matki ssie. Co za ohydne przysłowie! Czy rosyjskie: ciszej jedziesz, dalej dojedziesz lub dłużej będziesz. Jakoś nigdy jęzora za zębami w sprawach dla mnie ważnych nie mogłam utrzymać. „Trudno – jak mówił mój tata – odsiedzę, ale zabiję, bo zasługuje”. Jestem osobą publiczną, trzeba się odzywać w sprawach ważnych. To nasz obowiązek, ludzki, obywatelski, społeczny, środowiskowy. Są wartości wyższe niż moje doraźne dobro, wartości, których trzeba bronić. A te wyższe są też i moje. Miałabym się za nic, gdybym się zachowywała i myślała inaczej.

Zwłaszcza że wszyscy pytają cię o wszystko.

Oj! Czasem to naprawdę przesada. Często myślę, że to dlatego, że jest do mnie taki łatwy dostęp. Strona internetowa, Facebook, forum, fundacja itd. A poza tym zagrałam tak dużo i na tak wiele tematów. Ostatnio brałam udział w zjeździe psychiatrów, bo kto grał chorego umysłowo? Ja. W radiu robią wywiad o rozwodach – kto się rozwiódł? Kto grał kobietę zawiedzioną? Ja. Dobrze, że już nie jestem młodą matką, bo to było najnudniejsze, kiedy mnie pytali, czy karmię piersią i dlaczego. Przez 45 lat udzielam wywiadów i wypowiadam się na różne tematy, ale kiedy trzeba, „zakręcam kranik”.

Chyba że coś się takiego dzieje, że czuję, że muszę zabrać głos. Jak teraz. Jestem szefową dużej fundacji, mam wielką odpowiedzialność za ludzi, za tę instytucję, a mimo to nie mogę nie mówić, kiedy pytają. Albo przemilczeć, albo dla wygody robić uniki. To poniżej poziomu. Nie umiem też o prawdziwych problemach mówić lekko.

Byłam aktorką, jaką byłam, w kraju, jaki był, zrobiłam to, co zrobiłam, miałam pozycję, jaką miałam. Nastąpiła wolność. Pomyślałam: „Koniec, teraz mogę być już tylko aktorką”. Co za ulga! Mogę powiedzieć wszystko, zagrać wszystko, z piórami w tyłku zejść ze schodów i nikt nie będzie miał do mnie pretensji, że Agnieszka z „Człowieka z marmuru” się postponuje, jest naiwna, pijana… Odetchnęłam, powiedziałam sobie: „Jest demokracja i nawet jeśli ludzie wybiorą inaczej niż ja, to ja się tym wyborom podporządkuję”. Tak myślałam 27 lat. Do tego momentu.

Nie lubisz, jak ktoś reżyseruje twoje życie?

Boję się tych pootwieranych furtek, które mogą prowadzić do tego, że każdy z nas przestanie być panem własnego życia. Nie chcę powrotu do tamtych czasów. Wszyscy to mówią: „Nie damy sobie odebrać wolności, o którą tak ciężko walczyliśmy”.

Nie możesz sobie odpuścić. Żyć slow?

Slow? Ależ moje życie było slow! 27 lat. Robiłam to, na czym mi zależało, w pocie czoła. Nie oglądając się na nic. Wydawało mi się, że to, co robię, ma znaczenie i miałam, i mam na to dowody. Żyłam, jak chciałam. Sama sobie to stworzyłam i wypracowuję tę możliwość każdego miesiąca istnienia fundacji. Nie mam nad sobą nikogo, kto mówi mi, co i jak robić – a nie ma w pracy, każdej pracy, szczególnie twórczej, większej wartości. Zyskałam masę przyjaciół, którzy ze mną robią to, co zaczęłam. Stać mnie na życie, które prowadzę. Wszystko, co osiągnęłam i mam, zawdzięczam sobie, w związku z tym mam poczucie własnej wartości. To jest moje slow. Żyć wolniej to nie dla mnie, to męczące.

Czyli fast slow według Krystyny Jandy.

Praca jest moją przyjemnością. Ilu ludzi może to powiedzieć? Nawet gdy mam problemy, to nadal jest to przyjemność. Ciągle się dziwię, kiedy ludzie mówią, że się poświęcam. Od dziecka byłam osobą kreatywną, pracowitą, niespokojnym duchem, a jednocześnie konstruktywność i sens były najważniejsze. Codziennie wydawało mi się, że jeśli tego dnia nie wyprodukowałam czegokolwiek, nie ulepiłam garnka, nie przeczytałam książki, nie zasiałam kwiatka albo nie uszyłam lalce sukienki, to marnuję życie. I dalej, teraz, kiedy mam 63 lata, wciąż się uczę, podlewam te kwiatki i pracuję z przyjemnością. I nie po to, żeby zostawić po sobie ślad za wszelką cenę. Chodzi o to, żeby dobrze przeżyć życie. Nikogo nie udaję, jestem z siebie dumna, nie czuję nienawiści, nie jestem sfrustrowana, lubię życie, ludzi i każdy dzień. Żyję. A teatr, to, czym się zajmuję, jest taki ulotny, istnieje tylko wtedy, kiedy gramy. No więc gramy.

Praca to przyjemność. A poza nią?

Życie to przyjemność. Właściwie wszystko jest przyjemnością, nie wiem dlaczego nie istnieją dla mnie naprawdę nieprzyjemne rzeczy. Budzę się rano i myślę, co dzisiaj mam zrobić. I tyle. Nie wiem, co to nuda, wszystko dookoła jest interesujące. Jedyne, co mi doskwiera, to powtarzalność codziennych czynności. A dzisiaj w dniu sesji zdjęciowej, a przecież tak nie znoszę sesji, wiesz, to prawda, pomyślałam: „No trudno, ale będzie się coś działo”. Staram się tylko zapewnić sobie minimalny luksus, bo trudno uprawiać mój zawód, wejść na scenę po wyjściu z tramwaju.

Ty nie jeździsz tramwajem.

Ale współczuję aktorkom, które muszą. Zagrać królową po zmyciu naczyń i praniu jest trudniej, określając to skrótowo i powierzchownie. Ostatnio na zdjęcia próbne do roli kobiety, w której wszyscy się kochają, pewna aktorka przyjechała na rowerze przez całą Warszawę. Kiedy dojechała, była nie do sfotografowania. Czerwona, dysząca i spocona. Kiedyś w Niemczech czekałam w teatrze na aktorkę, która grała Callas, ten sam tekst, który gram dziś ja, przyszła z siatkami pełnymi zakupów. Zastanawiałam się, jak ona potem zagra kogoś, kto jest noszony na rękach. La Divinę? Primadonnę Assolutę? Aktorka musi trochę o sobie myśleć, być czuła dla siebie, żeby potem ludziom ofiarować coś naprawdę wyjątkowego. Niestety, wiele aktorek nie ma na to szansy, często niekochane wiodą trudne, pracowite życie, obsługując rodzinę bez pomocy i zrozumienia ze strony najbliższych. Na szczęście nigdy nie miałam tego problemu i do dziś, choćby dzięki temu, że mieszkam z mamą, codzienne prozaiczne zadania nie są moim udziałem.

W tym całym swoim luksusowym kieracie, morderczej czasem pracy, jesteś zatem szczęśliwa.

Jestem spokojna na tej wojnie. Czuję wewnętrzną harmonię. Nie czuję się nieszczęśliwa. Ale martwię się, że nadszedł czas, w którym trzeba będzie podejmować znowu trudne decyzje, a myślałam, że już nie. Wszyscy tak myśleliśmy.

I mówisz to w swoim po wielokroć jubileuszowym roku: 40 lat na scenie, 25 lat od napisania pierwszego felietonu do „Szpilek”, dziesięć lat teatru Polonia i pięć lat Och-Teatru. Mogłabyś zrezygnować?

Strasznie byłoby mi żal, gdybym musiała podejmować jakieś dramatyczne decyzje dotyczące fundacji… Dużo tutaj dobrego się stało. Zbudowało.

Czujesz się sama w tym wszystkim, co robisz?

Z innymi, ale sama. Decyzja i odpowiedzialność należą do mnie. To ja muszę dać radę. Jestem szefową, na mnie to stoi.

W życiu?

Chyba też.

Gdyby nieżyjący już Grzegorz Skurski mógłby dzisiaj nakręcić czwarty film o tobie – podsumować kolejną minioną dekadę – to o czym by był? Krystyna Janda na marszu?

Myślę, że mógłby po kawałku pokazać moje role, jest ich w tej chwili osiem w stałej eksploatacji, wieczorne grania, pacierz codzienny. Callas, Shirley, Danuta W., matka geja z „Matek i synów”, Claris z „Weekendu z R.”, Szambelanowa z „Pana Jowialskiego”, Tonka Babicz z „Ucha, gardła, noża”. Wieczorami spotykam się z publicznością, moimi przyjaciółmi, jak mniemam i jak wynika z oklasków cowieczornych, zmieniam się w inną kobietę. Gdyby tak po kawałku to sfotografować, można by się zdziwić.

Dziesięć lat prowadzenia fundacji i bycia szefową, dyrektorem artystycznym dwóch teatrów i aktorką, reżyserem, menedżerem, kierownikiem literackim, także przy okazji promocją tych teatrów, wiecznie kontaktującą się z mediami, bo co miesiąc premiera. To cię zmieniło?

Oczywiście, że tak. Nauczyłam się dużo, bardzo dużo. Jestem też dziś innym człowiekiem i pewnie inną aktorką, dużo bardziej świadomą. Nie jestem na pewno gwiazdą w potocznym znaczeniu, nie mam fochów, nie mogę być zmęczona, muszę być do dyspozycji innych. Często problemy innych aktorów, reżyserów, choćby młodych, początkujących u nas, są ważniejsze niż moje sprawy, rola, mój sukces. No i ludzie, ludzie, ludzie, współpracownicy. Publiczność! Wieczne myślenie: „Kim są? Jacy są? Czego im potrzeba? Co im się podoba? Co grać? Jak grać? Kto ma to grać? Kto reżyserować?”. Żeby było dobrze. Żeby przetrwać. Żeby robić nowe spektakle. Tylko pełne sale to umożliwiają. To z pieniędzy za sprzedane bilety jest to możliwe. A każdy artysta pracujący u nas ma ambicje, marzenia, frekwencja go mniej obchodzi, to ja się muszę o to martwić i ich dyscyplinować. Ale to wszystko miłe, miłe życie, ciekawe. I dużo zabawy także.

Przychodzi pani kupić bilet, a kasjer zachęca: „Niech pani koniecznie to obejrzy. Gra Stuhr, Kuna, Kot”. A pani na to: „Szczur? Kuna? Kot? To to jest bajka dla dzieci!?”. To „Ich czworo” Zapolskiej. A jeśli w tytule jest obce słowo albo tytuł w innym języku – gorzej się sprzedaje… Graliśmy „Darkroom”, przyszedł mężczyzna i poprosił o bilet na „Ciemnego Cygana”. Spektakl „Po co są matki?” – w kasie pytali o „Pocą się matki”. Ja grałam według jakiejś pani „ Białą bluzkę z kapturem”. A „Ucho, gardło, nóż”? Za każdym razem ludzie kupują bilety na inne części ciała. Kiedyś jakaś pani przyszła do mnie po „Shirley Valentine” i powiedziała, że to okropne, żeby tyle czasu o sobie opowiadać na scenie, a do tego zmieniać imię i nazwisko… Przy okazji dużo radości, zabawy, śmiechu, wątpliwości, nieprzespanych nocy, twórczych dyskusji, artystycznych konfliktów i przyjaźni, brawa, niepokoje, premiery, ratowanie spektakli. Show must go on. 170 aktorów z całej Polski gra w tej chwili w naszych spektaklach. To wszystko jest nie do pojęcia, a trzeba to ogarnąć.

Ogarniasz. Jestem na tych premierach, przedstawieniach dla dzieci, wydarzeniach jednorazowych, koncertach.

Każdego wieczoru w moim telefonie mam SMS-owe zawiadomienia od dyżurujących, ile osób na sali, czy wszystko w porządku i często zdjęcie z kulis, foyer, garderób. Nawet kiedy sama gram. To odmierza mój czas. Tak się obawiam, że ktoś mi zburzy ten pracowity artystyczny spokój-niepokój, złamie nam życie, zabierze radość pracy, tworzenia i życia.

KRYSTYNA JANDA od 40 lat na scenie w teatrze i w  filmie. Zagrała wiele wybitnycb ról – ta najbardziej zapamiętana to Agnieszka w „Człowieku z marmuru”. 12 lat temu założyła fundację, dzięki której powstał teatr Polonia , a następnie Och-Teatr. Reżyseruje, śpiewa, pisze. Wielokrotnie nagradzana, uznana za najwybitniejszą aktorkę stulecia. Mama Marii, Adama i Andrzeja.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).